Ask @Zapomniana1221:

78💗 🙆

-Już jestem-słyszę głos Lucasa, a po chwili widzę go obok siebie-kto to był?
-Nie rozumiem-odpowiadam, krzyżując ręce na piersi, po czym podnoszę lewą brew.
-No ta mała dziewczyna. Nie mówiłaś, że znasz tu kogoś-warknął zdenerwowany, wymachując rękoma we wszystkie strony-nie będę ciągle kasy tracić na loty, tam gdzie nas nikt nie rozpozna!
-Lucas uspokój się. Nawet ci nie powiedziałam kim ona jest, a ty od razu naskakujesz na mnie, krzyczysz i robisz awanturę-mówię zbulwersowana-jeśli tak ma być to ja podziękuję.
-I tak nigdzie nie uciekniesz-oznajmia-więc kto to był?-nie daje za wygraną.
-Poznałam ją w samolocie, jest bardzo miła, jej rodzice też.
-Nie widziałem jej. Kłamiesz.
-Nie kłamię. Ty całe cztery godziny spałeś, wiec jak nie masz dowodu to po prostu ugryź się w język-odpowiadam złowrogo, po czym kieruję się do wyjścia.
*Brian*
-Ale tu chodzi o moją córkę! Czy pan tego nie rozumie?!-naskakuje na policjanta kobieta.
-I o mojego syna!-wtrąca się blondyn, z morderczym wzrokiem.
-Ale kłótnie w niczym nie pomogą. Proszę się uspokoić. Jesteśmy w miejscu publicznym. Rozumiem, że państwo się martwicie, ale to nie powód do złości. Zaraz kolega do mnie zadzwoni z dalszymi informacjami, wtedy będziemy wiedzieć co dalej.
-A jak żadnych nowych informacji nie dowiemy się? I dalej będzie tak jak jest?-pyta, z opanowanym spokojem ojciec Elizy. Po tym pytaniu zapanowała cisza. Wszyscy, razem ze mną patrzyli niecierpliwie na komisarza. Było dobrze po dwudziestej drugiej. Jest początek czerwca, wiec jest jasno. Mogę wszystko i dokładnie dostrzec-więc?-znów usłyszałem głos mężczyzny.
-Wtedy nie będzie żadnych dowodów. Będziemy w czarnym punkcie. Ani w przodzie, ani w tyle. Zakończymy śledztwo. Są pełnoletni-nagle dzwoni telefon, policjant wyjmuje urządzenie i odbiera-witaj, Aress. I jak sprawa? Jakieś informacje?-pyta, uśmiechając się lekko. Zaczął przytakiwać, a po chwili jego twarz przykrył smutek-dobrze, dziękuję. Poinformuję-mówi i chowa telefon do przedniej kieszeni spodni-przykro mi, ale chyba na tym kończy się nasza współpraca. Nie mamy żadnego punktu zaczepienia. Inni tez potrzebują naszej pomocy. Jest pełnoletnia, na pewno zadzwoni. Gdyby była porwana, to porywacze wymuszaliby okup. Proszę być dobrej myśli. Wszystko będzie dobrze. Przepraszam, ale musze już jechać.
-Ma pan rodzinę?-pytam, wychodząc z ukrycia.
-To do mnie?-pyta wskazując ręką na siebie.
-Tak do ciebie.
-Jestem policjantem, nie pana kolegą.
-Nie obchodzi mnie to. Ma pan rodzinę?-nie daję za wygraną, kiedy znajduję się tuż obok niego.
-Tak mam. Żonę i dwie córki.
-Co pan zrobiłby gdyby nagle z dnia na dzień pańska córka zniknęła?
-Szukałbym ją, do braku sił. Kocham moją rodzinę ponad wszystko-odpowiada pewnie, prostując się.
-Proszę spojrzeć na nich-pokazuję na rodziców Elizy i ojca Lucasa-oni właśnie kochają swoje dzieci ponad wszystko. A pan nic z tym nie robi.Jak pan zareagowałby gdyby policja odmówiła dalszych poszukiwań?
-Nie wiem.
-Szczerze-wtrącam się, patrząc na niego złowrogo.

View more

77 🍬

bohov
***Eliza***
-Od czego ja mam taką brudną koszulkę do jasnej cholery?!-pyta mnie blondyn, wycierając mokrą chusteczką bluzkę. Ja w odpowiedzi wybucham głośnym śmiechem, a ten mnie lekko popycha z udawanym grynasem na twarzy.
Przed chwilą wylądowaliśmy. Lot trwał niecałe cztery godziny, tak jak Lucas mówił. W samolocie nie nudziło mi się, wręcz przeciwnie! Poznałam bardzo sympatycznych ludzi. Panowała tam bardzo miła atmosfera. Zawsze wyobrażałam sobie lot z powagą, gdzie każdy musi być cicho, bo emeryci potrzebują spokoju na wypoczynek,a tu takie zaskoczenie! Poznałam dużo przyjaznych ludzi, dzięki którym mój lot szybko upłynął. Lucas przez cały lot spał. Mam zrobione mu ze sto zdjęć, bo spał z otwartą buzią, w wyniku czego musiałam co chwile wycierać mu twarz jak i koszulkę od śliny. Wyglądał jak małe dziecko po rocznej uczcie.
-Więc?-pyta, patrząc na mnie z ukosa.
-Spałeś z otwartą buzia-oznajmiam, kręcąc głową z niedowierzenia.
-Serio? Jaki wstyd-buczy, chowając twarz w dłoniach-idę po walizkę poczekaj tu, dobrze?-czuje od niego niepewność-nie uciekniesz?-pyta cicho od niechcenia.
-Nie-uśmiecham się lekko-nie mam jak, nie znam za bardzo języka i nie mam dokąd-dodaję spokojnie.
-To ja zaraz wracam-szybko całuje mnie w policzek,po czym zostawia mnie samą.
Zaczynam podziwiać widok, rozglądając się dookoła. Wiem,że to tylko lotnisko,ale sama jego architektura wywołuje u mnie wielki podziw. Połączenie kolorów,które pasują do siebie rewelacyjnie jest niesamowite. Polskie lotnisko w porównaniu do tego jest malutką kropeczką na mapie. Cały sufit jest szklany, a wszystkie kolory świata odbijają się od małych diamencików na górze. Czuję się jak w filmie, jest rewelacyjnie!
-Będę tęsknić! Mam nadzieję, że kiedyś mnie odwiedzisz!-słyszę krzyk, a po chwili czuję jak ktoś przytula się do moich nóg. Odwracam się i zauważam malutką dziewczynkę. Na sam jej widok mój uśmiech się powiększa. Na imię ma Clementina. Z tego co wiem to od urodzenia, czyli od czterech lat mieszka w Londynie. Co roku przyjeżdża do dziadków, do Polski. Poznałam ją w samolocie. Jest bardzo radosną, wesołą oraz energiczną blondyneczką. Uczesana jest w włoski warkocz, który sięga do połowy pleców. Jej oczy są niebieskie, a twarz jest mała i bladziutka. Jak na swój wiek jest wysoka i szczupła. Ubrana jest w niebieską spódniczkę sięgającą lekko za kolano i w różową bluzkę w pomarańczowe paski. Na nogach ma czarne baleriny.
-Oczywiście, że odwiedzę cię!-odpowiadam z odwzajemnioną energią. Biorę blondynkę na ręce i mocno ją przytulam, prostując się.
-Tatuś kupił mi dwa różowe koniki, jak przyjdziesz do mnie to pobawimy się? Mam lalki, misie,dużo,dużo klocków!-oznajmia rozradowana.
-Pobawimy się w co tylko zechcesz.Twoja mamusia podała mi adres, więc kiedy będę mieć czas to odrazu przychodzę na herbatkę. Co ty na to?-pytam, całując pięciolatkę w policzek.
-Tak-piszczy mi do ucha,przeciągając samogłoskę.
-A teraz wracaj do rodziców-schylam się, aby postawić ją na nogi-pewnie ciebie szukają.

View more

76

XxWiktoriaxX
-Zastanowię się.
-Będę czekać na telefon. Masz pięć dni na decyzję, okej?
W odpowiedzi kiwam twierdząco głową.
-A teraz przepraszam Mel, ale muszę już iść-mówię, odchrząkując.
-Będziemy w kontakcie-całuje mnie w policzek po czym wychodzi, a ja za nią.
Szukam policjanta po całym lotnisku. Nie ma go. Nie mam pojecia gdzie on może być. A może odnaleźli się Elizę? Szczerze mówiąc, to ja już sam w to nie wierzę. Jesteśmy w czarnej dziurze, zero świadków, nic. Jedyną nadzieją było lotnisko, miała tu być, a ten trop wprowadził nas do większego bagna. Moja głowa jest zamieszana. Pełno w niej różnorodnych myśli. Nie mogę się skupić. Ten wyjazd, Melia, Eliza, wszystko mnie obarcza. Gdybym nie wziął jej po lekcjach może by inaczej się skoczyło? Może to moja wina? Cholera jaki ja jestem głupi. Muszę się odstresować, porozmawiać z kimś, powinienem się komuś wygadać, bo przecież tak dalej nie wytrzymam, nosząc wszystko na barkach. Wyjmuję telefon i wybieram numer do Patricka-mojego przyjaciela od lat. Odbiera po drugim sygnale.
-Cześć stary-słyszę w słuchawce rozradowany, niski oraz lekko zachrypnięty głos-co tam?-dodaje.
-Nie przeszkadzam?-pytam,uśmiechając się lekko.
-Nie, coś ty! Wiesz, że dla ciebie zawsze znajdę czas!
-Musze się komuś wygadać-walę ręką w czoło, z niezadowolenia, bo właśnie moja duma spadła na najmniejszy poziom. On w odpowiedzi zaczął charakterystycznie buczeć literkę"u".
-Ziom, chyba z tobą nie najlepiej-śmieje się.
-Nawet nie wiesz jak bardzo-potwierdzam jego słowa.
-To co o dwudziestej, za rogiem w klubie?
-Ta, pasuje mi, dzięki.
-Oj tam, nie ma za co. Zresztą, dawno się nie spotkaliśmy na piwku czy coś.
-Prawda-śmieję się-ja musze już kończyć,cześć-wypowiadam i się rozłączam.
Chowam telefon do przedniej kieszeni spodni i wracam do poszukiwań. W końcu muszę ich znaleźć, nie żebym miał jakąś obsesję, czy coś, tylko musiałbym iść pieszo do domu, lub stracić pieniadze na taksówkę, a to jest kawał drogi. Moja podświadomość podpowiada mi, że mam iść sprawdzić na dwór, tak więc czynię. Jak się okazało mój wewnętrzny głos miał rację, za co bardzo dziękowałem mu, bo uniknęło się kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt minut szukania. Byli tam wszyscy, Natasha z prawdopodobnie koleżankami, policja, rodzice Elizy i ojciec Lucasa. Zawzięcie o czymś rozmawiali, niekiedy kłócąc się. Szczególnie napięcie rosło między rodzicami dziewczyny, a ojcem chłopaka. Podszedłem bliżej, chowając się za dużą tablicą z reklamą lotniska, tak, aby lepiej ich podsłuchać.
-To wszystko przez pana wychowanie!
-Mój syn jest bardzo dobrym człowiekiem, razem z żoną wychowaliśmy go z sercem!-odpowiada, krzycząc na zarzuty od rudowłosej.
-Proszę się uspokoić, kłótnie nic nie dadzą, może przyjść jeszcze do niekontrolowanej, niemiłej sytuacji-upomina ich nieznajomy mi policjant.

