Ask @YouCanTrustMeAngel:

Jak to jest z Tobą? Jaki naprawdę jesteś?

Ja?
Jak wyglądam - może widziałaś. Jaki jestem - wiesz. Znasz mnie.
Ale czy na pewno mnie znasz? Znasz mnie czy to tylko złudzenie?
Pozwól więc, że Cię oświecę.
Jestem dobry - dla dobrych ludzi.
Jestem normalny - dla normalnych ludzi.
Jestem zły - dla złych ludzi.
Jestem sobą. Całe życie, krótkie, ponure i szare, a zarazem wspaniałe i długie.
Jeśli pozwolisz - zatroszczę się o Ciebie.
Jeśli zechcesz - mogę być kimś więcej.
Jeśli mi zaufasz - odwzajemnię się.
Jeśli mnie pokochasz - ja pokocham Ciebie.
Jeśli mnie zranisz - ja zranię Ciebie.
Powiedz tylko słowo - a zniknę bezpowrotnie.
Nie mam samochodu - nie stać mnie.
Nie jestem lanserem - szpeci mnie to.
Kim więc mogę jeszcze być?
Skurwielem po grób. Chcesz tego? Sam nie wiem.
Lecz uważaj. Moje słowo boli i cieszy. Dziwi i zastanawia, buntuje i
rozstrzyga lub też.. nie znaczy zupełnie, kompletnie nic.
Ma psychika mocna, silna a zarazem wrażliwa lub słaba - jak sądzisz?
W głowie mej raz raj, raz piekło. Nie masz pojęcia co się w niej dzieje teraz.
Nikt nie wie.
Ma dusza mroczna, pełna tajemniczych rzeczy i myśli.
Raz zraniony - zapamiętam to sobie.
Lecz pamiętaj - też to potrafię.
Wybaczysz mi - ja również Tobie wybaczę.
Popełniłem błąd - przyznam się do tego, poniosę konsekwencje.
Nie ronię łez przez głupoty - ronię przez bezsilność.
Potrafię cieszyć kogoś - radość drugiej osoby mnie uskrzydla.
Pozostaw ślad po sobie w moim życiu - również to uczynię w Twoim.
Odejdź bez słowa - zaboli i minie.
Ale pamięć zostanie.
Kocham chwile z bliskimi - chwile ulotne.
Niekiedy proszę o pomoc. Nie potrafię tego.
Nie potrafię pomóc sam sobie - to boli, rani i smuci.
Mogę być katem - zniszczę Cię.
Mogę być pomocnikiem - wesprę Cię.
Mogę być kimś ważnym - pójdę za Tobą.
Ale skurwielem pozostanę do końca życia.
Akceptujesz to? Nie? Trudno, życie.
Tak? Wtem nie pozostawię Cię.
Wierzysz we mnie? Ja wierzę w Ciebie.
Jestem jedyny pośród tłumu.
Jestem sam przez życie me całe.
Wiesz teraz kim jestem? Powiedz. Kogo we mnie widzisz?
Człowieka? Pomimo tego wszystkiego? Naprawdę? Szczerze?
Dziękuję. Podaruję Ci raj na ziemi.
Jeśli tylko zechcesz.
Jeśli tylko uwierzysz.

View more

Jaki jest sens życia?

[strange stranger]
W moim życiu są dwa. Po pierwsze, robić coś dla drugiego człowieka, dawać i być potrzebnym. Zająć się kimś w sposób charakterystyczny dla Nas, jedyny i niepowtarzalny. Korzystać z tego, co otrzymaliśmy od życia i z doświadczeń, które Nas ukształtowały. Dźwignąć za kogoś coś, czego on nie jest w stanie unieść. Przyszyć mu łatkę na spodniach. Stworzyć dla niego coś, co mu posłuży, a czego sam nie jest w stanie wymyślić. Nie wyręczać. Pomagać tam, gdzie ta pomoc jest potrzebna.
Drugim sensem jest nauka i nieustanny rozwój. W życiu możemy się sporo o sobie dowiedzieć. Możemy się też sporo nauczyć o otaczającym Nas świecie i ludziach, z którymi przyszło nam żyć. Niestety, bardzo pomocne w tej nauce okazuje się coś, przed czym chcą Nas uchronić wszystkie religie świata, czyli cierpienie. To nie z sukcesów czy radości wyciągamy nauki, lecz z porażek. Nieważne jak wysoko jesteś - ważne, z jak wysokiego konia spadasz.
Spełnienie wypływa z poczucia bycia docenianym i potrzebnym. Dawanie w zgodzie ze sobą i z przyjemnością jest najpiękniejszą rzeczą w życiu.

