Ask @PisaneNocaNaKolanie:

.

☆ ραткα ☆
《23b》
- Posłuchaj, gówno mnie obchodzi co tam sobie zaplanowałeś z tym swoim Willem i jakie macie źródła. Głęboko mam twoje szczodre zamiary uratowania szkoły. Jeśli twój mały palec spróbuję drgnąć jeszcze raz przeciwko mnie to obiecuje ci, że osobiście pochwalisz się koledze po tamtej stronie jak spartaczyłeś sprawę. - w tym momencie usłyszałem trzaśniecie drzwiami. Pan Carlo de Shangh wrócił do klasy. Eddi puścił moją bluzę i natychmiast odwrócił się w strone nauczyciela ze wściekłym spojrzeniem. Złapałem sie za szyję próbując złapać oddech.
- Edwardzie Trauss. Chyba nie musze ci przypominać o twojej ostatniej rozmowie z pedagogiem. - powiedział matematyk nawet nie rzucając na niego wzrokiem.
- Nie, proszę pana. Cały czas śni mi się to spotkanie po nocach.
- I budzi się nie tylko on ale i jego KOLEGA staje na baczność! - ktoś krzyknął i cała klasa bladych nastolatków stłumiła śmiech w rękawach bluz. Eddi przeleciał wzrokiem po klasie aby znaleźć autora tych słów. Wiedziałem że ten człowiek będzie miał ciekawą przygodę z panem Traussem. Nie wątpiłem także, że ja też się nie będę nudzić.
- Siadać bachory! Podnieść tą ławkę bo mnie zaraz kreeeew zaleje...! - pan Carlo de Shangh zdjął okulary i przetarł oczy. Pierwszy raz od trzech lat usłyszałem jak krzyczy. Nie chciałem mu podpaść jeszcze bardziej. Ustawiłem ławkę i usiadłem. Lekcja dłużyła się niemiłosiernie, a ja czułem każde spojrzenie w moją stronę.

View more

.

Indiana Jones W Spódnicy
《23a》
- Edward Trauss. Tak samo ironiczny i denerwujący jak w I klasie. Czy nie znudziły ci się groźby rzucane na prawo i lewo a potem wegetowanie w pokoju przez kilka tygodni? Grozić można każdemu ale żeby potem chować się przed swoimi "ofiarami"? Eddie nic sie nie zmieniłeś. - słowa same płyneły z moich ust. Nie powstrzymywałem tego. Już nic nie miałem do stracenia. Ale jedno było pewne. Miałem haka na każdą osobę w tej śmierdzącej budzie. Teraz, gdy w głowie mam tylko jeden cel posune sie do wszystkiego aby dopiąć swego. Eddie od zawsze wyłudzał kase od młodszych i rówieśników. Kiedy wziął się za dealerke jego działania zapewne śmiało posuneły sie do przodu a ja jestem pewnym zagrożeniem.
Nie patrzyłem mu w oczy. Wlepiłem wzrok za okno i czekałem na reakcję. Mimo to, czułem że się zagotował, że zaraz może wybuchnąć, że przestaje panować nad sobą. Oto jego słaby punkt. Honor. Buduje sobie opinię nieustraszonego a tu ktoś (czyt. Ja) wystawia jego prawdziwe oblicze na światło dzienne. Błąd? Wtedy jeszcze tak o tym nie myślałem.
Nagle to na co patrzyłem stało sie bardziej odległe. Nagle grunt spod moich nóg opadł. Nie, to nie to. Eddie złapał mnie nienaturalnie wielkimi łapami za brzegi bluzy i uniósł jak w gangsterskich filmach. Byłem zmuszony spojrzeć na jego obrzydliwą twarzyczkę. Kwadratowa twarz, włosy ogolone na 0,5cm, złamany nos, wybita dwójka na górze, porowata cera, szare oczy, rozcięta brew, zaschnięte usta i wyraziste kości policzkowe. Taki sam jak w pierwszej klasie. - Beidecker, czy tobie sie nudzi? Co ty tu w ogóle robisz? Cała szkoła wiedziała że wykitowałeś. Miało cie nie być! A teraz wparowujesz tu i myślisz że możesz mieszać w MOJEJ szkole? - zrobił kilka kroków w przód i przyparł mnie do ściany przyciskając pięści do mojej szyi.

View more

.

Indiana Jones W Spódnicy
《22》
"Tylko nie łap kontaktu wzrokowego, nie łap kontaktu wzrokowego"- tylko ta myśl krążyła mi w głowie. Światło które przebijało się przez zabrudzone szyby zasłoniła mi męska sylwetka. Z prawej, z lewej, przed sobą... wszędzie ludzie. Czuje czyjś oddech na karku i widzę pozdzierane paznokcie na dłoniach spoczywajacych na mojej ławce.
- Proszę! Ha! Beidecker. Kolego co ty tu robisz? Czy mamusia nie zaprosiła cie na herbatkę? - niski głos wdarł się do mojej głowy i zrujnował cały spokój jaki starałem sie utrzymać. Nie podniosłem głowy. Tętno przyśpieszyło i poczułem drgającą powiekę.
- Ej... kuwa ludzie. Weźcie to truchło bo walić zacznie. - jakaś dziewczyna ewidentnie żując gumę zaczęła rechotać a wraz z nią kilka innych śmieszków. Mięśnie w moich rękach same zadziałały. Odepchnołem ławkę z całej siły naprzód. Nastała cisza a ja zdobyłem odwage aby spojrzeć w oczy chłopakowi który stał obok mnie. Edward Trauss "Edd(i)". Znam to nazwisko. Był na liście dealerów od Willa. Przypadek. Zbieg okoliczności. Czy moja obecność mogła go niepokoić?
- Nie denerwuj się po doniose na ciebie wujaszkowi. Myślisz, że ucieszy sie na wieść, że jego kochany bratanek zmartwychwstał i znowu truje mu dupe?
- A ty nie ucieszyłeś się na wieść, że jednak jestem? Żyję? Może powspominamy razem Willa? Może umocnimy nasze braterskie więzi kolego? - po wypowiedzeniu tych słów wiedziałem, że to było przegięcie. Ale już nic nie mogłem cofnąć. Widziałem w jego oczach teraz coś więcej niż złośliwość. To było zdenerwowanie. Strach. Czułem się na wygranej pozycji, mimo, że byłem w czarnej dupie. Tylko stwarzam sobie wrogów. I tak mam ich za dużo a skoro już sa to zaczne ich kolekcjonować.
- Myślałem, że już to dawno zrobiłeś, ale skoro jeszcze nie to może sam chcesz odwiedzić Willa, co?- groźba z ust moich wrogów. Miód na me uszy.

View more

.