View more

75 😍

Julia
-A to nie jest ta, którą porwano?-pyta zaskoczona.
-Tak, to ona, bardzo mocno interesujesz się uczniami, nawet zeznań nie złożyłaś-wypowiadam z lekkim wyrzutem, nie patrząc na nią. W tym momencie gardzę nią. Bo myśli tylko o sobie.
-Za to ty aż nazbyt. A szczególnie kiedy dotyczy to tej twojej Elizki-warczy, prychając pod nosem po czym opuszcza ręce na biodra.
-To widziałaś ją czy nie?-pytam zdenerwowany.
-Nie widziałam jej.
-Kurde-wypowiadam pod nosem.
-Przyznaj się.
-Do czego?-podnoszę lewą brew, pokazując swoje zirytowanie.
-Że sypiasz z nią. To jest ta twoja nowa dziunia? Dla niej straciłeś głowę? W czym jest lepsza ode mnie?
W charakterze-powiedział mój wewnętrzny głos, a ja się lekko w duszy uśmiechnąłem.
-Nie to nie ona-kłamię- a nawet gdyby, to nie powinno ciebie to obchodzić. W dodatku jest moją uczennicą. Jestem jej wychowawcą,to normalne, że się o nią martwię. A ty? Ci ty tu w ogóle robisz?-zmieniam szybko temat.
-Wyjeżdżam. Na stałe-zauważyłem jak zaszkliły się jej oczy.
-Wyjeżdżasz? Jak to? Czemu? Na stałe? Dlaczego?-zszokowała mnie ta wiadomość-przecież twoim marzeniem była praca nauczyciela. Chcesz z tego zrezygnować?
-I tak już za późno-wzruszyła bezradnie ramionami-zwolniłam się. Koleżanka załatwiła mi tam pracę. Będę uczyć języka narodowego na studiach. Chciałam z tobą o tym wszystkim porozmawiać, ale wyszła ta afera w porwaniem...
-Ze mną? Co w tym wszystkim mam ja?-doczekuję zaciekawiony.
-Chcę abyś wyjechał ze mną- oznajmia, stanowczo,chcę coś odpowiedzieć, ale ona gestem ręki przerywa mi-zanim coś powiesz to wysłuchaj mnie. Mamy ponad dwadzieścia lat. Powinniśmy się ustatkować. Wyjazd jest najlepszym wyjściem. Nie mówię, że od razu masz mnie pokochać, czy mamy razem zamieszkać. To przyjdzie z czasem. Na wszystko jest czas. Mogę dać ci potomstwo. Dziecko to najpiękniejsze szczęście w życiu, które łączy ludzi. Mogę załatwić ci prace nauczyciela, tam na studiach. Są lepsze warunki pracy, wyższe płace, wieksza szansa na rozwój. To jest na prawdę dobry pomysł, wręcz najlepszy w tej sytuacji. Moglibyśmy zacząć życie od nowa, z czystą kartą. Nic ciebie tutaj nie trzyma, prawda?-spojrzała na mnie z ukosa, a ja odruchowo pokręciłem przecząco głową. Słuchałem ją jak zahipnotyzowany. W pewnym sensie miała rację. Tam byłoby mi lepiej. Ale co z Elizą? Jestem między kołem, a kowadłem. Między lepszą, bogatszą przyszłością, a szczęśliwym życiem u boku Elizy. Tam, za granicą mam wszystko pewne a tutaj? Nie wiadomo czy się odnajdzie, czy mnie w ogóle kocha-miałam dzisiaj lot, ale nie dałam rady bez pożegnania się z tobą. Wyjeżdżam za tydzień. Nie musisz kupować biletu. Mam dwa. Zastanów się. I to poważnie. Bo to decyzja na całe życie. Znam ciebie bardzo dobrze. To jest bardzo dobra propozycja. Podejmij decyzję z rozsądkiem, abyś potem nie żałował.
-Na stałe?-pytam, patrząc w jej oczy.
-Tak-uśmiecha się lekko.
-Tylko ja i ty?
-Mhm-mruczy.
-Dokąd?-dopytuję. Czuje w środku strach i niepewność.
-Anglia.
-A dokładniej?
-Miasto Dover.

View more

74 ♡

Flowerin13
-Wszyscy ją szukają, mają dalej nadzieję, a pan się poddaje. Co to jest za policja w tym kraju? Niby tacy dobrzy, wręcz najlepsi,ale kiedy przychodzi co do czego, to się chowacie jak małe dzieci. Co pan zrobił? Co ty zrobiłeś, aby ją odnaleźć?-pytam retorycznie, patrząc na niego z nienawiścią-nic. Nic nie zrobiłeś.-odrywam od niego wzrok, bo poczułem, że tracę kontrolę nad sobą-zrobiłem więcej od pana. Jest jeszcze szansa, że tu może być. Może się rozmyślił. Nie możemy się poddawać, a w szczególności pan. Bo to w większości od pana zależy. Możesz więcej od nas, my jesteśmy ludźmi, którzy żyją jak mają żyć, przestrzegając prawa, a wy-policjanci- macie za zadanie utrzymywać porządek. Porządek publiczny jak i osobisty, który właśnie został przekroczony. Niech pan wykonuje swoją pracę-krzyczę zbulwersowany, zaciskając w dłoni jego granatowy kołnierz. Zauważam jak sięga po broń-boisz się?-pytam z chytrym uśmieszkiem-mnie się boisz?-przyciskam go do ściany i lekko podnoszę. Na prawdę?-dodaję, lecz on nie odpowiada. Robi się cały czerwony. Zluźniam uścisk, a on łapie się za szyję i próbuje mnie odepchnąć-jak na policjanta, to za dobry w samoobronie nie jesteś-komentuję-jednym ruchem mógłbym ciebie zabić, a ty nie masz jak się obronić.
-Puść mnie-mówi, trzymając moje dłonie. Lekko go puszczam, jego nogi sięgają podłogi, ale moje pięści, dalej zaciskają jego kołnierz.
-Gościu, zwal sobie konia i ulżyj sobie, bo chyba ci żyłka skacze-słyszę głos jakiegoś gówniarza,kierowany chyba do mnie.
-Ja przynajmniej mam czym-odpowiadam pijanemu nastolatkowi, puszczając komisarza.
-Uspokój się-mówi do mnie policjant, dotykając moje ramię. Spojrzałem na niego. Nie widziałem w jego oczach złości. Dotarło do mnie, że przesadziłem. Tak na prawdę, to on też nie może nic więcej zrobić. Jestesmy w kropce, a mi ciężko było to przyjąć.
-Przepraszam, to te nerwy. Zachowałem się nieodpowiednio, jest mi bardzo wstyd-spuściłem głowę na dół. Czuję się głupio. Jestem taki bezmyślny.
-Masz racje, może się rozmyślił-zmienia temat-będziemy ją szukać do skutku, w końcu jestem policjantem, miałeś we wszystkim rację-uśmiecha się ciepło-szybciej będzie jak się rozdzielimy. Ja poszukam rodziców Elizy, a ty sprawdź łazienkę, jest na lewo od wejścia-dodaję po czym zostawia mnie samego.
***
Wchodzę do pomieszczenia przez zielonkawe drzwi, które prowadzą do damskiej łazienki. Zauważam długi, brązowy blat, ciągnący się wokół ściany, na którym znajdują się cztery umywalki, rozglądając się idę w stronę kabin. Jest ich trzy. Kucam i patrzę, czy są zajęte, czy jej tam nie ma. Nagle z jednej z nich wychodzi brunetka. Na jej widok serce mi skacze.
-Brian, co ty tu robisz?-pyta, poprawiając obcisłą sukienkę.
-Szukam-odpowiadam obojętnie wstając. Nie ma jej tu.
-Mnie?-pyta, dotykając moją sportową koszulę, po czym powoli odpina guziki.
-Nie, oczywiście, że nie, Melia, nie mam teraz czasu-cofam się-widziałaś może Elizę?
-Carvens? Tą małolatę?-pyta z przymrużonych oczu.
-Tak, ją.

View more

73 najlepsze opowiadanie ! ♥♥

Asia
*Brian*
-Dzień dobry-zaczepiam następną spotkaną osobę-czy widział pan może tą dziewczynę?-pytam, pokazując zdjęcie rudowłosej.
-Przykro mi, ale nie widziałem przepraszam, ale się spieszę, zaraz samolot mi odleci-odpowiada i omija mnie szerokim łukiem.
Nie ma jej nigdzie. Cholera! Milion osób pytałem i nikt jej nie widział. Gdzie ona jest?! Cały teren przeszukaliśmy i nic! Nagle słyszę jak kolejny samolot startuje, znów zrobiło mi się gorąco. Brian, nie trać nadziei, to jest najgorsze co ciebie może teraz spotkać.
-Szukajcie dalej!-krzyczę do jej rodziców, po czym podbiegam do policjanta, którego zauważyłem. Uśmiecham się lekko na jego widok. Miał on bowiem sprawdzić imiona i nazwiska wszystkich pasażerów. Mam nadzieję, że ma dobre wieści.
-I jak? Jaki samolot?-pytam, zdyszany. Podpieram się rękoma o kolana, głośno oddycham i bacznie go obserwuję. Jestem nauczycielem wychowania fizycznego, a kondycji mi brak. Nigdy nie narzekałem na nią, bo zawsze byłem bardzo dobry w wytrzymałości.
Moja pewność siebie wyparowała, gdy zobaczyłem bezradną twarz komisarza.
-Nie ma jej danych. Imienia, nazwiska, nic. Nawet nie jest pasażerem-informuje mnie, na jego twarzy widnieje smutek, żal, rozpacz jak i wielkie rozczarowanie.
-Ale jak to?!-pytam, wymachując rękoma-jak to jej nie ma?! Przecież Natasha mówiła, że skontaktowała się z Elizą! I ona powiedziała, że on ją wywozi na lotnisko. A Lucas? Lucas był?-dopytuję, nie wierząc w to co słyszę.
-Niestety też nie-opuszcza głowę policjant. Boi mi się spojrzeć w oczy.To on zawalił.To jego wina.Taka jest u nas policja. Gdy przestępstwo jest obok ich komisariatu, to oni jako ostatni zawsze przychodzą. Grają w karty i nic więcej nie robią.Takie moje zdanie.
-Ale jak to możliwe?!-krzyczę, zwracając uwagę innych,ale mnie to nie obchodzi.
-Sam nie wiem-kreci głową.
-A może dowody podrobione były?
-Za mało czasu, chyba, że ma znajomości, ale nie sądzę, bo w danych jest zapisane, że niedawno się tutaj przeprowadził.
-A pokazywał pan zdjęcie?
-Tak.
-A rodzice Lucasa? Muszą coś przecież wiedzieć. Nie zostawiłby przecież rodziny od tak-dalej sugeruję, bo nie mogli przecież wyparować od tak.
-Jego mama nie żyje. Nasi byli już tam i przesłuchali jego rodzinę. Nikt nic nie wiedział. Jedynie tyle co my.
-Czyli?
-Że wylatuje.
-To co teraz?
-Nie wiem, aktualnie jesteśmy w wielkiej kropce. Nie mamy żadnych istotnych faktów. Nie możemy się dalej posunąć. Nie ma jak.
-I co nie będziecie jej już do cholery szukać?!-oburzyłem się-może być bita! Może cierpieć! Może mieć nadzieję, że ją dalej szukamy! A wy to od tak na spokojnie przyjmujecie! Ona liczy na was-posyłam mu morderczy wzrok-a wy nic z tym nie robicie. Nie wiadomo co z nią, czy jest dobrze traktowana-dalej mówię, przez zaciśnięte zęby. Zaciskam dłoń w pięść, prostuję palec wskazujący i dotykam, lekko umięśnionego brzucha policjanta. Przyciskam dłoń podchodząc, a ten zaczyna się wycofywać.Jego plecy stykają się z brzoskwiniową ścianą.Chce mu przyłożyć. Tak bardzo mam na to ochotę.

