Ask @AlexMisio:

W jakich miejscach powieszone są lustra w Twoim domu? W którym z nich przeglądasz się najczęściej?

Tulpa
Mam tylko w łazience, dwa, duże i gdzie wcześniej się z tego cieszyłam, tak teraz wręcz odwrotnie.
Od kiedy przybyło mi troszku na wadze i wkroczyłam w ostatnie magiczne miesiące tego jakże błogosławionego stanu, to co widzę w lustrze przeraża mnie, załamuje i powoduje odruch wymiotny.
Dla kogoś kto zawsze miał obsesję na punkcie wagi i wyglądu taka zmiana jest zbyt duża i bardzo cieszy mnie, że kwestią dni jest kiedy ten bobas wreszcie opuści brzusiowe mieszkanko, będę wreszcie mogła powolutku zacząć ćwiczyć i może za rok nie będę bała się założyć spodenek czy mniej luźnej koszulki, lub jakiekolwiek koszulki bo teraz jedyne w czym czuję się w miarę dobrze to workowate koszule, zawsze je lubiłam, ale jednak lepiej wyglądają, gdy są przyduże, aniżeli w sam raz.
Tak, wiem, priorytetem powinien być dla mnie ten maluch, ale chyba jeszcze do mnie nie dociera, że ten maluch istnieje i wkrótce zostanę zderzona z rzeczywistością, w tej chwili myślę o wszystkim innym niż tym, że będę bawiła się w mamuśkę >.<

View more

w jakim wieku chciałabyś mieć dziecko ?

Daw
Nie chciałam w ogóle, a na pewno nie w najbliższej przyszłości.
Ciąża sama w sobie to coś co postrzegam bardzo negatywnie. Zawsze byłam zafiksowana na punkcie swojej wagi, każdy dodatkowy kilogram sprawiał mi ból, patrzyłam na siebie w lustrze i czułam obrzydzenie, zawsze miałam ten ideał w głowie, do którego powolutku dążyłam, bez jakiś radykalnych kroków, w miarę łagodnie, chociaż niekoniecznie zdrowo. Od czasu do czasu bardziej surowo podchodziłam do swojego wyglądu i liczby jaką pokazywała waga i bywałam dla siebie mniej miła niż zazwyczaj, ale jednak nie popadałam za bardzo w skrajności, jednak wiedziałam, że coś takiego jak ciąża odpada, chcąc nie chcąc w tym stanie się tyje, ciało się zmienia, niekiedy nieodwracalnie, dochodzą rozstępy, do których mam skłonność.
Zbyt wiele zmian, z którymi moja psychika nie mogłaby sobie poradzić. Rodzicielstwo samo w sobie też nigdy specjalnie do mnie nie przemawiało, nie wyobrażam sobie, aby jakiś maluch biegał i mówił do mnie "mamo". Czuję się jeszcze dzieckiem, dzieci nie powinny wychowywać dzieci. Mam swoje koty i dobrze mi z tym, ten niewielki instynkt macierzyński i miłość matka-dziecko zawsze przelewałam na nie, koty to moje dzieciaki i pasowało mi to.
Stało się jak się stało, pojawił się mały człowieczek i rośnie we mnie, już niedługo będzie sobie żył obok mnie i liczył na to, że Go dobrze wychowamy.
Chcąc nie chcąc musiałam zmienić swoje nastawienie, albo chociaż próbować. Na początku podeszłam do tego z wielką agresją, kiedy jeszcze nie miałam pewności, a jednak jakiś głosik mówił, że ten bobas się pojawił i powoli się we mnie rozwija byłam na tyle zła, że widok jakiegokolwiek dziecka czy wspomnienie o nim doprowadzało mnie do szału. Myśl, że za jakiś czas sama mogę mieć bobasa była na tyle przerażająca, że moja bardziej popierdolona strona przejęła chwilową kontrolę i przez moment było bardzo źle. Miliony myśli, ogromna chęć skrzywdzenia siebie, partnera, tego rozwijającego się we mnie życia i każdego wokół była niesamowicie silna. Wsparcie, które dostałam w tamtym czasie od już mężunia było naprawdę cudowne. Sposób w jaki do wszystkiego podszedł, zrozumienie, słowa, że zaakceptuje każdą decyzję jaką podejmie, fakt, że rozumiał mój strach, na nic nie naciskał, jedynie był i pokazywał, że nieważne co, będzie, były czymś czego w tamtym czasie naprawdę potrzebowałam.
Z czasem zaczęłam powoli akceptować całą tą sytuację, patrzeć na to wszystko w inny sposób, przecież to taki mały łysy koteł, tylko że nie będzie mruczał i miaukał i jakoś, można powiedzieć, że nawet zaczęłam się cieszyć, chociaż strach nie mijał. Najtrudniej (wiem jak to banalnie to brzmi) było zaakceptować fakt, że tak bardzo zmieniam się wizualnie, dopiero później zaczęłam myśleć o wszystkim innym co się zmieni. Łatwo nie było i nie będzie, nadal się boję, że mogę się nie nadawać do roli jaką mam odegrać, ale z drugiej strony to fajne, że takie połączenie mnie i R będzie gościć w naszym życiu. W końcu powstał z miłości.

