Ask @OlciaOlci:

Uwolnij słowa.

O'Connell
Nie umiem już układać zdań, by ich wydźwięk mi pasował.
Nie umiem już przelewać swoich uczuć i myśli w zdania, do których będę mógł wrócić.
Nie umiem już znaleźć odpowiednich słów, bo one zniknęły. I choć szukam ich wszędzie, nigdzie ich nie ma.
Uciekam od realnej rzeczywistości, a słowa uciekają ode mnie.
Pojawiają się tylko na ulotną chwilę, a gdy myślę, że udało mi się je złapać, rozpływają się w powietrzu, pozostawiając po sobie jedynie niesmak.
Bez słów jestem nikim, pustym pojemnikiem, który nic nie chroni. Słowa sprawiały, że żyłem. Uciekałem w nie, gdy było źle i używałem ich, gdy było dobrze. Były podstawą mojej egzystencji, a teraz pozostała tylko pustka i cisza w głowie.
Dlatego leżę w łóżku, patrząc na gwiazdy na ścianie i łudzę się, że zaraz do mnie przyjdą. Wrócą, niczym kochanka po zażartej kłótni.
Zostawiłem drzwi otwarte, ale nie słyszę upragnionych kroków ani zgrzytania klucza w zamku.
Jestem sam ze sobą, słuchając pomruków kota, a cisza dudni mi w głowie.
I choć powinienem czuć się dobrze, to jednocześnie mam wrażenie, że mnie już tu nie ma.
~ Well, I know I should be moving on, but I feel like I'm already gone.

View more

czym jest dla ciebie oddech? ❜

Oddech. Pierwszy, gdy życie się zaczyna i ostatni na łożu śmierci.
A co gdy przestajesz oddychać, dalej będąc żywym?
Najpierw pojawia się panika. Gardło się zaciska, płuca palą, błagając o tlen. Oczy rozszerzają się z przerażenia, nadaremno szukając pomocy. Z każdą sekundą jest coraz gorzej, myśli kłębią się w głowie.
Nie chcę umierać, jeszcze nie teraz, nie tu.
Następnie pojawia się przejmujący chłód, który z każdym przyśpieszonym biciem serca, ogarnia całe ciało. Gęsia skórka pojawia się na skórze, ale jest to chłód, którego nie da się pozbyć, otulając grubym kocem.
Głos zamiera w gardle, serce bije tak szybko, jakby miało zaraz wylecieć z piersi. Mięśnie nie chcą współpracować, by wziąć tą życiodajną dawkę tlenu.
Jednak po kilku chwilach stwierdzasz, że dalej żyjesz. Mimo tego chłodu w środku. Mimo braku oddechu. Uczucie palenia w płucach znika. Serce wraca do normalnego rytmu. Panika powoli zamienia się w obojętność i pustkę, a myśli jak zaczarowane wyparowują z głowy.
Można być martwym, jednocześnie funkcjonując wśród ludzi. Można żyć, gdy Twój oddech znajduje się w posiadaniu innej osoby. Zabrała go wraz z ostatnim pocałunkiem na pożegnanie.
Mój oddech zniknął już dawno.
Skoro „rzeczy, które nam umykają, mają dla nas większe znaczenie niż te, które się posiadło” to byłeś moim oddechem.
~ Can you give me my breath back?

View more

Opowiedz o czymś utraconym.

Noah Baker
Rozgość się, usiądź wygodnie, bo opowiem Ci bajkę. Poczęstuj się alkoholem i papierosem, jeśli pomoże Ci to się wsłuchać w moje słowa.
Kiedyś, jeśli ludziom zależało, to potrafili o to zawalczyć. Szczególnie, jeśli druga osoba znaczyła dla nich wszystko. Jeśli pojawiały się problemy, to rozwiązali je wspólnie. Nie traktowali obecności drugiego człowieka jako pewnik, bo wiedzieli, że nic w życiu nie jest pewne. Starali się nawzajem o siebie, pokazując, że ta relacja nie jest jednostronna. Brzmi jak marzenie, prawda? Nawet jeśli pojawiały się zgrzyty, relacja była idealna, bo każdej stronie zależało.
A teraz? Och kochanie, teraz jest zupełnie inaczej. Ludzie zaczęli iść na łatwiznę. Nieważne czy mówimy tu o życiu, czy o relacjach. Rozleniwili się, nie chcą marnować siły ani czasu. Nie mają chęci. Wolą siedzieć w dołku i użalać się nad własną egzystencją. Nawet relacje muszą być łatwe. Jeśli pojawi się pierwszy zgrzyt, któraś osoba ucieknie. Zrezygnuje, rzuci to w kąt, bo konfrontacja z problemem to za dużo. Po co się zmieniać i starać, skoro można znaleźć kogoś o wiele łatwiejszego? Wymieniają osoby na coraz to łatwiejsze modele w obsłudze, bo tak jest po prostu prościej.
A ja? Ja jestem zmęczony tym co jest proste. Zmęczony prostymi relacjami, prostymi ludźmi, prostymi emocjami. Gardzę łatwiejszą drogą, która kusi swoim jasnym światłem i perspektywą słodkiego lenistwa. Nudzę się łatwymi ludźmi, jednostronnymi związkami, pójściem na skróty. Nie chcę przeżyć życia, leżąc w łóżku i oczekując, że osiągnę wszystko co zechce, bez żadnego wysiłku. Nie chcę się poddawać i rezygnować z kogoś, bo pojawił się pierwszy kryzys.
Wolę trudniejsze relacje, gdzie coś się dzieje, ale obie osoby są zaangażowane. Wolę walczyć o kogoś, niż wymienić go na łatwiejszy model. Wolę krzyki, wybuchy niż ciszę. Chcę iść z kimś przez piekło, trzymając go za rękę i wiedzieć, że mnie nie puści, nie zostawi samego. Chcę się o kogoś starać, zwalczać razem problemy. Chcę być czyimś wszystkim, które nie jest do zastąpienia kimś łatwiejszym. Chcę mieć wzloty i upadki, bo na tym polega życie. Wspólnie przeżywać kryzys, ale jednocześnie się cieszyć, bo mamy siebie. Chcę widzieć w oczach drugiej osoby, to co jest w moich - świadomość, że nie jest łatwo, ale warto o to się starać.
Więc powiedz mi skarbie, czy piszesz się na przejście ze mną przez piekło, wiedząc, że relacja ze mną do łatwych nie należy?
~ Cause we're gone, gone like a nightmare in a dark place. All along, brutality that I made. Gone, gone like a nightmare in a dark place. All along, all along, everything I love is gone.

View more

Piękno chwili.

