Uśmiechnął się do niej j gdy zamknęły się drzwi to wziął krokiety.-Przynajmniej nie będę głosować przez noc.-Zaczął iść do piwnicy. Były tam stalowe drzwi na zamek elektroniczny. Szyfr nie był skomplikowany. Same 0. Wszedł i zamknęły się za nim drzwi. Położył misę na ziemi obok wielkiej klatki. W środku był stary gruby koc i misa z wodą. Wszedł do klatki.-Mam jeszcze pięć minut... Hymm... A komórka.-Wyciągnął ją z kieszeni i położył na takiej szafeczce. Podłączył do urządzenia i zaczęła lecieć muzyka. Oraz różne zdjęcia się pojawiały. Usiadł w klatce i ściągnął ubranie. Nie lubię tego...
Odwzajemnił pocałunek z uczuciem.-Jutro się zobaczymy... Do zobaczenia.-uśmiechnął się do niej.
Przytulił ją mocno.-WIem...
Nath siedział na drzewie i sie jej przypatrywał.-Uroczo...-przeciągnął się.
-A zobaczysz...-uśmiechnąkl się do niej.
-Heh... Okej...-powiedział Nath.
-Dobrze Skarbie... Ja Ciebie też kocham.-poszedł ją spakować.
-Aaaa... Zmieniłem to i tamto...-zaśmiał się cicho.
-Tak... Znam to uczucie... Kobiety szybciej dojrzewają i dlatego my mamy taki problem.. Ale po ćwiczeniach oraz po czasie samo przechodzi.-uśmiechnął się do niego.
-Nie wiesz co czuję...-odwrócił się do niej tyłem i nalał sobie soku do kubka.-Nikt tego nie zrozumie... A jak Ci się podobał mój trening? Czułem Twój wzrok...-uśmiechnął się do niej.
Podszedł do okna.-Jestem idiotą, prawda?
-Muszę was sporo nauczyć... Opowiedz mi o tym, że jako wilk nie umieś się kontrolować... No wiesz... Pomogę.-poklepał syna po ramieniu.
-Nie, nie, nie... Idź do taty...-był okryty kocem jakby był czerwonym kapturkiem. Wstawiał wodęna herbatę. Zakaszlał kilka razy.-Cieszę się, że chociaż wy macie z powrotem część rodziny...-wymamrotał. Po policzku spłynęła mu łza ale ją szybko starł.
-Zrobiłem mały remont... Ale za dużo się nie zmieniło.
-Sahra... Ja przepraszam... Powinienem umieć się zachować...-pogłaskał ją.-Niedługo zrobi się ciemno... Musisz na czas nocy iść do brata...
-Podejrzewam Megan...-uśmiechnął się do nich i obu pocałował w czoło. Nath wstał i poszedł do kuchni. Był przytłaczony tą sytuacją. A tak dokładniej to chciało mu się płakać. Tęsknił za swoimi rodzicami...
Przytulił ją do siebie.
-Wezmę, wezmę.-wziął jej torbę i poszli do auta.
Przyszedł.-Witaj skarbie. W końcu będziesz odpoczywać w domu. W naszym domu.-uśmiechnął sie do niej.
-Wiem... Powinienem... Powinienem jakoś sie uspokoić czy nas przykryć czy... Czy coś...
Przytulił ich mocno. Nath natomiast patrzył i przykrył sie cały kocem.
Był w domu. Siedział na parapecie i patrzył w niebo.
-Ale poczułaś sie niekomfortowo...
Przytulił ich z uśmiechem.
-Do jutra skarbie.-pocałował ją i wyszedł z szpitala.
Spojrzał na nią zaskoczony.-Emm... No... Dobrze...-uśmiechnął sie lekko do niej.-Przepraszam...
-Tak dzieciaki. Ja zawsze chciałem mieć dzieci.-uśmiechnął się do nich.
-Idźcie do taty.-popędził ich Nathan.-No idźcie się przytulić.