Indiana Jones W Spódnicy
《21》
Wychodząc na korytarz czułem się jak robak wrzucony do klatki pełnej jaszczurek. Robak. Nie czułem się pewnie, a uczucie dziesiątek par oczu wlepionych we mnie wcale mi nie pomagało. Czarny kaptur zarzucony na głowę, dłonie w kieszeniach i trupio blada cera sprawiała, że wyglądałem jak dealer handlujący krwią. Pamiętałem co mnie teraz czeka. Matematyka z Piratem Z Latającego Holendra. Wyglądał jak trup. Ale taki inny trup niż my. Cere miał pokrytą bruzdami i bliznami. Długa broda siegająca prawie do brzucha była pokołtuniona i pełna przeróżnych okruszków i śmieci. Brakowało tylko tam glonów i rozgwiazdy na czole. Mówił cichym i spokojnym głosem jeszcze bardziej pozbawiając nas chęci do życia. Dotarłem pod klase 2 minuty przed dzwonkiem. Stada gapiów wyjątkowo szerzej otworzyło swoje depresyjne oczy i zaczęła się faza szeptów i wytykania palcami. Żyje moi drodzy, żyję. Kto się cieszy?! Czekałem tylko na reakcję nauczycieli. Nie żebym się stęsknił. Pan Carlo de Shangh wszedł smętnym krokiem do klasy nie patrząc nigdzie indziej niż na własne buty. Wyjął dziennik i zaczął wyczytywać.
- Bastroock.
- Jes...tem, pszeciesz. - odezwał się akcentując każdą zmiękczaną sylabę.
- Beide...ckeer. Nie. Zaraz, zaraz... tutaj... - zacząl bełkotać coś pod nosem.
- Jestem. - odezwałem sie przerywając narastający szum w klasie. Wszystkie oczy zatrzymały sie na mnie. Nawet szare i puste oczy pana Carlo de Shangh podniosły się i wzrokiem krwiopijcy wlepiły się we mnie. Cisza trwała kilka sekund. Matematyk zebrał papiery wraz z dziennikiem i żywym krokiem wyszedł z klasy. Domyślałem się że pofrunął do dyrektora robić mu wyrzuty ze tylko narobił balaganu w papierach zapisując żywego ucznia na straty. Nie chodzi o to że uśmiercił chłopaka. Chodzi o bałagan w papierach. Dźwięk zamykanych drzwi nie zwiastował dla mnie nic dobrego. Sam w jaskini lwa. Spuściłem głowę nie chcąc złapać jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego. Usłyszałem szum odsuwanych krzesełek. Czas zacząć przedstawienie.

View more

.

《20》
Nadszedł dzień, w którym postanowiłem przestać chować głowę w piasek. Jeśli ktoś chce mnie dorwać- proszę bardzo. Wystawię się jak na tacy. Pora wziąść sprawy w swoje ręce i spełnić ostatnią prośbę Will'a. Nigdy nie byłem tak sentymentalny, ale fakt, że tego chciał jeszcze bardziej motywuje mnie do przyskrzynienia tych skurwieli. Nie będzie łatwo. Jeżeli zacznę od przydupasów, wieści szybko dotrą do wicedyrektora i raczej skończy sie moje bohaterstwo. Jeśli zaś zacznę od największej szychy też szybko skończę- przegraną. Decyzja należała do mnie, a wiedziałem, że cokolwiek bym nie wybrał- będzie to zły wybór.
Leżałem plackiem na łóżku rozmyślając o planach jak skończyć dealerke w szkole, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Wtem drzwi energicznie sie otworzyły i do środka wpadła Cassidy. Ubrana w zwiewną granatową sukienkę w białe kwiatuszki. Na nogach miała zniszczone już czarne trampki, a włosy miała potargane przez wiatr... jakże to piękny był nieład. Nigdy w ten sposób na nią nie patrzyłem. Usiadła obok mnie i przyglądała się mojej przybrudzonej koszulce.
- Darren, naprawdę chcesz wrócić do szkoły? - zapytała z lekko wyczuwalną troską w głosie.
- Cały czas w niej jestem. - wymruczałem z głową w poduszkach.
- Dobrze wiesz o co mi chodzi. - jej ton głosu stał sie zimny. Nie lubiła, kiedy w najmniejszym stopniu zgrywałem sie z ważnych spraw. Usiadłem obok niej i spojrzałem jej w oczy.
- Cass nie mogę dalej sie ukrywać. Niedługo egzaminy końcowe. I ta cała sprawa z ojcem. Nie wytrzymam tu dłużej. Musze coś zrobić bo zwariuje! - złapałem sie za głowę i oparłem łokcie na kolanach.
- Wiem, ale... boje się, że to może sie różnie skończyć. - powiedziała drżącym głosem i położyła na moim kolanie swoją dłoń. Zrobiła to z taką niepewnością, że poczułem jakby piórko opadające na moją skórę. Uniosła głowę i zobaczyłem oczy, które boją sie co ze mną będzie. Oczy, w których dostrzegłem nutke zapytania "Co będzie, jak ciebie nie będzie?". Oczy, którym na mnie zależało.

View more

.

Indiana Jones W Spódnicy
《19》
Dni mijały, a ja o niczym nigdy tak nie marzyłem jak o powrocie do normalnego życia. A nie... nie normalnego, ale takiego jakie było przedtem. Siedzę zamknięty w tym żygajacym tęczą i Justin'em Bieber'em pokoju jedząc same drożdżówki i jogurty od blisko tygodnia i już mam dość. Rany sie już zaczynają lepiej goić, a ból powoli ustępuję. Codziennie myślę co zrobić, jak wrócić do codzienności.
- Siema. - powiedział Brad wchodząc do pokoju szybko i zdecydowanie. Wyraz twarzy miał poważny i wyczułem, że zaraz coś sie wyjaśni.
- Siema. - odpowiedziałem podnosząc sie i siadając na łóżku.
- Słychaj, za 2 dni wylatuje do Francji. Czas, żebym ci powiedział o co poprosił Will. Bo widzisz... zanim on... no wiesz, dowiedział się czegoś o tej szkole. Czegoś co, wielu wolałoby zachować w tajemnicy.- wyjął z kieszenie kartkę z kilkoma nazwiskami. Niektóre kojarzyłem, a niektóre były mi zupełnie obce. Podał mi je niepewnie.
- Co to jest? Nic... nie rozumiem. - czytałem nazwiska próbując pojąć co je łączy i dlaczego są połączone różnymi kolorami długopisu. Brad schował twarz w dłonie i wziąl głęboki wdech.
- Ci ludzie... oni. To są dealerzy, ale nie tacy zwykli. Towar rozchodził sie po znajomości. Z rąk do rąk, potem mysiałeś kupować z dwóch powodów. Albo nie mogłeś bez tego żyć, albo nie przeżyłbyś gdybyś tego nie kupił od nich.
- Kurwa, jaśniej... - zacząłem rozmasowywać twarz.
- Zmuszali ich do kupowania tego gówna. Jeśli nie kupili to niby "sie zabijali", ale tak na prawdę to to ścierwo pozbywało sie niekorzystnych klientów. Lub wpadali w taki nałóg, długi i problemy, że sami ze sobą kończyli. Will zaczął sie orientować o co chodzi. Kupował towar i spisał wszystkich, o których wiedział, że handlują. Nie chciał wybaczyć, że przez nich gineli ludzie.
- Czekaj... czemu do cholery tu jest nazwisko wicedyrektora?! - zapytałem dosuwając kartkę do jego twarzy.
- Właśnie. Will chciał, żeby wszyscy... bez wyjątku zapłacili za to co robili... i robią.

