Ask @JedenPechowyRok:

Zostaw tu wiadomość do kogoś, nie pisz do kogo. Wyrzuć to z siebie. 🌹

nιeѕĸvzιтelny
Od najmłodszych lat rodzice postrzegali mnie jako podręcznikowy przykład życzliwej córeczki. Roztropnej, empatycznej oraz uprzejmej dziewczynki, której słowa nigdy nie zostały splugawione przez negatywność. Mama otwarcie przechwalała się swoją nieskazitelną metodą wychowania, a ojciec nie przestawał pokazywać mnie jego przyjaciołom, wiedząc, że w przeciwieństwie do mojego starszego brata, jego jedyna córka za żadne skarby nie naraziłaby go na utracenie szacunku pośród swoich rówieśników. Rozpieszczali mnie bez użycia pieniężnych nagród oraz pochwalali mnie bez bezpośredniego otwierania ust. Byli dumni ze sposobu, w jaki ukształtowali mój charakter. Kochali mnie i chociaż nigdy nie zatrzymaliby mnie, żeby otwarcie pomówić o mojej dziwnej transformacji, gorzki posmak rodzicielskiego rozczarowania wypełnił mi gardło, gdy opowiedziałam im o tym, jak bardzo cię nienawidzę. Bo tak - nienawidzę cię. Płomiennie, szczerze oraz nieskazitelnie gardzę tobą, jako istotą ludzką. Wiem, że po pięciu latach znajomości nadal uważasz się za mojego najlepszego przyjaciela. Wiem, że widok mojej twarzy wywołuje szczery uśmiech na twoich wargach, a czuły sposób, w jaki przejeżdżasz dłońmi po moich łopatkach, kiedy się do mnie przytulasz, oznacza, że ufasz mi bezgranicznie... Szkoda tylko, że ja nie jestem już w stanie powierzyć ci mojego zaufania. I szczerze? Boję się ciebie. Wizja rozmawiania z tobą w cztery oczy wzbudza we mnie tego typu obrzydzenie, którego nie można odpowiednio wyrazić słowami. Kiedy splatasz razem nasze zmarznięte palce i patrzysz mi głęboko w oczy, moja szczęka zaciska się w mimowolnym geście frustracji. Nienawidzę cię. Nienawidzę tego, że gardzę twoimi przeprosinami. Nienawidzę tego, że nigdy nie zapominam, a ty przestajesz myśleć o moim smutku, w tym samym momencie, w którym spokojnie odpowiadam na twoje „cześć". Nienawidzę skomplikowanych procesów twojego myślenia. Nienawidzę twojego egoizmu, twojej dwulicowości oraz tego, że uważasz się za środek mojego świata. Myślisz, że jesteś kimś ważnym. Człowiekiem o złotej przyszłości. Protagonistą. Zbliżasz się, jakbyś chciał ucałować moje rozchylone wargi, nie wiedząc, ze jedyne, na co mam wtedy ochotę, to uderzyć cię z zamkniętej pięści. Nie pojmuję cię. Nie rozumiem, dlaczego po tylu latach rozczarowań, wciąż łamiesz kolejne serca i zdradzasz zakochane w tobie kobiety, czując, że chcesz zrobić ze mnie kogoś więcej. Kogoś, kogo wiesz, że mogłeś mieć, ale zrezygnowałeś na rzecz innej i teraz desperacko starasz się to naprawić dla własnej satysfakcji. Nienawidzę cię. Jestem rozczarowana i nie znoszę tego, że pomimo łez, nadal myślę o tobie, jak o młodszym bracie, którego nie jestem w stanie zostawić na pastwę losu.

View more

Czym jest dla Ciebie miłość?

