Ask @DrazkowyBartus:

Co można wyczytać z Twoich nut?

Nee-chan ~♡~
Tik Tak, Tik Tak... bezuczuciowa wskazówka metronomu z pełną premedytacją odlicza takty naszego życia, dzieląc na etapy to wszystko, co zawiera się między pierwszym oddechem a ostatnim tchnieniem...
I gdzieś w tym wszystkim są też i moje dźwięki, może nieporadne, może jeszcze nie w pełni brzmiące, lecz z każdym kolejnym pojawiającym się tonem coraz wyraźniejsze...
Dawne, dziecinne jeszcze ćwierćnuty, które lękliwie biegały po pięciolinii, ze strachem spoglądające na każde pojawiające się odległe, mroczne i zagłuszające wszystko echo, teraz z nieśmiałą jeszcze, lecz rozwijającą się radością zaczynają wybrzmiewać coraz pewniej, coraz mocniej i dłużej, dostrzegając w swym chwiejnym cieniu zarysy przyszłych półnut a być może i całych, ukształtowanych już życiem nut ...
Dźwięki mojego życia zawsze były nieskładne, bez jakiegoś większego sensu pojawiały się w przypadkowych miejscach, by dać o sobie znać i zniknąć również niespodziewanie... kreśliły przyszłą melodię, wybrzmiewały, dawały nadzieję i obietnicę na coś wyjątkowego i nagle ginęły, niczym milknąca pękająca struna... pozostawała pustka, rozczarowanie, głuche dudnienie tak wyraźnie, że można by pomyśleć, iż to macki umysłu rozpoczęły swój nieplanowany koncert...
I tak to wszystko trwało przez dłuższy czas, jakby nagle orkiestra zapętlając się w dźwiękach grała wciąż jeden i ten sam fragment utworu...
Teraz już wiem, dlaczego tak było, dlaczego mimo rzetelnie wyuczonych nut i wyrytych w głowie szczęśliwych akordów, tak nieudolnie rozwijała się melodyka... Żaden, nawet najwspanialszy utwór nie zabrzmi w pełni bez dyrygenta, który poprowadzi ścieżką pisaną czarnymi kropkami... dyrygenta, który wie, w którym momencie wybuchnąć trajektorią narastającej wibracji fal a kiedy otworzyć drzwi ciszy... ciszy, która niczym najwspanialsza przyprawa pomoże odkryć smaki i pozwoli radować się zmysłom...
A teraz siedzę skulony i w skupieniu układam z nut Twoje imię, niczym najbardziej skomplikowane puzzle, z nadzieją, że prędzej czy później odczytam te słowa... słowa melodii, której dźwięki znam już na pamięć...
-----------------------------------------------
Bardzo dziękuję za pytanie, jejkuu jedno z ciekawszych jakie otrzymałem na asku i trochę mi wstyd, że tak nieporadnie na nie odpowiedziałem... Jeszcze raz bardzo dziękuję i życzę Spokojnego wieczorku...
https://www.youtube.com/watch?v=I392xDytUFc

View more

Jaki masz cel w życiu? Dokąd zmierzasz?

Leidi Netsune
“Myślałeś, że jesteś już na szczycie góry,
że hymn grają dla Ciebie zwycięski.
Lecz to jedynie chichot jest ponury,
A pieśń ta to raczej oznaka jest klęski” - Bartek G.
----------------------------------------------------
Celu jednego, jedynego jako takiego nie widzę, zbyt odległy byłby to plan, zbyt dalekie zarysy, ledwo widoczne, majaczące niczym kolorowa fatamorgana w oczach zbłąkanego na pustynni wędrowca... zbyt długa droga ku temu, by to wszystko osiągnąć i zbyt wiele zakrętów na życiowych ścieżkach, czekających ze swoimi zwodniczymi zagadkami, zasłaniających ostateczne zwycięstwo...
Jedynie gdzieś tam głęboko w głowie tkwi niczym przyczepiony pinezką do korkowej tablicy napis “Nie zapomnij o szczęściu” i podobnie jak te wszystkie wbite pinezki, połączone wełnianą nitką, tak też i toczy się moja dosyć skomplikowana podróż ku dalszemu... ku kolejnym pinezkom...
Dokąd bym chciał dojść najpierw? Który ze szczytów zdobyć jako pierwszy? Nigdy jakoś nie pragnąłem osiągnąć wszystkiego, to zbyt wiele jak na mnie i nigdy nawet mi to nie przemknęło przez myśl... Ja zawsze tkwiący w najgłębszych dolinach, w katakumbach umysłu spowitego mackami przeszłości, ten który potyka się na każdym wzniesieniu i to nie tylko o sznurowadła własnych butów, lecz głównie o własne wady dojść mogę jedynie do jednego, malutkiego miejsca... ramiona mam zbyt kruche i wątłe, by objąć całość tego świata... ramiona przyozdobione balastami z przeszłości, drobinami dawnych błędów i pomyłek...
Bo to chyba one są niczym ten męczący kamień Syzyfa, tatuaż wykonany z ołowiu, który sprawia, że bieg nawet ku najlepszemu celowi staje się maratonem żółwia...
Więc drepczę sobie powoli, krok po kroku, nie spiesząc się, by nie zmącić oddechu, idę i idę słysząc każdy kolejny ruch, a glany me służąc pomocą depczą i niszczą napotykane przeszkody, pojawiające się w głowie krnąbrne myśli i złudne nadzieje...
O ja naiwny! Spoglądam przed siebie, uśmiecham się na myśl o zwycięskich podbojach, kierunkach, które doprowadzą ku najlepszemu, gdzie chichotliwa i próżna w swej dostojności egzystencja taplać się będzie i nurzać w upojnej hedonistycznej chwale... zapominając o tym, że cel osiągnąć mogę jedynie wtedy, gdy wnętrze me sponiewierane oczyści się z naniesionego błota...
NA SZCZĘŚCIE POZOSTAJE JESZCZE MUZYKA PRAWDA?

View more

Lubisz planować?

cichawiedzma
"Wciąż trzymam Twoją dłoń,
choć zimnem tutaj wieje.
I będę wciąż i wciąż,
co dziać ma się, niech dzieje" - Bartek G.
----------------------------------------------------
Planowanie niestety się nie sprawdza (przynajmniej w moim przypadku) i to bez względu na to, czy chodzi o kupno miesięcznego biletu, dobór odpowiednich strun do gitary, czy stabilizacji dotyczącej reszty życia spędzonego z tą jedną, ukochaną osobą...
Tamtego dnia zawsze ubierałem odświętne ubranie przygotowane przez mamę, czystą, wyprasowaną koszulkę, spodnie, porządnie wypastowane buty i tak ubrany, z uśmiechem pełnym trwającej wciąż nadziei szedłem wśród ludzi, pomiędzy inne rozradowane dzieci... jak każdego września, rozpoczynającego kolejny rok koszmaru...
I czułem jak nagle oblewa mnie deszcz błota, potok słów tak raniących niczym kran wypełniony szpilkami... to inne dzieci w idealny, wręcz ponadludzki sposób, z umiejętnością godną przyczajonej pumy wyłapywały słabości, różnice, uległość i strach... tak chyba najbardziej wyczuwały ten nie dający się ukryć zapach strachu, który oblepiał swoją nieuchronnością i bezwładem...
I na nic zdało się planowanie cudownego rozpoczęcia roku szkolnego, na nic nadzieje i wyczekiwanie na lepsze, idealnie, misternie zaplanowane kolejne dni ze szczęściem sypały się jak poruszone dłonią szaleńca kostki domina...
I tak było po wielokroć przez wszystkie kolejne lata, rok po roku, aż z czasem oczy zaczęły się przyzwyczajać do brunatności korytarzy, do śmiechów i popychań, do świadomości, że największym złem stać się może tak po prostu ludzkie serce...
Uczucia stawały się przeszkodą, trudnym zakrętem, na drodze ku realizacji, tym małym kamykiem, który nagle wpadał pomiędzy tryby i niszczył wszystko...
Nie, zdecydowanie to mi nie wychodzi, a może przyzwyczajony do kolejnych porażek odznaczanych szarością grafitu na kalendarzowej mapie przestałem już próbować? Może to jedynie wymówka, by przestać się starać, by schować się za idealnym, chroniącym od świata murem z poduszek i trwać tam, niczym aligator hibernujący w teksańskich moczarach...
----------------------------------------------------
Przepraszam, straciłem wenę, brak mi słów, a te które się pojawiają wydają się takie niekształtne i toporne, niczym krzywy patyk udający strzałę, trafiającą idealnie w cel...
Chyba muszę odpocząć od aska, od myśli, wspomnień i siebie...
Przepraszam i życzę pozytywnych chwil...

View more

Spotkałeś/aś fałszywych ludzi na swojej drodze?