View more

.

#MP Śmieszka Agnieszka
《18》
- Jak to mnie nie wyczytali? - byłem zdziwiony.
- Słuchaj nie wyczytują tylko trupów. - powiedziała Cassidy łamiącym się głosem.
- Ale dopóki nie widzieli ciała to nie mogli go wziąść za trupa. Chyba że... - wpadł w zamyślenie i nastała długa chwila ciszy. W końcu nie wytrzymałem.
- Chyba że co?!
- Chyba że ktoś kazał cię wziąść za trupa. Darren w dyrekcji są wtyki. - dokończył Brad.
- Zawsze były. - mruknęła Cassidy.
- Ale tym razem to wtyki na twoją niekorzyść. Ktoś nie chce żebyś wracał do szkoły. I niekoniecznie jest to Bill Graffs. Ten półgłówek nie ma takiego wpływu na dyrekcje. To musi być ktoś z zewnątrz. Sprawa Lisy ucichła, Bill może odpuścić. - po minie Brad'a można było wywnioskować, że usiłuje na coś wpaść, ale mieliśmy za mało tropów.
- Darren, jesteś w wielkim niebezpieczeństwie. - powiedziała z powagą Cassidy siadając obok mnie.
- Dzięki, Cass. Sam bym na to nie wpadł. Jesteś taka spostrzegawcza. - rzuciłem w odpowiedzi.
- Beidecker, szacunku. Gdyby nie ona to nie wiem gdzie mógłbym cie ukryć. Ona zaplanowała twoje "odbicie". Zamknęła Bill'a w kiblu! W damskim! Nie wiem jak ona tego dokonała. - powiedział wskazujac na nią teatralnym gestem.
- Oh do tego trzeba mieć talent. Dla mnie Graffs to pikuś. - Cassidy zaczeła ironicznie oglądać swoje paznokcie z delikatnym uśmiechem. Były czerwone. Tak jak jej usta. Nie wiedziałem, że jest taka piękne. "Darren ogarnij sie, o czym ty myślisz?!" Nie wiem co zaczęło dziać sie w moich myślach, ale szybko chciałem przestać.
- Sorry. A więc co teraz? - zapytałem.
- Musimy się dowiedzieć komu śnisz sie w kostnicy.

View more

.

Majcia✌
《17》
Do środka weszła... Cassidy Rousteen. To jej pokój? Pasuje do niej. Spojrzała na mnie litościwie zaciskając niespokojnie dłonie. Wyglądała jakby zaraz miała pisać najważniejszy egzamin w życiu.
- O... boże!- wykrzynęła i od razu zatkała usta z przerażeniem, że ktoś ją usłyszał.
- Nie, to tylko ja, Darren. Nie pamiętasz mnie? - nawet w takiej sytuacji chciałem zachować trochę humoru.
- Na prawdę dziwne, że żarty sie ciebie trzymają, Beidecker.- emocje opadły a Cassidy spoważniała. - Dałeś mu nazwiska? - zapytała Brad'a z wyrzutem.
- Ej no czekaj. Koleś dopiero dochodzi do siebie. Przecież on jest w szoku. Spójrz na niego! - pokazał na mnie z nie mniejszym wyrzutem. W tym momencie zabrzmiał dzwonek. Spojrzeli na zegar - to nie był czas ani na lekcje ani na przerwe. Nastała chwila ciszy. Po kilkunastu sekundach zabrzmiał kolejny dzwonek.
- Apel kontrolny?! Co? - krzyknął spoglądając na zegarek z niedowierzaniem.
- Niemożliwe! Taki apel jest tylko raz w roku, w styczniu, mamy maj! - zapanował niepokój, razem naradzali sie co robić. Na takim apelu sprawdzają każdego ucznia. Czy przypadkiem nie przegapili śmierci jednego z nich. Brak jakiegokolwiek żyjącego wiąże się z przetrzęsieniem całej szkoły. Mimo, że nikogo on nie obchodzi. Postanowili zaryzykować. Musieli iść, zostawili mnie, kazali nie dawać oznak życia i zamkneli drzwi na klucz. Słyszałem duży chałas na korytarzach, który wkrótce ucichł. Po jakiejś godzinie obydwoje wrócili z grobowymi minami. Gdyby dyrekcja zorientowała się, że mnie nie ma raczej byli by niespokojni i starali sie mnie ukryć... ale stanęli jak wryci i gapili sie na mnie.
- Darren... nie wyczytali Cię.

View more

.

Indiana Jones W Spódnicy
《16》
Usiadłem na łóżku przykrytym puchowym kocem. Właśnie wtedy moje mięśnie zaczęły się rozluźniać po długiej drodze z piwnicy i zacząłem odczuwać ogromny ból. Miałem wrażenie, że to jakiś głupi żart. Ale kto by katował ludzi w ramach żartów? Bill Graffs? Fakt, to możliwe. Ale Lisa nie zgineła na żarty. Ona na prawdę nie żyje, a ten dupek musi za to zapłacić.
- Jedz. - niespodziewanie ma moich kolanach wylądowała drożdżówka. Chłopak, który mnie uratował stanął w drzwiach opierając się o futrynę.
- Dzięki. Poznam imię wybawcy? I jaki masz w tym cel? - rzuciłem prosto z mostu. Chciałem wiedzieć co tu sie dzieje. Kim jest i czemu mi pomaga.
- Pamiętasz jeszcze William'a? - zapytał spoglądając na mnie ciekawskim wzrokiem. Kiedy usłyszałem imię jedynego człowieka w tej szkole, któremu zaufałem, wszystko wróciło. Zatęskniłem. Bo to nie jest tak, że do tej szkoły chodzą głazy. Tutaj każdy czuje. Czuje aż za dużo. William nie wytrzymał do końca. Ale kogoś takiego sie nie zapomina.
- Will... tak.
- Kiedy jeszcze żył poprosił mnie, abym dokończył za niego pewne sprawy, jeżeli on nie zdoła. Widziałem w jakim był stanie i nawet nie próbowałem go przekonywać. W każdym razie za tydzień wylatuje do Francji, do rodziny. Moja matka zachorowała... to nie ważne. Ważne jest to, że nie będę mógł spełnić jego prośby. Dowiedziałem się, że byliście ze sobą blisko. Będziesz musiał mi pomóc.
- Nadal nie wiem jak sie nazywasz i skąd wiedziałeś co sie ze mną dzieje.- próbowałem powoli przyswajać informacje, które ledwo wchodziły mi do głowy. Jednocześnie miałem tyle niewiadomych, że nie wiedziałem o co zapytać.
- Brad Heller. Może nie powinienem... ale ludzie w tej szkole powiedzą wszystko co widzieli za "tabletke rozkoszy" albo paczkę żyletek.- powiedział z lekkim zakłopotaniem. W momencie kiedy miałem zasypać go masą kolejnych pytań, drzwi powoli się uchyliły.

