Ask @KatarzynaSypien:

Morrigan, może więc podzielisz się tymi ciekawymi snami? Nie zatrzymuj ich jedynie dla siebie.

Dzisiaj przez sny prowadził mnie Chłopiec. Cieniste widmo, które okazało się być moim przewodnikiem, było zaskakująco realistyczne. W końcu, cóż, było młodszą wersją dobrze znanej mi osoby.
2.30
Około tej godziny udało mi się zasnąć i obudzić w świecie Chłopca. Rynek mojego miasta jeszcze zajmowały drzewa, a nie jedynie płytki, jak dzisiaj. Ptaków również było więcej. A niebo... tak pięknego nieba nie widziałam jeszcze nigdy, chociaż wszystko było szaro-wyblakłe, jak na przedwojennej fotografii. Wszystko, oprócz Chłopca. Był równie żywy i kolorowy jak ja. Rozpoznałam go po oczach, ukazujących sztormy, błyskawice, spadające krople deszczu i iskierki radości. Milczeliśmy, bo słowa były zbędne. Naprzeciwko nas przysiadł wielki kruk. Wyciągnęłam rękę, oferując mu swoje przedramię, ale kruk pofrunął w stronę Chłopca i usiadł na jego ramieniu. ,,Idziemy?" - spytał, a ja pokiwałam twierdząco głową. Poszliśmy, a ja nie mogłam pozbyć się wrażenia, że ktoś podąża za nami, kradnąc przestrzeń. Puste drogi, rozwalające się domy, szumiące drzewa i kruki, które przysiadły na każdej powierzchni wyższej niż Chłopiec czy ja. Patrzyły, a my wciąż szliśmy naprzód. Podążałam za Chłopcem aż do wielkiego dębu. Dzisiaj jest tam betonowy plac, a ja nie mam pojęcia, czy kiedyś istotnie tam było. W moim śnie rosło dumne i rozłożyste. Kruk z ramienia chłopca zerwał się gwałtownie, gubiąc pióro. Chłopiec spojrzał na mnie, a następnie w górę. ,,My kiedyś też mogliśmy latać, wiesz?" - głos Chłopca rozległ się tuż przy moim uchu. Kiedy spojrzałam na swoją dłoń, leżało na niej krucze pióro.
3.10
Pierwszym, co poczułam, było zimno, wydzierające każdą odrobinę ciepła pozostałą w moim ciele. Uniosłam głowę i zobaczyłam tysiące gwiazd na firmamencie. Księżyc oświetlał las w zasięgu wzroku, a zorza polarna czyniła go najcudowniejszym miejscem na ziemi. Byłoby najcudowniejsze, gdyby nie niepewność, lęk i zimno, kradnące mój rozsądek. Gdybym kierowała swoimi ruchami, najpewniej pozostałabym w miejscu, ale ponieważ był to tylko sen, ruszyłam naprzód. Po kilkudziesięciu krokach natrafiłam na Chłopca. W ręku trzymał pudełko zapałek. Zapalił jedną, próbując ogrzać sine dłonie. ,,Znowu ty." - powiedziałam do niego - ,,co robisz w moim drugim śnie?". ,,A co TY robisz w MOIM?" - zapytał Chłopiec, a ja, zdumiona, nie mogłam odpowiedzieć. ,,Masz świecę?" - naglący głos Chłopca dziwnie kontrastował z ciszą martwego lasu i odległych gwiazd - ,,Moje zapałki niemal się skończyły". Byłam przekonana, że nie mam żadnej świecy, ale pomimo tego przeszukałam kieszenie. W jednej znalazłam krótką, woskową świeczkę. ,,Wiedziałem, że ją masz. Wierzyłem. Czekałem tu na ciebie." Ostatnia zapałka zgasła z sykiem, zanim zdążyła dotknąć świecy.
3.47
,,O, znowu gościsz w moim śnie" - Chłopiec uśmiechnął się żartobliwie. ,,Dupek, teraz nawet kontrolujesz moje sny" - wytknęłam mu. Siedzieliśmy na dachu wieżowca, wiele metrów nad ziemią. ,,A może ty kontrolujesz moje?" - teraz Chłopiec był poważny. ,,Skaczemy?".

View more

Co szepcze Ci wiatr, Morrigan? Jakie wersety wypisuje dym jesienną nocą?

Vanessa
Ciemność już nas oplotła, wiatr zgina drzewa zmuszając je do mimowolnego pokłonu. Dym wznosi się, tworząc symbole o znanym jedynie sobie znaczeniu, szkicuje kształty i wypełnia wzory. Nic nie zakłóca ciszy.
ωιтαנ ¢ιємиσś¢ι, ѕтαяα ρяzуנα¢ιółкσ
zиóω ρяzуѕzłαм z тσвą ρσяσzмαωιαć
ρσиιєωαż נαкαś ωιzנα, zαкяα∂αנą¢ ѕιę ¢ι¢нσ
zσѕтαωιłα ѕωє иαѕισиα g∂у ѕραłαм
ι ωιzנα, ктóяα zσѕтαłα zαѕιαиα ω мум υмуśℓє
ω¢ιąż ρσzσѕтαנє
ω ∂źωιęкυ ¢ιѕzу.
Czy to takie dziwne, że dym wznosząc się w górę zwija się w wersety piosenek? Może po prostu tego po nim właśnie oczekujemy. Więc mój dym wznosi się pisząc kolejne wersy kolejnej znanej piosenki.
кιє∂уś ωzиισѕłαм ѕιę ρσиα∂ нαłαѕ ι zαмιєѕzαиιє
туℓкσ ву υנяzєć, ¢σ кяуנє ѕιę ρσzα тą ιℓυzנą
ωzиσѕιłαм ѕιę ¢σяαz ωуżєנ
αℓє ωzℓє¢ιαłαм zвут ωуѕσкσ
мιмσ, żє мσנє σ¢zу ωι∂zιαłу, ω¢ιąż вуłαм śℓєρα
мιмσ, żє мóנ υмуѕł муśℓαł, ω¢ιąż вуłαм ѕzαℓσиα
ѕłуѕzę głσѕу, кιє∂у śиιę
ρσ∂αנę ѕιę zα яσzѕą∂иєgσ ¢złσωιєкα
мσנα fαяѕα נєѕт ωу∂αяzєиιєм ѕєzσиυ
α נєśℓι тωιєя∂zę, żє נєѕтєм мą∂яум ¢złσωιєкιєм, ¢óż
z ρєωиσś¢ιą σzиα¢zα тσ, żє иι¢ иιє ωιєм
иα ωzвυяzσиум мσяzυ zмιєииу¢н ємσ¢נι
яzυ¢α миą иι¢zум ѕтαткιєм σ¢єαи
σвяαłαм кυяѕ иα ωιαтяу fσятυиу
Być może dym tylko to może ze mnie wydobyć. A być może ja tylko w to potrafię go ukształtować. Bo dziś już nie ma króliczej nory, którą mogę dostać się do Krainy Czarów. Są tylko korytarze zakończone drzwiami. Bo dziś nie ma palety barw, szaleństwa i kart, nie ma królowych, kapeluszy ani róż, snów na jawie, herbatek i głębokich niczym Rów Mariański cytatów. Dziś z wyboru pozostaję w towarzystwie nocy, wiatru i dymu. Wsłuchuję się w dźwięki ciszy.
Udało mi się. Jestem odważna, pewna siebie i niezależna. Stawiam na swoim, dogaduję się z większością ludzi. Tylko że stało się teraz zbyt głośno. To jakby z piwnicy wyjść prosto w słońce. I tęsknię czasami za ciszą minionych dni. Zastanawia mnie, jak ludzie potrafią żyć w tym hałasie, zgiełku i braku wszelkiego taktu. Teoretycznie da się. W praktyce - na dłuższą metę jest ciężko. Więc wracam i chłonę nocną, zimną ciszę całą sobą. Panta rhei.
Więc usiądź obok mnie lub gdziekolwiek indziej, wyłącz laptopa lub komórkę i razem ze mną wsłuchaj się w ciszę, spróbuj wzrokiem przeniknąć ciemność i popatrz na wersety wypisywane przez dym. Zatrzymaj się na chwilę i doceń jej prostotę. Być może nic ci to nie da, być może przez to nie zrobisz czegoś innego. Ale na pewno nie pożałujesz, gwarantuję. Bo warto czasem pobyć tylko ze sobą. Bo warto czasem zatopić się w ciszy, odciąć od wszystkich bodźców. Bo wiem, że Ty także tego potrzebujesz. Więc zostań ze mną, stań się mną będąc sobą, i pomedytujmy w ciszy. Śmiało...
αву ρяzє¢нωу¢ιć ∂яαριєżиιкα
иιє мσżєѕz ρσzσѕтαć σfιαяą
мυѕιѕz ѕιę ѕтαć
яóωиу
ω кαż∂ум ¢αℓυ
ωιę¢ ρσραтяz ω ℓυѕтяσ
ι ρσωιє∂z мι кσgσ ωι∂zιѕz?
тσ ω¢ιąż ту?
¢zу тσ נυż נα?
ωιę¢ σвєנмιנ ¢ιємиσść
тσ ρσмσgę ¢ι υנяzєć
zє мσżєѕz вуć иιєσgяαиι¢zσиу
ι иιєυѕтяαѕzσиу
σ∂łαмкι мσנєנ ∂υѕzу
ρяzє¢ιиαנą тωσנą ѕкóяę
ι яуנą ωєωиąтяz
яуנą ωєωиąтяz
https://youtu.be/TYME1QBrXw4?t=2

View more

Liście z dnia na dzień nabierają coraz cieplejszych kolorów, rankami świat otacza biała mgła, powoli zbliża się jesień. Morrigan czym dla Ciebie jest ta pora roku?

