czego nie potrafisz opanować?

sunny, but sometimes depressed
Chyba nie potrafię opanować wewnętrznego głosu w pakiecie z negatywnymi emocjami. Ponownie wróciło. Gorzki okruch znów przełknąłem. Wiesz, czasem szkoda przejść obojętnie i go nie spróbować. Ni to zawód, ni rozczarowanie. Zwyczajnie trafił mi się gorzki uczuć do zgryzienia. I wcale nie było aż tak źle. W końcu sam jestem wyjątkowo gorzki, szczypta dodatkowej porcji już mi nie zaszkodzi. A przynajmniej właśnie tak mi się wydawało.
Wydawało do momentu, dopóki nie zacząłem przesiąkać ciągłym, nieustannym milczeniem. Taka cholernie głucha cisza mnie otoczyła. Nie samotność i nie pustka, bo to już przecież doskonale znam. Tym razem otoczyła mnie nieświadomość. Przeczucie, że właściwie nie mam na nic wpływu. Że coś się dzieje całkowicie poza mną, że dotyka mnie coś, czego potwornie się boję, że moje włosy wiecznie głaszcze strach, którego nie potrafię w żaden sposób zinterpretować, że w moje oczy patrzą wszystkie moje stracone dni, a na barkach spoczywa nagle każda osobista porażka. Znasz to uczucie? Bo ja chyba pierwszy raz w życiu poczułem, że kompletnie nie znam swojego miejsca. Że poniosłem największą klęskę na tle własnego ego. Że od środka wyjadają mnie chore emocje, że gniją tam i marnują się, bo moje serce zwariowało na tyle, aby rzucić się w wir tych wszystkich popapranych, gorzkich chwil. A ja? Ja w tym wszystkim tracę grunt pod nogami. Ja w tym wszystkim tracę siebie – a stracić siebie to tak, jakby nigdy nie istnieć.