View more

.

♪Lajla ♪→ #Lxa
《15》
Obudził mnie dźwięk czyichś kroków zza drzwi. Nie wiedziałem jaka godzina. Ani jednego okna. Zero widoku na świat. Nie mam pojęcia ile mnie nie było. Może przespałem dobre kilkanaście godzin? Nie, on by na to nie pozwolił. Drzwi otworzyły się powoli i do środka wszedł jakiś mężczyzna. Miał na sobie czarną bluze i czapkę z napisem HELLO. Nie znałem go. Spojrzał na mnie z politowaniem. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak źle musiałem wyglądać.
- Ale cię urządzili. Nie wiem co im zrobiłeś, ale to był duży błąd. - powiedział pół-szeptem przykucając obok mnie.
- Nic im nie zrobiłem. - z bólem w głosie powiedziałem przyglądając się jego wydziaranym dłoniom.
- Ta jasne. To zapewne przypadek, że akurat ty leżysz zakrwawiony w stercie śmieci. - już nie patrzył mi w oczy, a szukał czegoś w plecaku.
- Kim jesteś? - wyszeptałem z nadzieją, że to nie jego kolejny goryl. Nie odpowiedział. Wyjął z plecaka butelkę wody i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu dał mi sie napić. Każdy łyk sprawiał ból, ale było warto.
- Nie pora na pogaduszki. Zwijamy się. - powiedział z pośpiechem pakując plecak i łapiąc mnie pod ramiona. Cholernie bolało, ale wstałem. Nogi mi sie chwiały. Nie myślałem zbytnio kto to jest i jaki ma cel w tym, że mnie stąd zabiera, ale najważniejsze, że opuszczę to miejsce. Cały czas mnie trzymał i tylko co chwile szeptał, aby iść szybciej. Starałem się. Nie wiedziałem dokąd zmierzamy. Droga dłużyła się niemiłosiernie. W końcu wyszliśmy na szkolny korytarz, a ja poczułem strach, co jeśli spotkamy tu Bill'a.
- Cii... teraz na lewo. Do 32. - wyszeptał rozglądając się na wszystkie strony. Chyba obawiał się tego samego co ja. Weszliśmy do pokoju. Był pusty, ale wyglądał na dziewczęcy. Na ścianach wisiały plakaty One Direction, 5SOS i Justina Biebera. Chyba jednak wolałem piwnice...

View more

.

《14》
Przełknąłem nerwowo ślinę i zacząłem sobie wyobrażać, co tu za chwilę może się stać. Nie chciałem tego, cholera- za co to wszystko?
- A więc, Darren... kto zabił Lise? - zapytał Graffs z sarkastycznym uśmieszkiem.
"Nie dam mu tej satysfakcji"- pomyślałem. Rzuciłem okiem na dwóch gości przede mną, zamknąłem oczy i powiedziałem.
- Największy dupek w szkole Bill Graffs.- w tym momencie ogromny ból przeszył moje ciało na wskroś od żołądka. Odruchowo chciałem skulić się w kłębek, ale liny mi na to nie pozwalały. Kolejny cios niżej zabolał jeszcze bardziej. Czułem jak łzy napływają mi do oczu.
- Kto zabił Lise? - zapytał ponownie, tym razem donośnie, wyraźnie i akcentując każdą sylabę.
- B-bill Graffs. - wycedziłem przez zęby, zaciskając oczy i szykując się na kolejne uderzenie. Długo nie czekałem - potężny kopniak trafił w mój brzuch. Miałem ochotę zacząć krzyczeć, ale to by tylko pogorszyło sytuacje. Gdy oczekiwałem ponownego pytania, jeden z nich podszedł do mnie i rozwiązał liny rzucając mnie w ciemniejszy kąt pomieszczenia. Po kolejnych i kolejnych ciosach już przestałem je liczyć. Ból był nie do zniesienia. Bolała mnie każda część ciała i powoli traciłem kontakt z otoczeniem. Chciałem zemdleć. Słyszałem groźby, w których słowa się dokładnie wsłuchiwałem, aby oderwać myśli od cierpienia. Trwało to jeszcze jakieś pół godziny. Jego słowa już do mnie nie docierały. Nie odpowiadałem, a on był tym bardziej zdenerwowany. Nareszcie światło zgasło. I nadal nie wiem, czy wtedy odleciałem czy oni po prostu wyszli, ale to nie miało znaczenia. Domyślałem się, że to jeszcze nie koniec. Zawlekłem się w sam kąt i przykryłem starymi workami wycierając krew z twarzy. W myślach miałem ucieczkę, ale nawet nie dał bym rady dojść do drzwi. Chyba usnąłem lub zemdlałem. Nie wiem. Pewne jest to, że ten czas kiedy byłem sam zleciał dla mnie bardzo szybko.

View more

.

《13》
Przez pewien czas starałem się uwolnić. To był odruch, sam nie wiedziałem co się dzieję. Wkrótce urwał mi się film, ale wydawało się, że był to tylko moment.
Otworzyłem oczy i nie dostrzegłem znaczącej różnicy. Nadal prawie nic nie widziałem. Jedyna poświata to delikatny strumyk światła przedostający się tutaj przez drzwi. Siedziałem związany opierając się o jakiś słup. Minęło kilka minut, aż drzwi się otworzyły, a ja zrozumiałem że jestem w szkolnej piwnicy. Do środka wszedł powolnym krokiem pieprzony pan całej szkoły Bill Graffs.
- Ej chłopaki! Śpiąca królewna się obudziła.- powiedział i zapalił małą żarówkę.
- Popieprzyło cię Graffs?! Wypuść mnie! Chcesz mieć problemy? - nie miałem pojęcia co zrobić w takiej chwili. Myślałem, że coś takiego zdarza się tylko w filmach.
- Oj nie, nie. Jesteś tu właśnie po to, abym ja nie miał problemów.- wyszeptał kucając obok mnie i parszywie oblizując wargi.- Bo widzisz Darren, Lisa nie zgineła bez powodu. Suka sama sie o to prosiła. A my nie damy sobie pluć w twarz!- wykrzyknął jak typowy kibic piłki bijąc się w pierś.
- Co niby ktoś taki jak Lisa mógł ci zrobić?
- Chciałem jej zafundować kilka przyjemnych chwil. Widziałem blizny na jej nadgarstkach jak u połowy tej szkoły, więc miała być łatwa. Nie była, Beidecker! Nie była! - zaczął wymachiwać przedemną pięściami.
- Zabiłeś ją tylko dlatego, że nie dała ci się przelecieć?
- Słuchaj, komuś takiemu jak ja się nie odmawia. Laski dużo by za to dały, a ta nie dość, że bezczelnie mnie wyśmiała to jeszcze pogrążyła u kumpli. Przychodzę i co? " Nie zaliczyłem"? Nie dam się, tak poniżyć. I tu wkraczasz ty. Darren Beidecker pogrążony w smutku po tym, jak Lisa go rzuca mści sie krwawo na swojej ukochanej.- wydawało się, że był bardzo dumny ze swojego planu recytując go, jakby był na scenie.
- Jaja sobie robisz. Jesteś chory! Nie licz, że na to pójdę!
- To sie jeszcze okaże.- powiedział spokojnym tonem otwierając drzwi, za którymi stali dwaj napakowani kolesie z torbami treningowymi.