~TyMnąJaTobą~
Miłość jest dla mnie szczelnie zamkniętą szkatułką, skrywającą najbardziej intensywną odmianę szczęścia, jaka istnieje na tym świecie. Miłość jest dla mnie, jak gwałtowne opady deszczu po długim dniu skąpanym w słońcu oraz depresyjnej suszy. Świeże powietrze, które wdycham z uśmiechem na twarzy, tuż po otworzeniu okna wczesnym rankiem. Subtelna woń męskich perfum na ostygłych poduszkach oraz niewyraźne odciski palców na sypialnym lustrze. Miłość jest dla mnie jak niepewny dotyk w okolicach bioder podczas pierwszego tańca z niedoświadczonym partnerem. Wspólny posiłek z rodziną oraz gorący dreszcz ekscytacji, przebiegający przez całą linię kręgosłupa, podczas szybkiej jazdy samochodem. Miłość jest dla mnie prostotą w grubym odzieniu komplikacji, mimowolnym kaszlem przy eksperymentalnym zapaleniu papierosa i słoną wodą w płucach, od której całe twoje ciało zaczyna płonąć żywym ogniem. Miłość jest narkotykiem i bolesnym odwykiem, zmieniającym rzekę spokojnych myśli we wzburzony ocean niedopowiedzeń. Miłość jest dla mnie brutalną namiętnością, zmieniającą odzież w zbędne strzępki materiałów oraz czułym platonizmem, kojącym zmysły za pomocą przyjacielskiego aktu wiecznej wierności i oddania. Miłość jest dla mnie jak oddana samointerpretacji sztuka wyzbyta zarówno ze swojego właściciela, jak i konkretnego podpisu. Bukiet zakupionych u pobliskiej kwiaciarki róż zostawiony pod drzwiami. Księżyc w pełni, czuwający nad eleganckimi ogrodami oraz czerwony ślad otwartej dłoni, przypominający o braku emocjonalnej kontroli. Miłość jest dla mnie romantycznym zachodem słońca i niebezpiecznym zetknięciem się błyskawicy z twardym podłożem. Uderzeniem miękką rękawicą o worek wypełniony piaskiem. Gorzko-słonym posmakiem krwi na przeciętej dolnej wardze oraz przyśpieszonym biciem serca, która wyrzuca z twojego umysłu jakiekolwiek resztki zdrowego rozsądku. Miłość jest słodkim kłamstwem wymieszanym siłą z przeraźliwie gorzką prawdą. Zemstą. Przesiąkniętym frustracją wrzaskiem oraz obskurną szramą na policzku, pozostawioną po trójce migdałowo upiłowanych paznokci. Miłość jest, niczym koszmar, z którego nie można się w żaden sposób wydostać. Wieczna kłótnia o własną rację oraz głęboka dziura, pochłaniająca twoje ciało kończyna po kończynie. Para białych skrzydeł na uwięzi ludzkich dłoni i nielegalny zastrzyk euforii, wstrzyknięty prosto do tchawicy. Miłość jest dla mnie ojcowską przestrogą, wilgotną fantazją, pozostawiającą po sobie nieskończoną linię rozczarowania oraz zaczepnym dotykiem psiego noska, podczas wspólnego wypadu do parku. Miłość jest dla mnie wszystkim i niczym. Czymś, bez czego chciałabym szczęśliwie żyć, a zarazem czymś, bez czego nigdy nie poczuję się spełniona. Miłość jest wspomnieniem oraz przyszłością. Zbiegiem okoliczności i żartobliwym przeznaczeniem. Miłość jest paradoksem. Zaprzeczeniem i przytaknięciem. Miłość jest najsłodszym szeptem oraz najgorszym bólem, jaki można doświadczyć. Miłość jest dla mnie zakładem, którego nie da się wygrać.

View more

Jaki był twój wynik? https://www.16personalities.com/

【ENTP◦ A】→ Typ osobowości Dyskutanta to prawdziwy adwokat diabła, dla którego sens życia stanowi rozrywanie na strzępy argumentów i przekonań w jak najbardziej spektakularny sposób. W przeciwieństwie do osób o bardziej ukierunkowanych osobowościach Dyskutanci nie robią tego, aby osiągnąć jakiś głębszy lub strategiczny cel, lecz dlatego, że sprawia im to przyjemność. Mentalne sparingi nikogo bardziej nie cieszą niż Dyskutantów, ponieważ dają im szansę na wykazanie się przychodzącym im bez trudu szybkim dowcipem, rozległą wiedzą i zdolnością do łączenia najodleglejszych idei, aby udowodnić swoje argumenty. U Dyskutantów występuje pewne osobliwe zestawienie cech: są oni bezkompromisowo uczciwi, niezmordowanie jednak potrafią dowodzić racji czegoś, w co w istocie nie wierzą, przyjmując perspektywę kogoś innego, aby bronić prawdy z innego punktu widzenia. Rola adwokata diabła pomaga ludziom o osobowości Dyskutanta nie tylko lepiej pojąć, jak myślą inni, lecz także lepiej zrozumieć poglądy przeciwnika – ponieważ to właśnie ich Dyskutanci bronią. Taktyki tej nie należy mylić z pragnieniem wzajemnego zrozumienia, które występuje w grupie osobowości Dyplomatów – Dyskutanci stale poszukują wiedzy, a czyż istnieje lepszy sposób na jej zdobycie niż atakowanie i obrona wybranej idei z każdego punktu widzenia, z każdej strony?
❝Podążaj ścieżkami niebezpieczeństwa, niezależny myślicielu. Wystawiaj swoje pomysły na niebezpieczeństwo kontrowersji. Mów, co myślisz i mniej obawiaj się etykiety wariata niż stygmatu konformisty. A w sprawach, które wydają ci się ważne, za wszelką cenę zabieraj głos i daj się usłyszeć.❞ ― Thomas J. Watson