Vanessa
Słońce już dawno zaszło za horyzontem, ale wystarczy odrobina wizualizacji, a pomarańczowo - czerwone promienie na powrót rozszczepiają się na firance, układają w hipnotyzujące wzory na parkiecie. Tańczą, kiedy firanką porusza wiatr. Tkwią nieruchomo, kiedy zamykam okno. Umierają, kiedy słońce gaśnie. Kiedy ja otwieram oczy.
Jesień nieodmiennie kojarzy mi się z ogniem, suchymi liśćmi, deszczem i kruchością. A także z miliardem innych rzeczy, wspomnień i uczuć. I z kolorem Jego oczu, które przywodzą na myśl zachmurzone niebo, cienie przeszłości, jesienne deszcze, szrony i mgły, które stanowią idealną kompozycję szarości i kobaltu. W których czasami dookoła źrenicy widać słońce. Moje są takie same, ale tylko Jego kojarzą mi się z jesienią.
Z tą cudowną porą roku wiążę także kilkugodzinne spacery po szeleszczącym złotym dywanie z opadłych liści, po spękanych płytach i pyle dróg. Z zaległych na półkach, zapisanych wierszem kartach zdmuchuję kurz - to w jesienne wieczory przelewam w nie uczucia, i w jesienne wieczory je przywołuję. Palę świeczki, bo tylko one tworzą ten cudowny, niepowtarzalny klimat. Świeczki, które kojarzą mi się z ogniami Samhainu. Świeczki, które wypalają się razem z moją duszą.
Jesienią zawsze zbierałam kasztany. Jako dziecko po prostu upychałam je po kieszeniach, teraz rzucam nimi we wrony. Jako dziecko zawsze zbierałam też orzechy, jeszcze w zielonych łupinkach. Brązowe ślady, które potem znaczyły moje dłonie, traktowałam jako ślady, ślady do tych dni, w których byłam szczęśliwa. Teraz rozgniatam je butem, lub zbieram bez zielonych łupinek; otwierając je nożem rozłupuję także swoje cienie.
Kiedy wspominam ubiegłe jesienne miesiące znów towarzyszy mi zapach jabłek, cynamonu i dyni. Jarzębina gubi korale. Słoneczniki i dziurawce kołyszące się na sznurkach szeleszczą pod wpływem mojego dotyku, a gdzieś nad głową słyszę pożegnalne krzyki żurawi.
Pamiętam znicze, które początkiem listopada rozświetlały cmentarz. Nigdy nie rozumiałam tego fenomenu jednodniowego zainteresowania grobami rodziny, o której ludzie woleliby zapomnieć, i na której grobach palą świeczki dla picu, dla ludzkiej opinii. Puste groby, które tak często mijałam, i które tak często straszyły swoją pustką i zaniedbaniem, raz w roku rozjarzą się dziesiątkami świateł, a potem znowu umrą, odejdą w zapomnienie. Bolało to, jak łatwo ludzie zapominają. Teraz wiem, że nie zapominają, bo nigdy nie pamiętali. Wspomnienia uleciały niczym liście u zgniły gdzieś na ławce w parku.
Pisząc to, nie mogłabym nie wspomnieć o książkach. Jesienią zawsze gromadzę ich jak najwięcej, starając się z a p o m n i e ć. Dzięki książkom jesienne wieczory stały się łatwiejsze, i jeszcze bardziej magiczne. Ja czasem też piszę, ale kiedy tylko tusz wsiąknie w papier, pstrykam zapalniczką. Resztki popiołu rozcieram w palcach. A potem patrzę w okno. Wiatr nigdy nie szepcze piękniej, deszcz nigdy nie przynosi większej ulgi, wieczory więcej odpowiedzi, jak tylko w jesieni. A ja znów wspominam...

View more

Czym pachnie powietrze, którym oddychasz, Morrigan?

の Julia Feingold
Zapach ziemi, mokrych ptasich piór i deszczu. Ulotna nuta dymu.
Jak to jest, że ludzie zawsze potrafią ze mnie czerpać, a ja nie potrafię znaleźć w sobie tego, co widzą we mnie inni? Coraz częściej słyszę, że nauczyłam ludzi tego bądź owego. Nowa znajoma wczoraj powiedziała mi, że tylko przy mnie czuje się pewnie, że dałam jej pewność siebie. Zabawne, ja posiadam jej znikomą ilość. W zeszłym tygodniu przyjaciółka powiedziała mi, że dzięki mnie stała się odważniejsza. Wyborne, ja odwagi już dawno w sobie nie czułam. Miesiąc temu ktoś powiedział mi, że darzy mnie zaufaniem większym, niż samego siebie. Jak to możliwe, skoro ja sobie nie potrafię zaufać? Kolejny znajomy stwierdził, że uczę go wytrwałości i samozaparcia. Niewiarygodne, mój zapał jest równie łatwopalny jak słoma. Nowy kolega stwierdził, że imponuje mu moja inteligencja, i on sam chciałby zacząć chociaż trochę lepiej się uczyć, bo mu wstyd. Cholera, ja przecież nigdy się nie uczyłam... wszystko, co wiem, tkwi we mnie, nie w podręcznikach, one służą tylko wytyczeniu tematów. W ostatnim czasie usłyszałam wiele podobnych rzeczy. Nie wiem, jakim cudem potrafię okiełznać najgorsze charaktery, pocieszyć smutnych, zainspirować wątpiących czy uciszyć gniewnych, skoro mnie samej brakuje cierpliwości, nadziei, optymizmu i silnej woli. Może po prostu inni już wszystko wyczerpali?
Zapach kurzu, soku z zielonych łupinek orzechów włoskich i kawy. Resztki zgniecionego w dłoni, suchego liścia ulatują na wietrze. Jesień...
Barwne ptaki, tak mówią na ludzi jak ja. Potrafię zjednywać sobie ludzi elokwencją, inteligencją, oryginalnymi zainteresowaniami, zachowaniami altruistycznymi. A potem ich odpycham. Opowiem coś o sobie, pozwolę poznać ułamek siebie, a potem zrywam kontakty. Nawet nie kłamię, nie mam po co. Przecież potem i tak nikt mnie nie odnajdzie. Jestem zakładniczką własnej osobowości. Tylko dlaczego każdy, kogo odepchnę, pragnie powrotu kontaktu ze mną? Przyciągam ich w pewien sposób, to już pewne. Ale dlaczego nie dają odepchnąć się równie łatwo?
Zapach słonecznika, lawendy i lakieru do paznokci. Zimna woda zmywa resztki popiołu. Czy to ten sam popiół, którym pokryty był wszechświat? Chmury z popiołu płynące po popiołowym niebie, płatki popiołu spadające niczym śnieg na popiołową ziemię pełną pyłu. Tak, chyba ten sam...
Proces odbudowywania w trakcie. Zaczynam uczyć się pewności siebie i odwagi. I po co to wszystko? Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Czy na pewno?
Zapach topionego wosku, rozcieranej w palcach jarzębiny i malinowego soku. Dynie już dawno wyszły z mody...
Oddycham tym jesiennym powietrzem spacerując po kamiennych płytach i zarosłych zeschłą trawą polach, po leśnej ściółce i po zaoranych polach. I wiecie co? Jesienny wiatr wszędzie szepcze to samo. Klucze żurawi wracają za morze, liście szeleszczą pod stopami, a słońce coraz szybciej chowa się za horyzontem. Wznosi się mgła. Wszystko przemija. Razem z dymem unoszą się moje myśli. Kolejny cykl dobiegł końca. Powoli nadchodzi zima.

View more

Poproś przyjaciela aby napisał kilka faktów o Tobie! Miłego wieczoru. :)

Pytania Dla Was.
Otwarła Aska i zobaczywszy pytanie poczuła miłą falę ciepła. Szybko zrobiła screena i wrzuciła na ich facebookową konwersację. Nie poprosiła, a jedynie zasugerowała odpowiedź na to pytanie, na bok spychając niepewność, czy zechcą odpowiedzieć. Fala ciepła powróciła. Zechciały... I ciepło w sercu pozostało.

1. Jesteś osobą wielce inteligentną, wiesz dużo na najróżniejsze tematy a czasami mam wrażenie, że nawet więcej od nauczyciela.
2. Masz swoje zdanie i nie boisz się go pokazywać, jesteś sobą i wiesz że nikt nie ma prawa próbować na siłę Cię zmienić
3. Czytasz dużo książek, z tego co zauważyłam rzadko lubisz głównych bohaterów szczególnie jeśli to płeć piękna, mimo to czytasz w zastraszająco szybkim tempie czego zawsze Ci zazdrościłam.
4. Z Twoim talentem pisarskim i tak rozwiniętą umiejętnością żonglowania słowami spokojnie mogłabyś zacząć pracę nad tworzeniem własnej książki
5. Masz niesamowity talent w kierunku artystycznym,Twoje rysunki zachwycają każdego obserwatora.
6. Gdy ktoś zaczyna z Tobą dyskusje musi nastawić się na to że prawdopodobnie przegra
7. Nie lubisz mówić o sobie, jesteś osobą zamkniętą ale jeśli ktoś ma problem zawsze znajdziesz jakaś radę które mi jak na razie zawsze pomagały
8. Masz dużo cech wyglądu których można pozazdrościć długie włosy i pięknym kolorze i długie zdrowe paznokcie
9. Interesuje Cię historyczny klimat, gotyckie suknie, rycerskie zbroje i walka
Inni zachwycają się małymi kotkami i pieskami Ty umiłowałaś sobie ptaki
/ @Vanessaxbell

1.Masz śliczne długie włosy i długie paznokcie których dużo osób Ci zazdrości.
2.uwielbiasz czytać książki, I masz coraz mniejszy wybór książek w bibliotece
3.masz talent do rysowania i kolorowania.
4.oprócz rysowania lubisz robić zdjęcia.
5.Bardzo dobrze się uczysz.
6.Masz dużo ciekawych snów o których mogłabyś się podzielić z nami na asku.
7. Jesteś ambitna.
/ @Karolina484

View more

Witaj Morrigan, dzisiejszego wieczoru chciałabym, byś napisała czy jest coś, czym chciałabyś się podzielić z innymi askowiczami?

