Ask @Rozenwater:

23:23 🍁 Otaczający nas świat jest taki piękny! Opowiedz o swoich mikrozachwytach

☞∂υѕѕ¢αт☜
Pytanie wprost idealne dla mnie i przy okazji świetna kontynuacja poprzedniej odpowiedzi!
☁️ Niebo, zwłaszcza, gdy jest zachmurzone, a przez chmury przebijają się promienie słoneczne, tworząc efekt, jakby same anioły zestępowały po nich na ziemię. Również wszystkie podobnie kojarzące się zjawiska optyczne na nim — glorie czy halo, różne tajemnicze błyski, które dla mnie są źródłem niewyczerpanej inspiracji i przyprawiają o szybsze bicie serca z zachwytu zarówno nad ich niewątpliwymi walorami estetycznymi, jak i wrażeniem świętości tego, co właśnie widzę.
💒 Witraże. Podobnie jak w przypadku zjawisk, które opisałam wyżej, również kojarzą mi się niebiańsko, święcie (jak to się źle określa po polsku... słowa „celestial” i „heavenly” dużo lepiej oddają, co mam na myśli), szczególnie, gdy światło iluminuje przez nie do pomieszczenia. Mają tyle historii do opowiedzenia... tylu tajemniczych ludzi sprzed setek lat uwiecznionych na sobie. Święci. Sprawcy realnych cudów i bohaterowie wymyślonych legend. Ci, których życia udokumentowane zostały szczegółowo, ci, o których wiadomo zaledwie garstkę faktów. Ci, którzy nawet nie istnieli. Wrażenie tej odlegości od nich robi na mnie olbrzymie wrażenie.
I ta niezwykła, niespotykana kolorystyka barwnych szyb, finezja wzorów, wreszcie sam styl artystyczny przedstawiania ludzi, ich twarzy i sylwetek. Za dziecka wpatrywałam się w nie przez całe msze. Chętnie wstawiłabym je we własne okna zamiast zwykłego, przejrzystego szkła.
🌊 Morze. Jestem spod znaku Lwa, a więc jako żywioł przypada mi ogień, ale z morzem związałam się tak głęboko, że nawet gwiazdy i ich odwieczne porządki nie są w stanie tego zmienić. Nie chodzi o jego niezaprzeczalne piękno, a o coś o wiele, wiele więcej, nie jestem w stanie doprecyzować, co dokładnie.
🌕 Księżyc. Sytuacja podobna, co w przypadku morza. Gdy spoglądam w jego odległe, blade oblicze, wiem, że żyję. Oddycham głębiej, wszystko inne przestaje mieć dla mnie znaczenie. Gdy wieczorem zaczyna widnieć na niebie, czuję się spokojniejsza, bezpieczniejsza. Ufam mu dużo bardziej, niż Słońcu.
🌟 Gwiazda Polarna. To moje ukochane ciało niebieskie. Piękna, wdzięczna Polaris otoczona nimbem niegasnącej jasności. Czy właśnie tak wyglądają Anioły? Gdybym kiedyś straciła z oczu swój kurs, zawsze mogę dać się jej poprowadzić. Gdziekolwiek się znajdę, będę pewna, że właśnie tak miało być.
🌌 Zorze polarne. Jedyne z tej listy, czego nigdy nie widziałam na własne oczy. Przyjdzie taki dzień, że ujrzę je zimą na nocnym niebie Islandii, padnę na śnieg i nie będę potrzebować już niczego więcej. Zjawy, mgły o nieziemskich barwach, boginie nieosiągalnej termosfery. Nie są dla ludzi. Nie zasłużyliśmy. Istnieją po to, byśmy do nich tęsknili.
🌙 Półksiężyce jako symbol. To długa historia. Dłuższa, niż życie kogokolwiek z nas.
Dobijam do limitu znaków, więc resztę jedynie wymienię.
Kwiaty, polne krajobrazy, widok Drogi Mlecznej, aksamit, welur, tafta, jedwab. I o wiele więcej. Dziękuję Ci, Boże, że mam oczy. 🔮🕯

View more

03:48 🌛 Gdyby ktoś spytał Cię o zdanie to chciałabyś się urodzić, czy tkwić w nieistnieniu?

☞∂υѕѕ¢αт☜
Ach, mówienie, że nie chciałoby się narodzić jest takie egzaltowane. Oczywiście, że wolałabym żyć. I to niezależnie od tego, czy miałoby mi przypaść życie dokładnie takie, jakie prowadziłam i prowadzę, czy miałabym szansę udać się w zupełnie innym kierunku. Musiałabym być niewdzięcznicą, by dobrowolnie zdecydować, że nigdy nie zobaczę chmur, nieba i witraży, bo przecież czymś się tam będę musiała kiedyś zasmucić, zestresować, na kogoś pogniewać. Błagam. Ludzie są dziś zdecydowanie zbyt miękcy i nie potrafią docenić, jak wielkim darem jest życie.
Że tak zacytuję mojego ulubieńca z serii filmów „Jurassic Park”, dr. Iana Malcolma, życie zawsze znajdzie sposób. Ile razy w ciągu trwania historii naszej pięknej planety niemal całościowo wymierało, ile razy wydawało się, że już nic z tego nie będzie, by potem ponownie rozkwitło, jeszcze bogatsze i okazalsze. Życie wybiera życie, to naturalne. Ten więc raz i ja nie będę się sprzeniewierzać przeciwko naturze i także je wybiorę. Nic nie byłoby mnie w stanie skłonić do zmiany decyzji. Kocham ten świat. Dotyk wiatru to zupełnie wystarczający powód, by żyć.
Tak się składa, że ostatnio dużo myślałam na temat tego, ile mnie samą w tym życiu spotkało szczęścia, mnie i praktycznie wszystkich Europejczyków. Wiecie, że nawet osoby, które ledwo wiążą tu koniec z końcem i są uważane za naprawdę biedne, w skali świata są bogaczami? Bogata północ i biedne południe, z czego większość populacji zasiedla to drugie. Czytałam jakiś czas temu o fawelach i chce mi się płakać, gdy o tym pomyślę. Ludzie żyjący w kartonach, bezdomne dzieci, wszechobecny swąd ekskrementów, bo z wiadomych względów nie ma gdzie się załatwić. Wybieranie jedzenia ze śmietników, i to nie dlatego, że jest się eko, jak freeganie, a dlatego, że po prostu nie możesz sobie pozwolić na nic innego. W czym ja niby jestem lepsza od tych ludzi? To kwestia przypadku, po prostu miałam więcej szczęścia. To tak paląco niesprawiedliwe.
Słuchajcie tego, autentyczna sytuacja.
Filipiny. Rodzice sprzedają swoje dzieci, by miały u „nabywcy” lepsze warunki, porządne jedzenie, które ten obiecuje. Okazuje się, że jest przedstawicielem siatki pedofili, i to wyjątkowo sadystycznym. Dzieci przeżywają męki, jedno nawet umiera, by on i jego wspólnicy mogli zaspokoić swoje chore fantazje.
Wiecie, co jeszcze sprzedaje się na Filipinach? Najdroższe pączki świata! Obtoczone złotem wartym zapewne więcej, niż dostały rodziny za te dzieci. Pączki w złocie, no ku.... Jeszcze tam. Ja przepraszam, ale tak mnie to bulwersuje, że ledwie siedzę spokojnie i jak nigdy nie przeklinam, tak teraz mam ochotę puścić bardzo soczystą wiązankę — i jakoś tak mam wrażenie, że wcale nie byłoby to nie na miejscu.
Lubię tragiczny romantyzm. Niekiedy lubię poprzesadzać. Ale ludzie, szanujmy się. Są jakieś granice przyzwoitości. Nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy widzę wypociny ludzi, którym od dobrobytu się w tyłkach przewróciło i znad talerza ciepłej zupy narzekają, jakiego to mają w życiu pecha.

View more

12:59 🦄 Jaki jest Twój ideał piękna?

☞∂υѕѕ¢αт☜
Niewysoka, raczej pulchna kobieta o figurze klepsydry bądź gruszki, różanej cerze, dużych brązowych lub błękitnych oczach i długich, pofalowanych włosach w kolorze jasnego blondu. Jej usta raczej małe i w kształcie serca, nos — prosty, również niewielki. Twarz, jak usta, w kształcie serca bądź okrągła. Obfite uda i ramiona, szerokie biodra, wąska talia, brzuch lekko zaokrąglony. Wysoki, kojący głos. Z charakteru niespotykanie serdeczna, miła i urocza, zawsze pomocna i uśmiechnięta, a co najważniejsze delikatna, niewinna i czysta, skromna i wstydliwa. Ubiór dziewczęcy lub kobiecy — byle nie wyzywający — w barwach raczej jasnych. Z cech bardziej szczególnych... dobra w pieczeniu, zwłaszcza słodkości, które zresztą uwielbia. Gdy je pączka, lukier zostaje jej na policzkach i nosku. Lubi być przytulana. Rodzinna, religijna, pełna życiowego entuzjazmu, którym zaraża wszystkich dookoła. Przepada za kwiatami i prowadzeniem ogrodu.
Ot, taki sobie wydumałam ideał piękna. Prawie zupełnie niepodobny do mnie. I niemal niespotykany w naszych cudownych, wyzwolonych czasach.

View more

Jak się czujesz, Roze? Czy wydarzyło się ostatnio coś niespodziewanego w twoim życiu?

Czuję się nieźle, brak mi po prostu weny i stąd cisza z mojej strony. Mam w skrzynce od jakiegoś czasu kilka ciekawych pytań, ale ile prób odpowiedzenia na nie nie podejmę, nie jestem w stanie uzyskać satysfakcjonującego mnie rezultatu. Być może po prostu mi nie leżą, tak też bywa.
Moje życie ma to do siebie, że rzadko wydarza się w nim cokolwiek niespodziewanego, co raz postrzegam jako błogosławieństwo, a raz jako przekleństwo. Jak, podejrzewam, większość czytających to osób, zakończyłam dziś rok szkolny, więc odchodzi mi jeden powód do stresu. Z racji nieumiejętności obsłużenia dziennika elektronicznego (ja i technologia...) do ostatniej chwili nie wiedziałam, jakie dokładnie są moje stopnie i czy w ogóle udało mi się zaliczyć matematykę, ale na szczęście nie było przykrej niespodzianki. Gdyby tak okazało się, że nie zdałam, to by był dopiero zwrot akcji, wprost idealny jako materiał do tej odpowiedzi, czyż nie? Całe szczęście nie mam tego problemu i mogę skupić się na wakacjach.
Obecny tydzień upływa mi pod znakiem wycieczek do kina. Przedwczoraj byłam na „Herezji” (miałam iść już miesiąc temu, ale zawsze było „coś”), wczoraj na „Godzilli”, a jutro wybieram się na premierę „Laleczki”. Tak, chodzę na każdy horror i większość monster movies. Swoją drogą TAK STRASZNIE wyczekuję „Midsommar”, że ach. I to nawet pomimo tego, że nie jestem fanką „Dziedzictwa”. Chyba nigdy nie zaintrygował mnie tak sam zwiastun, czuję, że to będzie najlepszy film tego gatunku w tym roku.
https://m.youtube.com/watch?v=1Vnghdsjmd0
No przecież cudo. 🖤
Niebawem do Polski przyjedzie mój tato i wspólnie miło spędzimy czas. A w sierpniu to w ogóle wiecie, gdzie się wybieram? Na Północ...! Ach... cudownie będzie znaleźć się tam znowu. Smuci mnie tylko, że to kolejny rok bliżej ostatniej rodzinnej podróży tam. Kto wie, czy nie ostatnia?
Jestem już prawie dorosła, pradziadkowie po siedemdziesiątce, wujostwo i kuzynki chyba więcej z nami nie będą jeździć, a babcia odeszła. Przemijanie to najbardziej tragicznie przerażająca rzecz, jaką można sobie wyobrazić. Chcę, byśmy byli znowu tam razem, w komplecie.
A przecież nawet morze i księżyc nie mogą istnieć wiecznie.