Zamykam oczy, przenosząc się do swojego świata.
Wszystko jest przymglone, pokryte jakby różową mgłą. Oddycham kolorowym powietrzem, które powoli wypuszczam z ust, patrząc zamglonym wzrokiem jak powoli unosi się pod sufit. Cały pusty pokój płonie różowym ogniem, który przyjemnie łaskocze moją skórę, nie wyrządzając mi żadnej krzywdy. Cichy śmiech wyrywa mi się z gardła, gdy z przyjemnością padam w płomienie, niczym w ramiona ukochanej osoby.
Jestem sam ze sobą. Nikogo innego nie ma. Uśmiech nie schodzi mi z pogryzionych warg. Ścieram czarną krew z nosa, nie przestając się uśmiechać. Strzepują kropelki na podłogę, zafascynowany patrząc jak powoli zasycha w plamy.
Czuję się lekki, jakbym mógł wszystko. Nic mnie nie trzyma, nic mnie nie martwi. Jestem wolny. Jestem dziki i mogę w końcu temu ulec, pokazać swoje prawdziwe „ja”. Spuścić je ze smyczy i pozwolić mu się zabawić, niczym dzikiemu zwierzęciu wypuszczonemu z klatki ciasnej rzeczywistości.
Mój krok jest lekki, sprężysty. Szamoczę się w pokoju wypełnionym cichą muzyką, odgrywając chaotyczny taniec, pełnej płynnych ruchów. Wszystkie bodźce odbieram całym sobą. Jestem wszystkim, wszystko jest mną.
Podłoga jest przyjemnie miękka, jakbym chodził po chmurce. Ubrania przyjemnie otaczają nagą skórę, niczym najlepsza puchata kołdra.
Rozsadza mnie czyste szczęście. Czuję się jakbym nim płonął. Kontroluje ono moje ciało, a ja z przyjemnością ulegam, patrząc gdzie mnie to zaprowadzi.
Upadam na łóżko, nie czując zmęczenia. Wydaje się za duże na moje samotne ciało, powoli mnie w siebie zasysając. Przymykam oczy, odpalając papierosa o słodkim smaku. Pod powiekami tańczą kolorowe obrazy, nie mające żadnego konkretnego kształtu. Muzyka powoli mną kołysze niczym fale łódką, zalewając mój umysł, aż staje się przyjemnie pusty.
Otwieram oczy i budzę się z tego snu.
~ And all these angels and demons keep shoutin' and screamin' I'm fallin' from Eden.

View more

Co trapi Twoją umęczoną duszę?

Sentymentalny
Jestem zmęczony kolejną nocą, podczas której dręczą mnie upiory z przeszłości. Tej bliskiej przeszłości, zaczynającej się na samym początku tego cholernego roku.
Nie chcę więcej widzieć ich twarzy, które były tak znajome, a teraz należą do osób, których nie poznaję. Nie chcę słuchać ich głosów, przypominające nasze rozmowy, do których wracam w momentach słabości. Nie chcę na nowo przeżywać tych wspólnych momentów, nawet jeśli były naprawdę nieliczne i były to drobnostki, na które mało kto zwraca uwagę.
Mam dość patrzenia w oczy, które są puste. W twarze, które nie należą już do osób, które znam. Na cienie, tańczące upiorny taniec w blasku księżyca. Słuchania o tym, co miało się wydarzyć, ale zginęło pod gruzami resztek znajomości.
Mam dość odchodzenia bez pożegnania. Mam dość znikania bez słowa. Mam dość nieoczekiwanych powrotów na chwilę. Mam dość bycia planem B.
Mam dość tej cholernej tęsknoty, która rozsadza mnie ostatnio od środka. Bierze w ramiona, czule głaszcze po głowie. Tuli na kolanach, powoli się ze mną kołysząc. Tonę w niej i nie mam siły się wydostać. Nie umiem uciec z jej uścisku, który szczelnie mnie trzyma. Nie potrafię pozbyć się jej zapachu z nozdrzy, który powoduje łzy w oczach. Jej słowa powodują mętlik w mojej głowie, mówiąc, że mam czekać.
Staram się wypalić wspomnienia.
Staram się to wyrzucić z siebie wraz z wlanym alkoholem.
Staram się zapomnieć, a butelka wódki jest moją ulubioną kochanką.
~ And now I miss you all the time and I just eat myself to death. You left your t-shirt in my room. It used to smell like your perfume.

View more

Krytyku, kto jest dla Ciebie definicją szczęścia i dlaczego jestem to ja? ;>

O'Connell
Moje szczęście przeważnie jest chodzącym śmieszkiem. Podsyła mi jakieś dziwne filmiki, nie wspominając o cudownych piosenkach, których potem słucham przez cały dzień, bo nie umiem wybić ich z głowy.
Moje szczęście nieraz jest zagubione. Otula się szarymi chmurkami jak kołdrą, idąc spać, by nabrać sił na dalsze użeranie się ze mną.
Moje szczęście jest najbardziej radosne, gdy robi się pijane. Nie wspominając o tym, jak bardzo uderza mi wtedy do głowy, pokazując jakie życie jest super, jednocześnie podnosząc samoocenę. Wtedy nawet najdrobniejsze gesty czy słowa cieszą jak najbardziej wymarzone prezenty.
Moje szczęście pojawia się w momencie, gdy najbardziej go potrzebuję. Zawsze znajdzie sposób, by wywołać nawet cień uśmiechu na mojej twarzy albo poprawić humor.
Moje szczęście czasami ucieka. Potrzebuje przerwy, zostawiajac mnie samego. Jednak zawsze jest gdzieś blisko, obserwując, czy jest potrzebne, czy może dalej skupić się na sobie.
Moje szczęście ma kolor złotych, blond włosów niczym makaron z zupek chińskich.
Moje szczęście jest duże, choć nieraz wydaje się być zupełnie malutkie, że można je przeoczyć. Czasami mogłoby mnie nosić na rękach, czasami mógłbym je nosić na ramieniu, by go nie zgubić.
Moje szczęście uwielbia mojego kota dokładnie tak samo jak ja, jeśli nie bardziej. Uwielbia na niego patrzeć i go podziwiać, nawet jeśli on nic nie robi. Ważne, że po prostu ta kudłata kulka jest.
Moje szczęście nieraz bywa wredne, irytując mnie swoją radością. Ale to jest ten sposób irytacji, za którym bym tęsknił, gdyby zniknęło na zawsze.
Nieraz potrzebujemy od siebie przerwy, nie przekraczając swoich wzajemnych granic.
Moje szczęście uwielbia czuć się wyróżniane i uwielbia o sobie słuchać. Uwielbia widzieć radość w oczach i uśmiech na twarzy. Uwielbia słyszeć śmiech jak czajnik i być powodem tego śmiechu. Moje szczęście uwielbia być doceniane.
Jednak najważniejsze - moje szczęście zawsze wraca. Mój cholerny bliźniak, którym się stało w przeciągu niecałego roku. Bliźniak, bez którego nie widzę swojej codzienności na dłuższą metę.
~ To tylko jedno, tylko proszę Cię. Odpocznijmy, połóżmy się, zapomnijmy.

