Ask @LeireRetrum:

Witaj, Pani Jesień!

W tych dłoniach ptaki zakładają swoje gniazda. W nich rodzi się czułość, niebezpieczna erotyka, one malują usta czerwoną szminką, rozczesują splątane włosy, z gliny lepią kobietę, zapamietują kształt przedmiotów, które wkrótce mogą przestać istnieć, zapalają światło gdy oczy próbują podpatrzeć, zapałkę pocierają o draskę by podpalić nasze zarośnięte łąki. Do pnia drzew, na żywicy, przyklejają pióra, aby wskazać ci drogę. Dbaj o te dłonie.

View more

I przyszedł dzień, Najdroższa, w którym nie dowierzałam Twojemu istnieniu. Coś pękło i pozwoliło mi się uwolnić z sideł Złych Mocy. Jesteś Sekretem najwspanialszym, którego pragnę odkryć, lecz wiem, że nie mogę. Nie mogę Ci tego zrobić. Jesteś najpiękniejszą Chorobą Duszy jakiej mogłam doświadczyć.

Nie wiem co odpowiedzieć... Zaniemówiłam - Twoje słowa tak piękne i czułe, dotykające mnie.
Dziękuję, Kochana Duszo, Delikatny Ptaszku. Tak Ci dziękuję...

View more

Wróciłaś, prawda? Opowiedz, proszę proszę - opowiedz mi coś. Wciąż nie mogę pojąć, jak ktoś tak niezwykły istnieje n a p r a w d ę. Opowiedz mi coś, bo tylko Ty potrafisz przenieść mnie z tego świata. Złotowłosy Promyczku.

Nie wracam tutaj. Przykro mi, ale więcej nic tutaj nie opowiem.
Powód jest jeden: nauczyłam się. Nauczyłam się tego, co kiedyś było dla mnie niezwykle trudne (a co powodowało, że byłam niemal zmuszona pisać tutaj). Nadal mam chaos (obłęd) w głowie, ale potrafię już spisywać go w swoim zeszycie. I wolę, by nie wszyscy mieli na to wgląd. Nigdy nie przestanę pisać, ale teraz baśnie rozgrywają się prywatnie. Dzielę się nimi z kilkoma osobami. Nie zamykam się na Was, Mgiełki. Można do mnie napisać (leire.latent@gmail.com) i listy. Czasami także napiszę coś na blogu (bo obiecałam).
Wszystkiego co najczulsze.

View more

Stęskniłam się tu za Tobą, przechodząc dziś koło barbakanu pomyślałam o Tobie.

älicë mädëlinë
"(...) Myśli mam zwiędłe, chore, jak kwiaty na grobie."
[Jan Lechoń]
(dużo mnie na cmentarzu Rakowickim, myślami ciągle jestem tam i choć stare zdjęcia na nagrobkach wzbudzają lęk, przychodzę i szukam. szukam miejsc otwartych, szukam tych cichych szelestów martwych spojrzeń. ostatnio widziałam tam tyle piękna, tyle piękna...)

View more

Leire... Pierwszy raz wchodzę na Twojego aska i... i nie mogę przestać czytać.. Jesteś cudowną duszyczką. Nie znamy się, ale... chciałabym Ci powiedzieć że uwielbiam Twoją osobę. Aniołku, jeśli zobaczysz tą odpowiedź nie musisz na nią odpowiadać, ale wiedz, że jesteś wspaniała, delikatna ...

Za wszystko bardzo dziękuję.
(nadal piszę, choroba, kawa, cynamon, głosy, Kraków i magia, nadal piszę)
"Przebić się przez obłęd do sensu"
Edward Stachura "Dzienniki. Zeszyty podróżne 1"