View more

🔱 OŚWIADCZENIE W ZWIĄZKU Z ZAISTNIAŁĄ WCZORAJ SYTUACJĄ 🔱

☾ Röze ☽
Naprawdę nie mam pojęcia, za co mnie to wszystko spotkało, bo nie przypominam sobie, bym w ostatnim czasie komukolwiek zaszła za skórę, lecz wiem, że ludzie ich pokroju nie zasługują na życie w społeczeństwie, bo są zwyczajnie niebezpieczni i szkodliwi. Niemal fizycznie boli mnie, że nie mam możliwości się na nich zemścić, co w podobnych sytuacjach jest dla mnie naturalną koleją rzeczy. Nie umiem poradzić sobie z nagromadzonym gniewem. Osiągneli swój cel, dałam im co chcieli i niech się tym udławią. Oby.
Jako, że — wbrew temu, co usiłowali mi wmówić — jestem osobą zakompleksioną i niepewną siebie, naprawdę nie potrafię pogodzić się z tym, co od nich usłyszałam. Moja racjonalna część wie oczywiście, że to bzdury, którymi nie warto w ogóle zaprzątać sobie głowy, ale gdzieś na obrzeżach mego umysłu krąży pytanie — „A co, jeżeli mieli rację?”. Trochę czasu minie, nim uda mi się to przepracować i go pozbyć. Buduję swoje poczucie własnej wartości od dawna, a oni je podkopali i to na długo. Wstrętne, bezlitosne świnie.
Wiem, że nie powinnam więcej do tego wracać, bo to tylko daje im satysfakcję i utwierdza w przekonaniu, że dopięli swego, ale nie umiem przejść nad tym do porządku dziennego, nie przywykłam do bycia kopaną.
Najbardziej martwi mnie, że ktokolwiek z moich czytelników mógł uwierzyć w ich kalumnie czy pod ich wpływem podświadomie zmienić zdanie na mój temat. Że zburzyli moją dobrą opinię kilkoma słowami, a ja nie mogę nic już z tym zrobić. Chciałabym przysiąc na wszystkie świętości, że NIC, co kiedykolwiek tu napisałam albo stwierdziłam o sobie, NIE BYŁO żadnego rodzaju kłamstwem. Nie macie powodów, by we mnie wątpić, zapewniam. Jeżeli chcecie, bym cokolwiek Wam udowodniła — zrobię to. Może poza tym ITNem, bo, jak pisałam, nie sfotografowałam wniosku, nie sądziłam, że takie zdjęcie będzie mi kiedykolwiek potrzebne. Jestem autentyczna we wszystkim, co robię i jeśli ktoś tego potrzebuje, to to poświadczę. Nie pozwolę, by przez takie mącenie moje dobre imię, na które pracuję od bitych dwóch lat, obróciło się w perzynę.
Po prawdzie boję się, bo to nie były fejkowe profile. Niektóre z nich znałam już dawno z widzenia. Wbrew temu, co stwierdziła jedna dziewczynka, nie korespondowałam jednak z nimi prywatnie. Nie wiem, co im się uroiło, pierwszą myślą było to, że mylą mnie z kimś, kto zrobił im jakąś krzywdę i próbują się za to zemścić, ale nikt nie zechciał mi tego wyjaśnić, gdy pytałam, a w takim wypadku raczej by to zrobił. Nie mam pojęcia, o co im chodziło. Ani też co jeszcze może im strzelić do głów.
Przepraszam, że piszę to tak chaotycznie. Jestem w emocjach, które, jak mniemam, jeszcze długo nie opadną. I przepraszam też, że podczas wczorajszego ataku na mnie sama nie pokazałam wiele więcej klasy, niż moi prześladowcy, ale nie będę nadskakiwać komuś, kto w żaden sposób mnie nie szanuje.
Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego tym, którzy wsparli mnie podczas tej nierównej walki. Cieszę się, że nie daliście się im zmanipulować.

View more

1:11 🌙 Zestaw niezobowiązujących, lecz ważnych, wyborów. CZAS START Świt / Zmierzch Zapach starych książek / Świata po deszczu Czytanie poezji / Słuchanie piosenek Miłość / Pasja Herbata / Kawa Książki / Filmy Estetyka / Wygoda Kwiaty / Maszyny Przyjaźń / Związek *ulubione zioło*

☞∂υѕѕ¢αт☜
🌙 Zmierzch. Świt zapowiada nowe zobowiązania, nowe zadania i nowe zmartwienia. Ściąga człowieka z jego własnego świata do świata przyziemnego, pełnego pozorów, udawania i innych ludzi, zgiełkiem dnia przegania z ulic i serc tajemnice. Zmierzch natomiast, skoro tylko oblecze niebo nierealnymi, sennymi purpurami, daje wolność i sygnał, że wreszcie możemy być sobą. Miałam przyjemność na własne oczy podziwiać i zmierzch, i świt; ten drugi obserwowałam podczas swojej podróży na Północ kilka lat temu i przyznać muszę, że był absolutnie zjawiskowy, cudniejszy nawet od zmierzchu. Noc przegrała z dniem, ciemność pierzchła przed blaskiem, symbolika triumfu dobra nad złem... lecz czy ciemność faktycznie powinna uosabiać zło, gdy, przychodząc co wieczór, tak słodko koi me serce?
🌫 Zapach świata po deszczu. Jakkolwiek woń starych książek jest dla mnie przyjemna, nic nie może równać się z petrichorem. Nic nie pachnie piękniej, nawet moje ukochane róże. To zapach melancholii i odwiecznej natury, zapach, przy którym, krocząc pustymi, mglistymi ulicami, można rozmyślać na najtrudniejsze, najsmutniejsze tematy. Tak musiało pachnieć Silent Hill. To coś więcej, niż tylko woń.
🎼 Tutaj ciężko mi zdecydować, bo poezja i muzyka, której najbardziej lubię słuchać, to w zasadzie to samo. Myślę, że na ogół wolę piosenki, podkład muzyczny potrafi dać i tak już pięknemu tekstowi jeszcze więcej. Gdyby ktoś podjął się zaśpiewania „Echa w kościele” Chebury’ego albo „Na oczy królewny angielskiej” Naborowskiego (moje ulubione wiersze), byłabym wniebowzięta, choć właściwie nie jestem pewna, czy sprawdziłyby się w roli utworów muzycznych.
💫 Pasja. I tu więcej słów nie trzeba. Pasja to budulec mojego życia, pasja to ja sama. Miłość przy pasji, jaka we mnie goreje, jest uczuciem ubogim, ciasnym i ograniczonym.
☕️ Herbata.
📖 Nie każ mi wybierać, proszę Cię. Książka przegrywa z filmem w sferze wizualnej (jestem bardzo wrażliwa na obraz; odpowiednio dobrana do sceny gra świateł na przykład potrafi sprawić, że film, który jeszcze przed chwilą uważałam za średni, w jednej chwili urasta w mych oczach do rangi arcydzieła), film z książką — w sferze tekstu. Wyrazić jest w stanie tyle samo, bo operowanie obrazem daje naprawdę ogrom możliwości manifestacji uczuć bohaterów i reżysera, ale ja kocham słowo, metafory, porównania. Książki i filmy stoją u mnie na równi.
💍 Estetyka. Jeśli jakiś strój mnie zachwyci, włożę go, choćby miało dosłownie boleć. Wolę też męczyć się przez cały dzień w szpilkach, niż nosić fatalne dla mojej sylwetki płaskie buty.
🌸 Kwiaty oczywiście.
💕 Przyjaźń. W miłości ludzie robią się egoistami, do tego w znacznej większości związków jest to — jeśli będziemy takimi optymistami, by założyć, że jest w ogóle — uczucie brudne, pożądliwe i nietrwałe. Przepiękna może być miłość platoniczna, która w naturze praktycznie nie występuje. Najpiękniejsza jest jednak przyjaźń, uczucie znacznie głębsze i trwalsze, niepodatne na wynikające z głupich namiętności wahania i drgania.

View more

Rozenwater, interesujesz się psychologią?

Jasne.
Psychologia to fascynująca dziedzina. Mnogość różnorakich mechanizmów, wedle których działamy, nawet o tym nie wiedząc, skutki, jakie w naszych głowach pozostawiają wydarzenia z życia, i to niejednokrotnie takie, których wcale byśmy o to nie podejrzewali, no i choroby, zaburzenia oraz urazy, chyba najbardziej ciekawy dla mnie temat z tego zakresu. Zawsze lubiłam sobie o tym wszystkim poczytać, tak po prostu, dla wiedzy samej w sobie. Od jakiegoś czasu zgłębiam ją także w kierunku rozpoznawania problemów/toksycznych osobowości pośród ludzi z mojego otoczenia. Nie kreuję się na domorosłego psychologa i oczywiście nie uważam, bym miała prawo kogokolwiek diagnozować, po prostu chcę wiedzieć chociaż mniej-więcej, komu w razie czego zaoferować pomoc, a na kogo lepiej uważać. Biorę rzecz jasna dużą poprawkę na to, że jako, iż nie jestem profesjonalistką, istnieje spora szansa na pomyłkę przy tych „osądach”.
Najbardziej jednak lubię drążyć we własnej psychice. O ile w oczach innych jestem zapewne dosyć tajemniczą osobą, o tyle przed sobą tajemnic nie chcę mieć żadnych, dlatego szukam przyczyn i korzeni niemal wszystkiego, co robię. Tyczy się to również aspektów duchowego i genetycznego. Gdy osiągnę odpowiedni wiek, udam się na hipnozę, która pokaże mi moje poprzednie wcielenia, a badania genetyczne pod kątem pochodzenia etnicznego zafunduję sobie w najbliższej przyszłości. Skoro więc kopię tak głęboko, to sfera psychiczna, która towarzyszy mi co dnia i której budową podyktowany jest każdy mój ruch, uchować się przed moimi analizami nie mogła. Tym bardziej, że analizować naprawdę mam co. Patrząc na nią chłodnym okiem, z boku, jest to intrygujący przypadek, głównie dlatego, że zaburzony w niejednej sferze, z czego tajemnicy tu nie robię (w przeciwieństwie do codziennego życia). Wiele spośród swoich problemów nazwałam poprawnie jeszcze przed wizytami u psychologa i psychiatry, usłyszane diagnozy tylko potwierdziły moje przypuszczenia. Wiecie chyba jedynie o zaburzeniach odżywiania, na wyjawienie reszty nie czuję się gotowa i nie wiem, czy kiedykolwiek się poczuję — tym bardziej, że o jednym z nich krążą tak niepojęcie krzywdzące stereotypy, że oficjalnie nie mam z tym nic wspólnego. Wiem tylko ja i moja była psychoterapeutka.
Między innymi właśnie dlatego dobrze wiedzieć wiele o chorobach/zaburzeniach psychicznych, by w takie stereotypy nie wierzyć i ich nie powielać. Wbrew pozorom te problemy dotykają całą masę osób i źle mieć na ich temat błędne założenia, jak na przykład, że uśmiechnięta osoba nie może mieć depresji, albo że tylko chudzi mogą cierpieć na zaburzenia odżywiania. Takich psychologicznych stereotypów funkcjonuje niestety bardzo dużo, co potrafi być naprawdę fatalne w skutkach dla tych chorych, którzy nie wpisują się w utarte schematy. Mogą czuć się gorsi i nie uzyskać pomocy. Społeczeństwo powinno gruntownie doedukować się w tej kwestii, najlepiej z pierwszej ręki.

