Ask @ViiMorte:

Okrzyk, wyraz aprobaty, podziw gry aktorskiej?

Potrafiłam wyczuć Twoje serce, kiedy wisiało w gęstej mgle, licząc każdy krok. Słyszałam jak wchodziłeś po schodach. Pamiętałam każdy raz, gdy wahanie nie istniało, drzwi się otwierały, a miękkie wargi domykały moje zasypiające oczy. Nadszedłeś jak huragan, a ja nawet nie drgnęłam i choć Ty kruchy i spokojny... to znów się załamuję, by móc Cię przyjąć.
Byłam kolejna w linii ostrzału, nie mając już więcej amunicji. Czułam, że to mój czas, by odejść, widziałam, jak chmury wiszą nisko. Niebo waliło się na moją głowę, a prawda łamała ostatnie kości.
Zastanawiało mnie dotąd, kim był? Miłością, przyjacielem, łowcą czy wrogiem? Z tym pytaniem na ustach przechylałam kolejny kieliszek wina, kiedy moje palce drżały na szkle. Tym razem nie mogę stracić nadziei, a przecież to robię. Upajam wargi w alkoholu, choć wolałabym w Twoich. Sądziłam, że mnie nie zrozumiesz, to była część planu. A jednak miałeś swój, równie chytry, który doprowadził nas na obie strony tej bitwy, a środka nie było. Ta noc kruszyła się pod ciężarem moich myśli, ustępowała światłu, śpiewała głuche kołysanki.
Ty i ja, zawsze w przebraniach.
Ta ciemność jest światłem.

View more

"jesteś zbyt dobrą partią, żeby Cię tak porzucić" V.

Is she alive?
Z krzykiem, który zastygł na ustach bezdźwięcznie, poderwałam się do pozycji siedzącej, uchylając zaspane oczy. Twierdza, sypialnia, uchylone drzwi balkonowe, światło księżyca i... on. Solas, co tu robi? Nie jest pochłonięty własną pracą? Miałam tyle pytań, nie pamiętałam nawet... co mi się śniło, poza tym, że był to ból, że umierałam po raz kolejny. Podciągnęłam kolana pod brodę, wstrzymując w sobie szloch, jednak po chwili poczułam, jak ciepła dłoń opiera się na moich drżących plecach.
No.
- Vhenan... - Zaszeptał cicho Solas i sam się podniósł, po czym poprawił na moim ciele wilcze futro, pod którym spałam i ujął mnie w swoje ramiona, czując, jak wiele targa mną emocji.
- Zły sen? - Trącił nosem moje ucho, a ja pokiwałam głową i wyciągnęłam ramiona, by chwycić się go mocniej, utulić i tym samym podziękować za jego dotyk. Co tutaj robił?
- Pilnowałem Cię, wiem, że nękają Cię złe sny... mam nadzieję, że nie jesteś zła, że tutaj przyszedłem. Czułem demony, które Cię odwiedzają z własnego gabinetu. Odkąd się pojawiłem, trzymają się z daleka. - Zmarszczył brwi, kiedy spojrzałam mu w oczy, biła z nich troska i zmartwienie, których tak bardzo potrzebowałam.
- Co Cię męczy, najdroższa? - Zamrugałam, a we mnie uderzyła pewna myśl, Solas, to straszliwy wilk, dlaczego jest ze mną w jednym łóżku, co się stało? Odepchnęłam się od niego ramionami, a ten spojrzał na mnie zdezorientowany i wręcz urażony. Westchnął i podniósł się z łóżka, po czym ujął w dwa palce szczękę wilka, którą nosił na szyi i powoli ją zdjął. Pochylił się nade mną i ucałował rozpalone czoło, po czym nałożył amulet na szyję.
But she is breathing!
I can hear!
- Zostawię Cię samą, dobrze? - Mimo tego nie ruszył się z miejsca, czekając na moją odpowiedź. Pokręciłam panicznie głową, nie, to musiało mi się śnić, nie mogę go odtrącić przez manipulacje w mojej głowie. Widząc, jaka jestem zagubiona, uśmiechnął się pobłażliwie i okrążył łóżko z tym swoim figlarnym uśmiechem, a zaraz po nim wylądowałam pod jego ciałem, kiedy atakował pocałunkami moją szyję, nagle każde zmartwienie odeszło w zapomnienie.
Im so sorry, Cole.
- Zdecydowanie nie możesz mnie zostawić samej... - Szepnęłam łamiącym się głosem, kiedy Solas przysiadł na moich biodrach, po chwili ponownie wstał i złapał mnie za dłonie, pociągnął do góry i pochwycił w swój uśmiech, nucąc do ucha starą elfią pieśń, która rozluźniła całe moje ciało. Powoli poruszał naszymi ciałami, a ja odważyłam się spojrzeć przez jego ramię za okno, księżyc nam przyświecał, a wiatr ledwo było słychać. Słyszałam w swojej głowie, gdzieś z dna przytłumiony szept, który ponownie mówił mi, że to... tylko sen. Jednak jak we śnie można by być tak szczęśliwym?
Do głowy mi nie przyszło, że to kolejna sztuczka Wilka, a przecież...
Właśnie o to mu chodziło.
She now belongs
to the Dread Wolf.

View more

Miło widzieć, że nie tylko ja jestem fanem Fen'harela.

