Ask @DrazkowyBartus:

Na jaki los zasługuje twoja dusza?

Äpolline ☾
I chyba najsmutniejszym, co od jakiegoś czasu dostrzec tutaj mogę, to puste miejsca po ludziach, to konta już dawno wygasłe i słowa, które pozostały, jakby w połowie przerwanym filmie... Gdzieniegdzie pojawi się jeszcze czasami jakiś przelotny wpis i cisza, cisza tak niepokojąca, jakby spaść miało całe niebo...
Lecz mam świadomość, że życie to nie kostki lodu z zamrożonymi wewnątrz kroplami chwil i wspomnień, które chcielibyśmy zatrzymać na wieczność...
Ucieka nam to przez palce, gdzieś tak magicznie i niezauważalnie przemija i tylko zmiany wśród innych uświadamiają mi, że ja też się zmieniam i zmian tych, choćbym z całych sił się bronił, nie zatrzymam...
Odchodzę stąd i wracam, jak małe szczenię, które pierwszymi, drobnymi krokami próbuje poznać świat poza domem, piszczy, kręci się, z zaciekawieniem dąży naprzód, by za chwilę wrócić w dobrze znane i złudnie bezpieczne miejsce...
Na szczęście nie idę sam, na szczęście mam swojego Towarzysza Podróży, który mocno trzyma moją dłoń, znajdując w tym uścisku także siły dla siebie i to daje mi wiarę i chęć, by jednak wypowiadać kolejne litery tego naszego alfabetu... „A“, „B“, „C“... a każda z liter nabiera sensu większego niż jedynie opisany w słownikach, każda z tych liter, to kolejny Nasz krok, krok ku nowemu...
Idziemy razem w nieznane, idziemy, niczym akrobata poruszający się z zasłoniętymi oczami po chwiejnej linie rozwieszonej nad przepaścią, lecz wzrok Nam w tej podróży niepotrzebny, gdyż sens i cel tej drogi widzimy we własnych uczuciach i zmysłach... Na plecach naszych balast doświadczeń, w oczach przebłyski lepszych i gorszych chwil, a wnętrze jak stary zburzony schron, który chronił Nas dawniej, lecz którego czas już nadszedł...
Bo nie potrzebujemy już osłony, choć miotają Nami obawy i lęki, lecz to, co stało się dla Nas nauką, to świadomość wspólnego istnienia... Dwoje ludzi, których punkty tak odległe zostały w końcu połączone...
Choćmy dalej mój Towarzyszu, po cichu zamkniemy drzwi dawnych koszmarów...

View more

Czy życie cię męczy?

missing again
Ahhh... nie, nie, nie... w żadnym wypadku tak nie jest...
Ja wiem, ja mam świadomość, że czasami moje pokręcone i bezsensowne odpowiedzi wyglądają na zdania pisane przez dogorywające życie, ale to nie tak... to po prostu mój specyficzny (pewnie dosyć głupi i nużący) sposób wyrażania. Styl, w którym tapla się mieszanka moich przeżyć, doświadczeń, oczekiwań i rozczarowań... taki wełniany, lekko znoszony już sweter, wrzucony przez pomyłkę do pralki z gorącą wodą...
Jak to zawsze mówiła moja mama - „Jesteś niczym leniwiec z ADHD“...
Cóż, coś w tym chyba jednak jest... Czasami sam zauważam, jak spoglądając na błądzące po stronach książki litery, przeistaczające się w rysy opowiadanych światów, czuję barwy źrenic skapujących ze znużenia na przerzucane kartki, znużenia, które dopaść może tego ostatniego na świecie, który gasi słońce...
I nagle gdzieś tam, w jednej porywającej sekundzie, niczym puszczona swobodnie sprężyna moje ciało porywa mnie do biegu, tak bez celu, bez powodu, po prostu krzycząc - „Biegnij, biegnij, biegnij...“... i tchu mi nie starcza i płuca krzyczą bólem... ale to nic, biegnę nie widząc końca drogi...
Nie, chyba nigdy nie byłem zmęczony życiem, choć zdarzały się chwile, gdy ten mały, potargany chłopiec, bardzo tego życia nienawidził, a im bardziej to czuł, tym mocniej jego małe, podrapane smutkiem piąstki zaciskały się na poręczach schodów, tych schodów na końcu drogi, gdzie nawet blask ostatniej latarni nie dosięgał... Nienawidził tego świata, choć wtedy tak niewiele z niego rozumiał i chyba wielu spraw, nie rozumie po dziś dzień...
Tych gestów, czynów, emocji i słów przeistaczających się jak magiczny kameleon, pozornie niewinnych zdań, które niczym delikatna krawędź kartki stać się mogą orężem zwycięstwa słowa nad czynem, lecz i granicą tnącą bez wybaczenia opuszki drżących palców...
Za brudnymi szybami przejeżdzających autobusów wciąż miga potargana czupryna chłopca, w kieszeni bluzy nadal pomięty bilet, w sercu na pamięć znany rozkład jazdy i cóż nuuu... jedynie chyba trasa podróży uległa zmiania, ahhh...
Niedawno zrozumiałem, że bez względu na wszystko i tak w końcu wszystkie autobusy trafić muszą w to samo miejsce...
----------------------------------------------
Dziękuję Ci bardzo za to pytanie... Dziękuję za wszystko... Spokojnych chwil życzę...

View more

Jak długo potrafisz wierzyć zanim zaczniesz wątpić?

martwa dziewczynka
Wciąż zapominam o tym, że moje pomaganie kończy się źle.
Że przywiązanie, emocje, uczucia pozostają same, opuszczone, gdy pozwolimy im na ten luksus ofiarowania...
Staramy się, wspieramy, dodajemy otuchy, trzymamy za rękę, lecz nadchodzi taki dzień, kiedy ta osoba odchodzi, mimo słów „Pozostanę z Tobą do końca“...
To smutne, że tak się dzieje, lecz jedyne, co możemy wtedy uczynić, to spoglądać z utęsknieniem na cień, który zanika, wspominając chwile, kiedy byliśmy powodem do radości...
A co do wiary hmmm cóż... U mnie wygląda to troszeczkę inaczej... Bardzo, bardzo długo wątpię, zanim w cokolwiek uwierzę...
Barykaduję się, blokuję umysł i zmysły, nie dopuszczam do siebie nowego, uciekam przed tym, co mogłoby się stać, zamykam oczy nie pozwalając blaskom teraźniejszości zaglądać do mrocznych zakamarków mojej duszy a pokaleczonymi dłońmi bronię wejścia do własnego wnętrza, niczym ostatni pustelnik broniący dwóch metrów własnego istnienia...
I tak to trwa przez długi czas, aż nagle pewnego dnia budzę się, oddycham i ze zdziwieniem stwierdzam, że nie ma już tych kłujących opiłków w płucach, że chmury, który gromadziły się nad głową tak naprawdę są watą cukrową, która swoją słodyczą klei się do pragnień, tak wyczekiwanych i upragnionych...
I wiem już wtedy, że mogę wierzyć, że mogę ufać, że mogę ze spokojem powiedzieć - „dobrze zgadzam się na to nowe, na to nowe z Tobą“...
Każda z naszych relacji to taki metafizyczny balonik, kolejny balonik w naszym życiu... jedne są wielobarwne, inne zaś szare, te wesoło pląsające w rozszczelnieniach pomiędzy wczoraj a jutro oraz te smutne, płynące nisko nad ziemią niczym kolejne pokolenia chrząszczy idących na żer...
Czasami urywają nam się i odlatują, czasami pękają niczym serce po kolejnym zawodzie, niektóre zaś trwają, trwają na przekór wichrom i złym spojrzeniom a te nieliczne i czasami najważniejsze dla Nas, sami puszczamy wolno spoglądając w milczeniu jak zamieniają się w odległą kropkę... kropkę, która na zawsze pozostanie w naszych spojrzeniach...
------------------------------------------------------------------
Dziękuję bardzo za wszystkie pytania i życzę Ci, by sznureczki Twoich baloników nigdy się nie zerwały... Spokojnego wieczorku...