View more

.

《12》
Starałem się nie zwracać uwagi na tą szarą mase na środku holu, ale jednak krzyki lasek skutecznie wypełniały dobre pół szkoły. Nagle na jednej ze stron książki wylądowała frytka. Zrzuciłem ją i przetarłem tłustą plame, jaką zostawiła.
- Yeah Tom! Byku, rzut za 100 punktów!- krzyknął Graffs wskazując na mnie. Nie chciałem awantury, więc wstałem z zamiarem szybkiego odwrotu. Jednak kiedy postawiłem kilka kroków wpatrując się w książkę, wpadłem na jednego z jego goryli.
- Sorry.- rzuciłem, z nadzieję, że oni zupełnie przypadkiem podnieśli się ze swoich miejsc, gdy ja chciałem odejść.
- Beidecker! Gdzie się śpieszysz? Nie pogadasz ze starym kumplem? - wykrzyknął arogancko wymachując dłońmi w teatralnym geście.
- Nie jesteśmy i nigdy nie będziemy kumplami Graffs.- powiedziałem oschłym głosem poirytowany całą sytuacją.
- Ooo a ty ciągle jesteś zły za ten żart w pierwszej klasie? No weź stary! To były jaja. Kupa śmiechu! Haha kupa! - na słowo "kupa" banda ciot zaczęła pokładać się ze śmiechu. Spojrzałem na nich z politowaniem.
- Wiesz, nie było mi do śmiechu, kiedy przez miesiąc musiałem ukrywać pod czapką czerwone włosy. To było żałosne Graffs.
- Miałeś papryke na głowie zanim to było modne. Ta co dziś wyjechała z tej szkoły też ma taki kolorek. - tłum znów zarechotał.
- Lisa była blondynką. - kiedy zaczął nabijać się z zamordowanej dziewczyny miałem tego dość. Spróbowałem wyjść z tłumu jaki sie wokół mnie zebrał, ale jego kolega skutecznie mi to uniemożliwił.
- Ah no tak, byyyła! - zawył po czym spoważniał i zbliżył sie do mnie tak, że nasze twarze dzieliły centymetry - A może to ty ją zabiłeś?
- Graffs przestań bawić się w te chore gierki, które śmieszą tylko twoją bandę. Musiało by mnie popieprzyć, żeby rozmawiać z tobą o Lisie.- powiedziałem. Po chwili każdy zamilkł. Powietrze stało się ciężkie.
- Skoro tak mówisz to my ci wpieprzymy, a ty z nami pogadasz. - rzucił i zaraz po tym światło zgasło. Ziemia się zapadła a ja usłyszałem zanikający dźwięk dzwonka.

View more

.

《11》
Szkołą ostatnio poruszyło nowe wydarzenie. To coś co rzadziej się tu zdarza. A konkrerniej zabójstwo. Tutaj nikt nikogo nie musiał zabijać, bo każdy zabijał się sam. O 5 rano przyjechał ambulans i policja. W pokoju 38 została zamordowana 17-letnia dziewczyna. Typowa szara myszka. Nie wyróżniała sie z tłumu. Blond loczki, szczupła, niska, oliwkowe oczy. Była bardzo miła, ale i ona miała swoje tajemnice. Została zadźgana nożem, a sprawca pozostał anonimowy. Jak to możliwe? Monitoring, dyżury nocne? Zostawił za sobą otworzone okno i związaną dziewczynę. Koleżanka weszła do jej pokoju i zobaczyła ją leżącą na łóżku całą we krwi. Na twarzy miała wyciety napis "Help". Kiedy wynoszono ją na noszach jej włosy nie były już blond. Były krwisto czerwone. A krew była wszędzie. Takie wydarzenie zyskało nad wyraz dużą sławe w naszej szkole. Mówiono nie tylko o tym że to ZABÓJSTWO a nie SAMOBÓJSTWO, ale także o ilości krwi jaką straciła ta dziewczyna. Najbardziej znanym samobójcą z naszej szkoły nie udało sie tak spektakularnie zginąć. Dziewczyna była chora na hemofilie. To dużo wyjaśnia. Minęły pierwsze godziny i nastała długa przerwa. Panie sprzątaczki już prawie pozbyły się całej krwi z korytarza. Usiadłem na ławce na końcu głównego holu pod salą muzyczną. Co ciekawe, tam nigdy nie gra muzyka. Uczą sie tylko rysować nutki i jak zbudowane są skrzypce. Pośrodku holu stoi wielka okrągła donica z kwiatami, a na około drewiana ławeczka. To miejsce dla elity. To tam na każdej długiej przerwie siada Bill Graffs ze swoimi gorylami i kilkoma na prawdę ładnymi dziewczynami. Obrzucają pierwszoroczniaków frytkami i papugują nauczycieli. "Dorosłość lvl hard". W każdym razie miałem nadzieję że jak zawsze nie zwrócą uwagi na chudy cień czytający Hamleta pod muzyczną. Tego dnia... myliłem się.

View more

.

