Gdzie uciekasz?~

Uciekam w nieznane, tam gdzie nikt mnie nie dogoni, nikt już więcej nie ujrzy, nie spojrzy mi głęboko w oczy, nie zobaczy mojego uśmiechu. Uciekam tam, gdzie będę sama, uciekam od ludzi, uciekam od potworów, które dzień w dzień dyszą mi w kark i od ludzi, tak, szczególnie od nich, ponieważ oczekują ode mnie swego towarzystwa, słów, które dla mnie są puste i nic nie znaczące, a dla nich są czymś więcej niż tylko zlepkiem liter. Trafiają do ich duszy, a mają po prostu omijają. Ma ucieczką można nazwać tchórzostwem, ale to nie tchórzostwo, nie uciekam, bo chcę, uciekam, bo muszę. Nie mogę zostać w tym miejscu z ludźmi, którzy nic dla mnie nie znaczą, uciekam się do samotności, popadam w melancholię, pęd najróżniejszych myśli, nie koniecznie dobrze na mnie wpływających. Mą ucieczkę można nazwać izolacją, tak, izolacją od ludzi, jednakże ciężko się odizolować o potworów, które dotykają mojego karku, przejeżdżają palcami po linii mego kręgosłupa, co wywołuje jedynie nieprzyjemny dreszcz i okropny chłód, od nich się nie uwolnię są częścią mnie, ciągle mnie ścigają, chodzą za mną, to moja wieczna ucieczka przed nimi. Ale gdzie uciekam? Nie wiem, uciekam tam, gdzie w końcu nie będzie nikogo, będę tylko ja i nikt więcej, tylko ja i moje potwory.