View more

A gdyby reinkarnacja była faktem to czym się staniesz po śmierci? 🌌

☞∂υѕѕ¢αт☜
Z pewnością stałabym się białym krukiem. Pierzastą bestyjką o twardym dziobie, krwistoczerwonych ślepiach oraz szerokiej parze skrzydeł. Stworzeniem, żyjącym w wiecznej podróży donikąd, które instynktownie przyciągałoby zaciekawiony wzrok przechodnich, wzbudzając płomienną zazdrość u innych ptaków. Byłabym wyrzutkiem oraz skazanym na siebie samotnikiem, którego nikt nie byłby w stanie zrozumieć. Długowieczną legendą, matczyną przestrogą i skrytą zarazem głęboko fantazją. Żywiłabym się ludzkim smutkiem i śpiewała szorstkim tonem najstraszniejszego rodzaju pieśni przy niedomkniętych oknach. Moje pióra odbijałyby ciepłe promienie słońca, a mleczne ubarwienie maskowałoby moje ciało w grudniowym śniegu, czyniąc krwisty szkarłat w moich tęczówkach, jeszcze bardziej wstrząsającym. Grałabym w berka z jesiennym wiatrem, szybując w pojedynkę pośród burych obłoków. Cieszyłabym się wolnością absolutną, sypiając na obdartych z liści gałęziach i krakałabym z rozżaleniem, słysząc beztroski trel obudzonych wczesnym rankiem wróbli. Otwierałabym tchawicę słabszych ssaków o mysich ślepiach, czyściłabym perłowe pióra w eleganckich, kamiennych fontannach i wkradałabym się do imponujących mnie architekturą mieszkań, gdzie chowałabym się dyskretnie pośród starych ksiąg przyprawionych monotonnym rytmem muzyki klasycznej. Byłabym inspiracją dla spragnionych ambicji poetów, rozpromienionych fotografów oraz początkujących pisarzy. Byłabym wybredna, niezaspokojona, nieufna i zamknięta w sobie. Żaden człowiek nie miałby prawa mnie dotknąć, chociaż każdy z nich otwarcie by tego pragnął. Przystawałabym na szerokich ramionach, palących papierosy mężczyzn oraz wtulałabym się w obite skórą materiały z nostalgią, wspominając moje dawne życie. Uwielbiałabym gonić za mruczącymi pożądliwie motorami. Tańczyć w towarzystwie bladego lica księżyca w pełni. Śmiałabym się z oburzonych wrzasków moich naturalnych wrogów i przyglądała się z fascynacją przyziemnym problemom istot ludzkich. Zastanawiałabym się nad tym, kim właściwie jestem oraz jaki jest mój aktualny cel. Błądziłabym coraz częściej w betonowej dżungli i traciła stopniowo moje naturalne piękno, aż pewnego feralnego dnia... Nie złapałby mnie w swoje sidła człowiek perfekcyjny. Mężczyzna lub kobieta, która bez zastanowienia rzuciłaby się w stronę lasu, aby pomóc mi w niebezpiecznej sytuacji. Zmora o hipnotyzujących swą intensywnością oczach koloru tysiące razy piękniejszego niż mój własny. Zjawa, uśmiechająca się do mnie czule i pozbawiona magii nimfa, która przyjęłaby mnie pod swoje skrzydła, tworząc mi przytulny kącik w pomieszczeniu z widokiem na ogrodowe kwiaty. Odnalazłabym miłość w granych na fortepianie utworach. Ukojenie w spędzonych na powolnym kończeniu ulubionej książki wieczorach. Drżałabym pod wpływem nowo doświadczanych pieszczot i drobnego dotyku na moim perłowym upierzeniu. Byłabym szczęśliwa. Wolna, a zarazem przywiązana na wieczność do mojego prawowitego właściciela.