I susspect...
you have questions.
- Pozwól mi wrócić, błagam! - Krzyknęła i wyciągnęła dłoń w jego stronę, niezdolna do chociażby jednego kroku. Kąciki ust Wilka drgnęły w smutnym uśmiechu, kiedy spoglądał na to, jak duch walki jego najdroższej umiera w jego własnym świecie.
- Stworzyłem to miejsce, byś mogła ze mną walczyć bez możliwości wygranej. Wiedziałem, że będziesz chciała mnie odszukać, dlatego tkwisz w mojej pustce, a tutaj nie ma nikogo, kto zrobi Ci krzywdy, oprócz Ciebie samej. - Vivienne słysząc to wytłumaczenie po raz tysięczny, pociągnęła za swoje włosy i uderzyła w niego iskrami, te jednak zgasły po kilku sekundach, zanim zdążyły go dosięgnąć.
- Po co?! Czym Ci zawiniłam?! - Na to pytanie również znała już odpowiedź, Solas już uchylał wargi, kiedy ta uniosła dłoń, każąc mu umilknąć. - Wiem... już wiem, kochasz mnie, a mój świat... dawno nie istnieje, prawda? Dlatego trzymasz mnie we własnym umyśle, z którego nie mogę uciec bez Twojej zgody. Nawet zabijając Cię dzień w dzień, nie pozwolisz mi umrzeć! - Kobieta nie potrafiła dłużej wstrzymywać szlochu, w końcu niemalże położyła się na trawie i zaczęła kaszleć z bólu. Solasa również bolał ten widok, za każdym razem, gdy do niej wracał, widział, co jej zrobił, jak skrzywdził jej piękny umysł. Mógł ją odesłać, pozwolić umrzeć albo cierpieć. Mógł też... kolejny raz ją okłamać.
Ir abelas, ma vhenan.
Przynajmniej do czasu, w którym wszystkiego nie naprawi.
Do czasów, w których miejsce będą miały tam jedynie elfy. Spojrzał na nią ze smutkiem i podszedł bliżej, zaplatając palce z tyłu pleców. Po chwili przyklęknął i położył dłoń na jej klatce piersiowej, Vivienne czując jakikolwiek dotyk z jego strony, złapała tę dłoń i przycisnęła do swojej twarzy, biorąc głębokie wdechy, przepełnione goryczą i bólem.
- Pamiętasz, gdy pierwszy raz ująłeś tę dłoń? - Zaszeptała, zwracając na siebie jego całą uwagę, spojrzał na nią z uśmiechem i kiwnął głową.
- Jak mógłbym zapomnieć... - Pokręcił głową. - Tak jak nie zapomnę, gdy po raz pierwszy zabrałem Cię do pustki, jak ująłem Twoje ramiona i ponownie złączyłem zawstydzone wargi. Kochałaś mnie już wtedy i kochasz teraz, dlatego... podaruję Ci wolność. - Ta słysząc to, spojrzała na niego z politowaniem, wiedziała, że to jedno wielkie kłamstwo jednak mimo tego puściła jego dłoń i położyła swoje własne wzdłuż ciała.
Solas po raz kolejny przyłożył dłoń do jej klatki piersiowej, a ta rozbłysnęła bielą, lecząc każdą z ran, ocierając jej łzy niematerialnym dotykiem. Spuścił głowę, wiedząc, gdzie chce ją przekazać, potrzebuje więcej czasu, a ona... musi w to uwierzyć.
- Obudź się. - Szepnął, a na te słowa wszystkie drzewa w nieskończonym lesie się ugięły, magiczne lustro pękło na kawałki i zasypały swoją mocą właściciela, a ciało Inkwizytorki... rozpłynęło się we mgle.
Var lath vir suledin!

View more

Kochasz?

Inquisitor?

Dwa przyśpieszone biciem serca oddechy zlewały się w jeden. Trawa niespokojnie bujała się pośród magii, która okalała dwoje przeciwników. Kostury z przypalonymi od wysiłku kryształami iskrzyły słabo, same z siebie. Magowie potrzebowali ujścia do emocji, które targały szczupłymi ciałami. Mimo otwartej polany elfie uszy na każdy szelest drgały i szukały jedynej drogi ucieczki, która mieściła się za lustrem.
Ostatni działający Eluvian. Jedno nie wpuści drugiego, z wzajemnością. Mogliby po prostu złożyć broń i przejść oboje, przynajmniej według niej.
On myślał inaczej. Wiedział, że kiedy tylko pozwoli jej przejść, skaże ją na to samo cierpienie, z którym on boryka się od tysięcy lat. Otarcia po ciężkich łańcuchach wciąż o sobie przypominały, mimo tego Elfi Bóg nie opuszczał gardy. To znaczyło, że byłby w stanie ją zabić? Może wolał dla niej szybką śmierć z ręki ukochanego niż wieczną mękę.
Kobieca sylwetka w końcu uniosła ledwo głowę, mocniej wspierając własne ciało na kosturze wbitym w ziemię. Jej nogi drżały od wściekłości i żalu, a na policzkach widniały łzy, które rozmazywały ślady krwi. Patrzyła na niego z uporem, podczas gdy on, mimo tego samego drżenia stał dumnie, z kosturem w powietrzu, gotów do ataku, jak i obrony.
''Vivienne... zawróć... jeszcze nie jest...''. Usłyszała w swojej głowie młoda elfka, jednak nie pozwoliła temu nią zawładnąć, więcej nie zepchnie jej z tej ścieżki.
Wake up!
- Dosyć! - Krzyknęła i wyrwała kostur z ziemi, uderzając nim przed sobą. Solas może zdążyłby i odbić zaklęcie, jednak fala uderzeniowa była szybsza. Zmiotła mężczyznę z nóg i wyrwała broń z dłoni. Ta nie zwlekała, podbiegła do niego ostatkiem sił biorąc zamach i wbijając ostrze w klatkę piersiową Straszliwego Wilka.
To za każdy ten raz, kiedy mnie zdradziłeś!
Wbiła ostrze po raz kolejny.
Za każdy ten raz, kiedy kłamałeś!
Wyliczała kolejne razy, czując, jak roznosi ją furia. Po chwili opadła na kolana i schowała twarz w dłoniach, kiedy kostur opadł wzdłuż jej ciała. Plecy trzęsły się w spazmach, kiedy dotarło do niej jedno podstawowe pytanie.
- Jak mogłaś mnie zabić? - Usłyszała za sobą głos, który zjeżył każdy włos na jej ciele, chwyciła za kostur i podniosła się, już miała się odwrócić, kiedy ten ją sparaliżował, niewypowiedzianym zaklęciem.
- Przecież mnie kochasz. - Szepnął, a ta usłyszała to jakby przy własnym uchu. Trzęsła się i pragnęła wyrwać z magicznych sideł jak zawsze na nic. Solas doceniając jej chęci, pozwolił jej się wyrwać, a ta od razu runęła na kolana. Spojrzała za siebie, jednak martwego ciała już tam nie było. Posłała mu spojrzenie pełne furii, mimo tego, że miała ochotę się poddać.
To ̶n̶i̶e̶ jest prawda...
Wake up...

View more

Różyczko.