View more

72 prosimy bardzo 💕❤💋❤💙😚😘😍😘😚

Magda Parampam#ftg
*Eliza*
Mam nadzieję, że Lucas oswoi się z czasem i pozwoli mi się kontaktować z innymi. Musi zrozumieć, że ja też mam prawo żyć i spotykać się z kim tylko zapragnę. Nie może mi tego zabronić, bo nie ma takiego prawa.
-Pasażerowie samolotu 149, Londyn, proszeni są o wejście na pokład samolotu-informuje nas uśmiechnięta kobieta, mówiąca przez komunikator. Nagle zrobiło się strasznie tłoczono.
-To co idziemy?-pyta, trzymając walizkę.
-Idziemy-kiwam twierdząco głową, a on się uśmiecha, po czym idziemy w stronę dużego samolotu.
*Brian*
Szybko wysiadam z policyjnego auta i biegnę w stronę lotniska. Każda sekunda się liczy. Najgorsze jest to, że kiedy policja przeglądała godziny lotów, to połowa samolotów wylatuje właśnie w tych godzinach, co jest wielkim, niemiłym utrudnieniem. Gdy jestem już na miejscu zauważam jak samolot do Wielkiej Brytanii właśnie wylatuje. Całe ciało mi się zagotowało, bo właśnie tam ona może być. Patrzę w osłupieniu na ten samolot, zapominając o tym, że zamiast się gapić, to powinienem szukać ją do skutku.
-Bilety do Londynu są za drogie, nie przejmuj się-po tych słowach poczułem na swoim ramieniu dużą, męską dłoń.
-I co z tego?-odwracam się do komisarza, patrząc na niego złowrogo.
-Nie sądzę, żeby wydał tyle pieniędzy na dwa bilety, skoro mógłby kupić o połowę tańsze do innego kraju-odpowiedział spokojnie-a nawet jeśli to i tak znajdziemy ją, chociażby przez dane, które są zapisane w systemie-kontynuował spokojnie.
-To niech pan tam do cholery idzie, a ja poszukam ją tutaj z jej rodzicami-mówię zdenerwowany, rozglądając się.
*Eliza*
Miałam nogi jak z waty, gdy nagle zaczęliśmy się unosić. Zamknęłam oczy, ponieważ w dzieciństwie miałam straszny lęk wysokości i bałam się, że on został utrzymany do dziś. Gdy czuję się trochę bezpieczniej otworzyłam oczy. Siedziałam między Lucasem, a puszystym brunetem, który wyglądał na około czterdzieści lat.
-Hi-wita się z angielskim akcentem.
-Hello-uśmiecham się, a on odwzajemnia mój gest.
-Patrz-szturcha mnie nagle blondyn, który sziedzi obok okna, stukając w szybkę. Wychylam się lekko w przód, aby lepiej dostrzec widok zza okna.
-Wow-tylko tyle wydukałam. Wszystko było takie małe, a zarazem przepiękne. Niepewnie posyłam mu uśmiech, a ten odwzajemnia.
-Nigdy nie latałaś samolotem?-pyta, zerkając na mnie.
-Nie było jakoś okazji-mruczę, dalej podziwiając widoki-a ty?
-Mój trzeci lot-odpowiada.
-Wiesz może ile będzie trwać lot?-pytam, poprawiając się na fotelu.
-Nie więcej niż cztery godziny.
-Będziemy mieszkać we wsi czy w mieście?-dopytuję zaciekawiona.
-W mieście-uśmiecha się.
-Wiesz, że i tak mnie znajdą? Nie chcę nic mówić, ale we wsi byłoby bezpieczniej-niepewnie mówię-zresztą, zawsze chciałam poczuć jak to jest mieszkać we wsi.
-Może kiedyś, jak się cała sytuacja uspokoi.
-Jakie miasto?
-Dover, nie jest za bardzo znane, zreszta jak i inne miasta w tym kraju. Anglia szczyci się tylko Londynem, ono przykuwa największą uwagę.

View more

71 😘😘 proszę 😊

Magda Parampam#ftg
*Brian*
Nie wierze własnym uszom. Czy to dzieje się na prawdę?! To nie możliwe. Same złe myśli krążą mi po głowie, że juz jej nigdy nie zobaczę, że będzie tam krzywdzona, bita. W ciągu kilku dni moje życie zmieniło się o trzysta sześćdziesiąt stopni. I to wszystko przez młodsza uczennicę. Nie wierzę w to wszystko. Miesiąc temu gdyby ktoś powiedziałby mi, że zakocham się i to przed seksem to posłałbym go do psychologa, albo zabroniłbym mu picia alkoholu. Nigdy takiego czegoś nie czułem. Kiedy przechodziła obok mnie to moje ciało rozszywała wielka radość i szczęście, a kiedy gadała ze mną to w moim brzuchu odczuwałem jakieś dziwne motylki? Tak bardzo tęsknię za nią. Oddałbym za nią życie, gdybym mógł. Zrobię wszystko, aby uwolnić ją od tego wariata. Zrobię wszystko, aby znów mogła się poczuć bezpieczne. Zakochałem się. Tak, to chyba to. Sam nie wiem... Ledwo miesiąc ją znam. Nigdy nikogo nie kochałem. Nie wiem jakie to uczucie. W moim życiu rolę odgrywał tylko seks. Tylko to dla mnie się liczyło. Rozrywka. Poczucie wartości i seksapilu, że każda mnie pragnie. A teraz jest na odwrót. Eliza-te imię odgrywa ważną rolę w moim życiu. To ja ją pragnę-nie ona. Jest taka seksowna. Nawet nie chodzi mi tylko o seks, nie obchodzi już mnie aż tak jej ciało, zgrabne piersi i wyrobione pośladki, obchodzi mnie jej osoba, jej charakter. Tęsknię. Tak, chyba się zakochałem. Czuję w środku straszny ból, bo od dawna jej nie widzę i to jest najlepszy dowód tego uczucia.
-Mówiła ci może dokąd ja zabiera?
-Nie zdążyła-mówi, wybuchając płaczem-znajdźcie ją! Proszę was. Boje się o nią. Nie możecie jechać od razu na lotnisko? Przecież kazda sekunda się liczy. To moja przyjaciółka! Zróbcie coś!-dodaje, wycierając łzy-proszę-szepcze. Zastała grobowa cisza, a po chwili rodzice Elizy-moi teściowi-zaśmiałem się w duchu-dołączyli do nas.
Nagle Nathan opadł na ziemię, uderzając głową o podłogę.
-Co się dzieje?-pyta zdenerwowana nieznana mi kobieta-co z moim synem?!Policjant zaczął dotykać jego twarz.
-Lodowata-oznajmił-otwórz okno-zwraca się do mnie, a ja szybko podbiegam do okna i je otwieram w szerz-zemdlał-dodaje-ty-wskazał na ojca Elizy-trzymaj jego nogi do góry tak, aby nie dotykały podłogi, tylko nie za wysoko, ja zadzwonię po pogotowie-Mark, ty zwołaj innych i jedzcie na lotnisko, musicie uwolnić tą dziewczynę.
-Mogę jechać z wami?-pytam-jestem jej wychowawcą-dodaję, kiedy piegowaty mężczyzna chce się odezwać.
-A my?-wtrącają się rodzice Elizy.
*Eliza*
-Siedzę na żółtym krześle obok Lucasa. Za pięć minut mamy lot do Anglii do miasta Dover. Spoglądam na Lucasa, który ze zdenerwowania kołysze nogą. Jego twarz jest obojętna. To chyba już koniec. Nie zobaczę rodziny, przyjaciół. Nikogo. Może to nawet lepiej...zacznę życie od nowa. Może Lucas miał rację? Douczę się języka, który za dobrze mi nie wchodzi do głowy, ciekawa jestem kultury, która tam panuje, oraz ludzi, ich kontaktów i oceny do migrantów. To na prawdę może być ciekawe. Może tak los zaplanował.