View more

Opowiedz o swoim chaosie 🌪

☞∂υѕѕ¢αт☜
Nie wiem, czy istnieją w polskim słowniku odpowiednie słowa do delikatnego, aczkolwiek dobitnego wytłumaczenia komuś kwintesencji szalonego piękna, jakim jest mój własny chaos, bez odziania podobnego typu urody w obskurne szaty wulgaryzmu, droga Dusscat. Jeśli mam być szczera, mój umysł popada w katatonię na samą wzmiankę o podobnym pomyśle, a pełne wargi, jak zwykle układają się w półuśmiech, mający na celu ukrycie stopniowo ogarniającego mnie zażenowania. Krępuję się, ale nie dlatego, że się wstydzę - wręcz przeciwnie - krępuję się, ponieważ wiem, że gdy zdradzę, chociaż rąbek tajemnicy, mój rozmówca cofnie się o krok i zacznie nerwowo przebierać obiema stopami, nie wiedząc jak odpowiedzieć na moje zagadnienie, a tego nieszczególnie bym sobie życzyła. Z natury mam w końcu bardzo filantropijne podejście do życia. Mące ludziom w głowach za pomocą ciętego języka i wprawiam ich w skonfundowanie złośliwymi zaczepkami, ale nigdy nie działam pod wpływem mizantropii i chętnie podaje im pomocną dłoń oraz wykonuję niepewny sus w tył, kiedy zauważę, że moje drobne żartobliwości rzeczywiście ich ranią. Mam swoje zasady i hamulce, których surowo się trzymam, jednakże... Jeśli już muszę wysilić te szare komórki i opisać skrywany w sercu horror, stwierdzę po prostu, że mój personalny koszmar nie posiada żadnych reguł. Jest jak przystawiona do wazonu pełnego świeżo zerwanych kwiatów zapalniczka. Jak znienawidzony członek rodziny, który zawsze śmieje się ze śmierci bliskich w trakcie ich pogrzebu. Jak fajerwerki w noc sylwestrową, które płoszą wszystkie przerażone zwierzęta. Jak niechciana para dłoni na drobnym ciele, tańczącej na dyskotece dziewczyny. Mój chaos to zło w najczystszej postaci. Coś, od czego mimowolnie uciekasz wzrokiem oraz głośno prychasz, żeby wykazać własne niezadowolenie, ale w rzeczywistości sprawiasz tylko wrażenie niezadowolonej, żeby nie wyjść na człowieka chorego psychicznie. To coś mrocznego, ale zarazem elektryzującego oraz pociągającego. To adrenalina wypełniająca ci żyły i cierpki zapach seksu w płucach, gdy napięcie w niewielkim pomieszczeniu zdaje się sięgać limitu. Mój chaos to wilk w owczej skórze, który pod żadnym pozorem nie pozwala sobie na opuszczenie lasu. To sroka o hebanowych piórach, która najpierw odbierze ci wszystkie drogocenne błyskotki, a potem spokojnie wydziobie ci oczy, gdy odważysz się sięgnąć dłonią do jej gniazda. To grad gorących dreszczy na kręgosłupie, tajfun łez o zapachu benzyny, śnieg zbereźnych szeptów oraz huragan wywołanych podnieceniem wyzwisk. Puszka pandory, do której nikt nie ma dostępu - nawet ja. Niektórzy mówią, że jest to ukryty głęboko w moim sercu skarb, który pragną zdobyć, a inni, że jest to przekleństwo, od którego tylko spokój oraz opanowanie, jest w stanie mnie uratować. Ja zaś myślę, że jest to po prostu śmietnisko. Kumulacja wszystkich moich traumatycznych wspomnień, obaw i pragnień. Zamknięty na klucz dziennik, w którym skrywa się każdy mój najmniejszy lęk.

View more

Możesz powiedzieć mi o sobie jedną rzecz, której nie udałoby się odgadnąć? ;)

Anioł ♥
Myślę, że jednym z mniej konwencjonalnych faktów dotyczących mojej osoby, którego mało kto by się domyślił, jest to, że szczerze nienawidzę cyfry trzy. Niewiele o tym opowiadam, a jeszcze mniej w ogóle podobną opinię wygłaszam, ponieważ jest ona na tyle losowym stwierdzeniem, że rzadko kiedy mam rzeczywiście dobrą okazję do tego, żeby ją zdradzić, ale tak - odkąd tylko pamiętam, cyfra trzy jest jedynym znakiem, który wywołuje u mnie ognistą wręcz irytacje. Nienawidzę jej. Czy to schowanej w przypadkowym numerze telefonu, czy wygłoszonej podczas żartobliwego przytoczenia mi pewnego powiedzenia. Za każdym razem, gdy widzę przed sobą odwrócone E z parą okrągłych brzuszków, moje brwi spadają na dół wraz z wyraźnie napinającymi się mięśniami. Nie wiem, skąd narodziło się we mnie podobne uczucie. Gdy byłam młodsza, każda liczba wydawała mi się taka sama. Tak samo nudna, tak samo przeciętna i tak samo przeznaczona do jednego, konkretnego celu - obliczenia. Dopiero w wieku około piętnastu lat, coś głęboko w moim sercu zaczęło drżeć na widok cyferki trzy i kiedy zdałam sobie z tego sprawę, już mi tak zostało. Unikam jej gorzej niż własnej babci podczas bożonarodzeniowej kolacji. Zmieniam strony, klikam instynktownie na serduszka oraz polubienia, odwracam wzrok i notorycznie myślę nad sposobami, które pozwoliłyby mi dłuższego kontaktu z powyższą cyfrą uniknąć. To męczące, naprawdę i nawet nie trzeba mi tego uświadamiać, ponieważ świetnie zdaję sobie sprawę z tego, że tak samo, jak dziwne, moje zachowanie w stronę zwykłej cyfry jest po prostu mocno niepokojące. Nie rozumiem pod tym względem własnej głowy. Nigdy nie należałam do ludzi przesądnych ani szczególnie wierzących w złe omeny lub czarną magię, ale ten wstręt... Nie potrafię go racjonalnie wytłumaczyć, no po prostu nie mogę. To coś, jak obawa przed wyjściem z mieszkania po wybudzeniu się ze wstrząsającego tobą koszmaru, albo przesadna ostrożność w pracy, gdy twój żołądek torturowany jest niewyjaśnionym, złym przeczuciem. Wiesz, że się boisz i na coś czekasz, ale nie wiesz, na co dokładnie i przez to stajesz się coraz bardziej zestresowany oraz skonfundowany. Ja mam tak dzień w dzień od trzech lat i uwierz mi na słowo, jeśli powiem ci, że to jedna z najbardziej męczących rzeczy, jakie odczuwam w rutynowym aspekcie mojego życia. Oczywiście, to nie tak, że na widok zwykłej cyferki zaczynam zachowywać się, jak wariatka i próbować uciec od całego świata, nie. Mój wyraz twarzy pozostaje nieugięty. Biorę głęboki wdech, przejeżdżam palcami po skroniach, żeby rozluźnić mięśnie za pomocą delikatnego masażu, przeczesuję grzywkę i uśmiecham się szeroko, żeby nikt nie mógł ze mnie wyczytać nawet najdrobniejszego cienia niezadowolenia. Koniec końców bolesne ukłucie w żołądku jednak pozostaje na swoim miejscu i czy tego chce, czy nie, czasami posuwam się aż do zażywania tabletek przeciwbólowych, żeby podobne dyskomforty skutecznie mi przeminęły.

