Czy człowiek może być naprawdę wolny?
//Na wstępie zaznaczę, że w swoich pracach używać będę głównie rodzaju męskiego - jest to dla mnie bardziej naturalne. Przepraszam wszystkie dziołchy, proszę mnie nie bić. ;_;
Wolność! Ah, przecież to takie piękne słowo!...
To przecież jedno z niewielu wiernych memu sercu pojęć!
W końcu wolność to przecież... to... e... przecież...
Klops.
Nieco abstrahując - przypomnij sobie proszę sytuację, w której Ty opowiadałeś koledze o nowym tomie Death Note'a, on się dziwi, że przecież w poleceniu zadania 8. nie ma nic o duchach śmierci i żadnej misce, a Twoja polonistka zaczyna Cię chwalić za niezwykle udaną parafrazę jednego z wierszy L. Staffa...
W trzynastu słowach: Ty o pierogach, on o maślance, a ona o... jak zwykle, chuj wie.
(Wszystkie stereotypowe polonistki tak mają, spokojnie; nie jesteś sam.)
Tak, Panie i Panowie - w tym momencie dysputy (a raczej mojego średnio udanego monologu...) dochodzimy do smutnego momentu, w którym każdy z nas, mówiąc "wolność", ma na myśli zupełnie coś wyjątkowego i unikalnego. Tak jak to z pojęciami abstrakcyjnymi bywa - jeżeli Ty przyniesiesz z warzywniaka dwa kilo ziemnioków i pięć kilo wolności, a Twoja siostra w tym samym czasie pójdzie do innego warzywniaka i kupi trzy kilo jabłek i pięć kilo wolności, to wnioski są dwa:
1. Jesteście debilami, bo ziemnioki i jabłka kupuje się w Biedronce.
2. Pięć kilo wolności Twoje i Twojej siostry wcale nie będą tymi samymi pięcioma kil(ogram)ami wolności. Głównie dlatego, że w warzywniakach nie sprzedają wolności na kilogramy... No, w Biedronce jest wszystko, więc pewnie i wolność na kilogramy sprzedają, ale Ty jesteś przeca ze szlachty i do Biedry nie chadzasz, toteż dla Ciebie nie ma i się nie kłóć.
Według cudeńka zwanego SJP PWN, słowo wolność ma następujące znaczenia:
1. «niezależność jednego państwa od innych państw w sprawach wewnętrznych i stosunkach zewnętrznych»
2. «możliwość podejmowania decyzji zgodnie z własną wolą»
3. «życie poza więzieniem, zamknięciem»
4. «prawa obywateli wyznaczone przez dobro powszechne, interes narodowy i porządek prawny»
Ponadto wyróżniane są poszczególne "rodzaje" wolności, ale więcej możecie sami przeczytać tu:
http://sjp.pwn.pl/szukaj/Wolność.html (Wklejenie wszystkiego tutaj zajęłoby mi zbyt dużo miejsca.)
Dobrze. To skoro już znamy oficjalne stanowisko w sprawie, o co właściwie chodzi z tą całą wolnością, możemy dyskutować dalej. Pomijając fakt, iż PWN-owska definicja wolności jest w moim przekonaniu nieco przytępawa, odrzućmy z góry punkty 1, 3 i 4 - rozszerzmy natomiast punkt 2.
"Możliwość podejmowania decyzji zgodnie z własną wolą". Ciekawe.
Jeżeli w środku lekcji moja wola powie mi, że nie chce mi się siedzieć na tej durnej biologii, mogę sobie po prostu wstać i wyjść? Technicznie rzecz biorąc - mogę, czemu by nie. Jednak czy będzie to w prawdzie zachowanie respektujące naszą wolność czy też wyłącznie pogwałcenie obowiązku szkolnego, narzuconego nam przez konstytucję?
(Kontynuacja w następnym poście - brak miejsca.)
Wolność! Ah, przecież to takie piękne słowo!...
To przecież jedno z niewielu wiernych memu sercu pojęć!
W końcu wolność to przecież... to... e... przecież...
Klops.
Nieco abstrahując - przypomnij sobie proszę sytuację, w której Ty opowiadałeś koledze o nowym tomie Death Note'a, on się dziwi, że przecież w poleceniu zadania 8. nie ma nic o duchach śmierci i żadnej misce, a Twoja polonistka zaczyna Cię chwalić za niezwykle udaną parafrazę jednego z wierszy L. Staffa...
W trzynastu słowach: Ty o pierogach, on o maślance, a ona o... jak zwykle, chuj wie.
(Wszystkie stereotypowe polonistki tak mają, spokojnie; nie jesteś sam.)
Tak, Panie i Panowie - w tym momencie dysputy (a raczej mojego średnio udanego monologu...) dochodzimy do smutnego momentu, w którym każdy z nas, mówiąc "wolność", ma na myśli zupełnie coś wyjątkowego i unikalnego. Tak jak to z pojęciami abstrakcyjnymi bywa - jeżeli Ty przyniesiesz z warzywniaka dwa kilo ziemnioków i pięć kilo wolności, a Twoja siostra w tym samym czasie pójdzie do innego warzywniaka i kupi trzy kilo jabłek i pięć kilo wolności, to wnioski są dwa:
1. Jesteście debilami, bo ziemnioki i jabłka kupuje się w Biedronce.
2. Pięć kilo wolności Twoje i Twojej siostry wcale nie będą tymi samymi pięcioma kil(ogram)ami wolności. Głównie dlatego, że w warzywniakach nie sprzedają wolności na kilogramy... No, w Biedronce jest wszystko, więc pewnie i wolność na kilogramy sprzedają, ale Ty jesteś przeca ze szlachty i do Biedry nie chadzasz, toteż dla Ciebie nie ma i się nie kłóć.
Według cudeńka zwanego SJP PWN, słowo wolność ma następujące znaczenia:
1. «niezależność jednego państwa od innych państw w sprawach wewnętrznych i stosunkach zewnętrznych»
2. «możliwość podejmowania decyzji zgodnie z własną wolą»
3. «życie poza więzieniem, zamknięciem»
4. «prawa obywateli wyznaczone przez dobro powszechne, interes narodowy i porządek prawny»
Ponadto wyróżniane są poszczególne "rodzaje" wolności, ale więcej możecie sami przeczytać tu:
http://sjp.pwn.pl/szukaj/Wolność.html (Wklejenie wszystkiego tutaj zajęłoby mi zbyt dużo miejsca.)
Dobrze. To skoro już znamy oficjalne stanowisko w sprawie, o co właściwie chodzi z tą całą wolnością, możemy dyskutować dalej. Pomijając fakt, iż PWN-owska definicja wolności jest w moim przekonaniu nieco przytępawa, odrzućmy z góry punkty 1, 3 i 4 - rozszerzmy natomiast punkt 2.
"Możliwość podejmowania decyzji zgodnie z własną wolą". Ciekawe.
Jeżeli w środku lekcji moja wola powie mi, że nie chce mi się siedzieć na tej durnej biologii, mogę sobie po prostu wstać i wyjść? Technicznie rzecz biorąc - mogę, czemu by nie. Jednak czy będzie to w prawdzie zachowanie respektujące naszą wolność czy też wyłącznie pogwałcenie obowiązku szkolnego, narzuconego nam przez konstytucję?
(Kontynuacja w następnym poście - brak miejsca.)
Liked by:
呪い Muflon 火
nevermind my name
kinga
vendetta
Gęś Fredowej
.hhhh