View more

70 <3 pliss ;3

#Ż Żelkojadek ;3
*Brian*
-Dziękujemy panom-podaliśmy sobie dłoń na pożegnanie -to o wiele zmienia rzecz sytuacji. Nasi już tam jadą zobaczyć co i jak.
-On może być niebezpieczny-powiedziałem zdenerwowany. Nie mogę sobie wyobrazić, że niedługo mogę ją zobaczyć. Jestem tak szczęśliwy. Na prawdę będzie to najcudowniejszy mój dzień. Zobaczę jej bladą twarzyczkę, rude włosy, jej piękne,niebieskie oczy i co najbardziej mnie przykuwa to jej zajebista sylwetka. Co prawda nie mogę być tak do przodu, bo nic nie wiadomo jeszcze, czy na pewno tam jest. Ale jeśli policja ją tam znajdzie to wyrwę temu blondaskowi jaja. Podobno jest moim uczniem, ale nie kojarzę go za bardzo. Pewnie jakiś lamus i tyle, który myśli, że porywając kobietę to zasłynie z tego.
-Przepraszam, dobrze pan się czuje?-poczułem jak ktoś lekko klepie mnie po policzku-czy wszystko z panem dobrze?
-Tak wszystko dobrze. Zamyśliłem się tylko trochę-uśmiecham się blado.
-Spokojnie panie Wlaker, nasi policjanci są bardzo dobrze uzbrojeni, są dobrze wyszkoleni i umieją poradzić sobie w takich sytuacjach-rudy posłał mi uśmiech, dodając otuchy. Po tych słowach naprawdę poczułem się lepiej-wszystko będzie dobrze-powiedział, wchodząc do pokoju przesłuchań. Rozejrzałem się i zauważyłem rodzinę Elizy. Nie jestem pewny czy to właśnie ona, ale pocieszali jej rodziców. Byli tu jej przyjaciele, kilku nauczycieli. U wszystkich w oczach widziałem strach i niepewność, u niektórych wrogość, a jeszcze u innych niewiedzę.
Jutro jest wycieczka do Wiednia, wszyscy jej znajomi zrezygnowali z niej, ja chyba też zrezygnuję, bo zamierzałem tam jechać tylko dla niej, nawet nie wiem czy wycieczka w takiej sytuacji się odbędzie, bo wszyscy się przejęli tym co się stało. A każda sekunda jest potrzebna. Nagle usłyszałem kobiecy kobiecy. Nie przejąłem się tym, inni też nie. Raczej to jakaś wariatka. Nie raczej, a na pewno, bo jaki normalny człowiek wydzierałby się na komisariacie policji.
-Ja wiem! Wy nie wiecie!-dalej krzyczała jakaś brunetka.
-Puknij się w głowę ćpunko-słyszę w tyle.
-Ludzie tu ze strachu umierają, a ty żarty sobie robisz-dodał ktoś.
-Ja wiem gdzie ona jest! Szybko! Policja! Pomóżcie!-wariatka wydzierała się w niebogłosy. Spojrzałem na nią rozśmieszony.
Te dopalacze są coraz mocniejsze-mówię w myślach.
Biegnie w naszą stronę. Ale zaraz, zaraz. Tak przyglądając się jej to ona przypomina mi Natashe.
-A co tu się wyrabia? Co to za krzyki? To jest komisariat, a nie plac zabaw-zauważyłem jak wychyla się zza drzwi rudzielec. Jest zdenerwowany.
-Wiem gdzie jest Eliza! Szybko! Nie mamy czasu! Zaraz jej już nigdy nie zobaczymy! On ją bije!-dalej krzyczy, ale po tych słowach od razu mną wstrząsa.
-Usiądź-mężczyzna w mundurze wskazał na krzesło-opowiedz nam wszystko powoli, po kolei. Uspokój się. Oddychaj.
-Jest na lotnisku! Na dziewiętnastej! Nie wiem na jaki lot, bo nie zdążyła powiedzieć. On ją uderzył! Słyszałam jej krzyk! Szybko! Chodźcie! Musimy tam jechać! On chce ją za granice wywieźć!

View more

Linki do części? Proszeeee

Dasz linki do wszystkich części ? :)

1
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133311052869
2
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133326371141
3
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133340045893
4
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133351668805
5
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133358426437
6
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133370633797
7
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133394265669
8
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133398978885
9
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133431881029
10
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133449468997
11
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133465008197
12
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133490750533
13
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133552917061
14
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133558023237
15
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133591036485
16
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133600532805
17
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133627756869
21
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133784419141
22
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133822618181
23
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133824154693
24
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133891706437
25
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133929299269
26
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/133932123461
27
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/133942724165
28
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/133965773893
29
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134049548357
30
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134077698373
31
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134091077701
32
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134111247685
33
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134121104709
34
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134143610437
35
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134148569669
36
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134189957189
37
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134229864005
38
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134244108357
39
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134263904325
40
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134305340485
41
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134353610053
42
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134381634629
43
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134423150661
44
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134438442309
45
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134472609093
46
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134500777029
47
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134500966213
48
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134560393029
49
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134579931717
50
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134616788293
51
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134657254469
52
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134688335941
53
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/134755843141
54
https://ask.fm/Zapomniana1221/answers/135867633989
55
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/135889037637
56
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/135903752261
57
https://m.ask.fm/Zapomniana1221/answers/135925516869
Reszta części na dole.

View more

69. 😍😘😚💖

-Zostań-rozkazuje, wychodząc z auta. Tylko tyle dodaje i zostawia mnie samą. Oczywiście zamyka wszystko. Drzwi, bagażnik, zablokował okna, wyjął kluczyk, nawet radio wyłączył. Mogłabym rozbić okno, ale nie chcę. Pogodziłam już się z tym. Jestem bez uczuć. Nie wiem czy sobie to wmawiam czy nie, ale tak będzie lepiej. Moi rodzice są jeszcze młodzi, mogą stworzyć szczęśliwą rodzinę. Beze mnie. Czekam i czekam, a go nadal nie było.
-Pięknie, super-komentuję zła-zanudzę się do śmierci. A może to nawet dobrze-warcze, waląc w schowek przede mną-ciekawe co tu jest?-pytan-ups-uśmiecham się szczerze, kiedy barek się otwiera. Nagle wylatują z niego sterty papier. Odpinam pas, schylam się i wszystko podnoszę. Czytam wszystko dokładnie, odkładając na miejsce. Nagle zauważam kopertę pod nieznajomym mi imieniem i nazwiskiem. Eryk Lucas Hevenrick. Ja, ciekawy człowiek od razu ją otwieram i wyjmuję z niej dwie, śliskie wizytówki? Odwracam na dobrą stronę i zaszokowało mnie. To jest angielski dowód osobisty. Na jednym z nich jest moje zdjęcie, ale całkiem inne dane-Eliza Hevenrick. Nazwisko rodowe Carv. Imiona rodziców Samantha i Leon. Przecież to jest wszystko inne! To jest niemożliwe! To jest fałszywka. Nie wierzę w to co widzę. Odstawiam dowody na bok i zaczynam dalej przeglądać kartki. Zauważam mój życiorys, kartę zdrowia, urodzenia i akt ślubu cywilnego-że co proszę?! Jaki do cholery ślub?! Czytam uważnie i zauważam moje dane i Lucasa-nie wierzę w to. On to miał zaplanowane! Od samego początku chciał wyjechać!-krzyczę, waląc gwałtownie kolanem w schowek. Lecz ten się nie zamyka, nagle zauważam jak coś odbija się od słońca wprost w moje oczy. Odstawiam wszystkie papiery na bok i zaczynam się przyglądać. To telefon! Szybko go biorę do ręki i go włączam. Kiedy jest już aktywny, wybieram numer do mamy. Nie odbiera. Próbuję jeszcze raz, lecz ten sam efekt. Tak samo z tatą. Zapomnieli już o mnie. Pewnie już są szczęśliwi beze mnie. Zresztą...skąd mogą wiedzieć, że to ja? Przecież to całkiem nieznany numer. Wybieram numer do Natashy. Ku mojemu zdziwieniu odbiera od razu.
-Natasha!-krzyczę w niebogłosy.
-Eliza?! Gdzie ty jesteś do cholery? Wszędzie cię szukamy. Policja, Walker, Alice, Nathan, twoi rodzice. Wszyscy na zawał padamy! Nawet nie wiesz jak jesteśmy przestraszeni!
-Słuchaj mnie uważnie-powiedziałam spokojnie-nie mam za dużo czasu-szybko dodałam, kiedy zauważyłam jak Lucas wychodzi z domu jego ojca.
-Najważniejsze jest to, że żyjesz! A teraz mów gdzie jesteś! Znajdziemy cię!
-A co ty kurwa robisz?-poczułam jak ktoś wyrywa mi telefon z dłoni. Lucas. Spojrzał na ekran i machnął się ręką.
-Lotnisko! Na Dziewiętnastej!-szybko krzyknęłam zanim telefon rozbił się o chodnik. Mam nadzieję, że usłyszała to.
-Ty idiotko. Ty dziwko-krzyczy, uderzając mnie w policzek. Wsiada szybko do auta i z piskiem opon ruszył na lotnisko.

View more

68

-Ty jesteś nienormalny-szepnęłam, nie wierząc w to co słyszę.
-Mamy coraz mniej czasu, a chcę się pożegnać jeszcze z tatą i Roksaną-warknął zdenerwowany.
-Ty możesz się z najbliższymi pożegnać, a ja nie? Daj mi swój telefon-bo mój wyrzucił, a kartę pociął na malutkie kawałki-abym mogła się skontaktować. Błagam. Chcę się pożegnać z rodzicami. Tylko tyle.
-To za duże ryzyko. Mogą nas namierzyć.
-I tak chcesz wyjechać-nie dawałam za wygraną. Tak na prawdę w głębi serca nadal wierzyłam, że nie wyjedziemy i, że mnie odnajdzie rodzina-nawet jak nas namierzą to i tak zmienisz kartę za granicą.
-Masz rację,ale i tak ci nie dam. Bo możesz wszystko im powiedzieć-dalej argumentuje. Jest tak samo uparty jak ja. Trzeba spróbować inną taktyką.
-Gdzie będziemy mieszkać? Na pewno nie masz tyle pieniędzy na kupno domu-zmieniłam temat.
-Dostałem w spadku mamy połowę pieniędzy. Nie bój się. Wystarczy nam na dobry, duży, bogaty i wygodny dom.
-I nikt nie będzie wiedzieć gdzie będziemy się znajdować?-spytałam, powstrzymując płacz.
-Dokładnie-uśmiechnął się.
-I nie będziesz tęsknić za ojcem?-on jest bez uczcić. Jak tak można? Porzucić rodzinę, tylko przez głupie zauroczenie? Zakochanie bez wzajemności?
-Odwiedzimy mojego ojca, a na lotnisku dam ci ten cholerny telefon-warknął zdenerwowany, ubierając buty i kurtkę-a teraz chodź-dodał, podając mi mój płaszcz, który mi kupił niedawno. Wziął walizkę jedna ręką i wyszliśmy z domu. Ostatni raz się odwróciłam, patrząc ze łzami na tą posesję. Towarzysz drugą ręką zamknął drzwi na klucz i poszliśmy w stronę samochodu. Blondyn otworzył mi drzwi po stronie pasażera, a ja bez żadnych pretensji wsiadłam do środka. Po chwili byliśmy już w drodze.
-Ile się jedzie do twoich rodziców?-pytam nagle, patrząc w okno.
-Z pięć, dziesięć minut.
-A na lotnisko?
-Pół godziny.
Moja podświadomość klnie na mnie. Że się poddaję. Szepcze, że to nie jest jak w durnych, romantycznych filmach. Nikt mnie nie uratuje na ostatnią chwilę. Ja o tym dobrze wiem. Jestem tego świadoma, że jak już wyjadę z tego kraju, to nie znajdą mnie. Ja nie mam siły odmawiać mu. Za dużo przeszłam. Co mi to da? Pójdzie do więzienia, odbędzie swoja karę i powróci. Od nowa będzie mnie dręczyć, a nie chce znów tego doświadczać. Jestem już i tak załamana, więc za dużo to mi nie da. Żaden psycholog mi nie pomoże. Moja miłość do Nathana wygasła. Nie mam już uczuć. Jak to się mówi...jestem bezuczuciową suką. Brzydzę się swoim ciałem. Nie mogę już na nie patrzeć. Kiedy widzę je, to na wymioty mnie bierze... Albo może przez ten czas o mnie zapomnieć, ale co to da skoro może być znów to samo tylko z inną kobietą? Wole się poświęcić i być nieszczęśliwa oraz męczyć się, co już jest moim przyzwyczajeniem, niż ktoś inny miałby być za mnie. Możliwe, że ratuję komuś szczęście w życiu.