View more

Czego teraz potrzebujesz?☺

dzieciak
Czego teraz potrzebuję? Potrzebuję płomiennej iskry podekscytowania w moim monotonnym życiu. Potrzebuję lampki świeżego wina, przegryzanej ogromną pizzą z żółtym serem, który ciągnąłby się niczym złota pajęczyna, sięgająca wpół rozchylonych warg. Potrzebuję ciasno zawiązanych łyżew na moich bladych kostkach oraz subtelnego zapachu, zbliżającego się deszczu w moich płucach. Potrzebuję profesjonalnej wieży audio ustawionej nieopodal małżeńskiego łóżka, z której wydobywałby się głęboki bas, naruszający niewyraźny rytm mojego młodego serca. Potrzebuje nostalgicznie słodkiego posmaku jagodowych papierosów w moich zaróżowionych ustach. Potrzebuję toksycznego wręcz gorąca subtelnie umięśnionych ramion mojej dawnej miłości, które chwyciłyby mnie za włosy i przygwoździły do obitej drewnianymi panelami ściany. Potrzebuję delikatnych pocałunków drogiej koronki na moich nogach oraz chłodnego uścisku szerokiej, skórzanej kurtki na moim ciele. Potrzebuję kobiecego sopranu, szepczącego mi zbereźne wprost do prawego ucha, podczas przysypanej świeżym śniegiem nocy i niekontrolowanego przez partnera ugryzienia na moim gołym obojczyku, który zostawiłby po sobie krwistoczerwony ślad zębów. Potrzebuję mruczącego, jak puma motoru, który zagłuszyłby mroczne myśli w moim podnieconym niebezpieczeństwem umyśle. Potrzebuję długiej rozmowy ze straconą niedawno przyjaciółką, która pomalowałaby mi paznokcie na matową czerń i poplotkowała żywiołowo na temat mężczyzny, który skradł jej serce. Potrzebuję zamkniętego szczelnie pomieszczenia z dala od ciekawskich oczu mojej rodziny, gdzie mogłabym wykrzyczeć wszystkie moje komplikacje oraz wątpliwości. Potrzebuje zerwanego ostrożnie bukietu białych konwalii w porcelanowym wazonie, granatowych plam po tuszu na opuszkach palców i wytatuowanych ciemną barwą skrzydeł na długich plecach. Potrzebuję przesunąć leniwie językiem po moim prawym kciuku i przerzucić niepewnie ostatnią stronę nigdy niedokończonej książki, w celu zapoznania się z wielce wyczekiwanym finałem. Potrzebuję poznać moją przyszłość i zapomnieć o niej na drugi dzień, dzięki długim posiedzeniu w pobliskim barze. Potrzebuję powiedzieć komuś, że go kocham, po czym obiecać, że pewnego dnia wreszcie go znienawidzę i będę bezpieczna od bólu związanego z własnym odejściem. Potrzebuję docisnąć drewniany smyczek do pary eleganckich skrzypiec. Potrzebuję wyskoczyć przez salonowe okno, żeby puścić się biegiem w siną dal. Potrzebuję znaleźć odpowiednie słowa do zrozumienia dziury w moim sercu. Potrzebuję oduczyć się mówić i nauczyć się słuchać tego, czego nie chcę. Potrzebuję odnaleźć siebie i zapomnieć tego, kim każdy myśli, że jestem. Potrzebuję szansy. Potrzebuję nauczki i niechętnie podanej mi na srebrnym talerzu zemsty.