View more

Masz jakiegoś zwierzaka? A może sam nim jesteś opowiedz mi o tym ? Obserwuję ?

martwa dziewczynka
„Kilka miłych słów zapisanych w wiadomości,
kruche palce trzymające się rzeczywistości.
Szarość tłumu przestaje być przeszkodą,
Dwoje ludzi, którzy teraz idą wspólną drogą.
Towarzysze podróży, tak dawno planowanej,
łzami nocnych strachów, na kartkach malowanej.
To bicie serce, tak nowe, lecz tak dobrze znane,
wreszcie znalazł się plaster na każdą dawną ranę.
Tak krótko się przecież do siebie uśmiechamy,
dawny mur obaw, tak bardzo rozrywany.
Uścisk dłoni mocny, uczucia się splatają.
Dwa wolne ptaki ku szczęściu odfruwają.“ - Bartek G.
-------------------------------------------------------------------
Czasami czuję się jakbym uczestniczył w jakimś przedziwnym turnieju tenisa ziemnego... turnieju, w którym to ja jestem piłeczką rzucaną od rogu do rogu, miotaną na wszystkie strony mentalnego kortu przez chichoczące zło...
Wachania nastroju nie są fajne, są męczące, tak bardzo męczące...
Człowiek, niestety, po jakimś czasie przyzwyczaja się do smutnych min, szarych barw spływających w głąb mózgu, niczym żywica z obumarłego już drzewa... przyzwyczaja się tak, jak przyzwyczaić się można do trudnego, lecz jednak obecnego obok sąsiada...
I nagle, pewnego dnia, tak po prostu, bez zapowiedzi robi się w głowie głośne buuum, ktoś postanawia zmienić kierunek i zwrot naszego nastroju... twarz tak dobrze zaznajomiona ze słonym smakiem łez, nagle spotkać się musi z nowymi rolami, mięśnie twarzy odzwyczajone od uśmiechu z trudem próbują skoordynować ciągle błądzące ruchy i ten uśmiech ahhh... w tym momencie tak bardzo zaskakujący, niczym przekorny Claun podający nam do zabawy nasze marzenia...
Zmiany męczą, zmiany złoszczą, zmiany wytrącają z równowagi... lecz chyba jednak są nam potrzebne, bo jakże by bez nich udało mi się poznać Ciebie...
A teraz czas zatrzymać to wzburzone morze, czas wbić kołek w ten fragment naszego wspólnego świata, by móc spokojnie usiąść na krawędzi przeszłości, bujając wspólnie nogami i spoglądając z góry na ten poruszający się tłum... tłum bez NAS... bo tłumu nie potrzebujemy prawda?

View more

Masz taką cechę, którą można traktować wymiennie jako twoją wadę lub zaletę?

Yumeka ☣
Od kilku dni rozglądam się chaotycznie wokół siebie i coraz częściej dochodzę do wniosku, że przydałby mi się generalny remont... REMONT DUSZY...
Obecne miejsce przypomina raczej schowek wypełniony po brzegi, mniej lub bardziej niepotrzebnymi rzeczami, zapchany w pośpiechu kolejnych dni, zapisanymi i wygniecionym już stronami z zeszytu, popsutymi nieudolnie marzeniami, smutkiem, który z takim mozołem jest ukrywany a i tak, co jakiś czas wygląda na świat i z zaciekawieniem najeźdccy spogląda na nowe chwile, a to wszystko spowite grubą warstwą kurzu zobojętnienia, który sprawia, iż z czasem nawet najbardziej kolorowa rzecz staje się szara... nawet Twoje, tak wielobarwne wtedy oczy...
W emocjonalnym bałaganie nie da się żyć, nie można budować nowych zdań, przeprowadzających nas przez przepaści nieporozumienia, nie da się tworzyć nici ludzkich relacji, rozrywających się pod byle pretekstem, niczym pajęcze sieci szarpane nieświadomością złapanych w nie ofiar...
To moja wada i moja zaleta - pamięć, która niczym kawałki rzepów trzyma na wodzy emocjonalne trybiki synaps nie pozwalając im rozbiec się na strony w furii kolejnych zawodów, lecz jednocześnie z zimnym uśmiechem bezwzględnej egzystencji studzi żar niedawno zaparzonej herbaty i moc oczekiwania na dłoń, która powinna pojawić się obok...
---------------------------------------------
„Tup, Tup... odgłos glanów wciąż taki sam,
na wciąż tych samych schodach...
Lecz dusza w nich idąca już inną jest,
dusza spokojna i już nie młoda...“ - Bartek G.

View more

Myślisz że stoi przy tobie anioł stróż? Jak on może wyglądać i co może myśleć patrząc na twoje codzienne życie i na ważne decyzję?

Äpolline ☾
Jeśli jest przy mnie anioł, to albo ma bardzo specyficzne poczucie humoru albo jest bardziej zagubiony niż ja... może to taki anioł, który przeszedł już „piekło“ i jedyne czego teraz pragnie to odrobiny spokoju... napotkał mnie, gdzieś na tej drodze ku niczemu i pomyślał - "Spróbuję, może przy nim będzie mi dobrze, czasami warto dać szansę chaosowi“...
I towarzyszy mi tak w tej trochę bezcelowej podróży, spogląda chwilami ciekawie zza ramienia, czasami popycha do czynu, nie zawsze mając świadomość, czy ruch ten stanie się dobry czy też będzie jedną wielką porażką...
To taki anioł ciamajda, który widząc moje przegrane zagryza ze zdenerwowania wargi, myśląc „chyba niepotrzebnie dałem mu tą szansę, on nie jest jeszcze gotowy“...
Lecz nawet mimo tylu wpadek, mimo tych wszystkich niedoskonałości, świateł wpadających do znużonych migającym światem źrenic, to jednak cieszę się, że ten anioł jest... bo gdzieś tam, kiedyś, na tym ledwo trzymającym się murku, okalającym dawno już zapomnianą piaskownicę, mały, potargany chłopiec marzył o przyjacielu, o kimś, kto nie tylko wysłucha, nie tylko pokiwa głową, lecz przede wszystkim zrozumie...
Zrozumie zamek wyrwany z kurtki, oczy ciemne od nieprzespanej nocy, paznokcie pogryzione uciekającym czasem i słowa, słowa, które grzęzną w gardle wstrzymywane strachem...
Więc niech już pozostanie ten anioł, niech już będzie, bo może jemu w końcu uda się to wszystko pojąć...
-----------------------------
Bardzo Ci dziękuję za wszystkie pytania, które wysyłasz i wybacz, że nie na wszystkie odpowiadam... spokojnego wieczoru...

View more

Wolisz czytać jednorazowo jedną książkę czy więcej?

#RKS $lifeisbeautifull$
Ahhh... Niestety mam tak, że nie potrafię skupić się na jednej książce, podobnie jak nie potrafię zatrzymać swoich myśli przy jednej sprawie, osobie czy też problemie, co kończy się przeważnie tym, że zawsze otacza mnie kilka otwartych z zaskoczenia okładek, stron porzuconych na nieokreśloną nigdy ilość nieprzespanych nocy, zagiętych rogów, zaznaczających miejsce, które pozostawiłem na chwilę...
Z tego co mogę sobie teraz przypomnieć, to czytam jednocześnie około trzech-czterech książek naprzemiennie, doprowadzając czasami do obłędu moją i tak niezbyt stabilnie wyprofilowaną percepcję...
Bohaterowie wyłaniający się z wnętrza poznaczonych pachnącymi drukarską farbą liter mieszają się między sobą (jejku uwielbam tak bardzo ten zapach, że mógłbym go chłonąć do końca swego istnienia), wydarzenia gonią przeszłość otwierając ze zdumienia oczy, jak taka odwrócona chronologia jest możliwa, idealnie poukładane linijki tekstu tworzyć zaczynają poskręcany niczym ludzki chromosom patchwork rozmaitości...
I ja niestety chyba wiem dlaczego tak się dzieje, dlaczego nie mam cierpliwości do czytania pojedyńczych dzieł... to obawa i strach. Tak może to dziwne, ale boję się, że nie zdąże przeczytać wszystkiego... i choć racjonalny i zimny fragment mnie puka delikatnie w moje ramie szepcąc - „I tak nie zdążysz“... to ja na przekór wszystkiemu staram się pochłonąć jak najwięcej, jakby moje i tak pożałowania godne płuca oddychały jedynie oparami druku...
A może szukam tam, pomiędzy tymi cieniutkimi fragmentami opowieści odpowiedzi na własne życie, szukam zrozumienia i wytłumaczenia, dlaczego tak bardzo mi nie wychodzi... lecz mam tą świadomość, że odpowiedź, którą usilnie pragnę odnaleźć napisać muszę sam...
----------------------------------------
Bardzo dziękuję za pytanie, spokojnego wieczoru...

View more

Łatwo godzisz się z losem czy raczej odczuwasz frustrację z powodu tego, czego nie jesteś w stanie zmienić?