Tak samo jak i tych dobrych, pozytywnych, przyjacielskich (tak prawdziwie) tak i tych z twarzą kameleona spotykałem dość często, może zbyt często tych drugich, niczym zniszczony napis przy drodze “POMOGĘ CI”, który swym magnetyzmem przyciągał w burzowe wieczory koszmarne wspomnienia... cóż, taka to widocznie kolej rzeczy...
I nadal takich ludzi spotykam, choć zupełnie inaczej już teraz do tego podchodzę... niczym hutnik przy rozgrzanym piecu, osłaniam się tarczą chroniącą mnie przed jadowitymi uśmiechami, w rękawicach odgradzających od dotyku, z maską skrywającą najmniejszy nawet przejaw emocji... niczym wszechobecna i bezduszna szarość... tak dokładnie, nie czerń, nie biel, nie kolory...
I tak oto zmierzam ku dniom kolejnym, unikając synapsycznych kontaktów z toksycznością, to zbyt wiele kosztuje, zbyt wiele zabiera, zbyt wiele czasu trwa a... chyba nigdy się nie goi...
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że tak właściwie niczego to nie zmieni, ludzie z nożami skrytymi za różami nadal będą żerować na naszych umysłach, nadal będą wyszukiwać słabości, gorszych dni, pęknięć w naszym życiorysie, by wessać się niczym język mrówkojada w każdą możliwą szczelinę naszego istnienia...
To pokręcone życie jest jak las, w nim my zwierzyna, raz bywamy wilkiem a raz motylem, który w blasku tęczy czeka na swój koniec... i są tam sarny, które sprytnie po naszych grzbietach wyskakują ku górze... z tymi oczami, którym nie możemy się oprzeć, z ustami wypełnionymi dobrze znanymi słowami... nabieramy się na ten spektakl, mimo, że tak bardzo znamy jego zakończenie...
to jak wrzucanie monety do automatu z płytami i odtwarzanie wciąż jednej i tej samej płyty... “Oszukam Cię, zranię Cię, skrzywdzę Cię” - lepkie jak język kameleona, zmienne jak jego barwy, wpływa nam do mózgu i pozostaje... niczym rdza, korodując nas od wewnątrz...
Tutaj chyba skończę, by nie stało się zbyt gorzko, bo przecież nawet gorzka czekolada bywa słodka...
Dziękuję za pytanie, spokojnego wieczorku... ahhh korzystając z okazji, chciałem napisać, że podoba mi się Twój ask... daje mi spokój, tak więc dosyć często go odwiedzam, bo akurat spokój jest u mnie deficytowy...

View more

Chłopcze z nut. Chłopcze muzyki. Powiedz mi. Czy według Ciebie kobieta jest przekleństwem czy darem? Dziękuję Belli za inspirację do pytania.

Gonepteryx rhamni ~
Tak mi się wydaję (być może błędnie), ale płeć nie determinuje, nie odwzorowuje szablonów, nie tworzy gotowych form wypełniając je ekstazą lub goryczą... Kobieta i Mężczyzna oboje mogą być piekłem, jak i drzwiami do raju, wsparciem i balastem ciągnącym w dół, niczym płatki hemoglobiny opadające bezładnie po ukąszeniu węża...
Przekleństwem stają się same relacje między dwojgiem ludzi, słowa, czyny, odruchy, to wszystko właściwie użyte, zranić może lub uleczyć... To iskrzenia na styku dwóch światów, podprogowe, ledwo zauważalne kłaczki, które wpadając do gardła drapią, lecz nie duszą... Wywołują dyskomfort istnienia, zmęczenie egzystencją, niewygodne wręcz wrażenie oznakowanego i przeznaczonego do uboju zwierzęcia..
Przekleństwo i dar nie maluje oczu barwnymi makijażami, nie zakłada garnituru, nie spogląda chciwie na wypełniony po brzegi portfel, lecz czeka cierpliwie, niczym ostatnia kula w magazynku na ruch i niczym rosyjska ruletka wystrzelić może zarówno pozytywnością, tworząc na twarzach uśmiech jak i tym wszystkim, co odbijając się rykoszetem rani serca i dusze...
Krzycz na mnie, szarp mnie przypominając każdego dnia o tej walce, o zmaganiu się z przeciwnościami, przypominaj mi o tabletkach, ciągnij za rękę, gdy będę rezygnował, tul, gdy poczujesz smutek... bądź bąbelkami dwutlenku węgla w lekko już zapomnianej i odstawionej na bok butelce coli... Możesz być moim przekleństwem, jeśli to chociaż w małym ułamku pomoże mi żyć... i jako przekleństwo staniesz się mym darem...
------------------------------------------------
“Dwudziestego dnia, drugiego miesiąca schodziliśmy krętą ścieżką ku miasteczku... my wykluczeni ze społeczeństwa, z kijkami zamiast broni walczyliśmy o lepszy świat, bez zabiegów, płytkich oddechów i kolejnych porcji leków... szliśmy zwartą grupą, jakby sama myśl o byciu jednostką nas przerażała... a może po prostu, gdzieś tam, pod tymi grubymi, zimowymi kurtkami, pod krzywo nasuniętymi czapkami, dłońmi kostniejącymi z zimna szły dzieci, wystraszone zbliżającą się dorosłością... i ta świadomość, gdy trzeba sobie powiedzieć - “jutro też będziesz chory”, więc trzymajmy się razem, bo jedynie tak to zrozumienie przetrwa... ludzie idący poboczami nie zauważali nas, zmęczone ich spojrzenia skupiały się na kolejnych krokach ku starzeniu... a my idziemy stabilnie, choć z obawą, kto z nas pozostanie ostatni... ostatni bez pożegnania, bo reszty już nie będzie...
Wstrzymujemy oddechy, jakby sam opór przeciwko kaszlowi był pojedynkiem, zmaganiem małych, wątłych płuc z ciężarem nieudolnego leczenia...” - Bartek G.
Dziękuję Ci LatoListku za pytanie, a właściwie kilka pytań, które odnalazłem w swojej skrzynce... Spokojnego wieczoru życzę...

View more

Mój polonista miał w zwyczaju powiadać, że cierpienie uszlachetnia. Co Ty o tym sądzisz? Można doszukiwać się w tym prawdy, czy jest to kompletna bujda? 🤔

Bella (=^・ω・^=)
Gdyby tak było, gdyby rzeczywiście cierpienie uszlachetniało, to stałbym się człowiekiem o idealnym wręcz charakterze, kształtowanym czarnymi wieczorami z koszmaru... a jednak tak nie jest, nie mam idealnego charakteru, ba mógłbym nawet rzec, że sporo w nim luk i poszarpanych, brakujących fragmentów, sporo złych i niepotrzebnych odcieni, cierni którym szarpię dobro innych...
Cierpienie nie pomaga, ono nawet w większości przypadków szkodzi, przeszkadza, blokuje... zasłania nam pełne barw palety, knebluje umysł zakrzykując pozytywności, łamie kręgosłupy odważnym unoszącym krnąbrnie głowę, izoluje nas dźwiękoszczelnymi szybami od świata, dosypuje gorzkiego posmaku do i tak nieudanego życia, trzyma i więzi, tnąc na kawałki każdy rodzący się promień szczęścia...
Trud, wysiłek, zaangażowanie ohhh to tak... to uszlachetnia, to sprawia, że doceniamy, że szanujemy, że dostrzegamy ten toczący się w nas rozwój i ostateczny cel...
Cierpienie to długie oślizgłe dłonie trzymające nas przy mulistym dnie, to kawałki wpadające do naszych płuc uniemożliwiające oddychanie, to mętne, zrezygnowane spojrzenie na ciemny i pozornie nic nie znaczący fragment niedokładnie odnowionej ściany, na której wciąż wilgotne ślady pozostawiły oczy, pełne rozczarowań, snów, które nie dają uśmiechu... nic z tego nie wychodzi, to labirynt bez możliwości wyjścia, bungee, które porusza się tylko w jedną stronę, niczym ostatnie kroki skazańca przed murem straceń...
Nie lubię mówić o cierpieniu, nie chcę do tego wracać, do tych udawanych uśmiechów na potrzeby sąsiadów, do schodów, które jako jedyne przyjmowały mnie podczas każdej wieczornej ucieczki, do niczym nie skrępowanych poruszeń cieni tłukących moje nierozumiejące spojrzenia siłą swojej władczej masy na oślep, do zimna, tak tego cholernego zimna, które czuje się na samą myśl o tym, co czeka za drzwiami... i cisza, która następuje tak nagle po przerwanym biciu, tak z zaskoczenia, szybciej niż serce bijące nierównomiernie na długo po tym jak to wszystko się wydarzyło...
Popękane, przygryzane wargi, w nieładzie rozrzucone włosy, dłonie z długimi palcami czerwone i drżące... od czego? Tego już chyba nikt nie pamięta... i buty dziś zaniedbane ze śladami błota... ahhh a może to jednak nie błoto, może to fragmenty mojego życia...

View more

Jak myślisz, jaki kolor opisuje Twoją osobowość?

Leidi Netsune
“Hipotetyczne barwy, soczewek zaskoczenie.
Wahania zmysłu wzroku, mentalne podniecenie.
Barwiona egzystencją nieskończona biel ścian.
Miszmasz kolorów, raz dżentelmen, raz cham.”
- Bartek G.
-----------------------------------------------------------
Kiedyś bez wahania (pewnie jak 90% osób) odpowiedziałbym, że to kolor czarny niczym niewzruszone mruganie kosmicznej pustki... mało tego, z pewnością upierałbym się przy tym stanowczo nie wyobrażając sobie istnienia jakiegokolwiek innej barwy, jakby nagle w sklepie z "Wyborami" zabrakło wszystkiego i jedynie tam wysoko, na ostatniej półce pozostała puszka pokryta oczekiwaniem. Ale im dłużej zacząłem się nad tym zastanawiać, tym bardziej i mocniej docierało do mnie, że tak nie jest i co najdziwniejsze nigdy przecież nie było...
To trochę jak odwiedzanie starych miejsc, nie funkcjonujących już fabryk z wygasłymi piecami, budynków już dawno nie zamieszkałych, gdzie jedynie pajęczyny ozdabiają puste dziś zakątki, otaczając swoją lepkością brzmiące po kątach chichoty... i w takich oto miejscach spoglądać możemy na prawdziwe koloryty ścian odszukując w ich zagłębieniach przeszłości... Ściany pozornie ciemne, bure, czasami z siwymi niczym podmuch śmierci smugami, gdzieś tam pod spodem mają swój dawny fantastyczny blask... delikatnie drapiąc po nich palcem odkrywamy kolejne warstwy tynku, odpadające z łatwością podobną do dawnych już przyjaciół...
I wtedy to właśnie dociera do nas fakt, że nie istnieje czarny, tak prawdziwie i głęboko czarny jak byśmy tego pragnęli... że jednak ma on swoje odcienie, swoje mniej lub bardziej wyraziste fragmenty i odmiany ponurej radości, niczym zbiór szaro-depresyjnych wron spoglądających obojętnie na tworzące się wokół nich sprawy...
Tak więc moje życie to chyba bardziej kolor kawy, czarnej jedynie z nazwy, a po bliższym przyjrzeniu się jednak z kroplami jaśniejszych chwil... lecz nadal gorzkiej...
I mimo, że w życiu wiele spraw popsułem, w wielu przypadkach za bardzo nadeptałem w Twojej duszy, to jednak wciąż istnieje (i trzyma mnie przy tym mozolnym trwaniu) ta mała odrobinka fotonów pozwalająca rozbrzmieć kolorytom schowanym na dnie soczewki, które wbijając się w świadomość, nie pozwalają ulec w pełni czekającej w pobliżu czerni...
Dziękuję za pytanie i życzę spokojnego wieczorku...