View more

O czym teraz myślisz?

Awangarda
Trzeba w końcu wynieść z siebie te śmieci. Wyciągnąć do siebie rękę na zgodę. Zacząć traktować się tak jak byśmy chcieli aby nas traktowano. Postawić kropki zamiast przeciwników. Kochać innych. W końcu zacząć kochać siebie. Zacznijmy walczyć o ludzi jak o karpie przed Wigilią. Walczmy o to by człowiek odczuwał mniej strachu tak samo jak walczymy o nie strzelanie petard w sylwestra dla zwierzątek. Brońmy siebie samych jak dzików przed odstrzałem. Zróbmy sobie te przyjemność. Zróbmy to dla siebie. Jesteśmy sobie bardzo potrzebni. Bo tak naprawdę nie mamy czasu. Jest później niż nam się wydaje. Zepsuliśmy się doszczętnie, nie tylko jeśli chodzi o wyrażane formy grzeczności. Śmieci do lasu. Zwierzęta na obiad. Mężczyźni bez odwagi. Kobiety bez klasy. Zbudowaliśmy świat pełen plastiku. Wszystko na już. Wszystko zepsute od razu na wysypisko. Wszystko do niczego. Zamiast przyjaciół technologia. Moje pokolenie jest już nie do uratowania. Uzależnione od wszystkiego od czego się tylko da. Metka na ubraniu ważniejsza od koloru oczu.

View more

Takie te odpowiedzi kurewsko przykre i prawdziwe, cholera. A taki fajny się wydajesz, więcej szczęścia w życiu!

Kilka lat temu dostałem od losu małe wyróżnienie, największą szansę, która z czasem okazała się niebezpiecznym talizmanem szczęścia. Być może jego celem było podarowanie mi swoje serce na dłoni, a może po prostu miał mi pokazać na czym polega chwilowy słodki smak życia. Cieszyłem się jak dziecko, gdy z upływem dni uśmiech nie znikał mi z twarzy – to dzięki Niej wreszcie zrozumiałem jak małe gesty mogą zmienić życie drugiego człowieka. I tak tkwiłem w radosnym ubóstwie, aż do momentu, gdy zdałem sobie sprawę, że przecież.. przecież nic nie trwa wiecznie. Czy to jeszcze emocje czy już uczucia? Widzę, słyszę, tęsknię, płaczę, wariuję. Zamykam się w swoich czterech ścianach, by móc spokojnie wrócić do tamtych chwil, gdy mój uśmiech był uśmiechem tylko dla Ciebie. Ciągle wędruję jak obłąkany pośród swoich wspomnień i szukam, szukam tam punktu zaczepienia, chwili, momentu lub chociaż przebłysku obrazu Twojej osoby – takiej jak wtedy – skromnej, ujmującej i tylko mojej. Cholera. Jestem egoistycznym marzycielem, chciałem całe szczęście świata schować do kieszeni, bym później mógł podzielić się nim tylko z Tobą. Tak bardzo pragnąłem wykorzystać nagrodę, którą podarował mi los, że zapomniałem w pewnym momencie na czym tak naprawdę mi zależy. Chcę być szczęśliwy, chcę, abyś Ty również była, chcę przestać budować mury nieporozumienia między nami i po nitce zrozumienia wreszcie dotrzeć do Twego serca. Chciałbym jeszcze odrobiny czułości, bo mimo tego, że serce mam z lodu, tam gdzieś głęboko istnieje taka cząstka mnie, która umiera, a która powinna żyć wiecznie. Mówię o wrażliwości, bo choć oczy są zimne jak skała to iskierka nadziei, która w nich płonie potrafi.. no właśnie, co ona potrafi? Kiedyś potrafiła zatrzymać Cię przy mnie, a dziś sprawia wrażenie wygasłej, zupełnie tak, jakby wszystko co miało swój fantastyczny początek musiało się tragicznie skończyć. Mam dość walki z całym światem o szczęście, które mi się należy. Mam dość, dlatego muszę oswoić się z bólem na nowo. Los bywa okrutny, stawia mi na drodze ludzi nie takich, którzy chcą trwać przy mnie, lecz takich, którzy mają za zadanie przypomnieć mi czym jest cierpienie. Dziś uśmiecham się przez łzy, dziś mam nawet dobry humor. Dobry, bo wiem, że samotność ma swoje plusy. Brak milczenia i brak bólu. Tylko głucha cisza.. zupełnie tak, jakbym dawno przestał już istnieć.