View more

Co ci sie najbardziej w tobie podoba?

Uwielbiam swój umysł. Czuję niesłychaną dumę z tej swej części i uważam, że naprawdę miałam szczęście, iż dostała mi się właśnie taka. Jestem bardzo inteligentną osobą (tak, tak, wiem, zaraz się ktoś odezwie, że inteligentni tego o sobie nie mówią, bla bla bla, ale fakty są, jakie są). Trudno mnie okłamać czy zmanipulować nawet mimo tego, że jestem dosyć ufna. Potrafię logicznie myśleć, mam znakomitą pamięć, łatwo przychodzi mi nauka. Jestem typem kalkulantki, słucham się raczej rozumu, aniżeli serca, do tego kieruję się głównie własnym dobrem (egoizm, choć, mam nadzieję, nie do przesady), co może nie czyni mnie bardziej sympatyczną, ale zdecydowanie dobrze na tym wychodzę. Nie ma u mnie czegoś takiego, że robię coś wbrew sobie dla innych, albo że podejmuję głupią decyzję pod wpływem uczuć. Uczuciowa zresztą nie jestem, jeżeli chodzi o relacje międzyludzkie. Moja wrażliwa strona ujawnia się dopiero przy kwestiach takich, jak sztuka, poglądy czy sfera duchowa, co uważam za swoją kolejną zaletę — zwłaszcza, jeśli chodzi o sztukę, którą zresztą kocham. Filmy, muzyka, książki dostarczają mi tak niezwykłych, głębokich wrażeń, że obcując z nimi czuję się, jakbym unosiła się nad ziemią. Znaczą dla mnie więcej, niż zdarzenia z mojego prawdziwego życia. Jestem refleksyjna, lubię myśleć, dywagować, filozofować. Chętnie nazywam się typem romantyczki, co niektórym przeszkadza, bo, jak już zdążyłam napisać, jestem również rozsądną racjonalistką, ale u mnie naprawdę idzie to w parze. Jak wielu INTJ, jestem pełna sprzeczności.
Kolejna cecha, jaką bardzo w sobie cenię, to pasja, również bezpośrednio wiążąca się z mym romantyzmem. Mam ogromnie dużo zainteresowań, w każde wchodzę na całego i o każdym mówię, każdemu oddaję się z nieopisaną ekscytacją. Pasjonuje mnie wiele odmiennych dziedzin, stąd udało mi się zgromadzić obszerne zasoby zróżnicowanej wiedzy. Można ze mną pomówić o doprawdy wielu rzeczach, i to nieraz nietypowych, jak chociażby hagiografia (no dobra, z nią dopiero zaczynam), historia freakshows czy rzadkie choroby genetyczne.
Miłość do rozwijania swych zainteresowań to główna część mnie, nie umiem wyobrazić sobie gorszego koszmaru, niż przyziemne życie bez nich, bez refleksji, poświęcając uwagę tylko temu, co jest namacalne i w żadnym razie nie abstrakcyjne. Tak wielu ludzi żyje w ten sposób... nie chcę nimi gardzić, ale zrozumienia podobna postawa nigdy u mnie nie znajdzie.
Pisałam, że jestem egoistką; mam do tego też wielką dumę, łatwo mnie urazić. Zdradzisz? Otrzymujesz wilczy bilet z mojego życia. Bez sentymentów (chyba, że w moich późniejszych melancholijnych wspominkach, do których też mam skłonność), bez litości, bo w tym momencie nic już mnie nie obchodzisz, nawet jeśli byłeś dla mnie bardzo ważny. Jak się na kogoś rozgniewam, to lepiej, by nie pokazywał mi się więcej na oczy.
Nie jestem najsłodszym typem człowieka, ale dla mnie to bez znaczenia. Silne osobowości może nie zwyciężają w sercach ludzi, lecz w życiu już tak.

View more

Rodzice mają na Ciebie duży wpływ? Jak wspominasz swoje dzieciństwo? :)

Czy duży wpływ... jak by się tak zastanowić, chyba nikt ani nic nie ma na mnie dużego wpływu. Pojawiają się różne inspiracje, jak w kwestii doboru ubrań, o którym niedawno pisałam, ale w dalszym ciągu nie biorę ich za żadne wyznaczniki, lecz jedynie cegiełki współtworzące mnie wraz z dziesiątkami innych. Jestem indywidualistką i myślę, że pozostanę nią do końca życia. Zawsze podążam wybraną przez siebie drogą. Moi rodzice nie są tu wyjątkiem. Bardzo ich szanuję i z obojgiem mam wspaniałe, pełne luzu oraz zrozumienia relacje, ale w żadnym wypadku nie przejmuję ich stylu bycia, poglądów, nie sugeruję się ich sposobami na życie przy planowaniu swojej przyszłości (zwłaszcza, że jestem kompletnie inna zarówno od taty, jak i od mamy). Oni sami nie starają się na mnie wpływać, dzięki Bogu to nie ludzie tego pokroju, ale nawet, gdyby próbowali, raczej puszczałabym to pomimo uszu. Nie umiem być uległa w takich sytuacjach.
Dzieciństwo... zależy, czy mówimy o sferze fizycznej czy umysłowej, bo dzieckiem, pomimo biologicznego bycia nim, przestałam się czuć bardzo wcześnie i faktycznie zawsze byłam dojrzalsza od rówieśników. Dziewięcioletniej siebie na przykład nie uważam za stricte dzieciaka. Intelektualnie i emocjonalnie miałam wtedy może z 11, 12 lat (patrząc na dzisiejszych dwunastolatków; zawsze powtarzam, że to nie ja byłam dojrzała, ale inni wyjątkowo dziecinni). Prowadziłam pierwszego bloga i kupiłam pierwszą Pullip, bardzo dobrze orientowałam się w świecie spraw kryminalnych, klasycznych horrorów i pisałam całkiem niezłe opowiadania z tego gatunku, dlatego czuję się wręcz urażona, gdy ktoś o tamtej mnie mówi per „dziecko” czy „dziewczynka”. Nazwałabym ją raczej mentalnym podlotkiem, młodą nastolatką, i te czasy, a także lata późniejsze przedziału wiekowego określanego przeważnie dzieciństwem, czyli do jakiegoś trzynastego roku życia, wspominam z ogromnym sentymentem. To był czas rozkwitu moich pasji, a więc czas moich właściwych narodzin. Nabierałam swej głębi, stawałam się tą sobą, którą jestem obecnie. Te lata spełniły w mym życiu rolę, które zwyczajowo spełnia biologiczny wiek nastoletni.
Co się tyczy wcześniejszych etapów mojego życia, czyli tego okresu, który dzieciństwem rzeczywiście dla mnie był, również żyło mi się dobrze. Wszyscy w moim otoczeniu byli wspaniałymi ludźmi. W rodzinie istniały różne wewnętrzne konflikty, jednakże nigdy mnie w nie nie wciągano. Z tamtymi dniami kojarzy mi się smak płatków z mlekiem (zawsze z zimnym z lodówki, nie znoszę ciepłego mleka), emitowane rano w telewizji bajki, których tytułów w większości już nie pamiętam, spacery do McDonalda z mamą i wiara w świętego Mikołaja, która czyniła moje święta równie magicznymi, co najpiękniejsze baśnie. Miałam szczęście wychowywać się w latach 00., gdy przedszkolaki nie ganiały jeszcze ze smartfonami, a zabawki nie były tak niedorobione i szmelcowate, jak dziś. Moja mama ślicznie wyglądała w charakterystycznym makijażu z konturówką. Ówczesna moda to coś cudownego.

View more

Czego najbardziej nie lubisz w swojej szkole?