View more

Panie Krytyku, w jakich momentach najlepiej smakuje papieros?

Kiedy po upojnej nocy wstaję rano, robię kawę i odpalam papierosa. Na ustach dalej mam smak tej osoby, pod skórą dalej czuję jej dotyk. Zamykam oczy, porywając się wspomnieniom, a kawa powoli rozgrzewa mnie od środka. Całą radość puszczam wtedy z dymem, tak idealnie grającym z kawą i zapachem tej osoby, który dalej noszę na sobie. Przeżywam wszystko na nowo, zamykając się w swoim świecie, gdzie jest tylko papieros, kawa, wspomnienia i ja.
W momencie, gdy mam wrażenie, że wszystko wali się na łeb i szyję. Drżącymi ze stresu rękoma wyciągam papierosa z paczki, przeklinając zapalniczkę, która nie chce się odpalić. Biorę pierwszego bucha i całe ciało ogarnia przyjemny spokój. Cały niepokój wydmuchuję z siebie, który leci gdzieś wysoko, pod postacią dymu. Chaos w głowie się ucisza, znika, aż pozostaje przyjemna pustka, pozwalająca trzeźwo myśleć i inaczej spojrzeć na świat. Wszystkie negatywne emocje opadają, a ja staję się o wiele lżejszy.
W nocy, kiedy siedzę w oknie, a chłodny wiatr owiewa moje ciało. W słuchawkach cicho gra jakaś muzyka, a ja patrzę na nieliczne samochody, sunące po jezdni. Jestem tylko ja i moje myśli. Nieraz zbędne, nieraz krzywdzące, a nieraz miłe i powodujące uśmiech na twarzy. Oddaję się chwilowej przyjemności, puszczając z dymem zbędny syf, który trzymam w głowie. Mogę dojść do różnych wniosków. Mogę wrócić do przeszłości i przeżyć coś na nowo albo wyciągnąć z tego wnioski. Mogę umrzeć przy papierosie, pod bezpieczną osłoną nocy i odrodzić się na nowo. Mogę palić się ze szczęścia i tonąć w nostalgii z domieszką melancholii.
Papieros smakuje najlepiej, przesiąknięty smakiem emocji.
~ Kiedy wieczór zmienia się w świt, coś dobija się do mych drzwi. Ayy, ayy, nostalgia.

View more

Co ma większą wartość - miłość czy przyjaźń?

Azazel
Hey Niunia.
Wiesz, ostatnio tak siadłem w nocy i zacząłem myśleć. O Tobie, o sobie, o nas. Trochę się pozmieniało przez te lata, czyż nie? Może trochę dorośliśmy, może zrobiliśmy kilka kroków do przodu, może życie nam dało po dupie niejeden raz. Ale wiesz co? Dalej razem. Dalej my, kontra reszta świata.
Może nieraz to padało do tego stopnia, że miałem ochotę Cię udusić. Wyrzucić i więcej nie wpuszczać. Jednak nieważne jak bardzo bym nie udawał, nie ucieknę przed prawdą.
Zbliżyłaś się do mnie jak nikt dotąd. Nauczyłaś tylu rzeczy, że mógłbym to wymieniać bez końca. Byłaś zawsze kiedy Cię potrzebowałem i nawet wtedy, gdy nie chciałem się do tego przyznać. Byłaś kiedy było super i byłaś, gdy cały świat walił mi się na głowę. Wystarczyło nieraz, bym napisał jedno słowo, a Ty bez słów wiedziałaś, co się dzieje. Leżałaś ze mną w moich dołach i mnie z nich wyciągałaś. Naprawiałaś moje życie i byłaś światłem, gdy wszędzie były ciemności. Stałaś się dla mnie siostrą, osobą, za którą dałbym się pokroić bez mrugnięcia okiem.
Tylko z Tobą spędziłem tyle bezsennych nocy. Tylko z Tobą snułem teorie spiskowe. Tylko z Tobą tak dobrze bawiłem się w „co by było gdyby”. Tylko z Tobą mam tyle cudownych wspomnień.
Bez Ciebie jestem pusty. Znikasz, zabierając najważniejsze rzeczy, których potrzebuję do funkcjonowania. Jesteś jedynym stabilnym elementem w moim życiu. Stałaś się moją połową, nawet o tym nie wiedząc. Potrzebuję Cię, by normalnie funkcjonować, bo umiesz mnie postawić do pionu. Bez Ciebie wariuję, gubię się, tracę resztki siebie, które gdzieś zostały.
Więc bądź przy moim boku, byśmy dalej kroczyli razem przez życie. Nie puszczaj mojej dłoni, a przysięgam, że z dnia na dzień będę dla Ciebie coraz lepszy. Chcę być Twoim murem, gdy Ty jesteś moim oparciem.
Osiemnasty grudnia już zawsze będzie najlepszym dniem w moim życiu, bo najcenniejszy skarb sam do mnie przyszedł. Dlatego już nie odchodź, bo nieważne jak nie byłoby źle, bez Ciebie jest tylko gorzej.
~ So you can drag me through hell if it meant I could hold your hand.

View more

Kartka dla kogoś bliskiego.

