Ask @GodNico:

Pokaż mi cząstkę siebie.

Hannah.
Obserwuję ludzi każdego dnia. Wielu różnych ludzi. Widzę jak szaleńczo gonią. Widzę jak prężą się i desperacko próbują. Niektórzy z nich mają jeden, wyraźny cel. Jeden life goal, który muszą osiągnąć. Błagają o to, dziko poszukują, nieustannie i nerwowo. Inaczej będą nieszczęśliwi. Jakby nic innego nie istniało.
Patrzę i zastanawiam się... Czy nikt im nie powiedział, że powinni najpierw pokochać siebie? Wtedy nie będą potrzebować drugiej osoby, by tę miłość w nich pompowała, żeby zapełniała dziurę bez dna. Każdego dnia na nowo. Każdego dnia od zera, bez żadnego postępu. Syzyfowe uczucie, rzec można.
Inni odchodzą i przychodzą. Kiedy już nasycisz się sobą, zaczniesz widzieć coś więcej poza szaleńczym wyścigiem. Prestiżem jest móc nazwać się swoją własną dumą. Ze wszystkimi plusami, ale także z chorymi odchyłami od normy. Tak naprawdę nie masz niczego bardziej cennego poza... sobą. Twój partner to nie +1000 pkt do wartości socjalnej. To nie dodatek do zbroi, który podbije ci statystyki.

View more

Perfect match.

Miała randkę z diabłem o północy i boże, nie miała nic na sobie. Urocza jak Lily Munster, przeszywająca jak podmuch zimna, płomienna jak jesień, nieprzewidywalna jak kot. Kiedy nazwał ją złą, tylko się roześmiała i wtedy rzuciła na niego zaklęcie, siadając na jego kolanach. Zakochana tylko w sobie, niczego nie chciała, choć zbudowała wokół pułapkę. Klucz miała w przepastnych oczach, którego nijak nie dało się wyłowić, nie tonąc za warstwą makijażu pin-up. To jak erotyczny pogrzeb, na który się przebrała. Kto umiera o poranku?

View more

Osoby bez charakteru są takie, że wszędzie ich pełno, lecz nie mają miejsca, do którego należą. Nie mają też własnego zdania i sposobu na życie. Tkwią w nieustannym chaosie jak siatka targana wiatrem. Czasem zatrzymają się na płocie. Czasem na gałęzi. Dużo mówią, lecz nie mają nic do powiedzenia. Śmieją się, ale są wypełnieni podmuchem pustki.
Chcą zaimponować wszystkim, nie imponując najważniejszej osobie - tej w lustrze. Nieświadomi swojej beznadziei, kończą jak ten skrawek plastiku. Rozerwani przypadkowym ostrym przedmiotem i wreszcie brudni, oblepieni błotem w zasychającej kałuży. Smutni, bez paliwa, zrozpaczeni i zapomniani.
To nie jest fajne. Po prostu.

View more

Lubimy mówić, że uczucie utraty jest najgorszym, jakie nam się przytrafia. Miłość, przyjaźń, ktoś lub coś bardzo nam bliskiego. To jakby budynek zwalił się na głowę, prawda? Prawda. Jest jednak coś gorszego. Najgorszego według mnie.
Był taki moment, że coś do mnie doszło. Przypomniałem sobie o czymś, co kiedyś było moim światem. Wypełniało go po brzegi. Dawało nieskończone pokłady najzwyczajniejszej w świecie radości. Było jak codzienna dawka. Musiałem ją wziąć, żeby poczuć euforyczną ekstazę. Nie powiem czy to była osoba, czy rzecz. Było jednak wspaniałe. Cudowne. 10/10 w mojej wybrednej skali.
Uświadomiłem sobie, że... nic już nie czuję. Zupełne nic. Żadnego żalu, żadnego smutku, nawet się nie uśmiechnąłem, bo "było fajnie", nie powstydziłem się przez chwilę, bo "było szalone i żenujące, ale wciąż super".
I to było straszne.
Otworzyła się gdzieś we mnie dziura, jakby ukryta zapadnia. Wpadłem w nicość sam. Doszło do mnie, że brak emocji na coś istotnego to śmierć mnie samego. Tamten ja już nie istniał. Przez te same oczy patrzył ktoś inny. Wtedy zadałem sobie pytanie: Czy to samo stanie się z tym, kim jestem teraz? Potem po prostu musiałem się napić.

