Jak dalej potoczyła się znajomość z Andrzejem?

Spotykaliśmy się przez kilka miesięcy i czułam się dla niego naprawdę ważna. Czy rzeczywiście byłam? Przestałam zawracać sobie głowę problemami z przeszłości, liczyło się dla mnie tylko tu i teraz. Uważałam go za dojrzałego mężczyznę, który poprowadzi mnie za rękę przez resztę życia. Jak małe dziecko, którym przecież dawno nie byłam. Próbowałam się wykazać, zapisałam się do koła naukowego, napisałam rozdział do dwóch monografii przy współpracy z innymi studentami wyższych lat. Chciałam, żeby był ze mnie dumny. Dziś wiem, że jedynym pozytywem tej znajomości był mój rozwój osobisty, inwestowanie w moją przyszłość. Oczywiście wszystkiego dokonałam ciężką pracą, Andrzej był jedynie motorem, który napędzał mnie do działania, a za wszelkie sukcesy nagradzał. Dziwiło mnie jednak to, że nie wychodziliśmy razem do kina, do restauracji, spotykaliśmy się tylko w jego kawalerce. Jeden jedyny raz zaprosił mnie na kawę, gdy jeszcze się nie znaliśmy. Próbowałam sobie to tłumaczyć na wiele sposobów. Pewnie nie chce, żeby studenci lub jego koledzy z uczelni zobaczyli nas razem i zaczęli plotkować na jego temat. Andrzej cieszył się dobrą reputacją na wydziale. Nie sądziłam, że prawda jest tak porażająca. Pewnego dnia miałam zanieść do jego gabinetu artykuł, nad którym zarwałam dwie noce. Zapukałam do drzwi i nie czekając na odpowiedź, nacisnęłam na klamkę. Ta ustąpiła, a moim oczom ukazał się… Andrzej z suniętymi do kolan spodniami i jakaś studentka bez dolnej części garderoby. Nie wiem, co wtedy czułam. Wstyd? Zażenowanie? Wściekłość? Może rozpacz. Cisnęłam teczką na podłogę, trzasnęłam drzwiami i wybiegłam z budynku wydziału, wywracając się na schodach tak niefortunnie, że na kolanie zrobiła się dziura w moich nowych dżinsach za dwie stówy, które natychmiast zabarwiły się purpurą krwi. Dokuśtykałam do wyjścia, a potem do akademika, wstąpiwszy wcześniej do osiedlowego sklepiku po butelkę taniej wódki. Nawet nie płakałam, chciałam po prostu zapomnieć. Później dowiedziałam się, że nie jestem jedyną głupią. Andrzej ma dziecko z jedną ze studentek i żonę, która potomstwa mieć nie może. To tłumaczy, dlaczego notorycznie zdradza ją z młodszymi. Cóż, sama się prosiłam, piwa nawarzyłam, więc i sama musiałam je później wypić. Najgorsze jest jednak to, że wciąż mijamy się gdzieś na korytarzu, wspomnienia wracają, rany zaczynają na nowo boleć.

The answer hasn’t got any rewards yet.