View more

Co cię inspiruje? Zapraszam na dużo nowych odpowiedzi i życzę miłego dnia 🙊😉

♡Sońka
Największą życiową inspiracją z pewnością jest dla mnie muzyka oraz wszelakiego rodzaju dźwięki i naturalne odgłosy świata zewnętrznego. Wychowana zostałam pośród nostalgicznych nut zespołu Modern Talking, puszczanych z inicjatywy ojca, a moim pierwszym poważnym prezentem urodzinowym, było kremowe mp3 długości serdecznego palca, z którym uwielbiałam biegać po pobliskiej promenadzie. Nie było jeszcze dnia w moim życiu, w którym intencjonalnie uciekałabym od słuchania swoich ulubionych utworów i nie przechwalając się, wydaję mi się, że płomienna miłość do muzyki jest czymś, co dosłownie odziedziczyłam w genach. Wrażliwy słuch, gęsia skórka, pokazująca się na moich przedramionach, załzawione oczy oraz stojące włoski na karku. Nigdy w życiu nie podejrzewałabym, że ktoś tak odmienny i niepodobny do własnej matki jak ja, mógłby mieć z nią aż tyle wspólnego. Wystarczy początkowa nuta. Muśnięcie klawiszy miękkimi opuszkami palców oraz wydobycie z siebie pojedynczego sopranu. Jeśli słowa, reprezentujące utwór jakkolwiek powielają się z moimi wspomnieniami lub aktualnym nastrojem - wulkan uczuć wybuchnie w moim sercu. Nie mam wpływu na to, co wtedy robię ani na to, o czym myślę. Po prostu przymykam powieki i kołyszę się wraz z hipnotyzującym rytmem, pozwalając łzom spływać mi rzęsiście po policzkach. A najlepsze, że chociaż kilka lat temu byłam jeszcze w stanie jakkolwiek to kontrolować, teraz jestem już niczym więcej, jak więźniem własnej słabości. Zmierzając w kierunku parku publicznego, moje stopy zawsze zatrzymują się przy ogromnym dębie, w którego koronie ochoczo świergoczą ptaki. Ostrzeżenie zbliżającej się do miasta burzy, potrafi wybudzić mnie nawet z najgłębszego snu i niezależnie od humoru oraz pory - nigdy nie ucieknę od mimowolnego uśmiechu, gdy do uszu dostanie mi się słodki dźwięk kociego miauczenia. Często znajduję się też w takiej pozycji, gdzie dźwięk czyjegoś głosu jest jedyną rzeczą, jaką potrafię zapamiętać przy pierwszym spotkaniu z tą osobą. Uciekają mi imiona, kolory oczu i wyrazy twarzy, ale odgłos formalnego składania zdań, zawsze pozostaje na swoim miejscu. Kieruje się nim podczas nawiązywania głębszych znajomości i instynktownie lgnę do ramion ludzi, których struny głosowe grają najpiękniejszego rodzaju melodie. Z tegoż właśnie powodu, słuch diametralnie napiera zarówno na moją twórczość, jak i życie prywatne. Uwierz mi, że pisanie bez pomocy ze strony muzyki, graniczy dla mnie z nieprzyjemnością. Nawet, teraz gdy moje paznokcie uderzają cicho o plastikowe klawisze, w innej karcie francuska muzyka przyprawia mnie o gęsią skórkę na całym ciele, (co oznacza swoją drogą, że gdybym oparła się na innym kompozytorze, moja odpowiedź prawdopodobnie diametralnie różniłaby się stylem oraz atmosferą od tej, którą właśnie widzisz.), ale wracając. Jakiegokolwiek rodzaju sztuka, ekspresja, a nawet zachowanie - wszystko, co tworzę, poprzedzone jest muzyką i to właśnie ona jest dla mnie największą inspiracją.

View more

Czy żałujesz, że nie powiedział*ś kiedyś komuś tego, co czujesz do tej osoby?