♠ Sea Of Eternity ♠
Ja tylko... chciałem się pożegnać, na swój krzywy sposób...
Dziękuję wszystkim, którzy tu się pojawili...
--------------------------------------------------------------
„Zacząłem tu swój bieg i tutaj skończę na pewno.
Poznałem czym jest niebo i co to jest piekło.
Wciąż jestem na tym koncie, choć coraz mniej piszę.
Zamiast wrzasku kolejnych liter, ja polubiłem ciszę.
Życie jest zbyt krótkie, by pisać słowa w próżnię.
Czas zająć się sobą, bo na własne życie się spóźnię.
Kolejne pytania, zalewające umysł zagadki.
Moje pokręcone myśli wyssałem z mlekiem matki.
Marny raper jest ze mnie, nie łączę dobrze rymów.
Nad miastem czarne chmury, z fabrycznych kominów.
Gdzie podział się uśmiech, rysowany do bólu.
Wołają „Wywrotowiec“, zamiast „Witaj Królu“.
Nie tak miało być, pogniotły się moje plany.
Miałem być zwycięzcą, a jestem przegranym.
Pozostanę tutaj, bo słowa są mym tatuażem.
Opisuję smutki, lecz nie umiem opisać marzeń.
Czytam wpisy, zaglądam na wygasłe już konta.
Wspomnienia jak pinezki, przybijają mnie do kąta.
Nie zrywam więzów, nie tworzę nowych dni.
Po dwóch stronach barykady to „JA“ i „TY“.
Umilkły werble, zamarły nagle błyski świateł.
Ja Chłopiec z Nut, ten sam, lecz myślący inaczej.
Dziękuję za wszystko, życząc spokojnego dnia.
Już nieobecny tutaj, lecz nadal istniejący ja...“
- Bartek G.

View more

Czy, gdy spotykasz jakąś osobę, oceniasz ją po pierwszych paru minutach, czy raczej starasz się lepiej ją poznać i dopiero wyrobić sobie zdanie na jej temat?

Kształtujemy swoją osobowość każdego dnia, ugniatając niczym plastelinę rozwijające się odruchy i zachowania, modelujemy charakter, przycinamy lub rozbudowujemy poszczególne wady i zalety, tak właściwie jedynie po to, by móc niczym przez wielowarstwową soczewkę dostrzegać egzystencje innych z chęcią odnalezienia pustej luki dla siebie...
Pierwsze spotkanie z drugim człowiekiem przypomina mi czasami edukacyjną zabawkę dla dzieci, z różnych kształtów otworami, do których to dziecko powinno właściwie dopasować odpowiedni klocek - w kształcie kwadratu, trójkąta czy też gwiazdy...
I chyba takie jest też moje spojrzenie na człowieka, w pierwszych minutach usilnie próbuję dopasować osobę do właściwego i znanego mi kształtu, idąc na skróty próbuje zaszeregować, dzięki czemu mój umysł mógłby się uspokoić... bo tylko dobrze znane kształty dają mi stabilizację i pewność kolejnych kroków...
Niestety nie zawsze tak jest i nagle nowo poznana istota wymyka się szablonom i standardowym ustawieniom życia... nagle muszę wysilić umysł, by zagłębić się w tym nowym, by odgadnąć, rozpoznać czy też zaskoczyć się tym nieznanym...
I czasami, tak niespodziewanie okazuje się, że jest coś więcej niż tylko kilka podstawowych wzorów, że kolory oczu, uśmiechy, mimika twarzy, założona bluza wyrażać może tak wiele, że nawet tysiące drobnych kawałeczków szkła mieszających się w kalejdoskopie nie jest w stanie zawstydzić tej wręcz nieskończonej serpentyny kolejnych postaci... i uczę się na nowo każdego poznanego człowiek i hmmm... przyznam, że to nie jest takie złe... to jedna z niewielu nauk, która rzeczywiście w czymś nam pomaga...
Ahhhh... zakręciłem się niczym fraktal, lecz tak czasami bywa, gdy staram się upchnąć swoje myśli w kilku zaledwie zdaniach, to niczym próba umieszczenia świata w tylnej kieszeni spodni...
---------------------------------------------------
Bardzo dziękuję za pytanie, pozdrawiam, spokojnego wieczoru...

View more

Chcialabym nawiązać do opisu. Uważasz, że zawsze będziesz 2w1? Że pewne rzeczy się nigdy nie zmieniają?

Gonepteryx rhamni ~
Zanim odpowiem na Twoje pytanie, chciałem napisać kilka słów do pewnej osoby, mam nadzieję, że to przeczyta - Tęsknię i to bardzo... buuu buuu... i chyba to buuu będzie tym najwłaściwszym słowem prawda? Przepraszam Cię za wszystko...
--------------------------------------------------------
Bywam niczym kot, niczym dziewiąte życie Mruczka, lub (co chyba jest trafniejsze) jak kot Bułhakova... i to nie dlatego, że lubię, przymykając oczy położyć się w rozgrzewających promieniach słońca, nie dlatego, że przymilnie mruczę oczekując akceptacji, lecz dlatego, że się przyzwyczajam... do wszystkiego...
Każda, nawet najmniejsza zmiana w moim życiu, wywołuje trzęsienie ziemi, burzy to, co z takim trudem wyrosło, powstało, niczym złudne mury piaskowego zamku na plaży, odsłaniając nowe szanse, lecz też i zupełnie inne spojrzenie na to jak żyć...
Z wielkim trudem przyzwyczaiłem się do nowych twarzy, gubiłem się i wstydziłem, gdy wkraczałem na nowe korytarze uczelni, idąc po schodach częściej spoglądałem na czerwone cegły gotyckich ścian niż na twarze nowych towarzyszy drogi...
I tak z pewnością jest też i z „2w1“... ja wiem, ja mam świadomość, że we mnie już pewnie nic z tego nie pozostało. Wartości, podejście do otoczenia, ludzi, wewnętrzne cechy i zachowania... to wszystko przetasowało się niczym talia kart w zręcznych dłoniach magika... nadal to we mnie istnieje, bo przecież ciężko by było pozbyć się charakteru, lecz jest to już tak odmienne i różnorodne od tamtego potargane chłopca, który z zaciekawieniem czytał opis Enneagramu, że można by pomyśleć, iż był to tylko sen, szczęśliwy sen...
Nie przeprowadzę tego testu drugi raz, nie chcę... i to nie dlatego, że odczytałbym coś nowego, lecz dlatego, że jedynie to pozostało mi z tamtego snu... niczym mglista otoczka źrenic zasłaniająca rzeczywistość...
Tamto „2w1“ doprowadziło mnie na samo dno, lecz jednocześnie dało mi możliwość uniesienia głowy, by zobaczyć, że tak naprawdę, jest więcej barw na tym świecie, niż czerń i biel... i cieszę się, że mogę teraz, każdego dnia poznawać je wszystkie, chłonąć niczym wielki zderzacz hadronów pochłania cząstki materii...
A opis... hmmm, cóż, niech pozostanie, jako pamiątka dobrego i złego...
-------------------------------------------------------------
Dziękuję za ciekawe pytanie, jejku może kiedyś, w odległej przyszłości uda mi dobierać słowa tak cudownie, jak Ty to robisz... pozdrawiam...

View more

Czego w tej chwili boisz się najbardziej? ?

Rose
W tej chwili jedynym, co sprawia, iż przeszywa mnie ten głęboki, niezrozumiały, wręcz nieludzki skowyt strachu jest codzienne, wręcz banalne życie i związane z nim obowiązki... jego powtarzalne, niczym wyuczony na pamięć szablon, sprawy i takty, bieg po kolejny rachunek, oczekiwanie na zastrzyk pomagający oddychać, spojrzenie na liczbę nieodczytanych wiadomości...
Kiedyś (ahhh mógłbym powiedzieć - tam na samym początku mnie) nie obawiałem się zewnętrznego świata i tego, co było za zawsze poznaczoną kroplami szybą, lecz bałem się wszystkiego, co głęboko w środku tej egzystencjalnej studni bez dna zwanej “MNĄ”, niewidocznego posmaku przegranej, barier i niepewności, które ograniczają, blokują, które zasłaniają rzetelne spojrzenie na otaczający świat... bałem się nie tych potworów, z krwi i kości wokół mnie, lecz tych, istniejących we mnie... bazyliszków zamieniających ulotne myśli w gruzowisko bez przyszłości...
To one przecież, chichocząc powykrzywianymi ustami, szarpały umiejętnie za umysł, niczym utalentowany aktor poruszający sznurkami marionetki, która wykona wszystkie zaplanowane przez niego ruchy... szarpały mnie i popychały do najgorszego (nawet do krzywdzenia innych), by sprawdzić, czy przetrwam, czy podobnie jak żółto-czarny manekin przejdę kolejny Crash-Test...
Tak, to chyba był wtedy największy mój lęk, z tego co pamiętam to od najmłodszych lat wił sobie gniazdo w mojej głowie, rozwijał się i rósł, wspomagany krzykami dorosłych...
Lecz teraz to miejsce jest ciche, nie puste, lecz inne... szare spojrzenia zamieniły się na iskry w oczach, machające z rezygnacją dłonie przeistoczyły się w ręce machające z radości na powitanie, a kąciki ust poszybowały w górę w coraz częściej pojawiającym się uśmiechu...
I tak to trwa, rozwija się, zmienia... dlatego też, jedyne czego się boję obecnie, to codzienność, banalność, rutyna... ja ostatnia nuta w tym nadal rozbrzmiewającym, przez nikogo pewnie już nie słuchanym utworze...
Ja, wciąż ten sam, mimo zmian - Chłopiec z Nut...
-------------------------------------------------------------
P.S. Podróżujemy na południe Polski, więc gdyby ktoś, gdzieś przypadkiem miał chwilę, to chętnie pomilczę przy jakiejś kawie... Pozdrawiam Wszystkich, udanych wakacji...
https://www.youtube.com/watch?v=cY2B_9KpRqk

View more

Łatwiej Ci się żyje z rodziną czy że znajomymi?

