-Nas jest bardzo dużo i różnego rodzaju. Chcesz sie ze mną przejść do baru?-poruszył uszami.
Wstał i poczochrał swoje włosy.-Muszę oduczyć sie huśtania na krześle...-Megan miała w rękach jego wyciągi bankowe. Wszędzie były ogromne sumy pieniędzy.
Przytulił ją tak aby mogła usłyszeć jego serce.
Przytulił ją bardzo mocno do siebie.
Leżał i wyciągnął swój kalendarzyk. Sprawdzał coś i myślał.
Nath leżał na ziemi w stercie papieru i obok było krzesło.-Żyje!-leżał.
Położył sie na kanapie brzuchem.
Nagle rozległ się huk. Następnie było słyszeć przekleństwo padające z ust Nathaniela.
Tulił ją tak dosyć długo. Następnie puścił ją i poszedł do salonu.
-Ja chciałem Cię tylko wycałować...-przytulił ją do siebie mocno.
Poszedł do biura i sie tam zamknął.
Zaczął całować ją po szyi i mruczał głośno.
Przytulił ich i ucałował.-Jesteście uroczy.-zaśmiał się cicho.-Muszę iść do biura. Wyjdę za godzinkę, dwie.
-Dziękuję Ci za to wszystko Tori.-pocałował ją w kark.
-Jutro was tam zaprowadzę. Dziś ma on grafik zapełniony.-poczochrał oboje.
-No cóż... W tym mieście zobaczysz nas multum.-zaśmiał się cicho.
Przytulił ją od tyłu. Mruczał głośno.
-Ja wiem.-zaśmiał sie cicho.
-Dobrze kochanie.-uśmiechnął się i skończył jeść.
-A dużo nas takich...-zaśmiał sie.-Ile masz lat?
-No nie wiem. Nie chciałbym iść sam do takiej restauracji... To może byś sie że mną wybrała kiedyś?-przeciągnął sie.-Jestem w części kotem.
-Tak. Z chimerą... Musicie jeszcze o nas tyle się dowiedzieć.-zaśmiał się. Zjadł płatki. Usiadł do stołu z nimi.
-A bo jestem neko dziewczynko.-zaśmiał się.-Myślałem że mi coś o tym przysmaku powiesz. Nie byłem we Francji jeszcze...
-Też się cieszę Tori. Ten koszmar był... Koszmarny.-zaśmiał się.
-Z Francji? Zawsze chciałem się kogoś z Francji o to zapytać! Jak smakują... Ślimaki? Bo jestem ciekaw jak to jeść. I jak to smakuje.-machnął ogonem i poruszył swoimi uszami.