dzieciak
Owszem, piekielnie tego żałuję i chociaż głupio mi się teraz na ten temat rozpisywać, czuję że jednostronna konwersacja dobrze zrobi mojemu sercu. Więc tak... Jak już wspominałam w mojej poprzedniej odpowiedzi, za młodu była ze mnie niezwykle naiwna osóbka. Uginanie się przed opiniami odbiegającymi moralnością od moich miałam w małym palcu, a ciężar obcych perspektyw mieszał się z każdym zdaniem, jakie ośmielałam się wybełkotać. Nie potrafiłam nikomu zaprzeczyć ani postawić na swoim, dlatego też bez większych wątpliwości parłam w przód wraz z prądem, licząc że nie wdając się w kłótnie, moje życie okaże się o wiele prostsze i łatwe do zniesienia, niż rzeczywiście było. Nie posiadałam czegoś takiego jak chęć wyjścia z inicjatywą, ponieważ nie chciałam robić sobie miejsca w tłumie o wiele silniejszych oraz zapartych ludzi. Po prostu stałam. Patrzyłam, obserwowałam i od czasu do czasu przytakiwałam, ciesząc się wolnością jedynie w wąskim zakresie własnych przemyśleń. Byłam gorsza od postawionej w kącie miotły oraz stereotypowej szarej myszki i właśnie dlatego... Gdy po raz pierwszy uścisnęłam dłoń z J., cała moja egzystencja uległa katastrofalnej zmianie. Naprawdę, chyba nigdy nie miałam okazji spotkać na swojej drodze człowieka równie złotego oraz żywiołowego, co on. Był jedyny w swoim rodzaju. Czuły, ale surowy dla osób, które naruszyły jego wrażliwy nerw. Zabawny, ale wredny i przede wszystkim - szczery. Nigdy nie odmawiał nikomu pomocy, jednak niełatwo rezygnował z rzeczy, na których mu zależało. Miał elektryzujące spojrzenie, burzę kasztanowych loków na głowie i niewielki pieprzyk na prawym policzku, który zawsze zamieniał długopisem w uśmiechniętą buźkę, gdy nudziło mu się na lekcjach. Jego wzrok sięgał każdego zakamarka gimnazjalnego budynku, a uszy wyłapywały nawet najdrobniejszą plotkę. Był piekielnie inteligentny, aczkolwiek, z jakiegoś dziwnego powodu - postanowił odciąć się od popularności i zostać moim najlepszym przyjacielem. Kimś, kogo za żadne skarby nie zapomnę. Kimś, czyje ubrania pachniały świeżo upieczonymi ciasteczkami z masłem. Kimś, kto notorycznie nosił mnie na plecach i bez narzekania zbierał z ziemi, kiedy musiałam wracać do domu z następną parą stłuczeń oraz fioletowych siniaków. Kochałam go do szaleństwa i potrzebowałam go przy sobie, jak powietrza, ale nie potrafiłam nic z tym faktem zrobić. Czułam, że na niego nie zasługuję. Że widzi mnie w zupełnie odmiennym świetle, niż ja jego i gdy nastąpił dzień przeprowadzki... Odpuściłam. Nic mu nie wyznałam. Nie ostrzegłam go, że wyjeżdżam do innego miasta. Zniknęłam. A gdy trzy lata później odnalazł mnie wreszcie na stronie społecznościowej... Było już za późno. J. wyznał mi całą prawdę. Wyznał, że mnie kochał i że nie pojmował, dlaczego opuściłam go bez słowa. Szkoda tylko, że w tym samym czasie u jego boku pojawiła się już nowa osoba. Dziewczyna, która w przeciwieństwie do mnie... Miała w sobie siłę, żeby wyznać mu prawdę we właściwym miejscu oraz we właściwym momencie.