View more

pięknie ci w słowach

Lucy
To chyba najmilsze stwierdzenie, jakie kiedykolwiek dostałam. Dziękuję Ci.
Wskakuje jak mała sarenka do wanny. Nie mam odwagi się w niej zatopić. Nie mam odwagi stopić się bielą swojej skóry, z jasnością wanny, takiej zimnej - wiecznie zimnej. Zamiast tego stoję, obdarta z małych drobinek, ze swoich trzęsących się marzeń. Woda skapuje po moim ciele, na którym nie ma ani jednego włoska, ani jednej rysy, jestem czysta - nowo narodzona, ale nie potrafiąca tego docenić. Wanna to jedyne bezpieczne miejsce, w którym mogę swobodnie płakać, bo nikt tego nie zauważy. Łzy zmieszają się z krystaliczną inicjacją niewinności i na mojej twarzy pozostanie tylko liche światełko z latarni, która stoi samotnie w środku lasu.
W piersi rozchodzi się dudniący dźwięk informujący mnie, że moje życie nie dobiegło jeszcze końca. Cicho wierze, że kruchość znowu otuli mnie swoimi ostrymi strzępami, ale zaraz szybko odtrącam tą śmieszną nadzieje małej dziewczynki. Czasami nie pozwalam jej powstać, nie widzę w tym sensu. Fascynują mnie rzeczy ciche, sine, martwe, delikatne... Zaczęły otaczać mnie od kilku już lat, ale dopiero teraz z taką dokładnością je dostrzegam.
Wyruszyłam na małe polowanie, w którym zdobyłam czarnego kruka. W lesie spłodził wiele swoich dzieci, które strzegą mnie, kiedy leżę skulona w mchu. Zasuszam robaki, które tracąc swoją Iskrę, robią się coraz to mniejsze, że mieszczą się swobodnie w małej fiolce. Widać strzępki krwi, jakby martwe robaczki toczyły ze sobą ostatnią jeszcze walkę, w której to, kto wygra, jest na wagę złota w Hadesie. Nie przepłyną swojej malutkiej rzeki, nie przypłynie po nich łódka. Po mnie również nie, jeszcze na to nie zasłużyłam.

View more

Droga Leire Latent opowiesz historię, która uwiedzie mnie i przeniesie w zupełnie inny świat?

Nieznajomy chodził ciemnymi ulicami Krakowa i rozmyślał o geometrii czułości. Z jego bladych dłoni rozchodził się zapach starego tytoniu - po tym zapachu łatwo jest mi stwierdzić, że był u pewnego dziadka, który nie potrafi rozstać się ze swoją fajką. Robi ołowiane żołnierzyki i uczy mnie tego samego, kiedy przychodzę do niego po cichutku, na paluszkach, kiedy słońce odpuszcza sobie marnowanie energii.
Zawsze jestem ubrana w suknie - starszy pan po ich kolorze i tkaninie, rozpoznaje mój nastrój i przygotowuje się na moje oszalałe myśli. Patrzy na mnie przenikliwie, kiedy staram się drżącymi dłońmi pomóc mu w ożywianiu. Swoją pracownie ma w, na pozór, małym pomieszczeniu, ale ma ono tyle ukrytych przejść, że czuję się w nim jak w labiryncie. Całość ulokowana jest niedaleko Wawelu, ale w zimie nigdy nie trafisz do jego świata. Wszędzie walają się książki; wszystkie są zakurzone, podniszczone i stare. Nie znajdziesz w tym miejscu nic nowego - tu wszystko ma swoją zawiłą i rozkoszną historie.
Ilekroć tylko przychodzę, starszy pan dłubię w ciałach swoich ołowianych przyjaciół, albo lalkach - robi także lalki, ale to dosyć specyficzne stworzenia. Lepiej ich nie denerwować.
Zawsze częstuje mnie dziwnym napojem, który powoduje rozchodzące się po ciele miłe ciepło. Przypomina mi to chwile, kiedy kładłam głowę na ramieniu babki, a ona, tak uroczo zamyślona, wpatrywała się w dal - widziała bardzo dużo i uczyła mnie tego samego. Nosiła przepiękny wisior, który pochłonął przez tysiące lat wiele istnień. Jeśli dobrze się przyjrzysz, zobaczysz mnóstwo blasków oczu, ale niekoniecznie ludzkich. Babka nigdy nie pozwalała go dotykać, ale jeśli miałam szczęście, to w nocy zasypiała snem twardym i wtedy mogłam obracać go w swoich zimnych dłoniach. Pamiętam, że był jeszcze zimniejszy i śliski.
Nieznajomy wołał mnie cicho, cienie otulały jego długie włosy. Wołał, bo potrzebował mnie do odratowania lalki i żołnierzyka. Niestety ja zbyt mocno bałam się jego słów, zbyt cichych, zbyt miękkich. Więc pozostałam w ukryciu. Laleczka ręką stopiła się z żołnierzykiem. Miała nadpalone serce, a on nadpalone oko. Dopiero potem dotarło do nas, że to my. Że stało się coś strasznego, że 'tamten' świat wpycha się brutalnie w nasz.
Teraz oglądam to smutne dzieło zniszczenia. Dziadek patrzy w moje rany - wyciągam nadmiar żył z otworów, przez które serce zostało wypchnięte. Oboje przyglądają mi się w milczeniu. Składam delikatny pocałunek na spalonym oku Nieznajomego. Nieśmiało zawijam go w swoją suknie, przykrywam swoimi lokami. Znikamy.

View more

Czym karmisz swoją duszę?