R. Rayner
Stal zatopiona we krwi.
Światła latarni były ciepłe w swojej barwie. Nadawały całemu miastu wręcz zielonkawo-żółtego pobłysku, który odbijał się od szyb, kałuż i moich czarnych butów z wysoką cholewką. Pogoda nijak mi nie sprzyjała i nie sprawiała, że czułam się dobrze, była mdła, jak całe te miejsce i jego mieszkańcy. Nie poruszałam się jak wszyscy, po zabłoconych chodnikach tylko po dachach, teraz śliskich i zdradliwych – w tej architekturze tak było jednak zdecydowanie prościej.
Przynajmniej dla mnie.
Miałam przy sobie jedynie kuszę, szablę i umiejętności. Zwykle nie potrzebowałam niczego więcej. Tym razem zwłaszcza, moim celem był obleśny lord, na którego nazwisko czułam nieprzyjemne uczucie w kręgosłupie. Znajdując się na dachu nieopodal rozejrzałam się wśród straży patrolującej tutejsze ulice, przeciętnych śmiertelników praktycznie nie było już widać. Zaledwie parę osób przemykających się ulicami. Ujęłam dłońmi maskę, którą miałam przypiętą do swojego paska i odwróciłam ją, spoglądając w jej czerwone wnętrze, które po chwili zetknęło się z moją twarzą. Zaciągnęłam mocniej kaptur i w biegu zniknęłam w ciemnościach.
Zmora Korony.
Ześlizgnęłam się po dachówkach i z cichym lądowaniem, godnym baletnicy wylądowałam na mokrych płytkach.
Taras na który się dostałam, był ogromny, zaglądałam powoli przez szyby do poszczególnych dwóch pomieszczeń, doglądając czegokolwiek, jednak nie zobaczyłam nic. Zasłony były zaciągnięte, pociągnąwszy za klamkę dostrzegłam, że drzwi były zamknięte, uniosłam brew wyciągając wytrych z tylnej kieszeni, chwilę pogrzebałam we wnętrzu zamka, aż udało mi się go otworzyć. Wchodząc do środka pomieszczenia poczułam dym, który wypełnił moje płuca. Moje działanie było błyskawiczne, dobyłam miecza szykując się na starcie, lecz dostrzegłam mężczyznę, który nie był moim celem i siedział na fotelu. Gdy drzwi za mną się domknęły, pomieszczenie wypełniła ciemność, a ja jedynie oczekiwałam ruchu, swojego przeciwnika.
Umrzesz.

View more

Kochasz kogoś?

Zadaje Pytania
Odzyskaj, co Twoje.
Vivienne. Była wierna i piękna.
Dałbym wiele, by móc być człowiekiem, który trwa przy niej. Plan się sprawdzał. Pierwszy naznaczony był niezwykle potężny i zaznajomiony z umiejętnościami, które posiadali zarówno ona jak i Corvo...
✣Jego myśli...
Więc to bardziej poważne niż sądziłem, straci dla niej głowę, zupełnie jak ja. Nie wiem co takiego było w tej kobiecie, że każdy jej tak pragnął, zabić czy kochać. Jak ja, istota niemalże bez duszy mogłem tak się przywiązać do tej kruchej istoty? Nigdy niczego ode mnie nie chciała, a dostawała wszystko.
Teraz, leżąca w białej altanie na jednej z kamiennych wysp otoczona jej kwiatami wyglądała niczym martwa. Dotknąłem jej bladego policzka, chłodna i osłabiona. Potrzebowała bodźca, który mógł utrzymać ją przy życiu, podnieść na duchu. Corvo. Wiedziałem, że wystarczy sam jego zapach, który ją otoczy, a jej serce zabije mocniej.
A ten teraz cierpiał, pusty, obnażony, poznał swoją największą słabość, ją – to co czuje teraz, nie równa się z tym co dostanie gdy zwycięży z nią u boku, gdy ją posiądzie, a ja będę na to patrzył z zazdrością. Wiedziałem jednak, że ona już dawno wybrała jego. Nim spojrzała w jego oczy, byli sobie przeznaczeni, zapisano to jeszcze przed moim powstaniem. Byli białymi rycerzami, odzianymi w czerń. Dopełniali się w każdym stopniu, razem będą mogli pokonać każdego. Odzyskać, zyskać wszystko. Przeszedłem się wokół jej ciała, moja jaźń opuściła umysł Corvo, gdy tylko znalazł się w pustce. Szukał jej, ponownie przesunąłem palcami po jej kruczych włosach i zadrapaniu na policzku, miała kilka śniaków, zadrapania na twarzy i dłoniach oraz szyi od szkła, a poza tym... cieleśnie nic jej nie było. To jej dusza umierała, w innym świecie, bez niego. W chwili pojawienia się jej wybranka jej serce zabiło mocniej, wzywała go nawet nieprzytomna.
W pewnym sensie to piękne, w drugim sensie ogarniała mnie wściekłość. Zawsze będę dwoma stronami medalu, niemożliwy do pokonania, do kochania przez kogoś. Tu było moje miejsce, a ona tu nie zostanie.

Zamknąłem oczy i przeniosłem się do swojego dobrego przyjaciela, który z pewnością za moje myśli o niej – poderżnąłby mi gardło.
- Corvo, mój drogi Corvo. - Wypowiedziałem jak zwykle, płynnie, z sentymentem. Dostrzegłem, że trzyma jedną z jej róż i maskę z nowym pęknięciem. Spodoba jej się.
Rozpacz na jego twarzy... nigdy tego nie widziałem, nie od czasu śmierci poprzedniej cesarzowej. Zawsze był nieugięty i zimny jak lodowa tafla. Coś mi podpowiadało, że ta kobieta szybko go przejrzy. Bez zbędnych słów wyciągnąłem do niego dłoń i dotknąłem jego ramienia.
Przyszedł tu po nią, ją dostanie. Ja tylko chronię, Was oboje.
- Czeka na Ciebie, przyjacielu. - Gdy tylko wypowiedziałem te słowa, oboje znaleźliśmy się przy jej ciele, usypanym różami. Niedługo się zbudzi, już teraz jej serce szaleje, dorównując temu sercu, które biło w mężczyźnie u mojego boku.

Odzyskaj.

View more

Powróciłaś? Obserwowałam Cię od ponad roku i wierzyłam że wrócisz. Uwielbiam Cię czytać.

Zima nadejdzie.
Zima tu jest.
Ciemne, porwane zasłony unosiły się przez powiew wiatru, dostający się do środka przez wybite okna.
Dachu już nie było. Pochłonięty płomieniami zawalił się przed wieloma miesiącami. Z nieba spadały płatki... śniegu, popiołu.
Ciężko było stwierdzić, co pokrywało moje włosy.
Może jedno i drugie.
Pusta sala, a na środku tron.
Powoli odłożyłam pochodnię, która powoli gasła w śniegu, pokrywającym posadzkę. Słyszałam własny oddech i kroki, gdyby nie to, ta cisza rozsadziłaby mi głowę. Podeszłam bliżej niego, wyciągając dłoń, rozsuwając zmarznięte palce. Miałam go dotknąć, poczuć stopione ogniem miecze i stal, gdy moja dłoń przeniknęła przez jego oblicze.
Czy to kolejna wizja...?
Nie miałam nawet pojęcia, gdzie byłam, ale czułam przenikającą mnie zewsząd samotność i smutek.
Unosił się wręcz w powietrzu tak jak zapach spalenizny wymieszany z mrozem. Byłam pewna, że niegdyś w tym miejscu tętniło życie, a teraz?
Teraz był tylko lód. Nic, co mogłoby wygrzać to miejsce. Kto był za to odpowiedzialny?
Za pustkę, panującą w tym miejscu. Miała być teraz moim jedynym towarzyszem.
Właśnie ona, pustka.
Zajęłam miejsce na zamarzniętym siedzisku, wyznaczając swoje królestwo. Zostałam władczynią popiołów.
Nie było już, kogo ugiąć, kogo pokochać, kogo zabić.
Umrę tutaj.
Zima tu jest.
Zima nadejdzie.