View more

Jak sobie wyobrażasz nic?

Barman Matt.
I znów nastała pustka. Dosłownie. Taka wolna otchłań, szeroka przestrzeń, której nie potrafię zapełnić. Dziura. Wielka czarna dziura. Dziura bez końca. Jej początku też nie pamiętam. Ani procesu jej powstawania. Nie znam nawet przyczyny. I nawet domysłów nie mam. Ona po prostu przy mnie jest, ot tak. Chyba nawet od zawsze była. Może to mój defekt człowieczeństwa. Może przez tą dziurę tracę szansę na cokolwiek. Mówię cokolwiek, bo w traceniu czegokolwiek jestem mistrzem. Przepuszczam przez palce tony emocji. Przez serce tonę uczuć. Naprawdę. Ja jestem skupiskiem wszystkiego po trochu. Takim ludzkim złomowiskiem uczuć. W życiu pewne sprawy przychodzą i odchodzą. Rozmywają się po kościach. Człowiek pamięta, a jak się postara to sprawi, że zapomni. A ja? A ja jestem archiwum. Chodzącym archiwum bólu, samotności i wspomnień, które ciągle ugniatają sobie przytulne gniazdko pośród mnie. Mnie czasem boli głowa, czasem serce, a czasem i żebra. We mnie chyba po prostu brak już miejsca. Ja chyba mam dość. Dość bycia wszystkim i niczym. Dość bycia tłem we własnym życiu. Dość tej dziury, która rośnie i pochłania wszystko, co mi bliskie. We mnie rośnie mrok. A ja mroku się boję. Boję się niepewności. Boję się tajemnic, które w sobie noszę. Czasem nawet boję się uśmiechnąć, bo nie wiem czy i uśmiech nie zostanie mi odebrany. Pochłonięty. Przez nicość. Przez nic i coś. Spojrzenie przyszłości w oczy wymaga odwagi. Wyrzeczenia się strachu. Braku myśli i analiz. A ja ciągle analizuje. Zyski i straty. Liczę nawet łzy i to, na ile ich mogę sobie pozwolić. Kiedy i gdzie. Dla kogo. I ciągle myślę. Myślę czy i to nie zostanie mi skradzione. Czy nawet moja słabość zostanie pochłonięta raz na zawsze. Ja nie wstydzę się łez. Wstydzę się tego, że zbyt często pozwalam, aby mi je odebrano. Mam ich morze. Ale każde morze, może mieć swój kres.

View more

czego nie potrafisz opanować?

.rozgoryczona
Chyba nie potrafię opanować wewnętrznego głosu w pakiecie z negatywnymi emocjami. Ponownie wróciło. Gorzki okruch znów przełknąłem. Wiesz, czasem szkoda przejść obojętnie i go nie spróbować. Ni to zawód, ni rozczarowanie. Zwyczajnie trafił mi się gorzki uczuć do zgryzienia. I wcale nie było aż tak źle. W końcu sam jestem wyjątkowo gorzki, szczypta dodatkowej porcji już mi nie zaszkodzi. A przynajmniej właśnie tak mi się wydawało.
Wydawało do momentu, dopóki nie zacząłem przesiąkać ciągłym, nieustannym milczeniem. Taka cholernie głucha cisza mnie otoczyła. Nie samotność i nie pustka, bo to już przecież doskonale znam. Tym razem otoczyła mnie nieświadomość. Przeczucie, że właściwie nie mam na nic wpływu. Że coś się dzieje całkowicie poza mną, że dotyka mnie coś, czego potwornie się boję, że moje włosy wiecznie głaszcze strach, którego nie potrafię w żaden sposób zinterpretować, że w moje oczy patrzą wszystkie moje stracone dni, a na barkach spoczywa nagle każda osobista porażka. Znasz to uczucie? Bo ja chyba pierwszy raz w życiu poczułem, że kompletnie nie znam swojego miejsca. Że poniosłem największą klęskę na tle własnego ego. Że od środka wyjadają mnie chore emocje, że gniją tam i marnują się, bo moje serce zwariowało na tyle, aby rzucić się w wir tych wszystkich popapranych, gorzkich chwil. A ja? Ja w tym wszystkim tracę grunt pod nogami. Ja w tym wszystkim tracę siebie – a stracić siebie to tak, jakby nigdy nie istnieć.

View more