Ask @Hashikuchi:

01:19 🍂 Co znajduje się na cmentarzysku Twoich wspomnień?

☞∂υѕѕ¢αт☜
Ludzie. Wielu, wielu ludzi. Niczym truchła przysypane ziemią, stworzoną z upływu czasu oraz rozmazanych niedomówień. Terytorium mojego cmentarza po brzegi wypełnione jest projekcjami niewyraźnie zarysowanych profili. Stapiających się w jedną całość tonacji, barw oraz monologów. Nieśmiałych chichotów, przydługich spojrzeń, ostrożnych dotyków i nieudolnie rozplątanych więzi. Martwych ludzi, którzy nigdy już nie powrócą do życia, żeby nadpisać stare rozdziały za pomocą świeżego atramentu. Niektórzy zajmują więcej miejsca niż inni. Niektórzy zostali wepchnięci siłą do swoich grobów, a jeszcze inni zakopali się w nich na tyle płytko, że ich egzystencja wydaje się zwykłym snem. Nie ma na czym zawiesić oka ani w co próbować wbić paznokcie, ponieważ teren otula nieprzerwana cisza. Nikt nie domaga się o moją uwagę, nikt nie próbuje wydostać się z powrotem na powierzchnie. W moim umyśle każda z tych osób nie ma już żadnej roli. Pozostają tylko przerysowane przez zapomnienie opowieści oraz trudne do rozszyfrowania imiona. Przebłyski, których nie jestem w stanie od siebie odepchnąć. Dowody na to, że nigdy nie byłem kompletnie sam. Że młoda dziewczyna o nierównym, chociaż zapraszającym uśmiechu z drobną przerwą pomiędzy jedynkami, rzeczywiście kiedyś otworzyła przede mną serce i wypłakała się, szukając oparcia w moich zdesperowanych pocieszeniach. Że ciemnoskóra Julia z zamiłowaniem do sportowych szortów rzuciła się z pięściami na moją torbę i rozbawiona dała nogę ze szkolnej szatni, podając piątkę swoim koleżankom. Że piegowaty ekstrawertyk o imieniu Artur naprawdę zainteresował się moją osobą i bez skrupułów nazwał mnie wstrętnym, gdy wplątałem go w moje personalne komplikacje. Że platynowy blondyn z przesłodkimi zmarszczkami dookoła roześmianych oczu był moim ideałem mężczyzny i zawsze popychał mnie siłą, kiedy bałem się ruszyć z ciasną parą rolek na stopach. Że istniały takie momenty w mojej siedemnastoletniej egzystencji, gdzie mogłem zatrzymać wzrok na obcej twarzy i odważnie rozchylić wargi, wiedząc, że zadane przez nie pytanie uzyska jakąś odpowiedź. Bo takich momentów było naprawdę wiele. Ludzie nie bali się wtedy mojego antypatycznego charakteru. Widzieli we mnie prostego dzieciaka ze skłonnością do obdzierania sobie kolan. Trupa, który tak samo, jak ludzie z moich wspomnień leży teraz głęboko pod chłodną ziemią i nie marzy nawet o tym, żeby się wydostać.

View more

Skąd wiesz że zakochujesz się?