View more

Co sądzisz o samobójcach, Strażniczko Szkarłatnych Róż?

Yasmin Toralei Murdock
Opowiem Ci historię, dobrze? Pozwalasz mi, cudownie.
̶N̶a̶r̶e̶s̶z̶c̶i̶e̶.̶
Pamiętasz, jak siedziałaś naprzeciwko mnie, obracałaś pistoletem między wychudzonymi palcami i mi groziłaś?
Z pewnością nie. Nie masz dostępu do alternatywnej rzeczywistości, w której się na siebie natknęłyśmy, ale to, co pragnę Ci przyswoić, nie jest zmyśloną przeze mnie bajką.
Postaw się na miejscu persony, która zaklęta krzywizną mojego lewego profilu była w stanie zrobić dla mnie wszystko.
Czy również oddać życie? Samoistnie, dobrowolnie?
Psiakrew, brzmi jak absurd. Cała jestem absurdalna.
Poczułam uderzenie, splot słoneczny, szczeka, skroń, serce.
Czy on teraz czuje to samo?
Nie.
Nic nie czuje. To tak zabawne, w taki popieprzony sposób. Jedyną rzecz, jaką mam przy sobie jest klucz do sejfu, w którym znalazłam pożegnalny list. Byłam pewna, że napisał go dawno temu, w końcu data była na odwrocie kartki. Napisał go jeszcze zanim mnie poznał, dlaczego więc opuścił mnie właśnie teraz? Nie wiem, nie chcę wiedzieć. Nie potrafię niczego ująć w słowa. Moją klatką piersiową targa szloch, a myśli zaplatają się wokół niego, niczym bluszcz.
Moja miłość, teraz chłodna niczym posadzka, na której spoczywa.
Był martwy. Nie oddychał, choć nadal w głowie miałam myśl, w której jestem w stanie przywrócić go do życia.
Nie płakałam, bo był martwy, nie płakałam, bo to była strata.
Płakałam, bo nie byłam pewna, które z nas podniosło broń.
̷P̷o̷m̷ó̷ż̷c̷i̷e̷ ̷m̷i̷.̷

View more

Jaki jest Twój ulubiony kwiat?

Kłamię, ̶k̶ł̶a̶m̶i̶ę̶.
̶U̶m̶i̶e̶r̶a̶m̶, umieram.
̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶
Jak mam Ci wierzyć?
Z ręką na sercu przyrzekłam,
że swojego ukochanego nigdy nie okłamię.
Poprosił - "bądź prawdziwa", a ja przysięgłam, że spróbuję.
Jestem ̶j̶e̶g̶o̶,̶ a on jest mój.
̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶
Marzę, że mogłabym, mam nadzieję, że tej nocy odnajdę prawdziwą miłość. Myślisz, że to mógłbyś być Ty?
Kiedy kładę się po cichu, wiem, że to, co robię nie jest w porządku... Ale nie potrafię przestać, bo to kocham.
̶B̶a̶r̶d̶z̶i̶e̶j niż Ciebie.
Gdy zajdzie słońce, nocą zabijam miłość. Zakochują się jeden po drugim, walczą na śmierć. Myślałeś, że też mnie pokochasz? Skarbie, jestem socjopatą, seryjnym mordercą na wojennej ścieżce.
̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶
Kłamałam, umarłam.

View more

Jakie są Twoje trzy największe słabości?

F͟i͟r͟s͟t͟.
He holds the gun against my head. I close my eyes and bang I am dead. I know he knows that he's killing me for mercy. He holds my body in his arms. He didn't mean to do no harm.
He holds me tight.
̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶
S͟e͟c͟o͟n͟d͟.
I've been living in the darkness, shadows in my apartment, heartless. Taking love just to spill it on parchment. I've been living in the night life, lips hit you like a drive by, frost bite. Ice cold, I mean they cut you like a sharp knife.
Next page and I'm out again.
̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶ ̶
T͟h͟i͟r͟d͟.
Open up your eyes. There's nothing of my body left to see.
I tried to say I love you but you didn't hear me.
Ode to my two thighs, I still want you to kiss em cause they're lonely. And why you so surprised, that when I said I miss you, you never believed me?
And we were so depressive.

View more

Czekasz na kogoś?

Noc nie kończyła się już przez wiele miesięcy.
Drewno pojękiwało i pomrukiwało w ognisku, dając znać o tym, że płonie. Niemalże błagało, by ktoś je ugasił. Płomienie dostały się między drzazgi. Wiatr rozwiewał popiół i targał peleryną jednej z postaci, siedzącej na powalonym pniu. Dłonie zsiniały jej od mrozu, który pokrywał ziemię i przesycał powietrze. Czuła na sobie spojrzenie brązowych oczu, które otoczone kręconymi kosmykami kruczych włosów przywoływały wspomnienia. Jedno spojrzenie wystarczyło, by poczuła to całym umysłem.
Zagiął jej palce, kosmyki włosów, skórę pod żebrami.
̶D̶e̶l̶i̶k̶a̶t̶n̶i̶e̶.̶
Pocałował kark, lewe ramię, nadgarstek.
̶M̶o̶c̶n̶o̶.̶
Potarł skórę pod szczęką, obojczyk, mostek.
Początek długiej nocy.
Czując ból w ramieniu, od znajdującego się wcześniej tam grotu strzały przypomniała sobie ich pierwsze spotkanie, zaledwie sprzed jednego dnia. Pokręciła głową z uśmiechem na pełnych wargach.
- Polowałeś na mnie. - Uświadomiła to sobie jakby nagle i posłała nieznajomemu zaciekawione spojrzenie. Odziany był w czerń, jak większość w tutejszych lasach, choć na jego twarzy malowało się coś szlachetnego, coś co widziała już na czyjejś twarzy. Ten opuścił jedynie głowę spoglądając na swój miecz, jakby zastanawiając się, czy nie zrobić tego znowu.
Ich spokój przerwał głęboki ryk, który dobiegał zza gór przecinając ciszę.
To jej odsiecz i jego zguba.

View more

Pięknie tu.