Vanessa
Kolejne trafne pytanie, Vanesso. Istotnie, jest coś takiego, i niemal podskakuję myśląc o tym, a endorfiny już dawno osiągnęły apogeum. To coś, czym będę żyć przez najbliższe dni, a o ile pójdzie tak, jak w marzeniach, to i miesiące. Dalej boję się wybiegać myślami, ale jestem do tego pozytywnie nastawiona.
Czym jest owo ,,coś"? To organizowana przez BohaterOn akcja wysyłania pocztówek żyjącym do dzisiaj powstańcom. Ludziom, którzy nigdy nie stracili wiary, którzy poświęcili dla swojej Ojczyzny wszystko - młodość, marzenia, miłość, bliskich. Ludziom, którzy mogli w każdym momencie zginąć, ale pomimo tego brali w dłoń karabin i szli walczyć o wolność. Ludziom, którzy pomagali rannym w trakcie walk, nie bacząc na ogień i walące się budynki kilka kroków od nich. Oni ryzykowali wszystkim, kładli na szalę siebie i swoją duszę. Oni przeżyli. Ich siostry, bracia, przyjaciele, rodzice, miłości - ich pogrzebali kilka stóp pod ziemią, nierzadko w nieoznaczonych grobach. Dzisiaj żyją, i chociaż tamte wydarzenia były tak dawno, to w snach ogień rewolucji wciąż pali ich opaski na ramionach, w gardle zastyga krzyk przerażenia, gdy karabin się zacina, a pod gruzami giną ich marzenia. Rano budzą się, i dociera do nich, że to był sen. Ale ci, których kochali, już od dziesiątek lat nie żyją.
BohaterOn oferuje coś ludziom jak ja i ludziom jak oni. Im oferuje słowa otuchy i podziękowania za bohaterstwo, a mi - minimalny pokój duszy, oddanie hołdu fragmentowi historii i bohaterstwa oraz niesamowitą okazję napisania do wybranych powstańców. Rok temu była podobna akcja, i wiele osób do dzisiaj utrzymuje z niektórymi powstańcami korespondencję. Żywię nieśmiałą nadzieję, że może i ja będę mieć szansę uczestnictwa w czymś takim. Wielu powstańców już nie żyje, kolejni odejdą w niedługim czasie - i wtedy już nie będzie ludzi, którzy na własne oczy zobaczyli piekielne kręgi na warszawskich ulicach. A potem w kilku zdaniach spisali własne historie.
Kartki dla powstańców można wybrać na pocztach, w punktach lotto czy innych miejscach, które wymienione są na BohaterOnie, a na mapie można wyszukać najbliższą lokalizację wybranej placówki. Kartki są darmowe, znaczki już niestety nie - o ile orientuję się w obecnych cenach, znaczek kosztuje 2 złote. Nie trzeba pisać od razu do trzydziestu powstańców - jeśli wyślesz kartkę do chociaż jednego, będzie to i tak czymś dobrym, miłym i niesamowitym.
Ja planuję wysłać kartki do kilku powstańców. Żywię nadzieję, że udało mi się kogoś zainspirować do udziału w tej akcji. Parę słów skreślonych na papierze bądź wystukanych w klawiaturze, a wiele dla ludzi, którzy przeżyli 63 dni w piekle. 63 dni i więcej, bo potem już nic nie było dla nich takie samo. Jeśli chętnych byłoby kilkanaście osób, mogłabym zorganizować rozpiskę, aby nie wysyłać do jednej osoby kilka pocztówek, ale żeby jak najwięcej powstańców dostało chociaż jedną. To w pewien sposób dla mnie ważne. Więc proszę - rozważcie udział w tej akcji. Polecam, bo warto.
https://bohateron.pl

View more

Witaj Morrigan, miło słyszeć, że jest u Ciebie lepiej, że idziesz do przodu. A teraz konkretne pytanie: Czym dla Ciebie jest szczęście? Czy łatwo je odnaleźć?

Szczęście to coś, czego nadal szukam.
Nie mam Ariadny, której nić poprowadziłaby mnie w tym labiryncie życia. Nie mam nawet jednej niteczki. Mury nie znikają, a nad labiryntem zapada zmrok. Nie potrafię znaleźć ani drogi do wyjścia, ani do szczęścia. Wpatruję się w nagie ściany, próbując rozwikłać nieistniejącą zagadkę.
Nie wiem, czym jest szczęście. Wiem, że szybko znika. Nie wiem, czy można je odnaleźć, bo szukanie go daje mniej więcej efekt równoważny oczekiwaniu na nie. To nieważne, czy poruszamy się, czy tkwimy w miejscu - nie mamy wpływu na szczęście, zakładając, że ono istnieje. Wysoce możliwe, że nie ma czegoś takiego jak szczęście. 9 liter, wyraz dźwiękonaśladowczy opisujący coś, czego nie ma. Bo czym jest szczęście? Przypadkiem?
Poszukamy go razem, zakładając, że istnieje?

View more

Z biegiem czasu ludzie sie zmieniają. Morrigan czy i Ty zauważyłaś W sobie jakąś zmianę?

Vanessa
Patrząc w lustro dochodzę do wniosku, że to nie moja twarz.
To. Nie. Moja. Twarz.
Dziewczyna będąca mną wyglądała inaczej. Przeglądając stare zdjęcia dochodzę do wniosku, że to nie ja. Ja tak nie wyglądałam. Dziewczyna ze starych zdjęć uśmiecha się, ma okrąglejszą twarz i zdrowszą cerę. Nawet jej oczy mają inny wyraz. Tamta dziewczyna nie jest, nie może być mną.
Lustereczko, powiedz przecie, któż się tak bardzo zmienił na świecie?
Dawniej okrągła twarz nabiera ostrzejszych konturów, szczupleje. Rysy stają się bardziej wyraziste. Cera traci blask, staje się wręcz niezdrowa. Oczy ciemnieją i nie ukazują już tego, co dawniej. Usta wyraźnie odcinają się od bladej twarzy swoim różem - one nie potrafią aż tak wyblaknąć. Nawet włosy mają inną strukturę. To niemożliwe, aby to była moja twarz.
Ostatnimi czasy zmieniłam się, i to nie tylko psychicznie. Teraz nie potrafię wyjść z domu bez pudru maskującego bladość i niezdrowość cery czy bez tuszu na rzęsach, których przez okulary niemal nie widać. Eyeliner i kredka nadają oczom mniej zmęczony wyraz, a cień krzyczy ,,spójrz na mnie, skup się tutaj a nie na tęczówkach!". Pomadki dodają krzykliwe wrażenie pogodności. Niemożliwe, abym ja musiała kryć się za kosmetykami. To nie może być moja twarz.
Od zawsze lubiłam swoje włosy. W połączeniu z twarzą sprawiały przesadne wrażenie, ale je lubiłam. Długie do talii, gęste, puszyste, falowane. Kasztanowe, pasmami przechodzące w ciemny brąz, rude bądź blond. Piękne. Myłam je codziennie, czesałam kilka razy w ciągu godziny. Niektórych może śmieszyła moja dbałość o nie, ale ja je uwielbiałam. Myję je nadal, ale już nie potrafię się nimi zachwycać. Gdy nigdzie nie wychodzę, mam gdzieś, że są splątane lub niedbale ułożone.
Pamiętam, jak w dzieciństwie obgryzałam paznokcie. Wstydziłam się potem postrzępionych końcówek czy ohydnych skórek, tym samym motywując się do zapuszczania ich. W gimnazjum renoma moich paznokci niemal mnie wyprzedzała - zawsze długie, zawsze pomalowane. Często byłam pytana o to, czy są naturalne, nieraz także słyszałam pochwały pod ich adresem. Byłam dumna z moich pięknych, zdrowych, długich paznokci. Niedawno je skróciłam, obecnie lakier złuszczył się i poodpadał. A mnie to zupełnie nie obchodzi.
Blade ręce trzęsą się, kiedy unoszę szklankę z wodą. Robiłam wiele badań, a każde było zupełnie bezwartościowe. Początek lipca przyniósł chwilową poprawę, ale chwila się już skończyła. Z miesiąca na miesiąc czuję się coraz gorzej, i odbija się to też na moim wyglądzie.
Lustereczko, powiedz przecie...
https://www.youtube.com/watch?v=g_Sf62KEcNU
https://www.youtube.com/watch?v=pSIyg2VDrLk

View more

Każdy lubuje się w jakimś napoju. Zazwyczaj wiąże z nim też jakieś wspomnienia. Jaki jest Twój ulubiony napój i jakie niesie ze sobą wspomnienie?

Cholerny kubek herbaty.
Nie wiem co mnie podkusiło, aby się napić. To chyba był odruch. Zapach mięty, gorzki smak jabłek.
Nie lubię herbat. Próbowałam z większością, a jedyną która mi zasmakowała była ta miętowo-jabłkowa. Gorzka, bo nigdy jej nie słodzę, ale to wcale nie oznacza, że niesmaczna. Zakochałam się w tym smaku dawno temu, co najmniej rok wstecz. Uwielbiałam jej zapach, gdy unosił się razem z parą, a gorące szkło parzyło w dłonie. Padał śnieg, a ja siedziałam przy oknie wpatrując się w drzewa niknące w mroku. Zbyt szybko, wszystko działo się zbyt szybko. Zapach mięty i jabłek, zapach iglic, żywicy, śniegu i tęsknoty, zapach nocy i unikalny dym z lawendowych świeczek zapachowych. Ciemność, pasterka, śnieg, gwiazdy i ośnieżone drzewa. I on. To wszystko kryło się w miętowo-jabłkowym aromacie.
To w te cudownie długie i chłodne zimowe wieczory zdarzyło mi się wymienić z nim kilkadziesiąt wiadomości. To był właściwie pierwszy przełom. Zima jest inspirująca i w pewien sposób magiczna. Jaka szkoda, że cała magia znika razem z pierwszym oddechem wiosny.
W zimie nawiązałam kilka znajomości, ale tylko z tą wiążę jabłkowo-miętowy zapach. Nie wiem, gdzie on wtedy był. Wiem, że przez chwilę myślałam że magia zimy naprawi chociaż trochę to, co zdążyłam skutecznie zniszczyć. Nie naprawiła. Ale pisaliśmy, a wokół nas padał śnieg, a gdy przestawało padać księżyc oświetlał zaśnieżony las. Gwiazdy uporczywie błyszczały w zimnym świetle. A ja upajałam się miętowo-jabłkowym gorzkim naparem.
Odrzucałam od siebie wszystkich, i tak było też tym razem - cegiełka po cegiełce zbudowałam Mur Samotności. Jego też odrzuciłam. Spieprzyłam wszystko. Gorzki posmak jabłek stawał się nieprzyjemny i palił. Odszedł. Krótko po tym wyrzuciłam całe pudełko herbaty i kategorycznie zabroniłam mamie kupować kolejnych.
Nie wiem co mnie podkusiło, aby się napić. To chyba był odruch. Poprosiłam o coś do picia i nie sprawdziłam, co mi przyniesiono. Świat na moment zapachniał jabłkami i miętą. A ja straciłam zdolność ruchu, bo wróciło wszystko, co wiązałam z tą herbatą. Żałowałam, że deszcz nie jest płatkami śniegu, a kałuże zaspami. Że liście nie są warstwą zmarzliny, a na oknach zamiast pary nie ma szronu. Że magia się wyczerpała. Magia zawsze ma swoją cenę. Moją był prześladujący mnie miętowo-jabłkowy zapach i gorzki smak.
Wielokrotnie zastanawiałam się potem, co sprawia, że nie chcę bliższej relacji z żadnym chłopcem. Prawdopodobnie dlatego, że ich esencja nie pachnie miętą i nie pozostawia jabłkowego posmaku.
A dookoła nas nie pada śnieg.