View more

67 😍

bohov
*Eliza*
-Gdzie byłeś?-pytam zaniepokojona, patrząc na blondyna-co to jest?-wskazuję na dużą, czarną walizkę, która ciągnięta jest przez Lucasa-po co ci to? Po co jest ci ona potrzebna?-dodaję zaniepokojona. Co on robi? Co on chce zrobić?-słuchasz mnie?-pytam zmartwiona, nie wiedząc co zrobić. Wstaję i podchodzę do niego-ej, odpowiedz.
-Wyjeżdżamy-powiedział krótko, nie patrząc na mnie.
-A jak to? Jak to my?-nie wierzę własnym uszom, on chyba robi sobie jakieś żarty-odpowiedz! Ja nigdzie nie jadę! Zostaję tutaj! Co ty sobie myślisz?! Nie jestem twoją maskotką!-wybucham, tylko to mogę zrobić, nie obchodzą mnie teraz tego konsekwencje-zostaje tutaj i do niczego mnie nie zmusisz! To jest moje życie, tu chcę spełniać swoje marzenia, tutaj chcę wychowywać moje dzieci!-naskoczyłam na niego, tupiąc dziecinnie nogą-ty możesz sobie wyjechać. Nie obchodzi mnie to. Ja zostaję. Chcę wreszcie zobaczyć rodziców. Dawno ich nie widziałam. Tęsknię za nimi. A ty mi na nic nie pozwalasz. Chcę spotkać się z przyjaciółmi, pośmiać się z nimi. A ty masz to w dupie-mówię, odwracając się od niego, lecz on łapie mnie za rękę przez co nie pozwala mi się oddalić.
-Z czasem zapomnisz o nich-zaczął. Słyszałam w jego głosie, że jego spokój jest ku końcu-przyjaciół sobie znajdziesz tam, poznasz nowych ludzi, nową kulturę, język. Nowe budowle, widoki, architektury. Nowa szkoła. Będziemy razem wychowywać nasze dzieci.
-Że co proszę?-wytrzeszczyłam oczy-nasze?-zaśmiałam się nerwowo.
-Tak, nasze-potwierdził z powagą.
-Ty jesteś chory-skomentowałam.
-Na twoim punkcie-dokończył.
-Nie masz biletów-zmieniłam temat.
-Mam.
-Jak to? Skąd?
-Przez Internet wszystko się zdziała-uśmiechnął się chytrze, wyjmując z kieszeni dwa bilety, po czym je lekko przed moim nosem potrząsa.
-Dokąd?
-Na drugi koniec kraju.
-A dokładnie?-mój glos zadrżał. Głośno przełykam ślinę.
-Wielka Brytania,a teraz czasu nie mamy samolot mamy za dwie godziny-powiedział biorąc do ręki walizkę.
-Nie jesteś spakowany, nie zdążysz-zakładam ręce na klatkę i uśmiecham się z pogardą.
-I tu cie zdziwię-podniósł palec ku górze. Tak na prawdę to nie wierzę mu, że chce wyjechać. Przecież przed chwilą tutaj przyleciał, a jego ojciec? Przeciez nie da rady sam, bez niego. Co prawda jest Roksana, ale nie sądzę, aby miała tyle czasu na spędzanie połowy dnia z swoim wujem. W końcu dom będzie miała wolny i będzie mogla robic co zechce-jestem już spakowany, ciuchy, perfumy, wszystko. Ty też.
-Ja?-pytam zdziwiona, pokazując na siebie. Moja pewność siebie powoli zanika.
-Nie miałaś dużo rzeczy, tylko te które ci kupiłem. Dwa perfumy, balsam, szampon, szczoteczka i te inne kobiece duperele.
-A twój ociec?
-Gadałem przed chwilą z nim-wtrącił się.
-I co? Zostawisz go? W takim stanie?
-Czuje się znacznie lepiej. Jest Roksana, która mu zawsze pomoże. Na początku ciężko było, ale słowa, że chce żyć też własnym życiem namówiły go. Oczywiście nie mówiłem mu gdzie będziemy, bo pewnie policja do niego przyjedzie. Roksanie też nic nie mówiłem.

View more

66 😍❤❤❤

#fot
-Chciałbym jeszcze raz zeznawać-wtrącił młodszy, ratując mnie z zawstydzenia.
-Dobrze-skomentował drugi policjant siadając obok partnera za wielkim, jasnym, drewnianym biurkiem. Widać było, że był zainteresowany, bo z zaciekawieniem spoglądał nas. Raz na mnie, a raz na mojego towarzysza. Był niskim, rudym mężczyzną. Na jego całej twarzy widniały piegi. Jego wyraz twarzy był niegroźny, wręcz przeciwnie. Miło się na niego patrzało. Jego kąciki ust układały się w lekki uśmiech. Pokazał ręką, abyśmy zajęli krzesła przed nimi. Tak, więc zrobiliśmy-więc? Słuchamy-dodał, opierając się wygodnie o skórzane, czarne krzesło.
-Więc zacznę ja, bo ode mnie się zaczyna-powiedziałem zdenerwowany-znaczy ja...
-Proszę się nie denerwować-uśmiechnął się rudzielec, a ja posłałem mu blady, wdzięczny uśmiech. Tak szczerze mówiąc teraz sobie uświadomiłem to, że siedzę z moim rywalem. Przecież to były Elizy i mogę się założyć, że on dalej ją kocha. Pewnie będzie walczyć o nią do samego końca i ja też. Sam nie wiem co zrobić. Jego czas jak i szansa minęła i teraz jest moja okazja. On ją stracił. Mimo to lubię go. Na prawdę wydaje się sympatyczny. Chodź wiem, że jak odnajdziemy rudowłosą to za przyjemnie nie będzie, ale dla jej dobra musimy teraz razem być w zgodzie. Kazda sekunda się liczy. I będę z nim współpracować nie patrząc na jakiekolwiek sytuacje.
-Zacznę od początku. Jestem Brian Walker i jestem wychowawcą Elizy jak i nauczycielem wychowania fizycznego-na te słowa dwaj mężczyźni podwoili uwagę-moja uczennica jest bardzo miłą, odważną, sympatyczną i uroczą dziewczyną. Ma dużo przyjaciół i szybko się zaprzyjaźnia. Ma wysokie stopnie i ma bardzo dobre kontakty z nauczycielami, w tym ze mną. Co prawda, nie jestem za długo jej wychowawcą, bo wcześniej był pan Levish, ale wystarczająco ją poznałem. Tego dnia, kiedy była porwana-przerwałem, układając sobie wszystko w całość, aby niczego nie pominąć-została po lekcjach, trzydzieści minut, bo nie uważała na lekcji-skłamałem-kiedy minęła jej kara bardzo się śpieszyła. Nie wiedziałem dokąd, nie obchodziło mnie to za bardzo, bo w końcu jest to prywatne. Nie dopytywałem. Uznałem to za normalne. Było to około-zamyśliłem się, dotykając charakterystycznie mojej brody-około szesnastej chyba, może kilka minut po-zakończyłem monolog, spoglądając na Nathana, aby dokończył.
-Tak, to było o szesnastej-potwierdził moje słowa. Śpieszyła się, bo umówiła się ze mną. Tak jak już wczesniej wspomniałem, nie zauważyłem u niej niczego dziwnego.
-To jest nadal tyle samo co wiemy od kilku godzin, nic nowego-burknął, zawiedziony starszy policjant.
-No właśnie, teraz tkwi owoc-oznajmił mój uczeń, opierając łokcie o biurko. Wyglądało to jakby czuł się jak u siebie, ale to nawet dobrze. Policjanci spojrzeli na niego pytająco, a ten zaczął kontynuować-ogólnie długo wyjaśniać całą sytuację z zerwaniem-oznajmił-powiem tylko w skrócie co i jak.
*Eliza*
-Gdzie byłeś?-pytam zaniepokojona, patrząc na blondyna-co to jest?

View more

65 <3

I wanna forget you❤ #IfU
-Cholera, jak on zezna to na policji to nas znajdą! Nie mogę ciebie stracić!-zaczął nerwowo chodzić po pokoju-myśl, Lucas myśl. Ja bez ciebie nie dam rady żyć! Moje życie bez ciebie nie ma sensu!-znów podniósł ton głosu, po czym zniknął w szybkim tempie za ścianą.
-Gdzie idziesz?-spytałam zdenerwowana, lecz nie doczekałam się odpowiedzi.
*Brian*
-Dzień dobry-przywitałem ucznia.
-Co pan tu robi?-zapytał wymęczony Nathan. Całkiem inaczej wygląda. Ledwo można go poznać. Chyba przerasta go to wszystko. To porwanie, chodzenie po komisariatach i składanie zeznań, które i tak się na nic zdają, bo policja nie ma żadnego tropu. Chyba niepotrzebnie tak na niego bluźniłem w myślach, bo widać gołym okiem, że też się martwi. Ma tłuste, rozczochrane włosy, oczy czerwone i podkrążone przez niewyspanie. Jest nieogolony, a jego usta są całe wysuszone. Wygląda jakby był bezdomnym, albo miałby zaraz umrzeć. To chyba nie on, a ja bezpodstawnie zarzucałem mu winę.
-Przyszedłem złożyć zeznania-odpowiedziałem przybity. Spojrzałem w jego oczy, które były bez żadnych emocji, blady, zgaszony we mgle niebieski kolor.
-Pan coś wie w sprawie Elizy?-spytał, odrazu pokazując więcej życia.
-W ten dzień kiedy zaginęła, odbywała karę ze mną po lekcji.Nie wiem czy to coś da, ale zawsze jest jakaś szansa.
-Zaraz, zaraz-skomentował, rozmyślając nad czymś. Ja posłałem mu znak zapytania-niech pan wszystko mi opowie.
-Dlaczego, wiesz coś może?-zaczynam gubić się w tym wszystkim.
-Po lekcjach ona spotkała się ze mną-oznajmił, dalej nad czymś myśląc.
-To ty ją porwałeś?-spytałem niepewnie, ale odrazu żałowałem, że to zrobiłem, przecież on jest w strasznym stanie. Nie powinienem o to w ogóle pytać.
-Pan oszalał?-zauważyłem u niego zażenowanie-oczywiście, że nie.
-Przepraszam, wiem, że to nie ty. Po prostu tyle się dzieję...ten stres. Człowiek po prostu oszaleje.
-Dobra, nic się nie stało, wiesz co? Chodź ze mną jeszcze raz zeznać. Mam takie przeczucie, że chyba uda nam się coś z policją, razem zdziałać-oznajmił.
-To wcale nie jest zły pomysł-odpowiedziałem, otwierając drzwi. Wpuściłem młodszego bruneta po czym sam wszedłem do środka.
Zauważyłem dwóch policjantów. Jeden siedział na krześle zapisując coś w skupieniu, a drugi za to stał przy ogromnej gazetce z poszukiwanymi. Obok zielonkawej tablicy z różnymi osobami przyczepiona była duża mapa naszego miasta. Byli tak skupieni, że nawet nie zauważyli naszej osoby.
-Ykhym-chrząknąłem, aby mężczyźni zwrócili na nas uwagę-dzień dobry, nazywam się Brian Walker, chciałbym złożyć zeznania z moim uczniem-pokazałem na towarzysza. Nie wiedziałem jak zacząć, pierwszy raz gadam z policją. Może to śmiesznie brzmi, ale na prawdę nie wiedziałem jak rozpocząć poważnie rozmowę.
-Ale już pan zeznawał-powiedział mężczyzna zza biurka, zdejmując okulary z nosa. Jego głos był bardzo niski i zachrypnięty, jakby od dawna z kimś nie rozmawiał, a jego rysy twarzy byly bardzo wyraziste.
-Nie wiem jak to powiedzieć-zacząłem, drapiąc się po głowie. Głupia sytuacja.