Najgorsza jest dla mnie bezdyskusyjnie ilość godzin, zwłaszcza w połączeniu z natłokiem zadań domowych i prac klasowych. Dwa razy w tygodniu mam po osiem lekcji, dwa po siedem, raz pięć, innym jest jeszcze gorzej, bo ja na niektóre lekcje nie chodzę. Dni bywają beznadziejnie rozplanowane - w pierwszych godzinach łatwe przedmioty, a na koniec, gdy wszyscy marzą tylko o powrocie do domu i słyszą nauczyciela piąte przez dziesiąte, dowalą czymś cięższym, a co. Okienka dla osób niechodzących na religię czy wf, jakby te zajęcia nie mogły być pierwsze lub ostatnie. Codziennie jest coś zadane i prawie codziennie coś piszemy, tymczasem ja po powrocie do domu nieraz ledwie mam siłę na mruganie, co zaś dopiero na naukę. Za wiele czasu na nią zresztą nie ma. Niektórzy uczniowie zarywają noce, byle tylko być na wszystko przygotowanymi, ale ja się do tego stopnia zwariować nie daję.
Druga rzecz, podejście niektórych nauczycieli do mojego ubioru. Jestem ich w stanie poniekąd zrozumieć, bo naprawdę się wyróżniam, co w moim mieście rzadkie, ale czy ja kogoś krzywdzę tym, jak wyglądam? Większy problem mają o moje kabaretki, niż o nagminne używanie telefonów czy rozmawianie na lekcjach przez innych. Wychodzi na to, że oryginalność jest tu postrzegana gorzej, niż brak kultury. Parodia. W żadnej szkole przedtem nie spotkałam się z czymś takim, więc było i nadal jest to dla mnie spore zaskoczenie. To jednak tylko ich problem. Nie pozwolę, by ktokolwiek zabił moją indywidualność i zabraniał być sobą. Tym bardziej skandalicznym jest, że próbuje robić to szkoła, miejsce, które powinno wspierać młodych ludzi. Nie cierpię całego szkolnictwa i ogólnie systemu za to, że chce zrobić z ludzi szarą masę, sprowadzić jednostkę do roli zaledwie trybika, mającego za jedyne zadanie zasilać machinę napędzaną przez tych z góry.
Nie uważam, by moja szkoła była szczególnie zła na tle innych. To system jest zły. System, który odbiera mi, młodej kobiecie z potencjałem, siłę i czas na realizowanie własnych pasji. System, przez który co dzień budzę się z sercem walącym ze stresu i pragnę zniknąć, system, przez który niecierpliwie odliczam dni do wolnego (czyli de facto cieszę się, że upływa mi życie), system, przez który zimą rozpaczliwie pragnę chorować, byle uwolnić się od niego choć na tydzień. Czy to jest normalne? A wcale nie jestem słabą osobą. Cholernie smutne, jak ten świat działa. Szkoła, potem praca, potem śmierć. Gdy jesteś kimś więcej i chcesz czegoś więcej, masz przechlapane. Gdy jesteś inteligentny, masz przechlapane, bo wiesz, że tak naprawdę nie żyjesz dla siebie. Na szczęście dla masonerii, większość ludzi nie jest i uważa ich pożałowania godne porządki za coś zupełnie naturalnego.
Bardzo potrzebuję wolności i nie mogę przeboleć tego, że nie ja rozporządzam swoim czasem i zajęciami. Bez bicia przyznaję, że nie potrafię się dostosować. Nie, nie jestem głupia i kocham zdobywać wiedzę. Boli mnie wyłącznie sposób, jaki na to wybrano dla mnie i milionów moich rówieśników.

View more

Jak nazwałabyś swój styl? Co lubisz ubierać? W czym dobrze się czujesz?

Pisałam o nim już kilka razy, ale widzę, że nie tylko ja kocham ten temat, więc spieszę z odpowiedzią! W mojej duszy podobno pierwiastki żeński i męski są w idealnej równowadze, ale jeśli o ubrania chodzi, jestem aż zbyt babska.
Więc... mój styl jest bardzo różny, w zależności od etapu w życiu i środka, który w danym momencie najsilniej na mnie oddziałuje. Wiele osób mylnie interpretuje moje „metamorfozy” jako niezdecydowanie i brak faktycznego „swojego stylu”, ale to zdecydowanie nie tak, po prostu mam zbyt bogate wnętrze i zbyt wiele rzeczy mnie inspiruje, bym była w stanie lub chociaż miała chęć ograniczyć się do jednej stylistyki. Właśnie takie coś uważam za sztuczne i śmieszne. Podejście typu „omg, jestem gotem/lolitą/grunge/punkiem/babydoll/kimkolwiek, więc nie mogę włożyć na siebie niczego niewpisującego się w tę estetykę, choćby podobało mi się jak nic innego w świecie, bo nie będę już tru” to dla mnie szczyt dziecinady. To nie sztuczne ramy subkultur nas definiują, tylko NASZE WŁASNE upodobania, my sami, i nie można być bardziej „true”, niż wyrażając swój gust w pełnej jego krasie. Nie ma co na siłę próbować wciskać w schemat 100% siebie, nigdy nie wyjdzie z tego nic dobrego, bo nikt z nas nie jest jednoznaczny. Uff. Ale wracając do tematu...
Obecnie mój ubiór to taki miks mody lat 80., 90., 00. z widocznymi wpływami kina grozy (zarówno w oczywistych nawiązaniach, jak i w samej stylistyce) oraz japońskiej popkultury z początku tego wieku. Moją chyba największą jak na ten moment inspiracją jest atmosfera „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną 2”, ta cudowna przesada, nasycenie kolorów, niepodrabialny klimat. Myślę, że wyglądam trochę jak Vanita Brock z tegoż właśnie filmu, a przynajmniej, że Vanita znalazłaby w mojej szafie sporo dla siebie. Charakterystyczne dla mnie są kabaretki z największym oczkiem, które wkładam co dnia, i wysokie kozaki. Kilka razy już o tym wspominałam, więc nie jest tajemnicą, że ostatnimi czasy w odzież zaopatruje mnie głównie sklep internetowy Dolls Kill, którego odkrycie jest dla mnie błogosławieństwem i przekleństwem zarazem. Błogosławieństwem dlatego, że wreszcie mam stały dostęp do ubrań pokręconych tak samo, jak ja, a przekleństwem dlatego, że jeśli dalej będę zamawiać coś nowego tak często, jak teraz, to w końcu pójdę z torbami.
Po przejrzeniu tej strony większość powinna zrozumieć, dlaczego nauczyciele mają do mnie wąty, ale szczerze powiedziawszy puszczam ich opinie mimo uszu. Ocen mi za to nie obniżą, bo nie mają podstaw, a na zachowanie uczelnie nie patrzą. Chyba. A jak patrzą, to ich strata. Tak strasznie kocham bawić się modą, że bardzo bym się skrzywdziła, zmuszając się do ustępstw — to w zasadzie jedyna „codzienna” rzecz, która daje mi szczęście. Zdarza mi się wychodzić z domu tylko po to, by pokazać się w nowych ubraniach. Może przesadzam, w końcu żadna ze mnie celebrytka, by inni mieli jakoś specjalnie śledzić moje stylizacje, ale lwice tak już mają, że lubią wyglądać.

View more

Cześć, Poenari, jak się miewasz? Utraciłam motywację na prowadzenie aska, ale chyba mimo wszystko wpadnę czasem, by Cię poczytać

Fillaeri
O, akurat niedawno się zastanawiałam, czy zamierzasz jeszcze powrócić. Cóż, rozumiem Cię, bo sama wielokrotnie ją traciłam, przez co dawniej porzuciłam już kilka kont, ale gdy ponownie pojawiała się wena, zawsze tego żałowałam. Lubię tu być, lubię pisać i niesamowicie schlebia mi to, że tylu ludzi interesuje mój punkt widzenia oraz ja sama, że pytają się o coś właśnie mnie oraz że poświęcają własny czas wolny, by czytać moje posty. To naprawdę mocno i pozytywnie wpływa na mój nastrój, wręcz podnosi samoocenę.
I cóż... przedziwnie po tak długiej Twej nieobecności powiedzieć, że u mnie niewiele się zmieniło, ale taka prawda. Żyję swoim stałym rytmem nieprzerwanie od wielu lat. Jestem tym faktem wysoce niepocieszona, bo ani owy rytm nie jest specjalnie ciekawy czy urozmaicony, ani ja nie mam osobowości stworzonej do spokojnego bądź, co gorsza, rutynowego życia. Czuję, jak przecieka mi przez palce. Nic ważnego się nie zmienia, chociaż zawsze na to liczę. Może kiedyś.
Znowu się odchudzam. Który to już raz? Moje perypetie w kwestii odżywiania coraz mocniej spędzają mi sen z powiek. We wrześniu będą trzy lata, jak choruję. Wolę nie wiedzieć, jak spustoszony mam organizm. Boję się, co będzie dalej, bo stoję w miejscu (a jeśli już się przemieszczam, to w tym złym kierunku) i póki co nawet najczarniejsze myśli nie potrafią mnie otrzeźwić.
Oprócz zdrowia fizycznego i psychicznego, niszczy to także wszystkie inne aspekty mojego życia.
Moje oceny lecą na łeb, bo nic mi się nie chce.
Nadal nie umiem się malować i nadal nie spełniłam żadnego swojego postanowienia z czystego lenistwa.
Tak więc jestem w stagnacji. Aż mi wstyd. Ludzie w rok zazwyczaj przeżywają więcej, niż ja w pięć.
Z pozytywnych rzeczy, ostatnio dużo więcej czytam, właśnie skończyłam „3096 dni”. I mam wiele nowych ubrań, tyle zamawiam z Dolls Kill ostatnio, że niedługo z zamkniętymi oczami będą wpisywali mój adres na przesyłce. Jestem naprawdę zadowolona ze swojego poczucia stylu i estetyki. Szkoła już nie, ale mogą mnie w sygnet cmoknąć.
Byłam niedawno w cyrku, a jak wszyscy wiedzą cyrk kocham całym sercem. Pokaz był znakomity, nie potrafię wyjść z podziwu nad umiejętnościami akrobatów. Zawsze marzyłam, by też takie mieć i też występować, więc żal trochę palił, ale ale. Podczas przerwy skorzystałam z możliwości odpłatnego wzniesienia się pod sufit areny na ich linach. Już teraz wiem, że było jedno z najbardziej pamiętnych zdarzeń w moim życiu. Spełniło się jedno z mych marzeń, czułam się królową przestworzy. Zawsze będę to wspominać.
A w te wakacje powracam na Północ, tę samą, o której pisałam przed dwoma laty. Nieopisanie mnie cieszy, że znowu ją zobaczę. Ale i to przemija. Kiedyś nadejdzie dzień, w którym opuszczę ją ostatni raz. Wsiadając do samochodu rzucę ostatnie spojrzenie za siebie, nawet o tym nie wiedząc. Na pewno tak będzie. Z każdym miejscem tak jest, niezależnie od tego, jak bardzo związani się z nim nie czujemy.
I tyle.
A Tobie jak mija życie?

View more

Opowiesz coś na temat swojej religijności?