View more

Witaj Morrigan. Jak się miewasz? Cieszysz się na te wakacje czy raczej wolisz, by nie istniały?

Witaj, Harli. Dziękuję, że pytasz. Ostatnio jest u mnie coraz lepiej. Może nie wszystko potoczyło się dobrze, ale nieco polepszyło się moje zdrowie, także mój humor uległ znacznej poprawie. Powoli ciszą i samotnością leczę moje słabości, tak psychiczne jak i fizyczne. Dziękuję Wam, moi kochani czytelnicy, za taki napływ pytań i dobrych słów. To bardzo miłe i budujące czytać tyle pozytywnych komentarzy o mnie, i od razu robi mi się cieplej na sercu.
Nigdy nie cieszyłam się na myśl o wakacjach, ale w tym roku było inaczej. Wpadłam w kilka dołków, i koniec czerwca był dla mnie dosyć ciężki. Byłam chora, praktycznie nie opuszczała mnie gorączka, stale utrzymując się w granicach 37-38,5 stopni, co przy mojej zwykłej temperaturze - 35 stopni - jest dosyć wysokim wynikiem. Bywało że czułam się rankiem tak słabo, że nie wychodziłam z domu po kilka dni. Przez częste omdlenia bałam się nawet z domu wychodzić. Znowu pogłębiły się także objawy borderline, nie opuszczało mnie uczucie wewnętrznej pustki i beznadziejności. Nic więc dziwnego, że tęskniłam do wakacji. Od zakończenia roku szkolnego więcej sypiam, zaczynam regenerować siły i czerpać radość ze zwykłych, mało znaczących spraw.
Moje plany wakacyjne to nic szczególnego - zamierzam dokończyć oglądanie kilku seriali, przeczytać kolejne książki czy znowu podszkolić się w rysowaniu. Od dwóch lat przez wakacje staram się jak najwięcej rysować, bo w roku szkolnym nie mam na to czasu, a bardzo to lubię. W tamte wakacje udało mi się zrobić 14 nawet niezłych rysunków, o wyższym poziomie niż te sprzed dwóch lat - w tym roku zamierzam podnieść tę poprzeczkę, zarówno pod względem ilości jak i jakości. Być może uda mi się kilka razy spotkać z dwiema moimi koleżankami. Z jedną z nich dwa lata temu spotykałam się często, niemal przez jedną trzecią wakacji. Rok temu było to zaledwie kilka spotkań. Dorosła ona, dorosłam ja. Mam nadzieję, że w tym roku także uda nam się spotkać chociażby na dwie-trzy godziny. Z drugą z nich lepszy kontakt utrzymuję od ponad roku, ale zaczęłyśmy mieć bliższą więź dopiero w ostatniej klasie. Mam nadzieję, że też uda mi się z nią spotkać, wyciągnąć na zdjęcia lub po prostu pogadać.
Czasem kiedy wstaję o świcie czuję, jakby był wrzesień. Nie ma upału, na który reaguję okropnym bólem głowy, a na trawie jest jeszcze rosa. Lubię wychodzić na zewnątrz i obserwować wschód słońca, to takie... niesamowite. Niepowtarzalne. I wtedy powietrze ma taki unikalny zapach, zapach września. Przez wakacje porankami czuję wrzesień. Porankami tęsknię za jesienią, a późną nocą za zimą. Porankami niemalże spodziewam się roku szkolnego i pierwszych lekcji. To iluzja, ale iluzja ta pachnie wrześniowym powietrzem, a gdy pada krople są nasycone listopadową nostalgią.
Dwie osoby pytały również o moje tegoroczne wyniki. Muszę przyznać, że jestem z nich dumna. Moje świadectwo zostawiłam w liceum, dysponuję jedynie kopiami i internetowym arkuszem osiągnięć, który tutaj wstawię. Dziękuję za Wasze zainteresowanie. =)

View more

Droga Morrigan, czy cieszysz się na fakt iż od września poznasz nowych ludzi, że będziesz mogła zacząć wszystko od początku? Że nie będzie tam ludzi ze starej szkoły, mających już wyrobione sobie opinię o Tobie?

percepcja
Opinie... Opinie powstające na podstawie plotek... Nie wiem, czy to zjawisko bardziej śmieszne, czy bardziej godne pogardy. Jestem osobą, no cóż, kontrowersyjną. Pomimo iż nie byłam jedną z najpopularniejszych osób w szkole to słyszał o mnie każdy. Plotki, plotki, plotki. Nikt mnie tak naprawdę nie znał, a byłam na językach wszystkich. Część skandali nawet toczyła się wokół mnie. Nie byłam osobą zbyt lubianą, ale za to byłam osobą intrygującą. Ubierałam się na czarno, więc poszła plotka że jestem satanistką. Zdementowano ją, bo jednak chodziłam do kościoła. Więc wierząca? Nie, w końcu stałam na zewnątrz, no i nieszczególnie lubiłam sam kościelny budynek. Byłam kulturalna? Nie, w końcu przecież używałam dużo wulgaryzmów, kłóciłam się z nauczycielami, nieraz ich obrażając. Więc dlaczego miałam wzorowe zachowanie? Byłam brzydka? Tak. Więc czemu powstało tak dużo plotek o mnie i chłopcach, dlaczego wielu chciało ze mną chodzić? A może byłam bi? No i dlaczego ja mogłam bezkarnie używać telefonu, malować paznokcie i zwyczajnie wszystko olewać? Może miałam powiązania z jakąś mafią? Plotki, plotki, plotki. Ludzie zawsze się mną interesowali, a ponieważ nie mogli się niczego dowiedzieć z domysłów i pytań kotłujących się w ich głowach tworzyli plotki. Najśmieszniejsze jest to, że nawet na konferencji nauczyciele rozważali, czy aby nie jestem w jakiejś sekcie i czy nie jestem homoseksualistką. Plotki, plotki, plotki. Pojawiło się również posądzenie mnie o szantaż i wyśmiewanie się z kogoś, nawet wezwano moich rodziców do szkoły. Było to o tyle ciekawe i śmieszne zarazem, że na zakończeniu mama koleżanki pytała mojej, czy tamta osoba nadal mnie o coś posądza.
W tej szkole uchodziłam za intrygującą dziwaczkę, za kogoś innego niż wszyscy. Rzeczywiście byłam inna, ale nie pod względami, które społeczność rozważała. Nikt mnie nie znał, ale każdemu wydawało się, że wie o mnie wszystko.
Perspektywa zaczęcia od nowa, zapełnienia czystych dotąd kart jest kusząca, ale obawiam się, że i w liceum będę osobą ciągle na językach innych. Nie dam rady zmienić mojej oryginalności, mojego wewnętrznego ,,ja". Zmieniając się po raz kolejny zaprzepaściłabym wszystko, co tak starannie budowałam do tej pory. Siebie.
Spróbuję być taka jak dotąd, chociaż nie wiem jakie będą tego skutki. Nie chcę jednak grać kogoś, kim nie jestem. Nie będę udawać, że obchodzi mnie sport, rap, moda czy chłopcy. Mój nowy dyrektor zdążył już poznać mnie jako osobę dosyć chamską, która ma swoje zdanie, niezależnie od przedmiotu dyskusji. Zazwyczaj chronię się pod osłoną chamstwa, sarkazmu i wredności, ponieważ w ten sposób trudniej mnie zranić. To osłona, którą otaczam się zawsze pośród ludzi. I nie wątpię, że tak będzie również w liceum.
Droga Percepcjo, boję się ludzi. Boję się poznawać nowe osoby, boję się odrzucenia. Boję się, że w liceum nie poznam osób, które się ode mnie nie odwrócą. Lubię samotność, ale być przez trzy lata samotną w budynku pełnym ludzi - to ponad moje siły.

View more

Morrigan, przychodzę pod twoje drzwi, ja, twoja stara przyjaciółka Darkness. Proszę, abyś ze mną uciekła. Zgodzisz się?

♧Darkness♧
Delikatny stukot przeszywa ciszę. Nie od razu orientuję się, co to jest - muzyka płynąca ze słuchawek skutecznie tamuje dopływ innych bodźców dźwiękowych. Potem dociera do mnie, że to stukot do drzwi. Któż chciałby mnie odwiedzać? Pewnie mi się przesłyszało. Jednak aby uzyskać pewność ściszam dźwięk w laptopie - istotnie, stukot się powtarza.
Wstaję, przy okazji nadeptując na ołówek. No tak, jak zwykle nie miałam czasu posprzątać w pokoju. Podchodzę do drzwi, po czym otwieram je zdecydowanym ruchem. Nie zdążyłam się nawet porządnie uczesać czy zamalować cieni pod oczami, więc wyglądam jak cierpiące na niedobór snu dziecko. Nieważne, to nie snu potrzebuję.
Za drzwiami stoi Darkness. Nigdy wcześniej jej nie widziałam, ale wiem, że to ona. Czarne, podarte jeansy współgrają z luźną, miętową bluzką i skórzaną czarną kurtką. Ma potargane włosy, lekko rozmazany makijaż i ten nieśmiały uśmiech na twarzy. Też lekko uśmiecham się w odpowiedzi. Widać, że jest zmęczona niemal tak jak ja, ale wiem, że to nie snu obie potrzebujemy. To nie sen jest naszym antidotum. Potrzebujemy wolności.
Darkness lekko przygryza wargę, po czym nieśmiało pyta:
- Uciekniesz ze mną?
Moje oczy ponownie nabierają utraconego przed laty blasku. Kiwam potakująco głową, po czym proszę o dwie minuty na spakowanie rzeczy. Biorę stary, czarny, trochę podarty plecak. Pakuję trochę ciuchów, nawet nie zawracam sobie głowy ich eleganckim składaniem w kostkę. Z boku upycham ręcznik, szczoteczkę do zębów i kosmetyki. Po chwili wyrzucam wszystko, aby na samym spodzie ułożyć trzy książki, dwa czyste zeszyty i zestaw ołówków. Ponownie wrzucam ciuchy. Po chwili zastanowienia na górę wrzucam jeszcze czarny lakier, portfel i moje ukochane shurikeny. Nic więcej się nie zmieści. Wyjmuję z kieszeni telefon i zgniatam go obcasem, to samo czynię ze słuchawkami. Na laptop wprowadzam hasło. Darkness jest cierpliwa, ale staram się tej cierpliwości nie nadużywać. Przebieram się, poprawiam włosy, nakładam eyeliner, tusz i szminkę. Chcę być sobą, wyrazistą inspiracją i oryginalną myślą.
Wychodzę z domu nie zostawiając nawet marnej karteczki z informacją, aby mnie nie szukali. Będą wiedzieć, że mnie nie znajdą - do tego ich przyzwyczaiłam. Nie zabieram także niczego do kontaktu z innymi - to nie będzie konieczne. Świeże powietrze wypełnia me płuca, a żyły pompują pełną tlenu krew zamiast benzyny.
Obie tak bardzo tęskniłyśmy za wolnością, że już wkrótce ta tęsknota by nas zabiła. Nadeszła pora zerwać krępujące nas więzy. To przez przytłaczające nas poczucie ograniczenia traciłyśmy siebie. Z tym już koniec. Teraz możemy udać się gdziekolwiek. Muszę powiedzieć Darkness, że bardzo chciałabym zwiedzić Edynburg. Albo Londyn. Kiedyś się tam udamy, z torbą pełną marzeń w dłoni. Jak na razie chcemy po prostu oderwać się od współczesności i ograniczeń. Uśmiecham się do siebie, a spojrzenie Darkness pali niewypowiedzianym pytaniem. Chcę jej odpowiedzieć, ale w tym momencie budzę się. Och, Darkness, ucieknijmy...