View more

Mężczyzna powienien szanować kobietę, ale to kobieta powinna mu dać powód do tego szacunku?

ℓα∂у gαgα ☻
Ojjj... może się mylę, ale to chyba jednak nie tak działa...
To raczej nie jest transakcja wymienna po obu stronach lady, to nie targi ani pokazy, to nie dobijanie ceny ani promocyjne okazywanie ludzkich odruchów, to nie przeliczniki i taryfikatory wartości...
Wydaje mi się, że raczej przypomina to zapałkę - chcąc poczuć ciepło, trzeba wykonać ruch i oddać coś z siebie, spalić jakiś fragment “JA”, by otrzymać tą wyjątkową plątaninę tlenu, unoszącej się pozornie bezładnie świadomości drugiej osoby i pojawiających się przez 24h iskrzeń banalnej codzienności zwanej “MY”...
Przepraszam, nie chcę, żeby to brzmiało jakoś górnolotnie czy też bajkowo lub romantycznie, bo także i nie to wpływa na tą jedność i rodzący się szacunek, gdyż nawet z pęczkiem marchewek, będziesz tą, która wywołuje ten odruch głębokiego podziwu...
O ironio, ja który z szacunkiem niewiele miał wspólnego, teraz opisuję go, jakbyśmy byli dobrymi kolegami od lat, znającymi wszystkie swoje dobre i złe strony... ahhh, z pewnością to nie była przyjaźń, być może sąsiedztwo, tak to odpowiednie słowo... czasami uciążliwe, męczące, wplatające się w każdą szczelinę prywatności niczym korzenie, które czepiają się kamyczków ostrych fiordów, by przetrwać... to też sąsiedztwo trudne, lecz jednak uczące czegoś dobrego...
Szacunek się buduje, tworzy, kształtuje i rozwija, lecz podobnie jak właściwie zagrany akord, odczuwany na poznaczonych opuszkach palców przesuwających się po milimetrowych przestrzeniach idealności, tak i to powstawanie musi być wspólne i zgrane w czasie, z każdym kolejnym dniem pochylonym nad pobazgranymi zeszytami, z wieczorem oczekującym z zimną już herbatą, ze zgrzytem klucza wywołującego radość pojawiającą się z takim utęsknieniem, jedynie w tym wszystkim odnaleźć można podstawy i przyczyny dla rozwoju szacunku...
Nie piszę już swych pokręconych pseudo-wierszy i nie rymuję słowami z trudem splatanymi, nie dobieram fantastycznych zdań, by coś przekazać, nie muszę tego czynić, gdyż akceptujesz mnie takiego jakim jestem, niczym tekst książki bez skreśleń korektora... Nie idealnie, lecz właśnie z szacunkiem...
Pozdrawiam życząc spokojnego wieczoru...
https://www.youtube.com/watch?v=KAVMgQtE1CA

View more

Co czujesz na myśl o nadchodzącym sylwestrze?

Rebel
Tak naprawdę posiadamy w sobie odpowiedzi na wszystko i to jedynie życie chichocząc sobie z Nas cichutko wiedzę tą odsłania nam w najmniej odpowiednich (najczęściej spóźnionych już) momentach...
“Dlaczego jej tego wtedy nie powiedziałem?”... Mój bezładny tamtego dnia, niczym fruwające pyłki dmuchawca umysł zaprzątnięty był banalnymi sprawami, wyjściem z kolegami, przyziemnymi, nic właściwie nie wnoszącymi rozrywkami, nie zauważając, niczym zaślepiony i zaskoczony widz na występie magika, tego, co tak naprawdę rozgrywa się za kurtyną...
A życie spoglądało na to wszystko spokojnie, pozwalając łączyć fakty, wyciągać mniej lub bardziej trafne wnioski i czekało, kiedy ja sam to wszystko wreszcie zrozumiem...
Lecz NIE! NIE! wcale mi tego nie ułatwiało... kluczyło, lawirowało, podrzucało fałszywe ślady....
I chyba to wywołuje w nas ten najgłębszy żal i smutek, te wszystkie utracone (wtedy nie zauważalne pozornie) szanse, te zgubione możliwości, dni, które czekały sobie, by stać się szczęśliwe...
Więc gonię teraz i biegnę, zdyszany pośpiechem trwania, by nadrobić ten cały stracony czas, by chociaż w drobnym ułamku odzyskać uśmiechy, których przez własną lekkomyślność pozbawiłem innych i do których sam w tamtym okresie chyba nie dorosłem... Lecz wiem, że warto, że mimo, tylu straconych dni, to bieg ten ma sens, bo przecież po coś biec musimy...
Wiem tylko jedno, nawet jeśli tak późno, tak daleko od pierwotnego celu, to jednak to całe uczucie, to drżenie przepływające pół milimetra pod powierzchnią skóry wciąż będzie tak mocne, jak wtedy, tamtego zapomnianego już dnia, gdy spojrzałaś na mnie oczekując czegoś więcej... a ja chwytając Cię wtedy za rękę, czując ciepło wplatających się palców zaśmiałem się jedynie i pociągnąłem ku chwilowej zabawie, nie dostrzegając tego, co kiełkuje...
Dziś spoglądam i wiem (rozumiem już wreszcie), że życie (nawet dając mi szanse na powrót) nie pozwoliłoby mi na odkrycie wszystkich kart, moim celem i cierpieniem, było poznawanie tej wiedzy przez lata, by zrozumieć, że gonię coś, co przecież nigdy ode mnie nie uciekło... I chyba każdy ma w życiu, takie ukryte karty, których sens sam poznać musi... jeżeli oczywiście zechce
------------------------------------------
Trzymajcie się tam cieplutko w tym nowym nadchodzącym 2019 roku, Wykorzystujcie dane Wam szanse, Uśmiechajcie się, Realizujcie się w życiu, Szanujcie się i doceniajcie tą drugą duszę, która jest obok... Kolejnych 365 pozytywnych dni Wam życzę...
https://www.youtube.com/watch?v=sJxCI30e3Sg

View more

"Nawet jeśli wydaje się to nierealne, nawet jeśli wszystko widzimy w odcieniach szarości, chcę nadal mieć nadzieję...". Czym jest dla Ciebie nadzieja? W co wierzysz? Na co nadal masz nadzieję?

₰ Petite Volpe
Chcę znowu odwiedzić Norwegię... i pozostać już tam na zawsze, po oddech ostatni...
Albo nie ahhh... najpierw coś w życiu może osiągnę, wykształcę się, stworzę życiowy stabilny grunt, naprawię błędy i wtedy pojadę, tak więc domyślam się, że stanie się to.... hmmm hmmm NIGDY!!!...
I w takich właśnie momentach trochę mi szkoda, że w tym wszystkim nie ma już nadziei, tego niezrozumiałego kawałka, na którym wiszą ludzkie spełnienia, niczym pajęcza nić opierająca się rozumowi i na przekór jemu ciągnąca nas ku kolejnym szczytom... Nie ma już tych błyskających poza naszą świadomością foliowych bąbelków chroniących banalne kroki każdego kolejnego dnia, lecz to wszystko dzięki ludziom, którzy te bąbelki poprzebijali...
Kiedyś tak bardzo wmawiałem sobie - “No przecież coś w tym cholernym życiu musi być pozytywnego prawda?”. I na tym opierałem całą strategię małego, dziecinnego świata, zamkniętego w ścianach mentalnego więzienia. I to na jej (nadziei) barkach kładłem każdy kolejny dzień, wyrywałem jej z rąk pragnienia i obrzucałem błotem wściekłości, gdy stała bezczynnie i spoglądała na uśmiech wyślizgujący się między palcami... To ona była towarzyszką mokrych kropel budujących zagłębienia w piaskownicy, to ona pilnowała nocnych, cichych piknięć aparatury medycznej podtrzymujących mnie przy życiu, tak bardzo mechanicznych, że trudno by było uwierzyć, że to odgłosy ludzkiego serca...
Lecz nawet najwspanialszy płaszcz przeciwdeszczowy musi się kiedyś zniszczyć, odsłaniając wnętrze kulące się przed życiem... I tak trzeba trwać dalej, i iść, bo jedynie to uprawomocnia nasze istnienie...
Czasami wydaje mi się, że ludzkie życie jest jak rower - “By stać w pionie, musi poruszać się do przodu, gdy zatrzyma się na chwilę - upadnie”...
Co do wiary to hmmm... nie jest ona niestety dla mnie, nie wiem, może się mylę (nigdy nie uznawałem się za wszystko wiedzącego), ale jest ona trochę taką iluzoryczną, złudną osłoną i wymówką, by całkiem bezkarnie niszczyć inne dusze... Ahhh bo przecież mam dobre, wierzące serce, to nikt się nie domyśli, że wyssysam radość z kolejnej ofiary... nuuu bywa...
A może to po prostu już taki czas, kiedy nie szuka się egzystencjalnych ochraniaczy i idzie się naprzód z poobcieranymi od zaskoczenia oczami... byle do przoduuu...
BO WARTO na przekór tym, którzy krzyczą “Ja przecież wiem lepiej!!!”...
Dziękuję za pytanie i życzę spokojnego wieczorku nuuu...
https://www.youtube.com/watch?v=ieq7rAs3E7Q