Yasmin Toralei Murdock
Jęki, ̶w̶e̶s̶t̶c̶h̶n̶i̶ę̶c̶i̶a̶, okrzyki, ̶s̶k̶o̶w̶y̶t̶y̶.̶
Gdybym nie powiedziała nic więcej, większość z Was uznałaby, że to dwójka ukochanych lub nieznajomych okazuje sobie miłość, spełnia pragnienia. Warto wspomnieć, że każdy z tych odgłosów przepełniony był bólem i nic nie wskazywało na to, że mógłby kogokolwiek wznieść na szczyt rozkoszy. Chyba że kogoś satysfakcjonuje widok bólu, a może i samo odczuwanie, znam takie osoby. Wiedzą wtedy, że żyją, a biada im gdy natkną się na mnie.
Wyczuję to, przeszyję ostrzem ich dusze. Tak się zakończy ich zamiłowanie do bólu.
Może wtedy zakwilą z rozkoszą?
Mężczyzna słyszy.
Mężczyzna ̶s̶ł̶u̶c̶h̶a̶.̶
Kim jest mężczyzna?
Nagie ciało potraktowane tak wieloma ostrzami śni. Ogląda bitwę, swoją odwagę, choć nie jest w tym ciele i być może już nigdy nie będzie.
Wiele obrazów przewija się przez jego głowę, biały martwy łeb, płonący miecz, ciemne skrzydła. Urywki długiej historii, która spisana przed wiekami i złożona już w całość, tkwi na wielu półkach zamożnych, którzy oglądają ten świat cudzymi oczami.
Znowu, skowyty, krzyki. Rozdzierają jego głowę, choć jego klatka piersiowa ani drgnie. Biegną na niego, a ten czuje się zupełnie sam i słyszy tylko te krzyki, jakby z przeszłości, a galopujące konie nie wydają żadnych odgłosów, ziemia usuwa się spod ich kopyt bezszelestnie.
Wzrok i słuch zanika, zdawać by się mogło, że nic już nie utrzymuje go przy życiu, że umiera na dobre, ale wtedy zaczyna czuć. Nie widzi, nie słyszy, lecz czuje.
Ciepła dłoń pociąga za kosmyki włosów, dotyka policzka, przesuwa po szyi, obojczyku, od szczytu ramienia do nadgarstka, na którym czuje słodki pocałunek, choć nawet nie może drgnąć.
Światło rozpala się w jego duszy, oświetla bladą sylwetkę.
Czy to duch go pieści i woła do świata tych, których znał za życia? Widzi niewyraźnie fiołkowe oczy, które wręcz do niego krzyczą, a wtedy coś go wyciąga z tej otchłani.
Przeciąga przez dotyk, ciemność, głuchość, bitwę, krzyki i go wskrzesza.
̶E̶p̶i̶l̶o̶g̶.
̶D̶u̶c̶h̶ ̶t̶r̶z̶y̶m̶a̶ł̶ ̶ł̶a̶ń̶c̶u̶c̶h̶, ̶ ̶j̶a̶k̶ ̶i̶ ̶w̶i̶e̶l̶e̶ ̶i̶n̶n̶y̶c̶h̶ ̶u̶t̶r̶a̶c̶o̶n̶y̶c̶h̶ ̶d̶u̶s̶z̶.̶.̶.̶
Po przejechaniu palcami, po strzępkach wyrwanych stron, nieznajoma wiedziała, że historia potoczyła się dalej. Nie zdążyła dowiedzieć się jak, przypłacono złotem za jej głowę.

View more

Czy te fragmenty są z jakiejś książki?

Gddbjhg
Czy moje życie można nazwać książką?
Nie, zdecydowanie nie. Mimo wszystko to brzmi pocieszająco, że w całym tym bólu zachowuje się jakaś literacka postura, która ubarwia moje wyznanie.
A kimże jesteś, że muszę pokłonić Ci się tak nisko?
Splamić rąbki sukni mokrym piachem mojej ziemi?
Ugiąć plecy pod ciężarem Twoich tytułów,
które dla mnie nic nie znaczące?
Jedynie mężczyzną w innym płaszczu,
co z tego, że Twój złotem okuty, a mój jedynie honorem? Honor nie ściągnie mnie do ziemi, na dno głębokiego morza tak jak Twoje złoto. Nadal jednak nosisz miecz, jakbyś się czegoś bał, ja mam jedynie ogień.
I tak prawisz, a na Twoim dworze łka deszcz, którego nikt nie słyszy i nie ma kto go słuchać.
Aż sam Pan, kona w mękach płomieni.
Mróz zaczął już okuwać ziemię, długie ciężkie szaty spływały w dół, okrywając zmarznięte, blade ciało. Jej twarz zarazem tak kamienna, wyrażała tak wiele emocji, których nie była w stanie ukryć w błękicie swoich oczu. Palce trzymała zaciśnięte, a ramiona zaś zesztywniały samoistnie od zimna, które przeszywało ją na wskroś. Zza kilku dorodnych drzew pośród ciemności dostrzegła łunę ognia. ''Ogień to potęga.'' Przypomniała sobie szepczącą świecę, która już dawno wypalona nie nadawała się do niczego, tym bardziej do szeptu. Ukryła białe pukle pod ciemnym kapturem, ściągając wodze swojej klaczy, która poruszyła się niespokojnie. Ona również wyczuwała intruza, a intruz niezaprzeczalnie wiedział o ich obecności. Popędziła zwierze do przodu, im dalej była od miejsca, w którym stały, tym bardziej przekonywała ją myśl, że wyjdzie z tego bez szwanku, dopóki końskie kwilenie nie rozniosło się echem po pobliskiej ziemi, a ona zdążyła jedynie puścić wodze i spaść ze zwierzęcia z jękiem zawodu. W roztargnieniu wyciągnęła miecz i spojrzała na konające zwierzę, na białej jak śnieg sierści rozlewała się krew. Odwróciła wzrok, szepcząc pod nosem ciche przeprosiny, nie była jeszcze pewna, kogo przeprasza, dopóki nie usłyszała świstu strzały za sobą, odchyliła się i ponownie uniosła broń wyżej. Próbowała zliczyć, jak wielu mężczyzn próbowało ją zabić, nadaremno, a teraz musiała dopisać kolejnego do listy. O ile wygra.
A złoto, krew i zdrada już zawsze będą mu towarzyszyć.
Dopóki głowy otulone białymi włosami nie spadną z karków, a kruki nie przetną skrzydłami światła, które odbija śnieg, splamiony krwią, już od wielu wieków.

View more

Co robisz by przegonić smutek?