View more

To odchodzi w zapomnienie, wypala Twoje wnętrzności, Morrígan.

G.
Ludzie już od najdawniejszych czasów integrowali się ze sobą, stanowili społeczności. Każdy potrzebował odrobiny zaufania i ufał innym. Nie było wtedy jeszcze machinacji, których trybiki popychały ludzi ku złym rzeczom.
Ufać czy nie ufać? Dziś po raz kolejny zawiódł mnie mój osąd. Znowu pewna osoba powierzyła innym informacje, których wolałabym nie ujawniać szerszemu gronu. Skąd wiem, że to prawda, że ktoś po prostu nie chce zniszczyć mojej relacji z tą osobą? Bo to, czego się dowiedziałam zostało poparte informacją, którą powierzyłam tylko tej osobie.
Zawsze ufam niewłaściwym ludziom. Czasem ludzie dziwią się, że jestem tak małomówna, jeśli chodzi o mnie. Naciskają, a wtedy ja całkowicie się wycofuję. Doprowadzają do tego takie sytuacje. Z każdym takowym błędem klatka wokół mojego życia kurczy się. Zawsze byłam samotna, zawsze wiedziałam, że inni mi zazdroszczą - ocen, kontaktu z innymi, inteligencji czy innych rzeczy. Zawsze wiedziałam, że nie jestem idealna, ba! do tej pory mam tzw. ,,kompleks niższości". Zawsze byłam niestabilna tak psychicznie jak emocjonalnie, mam m. in. borderline i stany lękowe. Ale pomimo pewnej nieufności wybaczałam, dawałam drugie szanse. Trzecich nie daję.
I, cóż, grono zaufanych osób ponownie się zmniejszyło. Który to już raz? Nie liczę. Zabawna ciekawostka - kiedyś osoby, które teraz są dla mnie ważne i bez których byłoby mi ciężej były tymi, których z całego serca nie znosiłam. Z wzajemnością. Nigdy nie wiemy, co przyniesie nam los. Jakich wyborów dokonamy. To właśnie nasze wybory nas kształtują, czynią nas tym, czym jesteśmy. Możemy być bohaterami lub złoczyńcami, być zwycięzcami lub przegranymi, być wodą lub ogniem. Człowiek musi nauczyć się patrzeć, zanim będzie mógł cokolwiek zobaczyć.
,,Zabij chłopca, Jonie Snow. Zima już prawie nadeszła. Zabij chłopca i pozwól się narodzić mężczyźnie." Chyba zabiłam kolejny raz swoje kontakty międzyludzkie. Ale spokojnie, wrócę silniejsza. Złego diabli nie biorą, a jakby nie patrzeć - nawet w piekle potrafiłabym nieźle namieszać.

View more

Droga Morrigan, kochasz?

♧Darkness♧
Witaj, Darkness. Pewnie już nawet nie pamiętasz tego pytania - wygrzebałam je spośród paru tysięcy. Zadałaś mi je w przybliżeniu pięć miesięcy temu, przynajmniej tak datuje je Ask. Obiecałam do niego powrócić, i oto jestem. Palce stukają w klawiaturę, a mózg stara się wykreować spójną odpowiedź. Pisałam tutaj coś a potem kasowałam niezliczoną ilość razy, żeby powracać do punktu wyjścia. Uznałam, że to nie fair. To przecież odpowiedź jak każda inna.
Odpowiedź na nie brzmi jednocześnie ,,tak i nie". Dlaczego?
Brzmi ,,nie", ponieważ nie wierzę w miłość. Nie w takim dosłownym, formułkowym sensie. Pewna mądrzejsza ode mnie osoba której rady bardzo cenię powiedziała mi (a właściwie napisała) że miłość jest wypadkową troski, pożądania, przyjaźni, czułości, przywiązania, zaufania, akceptacji... Poniekąd się z nią zgadzam. Och, trzeba być naprawdę upartą osobą aby ciągle trwać przy swoim zdaniu, niezależnie od zmiennych czy katalizatorów. Taką osobą właśnie jestem, i nadal uparcie tkwię przy opinii, że miłość nie istnieje. Nie ma jej. Związki powstają na fundamentach albo pożądania, albo przywiązania. Są czysto materialistyczno-egoistyczne.
A zatem... dlaczego ,,tak"?
Bo jednak gdzieś tam, poza surrealistycznymi barierami tkwi przekonanie, że istnieje to krystaliczne uczucie, ta ,,wypadkowa". Ja w to nie wierzę, ja to po prostu wiem. To dlaczego temu zaprzeczam? Bo to uczucie zostało wypaczone, rozdrobnione i ukryte. Od paru lat darzę jednostronnym uczuciem pewną osobę, i pomimo iż ma to ewidentne objawy zakochania, gdy ktoś o to pyta zaprzeczam. Bo przecież nie jestem zakochana, jak ktoś taki jak ja może okazać miłość? Więc zaprzeczam, po czym zazwyczaj stwierdzam że kocham siebie albo mówię inne banały. Sama wolę nazywać to zauroczeniem, bo to uczucie na pewno minie. Wystarczy przeczekać. Wiem na pewno, że nie chcę żadnego związku, żadnego chłopaka czy dziewczyny (sic! to, że mówię czasami że jestem homo nie znaczy, że tak jest. Wolę określenie ,,aseksualna"). Nie wiem, czy obiekt mojego zauroczenia wie, co do niego czuję. Możliwe że tak, możliwe że nie. Zresztą ta wiedza nie jest nikomu przydatna do niczego, bo jest jedynie iluzją.
Jak mawiał Jaskier ,,O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt gruszki." Nie wiem czym jest miłość więc nie wiem, czy potrafię tak szczerze stwierdzić, czy kocham. Wiem, że będę uciekać przed tym, co to uczucie niesie. Druga ważna dla mnie osoba kiedyś stwierdziła, że jestem pełna miłość i tylko muszę się na nią otworzyć. Może to i prawda... Ale nie chcę dążyć do czegoś tak banalnego jak ,,podwórkowa miłość". Gdybym chciała czegoś takiego ,,związałabym się" z kimkolwiek, na brak chłopców nigdy nie narzekałam, raczej na ich nadmiar. Tylko że, cholera, to takie prozaiczne! I w dodatku nieszczere. Jeśli miłość - to prawdziwe, krystaliczne uczucie, które można porównać do trucizny- przyjdzie, to ją zaakceptuję. Ale czy przyjdzie? Oby nie.

View more

Gdybyś była ptakiem, to jakim, Kasiu?

Home®
Często wsłuchuję się w śpiew ptaków. Lubię siedzieć w cienistym lesie chłonąc organiczny zapach żywicy, resztek rozkładających się liści i kwitnących zawilców. Absolutnie nie przeszkadza mi rosa zebrana na powracającym do życia mchu, a mgła sprawia, że czuję się jak w pradawnym sanktuarium. Czasem wręcz przepełnia mnie uczucie niezwykłej mocy natury. Często także przyglądam się ptakom. Są to jedne z niewielu nieuciekających przede mną stworzeń, i są to także stworzenia, które bardzo lubię. Nie rozumiem tych wszystkich zachwytów nad małymi kociętami czy pieskami. Prawdziwym cudem są właśnie ptaki.
Niejednokrotnie marzę o tym, aby rozwinąć skrzydła. Tak w przenośni, jak i dosłownie. Chciałabym czuć krople deszczu spadające z szumem na moje pióra, czuć pęd powietrza pod rozpostartymi skrzydłami, wytężać mięśnie sprzeciwiając się gwałtowności burzy. Uwielbiam obserwować siłę żywiołów, na przykład ulewny deszcz, silny wiatr czy gwałtowną burzę. Czuję wtedy przepełniające mnie szczęście, zachwyt i pewien mistycyzm. Cudownie byłoby każdy z nich odczuwać w kruchym ciele ptaka. Szczególnie upodobałam sobie trzy ptasie gatunki, którymi chciałabym być.
❧ Po pierwsze orzeł. Majestatyczna personifikacja siły, przenikliwości i dominacji. Symbol walki i odwagi. Opiekun Polski. Łowca pokonujący na swoich skrzydłach ogromne dystanse, wzbijający się ku obłokom, ku przestworzom, ku wieczności.
❧ Po drugie sowa. Symbol mądrości i wiedzy, a także zapowiedź śmierci. Pohukiwanie sowy utożsamiano z niechybną zapowiedzią śmierci kogoś w rodzinie. Osobiście uwielbiam późną nocą otwierać okno i wsłuchiwać się w pohukujące sowy. Chciałabym widzieć w nocy tak doskonale jak one, móc się rozkoszować najbardziej inspirującymi i wyostrzającymi zmysły godzinami.
❧ Po trzecie kruk. Czarny, dostojny strażnik. Krążący nad polem bitwy, złotymi ślepiami przewiercając na wskroś poległych symbol celtyckiej bogini Morrigan, niekiedy jej personifikacja. Zwiastun śmierci, towarzysz samotnych i pogrążonych w mgłach zamyślenia wędrowców.
Myślę, że już teraz mam w sobie jakąś część każdego z tych ptaków. Gdybym reinkarnowała, prawdopodobnie odrodziłabym się właśnie jako kruk. Ironiczne zamysły sił wyższych.