Rebel (nowe konto)
Chyba jednak ze znajomymi, z tą nieliczną grupką, która jeszcze ze mną wytrzymuje, która trwa na przekór logice, neonom ostrzegawczo mrugającym w głowie i zdrowemu rozsądkowi...
ahhh to nie tak, że nie kocham, nie szanuję czy też nie tęsknię za rodziną, że nie brakuje mi ich w chwilach trudnych czy też w oczekiwaniu na kolejny autobus, jednakże zbyt często byłem za daleko, by czuć ich bliskość, by nauczyć się, jak są ważni...
Ta odległość to nie fizyczne parametry na mapie określane cyframi z GPS-a, to nie przebyte kilometry wnikające w soczewki oczu podczas jazdy, miasta odległe od siebie latami świetlnymi czy też galaktyki z krańców świata...
Byłem za daleko duszą, sercem, chęciami, staraniami i istnieniem, czułem się jak owoc, który nie czuje już korzeni drzewa, z którego pochodzi, niczym wędrowiec tułacz, świadomy swej bezcelowej podróży, jak kawałek kolorowego graffiti na szarej bezkresności ściany świadomy swego niedopasowania...
Zbyt wiele krzywd, zbyt wiele głosów zaszytych w ścianach, niepotrzebnych emocjonalnych szarpnięć wylewających się z jazgotem na świeżo uprane dusze...
To wszystko gdzieś tam odkłada się, kumuluje, zbiera niczym mętny osad na dnie zbiornika i przeszkadza... przeszkadza dostrzec tą nieskazitelną toń relacji rodzinnych...
Nie wiem, być może to moja wina, że nie starałem się, że nie zabiegałem o to, by stało się lepiej... przytłaczająca geometria pokoju stawała się wygodniejszą alternatywą do iskrzeń pojawiających się nad wspólnym posiłkiem... lecz trudno winić tego chłopca z potarganą czupryną, który drżącym dłońmi obejmuje zimny jak zawsze gryf gitary, który przez załzawione oczy spogląda na nuty, by grać... nieświadom już tego, czy te małe plamy na kartce, to jeszcze nuty czy już łzy... tego mu nigdy nie mogli odebrać, choćby starali się orać umysł metafizycznymi mękami, choćby zabrali każdy ze zmysłów, to drżenia strun zabrać nie mogli, one grają tam głęboko, gdzie kończy się rzeczywistość a zaczyna sen o szczęściu...
Dziękuję za pytanie, życzę uśmiechu i spokojnego wieczoru...

View more

Co można wyczytać z Twoich nut?

Nee-chan ~♡~
Tik Tak, Tik Tak... bezuczuciowa wskazówka metronomu z pełną premedytacją odlicza takty naszego życia, dzieląc na etapy to wszystko, co zawiera się między pierwszym oddechem a ostatnim tchnieniem...
I gdzieś w tym wszystkim są też i moje dźwięki, może nieporadne, może jeszcze nie w pełni brzmiące, lecz z każdym kolejnym pojawiającym się tonem coraz wyraźniejsze...
Dawne, dziecinne jeszcze ćwierćnuty, które lękliwie biegały po pięciolinii, ze strachem spoglądające na każde pojawiające się odległe, mroczne i zagłuszające wszystko echo, teraz z nieśmiałą jeszcze, lecz rozwijającą się radością zaczynają wybrzmiewać coraz pewniej, coraz mocniej i dłużej, dostrzegając w swym chwiejnym cieniu zarysy przyszłych półnut a być może i całych, ukształtowanych już życiem nut ...
Dźwięki mojego życia zawsze były nieskładne, bez jakiegoś większego sensu pojawiały się w przypadkowych miejscach, by dać o sobie znać i zniknąć również niespodziewanie... kreśliły przyszłą melodię, wybrzmiewały, dawały nadzieję i obietnicę na coś wyjątkowego i nagle ginęły, niczym milknąca pękająca struna... pozostawała pustka, rozczarowanie, głuche dudnienie tak wyraźnie, że można by pomyśleć, iż to macki umysłu rozpoczęły swój nieplanowany koncert...
I tak to wszystko trwało przez dłuższy czas, jakby nagle orkiestra zapętlając się w dźwiękach grała wciąż jeden i ten sam fragment utworu...
Teraz już wiem, dlaczego tak było, dlaczego mimo rzetelnie wyuczonych nut i wyrytych w głowie szczęśliwych akordów, tak nieudolnie rozwijała się melodyka... Żaden, nawet najwspanialszy utwór nie zabrzmi w pełni bez dyrygenta, który poprowadzi ścieżką pisaną czarnymi kropkami... dyrygenta, który wie, w którym momencie wybuchnąć trajektorią narastającej wibracji fal a kiedy otworzyć drzwi ciszy... ciszy, która niczym najwspanialsza przyprawa pomoże odkryć smaki i pozwoli radować się zmysłom...
A teraz siedzę skulony i w skupieniu układam z nut Twoje imię, niczym najbardziej skomplikowane puzzle, z nadzieją, że prędzej czy później odczytam te słowa... słowa melodii, której dźwięki znam już na pamięć...
-----------------------------------------------
Bardzo dziękuję za pytanie, jejkuu jedno z ciekawszych jakie otrzymałem na asku i trochę mi wstyd, że tak nieporadnie na nie odpowiedziałem... Jeszcze raz bardzo dziękuję i życzę Spokojnego wieczorku...
https://www.youtube.com/watch?v=I392xDytUFc

View more

Jaki masz cel w życiu? Dokąd zmierzasz?

Leidi Netsune
“Myślałeś, że jesteś już na szczycie góry,
że hymn grają dla Ciebie zwycięski.
Lecz to jedynie chichot jest ponury,
A pieśń ta to raczej oznaka jest klęski” - Bartek G.
----------------------------------------------------
Celu jednego, jedynego jako takiego nie widzę, zbyt odległy byłby to plan, zbyt dalekie zarysy, ledwo widoczne, majaczące niczym kolorowa fatamorgana w oczach zbłąkanego na pustynni wędrowca... zbyt długa droga ku temu, by to wszystko osiągnąć i zbyt wiele zakrętów na życiowych ścieżkach, czekających ze swoimi zwodniczymi zagadkami, zasłaniających ostateczne zwycięstwo...
Jedynie gdzieś tam głęboko w głowie tkwi niczym przyczepiony pinezką do korkowej tablicy napis “Nie zapomnij o szczęściu” i podobnie jak te wszystkie wbite pinezki, połączone wełnianą nitką, tak też i toczy się moja dosyć skomplikowana podróż ku dalszemu... ku kolejnym pinezkom...
Dokąd bym chciał dojść najpierw? Który ze szczytów zdobyć jako pierwszy? Nigdy jakoś nie pragnąłem osiągnąć wszystkiego, to zbyt wiele jak na mnie i nigdy nawet mi to nie przemknęło przez myśl... Ja zawsze tkwiący w najgłębszych dolinach, w katakumbach umysłu spowitego mackami przeszłości, ten który potyka się na każdym wzniesieniu i to nie tylko o sznurowadła własnych butów, lecz głównie o własne wady dojść mogę jedynie do jednego, malutkiego miejsca... ramiona mam zbyt kruche i wątłe, by objąć całość tego świata... ramiona przyozdobione balastami z przeszłości, drobinami dawnych błędów i pomyłek...
Bo to chyba one są niczym ten męczący kamień Syzyfa, tatuaż wykonany z ołowiu, który sprawia, że bieg nawet ku najlepszemu celowi staje się maratonem żółwia...
Więc drepczę sobie powoli, krok po kroku, nie spiesząc się, by nie zmącić oddechu, idę i idę słysząc każdy kolejny ruch, a glany me służąc pomocą depczą i niszczą napotykane przeszkody, pojawiające się w głowie krnąbrne myśli i złudne nadzieje...
O ja naiwny! Spoglądam przed siebie, uśmiecham się na myśl o zwycięskich podbojach, kierunkach, które doprowadzą ku najlepszemu, gdzie chichotliwa i próżna w swej dostojności egzystencja taplać się będzie i nurzać w upojnej hedonistycznej chwale... zapominając o tym, że cel osiągnąć mogę jedynie wtedy, gdy wnętrze me sponiewierane oczyści się z naniesionego błota...
NA SZCZĘŚCIE POZOSTAJE JESZCZE MUZYKA PRAWDA?