Fikcja
Słucham, oddechów wokół mnie, szeptów, przerażonych drżeń, nienastrojonego pianina.
Dotykam, kolekcji piór, ciemnych ciężkich zasłon, które odbierają mi widok na świat.
Ciebie, tak Ciebie też słucham i dotykam.
Tylko o tym nie wiesz, jak można równie poczuć i usłyszeć zwykły cień? Odebraliście mi ciało, moje słodkie potrzebne ciało, uwięziliście na skraju przepaści, gdzie nie mam dostępu, a ja wciąż odbieram wam dusze.
Widzisz mnie teraz?
Przewiduję, że to prawda, że kochałbyś mnie lepiej, że zobaczyłbyś mnie, gdybym tego nie spieprzyła. Nie spieprzyła wszystkich Twoich zagrań, które sprawiają, że chce uciec, ale utknęłam z wadliwymi nogami. Wierzę, że to prawda, że byś mnie załatwił jeśli wpuściłabym Cię do mojej sypialni, a przecież przebywaliśmy tylko w Twojej.
I jeśli tak, to czy spróbuję się odsunąć? Przecież już nie mam po co, Twój dom stoi pod kluczem i obcasem Twojej nowej matki. Ale i tak tam przyjdę, bo wiem , że lubisz gry na emocjach.
Czy kiedykolwiek muszę zauważyć te błędy? Stoję tu i nie wiem dlaczego nie potrafię otworzyć drzwi. Czy kiedykolwiek wiedziałeś, że chociaż spróbuję? Czy widzisz mnie teraz? Wciąż tkwię pod osłoną Twoich oczu, to tak jakbyś nosił soczewki, które przysłaniają Ci moje istnienie.
Lepiej wyglądaj na rozbawionego, bo moje uzależnienie od tych sprzeczności tworzy niejasność, która wbijała Ci za każdym razem nóż w serce. Jednak to Ty zrobiłeś ze mnie cel do wypełnienia ostrzami, przyrzekając że Ciebie to nie dotyczyło. I jeśli odejdę, boje się, że znajdę inne zagwozdki, bo wiem że lubisz dawne dni, a przecież oni oddadzą Ci je nawet beze mnie. Nie rozumiem. Twierdzisz, że jestem krnąbrna,
gdy pojawiasz z niczym, jedynie sposób w jaki mówisz, że mnie kochasz, jak gdybyś był przed chwilą skarcony przeze mnie sprawia że czuję tu swoją pozycję.
Czy kiedykolwiek mnie zauważysz?

View more

Czego pragniesz?

Odkryłam prawdę w Twoich kłamstwach, politycy kłamią by ukryć prawdę, a artyści tworzą kłamstwo by ją ukazać. Tylko że prawdziwa miłość nigdy nie musi jej ukrywać.
Zamienię Twoje złamane skrzydła na moje, masz na tyle siły że uniesiesz nas oboje.
Widziałam Twoje blizny i ucałowałam Twoją zbrodnię, Ty spojrzałeś na moje i tylko machnąłeś dłonią w lekceważeniu bólu, jaki zadałam. Po prostu go zaakceptowałeś, wziąłeś mnie całą i skryłeś pod gąszczem kruczych piór.
Wiele kobiet, które znam, próbują tylko Cię dotknąć, nie potrzebują Cię poznać, byle tylko móc podlizywać się, pocierać i obmacywać. Dajmy sobie trochę czasu by udowodnić, że mogę Ci znów zaufać, tak jak one będę się podlizywać i pocierać i dotykać Cię, ale ja już Cię znam i doskonale wiem jak to zrobić, one nigdy nie zgłębią księgi, którą jesteś, nie przekopią ziemi by odnaleźć ten diament.
Wszystko, czego chcę, to nic innego jak my razem, pamiętam... słodką miłość, całą noc. Księżyc oświetlający Twoje plecy i moją twarz spowitą w amoku Twoich pocałunków i liźnięć.
Nasza miłość była silniejsza niż Twoja duma, choć nie potrafiłeś się zgiąć i przeprosić to nigdy nie powiedziałeś że zostałam znienawidzona. Po drugiej stronie Twojego ciemnego serca, jestem Twoim światłem. Jeżeli dotrzesz głębiej, dotkniesz mojej duszy, wystarczy kilka kroków w ciemności, której tak się boisz, ja też się boję, ale łuna światła wokół mnie może ochronić też Ciebie. Złapię Twoją zapłakaną twarz w dłonie, ochrzczę i otrę łzy, by nigdy więcej nie znaczyły bruzd na słodkiej gładkiej skórze.
Mówią że prawdziwa miłość jest najpotężniejszą bronią, by wygrać wojnę wywołaną przez ból. Każdy diament ma niedoskonałości, nawet ten, jakim jest miłość. Tylko że moja miłość jest zbyt czysta, by oglądać jak się ją zabiera. Prawdziwa miłość oddycha odkupieniem z powrotem do mnie, dla mnie, dla nas.Z każdą łzą przyszło odkupienie, a mój kat stał się moim lekarstwem.
Każde ze wspomnień przelatuje przed oczami kobiety, jej oddech więźnie w płucach a oczy gwałtownie się otwierają, po chwili chłodny wiatr smaga jej twarz, a ona z błogim uśmiechem bierze swój ostatni oddech. - Jak za Tobą tęskniłam, kochany... - Szepcze i po chwili dłonie, białe jak najpiękniejsza porcelana zsuwają się z barierki, ciało wpada w ciemną otchłań oceanu, ale ona nie czuje już nic, tylko spełnienie. Woda ją pochłania, ciągnie na dno, ale ona nie wie, nie czuje. Krótki rozbłysk w jej jaźni, a ona już po chwili przechadza się po korytarzach statku, spowita w białą suknię, słyszy ciche głosy muzyki, udaje się w stronę schodów, mężczyzna w czarnym fraku uchyla dla niej drzwi z szacunkiem pochylając głowę. Ból urywa te wspomnienie, aż ta staje przy schodach, patrząc na ukochanego z miłością, jego dłoń czeka na jej, ostatni przebłysk świadomości, aż ich wargi się spotykają.
''Jak ja za Tobą tęskniłem, kochana...'' - Słyszy tym razem jego głos przy uchu, otaczają ich oklaski, a ten sen nigdy nie dobiegnie końca.
Tego pragnę.

View more

Piosenka na ten wieczór?

Biorę Cię jak narkotyk, czuję Twój smak na moim języku.
Zapytaj mnie, o czym myślę a powiem Ci, że myślę o tym o czym Ty myślałeś.
Powiedz mi coś, o czym zapomnę i możliwe, że będziesz musiał mi to powtórzyć
No dalej, płacz kochanie. Nikt nie robi tego tak jak Ty, wiem ile to dla Ciebie znaczy.
I jeśli byłbyś moim chłopcem, zrobiłabym dla Ciebie wszystko uciekłabym i ukryła się z Tobą. Kocham to, że masz problemy z tatusiem, ja też je mam.
Próbuję kojarzyć Twoje imię z deszczem, ale deszcz nigdy nie nadszedł. Więc kojarzę Cię ze słońcem ale cień, zawsze przychodzi w najgorszym momencie.
Wciąż staram się pozwolić Ci odejść. Umieram, żeby Ci powiedzieć jak sobie radzę.
Kiedy odszedłeś, na początku nie płakałam, ale teraz, kiedy umarłeś, to boli. Tym razem muszę się dowiedzieć. Gdzie poszedł mój chłopiec? Nie jestem całkowicie obecna, część mnie zniknęła.
https://www.youtube.com/watch?v=_lMlsPQJs6U

View more

Masz jakąś obsesję?