View more

❤ Napisz coś od siebie Bartuś :*

Chaosu mego codziennego zdań kilka i wrażeń ostatnio przeżytych czas zacząć...
Nasze życie składa się z tych paru fundamentalnych, zmieniających wszystko węzłów połączonych cienkimi pajęczynami, z punktów ważnych, istotnych dla naszego istnienia, z odgałęzień splatających nas z Innymi, z usychającymi bądź rodzącymi się na nowo listkami i z tych ledwo zauważalnych wciąż biegnących do przodu codziennych rysek pomiędzy, które trzymają to wszystko w całości, tych ledwo wyczuwalnych wibracji stanowiących sens współpracy serca, umysłu i duszy...
Nigdy nie byłem dobry w zagadkach, w przeczuciach czy też “szóstych zmysłach” i być może dlatego tak trudno mi o czymś zdecydować, lecz czasami coś tak podskórnie zaczyna drapać mnie po szyi, ciągnąć za włosy i wskazywać palcem, jakby próbowało zmusić do wytężonego myślenia, do rozglądania się nie tylko po ścianach matowych od zawiedzionych westchnień, lecz także do spojrzenia na tą nie do końca pewną siebie, małą kropkę w ustach rozkrzyczanego świata...
“TAK! To TY i twój punkt zwrotny życia” - zdaje się krzyczeć coś w głębi mnie, coś nowego i jeszcze nieopisanego. I zbliża się coraz bardziej... Te lekko niepokojące szeleszczące kroki wewnątrz, tak nieokreślone, że budzą na nowo zamierzchły strach niewiadomego, niczym nieproszony gość za zamkniętymi drzwiami mogący nieść zarówno dobro jak i poobcierane do krwi kostki dłoni z przeszłości... To idzie NOWE, na które ja powinienem znaleźć odpowiedz, lecz czekam niepewny każdej z decyzji...
Być może dlatego tak dobrze czuję się teraz w podróży, wśród gwaru zupełnie obcych sobie osób, twarzy spoglądających na mało zrozumiały rozkład, wśród decyzji o kierunkach jazdy lub leżących pomiędzy szynami rezygnacji z podróży... Szukając w tym wszystkim odpowiedzi i właściwego dla siebie miejsca na peronie życia. Tak trudno czasami zdecydować, podjąć ostateczną decyzję i pójść właściwą drogą, trzymając przecież w dłoni dawno już kupiony bilet i nasłuchując, kiedy Konduktor odgwiżdże właściwy dla nas kurs...
Czekając ostatnio na dworcu Centralnym w Warszawie spoglądałem na to wszystko, co wokół się działo, jakby był to mój własny organizm, a każdy z podróżnych to myśl, która gdzieś tam przecież podąża... Myśli różne, czasami zagubione, wystraszone, czasami pewne swej wartości, myśli biegające bezładnie, wpadające pod pociąg, czy też tak zwyczajnie nieśmiało próbujące przebić się na światło dzienne... Lecz wszystkie z nich skupione wokół jednego i ku jednemu pędzące celowi... stacji ostatecznej...
----------------------------------------------------
P.S. OLU! OLU! OLU! Dbaj tam proszę o siebie... ja trzymam kciuki od tak dawna, każdego dnia za uśmiech Twój i Olinka i (jeśli dobrze czuję) to dodatkowo za trzecią Osobę... i zdrówka dla Was Wszystkich... Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że napisałaś... moje płuca oddychają teraz spokojniej... Dziękuję OLU :* ❤
https://www.youtube.com/watch?v=hs4rh2LqRmI

View more

Boungiorno moi askowicze, jak się czujecie?

Czuję się, jakby nagle stary sen zgasł, a ja pozostając wciąż w tym samym miejscu poznawać zaczął zupełnie inny świat, pozornie znany, lecz tak mi odległy...
Od zawsze fascynowały mnie miasta, to skupisko ciasno wypełnione spełnionymi i zawiedzionymi marzeniami, ciszą spokojnie stąpającą wieczornymi chodnikami i mrugnięciami przeszłości, która wciąż tam czeka cicho w ciemnej bramie...
Jednocześnie pragnąłem i bałem się tego ogromu i tej wielkości, dlatego też wyobrażałem sobie, będąc w obcym miejscu, że chroni mnie jakaś niewidzialna kula, oddzielająca od błota, którym ochlapuje nas życie...
Lecz teraz, to już minęło, teraz śmiało podążam kolejnymi ścieżkami i nawet Warszawa nie wydaje mi się tak straszna - chociaż miło by było z kimś wypić kawę, czy zjeść coś słodkiego, więc czekam buuuu...
Szczególnie poranki są naj naj, wtedy wszystko wygląda inaczej, w chwili gdy słońce nie myśli o wstaniu, tak gdzieś na granicy "wczoraj" i godziny 6:00... nawet zwyczajne latarnie kuszą nas, jakby chciały opowiedzieć historię swojego istnienia...
Będąc w Toruniu czy też w Gdańsku, odwiedzam przeważnie “NEKO CAFE” - kocią kawiarnię, w której zawsze można liczyć na towarzystwo i do której każdego bardzo zapraszam... ahhh niestety nie wiem, czy w Warszawie również taka istnieje, jeśli tak to proszę mi dać znać...
“NEKO CAFE” - to naprawdę niesamowite miejsce, gdzie krzyki ulicy zatrzymują się zażenowane przy drzwiach wejściowych, a jedynym naszym towarzyszem w rozkoszowaniu się smakiem aromatycznej kawy jest pomruk i wielobarwne oczy futrzanych właścicieli tego zakątka...
Tam odpoczywam zapominając o zachrypniętym gardle, zagubionych w pociągu notatkach i łzach, które pojawiają się natarczywie wieczorami, tak jak dzisiaj, gdy zobaczyłem wśród pytań nazwę “BUCZYNKA” - tęsknię za tym bardzo, tak bardzo :(((
Aaaaa czy ja kiedykolwiek uporządkuję swoje myśli i wypowiedzi? Piszę tak chaotycznie, tak bezładnie, jakby ktoś tworzył deser nie spoglądając na przepis, lecz wrzucając do środka wszystko, co znajdzie pod ręką...
Wiesz Natati - mimo tego całego zgiełku, który szkicuję tutaj słowami, to chyba mogę powiedzieć, że czuję się w miarę pozytywnie... zgubiłem co prawda pisarską wenę, lecz zyskałem spokój duszy... (a może próbuję ten spokój sobie wmówić hmmm)...
I to chyba będzie właściwym określeniem na stan pomiędzy półsnem a zaskoczeniem, który istnieje we mnie, ta niewielka szczelina, która wywołuje w nas dreszcze, a której nigdy nie możemy odnaleźć... i wieje nam tak po plecach, aż dusza nasza wpada w drżenie...
Dziękuję za pytanie i spokojnego wieczorku życzę...
P.S. Aaaaa... bym zapomniał, przywrócono mi wiarę w ludzi, tak zwyczajnie, podczas kursu autobusem... zobaczyłem, że ludzie czytają książki... TAK! wchodzą do środka, siadają i zanurzają swój umysł w koktajlu słów, tworzącym nowe wymiary... to jest cudowne!!! Uśmiechajcie się dobrze?...

View more

mów mi jak ci minął dzień, dzieciaku! bo mam nadzieję, że milutko i w ogóle fajnie, chociaż dopiero dobija połowa tygodnia

koronka
Czuję się dobrze, i staram się, by tak było każdego dnia...
Tak na 75%, bo na więcej na razie się nie odważę... pozytywność to całkiem nowe doznanie jak dla mnie i dlatego czasami czuję się jakbym założył nowe glany, które jeszcze nie przyzwyczaiły się do szybkości moich kroków...
Dlatego jest ta mała rezerwa, taki dobrze znany zaułek, gdzie mogę być rozkojarzony, zagubiony, niepewny tego wszystkiego wokół...
Jak dziecko, które z radosnym krzykiem wpadło na plac zabaw dostrzegając ulubioną huśtawkę, które siadło na jednym z krzesełek i zrobiło wielkie oczy...
”Ale jak to? Przecież to nie działa?” - pomyślało... i chyba tak jest u mnie, kolejne kartki z coraz cieńszego kalendarza, popołudniowy uśmiech w cieple ostatnich promieni słońca odbijających się w metalowych zagłębieniach parapetu...
Te nieokreślone, nawet nie wyczuwalne małe cienie, które cichutko chichoczą schowane za rogiem, niczym niesforne łobuziaki... czuję, że robię coś źle, że znowu popełniam błąd, lecz nie potrafię tego opisać, być może moje "gruboskórne" serce nie bije jeszcze właściwym rytmem...
Zrzuciłbym winę na jesień, za to moje rozklejanie i marudzenie, lecz przecież ona nic tutaj nie zawiniła. Może to po prostu niedokończone sprawy wiszące niczym balast u nóg motyla, może świadomość zbliżającego się wyjazdu...
A dzień sam w sobie jest całkiem radosny - nie zapomniałem miesięcznego biletu, nigdzie się nie spóźniłem, remont też już właściwie skończony (nie licząc kilku miejsc do pomalowania), nauka płynie swoim stabilnym, choć czasami męczącym nurtem, niczym górski potok zalewając mnie zadaniami, lecz to nic złego... właściwie polubiłem to na swój przewidywalny sposób...
Choć przyznam brakuje mi nowych bodźców, impulsów do działania czy też najbardziej przyziemnego kopniaka w tyłek... bez tego nie funkcjonuję w pełni, niczym źle wyregulowany gaźnik...
Pani w sklepie też była bardzo miła, obiecała mi, że zamówi specjalnie dla mnie struny... wiec jak na kilka dni tego tygodnia, limit “OHHH” i “AHHH” w pełni wykorzystany...
Troszkę boję się tego wyjazdu, lecz cieszę się samą podróżą, pragnąc oddychać kolejnymi stukotami szyn. Bo pociągi są fantastyczne!
Dziękuję za wszystkie pytania Koronko i wybacz, że na większość z nich pewnie nie odpowiedziałem... mimo obecnego słońca dbaj tam o siebie, by katar nie odwiedził zbyt wcześnie...
Spokojnego wieczoru... być może uda mi się tutaj być jeszcze przed 16 listopada...
Warszawo! Nadjeżdżam! Przygotuj się na ciepłą herbatę w moim towarzystwie...