♡. Trixx .♡
Zazwyczaj pojmuję własne zakochiwanie się, dzięki niewielkim zmianom, jakie zachodzą w moim charakterze. Nie poprzez rumieńce, szybsze bicie serca czy rozszerzone źrenice, bo o podobne symptomy jest u mnie zaskakująco ciężko i częściej oznaczają one frustracje, aniżeli zauroczenie, ale tak. Osoby, które dobrze mnie znają, prawdopodobnie bez większych komplikacji zrozumiałby, kogo darzę przesadną sympatią, a kogo nie, ponieważ przy takiej osobie... Ja po prostu mięknę. Staję się delikatny oraz nadopiekuńczy, staram się rozsądniej ważyć słowa, żeby nie sprawić komuś przykrości i zawsze, ale to zawsze staram się być jak najbliżej, żeby służyć pomocnym ramieniem. Nie jest to gwałtowna przemiana, aczkolwiek, z pewnością zauważalna i chociaż czasami bardzo bym chciał, zwykle nie mam na nią niestety wpływu. Odbiera ona pewną kwintesencję mojego charakteru i zamienia ją w coś zupełnie nowego. Trochę, jakby w mieście wiecznie zasnutym burzowymi chmurami ktoś nagle zarządził okres letni i oczekiwał, że nikogo to nie zaskoczy. A rzecz jasna zaskakuje i nie dość, że znajomi sugerują mi przez to, że moje złośliwe usposobienie nie jest niczym więcej, aniżeli inteligentnym sposobem na ukrycie słodkiego wnętrza, to jeszcze mają czelność się nade mną bezwstydnie rozczulać. Najgorzej jest, jednak gdy znienacka rozpoczynają dyskusję na temat braku równouprawnień i zmuszają mnie do wymyślania złotych wymówek, które dobitnie wyjaśniłyby, dlaczego jednej znajomej z uśmiechem podłożę nogę, a drugiej pozwoliłbym wskoczyć mi na plecy, gdyby tylko stała się zmęczona od chodzenia w nowym obuwiu. Nie wiem, ciężko to wyjaśnić, ale w moim życiu istnieje taki niewielki kręg ludzi... Do których ja mam po prostu ewidentną słabość i może niektórym powolna zmiana charakteru zaczęłaby przeszkadzać, aczkolwiek u mnie to już codzienność. Można powiedzieć, że pomimo wszystko zdążyłem się do własnych rozczuleń przyzwyczaić i nawet przestać je ukrywać, bo chyba jednak miło jest, kiedy ktoś z lekka złośliwy i antypatyczny staje się w twoją stronę sympatyczny, czyż nie? Oczywiście, nie żebym znajomych traktował jak śmieci, bo nie żywię w ich stronę pożądania. Kocham ich na mój własny sposób i staram się to im okazywać jak najczęściej, ale obiekty mojego zauroczenia... Cóż, jako nieliczne mają prawo do dowolnego inspekcjonowania palcami tej najbardziej ciepłej, delikatnej, a zarazem podatnej na ból części serca w mojej piersi.

View more

czym jest dla ciebie ask? w sensie; jak go traktyujesz? - jako blog, pamiętnik czy może po prostu jako miejsce do "wrzucenia na luz"?