,,Wnet zacząłem łączyć w całość
Luźne myśli, pragnąc dociec, co też ów z zaświatów ptak,
Ów posępny, posągowy, smętny i złowróżbny ptak
Miał na myśli, mówiąc tak.
(...)
Gdy tak twardy jest twój upór – precz stąd, diable! precz stąd, kruku!
Wracaj w burzę, skąd przybyłeś i w plutoński nocy brzeg!
Czarne pióro niech, mój panie, nawet tutaj nie zostanie
Na pamiątkę tego kłamstwa, którym uraczyłeś mnie!
Zabierz dziób z mojego serca i Pallady opuść biust!
Nevermore! – Więc nigdy już?
Zamilkł po tej odpowiedzi i wciąż siedzi, i wciąż siedzi,
Na Pallady biuście bladym; nad nim lampy złota kruż.
Szklanym wzrokiem w dal wpatrzony, niczym demon rozmarzony;
Na podłogę cień dziobaty rzuca lampy złota kruż,
Cień, co duszę mą nieszczęsną, jak posępny srogi stróż,
Więzić będzie – zawsze już."

View more

Witam. Co tam u ciebie nowego? :)

cytaty, opisy, obrazki
Dawno mnie tutaj nie było. Ostatnio niemalże zapomniałam, jak to jest c z u ć. Tak po prostu.
Bieżący miesiąc był nieustanną rutyną. Szkoła, dom, zadania/prezentacje/projekty, kąpiel, tabletki, na wpół bezsenna noc, poranek. Czy jeśli wszystko zmienia się wraz z daną epoką, to czy teraz jesteśmy maszynami? Maszynowe trybiki w metalowym opakowaniu napędzanym energią słoneczną. Brzmi logicznie.
Nie lubię świąt, ale ostatnio przyłapuję się na zbyt częstym myśleniu o weekendzie czy dłuższej przerwie. Zwalniam się bądź zrywam z lekcji, bo czuję, jak coś mnie wręcz dusi. Zgniata od środka. Mam fobię szkolną, ale raczej nigdy nie myślałam w kategoriach białe-czarne zaliczając szkołę do czerni. Ostatnio się to zmieniło. Nie jestem do końca pewna co jest tego przyczyną, ale niechybnie się to zmieniło. Mnogość czynników kreujących ten stan nie pozwala wybrać tego dominującego.
A tak bardziej na prywatnie? Nie jestem na bieżąco w serialach, ale kiedy tylko mam czas nadrabiam Agentów T.A.R.C.Z.Y., Arrowa, DC's Legends of Tomorrow, Agentkę Carter czy Wikingów. Dlaczego zawsze kiedy zacznę pairingować dwie osoby, które wręcz są dla siebie stworzone, ich ,,związek" wręcz rozpada się w oczach?
Chcąc udowodnić sobie, że p o t r a f i ę sobie poradzić w przyziemnych sprawach postanowiłam nauczyć się wypalać w drewnie. Moja duma nie pozwoliła mi pracować na gotowej desce - do wszystkiego chciałam dojść sama. Przez niemalże całe popołudnie i wieczór jednego dnia papierami ściernymi doprowadzałam deskę do stanu użytkownego. Nie była to perfekcyjna gładkość, ale też nie do perfekcji zdążyłam. Na moich dłoniach pojawiło się kilka obtarć i ranek po drzazgach, ale to był dobry ból. Pełen satysfakcji. Pewnie, że można to było zrobić szybciej - pracować na gotowym drewnie lub użyć heblarki. Czasem myślę, że moja duma i upór są zbyt destrukcyjne.
Drugi dzień spędziłam na szkicowaniu i wypalaniu. Jeśli koniecznie chcecie tego spróbować, to nie róbcie tego przy kuchence gazowej dłutami i śrubokrętami. Niby efektywne, ale zbyt czasochłonne. Efektem drugodniowej pracy były wypalone linie papilarne na dwóch palcach i oparzenie drugiego stopnia na drugiej dłoni. Mimo to ja nadal nie żałowałam tego pomysłu.
Trzeci dzień poświęciłam dopracowywaniu. Tym razem bez ognia, za to z cienkopisem w dłoni. Nie sądziłam, że to aż tak wciągające. Wydaje mi się, że to jeden z najlepszych sposobów na oczyszczenie myśli.
Tak spędziłam weekend. Możecie pomyśleć, że bezcelowo zmarnowałam tyle wolnego czasu. Bzdura. Wykorzystałam go lepiej, niż mogłabym zrobić to siedząc w szkole czy robiąc coś, co jest mi w życiu zupełnie nieprzydatne.
Chyba pora w końcu zwolnić. Przestać na siłę upodabniać się do gwiazd, gdyż to bezcelowe. Jasne, są perfekcyjne, idealne i miłe dla oka, ale jednocześnie tak odległe, tak zimne! Chyba pora zacząć żyć własnym życiem, tak jak zawsze chciałam. Odciąć się.
Trzecia zasada dynamiki Newtona.

View more

A czy anioły wierzą w Ciebie?

Home®
Witaj, Homerze.
Muszę przyznać, że to ciężkie pytanie. Zadając je nie myślałam, że wróci do mnie, i to jako rewers.
Zacznijmy od tego, że ja nie do końca wierzę w anioły. Nie w takie długowłose piękności odziane w biel i czczące Boga. W co zatem wierzę? W dobrą, materialną energię. W nie nieskazitelne, ale w grzeszące od czasu do czasu byty. W ludzi, których można nazwać swoistego rodzaju aniołami.
A teraz przejdźmy do kolejnego etapu: czy jestem osobą godną pokładania w niej wiary? Subiektywnie stwierdzę, że nie. Jestem tylko człowiekiem, i mogę zawieść. Zawodzę. Często. Tutaj wydaję się trochę inną osobą, niż jestem w rzeczywistości. To nie jest tak, że tutaj udaję kogoś innego, po prostu w życiu realnym nie widać mojej pewności siebie czy mojej dziwaczności. Jakoś wsiąkam w tło i staję się przeciętna. Najgorszą rzeczą jest pozbawiać ludzi ich cech charakterystycznych i zmuszać do stania się przeciętnym.
Nie wiem, Homerze, czy moje anioły nawet wiedzą o moim istnieniu, o tym, że są moimi aniołami, że nieraz zawdzięczam im trafny wybór czy dobry humor. Może czuwa nade mną coś jeszcze, coś potężniejszego? Nie wiem.
Według mnie nie warto pokładać wiary w innych. Nie, jeśli stawka toczy się o duszę. Anioły chyba o tym wiedzą, i pomimo wszystkiego jestem zdania, że nie wierzą we mnie. Może kiedyś wierzyły, kto wie? Ale upadłam, i jestem kim jestem, tego przekreślić nie można.
.
.
__________$_______$$_$
____________$$$__$_$$$$
____________$$__$$_____$
___________$$$_$__$_____$
__________$$$$_____$$___$$$$$$
_________$$$$$______$$_$______$$
________$$$$$_______$$________$_$$
________$$$$$_______$_______$
________$$$$$$_____$_______$
_________$$$$$$____$______$
__________$$$$$$$$_______$
__$$$_________$$$$$$$_$$
$$$$$$$_________$$$
_$$$$$$$_________$
__$$$$$$_________$$
___$$$___$_______$$
___________$_____$__$
_______$$$$_$___$
_____$$$$$$__$_$$
____$$$$$$$___$$
____$$$$$______$
____$$$________$
____$__________$
_____________$_$
______________$$
______________$
______________$
______________$
______________$
______________$
.
.
Gdyby ktoś był chętny skontaktować się ze mną listownie, to zapraszam. Wprawdzie koresponduję już z dwoma osobami, ale chętnie poszerzyłabym tę korespondencję o kolejne 2-3 osoby, jeśli oczywiście takowe się znajdą. Bez obaw, nie połykam w całości ;)

View more

Droga Morrigan mam dla ciebie puste pytanie w odpowiedzi na nie napisz cokolwiek chcesz

Tajemnicza
Przytłoczona przez beznadziejność potrafię tylko patrzeć w ekran laptopa. Może i jestem uzależniona od tego... Ale nawet jeśli, to co?
I tak nie mogę spać, nie mam ochoty na nic, myśli się buntują, a ja robię prezentację do projektu. Nawet nie wiem po co się wysilam. Bo nie warto, prawda? Gdyby to był przedmiot inny niż WoS, to byłoby warto. Na WoS nie warto. Tylko że ja zawsze taka jestem - pieprzona perfekcjonistka. Szkoda tylko, że nie potrafię tak perfekcyjnie zamknąć myśli - powiedzieć im ,,stop, wypad stąd, idźcie sobie do piekła i dalej, cholera mnie obchodzi gdzie". Tylko że nie potrafię.
Bo - ciężko to przyznać, ale wypada być szczerym ze sobą - ja ich pragnę. Potrzebuję. Są mi niezbędne do dalszego funkcjonowania. Och, tlen swoją drogą - ale to jest niemalże tak samo ważne. Komu potrzebne jest funkcjonowanie na samym tlenie bez świadomości? Na pewno nie mi.
Jak to jest próbować zakazanego? Hmm... Na pewno świetnie. Och, a przynajmniej tak mi się wydaje. Widzisz, drogi Czytelniku, w snach i marzeniach docieram aż do granic, aż na skraj przepaści - i skaczę. A co jest na dnie? Coś, o czym nie powinnam myśleć, o czym nie powinnam marzyć. To zakazane, tak prawnie jak i moralnie. Tylko że ja nie przejmuję się tym co dozwolone w równym stopniu jak i tym, co zakazane. Przeklinam dzień, w którym poznałam smak zakazanych owoców. I teraz czuję się niemalże jak Persefona - przynależąc do dwóch światów, nie mogąc w pełni przebywać ani w jednym, ani w drugim. Pragnę Hadesa, pożądam go. Podziemie przyzywa mnie każdej nocy. Obawiam się świtu, gdyż on to zabierze, co noc mi ofiarowała. Ale z drugiej strony powinnam pragnąć żyć na powierzchni Ziemi, prawda? Powinnam, więc żyję. Żyję, bo powinnam. Bo jednak jakąś częścią chcę. Ale jest to życie niepewne. Nie powinnam marzyć o czymś, czego nie dostanę, czego dostać nie mogę. Och, gdyby ktoś to usłyszał wyśmiałby mnie lub poradził konsultację z psychologiem. Serio. Ciężko się uwolnić od uczuć, ale jeszcze ciężej komuś z nich się zwierzyć. Jak to jest, że toniemy na powierzchni, dusimy się z płucami pełnymi tlenu?
Utknęłaś w lustrze, Morgi... Mówię sobie, że z tarciem nie mogę walczyć, że powinnam odpuścić.Trudno znieść presję. Więc może powinnam się odciąć? Z drugiej strony to byłoby jeszcze gorsze. Ostatnio słucham muzyki, która dołuje mnie jeszcze bardziej, ale jest tak prawdziwa. Najciężej mi być szczerą ze samą sobą - z innymi to wynika naturalnie, bo, chociaż czasem prawda boli, to lepiej ją z siebie wyrzucić. Ale co, kiedy uświadamiasz sobie, że to z tobą jest coś nie tak, ale wmawiasz sobie, że jest tak, jak być powinno?
Och, puste słowa. Tak właściwie po co to piszę? Nie wiem. Zawracam, cofam się w słowach, koniec jest początkiem. Chciałam być odważna, wyznać, co leży mi na sercu. Tylko jak? Anonimowa ja mogłaby się wyżalić anonimowym Czytelnikom. Ale anonim to woal, który zerwano dawno, dawno temu...
https://www.youtube.com/watch?v=RlEPZ_fM2TI
https://www.youtube.com/watch?v=k5GNKNGSY7w

View more

Ujadanie psa, szelest gałęzi, gruchot łamanych kości, trzask łańcuchów, krzyk człowieczy i nagle przeszywająca cisza. Co ukrywasz, Morrìgan?