Z moich loków sypie się popiół. Nieśmiało zbieram go drżącymi palcami. Przylepia się do opuszków, wżera się w linie papilarne, kreśli swoje symbole. Przykładam jeden opuszek lekko do języka, smakuje niewinnością, cydrem, krwią z wargi, roztoczem, dotykiem satyra... Mogłabym tak porównywać, ale niczym nie zmącona tafla jeziora, wypędza maleńkie nimfy. Podchodzą do mnie lekko, na paluszkach, i bawią się moimi włosami. Nie potrafię ich odgonić, chociaż nawet nie próbuję tego robić. Na niebie jest mnóstwo jasnych chmur, ale tylko jedna ma ciemniejsze kontury - jakby jakiś anioł, końcem swego pióra, ratował uciekające marzenia, ze środka tej puchowej wariatki. Nimfy rzucają muszelkami w tonącą Ofelie - nie mogę im tego zabronić, to przecież ich jezioro, ich szalona zemsta. Ale moje urojenia. Próbuje ją ratować, ale szarpią końce mojej sukienki i wciągają mnie głębiej, w nowo wytworzoną otchłań. Która śmierdzi różami. Odór tak niesamowicie intensywny, że z okrzykiem bezradności tonę szybciej, od szalonej ukochanej Hamleta. Natomiast on rzuca w miejsce, w którym zniknęłam, jedną ogromną lilie - teraz moje sny czasami pachną właśnie tym kwiatem. Nie zmówił modlitwy.

View more

Ona chce żebyś do Niej wróciła, zrób krok, pokaż, że Ci zależy...

Wyobrażałam sobie dzisiaj, że gryzę płatek Jej ucha, że przejeżdżam koniuszkiem języka po Jej kościach policzkowych, że całuję w czubek noska następnie lekko kąsając go z czułością. Wyobrażałam sobie, jak zaplatam warkocz w Jej pięknych zdrowych włosach, a potem bawię się nim i łaskoczę jego końcem nasze ciała. Wyobrażałam sobie, jak ubieram Ją w szafirową sukienkę, cieniutką sukienkę... A potem tańczymy pośrodku pokoju, stąpając delikatnie bosymi stopami po rozłożonych gazetach, różnych wycinkach, poduszkach, płatkach róż i innych kwiatów. Tańcząc, nie potrafiłam wypuścić Jej z objęć chociażby po to, by mogła się 'zakręcić' - ciągle musiała być blisko, nasze ciała musiały stykać się we wszystkich częściach, cały czas - nieprzerwanie. Lekko się kołysałyśmy, by nie zbudzić Księżyca. Nie pozwalałam Jej odejść. Potem, kiedy widziałam w Jej oczach śpioszki, ściągałam z Niej sukienkę końcem zębów, delikatnie trącając noskiem o Jej zadrapania, których autorem byłam ja. Lekko układałam się obok Niej i patrzyłam jak śpi, uroczo marszcząc nosek, kiedy łaskotałam Ją piórkiem anioła. W tej 'wizji' była moja i pozwoliła mi się w sobie kochać. Ty nie wiesz, czy Ona tego chce. Nie możesz tego wiedzieć, bo nie siedzisz w Jej głowie. Zrobiłabym krok, by pokazać, że wciąż tylko Ona się dla mnie liczy, że to za Nią krzyczę w nocy i to za Nią ciekną łzy. Zrobiłabym to, gdyby nie myśl, potężne przeczucie, że Ona nie chce znowu wracać do kogoś takiego, jak ja. Wiem, to oznaka tchórzliwości - sczeznę. Ponieważ - „A jednak lepiej być samotną, niż niemile widzianą.” - Mark Twain. Byłabym podła, gdybym przerwała Jej 'imprezowanie', życie, cokolwiek. Wiem, wiem - lepiej działać, niż mówić. Ale ja się po prostu boję.

View more

Nie potrafiłam się powstrzymać i po prostu musiałam napisać, że ubóstwiam to jak piszesz. Pięknie, fantastycznie, wspaniale. Szkoda, że coraz rzadziej pojawiają się Twoje odpowiedzi, ale to nic, przecież nie możesz wiecznie tutaj odpowiadać, jednak po prostu chciałam to napisać. Masz ogromny talent

Tak dawno nie dostałam takiej pochwały... Nie wiem, czy na nią zasłużyłam, ale mimo wszystko i tak bardzo dziękuję. Jednakże nie mam talentu, to tylko zlepek słów, często nie dla wszystkich zrozumiały. Czasami chcę spisać tu wszystko co we mnie siedzi, ale ostatnio się przed tym hamuje - muszę. Stałam się Mniejsza, ale słowa spisuje nawet na chusteczce, kiedy brak kartki w zasięgu ręki.
Ubóstwiasz... To kochane...
Uśmiechnęłam się lekko, bo Twoje słowa naprawdę były mi w jakiś niewytłumaczalny sposób potrzebne. Dziękuję. Naprawdę Ci dziękuję. Nie hamuj się, bo nigdy nie wiesz, komu możesz pomóc miłym słowem.