Mówi się, że czasami to zły czas i zła pora. Powiedz mi, czy tak było z nami? Choć lepiej nie mów, zostawmy niektóre słowa dla siebie. Zostawmy niektóre gesty w zakątkach naszych umysłów.
Każdego dnia, siedzisz w mojej głowie. Każdego dnia, budzę się z myślą o Tobie.
Każdej nocy, otulasz mnie w snach. Każdej nocy, zasypiam z myślą o Tobie. Każdej nocy, chcę zasypiać w Twoich ramionach.
Codziennie powodujesz uśmiech na mojej twarzy. Codziennie mnie czymś rozśmieszysz. Codziennie pokazujesz mi jak cudowną osobą jesteś. Codziennie przy Tobie czuję, że mogę wszystko. Codziennie robisz to, czego nikt inny nie robił. Codziennie wariuję przy Tobie ze szczęścia. Codziennie czekam na słowa od Ciebie. Codziennie zapiera mi dech w piersi, gdy wiem, że w jakimś stopniu jesteś mój. I tylko mój. Codziennie nie wierzę, czym zasłużyłem na Ciebie.
Może zagryzam wargi z zazdrości, bo wiem, że pewnego dnia będę musiał Cię wypuścić i pozwolić Ci odejść. Może czasami mną targa z racji, że ktoś będzie tym szczęściarzem, idącym z Tobą już do końca przez życie i nie będę to ja. Może gryzę język, by nie powiedzieć kilku słów za dużo, których mógłbym żałować.
Jednak wiem, że to dobra pora i dobry czas. Mam Ciebie, trzymam Cię mocno za rękę i możemy iść razem do przodu. Znalazłem swój dom, którym jesteś. Domem, do którego chcę cały czas wracać. Pachniesz jak spokój i bezpieczeństwo. Pachniesz jak miłość, która zawsze między nami będzie. Jak ta atmosfera wisząca w powietrzu, kusząca by przekroczyć granicę.
Dotykiem wyryłeś swoje imię w moim sercu. Zagnieżdżając się w nim już na zawsze.
Chcę budzić się i zasypiać z Tobą. Chcę by każde „jutro” zaczynało i kończyło się na Tobie.
Chcę dbać o Twoje serce i traktować lepiej niż własne.
Chcę być powodem Twojego uśmiechu.
Chcę być dobrym wspomnieniem, gdy będę już tylko złudzeniem.
I nawet jeśli oddam Ci w lepsze ręce, będę zawsze tu czekał, by zaopiekować się Tobą na nowo.
Bo wolę być szczęśliwy z Tobą, niż umierać bez Ciebie.
~ Kiss me on the mouth and set me free. Sing me like a choir. I can be a subject of your dreams.

View more

Co znajduje się na Twojej bezludnej wyspie, Krytyku?

Płomień Duszy
Mój umysł jest niczym bezludna wyspa, wypełniony wszystkimi wewnętrznymi demonami.
W kącie siedzi dziecko, stłamszone przez bieg wydarzeń zwanych życiem. Płaczące, ale nikt już tego nie usłyszy. Zostało zagłuszone przez świat.
Demon z przeszłości, uwielbiający szeptać przerażone słowa swoim seksownym głosem, które padały z ust innych. Przychodzący w nocy i obejmujący moje ciało swoimi dłońmi. Głaszczący uspokajająco po głowie, gdy przypomina wszystkie nieprzyjemne chwile. Kołyszący do snu, kiedy przeżywam wszystko jeszcze raz. Na nowo i na nowo.
Demon wszystkiego co mogło się wydarzyć, ale się nie wydarzyło. Skrada się niczym kot, by położyć się na klatce piersiowej. Czule muska moje usta, zalewając mój mózg wszystkimi myślami „Co by było gdyby?”. Wpłata łapska w moje włosy, nie pozwalając się odsunąć. Dusi swoim ciężarem, mrucząc mi w wargi z wyraźnym zadowoleniem.
Demon moich błędów, jest tym, który pojawia się znikąd. Czuję jego smukłe palce na biodrach, kiedy rozpoczyna ze mną swój chory taniec. Trzyma mnie w objęciach, kiedy rozpadam się na nowo, wypominając sobie każdy najdrobniejszy błąd, który kiedykolwiek popełniłem. Zabierający mnie do wszystkich tamtych sytuacji, bym w tym pięknym tańcu patrzył na wydarzenia, które znam na pamięć.
Demon porzucenia, łapiący mnie za gardło w momencie, kiedy ktoś staje się dla mnie bliższy. Pozbawia mnie oddechu, posyłając mi swój wredny uśmiech. Przypiera do ściany, sycząc, że moja samotność i tak mnie dopadanie. Każdy odejdzie, zostawiając mnie w tyle. A wtedy będzie moim jednym przyjacielem.
Demon bezsennych nocny, przykrywający mnie kocem, który ściąga sen z powiek. Położy się obok, a jego chłodny oddech powoduje, że ciarki przebiegają po moim ciele. Będzie powoli drapał moje plecy, czekając, aż pierwsze promyki słońca lizną moją nagą skórę.
I najgorszy z nich wszystkich, przywódca całej bandy - demon będący wszystkim tym, co we mnie najgorsze. Jest zawsze obok mnie, trzymając mnie mocno za rękę. Niczym najlepszy przyjaciel siada ze mną, odpala papierosa i opowiada o wszystkich słowach, które mógłbym powiedzieć. W dymie ukazuje mi wizje rzeczy, które mógłbym zrobić. Składa pocałunki na mojej szyi, namawiając mnie do złego. Sunie dłońmi po moim ciele, pokazując ból, łzy i nienawiść, które we mnie siedzą, a których nigdy nie uwolnię. Śmieje się z mojego serca, próbując je wyrwać i przejąć na własność. Unosi mój podbródek, wymuszając kontakt wzrokowy, szukając w moich oczach powodu, czemu dalej mu nie uległem.
A ja? Jestem tylko pięknym odbiciem w lustrze.
~ Welcome to the panic room. You'll know I wasn't joking when you see them too.

View more

Dla odmiany, opisz swoją najmilszą myśl. Taką która najbardziej zapadła Ci w pamięć, albo taką z jaką chciałbyś mieć do czynienia /obserwuję

Caroline Forbes
Miło jest móc się budzić koło niego. Otwierać zaspane oczy i czuć bijącego od niego ciepło. Wiedzieć, że wszystko jest w porządku, bo jest cały i zdrowy.
Miło jest słuchać jego głosu, nawet jeśli zaczyna się drzeć. Bo chociaż się do mnie odzywa, a nie wali fochy. Zapełnia dzwoniącą ciszę swoimi dźwiękami, nawet jeśli nie zawsze wiem o co mu chodzi.
Miło jest czuć jego zapach, za każdym razem gdy zanurzam nos w jego włosach. Bo to jest zapach domu, przy którym czuję się bezpiecznie i którego potrzebuję, by nie oszaleć.
Miło jest po prostu z nim leżeć i wspólnie spać, bo nie potrzeba nam niczego innego do szczęścia. Przy okazji tuląc go do siebie i wiedzieć, że to go uszczęśliwia.
Miło jest, gdy przychodzić na pieszczoty i cały czas domaga się więcej, bo tak okazuje swoją miłość. Widzieć tą radość w oczach, gdy całuję jego czółko albo słuchać cichych pomruków zadowolenia, gdy go głaszczę albo drapię.
Miło jest, gdy chodzi za mną jak pies i mnie pilnuje, bo czuje, że coś jest nie tak. Dlatego zamiast pytać, po prostu wypełnia moją rzeczywistość swoją obecnością.
Miło jest wiedzieć, że dla niego jestem wszystkim. I mieć świadomość, że beze mnie by sobie nie poradził, bo za bardzo by za mną tęsknił. Fakt, że potrzebuje mnie, by być w pełni szczęśliwym.
Miło jest wracać do domu i widzieć tryskającą od niego radość, że już jestem. Tulić go, bo jest utęskniony, nieważne, że zniknąłem na krótko.
Miło jest kiedy mnie budzi, by sprawdzić, czy na pewno wszystko w porządku. Gdy sprawdza, czy oddycham i mam się dobrze.
Miło jest czuć, że jest dla mnie wszystkim i czuć, że dla niego dałbym się pokroić bez mrugnięcia okiem.
Szkoda tylko, że jest kotem. Byłby chłopakiem idealnym. Ale i tak - jest moim oczkiem w głowie, i za nic bym go nie oddał.
~ You're my sweetie pie.