View more

Lubisz planować?

Lisica Mira
"Wciąż trzymam Twoją dłoń,
choć zimnem tutaj wieje.
I będę wciąż i wciąż,
co dziać ma się, niech dzieje" - Bartek G.
----------------------------------------------------
Planowanie niestety się nie sprawdza (przynajmniej w moim przypadku) i to bez względu na to, czy chodzi o kupno miesięcznego biletu, dobór odpowiednich strun do gitary, czy stabilizacji dotyczącej reszty życia spędzonego z tą jedną, ukochaną osobą...
Tamtego dnia zawsze ubierałem odświętne ubranie przygotowane przez mamę, czystą, wyprasowaną koszulkę, spodnie, porządnie wypastowane buty i tak ubrany, z uśmiechem pełnym trwającej wciąż nadziei szedłem wśród ludzi, pomiędzy inne rozradowane dzieci... jak każdego września, rozpoczynającego kolejny rok koszmaru...
I czułem jak nagle oblewa mnie deszcz błota, potok słów tak raniących niczym kran wypełniony szpilkami... to inne dzieci w idealny, wręcz ponadludzki sposób, z umiejętnością godną przyczajonej pumy wyłapywały słabości, różnice, uległość i strach... tak chyba najbardziej wyczuwały ten nie dający się ukryć zapach strachu, który oblepiał swoją nieuchronnością i bezwładem...
I na nic zdało się planowanie cudownego rozpoczęcia roku szkolnego, na nic nadzieje i wyczekiwanie na lepsze, idealnie, misternie zaplanowane kolejne dni ze szczęściem sypały się jak poruszone dłonią szaleńca kostki domina...
I tak było po wielokroć przez wszystkie kolejne lata, rok po roku, aż z czasem oczy zaczęły się przyzwyczajać do brunatności korytarzy, do śmiechów i popychań, do świadomości, że największym złem stać się może tak po prostu ludzkie serce...
Uczucia stawały się przeszkodą, trudnym zakrętem, na drodze ku realizacji, tym małym kamykiem, który nagle wpadał pomiędzy tryby i niszczył wszystko...
Nie, zdecydowanie to mi nie wychodzi, a może przyzwyczajony do kolejnych porażek odznaczanych szarością grafitu na kalendarzowej mapie przestałem już próbować? Może to jedynie wymówka, by przestać się starać, by schować się za idealnym, chroniącym od świata murem z poduszek i trwać tam, niczym aligator hibernujący w teksańskich moczarach...
----------------------------------------------------
Przepraszam, straciłem wenę, brak mi słów, a te które się pojawiają wydają się takie niekształtne i toporne, niczym krzywy patyk udający strzałę, trafiającą idealnie w cel...
Chyba muszę odpocząć od aska, od myśli, wspomnień i siebie...
Przepraszam i życzę pozytywnych chwil...

View more

Spotkałeś/aś fałszywych ludzi na swojej drodze?

Tak samo jak i tych dobrych, pozytywnych, przyjacielskich (tak prawdziwie) tak i tych z twarzą kameleona spotykałem dość często, może zbyt często tych drugich, niczym zniszczony napis przy drodze “POMOGĘ CI”, który swym magnetyzmem przyciągał w burzowe wieczory koszmarne wspomnienia... cóż, taka to widocznie kolej rzeczy...
I nadal takich ludzi spotykam, choć zupełnie inaczej już teraz do tego podchodzę... niczym hutnik przy rozgrzanym piecu, osłaniam się tarczą chroniącą mnie przed jadowitymi uśmiechami, w rękawicach odgradzających od dotyku, z maską skrywającą najmniejszy nawet przejaw emocji... niczym wszechobecna i bezduszna szarość... tak dokładnie, nie czerń, nie biel, nie kolory...
I tak oto zmierzam ku dniom kolejnym, unikając synapsycznych kontaktów z toksycznością, to zbyt wiele kosztuje, zbyt wiele zabiera, zbyt wiele czasu trwa a... chyba nigdy się nie goi...
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że tak właściwie niczego to nie zmieni, ludzie z nożami skrytymi za różami nadal będą żerować na naszych umysłach, nadal będą wyszukiwać słabości, gorszych dni, pęknięć w naszym życiorysie, by wessać się niczym język mrówkojada w każdą możliwą szczelinę naszego istnienia...
To pokręcone życie jest jak las, w nim my zwierzyna, raz bywamy wilkiem a raz motylem, który w blasku tęczy czeka na swój koniec... i są tam sarny, które sprytnie po naszych grzbietach wyskakują ku górze... z tymi oczami, którym nie możemy się oprzeć, z ustami wypełnionymi dobrze znanymi słowami... nabieramy się na ten spektakl, mimo, że tak bardzo znamy jego zakończenie...
to jak wrzucanie monety do automatu z płytami i odtwarzanie wciąż jednej i tej samej płyty... “Oszukam Cię, zranię Cię, skrzywdzę Cię” - lepkie jak język kameleona, zmienne jak jego barwy, wpływa nam do mózgu i pozostaje... niczym rdza, korodując nas od wewnątrz...
Tutaj chyba skończę, by nie stało się zbyt gorzko, bo przecież nawet gorzka czekolada bywa słodka...
Dziękuję za pytanie, spokojnego wieczorku... ahhh korzystając z okazji, chciałem napisać, że podoba mi się Twój ask... daje mi spokój, tak więc dosyć często go odwiedzam, bo akurat spokój jest u mnie deficytowy...

View more

Chłopcze z nut. Chłopcze muzyki. Powiedz mi. Czy według Ciebie kobieta jest przekleństwem czy darem? Dziękuję Belli za inspirację do pytania.

Gonepteryx rhamni ~
Tak mi się wydaję (być może błędnie), ale płeć nie determinuje, nie odwzorowuje szablonów, nie tworzy gotowych form wypełniając je ekstazą lub goryczą... Kobieta i Mężczyzna oboje mogą być piekłem, jak i drzwiami do raju, wsparciem i balastem ciągnącym w dół, niczym płatki hemoglobiny opadające bezładnie po ukąszeniu węża...
Przekleństwem stają się same relacje między dwojgiem ludzi, słowa, czyny, odruchy, to wszystko właściwie użyte, zranić może lub uleczyć... To iskrzenia na styku dwóch światów, podprogowe, ledwo zauważalne kłaczki, które wpadając do gardła drapią, lecz nie duszą... Wywołują dyskomfort istnienia, zmęczenie egzystencją, niewygodne wręcz wrażenie oznakowanego i przeznaczonego do uboju zwierzęcia..
Przekleństwo i dar nie maluje oczu barwnymi makijażami, nie zakłada garnituru, nie spogląda chciwie na wypełniony po brzegi portfel, lecz czeka cierpliwie, niczym ostatnia kula w magazynku na ruch i niczym rosyjska ruletka wystrzelić może zarówno pozytywnością, tworząc na twarzach uśmiech jak i tym wszystkim, co odbijając się rykoszetem rani serca i dusze...
Krzycz na mnie, szarp mnie przypominając każdego dnia o tej walce, o zmaganiu się z przeciwnościami, przypominaj mi o tabletkach, ciągnij za rękę, gdy będę rezygnował, tul, gdy poczujesz smutek... bądź bąbelkami dwutlenku węgla w lekko już zapomnianej i odstawionej na bok butelce coli... Możesz być moim przekleństwem, jeśli to chociaż w małym ułamku pomoże mi żyć... i jako przekleństwo staniesz się mym darem...
------------------------------------------------
“Dwudziestego dnia, drugiego miesiąca schodziliśmy krętą ścieżką ku miasteczku... my wykluczeni ze społeczeństwa, z kijkami zamiast broni walczyliśmy o lepszy świat, bez zabiegów, płytkich oddechów i kolejnych porcji leków... szliśmy zwartą grupą, jakby sama myśl o byciu jednostką nas przerażała... a może po prostu, gdzieś tam, pod tymi grubymi, zimowymi kurtkami, pod krzywo nasuniętymi czapkami, dłońmi kostniejącymi z zimna szły dzieci, wystraszone zbliżającą się dorosłością... i ta świadomość, gdy trzeba sobie powiedzieć - “jutro też będziesz chory”, więc trzymajmy się razem, bo jedynie tak to zrozumienie przetrwa... ludzie idący poboczami nie zauważali nas, zmęczone ich spojrzenia skupiały się na kolejnych krokach ku starzeniu... a my idziemy stabilnie, choć z obawą, kto z nas pozostanie ostatni... ostatni bez pożegnania, bo reszty już nie będzie...
Wstrzymujemy oddechy, jakby sam opór przeciwko kaszlowi był pojedynkiem, zmaganiem małych, wątłych płuc z ciężarem nieudolnego leczenia...” - Bartek G.
Dziękuję Ci LatoListku za pytanie, a właściwie kilka pytań, które odnalazłem w swojej skrzynce... Spokojnego wieczoru życzę...