View more

Co jest naprawdę czyste?

Czystość. Widziałam dzisiaj Czystość, w oczach starszego pana. Miał oczy niemowlaka, dopiero co zrodzone, a jednocześnie przytłoczone całymi latami życia. Miały blask słodkiej naiwności, niewinności, ale ogromny smutek pomiędzy kolorem tęczówki. Miałam wrażenie, że nie ma źrenicy, albo że jest ona jednym potężnym kwiatem wspomnienia - bardzo nie chciałam, by okazało się, że zaglądam w Jego tęsknotę za Ukochaną. Smutno patrzył w niebo, odganiał rzęsami ciemność, ale ona i tak kłębiła się coraz bliżej jego niewinności. Spojrzał na karawan i zasępił się we własnych rozmyślaniach.
Widziałam Czystość w ruchach kobiety, w ruchach mojej czarnej sukni, która falowała czarnymi szaleństwami - obudziły się, takie kruche i pobudzone nowymi smutkami, zrodzonymi bez Jej dotyku na mojej skórze. Widziałam czystość w wielkim bukiecie zieleni, drzew. Zachodziły na siebie, obfite liście apetycznej zieleni. Widziałam czystość w zasłyszanej historii i mitologii, a także w postaciach, które nie każdy potrafi dostrzec. Okrążyły dzisiaj mnie i moją Duszyczkę - groteskowe postacie z kamienia, z materii zimnej, z innego świata powietrza. Patrzyły się i cicho śpiewały nigdy mi nie zasłyszaną pieśń. Szybko uciekłam wgłąb siebie - to też jest Czystość. Choćby nieświadoma.

View more

Już mi się odwdzięczyłaś,droga Leire.Pozwoliłaś mi otulić Cię ciepłem mych słów,przyjęłaś moje wsparcie. Coraz mniej w Tobie chłodu,a ciepła coraz więcej.Raduję się z tego powodu,droga Leire,gdyż mam świadomość,że w maleńkim stopniu się do tego przyczyniłem.

Cień
Dzisiaj posadziłam malutkie drzewko i roślinkę, na łące tuż przy mojej działce. Dla Ciebie. Są zdrowe, pełne życia i chęci do wzrostu. Nie odważyłam się wziąć pająka w swoje dłonie, bo nadal bardzo się ich boje, ale poprosiłam o to Nieznajomego, który z ochotą pomógł mi w udekorowaniu drzewka. Teraz pająk będzie tkał swoje delikatne nici, po których będą wędrować gromady małych drobinek leśnych... Stworzą nową baśń, podczas której wszystko rozkwitnie krwią i sinikami w kształcie gwiazd. Będziemy mieć miliony siniaków, cały kosmos na swoich ciałach i drzewku. Nazwij je sam, tu musi być także cząstka Ciebie. Dzisiaj wycięłam jeden z krwiaków i skórę - wraz z przyczepionym do niej krwawym rozmyciem - ułożyłam jak nowo narodzą sarenkę, na delikatnym czarnym materiale... Ma przedziwne kolory, które rozpatrują każde spojrzenie Niewidzialnego. Boję się, że dopadnie nas Koszmar, pod postacią złego mokradła.
Przeczytałam dzisiaj bajkę. Ostatnio myślę starą wersją książki "Dziadek do orzechów". Mam tyle pomysłów na opisanie tego wszystkiego, ale moja ręka boli mnie coraz bardziej - kości w niej bolą coraz mocniej - i nie wiem, jak uda mi się to wszystko spisać do Zeszytu... Boję się, że zapomnę. Ostatnio, ostatnio, ostatnio... Ostatnio boje się zapomnieć.
Ona wciąż pojawia się w moich myślach, a Duszyczka wciąż powtarza, żebym się obudziła.
Dawno nie słyszałam słów 'kocham Cię', to bolesne.

View more

Czy można napisać do Ciebie list?