Przez niemal całe swoje życie byłam, jak sama się określałam, osobą poszukującą swojego Boga lub Bogów, niemogącą odnaleźć swojego miejsca w świecie wielu wyznań, a jednak potrzebującą własnej religii i modlitwy, nie czującą się dobrze jako ateistka czy agnostyczka. Mój brak jednoznacznego stanowiska wynikał chyba głównie z tego, że wychowywałam się w dwóch wiarach wyznawanych przez dwie strony rodziny, za czasów mojego dzieciństwa niemających ze sobą najlepszych relacji. Jedni demonizowali drugich i krytykowali ich wierzenia, drudzy pierwszych. Każdy próbował przekonać mnie, że to „jego strona” ma rację, a drudzy plotą bzdury. W oczach katolickiej części rodziny buddyjska była „diabłami”, w oczach buddyjskiej katolicka „zacofaną i nienormalną”. Obie na tyle wiarygodnie przedstawiały własne spojrzenie na świat duchowy, że obydwa te światopoglądy przyswoiłam pomimo ich sprzeczności. Jako, że nie byłam w stanie się zadeklarować, czułam się niechciana i w ośrodku buddyjskim, i w kościele, choć absolutnie nikt nie dawał mi tak tego odczuć — po prostu miałam wrażenie, że jestem niczyja. Równocześnie chrześcijaństwo zawsze miałam zakorzenione głębiej, niż buddyzm. Zawsze cudownie czułam się w kościele i cieszyłam się na wizytę w nim, co ukrywałam przed rodziną ze strony mamy. Pamiętam, jak raz poszłam na pasterkę z tatą i jego rodzicami. Uniesiona duchowo stałam w świątyni, spojrzałam w sklepienie sufitu i zadałam sobie pytanie — „A właściwie kto mi broni?”. Podjęłam decyzję, że zbliżę się do Boga, przecież obiektywnie nie jestem w niczym gorsza od jego wyznawców, bym nie mogła stać się jednym z nich. Odtąd wiedziałam już na 100% sama przed sobą, że w niego wierzę i chcę wierzyć, choć nadal było to mocno chaotyczne. Sporo czasu zajęło mi wdrożenie modlitwy i życia zgodnie z zasadami wyznania do swej codzienności, jednak idzie mi to coraz lepiej. Każdy dzień zaczynam i kończę modlitwą, nie wyobrażam sobie zjeść posiłku, nie pomodliwszy się przed nim. Coraz konsekwentniej przestrzegam przykazań i staram się pomagać ludziom. Czuję się tak o wiele lepiej. Na razie nie uczęszczam do kościoła, ponieważ nie mam pierwszej komunii i głupio byłoby mi podchodzić do księdza z palcem na ustach jak dziecko jako prawie dorosła kobieta. Niedługo jednak przyjmę ten sakrament, a wtedy nic już nie będzie mi stało na przeszkodzie, aby praktykować, jak należy. Najważniejsze jest jednak to, co czuje się w sercu, a w nim, jak już pisałam dwie odpowiedzi temu, religia zajmuje bardzo ważne miejsce.
Być może ktoś mnie teraz oskarży o hipokryzję, gdyż dopiero co pisałam, że wierzę w reinkarnację — owszem, wierzę. I w siłę medytacji również, zresztą ciężko nie wierzyć, gdy widziało się jej „nadnaturalne” skutki na własne oczy. U mnie duchowość jest szalenie skomplikowaną sprawą, bo w istocie świat duchowy jest nie do ogarnięcia przez ludzki umysł, tym bardziej mój, nierozwinięty w tej sferze. Nie uważam jednak, by był to temat na Aska. Identyfikuję się jako katoliczka.

View more

Jakie miejsca na świecie chciałabyś zobaczyć wodo różana?

Jako pasjonatka etnologii zafascynowana różnorodnością oraz pięknem ziemskich kultur i cywilizacji, ale także historii i architektury najchętniej wybrałabym się w podróż dookoła świata, zahaczającą o każdy zakątek każdego kraju, jaki tylko można sobie wyobrazić. Jest to zresztą jeden z moich pomysłów na przyszłe życie — pomieszkiwać to tu, to tam. Nacieszyć swe oczy i duszę obcowaniem z jak największą liczbą mentalności, ludzi, języków, krajobrazów, kuchni. Do żadnego narodu nie mam awersji, nie ma nawet takiego, który by mnie w jakimś stopniu nie interesował, ale gdybym miała wyodrębnić z nich absolutne „top” wyśnionych kierunków podróży, byłyby to z pewnością:
🇯🇵 Japonia — jak wiedzą moi stali czytelnicy, z tym państwem czuję się głęboko związana od wczesnego dzieciństwa, uważam, że w jednym z poprzednich wcieleń musiałam być Japonką, czego wizji uświadczyłam nawet podczas autohipnozy. Odwiedzić Japonię to moje odwieczne marzenie, o którego ziszczenie modlę się od niepamiętnych czasów. Na samą myśl mam łzy w oczach. To nawet nie byłoby jak wycieczka, to byłoby jak powrót do domu. Ogromnie kocham wszystko, co związane z Japonią. Gdyby nie to, że nie byłabym w stanie odnaleźć się w ich kulturze pracy, bez cienia wątpliwości zamieszkałabym tam na stałe.
🇮🇸 Islandia — przystań rodzimowierstwa wikińskiego, które uwielbiam, z językiem najbardziej zbliżonym do staronordyjskiego, do tego dużo czystej, chłodnej i nieprzystępnej natury, urzekające krajobrazy, odległa Północ, wyspa pośrodku niczego. Cudowne miejsce, na pewno bardzo magiczne. Chcę podziwiać zorzę polarną na islandzkiej plaży i spać pod gołym niebem na tamtejszej łące (tak, tam jest to legalne i całkiem popularne; kocham ich za to!).
🇨🇭 Szwajcaria — kraj, który, jeśli zdecyduję się osiedlić gdzieś na stałe, obok Islandii i USA upatruję na miejsce swego zamieszkania. Jest jakby stworzony pode mnie, ze swoimi zachwycającymi, alpejskimi krajobrazami, o ujrzeniu których marzę, odkąd lata temu obejrzałam „Gosick”, wspaniałą, tradycjonalną mentalnością, do której znacznie mi bliżej, niż do typowej zachodniej „postępowości”, bogactwem i dostatkiem, no i produkują najpyszniejsze słodycze na świecie, a ja najedzona czekoladą Lindt to szczęśliwa ja. Jak raz wpadłam do ich sklepu pod Berlinem, to zrobiłam haul na pół walizki; nie przesadzam.
🏴󠁧󠁢󠁥󠁮󠁧󠁿 Anglia — przez bardzo długi czas była moim ulubionym krajem w Europie (tak, wiem, obecnie nie jest odrębnym państwem), kocham jej historię, tradycję, kulturę. Obfituje w całą moc nawiedzonych miejsc, niewytłumaczalnych zjawisk, tajemnic, no i ma wspaniałe, ponure warunki pogodowe; nigdy nie lubiłam zbytniego ciepła. Do tego monarchia! Uwielbiam ich rodzinę królewską, księżna Katarzyna to idealna kobieta. Opis ten można by właściwie zastosować do scharakteryzowania całej Wielkiej Brytanii, lecz jako dziecko uparłam się na Anglię i tak zostało mi do dziś.
Chciałam napisać jeszcze o Holandii, Finlandii, USA, Węgrzech, Rumunii i Serbii, ale limit. :’)

View more

Rose, jakimi wartościami kierujesz się w życiu?

🌺 Wolność — jestem wolnym duchem po mamie, bardzo uduchowionej artystce. Nienawidzę wszelakich ograniczeń, zakazów, nakazów, dlatego pomimo olbrzymiej miłości do nauki potwornie źle czuję się w szkole. Chcę być sobie okrętem, żeglarzem i sterem, nie podlegać żadnym zasadom, wszystko móc i nic nie musieć, ale czy to kiedykolwiek było możliwe? Tak czy inaczej dążę do wyzwolenia się z jak największej liczby krępujących mnie łańcuchów.
🌺 Marzenia — niesłychanie ważnym dla mnie jest je spełniać, bo czy właściwie nie na tym polega życie samo w sobie? Czym byłoby bez marzeń? Umiejętność marzenia odróżnia nas od innych zwierząt chyba najbardziej. Uczucie urealniania się długo śnionych snów jest tak piękne, że będę podążała za nimi choćby po trupach.
🌺 Zgoda ze sobą — to dla mnie coś tak elementarnego, że wprost nie jestem w stanie działać wbrew sobie. Nie ma możliwości, abym dla opinii innych ludzi wyrzekła się swoich ideałów, poglądów, pasji, odmówiła sobie czegoś, na co mam ochotę. Nigdy nie potrafiłam się nadziwić ludziom, dla których aprobata społeczeństwa jest aż tak ważna, by pozwalać spojrzeniom innym nawet dobierać swą garderobę. Moje zdanie to jedyne, jakie się dla mnie liczy.
🌺 Wiedza — jest mi większym paliwem, niż pożywienie. Uskrzydla mnie. Jak już kiedyś wspominałam, pogłębiam ją właściwie co dnia. Od zawsze jestem typem odkrywcy, który rozłupie kamień na dwa, aby sprawdzić, co jest w środku. Nie rozumiem, naprawdę nie rozumiem i nawet nie chcę zrozumieć, jak można nie być ciekawym świata, żyjąc w tak pięknym. Jak niemal każde INTJ, mam bardzo, bardzo szeroki wachlarz zainteresowań i rzadko się nudzę.
🌺 Religia — jestem osobą wierzącą, to bardzo ważny element mojego życia. Gdyby nie wiara, chyba nie przestawałabym się stresować i nie podnosiłabym się tak łatwo po załamaniach. Nie godziłabym się ze swym losem, gdy akurat jestem „pod wozem”. Czuję, że czuwa nade mną Opatrzność. Kiedyś byłam ateistką, to były smutne czasy.
🌺 Wygląd — w żadnym razie mi to nie odpowiada i często przez to wychodzę na płytką, ale tak, moja fizjonomia jest dla mnie niesłychanie istotna. Nie mogę czuć się dobrze, wyglądając źle. Mam spore ambicje dotyczące swego wizerunku, moje największe marzenie to być piękną i wyzbyć się kompleksów. Urody podobno mi nie brak, szkoda tylko, że mam inne zdanie.
🌺 Wyobraźnia — gdyby nie ona, nie miałabym po co wstawać z łóżka, bo prawda wygląda tak, że moje życie takie, jakim jest naprawdę raczej mnie nie satysfakcjonuje. Dużo sobie dopowiadam, wyobrażam, wmawiam, bez tego nie byłabym w stanie poprawnie funkcjonować. No i gdybym nie była kreatywna, nie mogłabym tworzyć, a moje uniwersum fabularne to moje największe jak dotąd osiągniecie.
🌺 Ekologia — gdyby to ode mnie zależało, niedbanie o środowisko byłoby karalne. Staram się żyć w zgodzie z Naturą, bo Ją kocham. Człowiek narobił tyle zniszczeń na planecie, która z własnego dobrodziejstwa wyposażyła go najlepiej ze wszystkich istniejących stworzeń, że to po prostu tragedia.