《10》
Wróciłem do pokoju po całym dniu zajęć. Było ciężko, ale wolałem być na lekcjach, niż znów siedzieć sam i bić się z myślami. Pieprze. Co będzie to będzie. Otwieram kopertę. Rozwijam zżółkniety papier. Wygląda, jakby przez długi czas czekał na wysłanie. Czytając, staram się jak najwięcej zrozumieć, mimo że w mojej głowie panuje chaos.
" Synu,
Tak, wiem, bardzo długo sie nie odzywałem. To był dla mnie bardzo ciężki czas..."
*Nie tylko dla ciebie...*
"... ale chcę żebyś wiedział, że często o Tobie myślę. To co sie wydarzyło, zaprzepaściło szanse na nasze normalne życie."
*Bo bez kasy nie da sie kochać.*
" Twoja matka nie chciałaby abyśmy żyli tak, jakbyśmy wcale nie byli rodzinom. Chcesz czy nie, ja zawsze będę twoim ojcem. Nigdy nie chciałem sie z tobą rozstawać, ale musiałem. "
*Chyba sobie kpisz, przecież ty mnie po prostu zostawiłeś.*
" To nie było proste. Mam nadzieje, że nie jest ci źle w nowej szkole.
*Nowej? Cholera, chodzę tu 3 lata! Czy przez te 3 lata dla ciebie nie istniałem?!*
" Twój wuj na pewno dobrze o Ciebie dba. Wiem, że to ja powinienem, ale... w każdym razie cieszę się, że dobrze sobie radzisz. Masz znajomych, dobre stopnie."
* Znajomych zombie... spoko sam sie nim staje, ale fajnie, że wiesz do jakiej szkoły mnie oddałeś*
" Ja powoli wychodzę na prostą. Nie jest już tak źle. Nawet staram sie rozkręcić swój kolejny biznes. Niedługo kończysz szkołe. To na pewno będzie dla Ciebie wielki dzień."
*Do niedawna 'nowa szkoła' a teraz już ją kończę? Postępowy tatuś.*
" Mam dla Ciebie niespodziankę. Postaram sie... Będę, na zakończeniu roku. Przeprowadzisz sie do mnie. Wyjdziemy razem na prostą. Nie możesz sie doczekać prawda? Też sie stęskniłem. Do zobaczenia. TATA"
Że co? Że on tu? Nic nie zrozumiałem. Czy on chciał jednym listem zapchać dziure we mnie pogłębiającą się przez 3 lata? Żałosne. Jeszcze śmie wspominać matke i nazywać się ojcem. Nie zamiaruję zgrywać stęsknionego synka. Tak, nie mogę się doczekać... aż wygarne mu za całe 3 lata tortur.

View more

.

《9》
Koperta przez kolejny dzień leżała nietknięta na stoliku. Nie miałem odwagi jej otworzyć? Może po prostu nie chciałem? Nie będę się oszukiwać. Po prostu trzęse gaciami, czym tym razem ojciec da mi w gębę. Może wyjawi mi że jestem adoptowany? Nie zdziwiłbym się, bo nie wiem jak taka bezduszna istota może być moim ojcem. Ostatnia lekcja to W-F. Nawet tutaj sport to zdrowie. Szkoda, że nie psychiczne. Chociaż niektórzy tutaj jeszcze wierzą w endorfiny. Wchodzę na tą ponurą sale. Banda oszołomów stoi w nierównym rzędzie przed Panem Healfman'em i patrzy się, jakbym to ja był tutaj dziwakiem. Dziewczyna, która w podkoszulce nie zakryje blizn na całym ciele. Chłopak który musiał zdjąć rękawiczki i jego dłonie znów ociekają krwią, bo juz skończyły mu sie paznokcie do obgryzania. Kilku chłopaków na głodzie narkotykowym, nikotynowym, alkoholowym.I wszyscy patrzą sie na mnie. Bo jestem w stosunku do nich tak normalny, że aż dziwny. Ustawiłem sie obok dziewczyny całej w tatuażach, która posłała mi tylko gniewne spojrzenie. Pierwsze 30 minut bieganie dookoła sali. Pan Healfman gabił sie w smartfona, więc i tak mało kto biegał. Potem koszykówka. Niewiarygodne, że te zombie potrafią sie ruszać. Ktoś nawet kilka razy podskoczył. Wynik meczu? I tak nikt nie liczył. Każdy wychodzi z sali umęczony psychicznie, bo był zmuszony często do kontaktu fizycznego z innymi. Okrutne, naprawde... a raczej żałosne. Ludzie tutaj czują sie wiecznymi ofiarami. Zawsze straszliwie cierpią i tylko chcą sie pozbyć wszystkiego drogą samobójstwa. Pokazują, że są tak mało warci. Nie podejmują walki. Nawet na boisku wyglądali jakby obwiniali innych za swoją nieudaną akcje. "Bo to TY się na mnie patrzyłeś i przez to JA przegrałem". Ale w życiu, jak w grze nie chodzi o to żeby szukać winnego własnych upadków. A podnosić sie za każdym razem, odegrać i być dumnym, że to jeszcze nie ta chwila. Że jeszcze JA pokaże WAM, że umiem grać w życie.

View more

.

《8b》
-Litt... Litthia tutaj! - powiedziałem na tyle głośno, aby usłyszała mnie pomimo szlochów. Wychyliła sie niebezpiecznie nisko tak, że widziałem jej twarz. Spojrzała pytającym wzrokiem i z wyrzutem czemu zakłocam jej 5 minut w tej szkole i ostatnie chwile życia.
- Yy... Pamiętasz, pożyczyłaś odemnie ostatnio książkę. "Tristan i Izolda". Mówiłaś, że ją już skonczyłaś. Przyniesiesz mi ją? - w chwili stresu nic innego mi nie przyszło do głowy. Chciałem chociaż spróbować.
- Dzięki. Jest pod łóżkiem obok lektur szkolnych. Weź sobie.- powiedziała spokojnie... i skoczyła.
Zacisnołem oczy. Jak najszybciej zamknąłem okno, aby nie słyszeć całego zamieszania na dole. To nie mogło sie udać. Jeśli chciała sie zabić to i tak by to zrobiła. Usiałem na łóżku. Patrzyłem sie bez celu na pokój. Nagle coś pod stolikiem przykuło moją uwagę. " Tristan i Izolda" piękne pozłacane wydanie. No tak... oddała mi tą książke kilka dni temu. Nawet nie pamiętałem. A i tak odpowiedziała, nie chciała sie wdawać w dyskusje. Poczuła sie zapewne, tak "nijako". Nie pamiętałem, że z nią rozmawiałem, że oddała mi tą cholerną książke. Zawaliłem. Z niechęcią podniosłem koperte od ojca z ziemi. Rzuciłem na stolik i zakopałem sie w kocach. Na dziś- dość. Biore wolne od życia na czas bliżej nie określony.

View more

.