Pytania Dla Was.
Mam dwa diamenty i pióro. Widzę w nich nasze odbicie, piórem podpisałam arkusze, które, rzuciły nas w przeciwległe kąty. Podaj mi chociaż trzy powody, dla których nie jesteśmy razem, dla których mnie opuściłeś. Posuwam moje ciało po podłodze, bo pieprzę się sama ze sobą bardziej niż z innymi. Bardziej niż kiedykolwiek z Tobą.
Czekasz za rogiem na moją miłość, a ja postawiłam za Tobą dwie ściany, żebyś mógł się oprzeć. Będziesz ich potrzebował, bo Cię wystawiłam i już nigdy nie oprzesz się o mnie. To wszystko miłość, a kiedyś nawet zależało mi na tym, co o mnie myślisz.
Bo moja miłość była tak dobra i zła równocześnie, popieprzona jak Ty.
Złapałam Cię na połowie zdobyczy, byłeś jak biedne zwierzę, Twoje sarnie oczy błagały o litość. Cała ta relacja znajduje się pod wodą, dusi ciśnieniem i jednocześnie prze do góry, choć topi nasze nadzieje. Wiem że się boisz, ja też się bałam, ale nim pomyślę o strachu musimy oboje wypłynąć. Będziesz musiał odsiedzieć ten wyrok, a ja tylko poprzyglądam się Twojej twarzy zza krat, w jeszcze większym więzieniu. Wciąż pieprząc się sama ze sobą bardziej niż z Tobą.
Kiedyś brałam do siebie to, co mówisz, skarbie, a mówiłeś tylko do mnie. Twoje słowa powodowały u mnie poparzenia trzeciego stopnia, topiły lód i kuły kamień którym się otoczyłam. Teraz, kochanie, spójrz do czego doszło, wybudowałeś wokół siebie mury, bo moja miłość jest jedyna.

View more

Coś o przeminiętej miłości?

Otwórz oczy, na moim ciele nie pozostało już nic do odkrycia. Znasz je na pamięć, od każdej z krzywizn i blizn, po każdą równość i gładkość. Próbowałam tysiąc razy powiedzieć że Cię kocham, ale mnie nie słyszałeś, albo po prostu nie chciałeś słuchać.
I zaczynasz być agresywny. Wmówiłeś mi, że innym na mnie nie zależy, choć nawet nie jestem w stanie zaprzeczyć, całe życie tkwiłam w Twoich ramionach, które ogrodziły mnie murem od innych.
I myślałam, iż zaciągniesz mnie do ołtarza. Chciałeś żebym chodziła za Tobą, niczym pies łaknący wody. Ale przyznaj, że z każdym dniem chciałeś, by było mnie mniej.
Gdybyś pozwolił mi się rozwinąć i nie przepuszczał moich marzeń przez palce. Może zatrzymałbyś moją miłość, teraz jest ona stanem nieważkości, choć nie przeczę że ten stan tkwi we mnie.
Oda do mych ud, wciąż chcę, byś je całował, bo odkąd odszedłeś są samotne.
I czemu jesteś taki zdziwiony? Kiedy mówiłam, że tęsknię nigdy mi nie wierzyłeś. Odwracałeś głowę w stronę okna z milknącymi ustami. Tkwiliśmy w depresyjnym pudle i byliśmy tacy destrukcyjni. Problem był w tym że byliśmy od siebie uzależnieni, potrafiąc łapać oddech tylko od ust do ust. Z gorzkością mojego oddechu i ze słodkością Twojego. Ten smak był nieziemski.

View more

✖Obs. Kim jesteś, kiedy nikt nie patrzy? Jakie sekrety skrywasz?

αmissum lusciniα — ❀
Jestem każdym, demonem, aktorką, ofiarą, oprawcą, słodkim dziewczęciem, upadłym aniołem i mordercą. Ostatnimi czasy opuściłam mury swojego teatru zrzucając maski i odsłaniając swą nagość. Oddałam się namiętnej miłości, a to... dla kogoś takiego jak ja nie mogło skończyć się dobrze. Chowana na dramatach ze szczęśliwych zakończeniem wpajałam w siebie każdą cząstkę miłości, którą mi podarował.
Każde z planów, ziarenek nadziei spalił na panewce, a ja z podkuloną głową wróciłam do domu, do teatru, zbierając z zażenowaniem każdą z utraconych masek. Każda z lalek, kukiełek czy desek, przyjęła mnie z powrotem ganiąc mnie wzrokiem porcelanowych, czy też szklanych oczu. Wiedziałam że były zły, znów zostawiłam je na pastwę kurzu licząc na szczęście. Dziś mam nauczkę. Wiem że moje szczęście jest tu, pośród starego budynku wypełnionego sztuką, bólem i ciszą, którą tylko przerywa stukot moich butów po drewnianych deskach.
Gdy zasłaniam kurtynę czuję ból w każdej komórce ciała, ale obiecuję sobie w duchu, że za sceną będzie mi lepiej, a przynajmniej próbuję sobie to wmówić. Żadnych więcej sztuk, wystąpień, przedstawień. Nigdy więcej róż, oklasków i pocałunków. Podchodzę do wazonu i patrzę na zwiędłe kwiaty, coś w głowie mi podpowiada że tak właśnie skończyłam. Byłam kwiatem, niczym nie wyróżniającym się, wręcz nieco brzydkim, zostałam zerwana, pielęgnowana, ale żaden kwiat długo nie może żyć w wazonie.
Odkładam ostatnią maskę, jedyną, która nie należy do mnie i nigdy nie będzie. Chowam ją pod kawałkiem materiału nie chcąc by obdarzała mnie spojrzeniami przeszłości.
Siadam i słyszę pisk w uszach. Słodka cisza, tylko ja i moje kukiełki. I ból, ale za wszelką cenę próbuję nie myśleć o wyrwie w mojej głowie i wracam myślami do przeszłości, kiedy jeszcze nic się nie wydarzyło.

View more

ViiMorte czy ciężka droga wiedzie ku światłości z piekieł?

