Definicja mówi: Człowieczeństwo to zbiór cech uważanych za charakterystyczne dla gatunku ludzkiego.
Ale zawsze mam problem z takimi definicjami. Problem pojawia się, gdy uświadomię sobie, że subiektywna istota jaką jest człowiek chce określić obiektywnie samą siebie.
Tak i ja subiektywnie widzę pewne sprawy.
Zastanawia mnie to
Intryguje
Czy cokolwiek sprawia, że jesteśmy nieludzcy? Człowiek to, człowiek i jest ludzki.
Czyny człowieka nie zmieniają jego postaci. Złe uczynki i błędy, choroby psychiczne itd są wpisane w nasze człowieczeństwo.
W ten sposób nie można nas z niego obedrzeć. Bo przecież, gdy się tak mówi, że ktoś jest nie ludzki, to raczej mamy na myśli, że nie zachowuje się tak, jak większość uważa, że powinien. To co chcę powiedzieć, to, że człowieka nie można traktować gorzej lub lepiej niż człowieka ze względu na jego uczynki.
Oczywiście dla wielu z nas, co mnie smuci ważniejsze są pieniądze, "przetrwanie", którym wielu argumentuje, by psychopatów i morderców wybijać do cna, bo tylko podatki zżerają w więzieniu.
Stajemy się tacy jak oni. Nawet gorsi... Zimni, bezduszni, egoistyczni i chciwi.
Bo stawiamy się w roli sądu, czy Boga, bo uważamy, że to czy tamto nie jest naszą wspólną sprawą...
A ja to widzę tak, że cały świat jest odpowiedzialny za każdego psychopatę. My ich takich tworzymy, to z nas się oni rodzą. Czemu? Bo gówno nas wszyscy w koło obchodzą. Bo gdybyśmy walczyli o zmianę sposobu zarządzania, o zmianę sposobu myślenia, o zmianę patrzenia zamiast o śmierć wszystkim, którzy nam nie pasują, to świat byłby lepszy. Trudno mi opisać to co mam w głowie. Wiem, że to w jakiejś części nasza wspólna wina. Każde morderstwo i kradzież na świecie. Oczywiście nie taka wina jaka wpada do głowy: "cooo? ja mam odpowiadać za czyny jakiegoś psychopaty z drugiego końca świata?" No nie... Chodzi o to, że tacy jesteśmy, wszyscy, ja też. Widzimy sedno problemu, mamy wiedzę co się z człowiekiem dzieje w jakich warunkach itd i jedyne co robimy (jedni częściej inni rzadziej, bardziej lub mniej, ale jednak), to przejście obojętnie obok.
W dużym świecie to nie zauważalne, ale weźmy sobie jakąś wioskę. Wszyscy wiedzą, że w tym i tym domu jest źle. Ludzie chodzą do szkoły i mają internet w dzisiejszych czasach i wiedzą (albo mają możliwość, a nie chcą lub nie interesują się wcale) do czego to może potem prowadzić. Jednak cała wieś czeka, ignoruje, plotkuje, marudzi, ale czeka... Pewnego dnia ten gość o którym wszyscy wiedzieli, że jest maltretowany, że z roku na rok coraz bardziej ma dość zabija całą swoją rodzinę. I wiecie kto jest winny? No ten gość. No i jasne, że nie można dzielić winy w taki sposób bezpośredni. Ale ignorancja, brak pomocy.
A w świecie propagujemy takie zachowanie. I media, czy marsze mogą sobie walczyć. Wracamy do domu i jesteśmy pustymi naczyniami, ze słuchawkami na uszach, klapkami na oczach.
Jednak, gdy coś się wydarzy, to robimy z siebie wszechwiedzącą wyrocznię.
View more