View more

✝ Dla kogo żyć? ✝

† Mαяtyr ∞ øвsëssiøη ∆
Ahhh... a może tak najzwyczajniej w świecie, w pierwszej kolejności żyć dla siebie...
Tak po prostu bez naciskania na wyjątkowość tego i tak pokręconego życia. I mimo, że zabrzmiało to bardzo egoistycznie, to uważam, że to klucz do szanowania życia, tych co z nami są...
Po pierwsze egzystując tak, czerpiąc pełnymi garściami z każdego mniej lub bardziej udanego dnia, oddychając każdą nieśmiałą komórką naszego organizmu, ciesząc się z najprostszych spraw codziennych, banalnych jak paragon wydany w pośpiechu przy kasie, czy ciepłe miejsce w rogu autobusowego tłumu, stajemy się jednostką świadomą tego, że istniejemy, tworzymy się i kształtujemy, jednostką umiejącą żyć w pełnym słońcu sukcesów jak i w walących się na głowę burzowych chmur problemów. Ktoś spyta - “No i co z tego?”
Umiejętność życia sprawia, że nie staniemy się mentalnym wampirem wysysającym te poranne tchnienia świadomości z drugiego człowieka, tym kawałkiem “WCZORAJ, KTÓRE DZIŚ WĄTPI O JUTRZE”. Nie będziemy tym zagubionym liściem, który uparcie przyklejony do mokrej szyby broni się przed zrzuceniem w otchłań, a to sprawia (przynajmniej tak mi się wydaje, choć sam przez długi czas w to wątpiłem), że jakoś łatwiej współistnieć przy drugiej osobie, troszkę prościej się oddycha, gdy ma się świadomość, że powietrze wypełnia oba płuca a nie tylko jedno.
A po drugie skoro gdzieś tam jest ten otwór w wannie, z którego ktoś kiedyś wyciągnie korek wciągając nas w wir niebytu to ja się pytam - “A czemu by nie spróbować prawda?”... Podobno nie grając się nie zwycięża, lecz tutaj nie chodzi nawet o podium, o to, co czeka nas po ułożeniu wszystkich tych klocków, lecz o sam fakt przekształcania, podczas którego skwierczące fragmenty umysłu wyburzają kolejne metry podziemnych korytarzy drążąc naszą przyszłość. Nie spoglądajmy w górę, czekając aż się to wszystko zawali, lecz z pełnym przekonaniem dążmy do przodu.
Czuję się jakoś nieswojo w roli takiego pozytywnego doradcy. Ja, który całe życie lękałem się przekraczać progi, burzyć mury opornego strachu i dreszczem przeszywającym na wskroś otwierałem nieśmiało kolejne drzwi.
Uffff... na dziś wystarczy, mój optymizm nie jest długodystansowcem. Ja tutaj sobie usiądę, odpocznę, obejrzę to, co ukaże się oczom, gdy ostatni kurz opadnie.
Spokojnego wieczoru i dziękuję za wszystkie pytania.

View more

*obs* Jak często dopada Cie melancholia i wracasz myślami do przeszłości?

kαtherine.
Właściwie, mam tak mało wolnego czasu, że melancholia zapisana jest w moim grafiku dopiero na maj 2027 roku...
A tak zupełnie na serio, to dawno już u mnie melancholii nie było, bo staram się jej unikać (Ta Pani jest zbyt silna i zbyt kusząco dostępna). Myśli o przeszłości, o niedokończonych sprawach, błędach i potknięciach na zawodnych zakrętach - to TAK! pojawiają się czasami, lecz raczej jako punkt do podsumowania, skorygowania planów w środku tej potarganej zawsze głowy, bardziej to starter na kolejne chwile, niż bezgłośny i nękający wnętrzności oddech dawnych czynów... i nie wiem co jest tego przyczyną. Czy z upływem czasu zaciera się obraz wyryty emocjami w dziejącej się wtedy historii, czy natłok nowych puzzli, z których układamy sobie przyszłość czy po prostu z pewnych spraw się wyrasta... na to odpowiedzieć niestety nie umiem...
Lecz bez względu na to jak rzadko myśli takie się pojawiają, to zawsze “pieką” strasznie, nawet gdy oglądam je w mentalnie zakorzenionych, żaroodpornych rękawiczkach... bolą wciąż tak samo, jak roślinkę podlewaną kroplami kwasu, a właściwie bardziej to przypomina zrywanie tych małych plasterków śpiących spokojnie w głębi mej pamięci, skrywających zadrapania po każdy przebytym biegu, rozcięcia po nieudanych emocjonalnych wspinaczkach, zawody i porażki, które każdy z nas kiedyś przecież przeszedł...
Jedno na pewno się nie zmienia, to wszystko staje się o wiele wyraźniejsze dzięki muzyce, tamtej muzyce z tamtej chwili przeszłości... nie jest to pewnie czymś niezwykłym, ale kawałek pozornie zwyczajny potrafi wyrwać mnie z obecnego świata i wrzucić w wir wspominania tak bardzo, że czasami rozglądam się zaskoczony, gdzie tak naprawdę jestem. Czy wciąż tam, gdzie dotyk drżących ust otwierał mi drzwi euforycznego zachwytu drugą osobą, gdzie za duża koszulka otrzymana w prezencie, stanowiła zdobycz wychodzącą poza granice marzeń, czy też to już dzień dzisiejszy, gdzie żółto-jarzącymi się cyframi budzi poranek kolejny nadjeżdżający autobus... mój autobus...
Powrót do przeszłości jest niczym rollercoaster, wywołuje uśmiech do chwili pojawienia się tych pierwszych zimnych kropel, przesuwających się po naszym ciele niczym małe, zawistne pajączki motające nas pajęczyną bezsilności...
https://www.youtube.com/watch?v=ZkW-K5RQdzo

View more

Co Cię najbardziej denerwuje i czego starasz się w takim razie unikać?

Night Mist
W pierwszym odruchu chciałem wypisać milion spraw wielkich, drobnostek, szarych codziennych czynności, które mnie denerwują, złoszczą, doprowadzają do wrzenia skrawki nerwów, lecz gdy usiadłem uświadomiłem sobie, że tak wiele się zmieniło...
Nawet wulkan z czasem musi ostygnąć, uspokoić się i ugasić żar swego wnętrza, głębi, która tak dotkliwie niszczyła otaczający go świat... Chcąc nie chcąc wszystko ma swój kres, nawet to, co rodzi się nieokreślone, jak nieopanowana żądza złośliwości iskrząca niespodziewanie niczym elektrostatyczna iskra pojawiająca się podczas dotyku metalowej części...
Obecnie czuję się jak otwarta już od dłuższego czasu butelka coli, z której uleciał dawno buzujący bąbelkami gaz... Uczę się spokoju, opanowania, wręcz lekkiej ignorancji na zewnętrzne bodźce pojawiające się wraz z codzienną egzystencją... i staram się nie złościć, a gdy jednak czasami czuję na plecach zimne łaskotanie furii, to zaczynam uciekać i chować w najciemniejszym kącie własnego umysłu, zamykam się i szczelnie zasłaniam okna metafizycznego wnętrza, by nie dopuścić do eksplozji pierwotnego skowytu...
Jedyne, co mnie jeszcze tak bardzo wzburza i porusza to wciąż i wciąż pojawiające się błędy, które czynię i które psują wszystko... cała reszta nie ma już znaczenia...
Ahhh przepraszam, dodam jeszcze jedną rzecz, która w ostatnich dniach sprawia, że lekko znudzone płatki hemoglobiny, krążące dobrze znanymi arteriami, nagle wpadają w obłęd poruszając się bezładnie - To ciągłe oczekiwanie - na wszystko!, na lekarza, na wyniki badań, na kolejny zabieg, na ekspertyzę i dalsze rokowania...
I nie chodzi tutaj o mnie (o to bym się akurat nie złościł), lecz o najważniejszą osobę w moim życiu, która dla mnie stała się takim kobiecym odpowiednikiem Herkulesa, starającym się o spokój w kotle czarownic, tam gdzie problemy dnia, ludzkie zawody mieszały się z oddechem nieświadomego wrażenia lepszego świata... bardzo martwię się o jej zdrowie i o to, co stać się może, nie potrafię wyobrazić sobie dalszego życia bez niej, choć pewnie kiedyś taki dzień nadejdzie...
Wybacz mi, jeśli odbiegłem zbyt daleko od pytania, cóż nigdy nie potrafiłem trzymać na wodzy zdań kłębiących się w mojej głowie...
Pozdrawiam, spokojnego wieczoru...
https://www.youtube.com/watch?v=Ja_hDxivKrI

View more

Jakie seriale telewizyjne Twoim zdaniem są bez sensu a na jakie z chęcią oglądasz i z niecierpliwością śledzisz nowe odcinki? ✨😉