Dzisiaj dotarł do mnie list od Kobiety, której nogi są otulone pianą... Przyszedł z zaskoczenia, a jego treść do głębi poruszyła wszystko co we mnie naderwane. Przycisnęłam wisiorek - który wysłała wraz z listem - do ust, całkiem nieświadomie. Uświadomiła mi, że nie mam Cudowności przy sobie, tylko że lata Ona gdzieś w łące słów.
Można, oczywiście. Bardzo chętnie przeczytam Wasze słowa.
Wszystkim tym, którym jeszcze nie odpisałam - bardzo, bardzo przepraszam z zwłokę, ale nie chcę, by to wszystko nie miało sensu, a ostatnio nie ma we mnie życia, tak więc zabiorę się do tego już niebawem.

View more

Jak tam minął dzień? Tak po prostu;)

Dzisiaj zauważyłam, że drzewa, cały mały las, niebezpiecznie przybliża się do cmentarza. Miałam wrażenie, że swoją bliskością ostrzega, choć kogo i przed czym? Chce wchłonąć te wszystkie stare kości, które złamałyby się szybciej niż nasza rzęsa, chce najeść się historią tych wszystkich umarłych. Karawan, który stał obok mnie, uderzał w moje ciało swoją ciszą. Widziałam w nim przepiękne białe, falowane zasłonki, tak delikatne, jak tylko subtelna może być śmierć w tym małym 'pomieszczeniu'. W nim dusza dogorywa, stwarza swój własny zapach. Kierowca niestety był nijaki. Nagrobek trzyma w sobie kosmos - przysięgam, widziałam na tym ciemnym, jak załamana noc, marmurze wszystkie gwiazdy, które dopiero co się narodziły, i takie, które umierają każdego deszczu. Smutek.
Myślałam dzisiaj o Niej, wiesz? Ktoś zapukał do drzwi, a ja miałam pewność, że to Ona, i omal nie rzuciłam się na pewną panią. Wyobrażałam sobie dzisiaj także, że siedzimy na ławce, niedaleko Wawelu. Trzymamy się za ręce, ja bawię się Jej dłonią, uczę się na pamięć Jej linii papilarnych i tych wszystkich lin życia, miłości... Wiesz, Ona lubi palić, choć wielokrotnie byłam na Nią o to zła, bo Ona musi pachnieć swoim ciałem, swoją duszą, a nie papierosami. Ona musi żyć całe moje życie, i być może to samolubne, ale starość z Nią to coś najpiękniejszego - piszę to tak, jakbym nadal dzieliła całą siebie z Nią. Ale dziele, mimo, że po cichu i po kryjomu. Cicho, cii... Nie mów Jej, bo bardzo bym się zawstydziła. I kiedy tak siedzimy, a Ona pali, bo doszło między nami do maleńkiej kłótni..... Ja, patrze karcąco na papierosa, którego zbliża do swoich ust, i wyrywam go szybkim ruchem spomiędzy Jej palców. Wyrzucam. Rwę swoje wnętrze. Nie wytrzymuje. Siadam na Nią okrakiem i całuje tak, jakby nie było między nami żadnych barier, jakby od tego zależało nasze być, albo nie być. Całuje, a tęsknota mnie nakręca, dlatego pocałunki stają się coraz to łakome, coraz to bardziej chciwe, pożądliwe. Nie wytrzymuje, rozumiesz? Popatrz, tylko Ja dopuściłam do siebie, i tylko przed Nią skłonna byłam otworzyć cały swój świat wyobraźni - kto się teraz mną zajmie? Mam na sobie tylko pajęczą sukienkę, huśtam się na swoich resztkach świadomości. Cholerycznie za Nią tęsknie, i chcę, żeby ta tęsknota odcisnęła tutaj swoje piętno tak, jak robi to w rzeczywistości każdego dnia.
A ci z Was, którzy są, a potem nagle ich nie ma... Odejdźcie, albo bądźcie do końca, bo irytuje mnie to, że jesteście tylko wtedy, kiedy wywalam swoje wnętrzności na słowa tutaj. Wynocha. Nie potrzebuje widowni, która ma w nosie to wszystko - traktuje to konto jako rodzaj zastępczy 'spisanych wspomnień', ponieważ mam tendencje do szybkiego zapominania obrazów, i tylko tak potrafię szybko się z nimi podzielić. Ale Wasze wahania 'jestem', 'nie ma mnie' - są bezcelowe. Wynocha. Chcę tylko Mgiełki. Wierni towarzysze wędrówek w inny świat.

View more

Postanowiłem nie ukrywać się już dłużej w cieniu.Z wielką chęcią wypiję z Tobą Zimową Magię,droga Leire.Podaj mi tylko swoją dłoń,a porwę Cię do tańca.Dotknij mej piersi,a ciepło bijące z mego serca ogrzeje Twe lodowate dłonie.