View more

Mój polonista miał w zwyczaju powiadać, że cierpienie uszlachetnia. Co Ty o tym sądzisz? Można doszukiwać się w tym prawdy, czy jest to kompletna bujda? ?

Bella (=^・ω・^=)
Gdyby tak było, gdyby rzeczywiście cierpienie uszlachetniało, to stałbym się człowiekiem o idealnym wręcz charakterze, kształtowanym czarnymi wieczorami z koszmaru... a jednak tak nie jest, nie mam idealnego charakteru, ba mógłbym nawet rzec, że sporo w nim luk i poszarpanych, brakujących fragmentów, sporo złych i niepotrzebnych odcieni, cierni którym szarpię dobro innych...
Cierpienie nie pomaga, ono nawet w większości przypadków szkodzi, przeszkadza, blokuje... zasłania nam pełne barw palety, knebluje umysł zakrzykując pozytywności, łamie kręgosłupy odważnym unoszącym krnąbrnie głowę, izoluje nas dźwiękoszczelnymi szybami od świata, dosypuje gorzkiego posmaku do i tak nieudanego życia, trzyma i więzi, tnąc na kawałki każdy rodzący się promień szczęścia...
Trud, wysiłek, zaangażowanie ohhh to tak... to uszlachetnia, to sprawia, że doceniamy, że szanujemy, że dostrzegamy ten toczący się w nas rozwój i ostateczny cel...
Cierpienie to długie oślizgłe dłonie trzymające nas przy mulistym dnie, to kawałki wpadające do naszych płuc uniemożliwiające oddychanie, to mętne, zrezygnowane spojrzenie na ciemny i pozornie nic nie znaczący fragment niedokładnie odnowionej ściany, na której wciąż wilgotne ślady pozostawiły oczy, pełne rozczarowań, snów, które nie dają uśmiechu... nic z tego nie wychodzi, to labirynt bez możliwości wyjścia, bungee, które porusza się tylko w jedną stronę, niczym ostatnie kroki skazańca przed murem straceń...
Nie lubię mówić o cierpieniu, nie chcę do tego wracać, do tych udawanych uśmiechów na potrzeby sąsiadów, do schodów, które jako jedyne przyjmowały mnie podczas każdej wieczornej ucieczki, do niczym nie skrępowanych poruszeń cieni tłukących moje nierozumiejące spojrzenia siłą swojej władczej masy na oślep, do zimna, tak tego cholernego zimna, które czuje się na samą myśl o tym, co czeka za drzwiami... i cisza, która następuje tak nagle po przerwanym biciu, tak z zaskoczenia, szybciej niż serce bijące nierównomiernie na długo po tym jak to wszystko się wydarzyło...
Popękane, przygryzane wargi, w nieładzie rozrzucone włosy, dłonie z długimi palcami czerwone i drżące... od czego? Tego już chyba nikt nie pamięta... i buty dziś zaniedbane ze śladami błota... ahhh a może to jednak nie błoto, może to fragmenty mojego życia...

View more

Jak myślisz, jaki kolor opisuje Twoją osobowość?

Leidi Netsune
“Hipotetyczne barwy, soczewek zaskoczenie.
Wahania zmysłu wzroku, mentalne podniecenie.
Barwiona egzystencją nieskończona biel ścian.
Miszmasz kolorów, raz dżentelmen, raz cham.”
- Bartek G.
-----------------------------------------------------------
Kiedyś bez wahania (pewnie jak 90% osób) odpowiedziałbym, że to kolor czarny niczym niewzruszone mruganie kosmicznej pustki... mało tego, z pewnością upierałbym się przy tym stanowczo nie wyobrażając sobie istnienia jakiegokolwiek innej barwy, jakby nagle w sklepie z "Wyborami" zabrakło wszystkiego i jedynie tam wysoko, na ostatniej półce pozostała puszka pokryta oczekiwaniem. Ale im dłużej zacząłem się nad tym zastanawiać, tym bardziej i mocniej docierało do mnie, że tak nie jest i co najdziwniejsze nigdy przecież nie było...
To trochę jak odwiedzanie starych miejsc, nie funkcjonujących już fabryk z wygasłymi piecami, budynków już dawno nie zamieszkałych, gdzie jedynie pajęczyny ozdabiają puste dziś zakątki, otaczając swoją lepkością brzmiące po kątach chichoty... i w takich oto miejscach spoglądać możemy na prawdziwe koloryty ścian odszukując w ich zagłębieniach przeszłości... Ściany pozornie ciemne, bure, czasami z siwymi niczym podmuch śmierci smugami, gdzieś tam pod spodem mają swój dawny fantastyczny blask... delikatnie drapiąc po nich palcem odkrywamy kolejne warstwy tynku, odpadające z łatwością podobną do dawnych już przyjaciół...
I wtedy to właśnie dociera do nas fakt, że nie istnieje czarny, tak prawdziwie i głęboko czarny jak byśmy tego pragnęli... że jednak ma on swoje odcienie, swoje mniej lub bardziej wyraziste fragmenty i odmiany ponurej radości, niczym zbiór szaro-depresyjnych wron spoglądających obojętnie na tworzące się wokół nich sprawy...
Tak więc moje życie to chyba bardziej kolor kawy, czarnej jedynie z nazwy, a po bliższym przyjrzeniu się jednak z kroplami jaśniejszych chwil... lecz nadal gorzkiej...
I mimo, że w życiu wiele spraw popsułem, w wielu przypadkach za bardzo nadeptałem w Twojej duszy, to jednak wciąż istnieje (i trzyma mnie przy tym mozolnym trwaniu) ta mała odrobinka fotonów pozwalająca rozbrzmieć kolorytom schowanym na dnie soczewki, które wbijając się w świadomość, nie pozwalają ulec w pełni czekającej w pobliżu czerni...
Dziękuję za pytanie i życzę spokojnego wieczorku...

View more

Mężczyzna powienien szanować kobietę, ale to kobieta powinna mu dać powód do tego szacunku?

Ojjj... może się mylę, ale to chyba jednak nie tak działa...
To raczej nie jest transakcja wymienna po obu stronach lady, to nie targi ani pokazy, to nie dobijanie ceny ani promocyjne okazywanie ludzkich odruchów, to nie przeliczniki i taryfikatory wartości...
Wydaje mi się, że raczej przypomina to zapałkę - chcąc poczuć ciepło, trzeba wykonać ruch i oddać coś z siebie, spalić jakiś fragment “JA”, by otrzymać tą wyjątkową plątaninę tlenu, unoszącej się pozornie bezładnie świadomości drugiej osoby i pojawiających się przez 24h iskrzeń banalnej codzienności zwanej “MY”...
Przepraszam, nie chcę, żeby to brzmiało jakoś górnolotnie czy też bajkowo lub romantycznie, bo także i nie to wpływa na tą jedność i rodzący się szacunek, gdyż nawet z pęczkiem marchewek, będziesz tą, która wywołuje ten odruch głębokiego podziwu...
O ironio, ja który z szacunkiem niewiele miał wspólnego, teraz opisuję go, jakbyśmy byli dobrymi kolegami od lat, znającymi wszystkie swoje dobre i złe strony... ahhh, z pewnością to nie była przyjaźń, być może sąsiedztwo, tak to odpowiednie słowo... czasami uciążliwe, męczące, wplatające się w każdą szczelinę prywatności niczym korzenie, które czepiają się kamyczków ostrych fiordów, by przetrwać... to też sąsiedztwo trudne, lecz jednak uczące czegoś dobrego...
Szacunek się buduje, tworzy, kształtuje i rozwija, lecz podobnie jak właściwie zagrany akord, odczuwany na poznaczonych opuszkach palców przesuwających się po milimetrowych przestrzeniach idealności, tak i to powstawanie musi być wspólne i zgrane w czasie, z każdym kolejnym dniem pochylonym nad pobazgranymi zeszytami, z wieczorem oczekującym z zimną już herbatą, ze zgrzytem klucza wywołującego radość pojawiającą się z takim utęsknieniem, jedynie w tym wszystkim odnaleźć można podstawy i przyczyny dla rozwoju szacunku...
Nie piszę już swych pokręconych pseudo-wierszy i nie rymuję słowami z trudem splatanymi, nie dobieram fantastycznych zdań, by coś przekazać, nie muszę tego czynić, gdyż akceptujesz mnie takiego jakim jestem, niczym tekst książki bez skreśleń korektora... Nie idealnie, lecz właśnie z szacunkiem...
Pozdrawiam życząc spokojnego wieczoru...
https://www.youtube.com/watch?v=KAVMgQtE1CA

View more

Co czujesz na myśl o nadchodzącym sylwestrze?