View more

Purify it

Wiesz jak wygląda popołudnie i niczym nieprzysłonięte burzowe niebo? Ogrom ciężkich, groźnie wyglądających chmur, w których błyska z daleka. Robi się ciemniej i ciemniej z każdą chwilą, powietrze zaczyna gęstnieć. Grzmot przewala się nad głową tak mocno, że czujesz to wewnątrz własnego ciała. Deszcz jest z tyłu. Zaraz tu będzie. Podmuch szarpie drzewa, podrywa maleńkie krople wody ze wzburzonej powierzchni nieustępliwie rwącej rzeki. Ptaki cichną. Świat się zatrzymuje, jednocześnie rozpędzając. Pierwsze krople spadają głośno, jakieś zmęczone, jakby torowały sobie drogę w dół, zanim zaczną wściekle chłostać wszystko i wszystkich. Błyska raz i drugi. Zaczyna się.
Nagrzane wnętrze samochodu staje się ciepłym schronieniem. Ściszone radio brzęczy ulubionymi kawałkami. Przez uchyloną szybę ucieka dym papierosa, a popiół na spodniach kwituje kilka soczystych klątw. Zapach własnych perfum na niewielkiej dusznej przestrzeni dusi chyba bardziej niż dymiąca fajka. Nie otworzysz ani drzwi, ani nie spuścisz szyby niżej, bo zmokniesz. Leje jak cholera. Burza oczyszcza powoli atmosferę i głowę. Z ulewą zmywają się myśli, wsiąkają w grunt. Starczy już tej duchoty. Tej w sumieniu też. Wtedy boczne drzwi otwierają się nagle. Do środka wpada chłód, wilgoć i zapach kawy ukrytej w papierowej torbie. Wargi są mokre od deszczu i chłodne, a włosy rozrzucają wszędzie krople. Wtedy przechodzi przez głowę myśl, że każdy pocałunek jest niebezpieczny. Każdy niesie za sobą burzę emocji, ale burza sama w sobie jest piękna. Jak nieznikający uśmiech na siedzeniu obok.

View more

Ujawnij swoje wnętrze

Nigdy nie żyłem na łańcuchu. Jedyny, jaki mnie trzymał to łańcuch moich myśli. Wszystkie inne zrywałem, uciekałem od nich, nie pozwalałem zatrzymać się nigdzie. Jak zwierzę szczerzyłem kły na zasady, stereotypy i to "co wypada, a co nie". Regułą, jaką zawsze ślepo śledziłem, była moja własna przyjemność, moje zadowolenie, mój komfort, rozrywka. Nazwij mnie nieczułym egoistą, a ja przytaknę, bo naprawdę nie potrzebuję udawać, że kamienie w butach są po to, żeby było mi dobrze.
Czasem jednak wciskam pauzę i... może z łańcuchem jestem lepszy niż z bez? Czy ta dzika, miotająca się bestia, która zamieszkuje moje ciało, jest nieoszlifowanym diamentem, który blask otrzyma dopiero po obróbce?
Potem prędko się otrząsam. Nie, to niemożliwe. Ja i mój chaos to najpiękniejsza para na świecie. Dlatego świadomie dobieram ludzi. Wybieram tych, którzy są do mnie podobni, bo wiem, że im bardziej pasują, tym jest lepiej. A to dlatego, że do pokoju wchodzi AKCEPTACJA i następuje wszechobecne zadowolenie. Wiesz dlaczego? Tylko gdy możemy być sobą w pełni, jesteśmy niezniszczalni. Lubię być niezniszczalny i nigdy nie wyrzekłbym się siebie dla kogoś. Nigdy.
Wszyscy kiedyś umrzemy. A ja wycisnę ze swojego życia najsłodszy sok, wyrzucę przypadkowe pestki. Nie będę pił kwaśnego. Gorzkiego też nie. Tego bez smaku również nie.

View more

Poczęstuj mnie myślą. 🌹

Marie
Mówią, że należy walczyć z własnymi demonami. Każą się przeciwstawiać i trwać w niekończącej walce. Po co? Zaakceptuj je. Może się okazać, że za woalem ich brzydoty tkwi coś pięknego i dopełniającego. Przecież są częścią ciebie. Rodzą się w twojej głowie. Gdy się z nimi zaprzyjaźnisz, może się okazać, że tego potrzebowała twoja dusza. Scalenia.