Cień
To Ty...? Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie zaskoczyłeś... A wiesz, to ciekawe, bo ostatnio to właśnie cienie wypełniają mój pokój, nie wiedziałam dlaczego - nie wiedziałam, skąd to nagłe nasilenie - czyżbyś to Ty był powodem? Niektóre są śliskie i zimne, kiedy przypadkiem je musnę, przebijają moje nerwy, kaleczą kości. Ale są też takie, które swoje dobro pieszczą i uwalniają pięknymi zapachami... Jednego cienia próbowałam narysować słowami, nakreślić spojrzeniem jego delikatność, bo tak bardzo mnie zafascynował - cicho wierzę, że to byłeś Ty.
Wypijemy także Kawę Aztecką - i zjemy 'domowe ciasteczka'. Wyczaruj mi śnieg, w zamian za to ja odgonię chmury, żeby Księżyc i gwiazdy były dla nas doskonale widoczne.
Swoimi miłymi słowami wywołałeś małe ciepło, a to jest dla mnie coś tak pięknego, że nawet nie wiem, jak Ci się odwdzięczę.

View more

Nie płacz Aniołeczku. Niech Twe oczy przestaną być smutne.

Skóra łuszczy się w miejscach, w których ciało broni się drapiąc zawzięcie. Z ust śmierdzi, bo żołądek nie daje sobie rady, z wrzucanymi do niego spojrzeniami; noszą w sobie tajemnice, a tajemnice potrafią wyżreć w zdrowych ściankach umysłu wielkie rany, ogromne piętna, wrzody. Codziennie w nocy pozwalam, by mały potworek - ghul - wylizał swoim długim językiem, szpik z moich kości. Niech się łamią, skoro nikt ich już nigdy nie dotknie. Mnóstwo biedronek przylatuje do mnie tuż przed świtem, i układają się, jakby do spania, w moich lokach. Są wszędzie, takie małe, chcące przynieść nieme szczęście.
Często, kiedy nie mogę zasnąć i obserwuje pokój cieni, mam wrażenie, że we włosach chodzą mi miliony robaków, larw i pająków, które tkając pajęczyny, próbują zakneblować moje ciche usta. Z nosa skapuje krew, naznaczając tym samym drogę (bez)powrotu. Szaleje każdą sekundę bez towarzysza - smutno mi, kiedy urywając skórki przy paznokciach, krew skapuje wprost we wspomnienia - nie wiem jak zahamować rozpędzony pociąg, który z hukiem ucina moje rzęsy na torach.
Dzisiaj jest zimno, mój kaktus z melancholią wpatruje się w burzowe niebo. A moje oczy są śpiące. Mocno śpiące, jednocześnie one wiedzą doskonale, że żadnego snu nie będzie. Złoto we włosach, w lokach pachnących miodem...

View more

Jak tam dzisiaj u Ciebie droga Leire??

Wszystko pachnie krwią. Nie widać jej, ale cały czas ją czuje. Taka zaschnięta i zaropiała. Zostałam podrapana przez Mężczyznę, podejrzewam, że przypadkiem, ale ta rana jest teraz żółtawa. Są na niej drobinki krwi, ale piecze i wygląda jak znamię, które informuje, że robi się niebezpiecznie. Prawda? Myślę, że teraz w moich żyłach płynie zainfekowana krew, jestem tego pewna. Wszystko pachnie krwią, jakby tylko jej zapach liczył się najbardziej. Tańczymy makabryczny taniec.
Pozwalam ciału się rozkładać. Często zasypiam z otwartymi oczami i marze. Pozwolę ciału odpocząć, na drewnianej podłodze. Zacznie obrastać mnie mech, a potem przylecą motyle. One również pachną krwią. To duszący zapach. Zupełnie taki, jaki roztaczają wokół siebie starsze panie, na starym cmentarzu niedaleko mnie. Leżę, a włosy rozsypują się dookoła mojego ciała, jak ochronna warstewka mgły - nikt nie odważy się zaburzyć tej anatomii. Ty też nie.
Otaczam się dziś dźwiękami skrzypiec. Wszędzie, wszędzie. W nocy, kiedy nie mogę spać, staram się być najlepszym dyrygentem. Dłonie latają, jak u baletnicy. Delikatnie kreślą baśniowe figury.
Chciałabym, żeby Ona tu była i głaskała mnie po głowie - czekała, aż zasnę, albo trwała w bezsenności wraz ze mną, śpiewając, opowiadając, marząc o swoich ciałach jeszcze bliżej.

View more

Widzę Cię,słyszę Cię,choć nie żyję,widzę Cię,słyszę Cię.