View more

Jakie aesthetic style najbardziej Ci się podobają? 🌸🎀

Domyślam się, że masz na myśli powstałe na Tumblrze trendy fotograficzno-modowe i mam nadzieję, że się nie mylę. 🌸
Niestety nie znam ich oficjalnych nazw, o ile w ogóle je mają, zatem pozostaje mi opisać je, licząc, że wszyscy zrozumieją, o które dokładnie nurty mi chodzi, haha.
🕊 Moim chyba ulubionym stylem jest delikatne retro mocno podszyte melancholią i często bardziej lub mniej wyczuwalnym mrokiem. Fotografie przedstawiające estetyczne budynki w stylu lat 50., symbole sakralne (kocham!), stare gry planszowe, porcelanowe lalki, kościoły, cmentarze, wesołe miasteczka, naturę, zwierzęta, a wszystko to w subtelnych, bladych barwach, czasem potraktowane filtrami stylizującymi zdjęcie na wykonane przed laty. Jak już pisałam, bywają niepokojące i jeżeli ktoś z Was oglądał „The Ring” oraz pamięta pokój Samary, obdarte tapety i porzucone zabawki, kołysankę, ogólny klimat wyspy Moesco, to doskonale wie, o jaki typ niepokoju chodzi. Niby wszystko ładne i niewinne, a jednak wyraźnie czujesz, że coś mrocznego wisi w powietrzu. Zakurzona lalka o przenikliwym spojrzeniu. Jagnię o dwóch głowach. Opuszczony, niszczejący lunapark. Ach, zdecydowanie coś dla mnie. Mrok i niewinność, gdy współistnieją, stanowią iście urzekające połączenie. Coś jak długa, koronkowa koszula nocna i glany z łańcuchami. Mam nadzieję, że są tu obecni bywalcy Tumblra na tyle wprawieni, by skojarzyć tego rodzaju zdjęcia. Wrażliwa, melancholijna dusza dostrzega w nich kwintesencję piękna i ulotności.
🕊 Kocham styl inspirowany latami 00. tego stulecia. Dorastałam w tych czasach, więc wspominam je z ogromnym sentymentem. Uważam ówczesną modę, filmy, makijaż, mentalność (to było naprawdę niedawno, a zmiana jest już dosyć wyraźna!), muzykę, nawet zabawki i bajki za po prostu cudowne i urocze. Idealnie wpasowują się w mój gust. Błyszczące, infantylne i przesadzone, ale w tym tkwi ich urok. Zaryzykowałabym stwierdzeniem, że lata 2000-2007 to taki barok naszego milenium, zachwycający przesyt i gustowny brak gustu. Bardzo lubię tumblrowe zdjęcia lalek Bratz, My Scene i Barbie, gdyż sama się nimi bawiłam, pamiętam je, ponadto uważam, że są cudne, takie plastikowe wersje stylowej kobiety z tamtego okresu. To konturowanie ust! Ach, uwielbiam.
🕊 Idąc dalej, uwielbiam także aesthetics inspirowane Japonią z początku stulecia. Stare anime, gry, pierwsze Vocaloidy, Harajuku przeżywające swój renesans. Tutaj także często zmierza to w mroczniejszym kierunku, bo wszyscy wiemy, jaka popkultura japońska potrafi być (i bardzo dobrze). Ogólnie kocham ten charakterystyczny klimat, teraz to nawet tam wszystko się takie bez duszy zrobiło, no ale cóż poradzić.
🕊 Również po prostu lata 90., 80., nowoczesna mroczna alternatywa (w stylu śp. Plaaastic czy mojego ukochanego sklepu z ubraniami, Dolls Kill) i mój umiłowany XIX wiek, ale tu nie ma się już nad czym za bardzo rozwodzić. c:

View more

Poleciłabyś jakieś dobre filmy w gotyckim/wiktoriańskim klimacie? Byłabym bardzo wdzięczna za pomoc🖤

Z przyjemnością, w kwestii rekomendacji filmów zawsze jestem do usług. ⭐️
— Pierwszym, jaki przyszedł mi na myśl jeszcze nim skończyłam czytać Twoje pytanie jest „Crimson Peak”. Pamiętam, jak bardzo urzekła mnie jego scenografia i kostiumy, zwłaszcza tytułowa rezydencja, w której rozgrywała się największa część akcji. Jest tak klimatyczna i zachwycająca, że mając taką możliwość bez wahania zamieszkałabym w niej nawet pomimo tego, że popada w ruinę. Część wizualna tej produkcji to naprawdę majstersztyk, uczta dla oka, a dla mnie to szalenie istotne. Dosyć dawno go oglądałam, bo świeżo po premierze, kiedy miałam dużo mniejsze doświadczenie z filmami, i nie wiem, jakie wrażenie zrobiłby na mnie dzisiaj, ale myślę, że warto, byś go obejrzała, zwłaszcza, że lubisz takie klimaty. Opłaca się zresztą choćby dla samych aktorów, film ma iście doborową obsadę, jeśli chodzi o trzy kluczowe role — Tom Hiddleston, Mia Wasikowska i Jessica Chastain.
— Kolejną propozycją jest „The Lodgers. Przeklęci”, który od samego początku kojarzył mi się z „Crimson Peak” właśnie. Motyw przewodni jest bardzo podobny i jestem wręcz przekonana, że scenarzysta się inspirował, ale bez obaw o podróbkę — wyszło mu to co najmniej równie dobrze, jeśli nie lepiej, tym bardziej, że miał dużo mniejszy budżet. W zasadzie nie wiem, co jeszcze mogłabym o nim napisać, ale jest naprawdę ciekawy, mroczny i mglisty, polecam. Lubię kino tego typu.
— Teraz pora na prawdziwą wisienkę na torcie, dzieło sztuki filmowej i nie tylko, jedna z moich ukochanych produkcji, którą na Filmwebie oceniłam na 10/10 — „Lekarstwo na życie”. O, cóż to jest za film. Aż się uśmiecham z ekscytacji, pisząc teraz o nim. Jest wizualnie tak nieopisanie przepiękny, że aż zapiera dech, zdecydowanie najprzyjemniejszy dla oka ze wszystkich, jakie kiedykolwiek oglądałam, kosmos, po prostu kosmos pod tym względem. Kocham Alpy i Szwajcarię, więc też dlatego te widoki aż tak na mnie oddziałują. Bardzo, bardzo nastrojowa produkcja z doskonale oddanym klimatem spokojnego uzdrowiska, gdzie czas jak gdyby stoi w miejscu, czuć też wyraźnie jakąś melancholię, coś nieuchwytnego i nie do końca możliwego do ubrania w słowa, to konkretne coś, co ja kocham, czego zawsze szukam w sztuce oraz co niestety bardzo rzadko udaje mi się w niej — i w czymkolwiek — odnaleźć. Fabuła także wybitna, wyjątkowo interesująca i doskonale poprowadzona, bo atmosfera tajemnicy, a co za tym idzie wzmożona ciekawość oglądającego utrzymuje się naprawdę długi czas. W miarę postępu akcji w głowie widza piętrzy się coraz więcej nurtujących go pytań, które długo nie znajdują odpowiedzi. Druga połowa filmu jest, co przyznaję z ogromnym bólem serca z uwagi na miłość, jaką pałam do pierwszej, o wiele gorsza, a finał bardzo rozczarowuje, ale to nieważne, naprawdę, gdyż niepodrabialny klimat rekompensuje wszystko ze sporą nawiązką. Wirtuozeria, w i r t u o z e r i a, fenomenalny film, ach. Mia Goth w roli Hannah absolutnie cudowna.
Może jeszcze „Silent Hill” trochę.

View more

jaki będzie twój wyremontowany pokó?

Raczej mroczny.
Przyjeżdża duża, podświetlana szafa i kilka półek, bo mam tyle rzeczy, że trzeba gdzieś je zmieścić, a i tak połowa zapewne pójdzie do piwnicy. Biurka, łóżka i lampy jeszcze nie wybrałam. Pokój udekorować zamierzam dopasowanymi kolorystycznie, ale przełamanymi mocnymi, neonowymi akcentami plakatami z moich ulubionych filmów. Na ścianach również obrazy Cenobitów z „Hellraisera”, ponieważ Oni zajmują w moim sercu specjalne miejsce i pokój bez Nich byłby niekompletny. Każdy z czterech „głównych” Wysłanników będzie miał swój własny malunek. Ścianę nad moim łóżkiem przyozdobi ten przedstawiający Cenobitkę, mą przewodniczkę i alter ego zarazem, symbol tak mi drogich Morza i Księżyca. Jest absolutnie przecudowna, kocham Ją.
Za jakiś czas wybieram się do przycmentarnego sklepu ze zniczami, bo zawsze wyjątkowo podobały mi się estetycznie i chciałabym mieć ich w pokoju jak najwięcej. Ustawię je głównie na parapecie, ale również na podłodze. Chcę, by tworzyły artystyczny nieład, to będzie pięknie wyglądać, gdy będą palić się w nocy.
Na biurku znajdzie się oczywiście komputer, a w komputerze gry, bo wreszcie mam warunki i możliwości, by całymi dniami nawalać w „Silent Hill”. Jak wspaniale. ❤️
Tak więc mój wyremontowany pokój będzie wyglądał z grubsza właśnie w ten sposób. Być może dodam jeszcze jakieś dekoracje, bo nie mogę teraz wiedzieć, czy coś nie wpadnie mi do głowy spontanicznie, nie przypomni się albo nie urzeknie nagle podczas wizyty w miejscu, gdzie można to kupić.
Pokój, który będę miała u taty, odzwierciedli moją delikatniejszą stronę.
Tak sobie myślę, że jestem jednak naprawdę stała w swoich gustach. Gdyby dziewięcioletnia ja, „true goth” zafascynowany światem horroru, mający Samarę Morgan i Alessę Gillespie za swoje ikony stylu oraz straszący kuzynki Jasonem Voorheesem usłyszał, że będzie miał taki pokój w przyszłości, to chyba by koziołka fiknął ze szczęścia, haha~ Nawet muzyki słuchamy tej samej. Zwałam się wtedy Illuminata, to był mój pierwszy poważny pseudonim.
O rany, to tak przepiękny okres mojego życia. Głęboko żałuję, że nie mogę do tamtych czasów wrócić choćby na jeden dzień i choćby w roli obserwatora, przyglądającego się tej uroczej dziewczynce zza jakiegoś drzewa. Przemijanie to najokrutniejszy element Wszechświata.

View more

Rose, podobają Ci się włosy w nienaturalnych kolorach? Np. różowe, czerwone? 🥀

Bardzo mi się podobają, lecz jedynie pastelowe albo ciemne. Nie lubię włosów w jaskrawych kolorach. Kiedyś w ogóle za takimi nie przepadałam, dziś odpowiadają mi jedynie w ubiorze.
Większość moich OC ma nienaturalne kolory włosów, jak postacie z anime, bo tworzyłam je właśnie w takim stylu. Najnowsze wyglądają przeważnie nieco zwyczajniej, gdyż teraz znacznie rzadziej oglądam seriale tego typu i jakoś wyszłam spod ich wpływów, których wówczas nie byłam nawet do końca świadoma. Tak czy inaczej znacznie bardziej zadowolona jestem z designów właśnie moich starszych bohaterów, były bardzo kreatywne, niespotykane barwy włosów i oczu dodawały im unikalności, a szeroki ich wybór pozwalał na łączenie ich w estetyczne pary - na przykład lawendowe włosy i blado turkusowe oczy u pewnej ślicznej damy.
Szczególnie podobają mi się włosy pąsowe (brudny róż), brzoskwiniowe, jasnoróżowe, lawendowe, wrzosowe oraz jasnobłękitne. Sama kiedyś planowałam zdecydować się na któryś z tych kolorów, jednak obawiam się, że jako osobie z ciemną oprawą oczu i o azjatyckim typie urody może nie być mi w nich do twarzy, poza tym są znacznie mniej uniwersalne, niż naturalne i w przeciwieństwie do nich nie zgrywają się całkowicie z odzieżą, jaką zwykłam nosić. Może zabrzmi to śmiesznie, lecz jako wielka estetka nie zniosłabym niedopasowania kolorystycznego włosów do stroju. Nawet obecnie zdarza się, że irytuje mnie czerń moich włosów, gdy mam na sobie stylizację w jasnych tonach, a co dopiero, gdyby moje włosy były różowe albo fioletowe, a w ubraniach przeważały, powiedzmy, czerwień i zieleń... jeżeli ktoś jednak potrafi ustrzec się podobnych niedopasowań, dana barwa mu pasuje, a do tego ma ładną fryzurę, to jestem jak najbardziej na tak. Kolory są po to, by z nich korzystać, zaś przesadna zachowawczość to domena ludzi nudnych i przyziemnych. 🌸

View more

Jesteś tu jeszcze? Co u Ciebie?