View more

Utożsamiasz się z aniołem czy demonem?

⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀
⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀
⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀Last autumn I got small thing to do.
⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀I had to capture a few souls for Amon.
⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀Souls of little dead girls. They supposed
⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀to be gone for three centuries.
⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀Demon pushed me straight into well known ⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀Satan's soup.
⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀
@QueenOfErebor
https://justpaste.it/dead_girl_must_leave

View more

Co zajmuje Twoją głowę?

Michelle Swann
Przerażające okazuje się jak wyrośnięty do niebotycznych rozmiarów egoizm, wraz z megalomanią pod rękę sprawił, że nie doceniamy, nic nas nie zachwyca, mało się inspirujemy. Zapatrzeni w siebie, lecz bezcelowo, bo zamiast w samodoskonalenia, nastawieni głównie do próby zniszczenia innych. Rywalizacja, będąca zapisana w naturze, zeszła do obrzydliwego poziomu nieczystej gry i kopania w kostkę. Żadnych reguł.
Kiedy zapytam cię, wyrośnięte ego, dlaczego myślisz, że jesteś lepsze bądź wyjątkowe bardziej niż inne, co mi powiesz? Odpalisz cykanieswierszcza.mp3, prawda?
"Bo jestem" nie jest zaliczane do poprawnych odpowiedzi. Wszyscy jesteśmy.
Obawiam się, że nigdy nie zrozumiem, dlaczego tak bardzo lubmy porównywać ludzi do ludzi. Przecież to jak porównać pudla z dobermanem. Niby to samo, ale jednak zupełnie nie.

View more

Kilka rozrzuconych słów.

Katelyn Malley
Intensywność może być nałogiem. Chcę ją smakować bez końca. Chcę, żeby mnie paraliżowała i zwalała z nóg, doprowadzała do szaleństwa. Tylko ona to potrafi. To prawie jak zew, niczym idealna burza, której grzmot czujesz gdzieś głęboko w sobie. Odrzucam wszystkie pięćdziesiątki i siedemdziesiątki piątki, a nawet dziewięćdziesiątki. Chcę sto, full, pełnię.
Jestem głodny, jestem nienasycony i nie boję się wystawiać twarzy ku losowi, żeby sprawdzić, czy zafunduje mi siarczysty policzek, czy może pogłaska czule albo pociągnie za włosy, dopóki "było warto", a nagroda jest sowita.
Pragnę ruchu jak spierzchłe usta wody. Kiedy mój świat się nie rusza, nie przewraca się i nie gotuje z gwizdem, to i ja nie żyję. Więdnę, gasnę, zastygam i robię się bezużyteczny. Jak zabawka, w której wysiadły baterie.
Karmię się zmianą i karmię się ruchem, a ten głód nigdy się nie kończy, nie daje spokoju i nie pozwala spocząć.

View more

Wiesz ile niewypowiedziane słowa byłyby w stanie zmienić?
Ile potężnych kłótni by wywołały? Takich, że krzesła i talerze zamieniają się w pociski?
Albo takich, które rozdzierają ubrania i walą łóżkiem w ścianę tak bardzo, że sąsiad gwałci przycisk głośności na pilocie żeby nic nie słyszeć?
Wyzerowałyby wiele znajomości. Wiele by pomnożyły. Skomplikowałyby i rozwiązały całą masę spraw.
Zapadłaby przenikająca cisza lub rozległby się śmiech. Albo płacz.
Autentyczność.
Wiesz co to? To ta naga prawda. To, czego nie wpychasz w żadne ramy żeby pasować, żeby uważać na słowa.
Ona pozwala słyszeć myśli. Każdy z nas chce je czasami poznać. Czy jesteś w stanie wypowiadać się w sposób, w jaki myślisz? Surowe słowo, spływające prosto z twojego umysłu na twoje usta. Nieokraszone dopasowaniem, próbą ochrony przed zranionymi uczuciami i kłamstwem.
Tego chcę. Prawdziwego oblicza. Nieważne czy jest słodkie czy gorzkie. Jest jedyne w swoim rodzaju.
Powiedz mi co myślisz zanim to zmodyfikujesz i nałożysz filtr.