View more

Poświęć mi tę myśl.

Nocą wszystko jest łatwiejsze.
Łatwiej pali się papierosa w otwartym oknie, gdy zimny wiatr bawi się włosami, a muzyka leci na słuchawkach.
Łatwiej ściąga się maskę, którą zakłada się każdego ranka.
Łatwiej otwiera się na świat i ludzi, by rano znowu wrócić do swojej bezpiecznej skorupy.
Łatwiej wraca się do tego piekła zwanego wspomnieniami, krocząc po nim z uśmiechem na ustach.
Łatwiej mówi się o rzeczach, które kiedyś zabolały, a teraz jakoś nie ruszają.
Łatwiej wydobyć z siebie prawdziwe emocje, które wraz z brzaskiem poranka znowu stają się sztuczne i wymuszone.
Łatwiej przyznać przed sobą niektóre rzeczy, które w promieniach słońca stają się nierealne.
Łatwiej czuć, oddychać i żyć.
Uwielbiam leżeć w łóżku, otoczony ciemnością, gdy głowa mi pęka od myśli.
Układać w głowie słowa, które chciałbym komuś przekazać, ale nigdy tego nie robię.
Pisać długie wypowiedzi, których i tak nie wyślę, bo następnego dnia będę brzmieć żałośnie.
Marzyć o siedzeniu z jedną osobą na balkonie, paleniu papierosów i rozmawianiu o wszystkim, i o niczym.
Pozwalam sobie wyrzucić z siebie wszystkie emocje. Umieram z miłości i tęsknoty. Czuję, że rozsadza z radości i pozwalam płomieniom złości lizać moje ciało. Wypłakuję swój smutek i pozbywam się zazdrości z każdym oddechem. W końcu nikt poza mną tego nie widzi.
Jednocześnie gryzę się w wargi i wbijam paznokcie w ręce, by nie powiedzieć niczego, czego będę żałować, nawet jeśli byłyby to szczere słowa i myśli. Rankiem wszystko wygląda i brzmi inaczej.
~ Baby, we both know, that the nights were mainly made, for sayin' things that you can't say tomorrow day.

View more

Today's mood.

Wiem, że z chęcią zobaczysz jak powoli pogrążam się w ciemności. Jak myśli rozsadzają mi głowę, a ja miotając się, popełniam same błędy. Chcesz spojrzeć w moje oczy, gdy będę kompletnie sam i zobaczyć w nich ból z domieszką strachu. Marzysz, by być pierwszą osobą, która zobaczy mój doszczętny upadek i będzie się przyglądać z uśmiechem na ustach, jak z dnia na dzień jest coraz gorzej. Pragniesz usłyszeć moje krzyki, zobaczyć jak obłęd powoli pochłania mój umysł, a ja odchodzę od zdrowych zmysłów.
Chcesz zgnieść mnie jak robaka, przelać swoją nienawiść do mnie. Moje błagania o litość, prośby o pomoc i „przepraszam” powtarzane jak mantra, byłyby muzyką dla Twoich uszu.
Może jestem dla Ciebie zwykłym śmieciem, który powinien znać swoje miejsce.
Może jestem zepsuty, zgubiony, jestem gorszy niż najgorszy.
Może jestem w Twoich oczach chodzącą toksyną, która powinna się usunąć z życia każdego w swoim otoczeniu.
Może żałujesz wszystkich naszych wspólnych chwil i chcesz cofnąć czas, zaciskając ręce na moim gardle, patrząc jak umieram na Twoich oczach.
Ale Twoja nienawiść jest czymś, co napędza mnie każdego dnia. Jest moją motywacją do dalszej walki. Nie dam się już złamać. Zrób ze mną co chcesz, a ja i tak wstanę. Nie masz już możliwości mnie zniszczyć.
~ I don't worship Satan, I'm too evil and he hates me. God cannot save me, hell cannot take me.

View more

Szepnij mi coś. ~

C.
Każdy pojawia się w życiu na chwile. Przychodzi, robi swoje i odchodzi bez słowa.
Na przelotne spojrzenie w kawiarni.
Na chwilowy uśmiech na ulicy.
Na papierosa wyproszonego na palarni.
Na darmowego drinka.
Na nic nie znaczący pocałunek.
Na seks na jedną noc.
Na rozmowę po alkoholu albo w potrzebie.
Na wspomnienia, których potem usilnie będzie starać się pozbyć.
Na kilka miesięcy, jeśli dana osoba się nie znudzi.
Na kilka lat, jeśli dobrze pójdzie.
Na zawsze, które z reguły nie trwa wieczność.
A ja chciałbym, by ktoś był, bo chce być. Na dobre i na złe, nie wyliczając wszystkich powodów dla których chce zostać. Nie patrząc na te wszystkie benefity, które może wyciągnąć ze swojej obecności. Bez całej wyliczanki, co wyciągnąć i na ile być, by zniknąć, gdy tylko się to dostanie.
By ktoś się pojawił i już został.
Mam dość znajomości na chwilę. Mam dość znajomości na kilka rozmów, seks, wyjście na drinka, czy cokolwiek innego.
Jestem zmęczony chwilówkami, nieustannie szukam wieczności.
~ Tania miłość a do tego ją kupili brutto. Rano podatek, czy będziemy się lubili jutro?

View more

Wyznaj mi coś.