《8a》
Wpadłem do pokoju i rzuciłem sie na łóżko. Nie chciałem patrzeć na tą koperte. Wyobrażałem sobie ojca piszącego ten list. Jego wyraz twarzy, jego puste oczy, zimne dłonie. Nie chciałem czytać jakiegoś marnego świstku od tego człowieka. Usiadłem na krawędzi z kopertą w ręku. Przyglądałem sie jej, jakby tam była jakaś odpowiedź na pytanie, które zadaje sobie od kilku lat. Nie wiedziałem czego sie spodziewać i nie wiedziałem czy chce to czytać. Gdy próbowałem skupić sie na swoich myślach, usłyszałem krzyk dochodzący jakby zza okna ale gdzieś blisko. Wyjrzałem na zewnątrz i dostrzegłem wiszące nademną nogi. Domyślałem się, że zaraz przed moim oknem przeleci kolejna poraniona dusza. Nie interesowało mnie zbytnio kto to i czemu chce sie zabić. Kilka osób na dole krzyczało, aby sie wycofała. Że jeszcze nie teraz. I wtedy usłyszałem: " Litt nie skacz!". Litthia Morgo chciała sie zabić? Nie ma tu innej Litt. Piękna, niska, słodka dziewczyna z blond loczkami. Większych zielonych oczu nigdy nie widziałem. Jej malinowe usta zawsze pięknie mówiły o poezji. Ubierała sie w kolorowe i szalone ciuchy z brokatem i cekinami, co wyróżniało ją z tłumu. Bo tutaj prawie kazdy chodzi w czarnych dresach. Ona była nieliczna, w której można było dostrzec chęć do życia. Jaka tragedia musiała sie stać, że taka dziewczyna jest tutaj w takim stanie? W pierwszej klasie miałem z nią dobry kontakt. Lubiliśmy się. Co ja pieprze. Kocham sie w niej, odkąd tu trafiłem. Ale zawsze wydawała mi sie za wysoką ligą. Nigdy nie mogłem z niej wyciągnąć, co się z nią dzieje. I nie mam pojecia, dlaczego teraz oglądam jej dyndające stopy nad moim parapetem. Szukałem w głowie czegoś, co sprawi że sie wycofa. Coś co ją tutaj zatrzyma. Nie zwracała uwagi na nikogo. Zabarykadowała drzwi od pokoju. Byłem najbliżej, ale nie mogłem jej uratować własnymi siłami. Mogłem próbować rozmawiać, ale złudne były nadzieje że to pomoże.

View more

.

《7b》
Klapnołem na tyłek rzucając plecak i osunąłem sie na krześle. Gdy wszedłem nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Czytał coś z zamyśloną miną. Odkaszlnołem bo już mi było nie wygodnie.
- Oh, Darren! To już ty. - powiedział odkładając segregator na stolik obok.
- Tak, to już ja! - powiedziałem udając sarkastycznie podekscytowanie i spojrzalem w okno jakby bylo tam coś ciekawszego niż szare żaluzje.
- Weź sobie rodzynke.- powiedział i przesunął mi małą miseczke z rodzynko-podobnym czymś w środku.
- Yy... nie, dzięki. - spojrzałem podejrzliwie na to " coś".
- Dobrze, więc co my tu mamy... oceny w porządku, chociaż chemia troszkę słaba.- przeglądał moje akta zbrodni zwane dziennikiem.
- Gorsze dni. Nie zamiaruje sie poprawiać.
- Wcale nie każe ci sie poprawiać. Naprawdę dobrze ci idzie. Jak przygotowania do testów?
- Dobrze.
- A twoje samopoczucie? Czy, nie masz takich dni kiedy...? - psycholog a nawet nie umie zapytać czy chce mi sie żyć.
- Nie panie profesorze nie zamiaruje się zabić. -powiedziałem chcąc jak najszybciej stąd wyjść.
- Nie tylko o to mi chodzi, w stosunkach z przyjaciółmi i bliskimi... - przerwał i zdał sobie sprawe co powiedział.
- Jakbyś nie zauważył to nie mam bliskich ani przyjaciół, więc podpisz mi ten cholerny kwitek i wypuść mnie z tej kanciapy.- wstałem gwałtownie kładąc na stoliku świstek z poświadczeniem odbycia tej chorej rozmowy. Przysunął go w swoją strone widząc że ta rozmowa nie potoczy sie po jego myśli. Spojrzał na mnie troskliwym wzrokiem z zawodem. Machnął podpis i przesunął kartkę. Zgarnąlem ją, zarzuciłem plecak na ramie i już chciałem wyjść kiedy powiedział.
- Zaczekaj jeszcze. Mam coś dla ciebie. - wyjał z szuflady żółtą kopertę. - To od twojego ojca. Proszę, chociaż przeczytaj.
Wziąłem koperte nawet jeszcze nie przyswajając wiadomości że rzekomo mój ojciec sie odezwał. Wyszedłem z gabinetu i od razu wrzuciłem kurs na swój pokój. Szedłem obijając sie o ludzi. Nie. To na pewno był tylko chory sen- wmawiałem sobie całą drogę.

View more

.

《7a》
Korytarz był prawie pusty a ja i tak czułem na sobie wzrok innych. Zapewne wielkie zdziwienie było kiedy wczoraj przyjechała tylko jedna karetka i to nie do mnie. A każdy był pewny ze to ja nie wytrzymałem. A jednak to nie byłem ja. Samantha McDanney. Zachowywała sie jak szlachcianka. A wczorajszej nocy podcieła sobie żyły pod prysznicem. Co za mało arystokrackie samobójstwo. Mogła wymyślić coś droższego. Np. połknąc garść tabletek i popić drogim szampanem albo podciąć sobie gardlo ostro wyciętą sztabką złota. W każdym razie ja mam sie dobrze. Od pół godziny grzeje krzesło w poczekalni do szanownego wujaszka. Na drzwiach żelazna tabliczka " JONATHAN BRAUKS - szkolny psycholog". Pf psycholog od siedmiu boleści. Cały czas pierdzieli o tym samym. W końcu otwierają sie drzwi w których staje Cassidy z posępną miną. Jestem następny w kolejce.
- Nie bierz rodzynek. To nie rodzynki. - powiedziała mijając sie ze mną w drzwiach.
Gabinek Brauksa bardziej przypomina gabinek doktorski niż nauczyciela z niską pensją. Smukłe szare biurko przy północnej scianie z ogromnym oknem zasłoniętym zielonymi żaluzjami. Po lewej ogromna komoda w której nikt nie wie co sie znajduje. Cały pokój ożywia jedna mała paprotka na stoliku po drugiej stronie. Koło ściany stoją 2 rozkładane krzesełka na których i tak nikt nigdy nie siada bo przychodzi sie tu pojedynczo. I siada się na "krześle tortur". Twarde jak cholera, drewniane z stalowymi nóżkami. Nie dość że nie wygodnie to jeszcze jego gadanina niewyobrażalnie przedłuża te 30 minut katorgi.

View more

.

《6b》
- Przyda Ci sie dzień odpoczynku. Staram sie cie zrozumieć. Usprawiedliwiam ci dzisiaj wszystkie lekcje. Pamiętaj jutrzejszej wizycie. - wstał i skierował się ku wyjściu. Dzień wolny od lekcji, faktycznie dzisiaj jest to zbawienny gest z jego strony. Jutro wypada jednak najgorszy dzień w miesiącu - spotkania psychologiczne. Czyli ok. 30 minutowe pieprzenie o tym jak musi być nam trudno ale że przeszkody są po to aby je pokonywać. W każdym razie spotkań tych nie da się ominąć a krzesło w gabinecie Brauks'a to najtwardsze krzesło w szkole. Owijam się kołdrą starając sie zasnąć i zapomnieć o tym ile osób w szkole podejrzewa że dziś w nocy wykitowałem.