View more

64💓💓💓

#Ż #TZ WIKTÖRIA
Opieram się o ścianę i powoli zjeżdżam w dół. Przyciągam nogi do klatki piersiowej zarzucam ręce i zaczynam cicho płakać. Chciałabym uciec, chciałabym być wolna. Tak dawno nie widziałam rodziców, przyjaciół. Nikogo. Nie mam juz siły. Mówią "Walcz do końca" lub "Nadzieja umiera ostatnia", ale ja po prostu nie dam rady. To wszystko mnie przerasta. Czy ja jeszcze będę mieć swoje własne, wymarzone życie? Gdzie będę szczęśliwa u boku mężczyzny, którego kocham? Sama nie wiem. Nie mam żadnego pojęcia. Nawet sama nie wiem czy jestem porwana, czy po prostu od tak jestem. Chyba to i to. Bo siedzę w tym cholernym domu dwadzieścia cztery na dobę. Gdzie drzwi wszystkie są zamknięte na cztery spusty, a tak samo okna są na kluczyk. Szukałam go, kiedy Lucas gdzieś wychodził, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Chyba nosił go ciągle ze sobą. Nie jestem tutaj, aż tak źle traktowana, śpię w przytulnej sypialni. Fakt, obserwowana jestem co chwile. Jak wspominałam drzwi i okna nie są do mojej dyspozycji, kiedy Roksana przychodzi to zaprowadza, a raczej ciągnie mnie w stronę piwnicy. Najwyraźniej nie wie, że tu jestem, bo nie robiłby takiego czegoś i nie związywałby mnie do krzesła. Zresztą, nie wiem czy ją to by obchodziło bo w końcu Nathan z nią zerwał prze ze mnie. Nie jest aż tak źle tutaj, a może się przyzwyczaiłam? Sama nie wiem. Niekiedy mam wybuchy psychiczne i nie wiem co ze sobą zrobić. Patrzę w cztery ściany i czuje się jak wariatka. Oczywiście niekiedy były momenty gdzie płakałam przez niego. Co wieczór kazał mi się przed nim rozbierać i podniecać go, z początku odmawiałam, za co w odpowiedzi dostawałam tak zwany łomot, przez czucie tego bólu co raz bardziej bałam się odmówić, dlatego w ciszy, nie patrząc na niego byłam mu posłuszna. Nagle usłyszałam dobrze znajome mi gwizdanie. Znów ten czas-następny wieczór. Wstałam i udałam się do salonu. Usiadłam na krzesło i czekałam na blondyna.
-Witaj Elizo-przywitał się z szczerym uśmiechem na twarzy.
-Cześć-wymruczałam cicho, patrząc na swoje sine dłonie.
-Czemu na mnie nie patrzysz?-spytał, przysuwając krzesło obok mnie po czym spoczął. Lecz ja ze strachu nic nie odpowiedziałam. Bałam się, że jeśli coś odpowiem nie po jego myśli to znów uderzy mnie-odpowiesz?-mruknął po czym złapał lekko moją twarz, tak, abym nie miała wyboru na niego nie spojrzeć.
-Nie będę ciebie błagać o wypuszczenie-zaczęłam-bo długo już tu siedzę. Rodzice pewnie juz zapomnieli o mnie. Przyjaciele też. Ale nie boisz się, że policja cię znajdzie?
-Gdyby szukała to by już nas tu znalazła-odpowiedział obojętnym tonem.
-I tak cię znajdą. Prędzej czy później-szepnęłam pewnie.
-Skąd ta pewność?-podniósł lewą brew. Poczułam jak jego mięśnie się napięły. Puścił moją twarz i wstał.
-Bo wtedy spotkałam się z Nathanem i tematem byłeś ty i odrazu po spotkaniu z nim poszłam do ciebie-mruknęłam, wstając.
-Czyli on wie, że tu jesteś?-krzyknął zdenerwowany, aż podskoczyłam ze zdziwienia.
-W pewnym sensie. Może się domyślać.

View more

63 proszę 😍😍

*Eliza*
-Gdzie ja jestem?-pytam, masując głowę. Strasznie mnie boli. Co się stało? Jedynie co pamiętam to krzyki i obleśne dotyki po moim ciele. Czy ja spałam? A może umarłam?-jestem w niebie?-dodaję rozglądając się. Kiedy zauważam w jakim pomieszczeniu się znajduję wszystko mi się przypomina. Po moim ciele przechodzą niepokojące jak i nieprzyjemne dreszcze. Odruchowo patrzę na moje ciało, które nie jest już nagie. Przyodziane jest w nieznane mi za duże ciuchy. Nie jestem związana. Mogę wstać. Mogę skakać. Mogę się poruszać. Ale nie mogę się uśmiechnąć. Wcale nie jestem szczęśliwa z tego. To nic, że jestem wolna i, że nikogo nie ma. Nie czuję nic, prócz pustki. Jestem nikim. Nie czuję żadnych uczuć. Nic. Lucasa nie ma? Gdzie on? Tak na prawdę, to nie wiem czy się cieszyć czy nie. Uciekać? Na co to mi? Rodzice pewnie już zapomnieli o mnie, tak samo jak przyjaciele i były chłopak. Nawet nie wiem ile tu jestem. Może tydzień, a może dwa, a może nawet i kilka miesięcy? Nie umiem tego określić. Blondyn na żadne z tych jak i podobnych pytań nie odpowiedział. Mój umysł to sama niewiedza. Jak nowo narodzone dziecko. Spróbować uciec? Nawet drogi nie znam. Wszystko mnie przeraża. Brzydzę się wszystkiego. Nawet swojego ciała. Tak w głębi duszy to go nie chcę, ze łzami na nie będę patrzeć. Na każdą rysę. Każdy milimetr mojej bladej cery będzie mi to wszystko przypominać. W dodatku moja twarz. Zaczynam ja lekko dotykać, nie ma tu lustra. Mój nos jest cały twardy. Strasznie piecze. Usta są całe przegryzione, tak samo uszy. Oczy i poliki napuchnięte.
Boje się wyjść, może mnie jeszcze ktoś napaść. Dziwne jest to, że mnie zostawił od tak. Bez niczego. Z ostatnich sytuacji to do niego nie podobne. Rozglądam się jeszcze raz tylko uważniej. Na prawdę, nikogo nie ma. Podglądu raczej też nie. A może to dar od losu? Mam szansę się jakoś wydostać tylko ja to przedłużam i tracę ważne sekundy w moim życiu? Szybko wstaję i powoli zaczynam dreptać. Zaczęłam się lekko chwiać, jakby moje nogi zapomniały jak się chodzi, lecz po chwili wszystko się ustatkowało. Po cichu na palcach przechodzę miedzy pomieszczenia, rozglądając się czy nie ma nigdzie blondyna. Nic nie słyszę. Cisza. Nikogo nie ma. Ja na prawdę mogę uciec! Ja na prawdę mogę być wolna! Zaczynam coraz szybciej się przemieszczać w celu poszukiwania drzwi wyjściowych. Cholera! Nie mogę ich znaleźć! Ten dom jest tak strasznie duży! Chce być wolna! Żyć od nowa! To nic, że nie znam drogi do domu! Zawsze ją mogę znaleźć! Nie poddam się.
Po kilku próbach nagle je odnajduję. Ku mojemu zdziwieniu zimnym ruchem podbiegam do nich. Zaczęłam niespokojnie ciągnąć za klamkę. W dół i w górę. Zamknięte!
-Cholera!-krzyknęłam zdenerwowana. Czemu? Czemu mnie to spotkało? Dlaczego nie mogę żyć jak każda, inna, szczęśliwa nastolatka? Ja na prawdę nie dam rady. Mój stan psychiczny już chyba dawno się załamał, jedynie co mnie trzyma przy życiu to wiara, że mogę być jeszcze wolna.

View more

Błagam 62 😢😢😢❤❤❤❤ !

-Słucham?-pytam, nie witając się. Mam nadzieję, że to Eliza. Chciałbym usłyszeć jej głos. Tyle mi wystarczy do szczęścia.
-Brian?-słyszę kobiecy głos, lecz to nie jest rudowłosej. Tak szczerzę to się lekko załamałem. Nadzieja umiera ostatnia.
-Tak. Brian Walker-odchrząkuję lekko.
-Tu Melia-zachichotała, a ja zmarszczyłem brwi.
-Tak wiem-oznajmiam-znaczy domyśliłem się-szybko poprawiam-skąd masz mój numer?
-Z pokoju nauczycielskiego-wszystko jasne. Po co ona dzwoni? Chyba wyjaśniłem jej jasno, że nie kręci mnie. Będę jej to powtarzać, aż do skutku. Niby seks bez uczuć, ale nie mogę robić czegoś na siłę. Po prostu zabawiłem się nią i już. Znudziła mi się. Kobiety są takie naiwne. Jedno słodko-głupie słówko i już mam uwinięte zdobycz wokół palca. No właśnie... A z Elizą tak nie jest i chyba dlatego mnie tak kręci. Mam nadzieję, że znudzi mi się, bo jak nie to moja duma polegnie, przecież nie wytrzymam z jedna kobietą, to jest zbyt nudne.
-Po co dzwonisz?
-Mam dwie sprawy.
-Jakie?
-Może chcesz się spotkać ze mną dzisiaj? U mnie w domu. Sam na sam. Mam świetne wino, przytulną sypialnię, ogromną wannę -mruknęła. Przyznam, że kusząco, a nawet bardzo kusząco to brzmi, lecz nie wiem czemu po prostu nie mogę. Może to przez rudowłose? Która siedzi mi w głowie przez całe dni? Kilka dni wcześniej bez wahania zgodziłbym sie.
-Nie mam ostatnio czasu.
-Jak to?-wybuchła-zawsze miałeś dla mnie czas!-krzyknęła zbulwersowana.
-A druga sprawa to?-zapytałem, unikając jej nagły wybuch.
-Pamiętasz tą rudą? Z 3. Elizabeth czy jakoś tak-powiedziała ze znudzeniem. Szybko jej się humor zmienia. Zaraz. Czy ona powiedziała Elizabeth z 3?-no wiesz jesteś chyba jej wychowawcą-moja uwaga jak błyskawica się pojawiła.
-Tak kojarzę-szybko odpowiedziałem zdenerwowany. Moje ręce zaczęły się trząść z zdenerwowania.
-No więc, dzisiaj kończyłeś szybciej od nas i po twoim wyjściu rodzice Elizy przyszli. Wyglądali jakby nie spali od tygodnia. Ten widok był makabryczny. Ta kobieta wyglądała jakby przez miesiąc makijażu nie miała.
-Do rzeczy-warknąłem zniecierpliwiony.
-I się okazało, że ta dziewczyna została porwana! Od trzech dni jej w domu nie ma! Nie ma żadnych dowodów kto mógł to zrobić. Paranoja! Szkoda mi jej.
-Ja musze już kończyć, narazie. Odezwę się później-rzuciłem szybko po czym rozłączyłem się. Jak to możliwe?! Porwana? Przecież ona sobie chyba robi jakieś jaja. Zaraz, zaraz. Trzy dni temu ona została ze mną po lekcjach. Gdzieś się szybko śpieszyła. Muszę iść szybko na komisariat może to pomoże. Strasznie się boje o nią. Na prawdę. Nie chodzi tylko tutaj o seks, ale o nią. Jest młoda. Takie coś może ja złamać fizycznie i psychicznie. Każdą minutą się liczy. Szybko biegnę w stronę komisariatu policji. Po dziesięciu minutach docieram. Idę do tak zwanego holu zeznań, gdzie się czeka na swoją kolej. Gdy drzwi przede mną się otwierają zauważam Nathana, byłego chłopaka Elizy. Jeśli to jego sprawka to wybiję mu wszystkie zęby. Cały drżę. Ze złości i niepokoju. Na prawdę martwię się.