Ludzie to kurwy i nie jestem wcale lepszy.
Jednak czasami odzywa się coś takiego jak serce, chęć pomocy, zbyt szybkie ufanie. Niczym naiwne dziecko, któremu można wcisnąć każdy kit, a ono w to uwierzy, bo nie wie jaki jest świat. Gorzej, jeśli cały czas popełnia się ten błąd, mimo kolejnych sygnałów, że to nic dobrego. Mimo tylu czerwonych alarmów w głowie, dalej nie potrafię tego zmienić. Jestem naiwnym, wyrośniętych dzieciakiem, który musi odnaleźć się w tej rzeczywistości.
A z drugiej strony - jak bardzo ktoś może wykorzystać dobroć? Aż za bardzo. Chcesz być człowiekiem dla człowieka, a dostajesz po wszystkim w twarz.
Uświadomiłem sobie z hukiem, że czas to zmienić. Uderzyła bolesna rzeczywistość. Zamknąć się na nowo w sobie, bo to nic dobrego nie przynosi. Może nikogo nie dopuszczać do siebie, bo po co?
Można poradzić sobie samemu. Zupełnie samemu. Zamknąć uczucia w jakieś szufladce i nigdy więcej jej nie otwierać. Wyrwać zbyt dobre serce. Pozbawić się zaufania. Stać się na nowo pustym. Ile bólu się wtedy uniknie. Ile rozczarowań i ile łez.
Bo najlepiej mi będzie z samym sobą.
~ I'm so afraid of me, so what's it gonna be?
Are you my enemy? My own worst enemy.

View more

czego tak naprawdę się boisz? obserwuję.

h.
Nie boję się samej śmierci. Chyba od dawna się pogodziłem z myślą o niej, jeśli nawet nie zaprzyjaźniłem. Jeśli przyjdzie mój czas, przyjmę ją z otwartymi ramionami, niczym najlepszą przyjaciółkę z dziecięcych lat.
Sam akt śmierci jest czymś naturalnym. Zwykłym przerwaniem funkcji życiowych. A co jest po niej? Nic. Jesteś i Cię nie ma. I może to na swój sposób potrafi oblać człowieka zimnym strachem? Może właśnie ten fakt sprawia, że ludzie tak panicznie się jej boją i będą jej unikać tak długo, jak tylko się da?
Igram z nią. Zabawiam się. Popycham swoje granice. Testuję jej cierpliwość. Sprawiam ile da mi szans, nim w końcu weźmie mnie w swoje objęcia. Może usilnie staram się w nich znaleźć, ale kto to wie?
Jedyne co jest straszne to zapomnienie. Jesteś i znikasz. Zostają po Tobie mgliste strzępki wspomnień, które z roku na roku coraz bardziej się zacierają. Zostają łzy. Żałoba. Poczucie straty i pustka w sercu. Kilka prac, które może udało Ci się stworzyć. Ale Ciebie nie ma. Są tylko rzeczy materialne.
A z czasem przychodzi zapomnienie. Wspomnienia znikają. Rzeczy materialne są wyrzucane, bo tylko zbierają kurz. Pustka zostaje, ale kto przez cały czas zwraca na nią uwagę? W końcu każdy rusza w swoją stronę, zostawiajac przeszłość za sobą. W tym również Ciebie.
I to mnie najbardziej przeraża. Zapomnienie. Jakbyś nigdy tak naprawdę nie istniał.
~ Take the knife and twist it, wheres my heart you missed it.
And you know I don't wanna die but baby you insisted. Breathing is a luxury that I just shouldn't have. My heart just keeps on beating and its more than you can stand.

View more

Wyzwól się.

Wszyscy na swój sposób dążą do stabilności.
Emocjonalnej, by wiedzieć co się czuje. By emocje nie zmieniały się z każdą minutę z jednej skrajności w drugą. By rozumieć to, co się czuje.
Takiej stabilności, która kojarzy się z dorosłością. Dom, stała praca, rodzina, małżeństwo. Cokolwiek człowiek sobie wymarzy. Cokolwiek kojarzy się z życiem typowego dorosłego.
Stabilność, by za dużo się nie zmieniało, a przynajmniej nie jakoś drastycznie. By się w tym wszystkim nie pogubić. By wszystko było w porządku.
A ja? Ja nie jestem stabilny. I wątpię, bym kiedykolwiek w pełni był. Urodziłem się chaosem. Wychowałem się w chaosie. Stałem się chaosem. Niestabilność jest częścią mnie, bez której przestałbym być sobą. Zarówna niestabilność emocjonalna jak ta życiowa. Wszystko musi się drastycznie zmieniać, bo bez tego nie ma zabawy. Nawet jeśli jestem tym zmęczony - to jest częścią mnie.
Wszystko jest chaosem, a ja stoję w jego środku. Wszystko jest chaosem, bo to ja nim jestem.
~ Bitch I’m fuckin' mad‚ maybe 'cause I'm sad. All of these emotions I don't know which one to grab. I can't seem to be, everything you need,colors changing baby crazy deep inside my mood ring, yeah.
Think I'm having mood swings‚ yeah.

View more

Krytyku, podziel się ze mną czymś pięknym, wyjątkowym.

Może daleko mi do niepoprawnego romantyka. Może zamiast bukietu róż wolę paczkę fajek. Może zamiast romantycznej kolacji przy świecach z winem, dostaniesz pizzę do wódki. Może nie piszę Ci wierszy, jak bardzo Cię kocham, bo nie rozumiem poezji i wolę Ci to wyszeptać do ucha.
Może nie widać po mnie tych wszystkich uczuć, które chciałbym Ci przekazać. Może słowa dla mnie to za mało, a wyrażenie emocji to nie moja bajka. Może nie będę Twoim księciem z bajki, bo bliżej mi do czarnego charakteru. Może i nie będę Twoim aniołem, ale mogę być Twoim demonem. Może wolę Netflix w łóżku, niż jakiś spacer. Ale wiesz? To bez znaczenia.
Bo liczy się tylko i wyłącznie to, że sprawiasz, że czuję się lepszym człowiekiem. Zaczynam wierzyć, że wszystko się ułoży. Przy Tobie czuję, że mogę wszystko i ze wszystkim sobie poradzę. Wystarczy Twoje ciepło, a cały świat staje się mniej nieznośny, a przyszłość mniej straszna.
Po prostu miło mieć kogoś, kto zawsze stanie za Tobą murem i wyciągnie Cię z każdego doła. Dlatego dziękuję, że prowadzisz mnie przez życie, gdy ja sam nie potrafię nawet wstać.
~ Pokonam sztorm, kiedy jesteś obok. Uzupełniasz sobą, uzupełniasz sobą mnie.

View more

Oglądasz się za siebie?