uosobienie infantylizmu
Wydaję mi się, że ask.fm zawsze był dla mnie czymś w rodzaju esencjalnej odskoczni od szarej rzeczywistości. Głębokim wiadrem, służącym do wypełnienia po brzegi sztormem ciężkich do przełknięcia emocji. Nazwałbym go wręcz ucieleśnieniem moich własnych wątpliwości oraz lęków, aczkolwiek nie posunąłbym się do nadania mu miana pamiętnika. Jest to po prostu coś mojego. Niby prywatnego, a jednak nie do końca, ponieważ zawartość moich myśli zawsze trafia do pewnej grupy ludzi - wielkiej czy też nie - i pozwala mi na pozyskanie kontaktu z osobami, których mój przewlekły fatalizm niekonkretnie uraża. Dzięki braku jakichkolwiek głębszych relacji, moi czytelnicy nie obchodzą się ze mną, jak z porcelanową figurką. Oczywiście, nie mam przez to na myśli, że są dla mnie antypatyczni, bo większość osób jednak traktuje mnie z pewną dozą empatii oraz pozytywizmu, ale w przeciwieństwie do mojej rodziny na przykład, ich słowa są o wiele trzeźwiejsze i szczere, co przyprawia mnie o niezłamaną wierność, jeśli chodzi o spisywanie nieprzyjemnych doświadczeń na ekran komputera. Żeby sprawa była jednak całkowicie zrozumiała, nie uważam mojego profilu za rzecz kompletnie pogrążoną w pesymistycznym mroku. Na co dzień jestem raczej tym typem człowieka, który częściej objawia się pod postacią beztroskiego uśmiechu, aniżeli płaczu, więc nie chcę, aby moi czytelnicy postrzegali mnie jako nastolatka stuprocentowo zmarniałego. Lubię rozbawiać moich znajomych. Lubię wstawać wczesnym rankiem, parzyć sobie ogromną filiżankę czarnej kawy i nucić pod nosem wersy ulubionej piosenki. Lubię być z lekka uszczypliwy, wypytywać przyjaciół o przebieg ich dnia oraz płakać na ckliwych filmach romantycznych. Jak każdy, skrywam w sobie wiele twarzy i zależnie od okoliczności zakładam na siebie jeszcze większą ilość masek. Często gubię się we własnych słowach, bywa nawet, że wychodzę na hipokrytę i potykam się, stąpając po prostym chodniku, ale nie jestem jednoznaczny. Po prostu... Tak się składa, że to właśnie podczas najgorszych momentów mojej egzystencji coś rozkwita w moim sercu i aż prosi się o to, żebym dotknął palcami klawiatury. Mój ask jest skarbnicą właśnie takich ciężkich momentów. Zbiorem wszystkich najgorszych rozdziałów niekończącej się opowieści, które tworzą tragiczną nowelkę z moimi smutkami w roli głównej. Wszystko, co tworzę, zazwyczaj przesiąka do cna uczuciami i chociaż nie chcę wydawać się skomplikowany do rozgryzienia, podobne sznurki często przeplatają się i wiążą, przez co finałowy obraz może wydać się dość nieudolnie skomponowany. Niestety, jak widać po latach zmieniania kont oraz usuwania odpowiedzi, podobne nawyki niełatwo znikają i chyba nigdy do końca się z nich nie wyleczę. Dlatego właśnie tak cenię sobie mój profil... Bo w przeciwieństwie do wymówionych na żywo słów, tutaj mój żal zawsze może pojawić się i zniknąć. Zupełnie, jakby cały ten teatrzyk żalu oraz cierpienia, był jednym wielkim koszmarem, z którego można się łatwo wybudzić.

View more

Wierzysz w Karme?

♡. Trixx .♡
Wiesz, co jest gorsze od naiwnego człowieka, który ślepo postrzega samego siebie jako osobnika przepełnionego dobrem? Naiwny człowiek, który postrzega samego siebie jako osobnika przepełnionego dobrem, chociaż perwersyjnie fascynuje go ludzkie zepsucie. Fakt, że identyfikuję się, jako powyższy rodzaj mężczyzny, stanowczo utwierdza mnie w fakcie, że słodka bajka, jaką jest karma, nie istnieje. No bo czym właściwie jest karma i kto decyduje o tym, jaki jej rodzaj dotknie poszczególnego osobnika. Równie dobrze świat mógłby się w tej chwili zawalić pod ciężarem ludzkich win i spuścić na nas wieczne cierpienie, ale dzień za dniem nadal jakoś spokojnie mija mi w kalendarzu. Nie ma czegoś takiego jak naturalnie wywołana pokuta. Istnieję zrządzenie losu oraz chłodna zemsta, ale karma? Och, istnienie wydawałoby się o wiele prostsze, gdybyś ktoś poza naszym zasięgiem rzeczywiście spisywał gdzieś wszystkie szemrane czyny. Taki człowiek miałby głowę pełną brudnej roboty i prawdopodobnie nigdy nie zmrużyłby oka, a jego ramiona załamywałaby się z każdym kolejnym zerknięciem w moim kierunku. Właściwie, nie zdziwiłbym się, gdyby w naszym świecie rzeczywiście istniała kiedyś karma, ale po kilku latach męczarni wreszcie postanowiła się zwolnić, zostawiając przeznaczenie na pastwę ciągłych zrządzeń losu oraz ślepej wiary ludzkości. Ludzkości, która nigdy się nie poprawia, a wręcz stopniowo zaczyna gnić aż do samych kości, co tylko wywołuje u mnie jeszcze większą fascynację. Bolesną satysfakcję. Chyba wręcz masochistyczną. Taką, która rozrywa mnie od środka i sprawia, że kontaktowanie się z moją osobą pograniczy z cudem, bo staję się kompletnie odcięty od ludzi, na których mi zależy. Mijają dni, a za nimi ciągną się miesiące. Jeżeli karma ma mnie na swoim celowniku, chciałbym wiedzieć, czy zaserwuje mi się jako broń obusieczna i sprawi, że odczuję, chociaż cień satysfakcji z tego, jak pomiesza mi w życiorysie. Nie, żebym wierzył w to, że nieistniejąca karma to osoba łaskawa. Takie nawet pośród zwykłych ludzi są rzadkością, a co dopiero gdzieś na górze lub na dole. Potęga pewnie już dawno uderzyła jej do głowy jak szampan.

