Ciemno, cisza sprawia wrazenie profesjonalnej morderczyni. Tik, tak, tik, tak... Pierwsze kropelki potu zaczęły się ujawniać, podczas gdy, kazdy kurczowo zaciskał palce na swoich broniach. Ukryci za szarymi sciankami, wyczekiwali na skrajnych morderców, na ludzi z mafii, którzy tak bardzo chcieli się z nami dogadać w sprawie więzniów. -szefie to nie ma sensu czekamy tu pół godziny, prędzej wysadzą tę ruderę niz oddadzą nam tych ludzi.- Nie miałam ochoty wdrazać się w pojedyncze dyskusje. A wszyscy poczęli niecierpliwić się pod tą presją. -szefie...- I jak na zawołanie rozległy się strzały. z drugiego piętra wynusnęła się snajperka. ,,O nie, płazem wam to nie ujdzie." O zgrozo, na drugim piętrze wysunęli się kolejni snajperzy. -Niech to szlak, okłamali nas, miało ich być tylko dwóch!- wykrzyczał podczas ładowania broni jeden z kompanów. -Posiłki juz do was jadą.- zabrzmiał głos w słuchawce. -Przyjęłam.- ,,Przepraszam, ale nie mam zamiaru narazać zycia tych uczciwych ludzi." Mruknęłam do siebie. z grobową kiwnęła głową do towarzysza obok siebie, aby przekazał to innym. Następnie wyciągając granat który miał robić za zasłone dymną, rzuciłam go w odpowiednie miejsce, granat wybuchł, a zanim snajperzy, którzy i tak byli juz postrzeleni, się zorientowali, przebiegłam szybko do budynku, a za mną pięciu innych męzczyzn. sprawa była jasna, dwóch idzie razem ze mną szukać zakładników, a reszta na górę. Rozpszylismy się. więzniowie okazali się być w zapiziałym salonie. Przyleglismy plecami do sciany. rzecziwiscie było ich dwóch. Tylko dwóch, wyglądało na to, ze nie potrafią dobrze zaplanować napadu wiedzielismy, ze bomba wybuchnie za godzine. Nie mamy czasu. wkradlismy się do srodka. Jeden z nich obserwował co się dzieje za oknem, a drugi robił obchód po więzniach. wtem nastały krzyki męzczyzn. A po minucie krzyki ustały. Niedobrze, zorientowali się , ze jestesmy w budynku. Raz, dwa, trzy, cel, pal. zajęli swoje pozycje. wyczaili nas więc to my zaczelismy pierwsi strzelać. Jeden został trafiony moją kulką w głowę, niezyje. Przeładowałam broń. Cholera, a gdzie drugi? Rozglądałam się niecierpliwie. Poczułam ogromny ból w boku. Dostałam. wydałam z siebie cichy jęk kiedy z mojej swiezej rany zaczęła wydobywać się krew. Podniosłam się na tyle ile mogłam i odwdzięczyłam się sprawcy mojego bólu tym samym. Tyle, ze moi wspólnicy dobili go zanim zdązył wyjękać ostatnie przekleństwo. Przybyły posiłki. wszyscy wbiegli do salonu. Przyuwazyłam, ze zaczęli szukać bomby. Dobrze nie będę im przeszkadzać, przeładowałam broń i z pozycji siedzącej, podniosła się na równe nogi. Trzeba było się spieszyć, zakładników było szesciu, więc kazdy z moich towarzyszy, w tym ja, odwiązalismy kazdego i wzielismy pod rękę, tylko po to, aby wyprowadzić ich z budynku.
View more