View more

Przebaczasz, ale czy zapominasz?

Nie przebaczam i nie zapominam.
Na końcu języka wciąż mam znajomy smak. Nie potrafię jednak powiedzieć, czym on jest i przez to mam
wrażenie, że coś mi umyka, coś tracę. A gdy już w końcu zorientuję się, to będzie za późno. Ta
świadomość przepali mnie od środka, jakby ktoś wrzucił we mnie rozgrzany do czerwoności kamień.
Jednocześnie nie dostrzegam czym to jest, a mam nieodpartą myśl, że to coś ważnego. Co jeśli to tylko... i
aż... czas?
Nie przebaczam i nie zapominam, bo czas jest cenny. Nie chcę marnować go na powtórki, na oglądanie się za siebie.

View more

Bezczelność.

cZŁOwiek.
Wszystko robi źle i wbrew naturze, egoistycznie patrząc tylko na koniec własnego nosa.
Chce uprawiać seks, ale nie chce mieć dzieci.
Chce być wysłuchany, ale nie słucha.
Oczekuje szacunku i sympatii, lecz nie darzy tym innych.
Chciałby być zauważony, choć niczego nie widzi poza własnym odbiciem w lustrze.
Szuka szczęścia, jednocześnie doprowadzając innych do łez albo furii.
Chciałby mieć wszystko, ale ma zbyt leniwą dupę, żeby zapracować.
Pragnie być doceniony, lecz jednocześnie próbuje spalić wszystko, co wydaje mu się lepsze od niego, zamiast się zainspirować.
Poszukiwanie perfekcji, dążenie do niej stało się obsesyjną próbą przebrania brzydoty, której nie da się ukryć.
Buduje, bo lubi niszczyć. Bardzo.
Pycha, lenistwo i buntownicza natura.
Hail to virus of life!

View more

Kochanek czy prześladowca?
Byłem z nią cały dzień. Obserwowałem, gdy nie zdawała sobie z tego sprawy. Po cichu stanę za nią i poczekam, aż poczuje moją obecność. Wtedy z przyjemnością spróbuję "ją" znaleźć, czekając, aż opuści gardę. Starałem się zachować spokój. Jestem niecierpliwy i ta niecierpliwość sprawia, że ciężko mi się oddycha. Chcę ją opróżnić z niej samej i napełnić sobą. Nie powiem jej o tym, ale mam zamiar zrobić masę popieprzonych rzeczy tylko po to by...
Trzymaj emocje na wodzy, kiedy będę już gotowy. Jeszcze nie teraz, poczekaj, nie hałasuj. Cii! Nie! Czekaj! Jeszcze chwilę.
Gorączkowa granica, serce szybko bije, uderza krwią do głowy. Myśli ulatują. To się robi nieznośne, to napięcie. Pozwól naturze pójść swoją drogą, a potem spraw żebym...
Spokojnie, to już koniec. Chcę, żeby się zrelaksowała, bo należy do mnie. I nie może odejść, ponieważ wymazałem jej co drugą myśl. Nie powstrzyma mnie, bo już w niej jestem.
Co widzisz?
Kochanek czy prześladowca?

View more

Dźwięk ciszy.

Wszyscy toczymy jakieś bitwy. Tylko czy wiemy tak naprawdę o co? Dziwne, że kiedy o tym myślę, mój umysł eksploduje, bo nie mogę znaleźć w tym sensu. Całkiem jakbym rozgrzebywał suchy piasek. I czasem męczy mnie to gówno, zakopałbym topór, powiesił białe flagi.
Zastanawiam się, gdzie będę za pięć lat? I wtedy przypominam sobie, że zmarnowali mój czas, więc otwieram puszkę Pandory raz jeszcze. Jeśli przegram... Trudno. Chociaż próbowałem i nie brałem jeńców, dlatego w pewnym sensie wygrałem. Kolejne wyzwania zostaną rzucone wkrótce i będą podjęte. Po wielkim hałasie następuje cisza, a po niej znów pojawia się dźwięk. Koniec tak naprawdę nie istnieje.
Upadamy by się uczyć.
Podnosimy by zrozumieć, że nic nie wiemy.
Tak jak nie łapiemy sensu naszych wojen, ale walczymy. Najczęściej sami ze sobą.

View more

Pozwól się czytać.