Faktycznie, nie było mnie tu aż miesiąc. Szybko zleciał. Wiem, że mówię to nie pierwszy raz, ale naprawdę nie brakuje mi obowiązków, a do tego się przeprowadziłam i w nowym domu póki co odrobinę szwankuje mi połączenie w telefonie. Teraz piszę z laptopa służbowego mamy.
Obecnie czas upływa mi pod znakiem sporych zmian. Po pierwsze zmiana lokum, o której już wspomniałam. Wybrałam nowe meble, niebawem zostaną nam dostarczone. Będę miała przepiękny pokój, taki, jakiego od dłuższego czasu chciałam. Nie mogłam się zdecydować, w jakiej estetyce go urządzić, bo bardzo wiele stylów wystroju wnętrz mi się podoba, ale sprawę ułatwił mi fakt, że mój tato przeprowadza się do Polski i w jego domu również będę miała pokój - a zatem i możliwość wykorzystania jeszcze któregoś ze swoich pomysłów.
Mama kupi sobie kota, ja prawdopodobnie węża. Chcemy mieć dużo zwierząt. Nie wiem, czy wspominałam, ale mam już królika, królicę ściślej mówiąc.
Niedawno byłam pierwszy raz u psychiatry, dostałam leki i liczę, że przyniosą pozytywną zmianę mego stanu. Zrezygnowałam z psychoterapii, bo nie dogadywałam się z psycholożką i moje samopoczucie jedynie się pogarszało. Może poszukam kogoś innego, a może nie, szczerze powiedziawszy nieszczególnie chce mi się defilować od Sasa do Lasa w poszukiwaniu kogoś, komu zaufam, kto będzie potrafił mi pomóc i mnie zrozumie.
Podjęłam decyzję o przejściu na frutarianizm, co w przeciągu obecnego miesiąca wdrożę w życie.
Jak widać wydarzyło się całkiem niemało, zresztą nie tylko to, ale o pewnych sprawach nie chcę pisać, gdyż nie są jeszcze niczym pewnym, a wolę nie zapeszać.
Swoją drogą rozważam założenie bloga. Co myślicie na ten temat? Chcę wiedzieć, czy ktoś by go czytał. Trudno mi określić, o czym by był, ponieważ już teraz wiem, że zakres tematów miałby niezwykle szeroki, zupełnie jak ja zakres zainteresowań. Na pewno chciałabym omawiać różnego rodzaju problemy społeczne i tematy, które uważam za ważne, wyrażać swoje opinie, dzielić się wiedzą, bez wątpienia pojawiłyby się także recenzje filmowe.
Dziękuję za pytanie. Obiecuję, że następna odpowiedź pojawi się szybciej, niż za kolejny miesiąc. ;)

View more

🌊🌕

W ubiegłe wakacje w akcie skrajnej desperacji pomodliłam się do bogini z mojego własnego uniwersum, wówczas świeżo wymyślonej.
To było któregoś wieczoru późnego lipca bądź wczesnego sierpnia. Przyszłam do niej załamana jak nigdy w życiu, zapłakana, wręcz rozhisteryzowana, co nie zdarza mi się często, gdyż nie jestem osobą emocjonalną. Czułam się wtedy tak parszywie, jak tylko można to sobie wyobrazić — przede wszystkim sama ze sobą. Rozpacz na tamtą chwilę odebrała mi rozum, dlatego zwróciłam się do bóstwa, które nie istnieje. I poprosiłam ją o siłę, o motywację do zrobienia pewnej rzeczy, która jako jedyna mogła mi wtenczas pomóc poczuć się lepiej, a na której zrealizowanie od początku do końca nigdy nie starczało mi mocy, choć wielokrotnie próbowałam.
To nie była normalna prośba, gdyż wiązała się z zaszkodzeniem sobie samej. W mojej wierze to zakazane. Nie śmiałabym urazić mojego Boga takim życzeniem, na poły też dlatego wybrałam fikcyjną boginkę. Wiem, że to hipokryzja i obrzydlistwo, ale, jak już wspominałam, nie myślałam w tamtym czasie jak normalny człowiek.
I wiecie co? Ziściło się jak nigdy. Mój mózg jakby został nasączony napojem energetycznym, takiego „kopa” do działania dostałam. To, co zawsze na dłuższą metę przerastało moje i większości ludzi możliwości, teraz przychodziło mi bez większego trudu, wręcz naturalnie. Zdawałam sobie sprawę, jak chore to jest i w głębi duszy wiedziałam, że powinnam czym prędzej przestać, ale chciałam tego, było mi to na rękę, więc brnęłam coraz głębiej w gąszcz szaleństwa. Czułam trudne do opisania uniesienie, cały czas działałam niby na wyższych obrotach, miałam wrażenie, że kroczę nad ziemią. To było niesamowite, fantastyczne, dziwnie piękne — wpadłam jakby w trans, myślę, że niewielu ludzi doświadczyło podobnego uczucia. Ale koniec końców, czego, przyznam szczerze, odrobinę żałuję, pozostałe mi strzępki zdrowego rozsądku ponownie doszły do głosu i zrzekłam się tego daru. Czułam się jak zdrajczyni własnej religii, nie mogłam tego dłużej ciągnąć, ilu korzyści by mi to nie przynosiło. Minęło jak ręką odjął, a ja powróciłam do zwykłego sobie rytmu życia.
Potem w podobnych momentach dojmującego smutku kilkakrotnie próbowałam przeprosić ją i ubłagać, by zwróciła mi to, co niegdyś dała, jednak zawsze bezskutecznie. Nie dziwię się, też bym miała w nosie kogoś, kto najpierw się do mnie przymila i prosi, a potem, gdy otrzyma już, czego chciał, bezceremonialnie każe odejść i zadaje kłam mojemu istnieniu. Nie twierdzę, że ona istnieje, bo sama ją i jej historię wymyśliłam od podstaw, ale gdyby.
I zastanawiam się, co to było. Czyżby jakiś byt demoniczny? Jednak wtedy czegoś by ode mnie chciał, a już na pewno nie opuściłby mnie tak łatwo. Prawdopodobnie tylko autosugestia i nieznane mi pokłady wewnętrznej siły wydobyte z odmętów duszy sakralnym placebo, lecz mimo to jest to jedno z najbardziej intrygujących doznań w moim życiu. Niezwykle mistyczne i po ludzku zastanawiające. Kto wysłuchał mojej modlitwy?

View more

jako iż wśród twoich zainteresowań wyrażanych przez hashtagi znajduje się "gore" a we wcześniejszej odpowiedzi wspominałaś że szczególną sympatią darzysz m. in. barok, chciałabym cię zapytać o twoje uczucia dotyczące turpizmu. jeśli są pozytywne - w jakich formach najbardziej cię zachwyca?

lobotomia
Jeżeli chodzi o sztukę, istnieją dwie jej cechy, które kocham nade wszystko w świecie: piękną, przeromantyzowaną do granic przyjemności odbiorcy idealizację oraz stojący w opozycji do niej turpizm właśnie. Moją tendencję do popadania z jednej z tych skrajności w drugą widać doskonale w mym własnym uniwersum fabularnym, gdzie pewne wątki, wydarzenia, postaci dosłownie oblane są lukrem, posypane cukrem i skropione jeszcze różanym olejkiem, zaś inne, przesycone ponurością, bólem i brzydotą ukazują smętną prawdę o rzeczywistości i przygnębiają ciężkością swej atmosfery.
Wracając do pytania, sądzę, że najbardziej umiłowaną przeze mnie i szczególnie bliską mi formą turpizmu jest szeroko pojęty horror. We wspomnianym gore, nierzadko naprawdę mocnym, szybko odnalazłam swą własną niszę w kinie grozy. Wśród wielu osób krążą wobec tego pomówienia, jakobym była nienormalna, ale cóż mam zrobić, że po prostu kocham makabrę? I że naturalnie dostrzegam w niej także drugie dno, gdyż o tym właśnie mówimy; o turpizmie, nie zaś o nonsensownej jatce.
Uwielbiam na przykład chyba całą twórczość Toma Sixa, reżyserską i malarską. Pomimo, że sam nigdy chyba się tak nie nazwał, jest turpistą z krwi i kości. Jego filmowa trylogia „Ludzka stonoga” to dzieło niezwykle awangardowe i swego czasu wywarła na mnie ogromne wrażenie, na stałe zajmując miejsce na liście moich ulubionych horrorów. Już nie mogę się doczekać, aż obejrzę jego nowy film, jeden z jego obrazów zaś niebawem zawiśnie na mej ścianie. To absolutnie fenomenalny człowiek, którego cały dorobek artystyczny zasługuje na przejście do legendy. Tak bardzo chciałabym go poznać...!
Moim ulubionym cyklem filmów gore jest „Teksańska masakra piłą mechaniczną”. To również slasher, podgatunek, za którym przepadam chyba nawet bardziej, lecz przede wszystkim kwintesencja geniuszu kina, opowieść groteskowa, przerażająca, okrutnie odrażająca, smutna i śmieszna zarazem, horror, dramat i komedia, coś, co zawiera w sobie tyle błogosławieństwa dla świata sztuki, że nie czuję się choć w ćwierci na tyle kompetentna, by porywać się na próby zobrazowania Wam tego w słowach; po prostu obejrzyjcie. A jeżeli nie jesteście przekonani, to polecam zacząć od tego teledysku:
https://m.youtube.com/watch?v=IbE_eXaQhV4
No mniam, sztuka najznamienitszej jakości i w najczystszej postaci. Tylko koneser (albo czub) się pozna. Wierzę, że jestem tym pierwszym.
Kocham także wszystkie filmy pokroju „Thanatomorphose” czy „Gwiazdy w oczach”, gdzie motywem przewodnim jest pełniąca funkcję alegoryczną degradacja ludzkiego ciała, zwłaszcza gnicie, jedna z niewielu rzeczy, które są w stanie prawdziwie mnie zdegustować. W „Thanatomorphose” było to szczególnie cudowne, rozkład za życia jako alegoria depresji i niskiego poczucia własnej wartości.
Jak widać moim głównym zainteresowaniem w tej kwestii jest turpizm na ekranie, a więc w gruncie rzeczy niewiele tu baroku, no ale.
I pamiętajcie, obejrzyjcie „Teksańską” (szczególnie części z 1974 i 1986)! 💙🧡