W pewnym momencie przyjdzie dana noc, kiedy leżę sam, a wokół jest tylko cisza, pustka i ciemność. Zamknę oczy, a mózg sam wróci do duchów mojej przeszłości.
Nieraz przypomni mi o tym, co było złe. Wyciągnie na wierzch to, o czym chciałem zapomnieć. Ból ściśnie serce, łzy same pojawią się na policzkach, a zęby zacisną na wardze.
Czasami przypomni też to, co było dobre. Pod powiekami zaczną odgrywać się wszystkie szczęśliwe momenty. Ciało się rozluźni, ogarnięte emocjami, które mi towarzyszyły w danej chwili. W uszach na nowo rozbrzmi muzyka z danej nocy, a na ustach pojawi się uśmiech, który wtedy nie schodził z mojej twarzy.
Później pojawią się duchy przeszłości. Duchy osób, które kiedyś były, ale już ich nie ma. Zobaczę ich twarze, usłyszę śmiech, przypomnę sobie ich ciepło albo bliskość. Zobaczę uśmiech, który w tamtej chwili znaczył wszystko, a teraz jest tylko mglistym wspomnieniem, które rozpływa się pod wpływem dotyku palców.
I może nic już nie będzie takie samo. Może zostały mi tylko te duchy, które lubią mnie nawiedzać od czasu do czasu.
Tylko ja i moje duchy. Pogrążeni w ostatnim, wspólnym tańcu.
~ The memories were lost long ago, but at least you have beautiful ghosts. The memories were lost long ago, so I dance with this beautiful ghosts.

View more

Jak pożegnasz ten rok?

Theo
Chciałbym Ci powiedzieć mamo, że ten ten rok był cudowny.
I chciałbym Ci wyszeptać jak bardzo szczęśliwy byłem, mogąc go przeżyć.
Chciałbym móc wymienić Ci wszystkie szczęśliwe wspomnienia, ale one jakby wymazują się z mojej pamięci.
Chciałbym Ci powiedzieć, że to był cudowny rok, który zmienił moje życie na najlepsze. I może to zrobił, uprzednio rozwalając je kilka razy na milion kawałeczków.
I chciałbym Ci wspomnieć o tym, że poczułem się lepiej ze sobą, ale pod tym względem nic się nie zmieniło.
Chciałbym móc Ci powiedzieć, że jestem lepszym sobą, ale czuję się jak swój cień, który nigdy na nowo nie ma mieć ciała.
Chciałbym móc Ci powiedzieć, że nowy rok będzie jeszcze lepszy.
Móc Ci obiecać, że nie będziesz mieć powodów do zmartwień, bo wszystko jest dobrze i wszystko się układa.
I chciałbym móc Ci powiedzieć, że rzucę w tym roku papierosy, nie będę pił.
I wspomnieć, że już zdrowieję, byś mogła w spokoju przespać noce.
Ale mam wrażenie, że nowy rok będzie kolejnym rokiem autodestrukcji, jak każdy poprzedni.
Przepraszam mamo, że nie mogę obiecać Ci tego, co tak bardzo chciałabyś usłyszeć.
~ I'm sorry mum and dad, I know I messed up bad.

View more

Opowiedz mi o Twoich grzesznych pragnieniach.

Akai
Chcę śladów po Tobie, by móc spojrzeć w lustro i wszystko sobie przypomnieć.
Chcę Twojego zapachu na sobie, który będzie mnie otulał niczym ciepła kołdra.
Chcę Twoich miękkich warg na swoich odpowiedniczkach. Chcę kosztować ich smak, zadziwiać się jak idealnie pasują do moich, gryźć je i zlizywać krew z powstałych ranek.
Chcę Twoich dłoni na swoim ciele. Czuć jak badasz opuszkami każdy jego szczegół, starając się zapamiętać każde wgłębienie, każdy pieprzyk czy bliznę.
Chcę Twoich paznokci, tworzących czerwone ślady. Lekkie drapanie po plecach, gdy po chwili zaczynasz coraz mocniej dociskać paznokcie, znacząc mnie czerwonymi pręgami.
Chcę Twojego języka, który drażni każdy mój wrażliwy punkt. Czuć jak się ze mną drażnisz, kąsając skórę, by zaraz powoli przejechać po niej językiem.
Chcę Twoich zębów, które gryzą z zaskoczenia. Choć nie robisz tego mocno.
Chcę Twojego zachrypniętego głosu, który szepcze mi do ucha, jednocześnie owiewając gorącym oddechem moją szyję. Chcę słyszeć jak bardzo mnie kochasz i jak bardzo mnie pragniesz w tej chwili. Do tego stopnia, że nie możesz wytrzymać.
Chcę czuć Twój rozpalony wzrok na sobie. Chcę widzieć jak mnie nim rozbierasz, smakujesz i pożerasz w całości, choć nawet Cię nie dotknąłem.
Chcę Ciebie między moimi udami, bo przecież tam jest Twoje miejsce i tam wyglądasz najlepiej.
Chcę czuć, że należę tylko do Ciebie.
~ Sex after sex, I be feeling so numb.

View more

Jesteś w stanie wziąć odpowiedzialność za swoje czyny?

°× S Z U G A R ×°
Czasami jedyne co zostaje człowiekowi, to odpuścić. Pozwolić komuś odejść albo samemu sprawić, by dana osoba zniknęła z jego życia.
Nawet jeśli dalej Ci zależy, nawet jeśli bardzo nie chcesz zrywać kontaktu - czasami trzeba unieść głowę wysoko i odejść z dumą.
Jaki jest sens znajomości, gdy staranie się jest jednostronne? Jaki jest sens, jeśli drugiej osobie zwisa Twoja obecność? Jeśli wcale jej nie zależy i obchodzisz ją tyle co zeszłoroczny śnieg?
Po co masz cierpieć, kurczowo się trzymać danego człowieka i pozwalać się szmacić? Po co skazujesz się na coś, czego druga osoba nigdy nie dostrzeże, bo już dawno jej oczy przestały patrzeć na Ciebie? Jesteś dla niej tylko zajęciem na nudę i na moment, gdy nikogo innego nie ma w pobliżu. A nawet wtedy pokazuje Ci całą niechęć, którą w sobie trzyma, usilnie starając się Ciebie odepchnąć, by jednym słowem złapać Cię za ubranie, i na nowo do siebie przyciągnąć.
Masz klapki na oczach, nie widzisz najprostszych sygnałów, a może nie chcesz ich widzieć? Cały czas usprawiedliwisz przed sobą zachowanie tej osoby, tłumacząc je najróżniejszymi durnotami, w które sam nie wierzysz, ale bardzo byś chciał, by były prawdą. Ignorujesz dobre głosy Twoich przyjaciół, którzy chcą dla Ciebie jak najlepiej, bo przecież Ty znasz tą osobę lepiej i oni w ogóle się nie znają. Z każdym dniem coraz bardziej brniesz w tą toksyczną relację, pozwalając się wyniszczać, będąc jak pies na każde zawołanie czy skinienie palcem.
Powiedz mi, jaki jest sens tracenia swojej godności dla kogoś, kto cały czas Cię z niej obdziera? Unieś głowę, odejdź i nie odwracaj się za siebie, już nigdy. Ponieść konsekwencje tego czynu, który wyjdzie Ci tylko na dobre, bo tamta osoba nie zauważy Twojej nieobecności.
Pomimo bólu znajdź tą odwagę i zrób ten jeden, trudny, krok.
~ I wish I could have quit you, I wish I never missed you.