Viæ O. Ilyiel
Zmierzchało. Kolorowa nowoorleańska ulica zaczynała tonąć w ciemnościach. Rozpalały się latarnie, migoczące lampki witryn zapraszały: Chodźcie! Chodźcie! To tu, właśnie tu, jest Disneyland dla dorosłych! Palmy powoli zmieniały się w czarne cienie szumiące leciutko nad głowami. Powietrze przesycone intensywnymi przyprawami cajuńskiej kuchni, śmiech ludzi. Jazz. Od rana do nocy jazz. Na ulicy. W domach. W knajpkach. I w tym otwartym na ulicę barze, który kolorami nie odstawał od sąsiadów. Nad Hurricane, popularnym tutejszym drinkiem, pochylał się długowłosy mężczyzna. Barman czyścił szklanki i opowiadał, jakby mówił sam do siebie:
- Nauczono nas, że demony to paskudne, brzydkie, przerażające stworzenia. Takie, które są w stanie wywołać pięć zawałów na raz. Oczywiście ze strachu i tylko własną wątpliwie uroczą aparycją. Powiadają również, że demony siłą wydzierają z ludzi to, czego chcą. Lękiem, bo lęk to największa broń w walce z ludzkością. I najbardziej skuteczna. Nie wydaje mi się jednak żeby demon siał taką trwogę i zniszczenie jak wojna czy epidemia, okropne widmo śmierci i cierpienia.
Wycie karetki z oddali.
- Wiesz, ta tajemnicza osoba, która wydaje się perłą między plastikowymi kuleczkami z chińskiego sklepiku... Ten unikat, złotousty mówca o ujmującym spojrzeniu. Albo przepiękna kobieta. Taka, która powali nas na kolana, choćby tylko odrzucała włosy na plecy. To oni. Przyjdą do ciebie. Zaskarbią sobie twoją przyjaźń i twoją miłość. Sprawią, że będą niczym narkotyk. Pozwolą czerpać z nich ich piękno i blask. Dadzą polizać łyżkę ociekającą miodem.
Poruszenie na końcu ulicy. Spokój wieczora zakłócony. Nikt jednak nie zwracał uwagi. Dwie czarnoskóre kobiety kłóciły się w typowy temperamentny sposób, zarezerwowany tylko dla potomków afrykańskich plemion przywiezionych tutaj setki lat temu.
- Kochanka przyszła, zrobiła tsunami, zostawiła chłopa pustego jak muszelkę, aż biedak nie wie, co ma ze sobą zrobić. Przyjaciel... Zostawił ci w głowie wspomnienie ciepła jego obecności, a potem... potem odszedł, zabierając ze sobą część ciebie.
Barman kręcił głową, wycierając zaciekle, jakby szklanka nigdy nie miała zalśnić czystością.
- Demony to podstępne stwory. Dlaczego miałyby straszyć, skoro mogą inaczej?„Oh, podoba ci się to, o czym mówię? Znam wiele historii. Porozmawiajmy. Spotkajmy się później. Przyglądam ci się każdego dnia, kiedy przechodzisz koło tej kawiarni, gdzie piję kawę w godzinach, w których ty wracasz z pracy. Jesteś wyjątkową osobą, przyciągnąłeś moją uwagę.”- przedrzeźniał.
- Skusisz się? Oddajesz kawałek duszy. Kiedy odejdą, poczujesz, że coś zabrali. Któregoś dnia już nie spotkasz ich w tej kafejce. Już nie będą pić tam kawy. Będą jeść éclair w innej, na drugim końcu miasta i czekać na kolejną ofiarę. A ty snuj się, mały smuteczku, niech cierpi małe serduszko. Już dostali czego chcieli. Żegnaj.
Długowłosy mężczyzna podniósł spojrzenie znad szklanki i uśmiechnął się do barmana.
- Demony lubią też Hurricane.

View more

Oswoił Cię ktoś kiedyś, jak Mały Książę liska?

Możesz sprowadzić wilka z lasu na swoje podwórze. Możesz nauczyć go jeść z miski, spać w kojcu, nosić obrożę i siadać na komendę. Możesz sprawić, że będzie twoim protektorem. Może być twoją dumą, bo nie każdy potrafi poskromić bestię.
Wiedz jednak, że wilk zawsze usiądzie nieco z boku i będzie patrzył tęsknie w las. Bo tam jest jego dom. Na wolności. Jeśli z tobą jest, znaczy, że tego chciał, a nie dlatego, że został oswojony. Dzikiej natury nigdy nie da się okiełznać. Taką naturę mam ja.