Katarzyna
Przyznam się, iż znacząca większość seriali, które oglądam to filmy rysunkowe... pozostała drobna część, to zakręcone, czasami wielowątkowe odcinki fabuły. Zdecydowanie bardziej jednak wolę filmy pełnometrażowe - cóż moja niecierpliwość z trudem wytrzymuje oczekiwanie na następny odcinek...
Ale żeby nie przedłużać i tak znudzonych moimi odpowiedziami, więc - MY TOP 10...
1.Jak wytresować smoka - (za Szczerbatka, ciekawą fabułę, klimaty północy, taką wielką, mega wciągającą mieszankę baśni, skrzydeł pokrytych błoną i delikatnego dotyku dłoni)
2.Pora na Przygodę -(Głównie za Marcelinę i wczesnego Króla Lodowego - tak zdecydowanie bardziej wolałem go jednak zanim założył koronę, gdy potrafił cokolwiek czuć... hmmm może dlatego, że teraz zbytnio przypomina mi moje zimne życie)
3.Rooby Gloom -(Ohhh wiadomo, kiedyś już o tym wspominałem, uwielbiam za Macabrę, Macabrę, Macabrę oraz ironię idealnie muśniętą lekko czarnym humorem)
4.Daria -(za specyficzne, dosyć ostro rysowane, sarcastyczne spojrzenie na świat i całkiem trafne oceny dotyczące relacji międzyludzkich)
5.Bob’s Burgers -(za chwilami dosyć absurdalny, wręcz przerysowany opis ludzkich relacji oraz za Lousie, która na przekór mrocznym klimatom, które uwielbia nosi różową czapkę)
6.Futurama -(za mało zrozumiałe, pozornie bezładne, chwilami wulgarne, lecz celnie opisujące teksty oraz za chwile, kiedy mogłem po prostu cieszyć się samym oglądaniem)
7.Miasteczko Twinks Peaks -(Rany! Nigdy nie potrafiłem odgadnąć, o co w nim chodzi, uwielbiam go za ten niechronologiczny koktajl złudzeń, za plątaninę ludzkich charakterów, psychoz i wywnętrzającej się psychice postaci)
8.Sherlock -(Za tajemniczość, dedukcję, upór - chociaż i tak zdecydowanie bardziej wolę Sherlocka w wydaniu pełnometrażowym)
9.Vikingowie -(tutaj nie muszę nic dodawać, po prostu VIKINGOWIE! Co prawda, nie wszystko jest realistyczne, nie do końca zgodne z ich życiem, ubiorem, historią czy też mitologią nordycką, lecz w większości przymykałem na to oko - cóż nie można mieć wszystkiego)
10.Rzym (Ahh i wcale nie chodziło mi tutaj o stronę historyczną, na tej niestety znam się najmniej, ale wciągnął mnie ten serial, głównie ukazaniem tamtych miejsc i chwil z zupełnie innej, czasem dosyć “brudnej” strony. No i obsada aktorska jest na wielki plus)
I to chyba na tyle, tak wiem... szału nie ma, nuuu cóż...
------------------------------------------------
Ostatnio do mnie dotarło, jak długo już tutaj jestem i wydaje mi się, że może czas już odejść, w końcu i tak nikt tego nie zauważy... hmmm...
https://www.youtube.com/watch?v=zUzd9KyIDrM

View more

Opowiesz mi o swoim poczuciu estetyki? Czym dla Ciebie jest? Jaką rolę odgrywa w twoim życiu?

Stary Klaun
Ahhh... temat niestety zbyt rozległy jak na 350 słów podarowanych przez ask-a, by móc w pełni się w nim rozwinąć, ale spróbuje niczego nie zgubić w mej poplątanej odpowiedzi...
Najkrócej opisując, mało wyrafinowane poczucie mojego smaku streścić, by je można do trzech słów...
Słowo 1 - “MINIMALIZM” i to pod wszelką, możliwą do dostrzeżenia jego formą...
Zarówno w przestrzeni wokół mnie, jak i w mym, chaotycznie z pewnością określanym, pokręconym niczym obrazy Picassa wnętrzu...
Lecz hooo hooo... myliłby się ten, kto postawiłby znak równości pomiędzy moim poczuciem estetyki a minimalizmem czy też laboratoryjną wręcz strukturą kształtów...
Moja przekora nawet tutaj musi dać o sobie znać - uwielbiam bowiem, postmodernistyczne, ostro wcinające się w rzeczywistość, wręcz sterylnie stworzone wnętrza, z idealnymi kątami, z powierzchniami zaskakująco przeplatającymi się w wertykalnych i horyzontalnych zabawach z przestrzenią i nagle buuummm... cała ta surowość zachwyca mnie jedynie w połączeniu z nieładem, pozornie pojawiającymi się przypadkiem przedmiotami, stosami tysiąca wiekowych już książek, nie posegregowanych, w części z zagiętymi (na ostatnio czytanej stronie) rogami, lekko zakurzonymi, obcującymi od czasu do czasu z opuszkami palców chłopca o brązowych oczach, zaciekawionego innymi stronami świata...
Uwielbiam rozproszone, niezbyt dominujące światła w kolorze niebieskim i zielonym, szczególnie ledwo dostrzegalne, miejscami podniszczone czy też ze śladami zużycia szklane pasma LED ukryte w zagłębieniach ścian czy też migające diodowym drżeniem z technologicznych fragmentów różnorakich urządzeń porozrzucanych w pokoju zapomnianym przez czas...
Mrowienie wywołuje również wszelkie możliwe połączenie, pozornie nie łączących się rzeczy, przedmiotów na wskroś futurystycznych scalonych w jedność z elementami kojarzonymi z końcem XIX wieku - ogromne parowe machiny splecione z nanoukładami perfekcyjnie wypalonymi blaskiem lasera...
Ahhh może to dlatego umieram z rozkoszy na wszelkie przejawy postnuklearnych światów, gdzie holograficzne postaci przycupnięte na fosforyzujących, ledwo dostrzegalnie zapomnianymi bombami krawężnikach, spoglądają pusto na przesuwające się pogniecione obrazy z dawno już nieczynnego niemego kina... Coś w klimatach FALLOUTA, MAD MAXA lub METRO 2033...
Słowo 2 i 3 - “SARCAZM” oraz “ABSTRAKCJA” - to chyba to, co uzupełnia opis wcześniejszy, to jak idealne przyprawy w daniu naszego życia, lecz tutaj nic więcej już nie dodam, sarcazmu i akbstrakcji opisać się nie da, one istnieją jedynie w tworzeniu...
--------------------------------
Dziękuję za pytanie i nuuu chciałem jedynie dodać, że od dość dawna czytam Twojego aska, lecz tego drugiego, z tą interesującą poświatą, cichutko mruczącą barwami 50 Herców w szklanych, magicznych rurkach... Spokojnego wieczorku...

View more

Jak wpływa na Ciebie deszcz?

Shadow.
Bywają chwile, gdy otaczające mnie miliardy spadających kropli tworzą niewidzialną zasłonę spokoju i ukojenia... Wtedy, tam pod tymi drobinkami, uzmysławiam sobie, że przecież mogę być dobrym człowiekiem (a właściwie takim, który czuje, że coś jeszcze z tego tonącego statku uda się uratować)...
Moknę na deszczu, tak samo jak Zawiedzione Anioły, czekające ze zmęczonymi oczami na zbliżający się koniec świata i oddycham głęboko wypełniającym świat ozonem, zachłystując się tym wilgotnym powiewem, jakbym po raz ostatni miał się zanurzyć w zimnych oparach egzystencji...
Chociaż tak najbardziej działa na mnie sam dźwięk deszczu, to monotonne szumienie drobin H2O przebiegających po każdym skrawku otaczającego dachu, po porowatości szyby tak drobnej, że niewidocznej dla ludzkiego oka... szumienie aż tam, po sam horyzont niewytłumaczalnych wspomnień...
I przykucam wtedy, w mokrej bluzie, w glanach zachlapanych chwilowym romansem deszczu i ziemi... i spoglądam z zaciekawieniem w dół, myśląc - “Czy w piekle też mają parasole?”...
Podobno to wszystko jest fizyką - ruchy kropel, rozbryzgi i uderzenia w blaszany dach, wilgotne od fal wywołanych przejeżdżającymi pojazdami końcówki spodni...
Więc jak w tym wszystkim ja odnajduję ukojenie, spokój, stabilizację i sen potworów?
------------------------------------------
“Zbrukana kroplami niespodziewanego deszczu spoglądała spokojnie w dal, w oczekiwaniu na jej, spóźniony już znacznie, autobus... Kuliła się w sobie ciągnąć przykrótkie rękawy swetra, by uchronić się przed wilgocią w pozbawionej ochronnych szyb wiacie... Spoglądała wzrokiem zamglonym niczym szaro-bure niebo nad Nią, a fragmenty poruszających się rzęs od czasu do czasu przecinały widok mokrych od deszczu tramwajowych szyn, które niczym nieproszony gość wcinały się w sam środek jezdni... I gdzieś, w całym tym zgiełku, które zgotowało światu niebo, w tym tumulcie kropli i niekształtnych form błysnęły zaskakująco znajomo czyjeś brązowe oczy, niczym ociekające wilgocią zagubione w trawie kasztany... Odwróciła się pospiesznie, odczuwając niespodziewanie to drżenie, które dawno w niej już podobno usnęło... Chciała krzyknąć jego imię, lecz nagle, jakiś niewidzialny palec, nacisnął włącznik w jej głowie uciszając odruchy duszy - “przecież on nie żyje, to nie mógł być on”...
Wtuliła się jeszcze mocniej w siebie zapinając ostatni guzik i czekała sama nie będąc pewna, czy czeka na autobus czy wciąż na niego” - Bartek G.