I powiedz mi, co Ci to daje?
Jeżeli mnie widzisz - co robię? Jeżeli słyszysz - o czym szepce, kiedy wymazuje karykatury? Nie żyjesz, więc jesteś kolejnym (nie)bytem, który bawi się, 'imprezuje' po utraceniu mnie - już nie wytrzymuje.
Nigdy nie potrafiłabym bawić się, po utracie Najważniejszej. Jak można... A potem kłamać, ciągle kłamać, że oczy mokre, że ich obwódki zaczerwienione, że sińce pod nimi, że poduszka mokra od łez. Kłamstwo. A ja umieram, rysuje karykatury, by zaraz je zmazać - by znowu oszaleć.
Chcę zatopić się w stronach książki, pijąc ulubioną herbatę. Będę bawiła się jednym lokiem, nawijając go wciąż na palec. I tak przebrnę przez tysiąc stron. A potem pójdę spać.
***
"Dobrze, że jesteś,
bo wczoraj znowu bolało mnie serce,
a ciągle nie mam pomysłu na życie.
Musisz mi pomóc,
bo od szesnastu dni pada deszcz
i życie powoli zaczyna mi się rozmywać.
Miałem iść do dentysty,
ale przybłąkał mi się wiersz o tobie,
no i nie mam go z kim zostawić w domu.
Dobrze, że jesteś,
bo w zeszłym tygodniu „U Fukiera”
śmierć znowu pytała o mnie szatniarza.
Dzwoniłem dzisiaj do ciebie,
ale słuchawka ugryzła mnie w rękę
i pewnie ta rana tak szybko się nie zagoi.
Musisz mi pomóc,
bo jestem zmęczony jak Bóg,
który harował przez tydzień –
i nie stworzył świata…"
~ Jarosław Borszewicz

View more

Jak cudownie, że są tutaj jeszcze takie osoby jak Ty. Dziękuję Ci. Chociaż chwila magii w życiu dzięki wchodzeniu na Twojego aska. Teraz mam do Ciebie pytanie. Jaki jest Kraków? Zamieniłabyś to miasto na jakieś inne?

Aleksandra
Bardzo dziękuję. Co prawda nie dziele się już tym wszystkim co mam, tak często jak wcześniej, ale to po prostu ląduje do mojego zeszytu, a tu zaczynam wchodzić coraz to rzadziej. Mimo wszystko dziękuję, bo to bardzo miłe i dla mnie nie obojętne.
Kraków jest wspaniały. Nigdy nie zamieniłabym tego miasta na żadne inne. Nie wyprowadzę się stąd, a gdyby to się jednak jakimś cudem stało - niezwykle tęskniłabym za 'swoimi miejscami'. A mam ich tu sporo. Najbardziej lubię chodzić po Krakowie, kiedy jest ciemno i zimno. Wtedy odzywa się najdelikatniejsza część wyobraźni, i wszystko jest takie magiczne - trzeba bardzo uważać, by się tym wszystkim nie zachłysnąć. Wszystko jest tu stare i nawet ci wszyscy ludzie nie zepsują mojej miłości do tego miejsca.
W pewnej kawiarni pan żagluje perłami, a wokół niego latają małe wróżki - z odsłoniętego serca wychodzą małe larwy, które na twoich oczach zamieniają się w motyle - motyle ciągnie do wisielców, ale to piękny proces przetwarzania śmierci. Na plantach spotkasz ciekawych ludzi, którzy spojrzeniem przygwożdżą cię do powietrza, a potem następuje wielkie zamyślenie. Wszystkie wieże ukazują swoje posępne oblicza właśnie w nocy, kiedy pana na nie światło latarni - na jednej z takich wież, zawsze mam wrażenie, że ukrywa się tam Piękna Dama, Pani o tysiącach twarzy, ubranej w suknie utkaną ze snów ludzi. Wokół Kościoła Mariackiego jest stare cmentarzysko, tak głęboko pod ziemią, ale wyczuwalne. Jest tu pięknie.
Usłyszałam dzisiaj, że jestem piękna - szybko rozcięłam swoje dłonie, by wylały się z nich resztki tego jadowitego słowa. Mężczyzna, który to powiedział, miał miły i smutny uśmiech - w myślach poczęstowałam go czekoladą.

View more

Oczywiście,że Ci pozwolę,droga Leire.Ta piosenka przypomina mi dzieciństwo.Moja prababcia zawsze śpiewała mi ją cichutko,kiedy chciała mnie uspokoić.Dogonię Cię,droga Leire i otulę całe Twoje ciało przyjemnym ciepłem.Nie myśl o niczym.Poczuj ciepło,którym Cię otulam.