Medicine
Cztery kroki w lewo, dwa w tył.
Droga do piekła, cóż to była za prosta ścieżka! Ani jednego zakrętu, lecz gdy brama się za Tobą zamknie - musisz przejść je wzdłuż i wszerz by odnaleźć własne wyjście, w murach tego świata nie tylko panuje mrok, ale też zagłada, wieczny mróz. Na każdym kroku spotykasz każdy ze swoich lęków, wrogów. Potwory są splecione z nas, musimy je pokonać własnymi dłońmi, przygnieść, skręcić kark, przebić serce szklanym mieczem. Niekiedy miewa się tam taryfę ulgową, zwłaszcza gdy przychodzimy po coś. Lucyfer kocha zakłady i gry w których od początku jesteśmy na przegranej pozycji.
Pięć kroków na wschód, siedem na północ.
''KRONIKI ŚWIATŁOŚCI'' PROLOG.
''Wejść do podziemi było co niemiara, lecz wyjście... tylko jedno, ukryte w czeluściach zamku, strzeżonych przez najgorsze kreatury, które z pewnością nie wywodziły się spod ręki Boga. Mój wzrok badał każdą z run, którą ozdobiona była brama, nie znałam tego języka, skąd miałabym? Czaił się w odmętach świata, o których żaden śmiertelnik nie wiedział, a anioł się nie zapuszczał. Mimo to, teraz gdy jestem demonem - wciąż nie wiem co to wszystko oznacza. W nikłym świetle powierzchni widziałam kręte schody, a raczej zaledwie ich maleńką część. Z głębokim westchnieniem weszłam poza bramę, doskonale wiedząc że mogę już nigdy stamtąd nie wyjść - ale co miałam do stracenia? Przecież nikt mnie nie potrzebował, nie miałam nikogo prócz siebie. Gdy wrota zatrzasnęły się za mną, słyszałam cichy szum powietrza. Uniosłam dłoń, z której wydobyła się smuga światła rozświetlającego ciemności. Gdy zaczęłam schodzić w dół, stopnie skończyły się szybciej niż przypuszczałam, krajobraz zrujnowanej krainy szeptał kilka słów samym widokiem, wtedy zaczęło się piekło.''
Reszta tego pamiętnika, uległa pożarowi, tak jak wymazane zostały moje wspomnienia, pozostało zaledwie kilka wyrwanych przeze mnie kartek z rysunkami, stworzeń i rzeczy, które tam widziałam. Poza książką, którą pisałam podczas ukrywania się pod ciemną kopułą, zdobyłam skrzydła Lucyfera, najcenniejsze kamienie i władzę nad częścią podziemi, nikt nie pomyślałby że zwykła upadła anielica przechytrzy samego diabła. Mam jednak jeszcze skrawek tej historii, zapisany na kartach swej pamięci, gdy przyjdzie na to czas odkryję je przed wami. Rozdziały nigdy nie zostaną odkryte, chyba że mnie olśni, pozostał epilog, to jak zjadanie jedynie wiśni z czubka tortu, a jednak... łączy wszystko w jedną spójną całość.
Dwa kroki w lewo. Ciąg dalszy nastąpi, wkrótce. Pamiętaj by przy robieniu kroków w tył, nigdy nie odwracać się za siebie. To gorsze niż samobójstwo, gdy dopiero co pozbyłeś się jednego ze swoich lęków. - 21 kwietnia, 2008 rok.
Tak więc, ciężkość tej drogi zależy od tego jak wiele kroków jesteś przejść. To wyścig szczurów, gdzie jedynie nieliczne pozostają nietknięte i wychodzą ze zasłużoną nagrodą. Światłość zawsze będzie przy nas, wystarczy tylko przecież unieść dłoń, chwycić garść białej energii i trwać. Bądźcie wierni, idźcie.

View more

Wyjmij z serca ciernie martwych, dawno powiędłych róż.

Usyp płatkami ścieżkę do Edenu, włóż bukiet sztucznych czarnych róż w me dłonie. Szukajmy gwiazd splecionych z promieni słońca, ukrytych między gałęziami jesiennych drzew. Piekielny ból, który nas otacza jest jedynie iluzją. Przecież są o wiele gorsze gry, nasza jest jedynie namiastką splecionych grzechów, które popełniała cała ludzkość. Jak mogę wypowiedzieć te słowa, jednocześnie nie łamiąc innych serc? Sama tego nigdy nie czułam, przecież nie mam serca. Jestem kamiennym posągiem, białym marmurem wśród czerni nieba. Chłodnym, w jednej pozycji umysłowej i fizycznej. Ożyw mnie, podaruj łzy otulone troską.
Sen dobiega końca, akty poprzednie sypią się w pył, bramy wszystkich światów zatrzaskują się przed naszymi pobladłymi twarzami. Głos dobiega gdzieś z oddali, jest co raz bliżej, męski, głęboki. To przy nim zasypiała każdej nocy. - Asei... Obudź się. - Ciało odzyskuje czucie, powieki drgają, palce zaciskają się na skrawkach wymiętej pościeli. - Vii, kochanie. - Szorstka dłoń odziana w skórzaną rękawiczkę dotyka policzka, kobiece powieki unoszą się a złoto-niebieskie tęczówki spoglądają na jasny sufit. Powrót do rzeczywistości. Czuje, marmurowy posąg był tylko jednym z najgłębszych ciężarów, mimo wszystko coś nadal ciąży na piersi kobiety, ból. Jej głowa się przekrzywia, szuka wzrokiem swojego wybawcy, roześmiana maska niemalże przybiera swego rodzaju troskliwe spojrzenie, choć nie może dojrzeć jego oczu to zbyt dobrze go zna by tego nie wiedzieć. - Kocham Cię. - Szepcze wyciągając ociężałą dłoń by poczuć fakturę maski pod palcami, uśmiech rozświetla dziewczęcą twarz gdy ten, sam ją ujmuje i przykłada do chłodnego porcelanowego policzka.
Nagły wstrząs kruszy wszystkie ściany szpitala, kruszy jego, ją. Wszystko rozsypuje się w pył.
Budzę się z krzykiem, nikłe światło niemalże wypalonej świecy daje mi znać o tym że to już nie sen, do spoconego ciała przylega długa koszula, moimi plecami wstrząsa dreszcz. Ukochany głos nadal dudni mi w głowie, to absurd. On nie żyje. Chwytam rąbek pościeli i ściągam ją z siebie, moje ciało mimowolnie wstaje, choć wolałabym się nie ruszać. Stosy książek nadal widnieją w tym samym miejscu, artefakty z muzeów również, niczego tu nie ruszałam. Jak mogłabym? Idę do centrum tego podziemnego domu, mojego domu. Widzę lustro, które kiedyś polerowałam specjalnie dla niego. Kolejny raz wypowiadam widniejące na nim słowa. - Vi veri veniversum vivus vici... - Wzdycham z utęsknieniem i przeciągam palcami po wypukłych literach, zbierając z nich odrobinę kurzu. Czuję dłonie na ramionach, wzdrygam się, mam wrażenie że to kolejny sen, w odbiciu lustra nie widzę już tylko siebie, jego też widzę, mrugam ale obraz nie znika. - Mocą prawdy żyjąc, żywy podbiłem wszechświat. - Szepcze mi w ucho, a ja odwracam się gwałtownie wpadając w jego ramiona.
Przecież obiecał, że wróci.
Tym razem nie słychać oklasków, nie widać łez, wzruszeń. To ich własny teatr, zamknięty w kilku ścianach podziemi, nieśmiertelny sen. Koniec aktu trzeciego.

View more

Next