View more

Bartuś jaką rolę w Twoim życiu odgrywają ludzie? Wydaje mi się,że się przywiązujesz ale i tak trzymasz bardzo duży dystans do ludzi a mniejszy do reszty:) miłego dnia słońce!❤❤❤

Jejciu Olu ❤❤❤
Bywały chwile, że czułem się jak dziecko wpadające z przejęciem do sklepu, chcąc kochać i obejmować wszystkie misie, zajączki i kotki z pluszu, tak pełne zachwytu, że trudności z oddychaniem stawały się nieistotne.
I podobnie było z ludźmi, mimo trochę gorszych chwil, mimo braku nawyków poruszania się w otoczeniu, to jednak zawsze z ogromną mocą ciągnęło mnie do nich, zachwycałem się samą obecnością - z różnym co prawda skutkiem.
Czasami stałem z boku spoglądając zadziwionym wzrokiem, jak się uśmiechają, jak słowa ich przeplatają się we wzajemnych relacjach, jak trafnie tworzą więzy współistnienia... i coraz bardziej mnie to magnetyzowało, niczym balon pocierany o rękaw swetra wywołujący burzę naelektryzowanych włosów.
Lecz z czasem okazywało się, że gesty i słowa, to dobrze wyszkolony przez schematy społeczne szablon zachowań, że tam w kącikach ust nie do końca ukryta jest radość, a przyjazne gesty to jedynie wyćwiczone aktorskie ruchy, że uścisk dłoni pomaga wspiąć się innym na nasze plecy, pozostawiając nas niczym nic nie znaczące fundamenty...
Spektakl dzieje się każdego dnia i to z różnych powodów - niechęci, obaw, strachu, złości, bezradności czy też bezduszności.
I im bardziej zacząłem dostrzegać te drobne, szaro-bure pęczki oplatające prawdziwość ludzkich zachowań, tym mocniej zacząłem rozumieć i doceniać tych Kilka Ważnych dla mnie Osób, które nie muszą odgrywać wyuczonych ról, by czuć jak wiele znaczą... I tych kilka osób jest i trwać będzie.
Teraz już wiem, że oczekiwanie zimą z ciepłą herbatą, że wewnętrzne (potrzebą serca) wywołane wsparcie, gdy ktoś oczekuje na trudny zabieg, że mobilizowanie, gdy oczy ze zmęczenia odmawiają posłuszeństwa, że świadomość tego, iż w całym tym morzu ignorancji, jest druga dłoń, która potrząśnie, gdy nadzieja zacznie machać Nam na pożegnanie jest o wiele bardziej cudowne, niż najbardziej nawet filmowe błyski słońca na szeroko uśmiechniętej twarzy... bo twarz ta okazywać się może tekturową maską z weneckiego korowodu.
Wiesz Olu, to chyba jest jak z magnesem, że pewnych rzeczy nie da się rozdzielić, mimo tak odmiennej biegunowości, bo gdzieś tam jest ta moc, która pomaga przetrwać każdej ze stron, lecz jedynie wspólnie, niczym plus i minus, w osobności tracąc całość swego istnienia.
Strasznie pewnie zakręciłem się w tej odpowiedzi, lecz najprostsze rzeczy przychodzą mi z taką trudnością - Dziękuję za wszystko Olu :*
Cudownych chwil dla Ciebie i Olinka i dużo zdrówka.

View more

Jaka jest różnica między zyciem, a byciem (istnieniem)?

Shadow.
“Gdzie dusza moja jest, gdzie moje są pragnienia?
Spoglądam w czasoprzestrzeń i widzę jak się zmienia.
Rysuję swoje życie, w formie sensu szukając.
Bez treści sama forma, to jednak jest za mało...”
- Bartek G.
------------------------------------------
Tak właściwie, to chyba od zawsze skłaniałem się ku opcji “ISTNIENIA i BYCIA”...
Jak ostatni (kuszony chęcią wolności) rozbitek chwytałem się tego ludzkiego drżenia, które wywołuje w nas świadomość bycia tu i teraz, istnienia samego w sobie, bez tej codziennej dawki stąpania po ziemi zwanego życiem... I może dlatego, tak niewiele do tej pory osiągnąłem...
Do teraz nie wiem, czy czyniłem słusznie, czy nie myliłem się szukając jakiegokolwiek sensu w tym, że istnieję... a może to po prostu zwyczajna gra, w której pionkami są ludzkie dusze - szach i mat - piekło i niebo - bycie i pustka...
Za bardzo skupiony na dostrzeganiu sensu gubiłem czasami beztroską chęć uśmiechu, gubiłem momenty i etapy życia, które iskrzyły, traciłem szanse i możliwości, pozbywałem się dusz i przyjaznych uścisków, nie dostrzegałem uczuć i przejawów pozytywnych tchnień, wciąż z głową w iluzorycznych i hipotetycznych nadziejach na odnalezienie tego lepszego kawałka... szukałem drzwi, które sam wciąż zamykałem...
Z życiem jest jak z herbatą...
Trzeba wiedzieć, w którym momencie wyjąć z kubka torebeczkę rozpuszczającą aromat zachwytu, by napój nie stał się zbyt gorzki...
Dziś, po czasie, gdy oczy me przywykły do ciemnych i jasnych stron życia, gdy dłonie potrafią idealnie odróżnić strach od obaw, gdy wiem, że 120 uderzeń na minutę to może być jednak efekt intensywnego biegu a nie miłości...
dziś, rozumiem, że “ISTNIENIE” zaczyna pokazywać “ŻYCIE”...
To prostsze, to mniej skomplikowane, czasami automatyczne niczym mrugnięcia powiek nawadniających soczewki...
Lecz, gdzieś tam, w głębi, gdzie nie dojdą nigdy wygody korzystania z fast-foodów, nowych technologii, nowomowy, spłycenia wartości duszy... tam głęboko pozostanę buntownikiem, trzymającym wciąż i wciąż flagę z napisem - “TERAZ ISTNIEJĘ! ŻYĆ MOGĘ ZAWSZE”...
Dziękuję za to pytanie i nuuu bardzo chciałem podziękować za tak wiele wcześniejszych pytań i miłych słów, które od Ciebie otrzymuję... spokojnego wieczoru...

View more

Strach jest nam do czegoś potrzebny, czy może lepiej byłoby się go pozbyć? Strach może nam w czymś pomóc, czy może wręcz przeciwnie? Jak wyglądałoby nasze życie bez strachu? Byłoby lepsze i bezpieczniejsze? Jak myślisz?

••÷[¢zαяσ∂zιєנкα мяσкυ]÷••
“Gdzieś tam, pod nieboskłonem umysłu,
w czeluściach enigmatycznej przeszłości.
Są drzwi z zagadkowym napisem “ODWAGA”,
I dłoń, która puka poukładana z kości.
Jest uśmiech wyblakły w pogoni za grzechem,
jest serce ciemne jak loch wypełniony cieniem,
A wszystko to w szklanej kuli się dzieje,
którą potrząsa Strach z rozbawieniem.”
- Bartek G.
---------------------------------------------------
Strach jest zbyt pierwotny, zbyt prawdziwy, by można było nad nim zapanować, to niczym malowanie obrazu płomieniami słońca...
Poszarpane wściekłością doświadczenie, małe, nic (z pozoru) nieznaczące pęknięcia na krawędziach betonowych ścian, porysowany fragment drzwi wokół zamka, żaluzje delikatnie wpuszczające oddechy zewnętrznego świata...
Skostniałe, pylące się popiołami wspomnień palce delikatnie głaszczą jak zawsze potargane włosy, wyczuwają ich miękkość i nieprzyzwoite pragnienie wolności... palce zaciskające się coraz bardziej, niczym drobne kółeczka łańcuszka owiązującego się wokół szyi...
Dumna i pozornie pewna siebie twarz z zagubionymi, brązowymi oczami przeistacza się w loch, w otchłań, z głębi której krzyczą ostatnie fragmenty człowieczeństwa, starając się zwrócić na siebie uwagę...
Najgorszy jest ten paraliż, ta niemoc, jakby nagle milion oślizgłych pajęczyn spętało nami ręce i nogi i ta świadomość, że bez względu na wszystko, bez względu na to jak korzystny będzie dla nas ten bieg to i tak na podium stanie on... on, który wpajał we mnie to histeryczne poczucie strachu...
Kawałek po kawałeczku, niczym poprawnie szkolony pies, uczyłem się reagować na wszystkie te wyryte w głowie obawy, uczyłem się warować, gdy wracał i uciekać, gdy smycz okazywała się za krótka i za słaba, by mnie utrzymać...
I gdy się tak biegnie, czując jak serce zaczyna nas wyprzedzać w tej gonitwie, gdy łzy nie nadążają w tworzących się fraktalach oczyszczać migającego wokół świata, zaczynamy nagle odczuwać to pradawne “HOOO, HOOO”, które wydawały pierwotne postaci ukrywające się w blasku pierwszego płomienia przed cieniami pojawiającymi się tam, poza zarysami jaskini...
A teraz boję się jedynie i tylko o Ciebie... o to, że ból zęba wywołuje dyskomfort Twoich chwil, o to, że doba za mało ma godzin dla wszystkich Twoich zajęć, że ktoś Cię zaczepi na ulicy i skrzywdzi, że czekasz przy drzwiach, bo zapomniałaś klucza, że kolejnego ranka nie zdążysz na poranny autobus...
Małe i większe STRACHY wciąż istnieją i istnieć będą, niczym znacząca dawka pieprzu w potrawie...
Boję się o każdą Twoją chwilę, o zwyczajny katar, czy też dreszcze wywołane jesiennym deszczem... boje się, że nagle znikniesz niczym poranna mgła, a ja pozostanę z szeroko otwartymi oczami, choć nigdy do tych obaw się nie przyznam...