G.
Witaj Gabrielu, chyba nadszedł czas, abyśmy udali się na strych mojego jestestwa i przekroczyli pierwsze z zamkniętych dotąd drzwi. Jesteś gotowy?
Wiem, że jest ciemno, ale lepiej nie zapalajmy światła. Blask księżyca powinien nam wystarczyć. Czy Twoje źrenice przyzwyczaiły się już do mroku? Myślę że tak, w końcu ja całkiem wyraźnie widzę kontury szafy, fortepianu i wazonu z zasuszonymi kwiatami na stole. Och, z góry przepraszam za skrzypiącą podłogę. Widzisz, wolę wiedzieć, gdy ktoś przebywa w tym pokoju.
Zauważyłeś porzucony pamiętnik? Śmiało, otwórz go. Nie tutaj, przekręć jeszcze kilka stron. Myślę, że tutaj znajdziesz kilka odpowiedzi. Hmmm... chyba zapomniałam Ci powiedzieć, że to enochiański, język aniołów. Daj, ja Ci poczytam. No chyba że rezygnujesz...
Nie? Więc super. Rozsiądź się wygodnie...
Co ukrywam? Chyba wszystko. Nie ma osoby, która zna mnie w chociażby dziesięciu procentach. Tak, naprawdę. Moje przyjaciółki doceniają moją prywatność, i to ich duży plus. Chociaż bardzo je lubię, to jednak peszą mnie rozmowy o sobie. Szczerze mówiąc mało kto wie gdzie mieszkam, jaki jest mój numer telefonu, o której idę spać, jakiego koloru są ściany w moim pokoju, gdzie trzymam tusz do rzęs a gdzie lusterko, a także co ja w ogóle trzymam w pokoju. Nienawidzę pytań o moje życie prywatne. Nikogo nie powinno obchodzić co o nim myślę, bo o prawdę i tak się każdy obraża, nikogo nie powinny obchodzić moje upodobania czy sprawy rodzinne. Ja się w cudze życie nie wtrącam, i od innych oczekuję tego samego - braku zbędnych pytań. Jeśli będę chcieć się z czegoś zwierzyć, to zrobię to z własnej woli.
Wielu ludzi często zastanawia się nad motywem moich działań. Taa... Testuję granice. Naprawdę. Robię często zupełnie irracjonalne rzeczy, zachowuję się dziwnie czy mówię bzdury aby coś sprawdzić, udowodnić. Jeśli owe granice przekroczę, to trudno - to także nowe doświadczenie. Ale pomimo iż cenię sobie wolność, to chciałabym poznać jej ewentualne wyznaczniki. I nie, nie oczekuję od innych zrozumienia moich działań.
Często ludzie uważają mnie za cichą, pokorną, grzeczną. Nic bardziej mylnego. Nawet jeśli na zewnątrz tego nie pokazuję, to wewnątrz planuję zemstę, buntuję się. Zabiłam światło i pozwoliłam mrokowi przejąć władzę. Symbolicznie, w nocy. Pokonałam strach. Przekonałam się, że ciemność tak naprawdę opiekuje się mną, że w ciemności nie stanie mi się nic złego.
Myślę, że byłabym zdolna do wielu rzeczy. Nie jestem tego zupełnie pewna, ale coś podpowiada mi, że mogłabym kogoś zabić, włamać się gdzieś lub wezwać jakiegoś demona. Ot tak. Istotnie, ta nuda mnie dobija. Brakuje mi adrenaliny, mroku... Czym wypełniam dni? Szkołą, muzyką, serialami, książkami, spacerami. To nie wystarcza. Brakuje mi czegoś. Nałogi nie są dla mnie, jestem pewna, że nigdy nie spróbuję alkoholu, papierosów czy narkotyków, to po prostu nie dla mnie. Seks? Może kiedyś...
Nie kłamię. Nigdy. Mimo iż coś może wydawać Ci się kłamstwem to uwierz, dajesz się zwieść iluzji. Otwórz oczy...

View more

Napiszesz tu jakiś wiersz Morrigan? Proszę, pozwól zakochać mi się w poezji.

♧Darkness♧
Moja kochana Darkness,
kiedyś prowadziłam bloga. Był to przeciętny blog, pełniący formę mojego ,,dziennika z wierszami". Dawna Morgi sprawiła, że był pełen przepychu; niemal magiczne tło, wymyślna czcionka, ekscentryczny kursor z sypiącym się przy każdym poruszeniu pyłem, muzyka w tle. Dawna Morgi nie miała dobrego smaku, po prostu, ot tak, kilkoma pociągnięciami kursora szablon wypełniła sobą. Potem Morgi nawiązała ściślejszy kontakt z dwoma osobami; jedną z realu i jedną z Aska. Obie osoby bardzo lubiła, więc pozwoliła im zmieniać wygląd bloga. Po zmianach pierwszej osoby blog stracił część ,,Morriganowatości", a w zamian zyskał modne tło i stonowany wygląd. Druga osoba poniekąd rozumiała Morgi, ale po jej zmianach blog stracił resztki swego pierwotnego charakteru, stając się zimny, obcy. Owszem, wyglądał ładniej, ale zupełnie do Morgi nie pasował. W tym czasie sama Morgi straciła wiarę w sens tego, co pisze. Brakowało jej czasu, weny i czytelników. Gdy po jakimś czasie znowu powróciła na bloga, przywitał ją zimno modny fason. Morgi zrozumiała błąd, ale gdy zaczęła z powrotem przywracać stary wygląd stwierdziła, że to i tak nie ma sensu. W końcu przecież blog umarł, a Morgi nie miała czasu na wiersze.
Tak oto przedstawia się sprawa moich wierszy. Czasem nadal coś piszę, ale jest to niekompletne. Być może w przyszłości wrzucę coś na bloga, ale nie jestem tego pewna. W końcu i tak nikt tego nie czyta, więc nie ma sensu tego publikować. Prawda?
Pozwól więc, moja droga Darkness, uraczyć Cię jednym z moich starych utworów. Nie jest idealny, ale nie potrafię pisać dobrych wierszy. Mam jednak nadzieję, że ta nędzna imitacja poezji Cię usatysfakcjonuje. Nie bierz, proszę, do siebie mej obecnej niechęci do pisania wierszy. Nie chcę Cię lekceważyć, co to, to nie, po prostu straciłam wiarę w swoje umiejętności pisarskie.
WSPOMNIENIA
Tak strasznie cicho dookoła
Tylko wiatr lekko w liściach szumi
Stoją trzy brzozy, pod nimi trzy groby
A miękka trawa odgłos kroków tłumi
Słońce paliło a deszcz rozmywał
Stare napisy na drewnianych krzyżach
I tylko wiatr pamiętał stare czasy
Gdy nieuchronny los się po nich zbliżał
Stare konary brzozy pochylały
Kiedy deszcz padał i śnieg życie mroził
Lecz niby matki grobów synów strzegły
Gdy zły czas wojen zapomnieniem groził
Gdy latem szły żniwa, ptaki im śpiewały
Jesienią złote liście wiatr porywał
Zimą puch biały cały świat zakrywał
A wiosną kwiaty polne głowy pochylały
Bo tylko Matka - Ziemia pamiętała
O dawnych czasach, o trzech bohaterach
Którzy walczyli za swoją Ojczyznę
Dziś tylko słowik swoją pieśń im śpiewa
Drodzy Rodacy
Warto pamiętać
Dzięki nim wolność
Dzięki nim legenda.
.
.
.
Więcej moich wierszy (oczywiście jeśli chce Ci się czytać moje wypociny) możesz znaleźć na tym oto blogu : http://xmiedzywierszamix.blogspot.com .
Spokojnej nocy, moja kochana Darkness.

View more

Morrigan, dlaczego tak często zapominamy dobre chwile?

♧Darkness♧
Być może dlatego, moja kochana, że są takie ulotne.
Wiesz, to w sumie zabawne, ale mój umysł automatycznie przywołał obraz butelki. Jest pękata, a w środku znajduje się karta pergaminu z wypisanymi na niej dobrymi wspomnieniami. Znajdują się tam także wiatry z czterech stron świata.
Wiatr wschodni jest subtelny. Dmucha na kartę, zwiewając z niej wszystkie szczegóły. Znika słowo ,,czarna" przed suknią, ,,ciepły" przed uśmiechem czy ,,szczęście" w opisie uczuć. To takie małe zmiany, że niemal niezauważalne.
Wiatr północny jest agresywny. Wymazuje to, co ważne, zostawiając jedynie posmak. Zwiewa z karty wszelkie daty, usuwa zapis SMSów czy usuwa pamiątki. Nie dba o to, czy ktoś jeszcze nie zapragnie powrotu tych wspomnień, o nie! Jego zamiarem jest sprawienie, abyśmy zapomnieli o przeszłości.
Wiatr zachodni jest obojętny i stanowczy. Jeśli wiatr północny przez swoją gwałtowną naturę zapomniał czegoś usunąć, robi to właśnie wiatr zachodu. Jeśli zachowała się w nas pamięć o jakimś spotkaniu lub znajduje się tam zapisek, w której szufladzie leży płyta z zapasowymi kopiami zdjęć możemy być pewni, iż wiatr zachodni odbierze nam i te wspomnienia.
Wiatr południa jest delikatny i skrupulatny. Szczegółowo zwiewa z pergaminu ostatnie ślady atramentu i dba o to, aby nie powróciło do nas żadne wspomnienie, nawet to ulotne. Często uznawany jest za najlepszy z wiatrów, najbardziej nam sprzyjający, ale to kłamstwo. Tak naprawdę on odbiera nam resztki nas samych.
Jak myślisz, moja droga, dlaczego wiatry są takie okrutne? Bawią się nami, czy może spełniają odgórnie narzucony obowiązek? Ja nie znam odpowiedzi na to pytanie. A Ty? Czy w tej chwili i do Ciebie szyderczo uśmiecha się wiatr południa?