View more

"Ludzie, którzy się okaleczają, są aniołami" czy zgadzasz się z tym cytatem?

Ludzie, którzy się okaleczają nie są aniołami. Ludzie, którzy wyrządzają sobie krzywdę są najbardziej bliskimi człowieczeństwu istotami, jakie miałem okazje poznać. Przytłoczeni są ze wszystkich stron uczuciami. Emocjami tak negatywnymi, że aż bolą ich od środka. Ludzie z bliznami na ciele są chyba najwierniejszym odzwierciedleniem tego, jak działa na nas presja. Strach, cierpienie oraz chęć ucieczki przelana do pojedynczej formy, zmieniającej żal w człowieczą postać. Wywołującą zmartwienie sylwetkę, do której masz wrażenie, że nigdy się nie przebijesz. Ludzie, którzy się okaleczają, są jak kamienne posągi z długimi pajęczynami pęknięć na ich profilach. Dzieła sztuki, których nie wolno ci w żaden sposób dotknąć, ponieważ najmniejsze muśnięcie opuszkami palców... Mogłoby rozsypać je na kawałki. Gdy na nich spoglądasz, serce łamie ci się na drobne fragmenty zabarwionego nadopiekuńczością szkła. Coś w głębi duszy rozpala się żywym płomieniem, a pierwsze siwe pasma przysłaniają naturalny koloryt włosów, perfekcyjnie komponując się wraz z sinymi worami pod oczami. Osoby, które pragną uśmierzyć ból psychiczny za pomocą fizycznych ciosów, zmieniają anioły w ludzi. Budzą w tobie uczucia, których nigdy nie oczekiwałeś, że będziesz doświadczał. Ludzie, którzy chcą usunąć się z drogi, sprawiają, że inni chcą zacząć istnieć. Chcą być bliżej, chcą być użyteczni, chcą cierpieć w porozumiewawczej wspólnocie. Chcą przestać być tylko szarymi sylwetkami, przechodzącymi obok. Nie sposób odwrócić od nich wzroku. Nie sposób zapomnieć traumatycznego wyrazu ich twarzy, gdy po raz pierwszy wyznają ci powód ich oślepiającej agonii. Nie sposób wrócić do tego, co było i przestać katować się wątpliwościami, dumając nad sposobem pomocy. Ludzie, którzy się okaleczają, nie są aniołami. Wręcz przeciwnie. Ci, których podobne cierpienie nigdy nie dotknęło, to oni w oczach ludzi są prawdziwymi aniołami. I to w nich kiełkują pierwsze pączki człowieczeństwa, kiedy szkarłatne linie oraz pożółkłe krwiaki staja się nową twarzą ich codzienności.

View more