View more

Być twardym jak skała, hm?
Ludzkie posągi. Nie mają w sobie niczego, poza tą zbroją, nieprzemakalną warstwą, której nie można zaszkodzić. Wyzbyli się wszystkiego po drodze. To jak gubić po pieniążku i u celu uświadomić sobie, że ma się puste kieszenie.
Gdy staniesz się wreszcie tym silnym emocjonalnie człowiekiem to uważaj, bo możesz uświadomić sobie, że twoja siła to nicość. Pustka. I całkowita nietolerancja słabości. Wtedy dostrzeżesz, że najmniejszy błąd jest nie do pomyślenia, a to zrodzi gniew.
Gniew... O tak, to potężna broń. Niszczy wszystko, łącznie z odczuwającym. Z drugiej strony rozładowanie go to mały emocjonalny orgazm. Ulżyj sobie, rozwal coś na ścianie. Ja zawsze byłem na coś = kogoś zły, a granica między delikatnym poirytowaniem, a eksplozją wkurwienia jest cienka jak błona dziewicza szesnastolatki. Pyk i leje się krew.
Taki ludzki manifest siły może stać się skałą i być ogromnym wzniesieniem, który w swoim majestacie ma dostępne nielicznym niesamowite widoki z samej góry, ale u podnóża, w cieniu, gniły będą piękne kwiaty. Sedno z tego takie, że lepiej balansuj między mazgającym się glutem, a skamieliną uczuć i nie rzucaj się na boki gdy stoisz czubku, bo nikt nie czeka w pobliżu żeby cię złapać.
Ja już jestem na górze, a u stóp mam pole zgniłych roślin. Wchodząc tam zmiażdżyłem uczucia i relacje. Ale ale... W naturze nic nie ginie, pamiętaj.

View more

Dziś liczę wszystkie błędy i dbam o to, aby o nie nie dbać.
Nie ma nic dobrego w świecie, którym żyją i oddychają. Ich słowa brzmią jak charczenie duszącego się. Boli mnie głowa od tego bełkotu. Lubią mieć swoje sekrety zachowane między stronami. Nie wyglądają jakby rozumieli co mówię, a ja mam dość tłumaczenia. Jeszcze trochę i porzygam się tym wszystkim i będzie to ich wina. Dobranoc, do widzenia, powodzenia. Gratuluję wyobraźni. Nie ma nic gorszego niż manifest łajdactwa w wyrafinowanej formie. Nie jestem pod wrażeniem. Nie akceptują tego, ale mam to gdzieś.
Zakopią się ponad swoją winą. Kiedyś się obudzą z tego narkotycznego snu maniaka, a ona, ta wina, tam będzie aby im powiedzieć, że lustro działa tylko gdy otworzy się oczy, lecz nawet wtedy trzeba zrozumieć co się widzi. Mam nadzieję, że pewnego razu zobaczą tam obraz siebie, który nie oddaje ich popieprzonych intencji. A gdy w końcu powiedzą sobie, że "wystarczy" będą wiedzieć, że zaufanie to mała arogancka ku.rwa, zdradliwa przy pierwszej lepszej okazji. To ona uczy kochać nienawiść.
Potem, na samym końcu, gdy wszyscy już pójdziemy do piekła po śmierci, diabeł zapyta nas jak podobała się pierwsza sesja tortur.