View more

Nagrałam ostatnio z zespołem taki oto utwór. Chciałam zapytać co o nim sądzisz, co jest fajne, co nie. Chce wiedzieć w jakim iść kierunku. Przyznaje jest to lekko masowe pytanie ale chce poznać opinie wielu stron. Miłego wieczoru <3 https://www.youtube.com/watch?v=PWVsiU81pjg

Velesturia இ
Jejku... w pierwszym momencie skojarzyło mi się to z kawałkiem Firebirds "Harry"...
Przyznam, że ciekawie hipnotyzuje wpadając w ucho i to nie za pierwszym razem, lecz za siódmym, ósmym, dziewiątym, a mimo swojej pozornej delikatności, ma w sobie ukrytą moc, która spokojnie, lecz konsekwentnie wdziera się w głąb głowy słuchacza niczym kolejne przypływy zdobywające piaskowe połacie plaży...
Ciekawie zagrane, rzetelnie, porządnie niczym poprawnie odrobiona lekcja...
Kompozycja jako całość nie ma większych niedociągnięć, chociaż też nie jest nadmiernie skomplikowana muzycznie, perkusja nie zagłusza pierwszego nurtu dźwięków, gitara wkomponowuje się tworząc wypełnienie utworu, jedynie sekcja rytmiczna basu gdzieś tam chowa się w tym wszystkim, jakby nieśmiałe jego dźwięki wstydziły się zabrzmieć głośniej i dobitniej... no i trąbka, jest naj naj... uwielbiam kawałki, w których wykorzystuje się instrumenty dęte, saksofony, puzony, szczególnie w częściach refrenów uwypuklając w ten sposób śpiewane słowa... dają niesamowity nastrój, głębię i taką chęć latania...
Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to (o czym już wspomniałem) troszeczkę za słabo podbity i wyraźniejszy bas, wydaje mi się (lecz to jedynie moje zdanie), że przy niższym i mocniej się zaznaczającym dźwięku, podobnym do szarpnięć na kontrabasie, ciekawie podkreślałoby się rytm całego utworu... raz, dwa, trzy, cztery... metronom cichutko waha się w tle...
Jeśli chodzi o Vocal to jest w tym potencjał, który w tym utworze troszeczkę zostaje powstrzymany, nie wiem, czy efekt był zamierzony, czy też echo pojawiające się w utworze to jedynie skutek prób na sali, ale przyznam, że akurat tutaj pasuje bardzo...
Dodałbym jeszcze odrobinę efektu reverb do gitary, który świetnie pasuje do takich wolniejszych utworów i byłoby idealnie ^.^
Dźwięki Vocalistki trafiające w odpowiednie miejsce, końcówki słów wybrzmiewają do końca no i ciekawie wykonane to przeciąganie słów w ostatnich linijkach, jedyne zawachanie w śpiewie wyczułem przy słowach "gdzie dusza zacznie żyć", ale być może się mylę...
Ogólnie cały utwór jest wartościowym kawałkiem muzycznym, kojarzy mi się z tymi małymi, amerykańskimi kawiarniami, gdzie dym papierosowy leniwie płynie przez salę, gdzie lampki na stolikach nie rozświetlają ciemności ścian, a barman automatycznie i lekko sennie wyciera miedziany blat słuchając ostatnich dźwięków ze sceny...
Oczywiście piszę to wszystko nie jako profesjonalista (bo takim nie jestem), lecz jako przeciętny odbiorca, który sam gdzieś tam sobie pogrywa na gitarze...
Życzę powodzenia i trzymam kciuki, Spokojnego wieczoru...
https://www.youtube.com/watch?v=HWCB8iRyZa4

View more

Co sprawia ze czujesz sie pozytywnie w ciagu dnia? Co daje ci tą siłę?🤣😎

"Każda wielka wojna istnieje jedynie dzięki milionom walczących dusz" - Bartek G.
--------------------------------------------
I tak jest też chyba z pozytywnym dniem, nie jako całością, lecz niepowtarzalnym patchworkiem zdarzeń... ciepła herbata skrząca się porankiem w kubku, kawałki słońca odbijające się w nierównościach zbrukanej deszczowymi kroplami szyby, autobus szarpiący naszą egzystencją podczas jazdy ku kolejnym przystankom... pies sąsiadów wyrywający nas z zamyślenia i ciche poskrzypywanie mijających niezauważalnie godzin...
W każdym tym fragmencie dziejącego się świata doszukujemy się tych malutkich punktów, którymi można przymocować, lekko już wygnieciony i wytarty, lecz nigdy nie zapomniany papierowy uśmiech na naszej twarzy...
Chociaż tak najbardziej, tak najgłębiej, raduje nas drugi Człowiek, ten jeden na swój szczególny sposób wyjątkowy i niepowtarzalny, to on daje nam tą niespożytą energię i chęć do działania, mobilizuje i wyrywa ze skostniałej stagnacji poddania budząc każdy, nawet najmniejszy milimetr naszych zmysłów...
Każda czynność, myśl, gest skierowane ku tej jednej Osobie to jak lekki powiew fluoroscencyjnych błyśnięć, który nagle rozrasta się wywołując eksplozję miliarda bąbelków zadowolenia, niczym gazowane chmury z waty cukrowej budujące dach naszego istnienia...
Pojedziemy na długą rowerową wycieczkę dobrze? Tam daleko, gdzie zwierzęta mają więcej ludzkich cech niż milczący tłum szaro-ponurych twarzy przesuwających się po chodniku... i nie ma znaczenia, że nasze rysowane rowery gubią lekko swoje kształty, nie istotne jest również to, że włosy bawią z wiatrem w nieład a perspektywa uśmiecha się do nas ironicznie... bo liczy się jedynie Twój oddech obok mnie, dotyk linii papilarnych odszukujących podobne linie na dłoniach i poruszenie istnień współgrających ze sobą tak idealnie...
Piasek wysypywany z butów po zejściu z plaży, delikatne plamy słonej wody na rękawach koszuli, drewniane opanowanie falochronów z nonszalancją spoglądających na miłosne zachwyty pary rowerzystów, kawałki małych skorupek pozornie bezcelowo rozrzuconych na ziemi...
Pojedziemy nie oglądając się za siebie, razem, jakby ta droga stworzona była tylko dla nas a barykady problemów rozsypały się niczym popiół z dawnych niezrealizowanych marzeń... teraz tamto wszystko, co oddala się w szumie migających w nadmorskim powietrzu szprych stanowi jedynie punkt odbicia i skoku w radość...
I jak bardzo by trzeba się opierać, jak wysoko murować ściany obojętności, by nie zauważyć, że jednak pozytywność czasami nam się udaje... tak, ja też to teraz dostrzegam...
--------------------------------------------
Dziękuję bardzo za pytanie i nuuu Spokojnego Wieczorku...

View more

Masz czasem wrażenie, że ludzie traktują Cię jak sposób na nudę, że przypominają sobie o Tobie tylko wtedy, gdy nie mają co zrobić ze swoim czasem wolnym? A może i Tobie zdarza się podobnie traktować innych?

Queen_Bee
“Nie jestem wybawieniem dla nudy, sposobem na oderwanie,
Przychodzą wtedy, gdy źle, gdy nad przepaścią wiszą na ścianie”
- Bartek G.
-----------------------------------------------------
Niestety tak się zdarza, że gdzieś tam, na kolejnym kilometrze naszej niestabilnej życiowej ścieżki, za kolejnym zakrętem doświadczeń pojawiają się złe osoby, które nas wykorzystają, sponiewierają, stłamszą niczym bezużyteczny już bilet...
I nie chodzi mi tutaj o nudę, lecz zdecydowanie bardziej o naszą chęć niesienia pomocy, o wrażliwość, umiejętność wsparcia, doradzenia czy tak zwyczajnie bycia i słuchania...
Wynurzają się z głębin zła, nagle, z zaskoczenia, z mgły otaczającego nas zewsząd gwiazdozbioru szarego społeczeństwa, czepiając się niezauważalnie niczym ośmiornice badające swą ofiarę... Stają się pozornie mili, pełni emocjonalności, jak kipiący gorącym westchnieniem wulkan, złudnie “przyjaźni” niczym kameleon dostosowujący się do kolorytów otaczającego świata, lecz nie ze szczerego serca to wszystko... O NIE!!! Owijają się swoimi toksycznymi mackami, otulają telepatycznie słowami cudowniejszymi niż nieistniejący raj, dobranymi tak, bym mógł łudzić się i oddychać fałszywą świadomością spełnionego dzieła...
Tak często powtarzane fałszywe słowa - “PROSZĘ, ZOSTAŃ JESZCZE, SMUTNO MI”...
I zawsze w takich wypadkach zostaję, zapominając o wcześniejszych doświadczeniach, o wciąż niezagojonych ranach grających w kółko i krzyżyk w moim umyśle...
Nie zauważam tego, jak wspinają się po moich plecach, jak pożywiają się moją duszą, jak wbijają raniące szpony w me istnienie, byleby tylko wybić się z tego dna...
A potem? Hmmm... ZAPOMINAJĄ, jakby nic się nie stało, jakby niesiona przeze mnie pomoc, była jedynie namolną, przeszkadzającą w letnie popołudnie muchą, zamykają dokładnie drzwi nie potrafiąc nawet podziękować, czując się już pewnie, dobrze, stabilnie, gotowe, by posiąść kolejną ofiarę...
Gdybym miał robić na sobie tatuaże, opisujące każdą z takich ponurych historii, zabrakłoby mi miejsca na ciele, a każdy z nich tworzyłby wzory tak skomplikowane, niczym niekończący się metafizyczny fraktal...
Nie chcę już mieć do czynienia z takimi ludźmi, egzystencjalnymi wampirami, myślącymi jedynie o własnych korzyściach...
Na szczęście są też tacy, którzy, dla równowagi, tego, nie do końca zrozumiałego świata, potrafią rysować patykiem uśmiech na piasku, dając nam stabilizację, poczucie wciąż trwającego (choć chybotliwego) ciepła i to chyba? - Tak, Wystarczy...
P.S. Jejciuu... z dość dużą rezerwą obejrzałem film “W głowie się nie mieści”, przez długi czas doszukując się w nim jakiejkolwiek ciekawej rzeczy i nagle zrozumiałem i poczułem, że w moim umyśle też są podobne postaci, podobne kulki pamięci, miejsca pełne ciemnych labiryntów... i jedyne chyba czego brak, to tych wysp radosnych...
Dziękuję bardzo za pytanie, spokojnego wieczoru... i przepraszam, że tak późno odpowiadam... przepraszam Wszystkich, że jestem tutaj tak rzadko... Uśmiechajcie się...

View more

Next