View more

61 👌💕

bohov
-Proszę, Lucas zostaw mnie-krzyknęłam odruchowo, kiedy wyjął mi szmatkę z ust-jesteś potworem. Moim koszmarem. Boje się ciebie. Czy ty tego nie widzisz?-mamroczę cicho, kiedy zaczął całować moją szyję-wybaczę ci. Wybaczę wszystko, tylko przestań i wypuść mnie do domu. Tak dawno nie widziałam rodziców, Natashy, Nathana-wyszeptałam przez łzy, lecz do niego nic nie docierało. Nic nie słyszał, jakby był w jakimś transie, lub zahipnotyzowany. Skupiał się tylko i wyłącznie na moim ciele. Obrzydzało mnie to. Zamknęłam oczy. Łzy leciały niemiłosiernie. Swoimi obleśnymi dłoniami dotykał mnie po całym ciele. Nagle oderwał się ode mnie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak bacznie mi się przygląda.
-Kocham cię-powiedział pewnie trzymając mnie za poliki.
-A ja ciebie nie! Nienawidzę cię! Jesteś obleśny!-krzyknęłam z całych sił. Nagle poczułam cieczenie policzka. Łzy automatycznie wydostawały się z moich oczu. Uderzył mnie. On to na prawdę zrobił. Nie poddam się. Spojrzałam na niego z pogardą. Znów ten sam ból, tylko mocniejszy i z drugiej strony. Znów mnie uderzył. Strasznie bolało. Nie mogę w to uwierzyć, że to ten sam człowiek z przed laty.
-Nienawidzę cię. Będę ci to powtarzać do końca życia-szepnęłam resztkami sił, a w odpowiedzi zauważyłam jak jego ręka układa się w pięść po czym ląduje na mojej twarzy. Z mojego nosa zaczęła lecieć gęstą, czerwona krew. Krzyknęłam z bólu. Zaczęłam mocno kaszleć. Zakrztusiłam się, a z moich ust wydobywała się krew. Wyglądało to okropnie. Nie poznaję go. Moje ciało to sam ból. Wszystko mnie boli. Mimo to, że obraz był lekko zamazany, a kolorystyka pomieszana, zobaczyłam jak blondyn żwawym krokiem wychodzi z pokoju, lecz po chwili znów się pojawia z ręczniczkami, mokrymi chusteczkami i małą, plastikową miską. Bodajże z wodą. Wyczułam zimny dotyk, obmywający moją twarz. Dopiero teraz poczułam, że jestem spragniona.
-Pić,proszę-na tyle słów było mnie stać. Więcej chyba nic nie dam rady wymamrotać. Jestem wykończona. Nie tylko fizycznie, ale i też psychicznie. Moje poczucie wartości spadło na najmniejszy poziom. Nie chce mojego ciała. One już do mnie nie należy. Ja to już nie ja. Ja chce umrzeć. Nie chce czuć już bólu. Chcę spokój-zabij mnie, proszę-błagam-zabij.
*Brian*
Jestem już po pracy. Jest siedemnasta. Powoli robi się ciemno. Chodzę po parku rozmyślając o rudowłosej. Gdzie ona jest? Jest piętek. Od trzech dni nie ma jej w szkole. Brakuje mi jej twarzy, głosu. Nie, brakuje mi jej ciała. Nawet go nie dotykałem. Pragnę tego, a jej nie ma. Nie wiem gdzie jest. Wczesniej sprawdziłem gdzie mieszka, myślałem nad tym, aby zobaczyć co tam u niej. Czy wszystko w porządku. Porozmawiać z jej rodzicami. W końcu jestem jej wychowawcą, a z drugiej strony jak innych uczniów nie ma przez ponad tydzień to nikt się tym nie interesuje. Właśnie. Może jest chora i tyle. Jak jutro nie przyjdzie do szkoły. To przejdę się do niej. Tak, tak zrobię. Nagle z moich przemyśleń wytrąca mnie głos telefonu. Wyjmuje go i spoglądam kto do mnie się dobija.

View more

60 💞💞💞💞 !!!!

*Nathan*
-Ale jak to?!-wstaję gwałtownie i uderzam pięścią w stół. Zauważam ja moja mama się trzęsie. Jestem zdenerwowany, ale nie powinien tak reagować-przepraszam-mruknąłem cicho-to przez emocje-odwracam się do rodziców cały spięty-jak to? Została porwana?-pytam juz spokojniej. Nie mogę w to uwierzyć, przecież to niemożliwe.
-Na to wygląda. Od dwóch dni nie ma jej w domu.
-A policja? Zawiadomili ją?
-Tak, byli dwa razy na posterunku policji, wczoraj i dzisiaj.
-Czemu dwa?-dopytuję zainteresowany.
-Eliza jest juz pełnoletnia, robi co chce. Policja nic nie chciała zdziałać dopiero dzisiaj się tym zajęli.
-Dlaczego do mnie nie przyszli? Przecież jestem jej byłym.
-Musisz zgłosić się na policję w sprawie zeznań, jeśli coś oczywiście wiesz, co pomogłoby w sprawie.
-Mają już jakieś podejrzenia?-zauważyłem jak nagle po zadanym mym pytaniu rodzicie kontaktują się wzrokiem-hm?-mruknąłem.
-Rodzice Elizy, podejrzewają, że to ty zaplanowałeś-oznajmił tata-dlatego chcemy z tobą pogadać -szybko dodał ojciec, kiedy zauważył, że chce odpowiedzieć.
-Że co proszę?-krzyknąłem-chyba w to nie wierzycie! To jest jakaś parabola!
-Oczywiście, że nie synu-powiedziała mama podchodząc do mnie, po czym mocno mnie przytulia.
-Skoro podejrzewają mnie to dlaczego policja nie przyszła po mnie?
-Nie zgłosili tego na policję.
-Dlaczego?-dociekałem zaciekawiony sytuacją.
-Bo w tym momencie akurat zadzwoniliśmy i obiecałem panu Harremu, że sam się zgłosisz na policję.
-Jasne, nie ma sprawy. Mogę nawet teraz. Ja nie mam nic do ukrycia-powiedziałem, wychodząc z pokoju-będę czekać na dole-dodałem.
*Eliza*
Obudziłam się w całkiem innym miejscu.
-Gdzie ja jestem?-zapytałam odruchowo samą siebie. Pomieszczenie jest mi nieznajome. Wygląda jak salon. Przeważa tu czerwona barwa z dodatkami beżu. Nagle zauważam Lucasa, który jest coraz bliżej mnie.
Nie mogę wstać. Jestem przywiązana do krzesła. Nie mogę ruszać nadgarstkami, bo też są związane, tak samo jak nogi. Spoglądam w dół i widzę swoją nagą sylwetkę
-Czego znowu chcesz?-wycedziłam do blondyna, który stał przede mną-jeszcze ci mało?-spytałam-co to ma znaczyć!? Co ty sobie myślisz?!-wybuchłam po czym zaczęłam się szarpać. Wrzeszczałam w niebogłosy. Zaczęłam krzyczeć z przerażenia. To dla mnie jakiś koszmar. Nagle czuję jak Lucas wkłada mi w usta szmatę.
-Teraz będziesz cicho-uśmiechnął się-grzeczna-poklepał mnie po głowie. Próbowałam krzyczeć, ale to na nic. Chciałam, aby ktoś mnie usłyszał, ale chyba jesteśmy sami. Nikt nie wie, że tu jestem. Nikt po mnie nie przyjdzie. Jestem sama. Koszmar. Nic nie mogę zrobić. Jestem przywiązana, on jest silniejszy. On to planował od samego początku. Nie mogę w to uwierzyć, że tal się pomyliłam co do niego. On mi życie rujnuje-a teraz się zabawimy-wyszczerzył się, rozpinając koszulę. Zauważyłam jego umięśniony tors, na którego widok niedobrze mi się robiło. Zaraz zwymiotuję. Podszedł bliżej i wpił się gwałtownie w moje usta. Zaczęłam kręcić głową, aby przestał. Aby wiedział, że ja tego nie chcę.