View more

Opowiedz mi o czymś.

Delia Felicite Badwi
Nie rozumiem jak w obecnych czasach, można nie rozumieć odrzucenia. Można negować słowo „nie”, które jasno znaczy „nie”.
Rozumiem ból, który rozrywa człowieka na pół. Rozumiem łzy cieknące strumieniem po twarzy. Rozumiem poczucie bezsensu, zawód. Rozumiem nieprzyjemne uczucie spadnięcia z hukiem na ziemię, gdy bezpieczna bańka pęka. Jednak nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem, deptania swojej własnej godności, niczym śmiecia leżącego na chodniku.
Miłość ponoć jest ślepa, zakłada klapki na oczy, przez które nie widać wielu rzeczy. Jednak jak długo można nie zauważać jasnych sygnałów, sugerujących, by nie robić sobie zbędnych nadziei? Jak długo można tworzyć swój idealny świat z wymarzoną osobą, gdy druga osoba pokazuje, że wcale nie chce być jego częścią? Ile można się chować w bezpiecznej bańce swoich własnych wyobrażeń, z nadzieją, że stanie się ona rzeczywistością?
Jak nisko trzeba upaść, by, kierując się odrzuceniem, urządzać scenę niczym trzy latek, który nie dostał zabawki? Jak można odpychać drugą osobę swoim zachowaniem tylko dlatego, że nie odwzajemnia uczuć? Jak można zmuszać kogoś do odwzajemnienia tego, starając się wywołać poczucie winny?
„Nie mogę bez Ciebie żyć.”
„Zrobię sobie coś, jeśli mnie zostawisz.”
„Zdechnę sam i to jeszcze bez przyajciół.”
Jeśli masz odwagę wyznać mi to, co powtarzałeś w swojej głowie tysiąc razy podczas bezsennych nocy, to miej odwagę liczyć się z tym, że Twoje marzenia legną w gruzach. I pomyśl dwa razy nim do mnie cokolwiek powiesz, kierowany agresją, bo takich jak Ty zjadam na śniadanie. A nie jest moją winą, że byłeś ślepcem, który sam pchał się na drogę ku zranieniu.
~ You say you can't live without me, so why aren't you dead yet?
Why you still breathing?

View more

Krytyś. Żyj, nie umieraj.

Ponoć ludzie uczą się na swoich błędach. Ściagają opaski z oczu i dostrzegają to, co zrobili źle. Starają się to naprawić, przepraszają, obiecują poprawę niczym na spowiedzi.
Jednak czy tak jest zawsze?
Nieraz to „przepraszam” jest rzucone dla świętego spokoju. Nieraz zupełnie nie żałują tego co zrobili albo nie rozumieją dlaczego to kogoś zabolało.
Mimo wszystko nie takie przypadki są najgorsze. Gorsze jest wtedy, gdy ktoś widzi swój błąd ale cały czas go powiela. Po co? Dla zabawy? Chorej satysfakcji? Dla zniszczenia innej osoby?
Robiąc cały czas to samo, nigdy nie ruszy się dalej, a przy okazji straci wszystkie najważniejsze dla siebie osoby. W końcu ile można wybaczać? Jak długo można się łudzić, że tym razem będzie lepiej? Jak długo można sobie wmawiać, że ten ktoś nie zrobi tego więcej? Nie da się wiecznie wierzyć w rzucone na wiatr „przepraszam”. Nie da się cały czas wybaczać. W pewnym momencie człowiek pęka i mówi „dość”. Odchodzi w swoją stronę, zamykając się na innych i chcąc tylko o wszystkim zapomnieć.
Więc nim popełnisz po raz kolejny ten sam błąd, zastanów się, czy jesteś w stanie zmierzyć się z jego konsekwencjami.
~ Ej wiesz to jest koniec. Tak chcesz, znów nie kłamię. Nie chcę, więcej, mam na to wszystko wyjebane. Jestem pewien, raczej, na pewno chcę zapomnieć, było fajnie teraz chcę już pozbyć się tych wspomnień.

View more

Podziel się ze mną swoją pierwszą myślą z rana.

Oliver
Myślałeś, że jesteś ponad wszystkimi innymi ludźmi. Określałeś się bogiem, patrząc z pogardą na ludzi rozłożonych u Twoich stóp. Zaklejałeś mi usta swoją trucizną, zakładając na oczy opaskę, bym nie widział nic. Na szyję wcisnąłeś swoją za ciasną obrożę, trzymając mnie krótko na smyczy. Sprawiłeś, że uległem Ci całkowicie, biorąc tą uległość siłą.
Jednak teraz, gdy wyrwałem się z Twoich lepkich macek, mogę w końcu oddychać świeżym powietrzem. Wróciłem do wolności, którą mi zabrałeś swoimi słodkim słówkami i obietnicami bez pokrycia. Złapałeś mnie w swoje sidła niczym naiwne zwierze, ale drugi raz nie wdepnę w tą samą pułapkę.
Nie jesteś lepszy od innych i nigdy nie byłeś. Nie jesteś ponad człowiekiem tylko dlatego, że tak sobie ubzdurałeś w swojej chorej głowie. Jesteś nawet poniżej ludzi, których się szanuje, bo jedyne co robisz to zatruwasz życie innym swoją obecnością. Żaden Bóg nie doprowadza człowieka do skraju jego wytrzymałości, tym samym kusząc śmiercią i ucieczką od tego wszystkiego. Żaden Bóg nie emanuje toksynami, z każdym oddechem uzależniając od nich drugą osobę. Żaden Bóg nie próbuje zniszczyć drugiej osoby dla własnej zabawy i satysfakcji.
Więc kto tu jest królem, skoro jesteś nikim?
~ You wanna hate me. You wanna try and break me, but you can't kill me.
'Cause I'm already dead
You can shame me. You can try and break me down.
'Cause I'm already dead.

View more

Next