Rebel
Tak naprawdę posiadamy w sobie odpowiedzi na wszystko i to jedynie życie chichocząc sobie z Nas cichutko wiedzę tą odsłania nam w najmniej odpowiednich (najczęściej spóźnionych już) momentach...
“Dlaczego jej tego wtedy nie powiedziałem?”... Mój bezładny tamtego dnia, niczym fruwające pyłki dmuchawca umysł zaprzątnięty był banalnymi sprawami, wyjściem z kolegami, przyziemnymi, nic właściwie nie wnoszącymi rozrywkami, nie zauważając, niczym zaślepiony i zaskoczony widz na występie magika, tego, co tak naprawdę rozgrywa się za kurtyną...
A życie spoglądało na to wszystko spokojnie, pozwalając łączyć fakty, wyciągać mniej lub bardziej trafne wnioski i czekało, kiedy ja sam to wszystko wreszcie zrozumiem...
Lecz NIE! NIE! wcale mi tego nie ułatwiało... kluczyło, lawirowało, podrzucało fałszywe ślady....
I chyba to wywołuje w nas ten najgłębszy żal i smutek, te wszystkie utracone (wtedy nie zauważalne pozornie) szanse, te zgubione możliwości, dni, które czekały sobie, by stać się szczęśliwe...
Więc gonię teraz i biegnę, zdyszany pośpiechem trwania, by nadrobić ten cały stracony czas, by chociaż w drobnym ułamku odzyskać uśmiechy, których przez własną lekkomyślność pozbawiłem innych i do których sam w tamtym okresie chyba nie dorosłem... Lecz wiem, że warto, że mimo, tylu straconych dni, to bieg ten ma sens, bo przecież po coś biec musimy...
Wiem tylko jedno, nawet jeśli tak późno, tak daleko od pierwotnego celu, to jednak to całe uczucie, to drżenie przepływające pół milimetra pod powierzchnią skóry wciąż będzie tak mocne, jak wtedy, tamtego zapomnianego już dnia, gdy spojrzałaś na mnie oczekując czegoś więcej... a ja chwytając Cię wtedy za rękę, czując ciepło wplatających się palców zaśmiałem się jedynie i pociągnąłem ku chwilowej zabawie, nie dostrzegając tego, co kiełkuje...
Dziś spoglądam i wiem (rozumiem już wreszcie), że życie (nawet dając mi szanse na powrót) nie pozwoliłoby mi na odkrycie wszystkich kart, moim celem i cierpieniem, było poznawanie tej wiedzy przez lata, by zrozumieć, że gonię coś, co przecież nigdy ode mnie nie uciekło... I chyba każdy ma w życiu, takie ukryte karty, których sens sam poznać musi... jeżeli oczywiście zechce
------------------------------------------
Trzymajcie się tam cieplutko w tym nowym nadchodzącym 2019 roku, Wykorzystujcie dane Wam szanse, Uśmiechajcie się, Realizujcie się w życiu, Szanujcie się i doceniajcie tą drugą duszę, która jest obok... Kolejnych 365 pozytywnych dni Wam życzę...
https://www.youtube.com/watch?v=sJxCI30e3Sg

View more

"Nawet jeśli wydaje się to nierealne, nawet jeśli wszystko widzimy w odcieniach szarości, chcę nadal mieć nadzieję...". Czym jest dla Ciebie nadzieja? W co wierzysz? Na co nadal masz nadzieję?

₰ Petite Volpe
Chcę znowu odwiedzić Norwegię... i pozostać już tam na zawsze, po oddech ostatni...
Albo nie ahhh... najpierw coś w życiu może osiągnę, wykształcę się, stworzę życiowy stabilny grunt, naprawię błędy i wtedy pojadę, tak więc domyślam się, że stanie się to.... hmmm hmmm NIGDY!!!...
I w takich właśnie momentach trochę mi szkoda, że w tym wszystkim nie ma już nadziei, tego niezrozumiałego kawałka, na którym wiszą ludzkie spełnienia, niczym pajęcza nić opierająca się rozumowi i na przekór jemu ciągnąca nas ku kolejnym szczytom... Nie ma już tych błyskających poza naszą świadomością foliowych bąbelków chroniących banalne kroki każdego kolejnego dnia, lecz to wszystko dzięki ludziom, którzy te bąbelki poprzebijali...
Kiedyś tak bardzo wmawiałem sobie - “No przecież coś w tym cholernym życiu musi być pozytywnego prawda?”. I na tym opierałem całą strategię małego, dziecinnego świata, zamkniętego w ścianach mentalnego więzienia. I to na jej (nadziei) barkach kładłem każdy kolejny dzień, wyrywałem jej z rąk pragnienia i obrzucałem błotem wściekłości, gdy stała bezczynnie i spoglądała na uśmiech wyślizgujący się między palcami... To ona była towarzyszką mokrych kropel budujących zagłębienia w piaskownicy, to ona pilnowała nocnych, cichych piknięć aparatury medycznej podtrzymujących mnie przy życiu, tak bardzo mechanicznych, że trudno by było uwierzyć, że to odgłosy ludzkiego serca...
Lecz nawet najwspanialszy płaszcz przeciwdeszczowy musi się kiedyś zniszczyć, odsłaniając wnętrze kulące się przed życiem... I tak trzeba trwać dalej, i iść, bo jedynie to uprawomocnia nasze istnienie...
Czasami wydaje mi się, że ludzkie życie jest jak rower - “By stać w pionie, musi poruszać się do przodu, gdy zatrzyma się na chwilę - upadnie”...
Co do wiary to hmmm... nie jest ona niestety dla mnie, nie wiem, może się mylę (nigdy nie uznawałem się za wszystko wiedzącego), ale jest ona trochę taką iluzoryczną, złudną osłoną i wymówką, by całkiem bezkarnie niszczyć inne dusze... Ahhh bo przecież mam dobre, wierzące serce, to nikt się nie domyśli, że wyssysam radość z kolejnej ofiary... nuuu bywa...
A może to po prostu już taki czas, kiedy nie szuka się egzystencjalnych ochraniaczy i idzie się naprzód z poobcieranymi od zaskoczenia oczami... byle do przoduuu...
BO WARTO na przekór tym, którzy krzyczą “Ja przecież wiem lepiej!!!”...
Dziękuję za pytanie i życzę spokojnego wieczorku nuuu...
https://www.youtube.com/watch?v=ieq7rAs3E7Q