View more

jaki jest twój idealny związek?

Idealny czyli taki, w którym nie brakuje nieporozumień, innych zdań i poglądów, to taki, w którym czasami macie się dość, macie ochotę się pozabijać i wszystko was irytuje, a jednak nadal trwacie przy sobie pełni tej samej miłości co na początku.
To taki, w którym jesteście dla siebie najlepszymi przyjaciółmi, ufacie sobie bezgranicznie i wiecie, że gdy partner nie wraca na noc i mówi, że był z kolegami na piwie i za ostro zabalowali to wierzycie, że tak było, bez żadnych innych spekulacji, ale jednocześnie wiecie też, że taka sytuacja nigdy się nie zdarzy, bo nawet z przepitym rozumiem i tak wróci aby utulić do snu.
To taki, w którym nie ważne czy minął miesiąc, rok czy 10, nadal patrzycie na siebie tak samo, z tą samą miłością, nadal jesteście w sobie bezgranicznie i szalenie zakochani i świata poza sobą nie widzicie.
To taki, w którym uśmiech na Jego twarzy jest najpiękniejszym widokiem na świecie i nie ważne jak bardzo chcesz Go zabić, On nadal jest Twoim numerem 1.
Kochacie się, wspieracie, jesteście dla siebie.
Nie ma mowy o żadnej zdradzie, o żadnej bezsensownej zazdrości, jest 100 % zaufanie.
Gdy mówi skacz, to skaczesz, nawet jeśli będzie Cię po tym nieźle bolał tyłek.
Rozumiecie swoje słabości, rozumiecie, że są rzeczy, których druga osoba nie potrafi, nie lubi czy nie chce.
Nie ma żadnego "ale".
Jest kompromis.
Wspólne szaleństwo, zabawa, spełnianie swoich marzeń razem.
Codzienne zasypianie i budzenie się obok, tęsknota tak wielka, że boli, gdy musicie zasnąć osobno, gdy osobno musicie spędzić zbyt dużo czasu.
Akceptowanie swoich wad, wspólna praca nad nimi.
Dawanie sobie siły.
Kochanie się pomimo wszystko i nad wszystko.
Idealny związek jest taki bajeczny, niecodzienny, taki mój i tylko mój.
I oby trwał wiecznie.

View more

Ile trwał twój najdłuższy a ile najkrótszy związek?

Nie było najkrótszego. To nawet nie były związki, a na pewno nie na poważnie, nie było uczuć, bliskości.
Był alkohol i próba ucieczki przed problemami.
Najdłuższy trwa i trwać będzie już zawsze.
I jest przecudownie.
Mam przy sobie najcudowniejszą osobę na świecie.
Uczucie, które między nami jest, jest tak piękne, że trudno uwierzyć, że to jawa a nie sen.

View more

Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu? 🌞

#NTO Na Twojej Orbicie
Jestem Piotrusiem Panem wyrzuconym z Nibylandi.
Wiecznym dzieckiem zmuszonym do dorosłości.
Boję się.
Wszystko co mi znane, znika,
Zmienia się.
Nie jestem na to gotowa.
Chcę pozostać w swoim świecie bajek i iluzji.
Nie chcę stać się tym do czego zmusza mnie życie.
Ponownie zaczynam myśleć o powrocie do swojego świata, o powrocie do domu.
Trzymała mnie tu miłość, ale nadszedł czas, w którym przerósł ją strach i tęsknota za tym co dawno mi znane.
Nie chcę żyć tak jak zmuszają mnie do tego okoliczności.
Boję się.

View more

Zgładź ją, jednym zwinnym ruchem, sama tego pragnęła. Mimo miłości, nawet ona nie może jej uratować. Zniszcz ją, zanim ona zniszczy Ciebie.

Trudno zniszczyć coś co jest tak głęboko zakorzenione.
To jakby wyrwać sobie serce, chociaż do serca jej daleko, a jednak równie mocno wpływa na to jak, i że w ogóle żyję.
Całe szczęście, że potrafię dobrze ignorować jej piskliwy głosik, tylko w chwilach słabości jej pisk sprawia, że krawią mi uszy i oczy i serce i wszystko inne.

View more

+1 answer in: “Ile razy dziennie spoglądasz w lustro?”
Next