View more

59!!💕💛

#Ż #TZ WIKTÖRIA
*Nathan*
Siedzę od dwóch dni w pokoju. Nie mam ochoty na nic. Nie chodzę do szkoły, na dwór, nie spotykam się z przyjaciółmi. Nie mam ochoty. Jestem wściekły i zły na siebie. Mogłem całkiem inaczej zacząć rozmowę z Elizą. Jestem załamany następną kłótnią z nią. Nie wytrzymuję. Zaraz coś rozwalę.
-Nathan, kochanie otwórz. Ja i tata martwimy się o ciebie. Od kilku dni nie wychodzisz z pokoju. Proszę, nawet nie wiesz jak nam jest przykro. Niepokoimy się o ciebie.
-Nie macie o co, za kilka dni mi przejdzie-skłamałem. Bardzo kocham ich, ale nie chce im się żalić. Poradzę sobie sam, w końcu jestem dorosłym mężczyzną, a nie maminsynkiem. To przeze mnie Eliza cierpi, ja ją zdradziłem, więc sam musze o nią zawalczyć. Wiem...skoro chcę o nią walczyć to dlaczego siedzę w pokoju? Szczerze, to sam nie wiem. Chce ochłonąć, bo może być jeszcze gorzej. Mam wyrzuty sumienia. Zamiast błagać ją o wybaczanie to wyrządzam jej następną awanturę. Czego ja się spodziewałem? Że mi uwierzy? Przecież ona mi już nie ufa. Ona ufa Lucasowi. Mogłem się przecież tego spodziewać, że tak zareaguje. Jestem głupi. Jestem debilem.
-Wykończysz się. Proszę otwórz. Wiemy, że coś jest nie tak. Pomóż sobie-dalej nalegała kobieta, ale niezbyt mnie to teraz obchodziło, bo obarczałem się winą.
-Nie chcę pomocy-nie dałem za wygraną.
-Musimy porozmawiać w sprawie El...
-Ale ja nie chcę rozmawiać-wtrąciłem zażenowany jej upartością.
-Ale to bardzo ważne, bo rodzice Eliz...
-Mamo-jąknąłem, przerywając jej-kocham cię bardzo, ale ja już jestem dużym chłopakiem i poradzę sobie sam. Za kilka dni mi przejdzie, obiecuję.
-Dzwoniliśmy do Elizy-usłyszałem męski głos ojca.
-Nie jesteśmy już razem!-krzyknąłem odruchowo, nie przemyślając tego wcześniej-chociaż raz w zyciu, mógłbyś się ugryźć w język, durniu-warknąłem sam do siebie-najpierw myśl, a potem mów-dodałem.
*Ojciec Nathana*
-Nie odbierała, dlatego zadzwoniliśmy do jej rodziców. Byli bardzo zdenerwowani-moją wypowiedź przerwał dźwięk otwierających się drzwi. Zobaczyłem mojego syna, który wyglądał jak sto śmierci razem wziętych.
-Kochanie, synu mój!-krzyknęła małżonka, podbiegając do bruneta. Zaczęła go przytulać oraz całować w czoło-bałam się o ciebie. Tak strasznie się martwiłam -szepnęła, dotykając jego policzek.
-Nie musisz. Wszystko ze mną jest dobrze-odpowiedział, wycierając mojej ukochanej łzy z policzków.
*Nathan*
-Możemy wejść?-spytał niepewnie ojciec, a ja pokiwałem twierdząco głową. Wpuściłem ich do środka, po czym zamknąłem drzwi i udałem się w stronę łóżka. Pokazałem gestem ręki, aby kontynuował, a ja usiadłem na miękki materac-dzwoniliśmy do Elizy, bo martwiliśmy się o ciebie-zaczął-ale nie odbierała, więc postanowiliśmy skontaktować się z jej rodzicami.
-I co powiedzieli?-zapytałem, przerywając zaciekawiony.
-Nathan, tylko proszę nie denerwuj się-powiedziała mama ze smutkiem w oczach.
-Powiedzieli, że nie widzieli jej od kilku dni. Nie mają z nią kontaktu, telefonu nie odbiera. Nie wiadomo gdzie się znajduje i czy w ogóle żyje.

View more

58? <3 *.*

-Dlaczego tutaj jestem?-spytałam cicho, lecz zamiast odpowiedzi słownej, zauważyłam jak otwierają się drzwi szafy, podskoczyłam, a po chwili przede mną zobaczyłam Lucasa-odpowiedz-wtuliłam się w koc, aby poczuć się trochę pewniej-coś ty mi zrobił? Czemu? Co ja ci zrobiłam?-szepnęłam, patrząc w podłogę. Nie miałam odwagi spojrzeć na niego.
-Jesteś głodna?-z jego głosu mogłam wywnioskować, że uśmiechnął się, unikając mojego pytania.
-Nie zmieniaj tematu. Proszę cię, powiedz mi co ja tu robię? Dlaczego mnie tak strasznie głowa boli? Ile ja tu już jestem? Co ty chcesz w ogóle tym osiągnąć? Ty jesteś chory. Chory psychicznie-powiedziałam wybuchając, a łzy zaczęły wydobywać się z moich oczu- boję się ciebie-szepnęłam, drżącym głosem-co się z tobą stało. Nie poznaję ciebie. Gdzie jest dawny Lucas z piaskownicy? Który z szczerym, wesołym uśmiechem witał każdy, następny dzień?- rozpłakałam się-ty nie rozumiesz, że potrzebujesz pomocy? Nic takim zachowaniem nie zdziałasz.
W odpowiedzi poczułam jak mnie przytula.
-Zostaw mnie!-krzyknęłam, odpychając go z całej siły-ty na prawdę nie rozumiesz, że się ciebie boję? Każdy twój dotyk na moim ciele, przyodziewa mnie w dreszcze niepokoju.
-A ty nie rozumiesz, że ja ciebie kocham?-syknął. W jego oczach widziałam gniew. Co się z nim dzieje. Nie poznaję go. To jest całkiem inny człowiek. To nie jest on. Jego charakter to furia. Po trupach do celu.
-Lucas.
-Czego?-warknął, spoglądając na mnie morderczo.
-Załatwmy to jak dorośli, odpowiedzialni ludzie. Wyjaśnijmy sobie wszystko-zaczęłam spokojnie-znamy się od dzieciństwa, byleś moim najlepszym przyjacielem jak i pierwszym zauroczeniem-uśmiechnęłam się na te wszystkie wspomnienia-bardzo ciebie lubię, na prawdę, dużo znaczysz w moim życiu, odegrałeś wielką rolę w nim-mruknęłam, wychodząc niepewnie z szafy, udałam się w stronę stołu po czym oparłam się o niego. Nadal się boje, ale nie mogę tego pokazywać, chce wszystko wyjaśnić. Tu i teraz. Mam dziewiętnaście lat. Chcę się ustatkować, chociaż w pewnym sensie. Nie chcę żadnych niedomówień. Lucas jest na prawdę ważny w moim życiu, nie chce go stracić, przez niewyjaśnienie spraw. Wybaczę mu wszystko, tylko chce, aby był taki jak kiedyś-ale to było kiedyś. Teraz mam-zamyśliłam się-miałam-poprawiłam, wycierając wierzchem dłoni łzy-Nathana. Jesteś fajnym chłopakiem, kiedyś znajdziesz tą jedyną. Na wszystko jest czas.
-Ty jesteś nią-wtrącił się. Jego głos drżał.
-Lucas-jęknęłam, zasłaniając twarz dłońmi-ja ciebie nie kocham-powiedziałam stanowczo. Spojrzałam głęboko mu w oczy-nie chce ciebie ranić, ale też nie chcę robić ci głupiej, niepotrzebnej nadziei. Zrozum.
-A ten pocałunek? Ten po imprezie?-krzyknął nerwowo, chodząc po pokoju-nic dla ciebie nie znaczył?-warknął.
-Jezu, Lucas.
-Okej, rozumiem-przerwał gestem ręki-porozmawiamy jak zrozumiesz-spokojnym krokiem udał się do drzwi.
-Lucas, proszę porozmawiajmy.
-Rozmawiamy teraz i jakoś pozytywnych skutków tego nie widzę-powiedział, otwierając drzwi.

View more

57 <3 :*

†O ☼ ↕ Duduś ↕ ☼
O co tu chodzi!? Gdzie ja do cholery jestem? Jeszcze do tego ten list...i to wyznanie. Ten człowiek, który to napisał jest chory psychicznie. Chce jak najszybciej stąd wyjść, a najlepiej uciec. To jest jakieś nienormalne. O co tu chodzi? Muszę coś zrobić. Szybko podbiegam do drzwi i próbuję otworzyć. Szarpię, walę pięściami. Zamknięte.
-Kurwa-krzyknęłam, waląc nogą w nie-co ja mam teraz zrobić? Chyba zwariuję. Nie wiem gdzie jestem, a muszę do toalety, nie wspominając o jedzeniu. Ale to raczej nie jest jakiś poważny problem... Podchodzę do szafy po czym wyciągam z niej duży, brązowy koc w czerwoną kratę. Otulam się nim ze wszystkich stron i siadam na podłogę. Nogi przyciągam do piersi, a brodę kładę na kolana-ja chcę do domu, do rodziców-szepnęłam-do Nathana-dodałam ciszej. Teraz sobie zdałam sprawę, jak bardzo go kocham. Nie obchodzi mnie to, czy mnie zdradził, czy nie. Po prostu jestem uzależniona od niego. Tak bardzo tęsknię za nim. Za jego uśmiechem, spojrzeniem, za tym jak mnie dotykał, jak się ze mną kochał. Wszystko zrobię, aby znów go zobaczyć, aby cofnąć się w czasie do tych wspaniałych chwil. Wszystko.
Łzy lecą jak opętane. Nie da się ich zatrzymać. Nie wiem co zrobić. Nie ma tu okna, drzwi są zamknięte, nie ma toalety oraz żadnego jedzenia. Czuję się jakbym umierała. Czuję straszną pustkę, że nikogo już nigdy więcej nie zobaczę. Boję się. Chowam twarz między nogi i zaczynam cicho płakać. Jestem bezradna. Nie wiem co zrobić. Pozostaje mi jedynie czekać. Rodzice przecież zobaczą, że mnie nie ma. Na pewno zobaczyli, że po szkole nie przyszłam do domu. Która godzina? Nie wiem. Dzień? Nie wiem. Miesiąc? Tym bardziej nie wiem. Czuje się taka głupia. Powoli tutaj wariuję. Nieświadomość. To jest gorsze niż jakikolwiek lęk lub trauma.
Nagle słyszę trzask drzwiami, a potem głośny huk zamka na klucz. Od razu zbieram się na równe nogi, podbiegam do drzwi i nastawiam ucho. Kroki są coraz głośniejsze. Zgadzam szybko światło, cofam się tyłem o kilka kroków, odwracam się i biegnę do szafy po czym ją otwieram i wchodzę do środka. Strasznie się boje. Mimo panującej tu ciemności widzę jak moje ręce się trzęsą. Nie z zimna, tylko przerażenia. Moja potrzeba głodu wyparowała od tak, strach przeważył. Usłyszałam skrzyp otwierających się drzwi, po czym przez niedomknięty zakamarek dostrzegłam, że światło zostało zapalone.
-Eliza? Gdzie jesteś?-spytał dobrze znany mi głos. Co on tu robi? Czy to jego sprawka? Nie, to nie możliwe. Znam go od dzieciństwa. Sama nie wiem. Nie zamierzam wychodzić z tej szafy. Nie jest za duża, oraz nie jest za wygodna, ale nie chcę wychodzić, za bardzo się boję. Nie wiem do czego może być zdolny. No właśnie... Znam go od dzieciństwa, ale co się okazuje w ogóle go nie znam-drzwi były zamknięte, więc na pewno nie uciekłaś-zamyślił się podchodząc do szafy-twój telefon ja mam, więc do nikogo na pewno nie zadzwoniłaś-złapał za uchwyt szafy-ciekawe gdzie jesteś. Po co się ukrywasz? Nie ładnie tak.

View more

Next