View more

.

《6a》
Budzę się o 6.15. "Pieprze"- jak to pięknie brzmi w myślach, przekręcam sie na drugi bok owijając kołdrą i próbuje zasnąć. To jeden z tych dni kiedy nie chce mi sie cokolwiek robić. Zazwyczaj nie mam problemów z wstawaniem i maszerowaniem z samego rana na lekcje ale tutaj nie trudno o gorszy dzień. Staram sie nie myśleć o tym że nieobecność na lekcji w tej szkole wiąże się z poszukiwaniem ucznia bo w końcu gdzie moze sie podziewać, żywy czy martwy? Zasypiam ale wydaje mi sie że to tylko 5 minut. Budzi mnie donośny dźwięk dzwonka na pierwszą lekcje. 7.00- głośniejszy gwar za drzwiami a po chwili zupełna cisza. Zaraz się zacznie. Ciekawe kto tym razem będzie przetrzepywał szkołe w poszukiwaniach. Mija 5 minut. Słyszę kroki na korytarzu odbijające sie dalekim echem. Drzwi otwrają się powoli ale jednak z pewnością tak jakby ten ktoś wiedział ze tu jestem. Przed moim łóżkiem staje nie kto inny jak kochany wujaszek Jonathan Brauks. Cudowny psycholog i nauczyciel polonistyki - wyczuj ten sarkazm.
- Darren, czemu nie wstajesz? - zapytał tak spokojnie jakby nie było w tym nic dziwnego. Jakbym był normalnym nastolatkiem w normalnym domu z kaprysem pospania dłużej. Tyle tylko że ja nie chce spać dłużej. Po prostu nie chce znów patrzeć na te chore mordy.
- Bo nie chce. - odpowiedziałem i osunąłem sie niżej na łóżko. Spojrzał z zatroskaniem na mnie i usiadł na krawędzi łóżka.
- Wszystko w porządku? Może chcesz porozmawiać? - i znów sie zaczyna. Próba pomocy ludziom którzy jej nie chcą i nie potrzebują. Gdybym tu nie trafił to nie wyglądałbym jakbym jej potrzebował.
- Aż tak źle? - zapytałem przecierając twarz próbując sie rozbudzić.
- Nie o to chodzi. Po prostu martwie sie o ciebie. Pamiętaj że z każdym problemem możesz do mnie przyjść. Zauważyłem że ostatanio jesteś jakiś ponury. - ciągnął swoją żenującą próbę zgrywania psychologa z prawdziwego zdarzenia.
- Nie potrzebnie. Czuje sie na tyle dobrze na ile da sie w szkole pełnej pesymistycznych trollów.

View more

.

《5b》
Wracając... nienawidzę niedziel. O 12 zawsze leci w radiowęźle msza. I właśnie wtedy korytarze pustoszeją a sataniści płaczą w poduszki bo nie wolno im wyjść z budynku. Ich to boli. Bo mogą wierzyć w to co chcą a ktoś siłą wkłada im chrześcijaństwo do głowy. Radiowęzeł slychać wszędzie. To właśnie wtedy Pani Edgy wychodzi na główny hol i zaczyna krzyczeć " chowajcie sie szataniarze! " trzymając Pismo Święte w jednej dłoni a w drugiej masywny drewniany różaniec. Zagorzała katoliczka a do tego najgorsza nauczycielka języka niemieckiego na świecie. Zawsze siada na ławce, a nie na krześle, zaplata nogi stukając czarnymi lakierkami, podciąga odrobinę kraciastą spudnice do kostek, zakłada swoje staroświeckie denka od słoika i mruczy pod nosem nasze nazwiska starając sobie przypomnieć czy dany uczeń jeszcze żyje. Oficjalnnie niedziele można zakończyć po 19 kiedy wszyscy rodzice którzy raz na ruski rok odwiedzają swoje dzieci wyjdą na zewnątrz z resztkami łez w oczach a drzwi Fordwich zamkną sie aż do 5.30 rano.

View more

.

《5a》
Niedziele są najgorsze. Kiedy nie ma normalnych lekcji i nie wiesz co z sobą zrobić. Są tylko jakieś głupie kółka zainteresowań na których i tak tylko spisuje sie zadania domowe. W każdym razie ja nie marnuje na nie czasu. Zazwyczaj po prostu zamykam sie w pokoju i ucze sie kolejnych bezsensownych regułek żeby zaliczyć kolejny test na 3. Nic innego mi nie zostało. Od 2 tygodni jestem sam w pokoju. Kiedyś mieszkałem z William'em. Właśnie... kiedyś. 2 tygodnie temu nie wyszedł ze mną z tego pokoju. Został na łóżku którego pościel tej nocy zmieniła kolor na czerwony. Introwertyk z obrzydzeniem do świata ale jedna z nielicznych osób które tu lubiłem. Może nie dużo ale cokolwiek mogłem z nim porozmawiać. Może nie o życiu a o logarytmach ale jednak to była rozmowa. Kontakt z ludźmi który tutaj tak trudno sie nawiązuje. Od tamtej pory nasz... mój pokój jest dość pusty. Siedze sam w czterech ścianach. Prawie nikogo tutaj nie wpuszczam. Może czasem przyjdzie ktoś sie razem pouczyć ale naprawdę mało takich osób. Ale bez William'a to juz nie to samo. Ehh nie ma co sie nad sobą użalać i tak był tylko kolejnym trupem czekający aż ktoś podrzuci przez okno żyletke. Bo pociąć się kawałkiem szkła to tutaj wstyd. Albo po prostu przedawkować leki na sen. Chańba tak umrzeć. To było modne kilka lat temu. Teraz to już oklepane i większość chce się czymś wyróżnić. Gdzie indziej ludzie sie prześcigują kto lepiej napisze test albo lepiej wygląda na imprezie. Tutaj ocenia sie rodzaj samobójstw. Bo podcinając sobie żyłe ostrzem od strugaczki to najwieksza miernota jaka może być. Ludzie tutaj czesto zostawiaja jakieś tajne zapiski. Żyletką na skórze. Taką wiadomość zostawił William. Krótka ale dzięki której każdy może zrozumieć co czuł siedząc tutaj 3 rok z ludźmi których uważał za swoich wrogów. " Nareszcie. Nie musicie przepraszać. " - na lewym nadgarstku. Słowo NARESZCIE najgłebiej, przecięło tętnice. I narysowany mały ptaszek, dość nie wyraźnie bo już chyba brakowało mu siły.

View more

Next