Nadal czuje do Ciebie wdzięczność, że dzielisz się ze mną takimi miłymi słowami wsparcia. Nie sądziłam, że dostane je od kogokolwiek, a tymczasem znalazła się najhojniejsza z Mgiełek. Bardzo to pocieszne... Czy wypijesz ze mną Zimową Magie? To przepyszny napój, którego ze strachu dawno nie smakowałam koniuszkiem warg i języka. Chciałabym z Tobą to zrobić, by przenieść się w te magiczne czasy chłodu, który nie był aż tak groźny. Widziałam dzisiaj piękną Kobietę - myślę, że mogłybyśmy wspólnie stworzyć dla niej piękną bajkę i nowe konstrukcje ciała, świata.
Zatańczmy, proszę. Zatańczmy na starych ulicach Krakowa, dla jego starych duchów i kamienic. Obejrzyjmy piękny ślub w kościele, gdzie gotyk wsiąknie w nasze sny.
Jest ciepło. Wszyscy mają ciepłe dłonie. A ja wciąż mam je lodowate. Rozbiłam szklany dzwon.

View more

Jakieś przemyślenia?

Dzisiaj zwiedzałam. Zwiedzałam i przenosiłam się w inne czasy - znowu. Choć tym razem robiłam to delikatnie, by nie wpaść pod koła dorożki, czy też kopyta konia. Nie sądziłam, że otacza mnie tak ciekawa historia, wirujące małe drobinki światła.
Chodziłam dzisiaj po starym cmentarzysku, który kształt i wielkość naznacza jasna kostka. Widziałam stare łańcuchy, którymi wiązano ręce złych ludzi - wepchnęłam w nie złego chochlika, który zaczął ciągnąć mnie w pewnym momencie za włosy. Widziałam kata - chodził wokół miejsca, w którym odda sprawiedliwość, wydawał się jakby latać nad starymi ruinami zamku. Stary kościół po raz pierwszy napawał mnie przerażeniem. Nie wiem za sprawą czego to się stało, ale nie potrafiłam oderwać wzroku i lęku od całej gotyckiej budowli. W środku również nie było z emocjami najlepiej. Widziałam Jezusa wyrzeźbionego na krzyżu - każde napięcie żył, każdy wysiłek ciała, ostatnie tchnienie zostało uwiecznione wieki temu, i to ze zdumiewającą precyzją.
Najbardziej zapamiętałam moment, w którym siedziałam na przeciwko wielkiego ołtarza, na którym postacie w naturalnym wzroście przyglądały mi się z zaciekawieniem, choć nie obyło się bez myśli, że jednak wiedzą o mnie zbyt wiele. Że wiedzą co się ze mną stanie, w ciągu najbliższych kilku lat, i to dlatego ich oblicza zaczęły przemieniać się w złowrogie nastawienie, wyostrzyły im się rysy. Spojrzałam w dół - spory kwadrat, dziura, podziemia, niestety wejście zagradzała krata. Ale widziałam ciemności i drobinki kurzu latające wokół, szepty jakby naśmiewające się z nas - ludzi a powierzchni, że nie możemy wejść głębiej. Nikt nie może, prócz nich. W dół prowadziły kamienne schody, tak dawno nieużywane i pachnące smutnym oczekiwaniem na kolejnego lokatora... Tam, w głąb spoczywają kości, duchy, biesiada tych, którzy nie żyją. Czułam podmuchy wiatru, stęchliznę ukrytą w płatkach obaw i snów. A kiedy spojrzałam w górę, widziałam przepiękne sklepienie. Miliony złotych gwiazd na tle najpiękniejszego odcienia niebieskiego. Czułam się jak w tym specyficznym niebie, innym wytchnieniu płuc.
To był dzień pełen wrażeń.

View more

Trafilam tu przypadkowo. Moja uwage przyciagnela pewna wypowiedz, ktora jak wszystkie inne mocno przykowa uwage. Nie wiem jakie panuja tu zasady,bo jestem tu pierwszy raz, mimo to w mojej glowie rodzi sie pytanie skad pomysl na cos tak magicznego i wyjatkowego, wyrozniajacego sie z rzeczy monoton

Nie mam pojęcia o jaką wypowiedź Ci chodzi, ale w porządku. A skąd pomysł... Nie ma żadnego pomysłu. Jeżeli coś tutaj odbieracie jako magiczne, wyjątkowe, wyróżniające się - ciesze się, dlatego, że to pochodzi ode mnie. To nie pomysł, to moje myśli, wyobrażenia, nie ma konkretnego schematu.
Ale dziękuję. To miłe i dla mnie w pewien sposób ważne.

View more

Next