View more

Namieszał Ci ktos kiedys w glowie? Jesli tak to jak i kto

dzieciak
Cóż, moja odpowiedź na to pytanie zależy przede wszystkim od tego, co masz dokładnie na myśli, poprzez słowo "namieszać". Ponieważ, jak już z pewnością wiesz, istnieją przynajmniej dwie definicje dla podobnego stwierdzenia i nie chciałabym popełnić gafy, wybierając nieodpowiednią. Mimo to postaram się racjonalnie przedstawić oba odbicia tego samego medalu i odpowiem: tak - namieszano mi kiedyś w głowie, zarówno w dobrym, jak i negatywnym tego słowa znaczeniu. Wstyd się przyznać, ale jeszcze dwa lata temu, byłam rozczulająco naiwną osóbką. Nie znałam się na uczuciach odbiegających od miłosnego platonizmu i nie liczyłam na to, że moja inkompetencja kiedykolwiek ulegnie nawet najmniejszej zmianie, ponieważ nie posiadałam szczególnej wiary w samą siebie. I z tego właśnie powodu, byłam idealnym pionkiem do niebezpiecznej rozgrywki, jaką przygotował dla mnie los. Nie miałam hamulców, bo nie wiedziałam przed czym powinnam się zatrzymać. Mój umysł nie był w stanie przefiltrować kłamstw, ponieważ nie potrafił odnaleźć wiarygodnego wytłumaczenia, dla którego podobne łgarstwa byłyby potrzebne. Krótko mówiąc - znajdowałam się na przegranej pozycji i gdy do mojego życia po raz pierwszy dostał się człowiek skażony socjopatyczną formą obsesyjnego romantyzmu, wszystko potoczyło się w dół swoim własnym, przerażająco wolnym rytmem. Zostałam otumaniona, zaczarowana. Zafascynowana perspektywą spędzania mojego wolnego czasu w obecności mężczyzny, który drastycznie różnił się od całej reszty. Nie potrafiłam odwrócić od niego mojego szczenięcego wzroku i bądźmy ze sobą szczerzy - nie chciałam tego robić. Chłonęłam każde jego słowo jak świeżo skropiona deszczem roślina. Zwierzałam mu się z każdego, nawet najdrobniejszego fragmentu mojego życia i płonęłam od środka, gdy mój mimowolny śmiech, odwzajemniany zostawał subtelnym chichotem. Byłam pijana, ale trzeźwa i chociaż nie umiałam się do tego przyznawać - czułam się, jakby każdy nerw w moim mózgu zawiązany został na drobny supełek, od którego chciało mi się płakać przez szeroki uśmiech. Oczywiście, jak się już najpewniej domyślasz, moje omotanie nie było szczególnie rozsądnym posunięciem. Pożałowałam go bardzo szybko, jednakże, nie chcąc zbytnio odbiegać od tematu, pozwól, że zostawię podobną opowiastkę na inny dzień i wrócę do konkretów, a mianowicie - potwierdzenia. Owszem, osoba, w której się zakochałam, namieszała mi w głowie. Intencjonalnie, agresywnie oraz podstępnie. Od tego czasu nigdy już nie pozwoliłam sobie na podobne emocje. Przestraszyłam się ich i je odrzuciłam, niezależnie od motywów. Zaczęłam uciekać od braku kontroli i wzdrygać się na samą myśl o tym, jak w moim umyśle zapanowuje chaos.

View more

Łatwo przychodzi Ci znalezienie swoich pozytywnych cech? Czy masz z tym problem?

Menni
Wydaję mi się, że najważniejszą kwestią nie jest tutaj pytanie, czy potrafię odnaleźć w sobie pozytywne cechy, a to czy potrafię się do nich przyznać. Bo tak, pomimo tego, że uważam się za człowieka z grubsza obiektywnego i oceniającego większość spraw trzeźwym okiem, to niekoniecznie często potrafię znaleźć w sobie siłę na to, żeby wystawić niektóre fakty na światło dzienne. Nie stwierdzam oczywiście przez to, że jestem osobą skromną, gdyż byłby to oksymoron, ale nieszczególnie uśmiecha mi się sugerowanie komukolwiek - nawet samej sobie - że znajduje się we mnie chociażby najmniejsze ogniwo, które czyniłoby mnie lepszą od całej reszty ludzi. Żadnej cechy nie postrzegam jako wiarygodnej, ponieważ w moim wieku charakter jest zarówno czymś zmiennym, jak i niestabilnym. Wraz z czasem oraz doświadczeniami, zawartość mojej głowy odbija się na zawartości serca i chociaż niektóre fragmenty mojego odbicia zawsze pozostają te same, większość odłamków jest jednak dość plastyczna, co szczególnie koliduje wraz z młodą mentalnością. Lubię powtarzać sobie, że nic nie ma przeznaczone trwać wiecznie. Że wystarczy pojedyncze słowo wypowiedziane za szybko lub jedna źle dobrana decyzja, żeby zrobić ze mnie nowego człowieka. Dlatego też wstrzymuję się od powiedzenia, że postrzegam siebie jako osobę życzliwą, a nawet altruistyczną - ewentualnie rozsądną. Ponieważ nigdy nie wiadomo, czy następnego ranka nie obudzi się we mnie mizantropia, która sprawi, że wszyscy przyjaciele, liczący na moją pomoc pójdą w odstawkę lub, czy nie zacznę w pełni polegać na burzliwej postawie moich uczuć, co wyprowadzi mnie z równowagi i doprowadzi do tego, że przestanę myśleć nad powagą własnych słów. Niezbyt ufam samej sobie. Zdaję sobie sprawę z tego, kim aktualnie jestem, ale nie mogę stuprocentowo potwierdzić tego, kim będę jutro, więc jeśli mam być szczera i bezpośrednio odpowiedzieć na zadane mi wcześniej pytanie - to tak - mogę potwierdzić, że bez problemu przychodzi mi wyliczenie wszystkich dobrych cech, jakie posiadam. Sęk w tym, że przez podobną szczerość w przyszłości mogłabym wyjść na kłamcę i żeby uniknąć podobnej nieprzyjemności, powstrzymam się od rzucania cennych akapitów na zimowy wiatr. Jestem, jaka jestem. Są rzeczy, które widzę i te, których nie zauważam. Z tego powodu wydaję mi się, że najłatwiej jest poznać mnie osobiście i samemu przekonać się o moich cechach, aniżeli polegać na pseudo-racjonalnych monologach.

View more