View more

Witaj, Morrigan. Postanowiłam Cię obserwować. Jesteś wspaniałą, wiesz? Nie zapominaj o tym. Życzę Ci spokojnej nocy.

Nawet nie wiesz, droga Arytmio, jak bardzo ucieszyło mnie Twoje pytanie.
Nieczęsto słyszę, że jestem wspaniała. Ba! Nieczęsto słyszę w ogóle coś miłego na mój temat. Bolesne jest to, jak bardzo nie akceptują mnie nawet moi najbliżsi.
Nienawidzę mojego ojca. Też nienawidziłabyś człowieka, który całe życie powtarzałby Ci, że nie nadajesz się do niczego, że nie masz żadnej wartości, że nic w życiu nie osiągniesz. Człowieka, który mówiłby Ci że nic nie potrafisz zrobić, który wyśmiewałby to, że rysujesz, że piszesz wiersze, że czytasz książki. Chociażbym nie wiem jak bardzo się starała, on i tak stwierdzi, że nic nie potrafisz. Smutne, ale już się przyzwyczaiłam do tego, że moja matka prawie całą swoją miłość przelała na moich braci, dla mnie nie pozostawiając prawie niczego. Jedyne pochwały w domu słyszałam wyłącznie od braci, bo tylko ich interesowały moje pasje i osiągnięcia. Obecnie mam dwóch braci, ale obchodzę tylko jednego, bo on mnie rozumie. On też doświadczył nieakceptacji, doświadcza jej nadal, i wie, jak ważną rolę odgrywają w życiu człowieka słowa ,,jestem z Ciebie dumny".
Kochana Arytmio, dziękuję Ci z całego serca za ten ciepły promyk kiełkujący gdzieś na dnie mojego serca. Widzisz, często tracę wiarę w siebie. Oczywiście w szkole czasem słyszę słowa pochwał (najczęściej od Sylwii, trochę rzadziej od Kasi, Kai i innych) odnośnie moich rysunków, twórczości czy innych rzeczy, ale jednak pustka wypełnia mnie nadal, bo jednak wbrew pozorom, wbrew wszelkim pozorom hardości nieakceptacja rodziny boli najbardziej. Ale wiesz, co wypełnia tę pustkę? Kiedy słyszę na ulicy od obcych osób że jestem śliczna, że są mile zaskoczeni spotykając tak miłą osobę (mam dziwny nawyk mówienia nieznanym, przypadkowo spotkanym ludziom ,,dzień dobry", a także nieraz prowadzę z nimi luźne, niezobowiązujące rozmowy o chociażby wyglądzie estetycznym nowych gazet w sklepie czy o rodzajach pieczywa, jeśli akurat znajdujemy się w piekarni). Jeszcze milszym, cieplejszym uczuciem są słowa skierowane do mnie, przeciętnej osoby z Aska, wystukane na klawiaturze przez profil ciekawej osoby. Nie znasz mnie, droga Arytmio, a mimo to chwalisz mój sposób wypowiedzi i profil.
Jeszcze raz dziękuję Ci za otuchę, za ciepło w sercu i za wszystko.
Spokojnego wieczoru i sennych marzeń :*

View more

Droga Morrigan powiedz proszę coś o Twoim zdaniem najpiękniejszej porze roku

Vanessa
Kochana Vanesso,
czyż roztaczający się przed nami widok nie jest przepiękny? Trzymam Cię za dłoń, bo tylko w ten sposób mogę zakotwiczyć Cię w moim świecie. Idziemy aleją po złotych liściach, a zapach chryzantem uspokaja i wycisza zmysły. Ciszę rozprasza tylko odgłos naszych kroków, nawet lecące nad nami kruki powstrzymują się od krakania. Siadamy na parkowej ławeczce, a ja wyciągam z kieszeni szklaną kulkę. Upuszczam ją, ale ona zamiast rozprysnąć się na milion odłamków przybiera odcień znajdujących się pod nią liści. Unosisz wzrok i na Twojej twarzy po raz pierwszy od jakiegoś czasu gości uśmiech.
Nadal siedzimy na ławce, ale tym razem dookoła nas szumią brzozy. Obie ubrane jesteśmy w czarne, gotyckie suknie, a wiatr bawi się kosmykami naszych włosów. Nie ma chodników, nie ma latarni, nie ma dymu ani zapachu miasta... są po prostu szumiące brzozy. Och, czyż one nie są piękne? Mgła rozwiewa się a ja puszczam Twoją dłoń, bo teraz już nie ma potrzeby fizycznego kontaktu. Przebywasz w moim świecie na moje zaproszenie, a mój świat sam kreuje swoje prawa. Schodzimy w dół zbocza i zatrzymujemy się przed krzewem jarzębiny. Zrywam grono czerwonych korali, a ty z kieszeni wyjmujesz igłę, po czym przekłuwasz każdy owoc i nanizujesz na źdźbło zeschłej trawy. Nie znam powodu dla którego to robisz, ale subtelnie uśmiecham się wspominając siebie sprzed kilku lat robiącą dokładnie to samo, ot tak, bez powodu.
Idziemy dalej, a chłodny wiatr maluje na naszych policzkach rumieńce. Nie mówimy nic, bo słowa nie są potrzebne - liczą się odczucia. Skręcamy w boczną dróżkę i pod starym dębem widzimy brzozowy krzyż. Znajduje się na nim tabliczka, ale spalony słońcem i rozmyty deszczem napis jest nieczytelny. Nagle w Twojej dłoni pojawia się znicz, a w mojej zapałka. Tylko jedna, ale wystarczy. Pocieram nią o kamyk i zapalam wkład. Parafina szybko się topi, więc czym prędzej wrzucasz go do szklanej obudowy, aby się nie poparzyć. Ogarnia nas smutek i melancholia. Nad nami zbierają się chmury i po chwili nasze twarze znaczą pojedyncze krople. Rozkładam czarny parasol i obie chronimy się pod nim przed deszczem obserwując deszcz bębniący o liście. Pod nasze stopy upada żołądź, a ja jak przez mgłę przypominam sobie ludziki robione w przedszkolu z kasztanowego tułowia i żołędziowych kończyn.
Robi się ciemno, a my dziwimy się jakim cudem spędziłyśmy w moim świecie tak wiele czasu. Pstrykam palcami i nagle ponownie siedzimy na ławce w parku, a latarnia obok swym światłem roztacza aurę bezpieczeństwa. Nie pada już, więc składam parasolkę a szklaną kulkę chowam do kieszeni jeansów. Z włosów wyplątuję zbłąkanego liścia i wstaję z ławki. Po pewnej chwili Ty również wstajesz i nieoczekiwanie się uśmiechasz. Wypowiadasz pierwsze słowa od chwili naszego spotkania...

View more

Co robisz, gdy ostre ciernie spowijają Twą głowę, zapierając dech w piersiach, Morrígan?

G.
Cisza.
Tak gęsta, że aż wręcz namacalna i przytłaczająca ciemność. To ten stan, kiedy budzisz się w środku nocy pomiędzy jednym snem a drugim i zdajesz sobie sprawę, że tak naprawdę jeszcze się nie obudziłeś, chociaż nie jest to także stan rozbudzenia. Po prostu jesteś. Jesteś, tkwisz w ciemnym niebycie i myślisz.
Najlżejszy szmer sprawia, że masz ochotę krzyczeć, a Twój oddech wydaje się być tak głośny jak stukot obcasów na chodniku. Boisz się. Tak, to widać. Boisz się tego, co kryje się w ciemności, boisz się cieni wczorajszego dnia, boisz się jutra i blasku słońca. Ja też się boję. Boimy się razem wspomnień i snów o przyszłości.
Odchodzisz w pustkę, a ja otwieram oczy po raz kolejny. Ból niemal rozsadza mi czaszkę. Moja pierwsza myśli - ,,Cholera, znowu nie wzięłam leków nasennych! Dzisiaj sobie nie pośpimy..." niczym sztylet przecina ciszę czasoprzestrzeni. Wciskam głowę w poduszkę szukając wygodniejszej pozycji do snu mając świadomość, że przecież i tak nie zasnę. Przerabialiśmy to już tyle razy... Och, gdybym tylko potrafiła powstrzymać myśli... Byłoby tak łatwo, tak cicho. Policzyłabym do dziesięciu, oczyściła umysł i ponownie zapadła w sen. Jednak nic z tego. Moje myśli są jak Boginy - przybierają najrozmaitsze, najbardziej groteskowe formy, aby ukazywać mi przeszłość i przyszłość. Pozornie są tylko myślami ,,a co by było gdyby...?", jednak tak naprawdę są ziejącą pustką otchłanią.
Ja nie mogę nic zrobić, drogi Gadreelu, po prostu nie mogę. To jest jak paraliż senny, tylko że gorsze. W przypadku paraliżu drętwieje ciało, a w przypadku myśli - umysł. Nie pomaga odtwarzanie w myślach melodii, nie pomaga myślenie uporczywie o spadających liściach, gwiezdnych konstelacjach, lecących krukach czy winie rozlanym na śniegu (z jakiegoś powodu gdy próbuję zasnąć po raz pierwszy pomaga przywołanie właśnie tych obrazów). Jest tylko cisza, szmer oddechu, bicie mego serca i myśli. Chciałabym wtedy nie czuć nic, być niczym posąg - nieruchoma, pozbawiona życia, przynależąca do jednego miejsca. Oczywiście chcieć mogę sobie do woli, bo to nic nie zmieni. Mogę tylko leżeć i pozwolić myślom dryfować w oczekiwaniu na świt. O świcie zasnę ponownie na około pół godziny aby obudzić się przed szóstą i wstać do szkoły. Niezbyt często zdarzają się noce wypełnione snami, jednak je uwielbiam, bo wtedy nie muszę myśleć...
Wiesz, Gadreelu, co nas tak naprawdę zabija? Są to myśli. Naukowo stwierdzono, że jeśli wierzy się w lek i w powrót do zdrowia, to w większości przypadków wiara ta pomaga w ucieczce chorobie. Myślom, jako jednej z niewielu przypadłości, nie zdołamy uciec. Możemy tylko czekać w ciemności...

View more

Next