View more

Wielokrotnie wspominałaś, że interesuje cię historia. Jakie jej działy lubisz najbardziej? Które okresy hsiotryczne? Jaki jej aspekt interesuje cię najbardziej (różne wydarzenia, przemiany, pojedynczy ludzie, wojny czy coś jeszcze)? 🌸🌼🌹

Przepraszam za zwłokę, jakoś mi tak ostatnio nie po drodze ze wszystkim właściwie. Dziękuję za kwiaty. 💐
Interesuje mnie wszystko, ale najbardziej same całokształty poszczególnych epok. Ich moda, muzyka, architektura, mentalność ówczesnych ludzi, myśli przewodnie, atmosfera, kultura, to, jak się w nich żyło, co było ważne, a co potępiane, blaski i cienie. Bardziej od samych wielkich wydarzeń ciekawi mnie zwykły dzień z życia od dawna nieżyjącego człowieka, którego imienia świat już nie pamięta, tak od nas różnego i tak nas przypominającego zarazem, dzień, którego nigdy nie będę mieć szansy przeżyć, choć bardzo bym chciała, dzień, który na zawsze owiany będzie tajemnicą. I za którym, jako klasyczny przypadek „starej duszy”, obco czującej się w obecnie trwających czasach, zwyczajnie tęsknię.
Moje ulubione epoki to na pewno tzw. „epoki uczuć” — romantyzm, barok, średniowiecze, ale także ogólnie pojęta epoka wiktoriańska oraz Heian i Edo w kulturze japońskiej. Dałabym wiele, aby żyć w którejś z nich. Szalenie podoba mi się duch każdych z wymienionych czasów, ich „klimaty”. Trudno mi jednoznacznie wybrać faworyta, ale myślę, że odrobinkę bardziej, niż wszystkie inne epoki lubię romantyzm. Dla mnie był wprost idealny pod dosłownie każdym względem (oprócz poziomu medycyny, ale kto by tam się przejmował tak przyziemnymi sprawami, gdy mowa o tak wzniosłych latach?). Aż boję się, co będzie, gdy zacznę przerabiać go na polskim w szkole, bo przez lekcje o średniowieczu musiałam się denerwować niewdzięcznością XXI wieku jeszcze bardziej, niż zazwyczaj i znowu miałam załamanie. Pasuję tu jak pięść do nosa. Czuję się bezsilna, czytając o tym, jak niegdyś potrafiło być cudownie (oczywiście były też minusy, nie jestem bezkrytyczna wobec prawie nikogo ani niczego) i autentycznie źle to na mnie wpływa, choć to moja pasja. Nie mogę zrezygnować z czegoś, co daje mi tyle szczęścia, pomimo, że idzie z nim w parze też gniew oraz smutek. Okrutna ironia losu, a reinkarnacja to głupek i jajo. Lepiej byłoby, gdybym w pewnym momencie po prostu poszła do nieba, chyba, że na nie nie zasługuję.
Żeby nie zakończyć tak melancholijnie, gdyż chyba przesyt już takich nastrojów na moim Asku (dla Was rzecz jasna, mi nigdy za dość), dodam jeszcze, że uwielbiam rozgrzebywać, analizować i próbować rozwiązywać tajemnice historii oraz zgłębiać życiorysy swoich ulubionych jej bohaterów. Co do tego pierwszego, jestem wręcz mistrzynią w odnajdywaniu głęboko zakopanych źródeł oraz mało popularnych faktów i ciekawostek. Gdy coś mnie zaintryguje, nie spocznę, dopóki nie wycisnę wszystkich informacji, jakie mogę na ten temat mieć, i to nie tylko w kwestii historii. Obym nie skończyła jak ci wszyscy lovecraftowscy protagoniści, których podobne grzebalstwo zwykło gubić.

View more

Wyobraź sobie, że nasz możliwość przeżycia jednego dnia jako dowolna postać fikcyjna. Którą wybierz i dlaczego właśnie ona?

Rebel
Sądzę, że po długich namysłach wybór padłby na Victorique de Blois.
Ona miała wszystko, czego mogłabym chcieć. Jej życie to było idealne życie. Piękne suknie, cudowna fizjonomia (i to pomimo nieoszczędzaniu się w jedzeniu słodkości), olbrzymie bogactwo, otoczenie cudów sztuki, architektury i natury, zamieszkiwanie cudownego kraju (był fikcyjny, jednak położony w sąsiedztwie Szwajcarii, Francji i Włoch i kulturowo podobny do dwóch pierwszych, a wspominałam kiedyś, że bardzo chciałabym mieszkać w Szwajcarii), do tego samotność. Ją bolała, jednak dla mnie byłaby wielkim udogodnieniem. Nawet do szkoły nie musiała chodzić, a to szczególnie by mnie radowało, gdyż, jak wiecie, pomimo naprawdę dobrych wyników serdecznie tego miejsca nienawidzę. Całe dnie spędzane w urokliwej oranżerii na szczycie wieży wypełnionej regałami z książkami, a nad głową kopuła z tymi nieziemsko ślicznymi freskami! No i jeszcze żyła za mego ukochanego XIX wieku... doprawdy, nie potrafię przywołać na myśl ani jednej osoby, czy to ze świata fikcji, czy z rzeczywistego, komu w moim odczuciu byłoby tak miło, jak jej — może poza Marią Antoniną według wizji filmu z 2006 roku (bardzo polecam, wyjątkowo udany) czy realną cesarzową Sissi, ale i tak sądzę, iż Victorique zawsze będzie tego pół kroczka przed nimi, a to za sprawą mojej introwertycznej natury. Chociaż Sissi i te jej samotne podróże... ale miało być o postaci fikcyjnej!
Rozważałam jeszcze Elizabeth Midford, ale jednak za nic, co miała, nie zamieniłabym swej inteligencji na jej ptasi móżdżek, Victorique zaś była wyjątkowo bystra. I w zasadzie dosyć podobna do mnie, jeśli chodzi o osobowość. No i mogę podejrzewać, że bogatsza od Midford. I ładniejsza od niej, ale to już kwestia gustu.
Te jej długie włosy, to chude ciało bez kształtów, których u siebie nie akceptuję, widok na Alpy zza szkieł oranżerii... wyczerpała tym wszystkim swój limit szczęścia i chyba przy okazji także mój (chociaż nie twierdzę, że mam źle), bo to aż za wiele cudowności jak na jedną osobę. Tak, tak, zazdroszczę jej, ale i tak ją uwielbiam. Jedna z moich ulubionych postaci fikcyjnych. ♡ Wprawdzie to byłby tylko jeden dzień i powrót wyglądałby koszmarnie, ale lepszy rydz, niż nic...
Albo może Sharon Rainsworth? Również wiodła dostatnie życie arystokratki, była tak samo śliczna, a — w odróżnieniu od Victorique — mogła cieszyć się też wieczną młodością! No i jej uniwersum usiane jest niezwykle interesującymi elementami fantasy, których ciekawie byłoby doświadczyć... miała co prawda wielu ludzi wokół siebie, lecz tak wspaniałym towarzystwem na pewno nie pogardziłabym. Wręcz przeciwnie! Z nimi chciałabym się trzymać.
Ach, obie opcje tak kuszące, co wybrać? Chyba, że obydwie panny mogłyby oddać mi po jednym dniu ze swojego życia... w końcu dla nich to i tak niedużo, nieprawdaż?

View more

Famijano, czytając fakty o tobie zaciekawiły mnie dwie rzeczy; to, że spożywasz tylko jeden posiłek dziennie oraz to, że masz w domu królika, jednocześnie jedząc te zwierzęta. Nie czujesz się z tym trochę dziwnie czy raczej nie ma to dla ciebie większego znaczenia? Opowiedziałabyś coś więcej?

Oczywiście, od tego mam Aska.
♡ Co do posiłku, to rzeczywiście jadam tylko jeden — kolację, którą zaczynam zazwyczaj między 20 a 21. Myślę, że głównym powodem jest to, że lubię spożyć dużo naraz, a liczę kalorie i nie mogę sobie zbytnio pod tym względem folgować, stąd wolę się najeść raz a dobrze, niż jeść kilka razy i każdym z nich czuć niedosyt. Wiele osób słysząc o moich nawykach żywieniowych błędnie zakłada, że w takim razie pewnie przez cały dzień głoduję, ale to wbrew pozorom nieprawda. Moje posiłki i tak są raczej niewielkie objętościowo, stąd mam mały żołądek i jedna porcja trzyma mnie dłużej, niż przeciętnego człowieka — zwykle głodna robię się dopiero późnym popołudniem, kiedy do kolacji jest już blisko, o ile w ogóle czuję głód. Fakt, że na porę jedzenia wybrałam właśnie porę wieczorową, wynika zaś z tego, że dopiero wtedy mam już odhaczone wszystkie obowiązki, a więc i czas, by zjeść w spokoju, bez stresu i „bata nad głową” (to nie tyczy się tylko jedzenia, głównie wtedy siadam też do swoich pasji i innych przyjemności). Poza tym nigdzie już nie wychodzę i nie muszę się martwić o efekt napchanego brzucha — świadomość, że mogłabym wyjść do ludzi z choć minimalnie większym, niż przy pustym żołądku, jest dla mnie niekomfortowa, ale to nie jest zdrowe myślenie, więc nie polecam go naśladować. Pamiętajcie, że nikt nawet nie zauważy różnicy, więc naprawdę nie musicie przejmować się czymś takim.
♡ Tu odpowiedź będzie trywialnie prosta — lubię mięso. Smakuje mi, po prostu. I mimo, że lubię także zwierzęta, nie uważam tego za powód, dla którego miałabym odbierać sobie tę przyjemność. Nie patrzę na zjadanie zwierząt jako na coś nienormalnego, bo odkąd pamiętam jest to część mojej codzienności. Może to źle, może nie, nie wiem. W każdym razie nie widzę sensu ograniczania się dla innych, czy to ludzi, czy zwierząt. Ja i moje potrzeby również są ważne. Jestem tradycjonalistką pod prawie wszystkimi względami, więc i diety nie mam zamiaru modyfikować na modłę obecnie panującej mody. Obrońcy praw zwierząt w wielu kwestiach zresztą zdecydowanie przesadzają, nie będę trzymać z osobami, które potrafią przewartościować psa nad człowieka, powiedzieć, że prędzej pomogą zwierzęciu, niż bliźniemu i jeszcze są z tego dumni, upsik.
A to, że uwielbiam zarówno króliki jako pupile, jak i ich mięso jako posiłek, to już taka niezamierzona ironia losu. W zasadzie nie dziwię Ci się, że Cię to zaskoczyło.

View more

Next