View more

❤ Napisz coś od siebie Bartuś :*

Chaosu mego codziennego zdań kilka i wrażeń ostatnio przeżytych czas zacząć...
Nasze życie składa się z tych paru fundamentalnych, zmieniających wszystko węzłów połączonych cienkimi pajęczynami, z punktów ważnych, istotnych dla naszego istnienia, z odgałęzień splatających nas z Innymi, z usychającymi bądź rodzącymi się na nowo listkami i z tych ledwo zauważalnych wciąż biegnących do przodu codziennych rysek pomiędzy, które trzymają to wszystko w całości, tych ledwo wyczuwalnych wibracji stanowiących sens współpracy serca, umysłu i duszy...
Nigdy nie byłem dobry w zagadkach, w przeczuciach czy też “szóstych zmysłach” i być może dlatego tak trudno mi o czymś zdecydować, lecz czasami coś tak podskórnie zaczyna drapać mnie po szyi, ciągnąć za włosy i wskazywać palcem, jakby próbowało zmusić do wytężonego myślenia, do rozglądania się nie tylko po ścianach matowych od zawiedzionych westchnień, lecz także do spojrzenia na tą nie do końca pewną siebie, małą kropkę w ustach rozkrzyczanego świata...
“TAK! To TY i twój punkt zwrotny życia” - zdaje się krzyczeć coś w głębi mnie, coś nowego i jeszcze nieopisanego. I zbliża się coraz bardziej... Te lekko niepokojące szeleszczące kroki wewnątrz, tak nieokreślone, że budzą na nowo zamierzchły strach niewiadomego, niczym nieproszony gość za zamkniętymi drzwiami mogący nieść zarówno dobro jak i poobcierane do krwi kostki dłoni z przeszłości... To idzie NOWE, na które ja powinienem znaleźć odpowiedz, lecz czekam niepewny każdej z decyzji...
Być może dlatego tak dobrze czuję się teraz w podróży, wśród gwaru zupełnie obcych sobie osób, twarzy spoglądających na mało zrozumiały rozkład, wśród decyzji o kierunkach jazdy lub leżących pomiędzy szynami rezygnacji z podróży... Szukając w tym wszystkim odpowiedzi i właściwego dla siebie miejsca na peronie życia. Tak trudno czasami zdecydować, podjąć ostateczną decyzję i pójść właściwą drogą, trzymając przecież w dłoni dawno już kupiony bilet i nasłuchując, kiedy Konduktor odgwiżdże właściwy dla nas kurs...
Czekając ostatnio na dworcu Centralnym w Warszawie spoglądałem na to wszystko, co wokół się działo, jakby był to mój własny organizm, a każdy z podróżnych to myśl, która gdzieś tam przecież podąża... Myśli różne, czasami zagubione, wystraszone, czasami pewne swej wartości, myśli biegające bezładnie, wpadające pod pociąg, czy też tak zwyczajnie nieśmiało próbujące przebić się na światło dzienne... Lecz wszystkie z nich skupione wokół jednego i ku jednemu pędzące celowi... stacji ostatecznej...
----------------------------------------------------
P.S. OLU! OLU! OLU! Dbaj tam proszę o siebie... ja trzymam kciuki od tak dawna, każdego dnia za uśmiech Twój i Olinka i (jeśli dobrze czuję) to dodatkowo za trzecią Osobę... i zdrówka dla Was Wszystkich... Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że napisałaś... moje płuca oddychają teraz spokojniej... Dziękuję OLU :* ❤
https://www.youtube.com/watch?v=hs4rh2LqRmI

View more

Boungiorno moi askowicze, jak się czujecie?

Czuję się, jakby nagle stary sen zgasł, a ja pozostając wciąż w tym samym miejscu poznawać zaczął zupełnie inny świat, pozornie znany, lecz tak mi odległy...
Od zawsze fascynowały mnie miasta, to skupisko ciasno wypełnione spełnionymi i zawiedzionymi marzeniami, ciszą spokojnie stąpającą wieczornymi chodnikami i mrugnięciami przeszłości, która wciąż tam czeka cicho w ciemnej bramie...
Jednocześnie pragnąłem i bałem się tego ogromu i tej wielkości, dlatego też wyobrażałem sobie, będąc w obcym miejscu, że chroni mnie jakaś niewidzialna kula, oddzielająca od błota, którym ochlapuje nas życie...
Lecz teraz, to już minęło, teraz śmiało podążam kolejnymi ścieżkami i nawet Warszawa nie wydaje mi się tak straszna - chociaż miło by było z kimś wypić kawę, czy zjeść coś słodkiego, więc czekam buuuu...
Szczególnie poranki są naj naj, wtedy wszystko wygląda inaczej, w chwili gdy słońce nie myśli o wstaniu, tak gdzieś na granicy "wczoraj" i godziny 6:00... nawet zwyczajne latarnie kuszą nas, jakby chciały opowiedzieć historię swojego istnienia...
Będąc w Toruniu czy też w Gdańsku, odwiedzam przeważnie “NEKO CAFE” - kocią kawiarnię, w której zawsze można liczyć na towarzystwo i do której każdego bardzo zapraszam... ahhh niestety nie wiem, czy w Warszawie również taka istnieje, jeśli tak to proszę mi dać znać...
“NEKO CAFE” - to naprawdę niesamowite miejsce, gdzie krzyki ulicy zatrzymują się zażenowane przy drzwiach wejściowych, a jedynym naszym towarzyszem w rozkoszowaniu się smakiem aromatycznej kawy jest pomruk i wielobarwne oczy futrzanych właścicieli tego zakątka...
Tam odpoczywam zapominając o zachrypniętym gardle, zagubionych w pociągu notatkach i łzach, które pojawiają się natarczywie wieczorami, tak jak dzisiaj, gdy zobaczyłem wśród pytań nazwę “BUCZYNKA” - tęsknię za tym bardzo, tak bardzo :(((
Aaaaa czy ja kiedykolwiek uporządkuję swoje myśli i wypowiedzi? Piszę tak chaotycznie, tak bezładnie, jakby ktoś tworzył deser nie spoglądając na przepis, lecz wrzucając do środka wszystko, co znajdzie pod ręką...
Wiesz Natati - mimo tego całego zgiełku, który szkicuję tutaj słowami, to chyba mogę powiedzieć, że czuję się w miarę pozytywnie... zgubiłem co prawda pisarską wenę, lecz zyskałem spokój duszy... (a może próbuję ten spokój sobie wmówić hmmm)...
I to chyba będzie właściwym określeniem na stan pomiędzy półsnem a zaskoczeniem, który istnieje we mnie, ta niewielka szczelina, która wywołuje w nas dreszcze, a której nigdy nie możemy odnaleźć... i wieje nam tak po plecach, aż dusza nasza wpada w drżenie...
Dziękuję za pytanie i spokojnego wieczorku życzę...
P.S. Aaaaa... bym zapomniał, przywrócono mi wiarę w ludzi, tak zwyczajnie, podczas kursu autobusem... zobaczyłem, że ludzie czytają książki... TAK! wchodzą do środka, siadają i zanurzają swój umysł w koktajlu słów, tworzącym nowe wymiary... to jest cudowne!!! Uśmiechajcie się dobrze?...

View more

mów mi jak ci minął dzień, dzieciaku! bo mam nadzieję, że milutko i w ogóle fajnie, chociaż dopiero dobija połowa tygodnia

koronka
Czuję się dobrze, i staram się, by tak było każdego dnia...
Tak na 75%, bo na więcej na razie się nie odważę... pozytywność to całkiem nowe doznanie jak dla mnie i dlatego czasami czuję się jakbym założył nowe glany, które jeszcze nie przyzwyczaiły się do szybkości moich kroków...
Dlatego jest ta mała rezerwa, taki dobrze znany zaułek, gdzie mogę być rozkojarzony, zagubiony, niepewny tego wszystkiego wokół...
Jak dziecko, które z radosnym krzykiem wpadło na plac zabaw dostrzegając ulubioną huśtawkę, które siadło na jednym z krzesełek i zrobiło wielkie oczy...
”Ale jak to? Przecież to nie działa?” - pomyślało... i chyba tak jest u mnie, kolejne kartki z coraz cieńszego kalendarza, popołudniowy uśmiech w cieple ostatnich promieni słońca odbijających się w metalowych zagłębieniach parapetu...
Te nieokreślone, nawet nie wyczuwalne małe cienie, które cichutko chichoczą schowane za rogiem, niczym niesforne łobuziaki... czuję, że robię coś źle, że znowu popełniam błąd, lecz nie potrafię tego opisać, być może moje "gruboskórne" serce nie bije jeszcze właściwym rytmem...
Zrzuciłbym winę na jesień, za to moje rozklejanie i marudzenie, lecz przecież ona nic tutaj nie zawiniła. Może to po prostu niedokończone sprawy wiszące niczym balast u nóg motyla, może świadomość zbliżającego się wyjazdu...
A dzień sam w sobie jest całkiem radosny - nie zapomniałem miesięcznego biletu, nigdzie się nie spóźniłem, remont też już właściwie skończony (nie licząc kilku miejsc do pomalowania), nauka płynie swoim stabilnym, choć czasami męczącym nurtem, niczym górski potok zalewając mnie zadaniami, lecz to nic złego... właściwie polubiłem to na swój przewidywalny sposób...
Choć przyznam brakuje mi nowych bodźców, impulsów do działania czy też najbardziej przyziemnego kopniaka w tyłek... bez tego nie funkcjonuję w pełni, niczym źle wyregulowany gaźnik...
Pani w sklepie też była bardzo miła, obiecała mi, że zamówi specjalnie dla mnie struny... wiec jak na kilka dni tego tygodnia, limit “OHHH” i “AHHH” w pełni wykorzystany...
Troszkę boję się tego wyjazdu, lecz cieszę się samą podróżą, pragnąc oddychać kolejnymi stukotami szyn. Bo pociągi są fantastyczne!
Dziękuję za wszystkie pytania Koronko i wybacz, że na większość z nich pewnie nie odpowiedziałem... mimo obecnego słońca dbaj tam o siebie, by katar nie odwiedził zbyt wcześnie...
Spokojnego wieczoru... być może uda mi się tutaj być jeszcze przed 16 listopada...
Warszawo! Nadjeżdżam! Przygotuj się na ciepłą herbatę w moim towarzystwie...

View more

Next