Biegłem przez las. Słyszałem ich... Ich kroki za sobą. Nie uciekne... Nie mam gdzie ani jak... Oni i tak mnie znajdą prędzej czy później. To koniec? Tak ma się skończyć moje życie? Bo jestem inny? Bo nie jestem normalnym człowiekiem? Słyszę strzał. Zatrzymuje się. Odwracam głowę. Stoją przede mną, cała trójka. Celują we mnie. Zginę to koniec. Zamykam oczy, rozkładam ręce, opuszczam biały ogon i uszy. Nic? Otwieram niepewnie oczy. Leżą... Nie żywi. Co się stało? Rozglądam się... Słyszę szmer liści i łamane pod łapami gałązki. Warcze. Głośno, ostrzegawczo. Sprzymierzeńcy czy kolejni wrogowie... Czuje inne wilki... Najpierw 2 potem 5, 7. Cofam się. Jestem sam na cudzym terytorium i znalazła mnie wataha. Czuje szybsze bicie mojego serca i przyspieszony oddech. Uciekam. Znowu. Gonią mnie. Odruchowo zmieniam się w białego wilka i biegne dalej...
Ciemność to wszytko co teraz widzę.... A jedyne co czuje to straszny ból...
Otwieram oczy. 'Gdzie ja jestem?'. Rozglądam, się. Dom? Ktoś tu jest...
- Kim ty... - powiedziałem ledwo, starając się podnieść.
- Nie wstawaj! Jesteś ciężko ranny! - podbiegł do mnie i położył spowrotem. Wiem, że stał do mnie tyłem... Skąd on wiedział...
- Jestem Maro. - Uśmiechnął się do mnie. To imię... - A ty? Jak masz na imię?
- J-ja... - wydukałem. - Z-zero... - powiedziałem cicho sycząc z bólu. - Gdzie ja jestem... Co mi się stało?
- Zostałeś postrzelony. Sam nie wierze, ze tego nie poczułeś... Teraz musisz odpoczywać Zero... - powiedział i zostawił mnie samego. Co teraz ze mną będzie? Jestem na cudzym terytorium... To karalne w 'moim' świecie. Nie chce teraz o tym myśleć. Zamknąłem oczy... Znowu ciemność... Miła ciemność... Śpię...
...........
Mam nadzieje, że się podoba. Jakoś tak coś mnie natchnęło...
View more