View more

Świat stał się grobowcem. Cmentarzem pełnym zniszczonych posągów, które zarośnięte były chwastami o ostrych liściach.
Czasami chodził tam i patrzał na ich nieruchome twarze. Często rozpadające się i zniszczone przez czas, ciężkie do rozpoznania. W ręku trzymał notes w skórzanej oprawie, który był spisem imion, które przeszły przez jego ścieżkę.
Niektóre statuy były świeże, jakby dopiero co wyszły spod dłuta. Im dalej spacerował tą aleją skrytą pod wielkimi drzewami, tym więcej wspomnień wracało. Posągami byli ludzie. Historie zastygłe w mniej lub bardziej spodziewanym momencie. Przedstawiały różne sceny. Bywało, że niektóre zaskakiwały, szokowały, niektóre ciężko było sobie przypomnieć, jakby chwasty próbowały zakryć najważniejsze elementy. Czasem zatrzymywał się z cieniem na twarzy. Ile z tych osób, tych posągów, które były historią, miał ochotę rozerwać na strzępy i wrzucić diabłu do zębatej paszczy? Za iloma z nich serce tęskniło, chcąc zobaczyć ich uśmiechy? Ilu z nich budziło słodycz pamiętliwych chwil? Gorycz? Niesmak? A może niedosyt? Może niektóre z tych historii powinny zakończyć się inaczej?
Grobowiec w głowie. Aleje pełne zakurzonych opowieści. Wystarczy zamknąć oczy. Potem otworzyć je i zdać sobie sprawę, że ci, których widzimy też będą historią. Wszyscy są czyimś epizodem, rozdziałem, może trylogią, która później wykuje kolejny posąg ze słów i obrazów. Czas zabiera wszystko, bo tylko czas tak naprawdę rządzi tym, co znamy. Zamknij oczy i odwiedź ich.

View more

Są miejsca, w które chodzimy sami z własnymi myślami.
Mroźne powietrze wraz zacinającym śniegiem wpada do pomieszczenia. Długa firana powoli wzdyma się i opada, ślizgając po ciemnych deskach podłogi. W pokoju panuje półmrok mimo wczesnej pory. Na środku stoi na puszystym białym dywanie wielkie łóżko powleczone w czarną pościel.
Skrobanie piórem. Prawdziwym ostrym piórem, które drapało zawzięcie, prowadzone lewą dłonią, w każdej chwili mogąc doprowadzić do zniszczenia kartki. Piszący dłoń miał brudną od atramentu, a ten rozmazany był w paru miejscach na papierze. Słowa zapisywane były prędko, jakby w pośpiechu. Ręka nie nadążała za myślą, a koślawe pismo było jeszcze bardziej koślawe i pewnie czytelne tylko dla właściciela:
Połóż dłonie na skórze, pogładź na początek. Opuszkami palców. Powoli. Aż drobne włoski uniosą się na skórze. Czujesz? Lubię kiedy jesteś szalona, naga i bez makijażu. Przyglądam się twojemu pulsowi na szyi. Czasem marzę żeby tam wpełznąć.
Wiesz kiedy przyjemność staje się bólem, a... akt wymyka się spod kontroli? Skóra jest czerwona i nie rozróżniasz już czy boli czy szarpie słodko mięśniami. Oczywiście, że to rozumiesz, więc... kiedy dochodzisz, bądź grzeczną dziewczynką i wstrzymaj oddech. Niech zostanie z tobą na dłużej. Mówią na to mała śmierć, więc proszę, czy kiedy umierasz... mogłabyś krzyczeć? Prosić o łaskę? Dla ciebie. I dla mnie. Mogę sprawić, że odejdziesz albo zostaniesz, ale jedno jest pewne - pieprzenie z miłości to możliwe jedyna legalna używka. Nie potrzebujesz innych.
Nie chcę rozmowy. Nie mam nic do powiedzenia. Chcę myśli tkwiących za tymi dzikimi oczyma.
Nieposkromiona aż staje się dziełem sztuki.
Niech mówią, że to grzech, ale ty zaczynasz mówić o tym tak, jak to czujesz i nie pozostawiasz zbyt wiele dla wyobraźni. Toniesz sama w sobie, uśmiechasz się i wtedy już nic się nie liczy, bo nigdy nikogo nie pragnąłem tak bardzo jak ciebie. Wiem za które struny pociągnąć żeby rozerwać twoje szwy. Gdybym tylko mógł. Doza okrucieństwa zawsze była równa rozkoszy, bo zostałaś zaprojektowana żeby mnie ukarać.
Moment, atrament wysycha.
Strona zostaje wydarta z notesu. Kartka złożona w pół. Kroki kierują się na zewnątrz. Lodowate powietrze uderza w twarz, szarpie rozchełstaną koszulę, wbija ostre pazurki zimna w ciało. Papier staje w ogniu, ale nie parzy. Prószy popiołem, rozsypuje się na niewidzialne drobinki, ginie w przestrzeni, plami śnieg.
Mała śmierć.

View more

Next