Niestety. To była omyłka. Nieporozumienie. Ułamki sekund. Do dziś w uszach trzeszczą mi piekielne dźwięki pękania skorupy tej boskiej istoty. Żałuję wielce. Nienawidzę się. Jestem dzisiaj czterdziesty czwarty dzień na wędrówce hańby i zadośćuczynienia na mistycznej pustyni. Nie wiem ile to jeszcze potrwa. Nie wiem czy dam radę. Chyba kończy mi się woda, a najbliższy obiekt inny niż kupa piasku jest oddalony ode mnie o tysiąc mil. Myślę, że to ostatnia notka tutaj. Nie mam już sił... Żegnajcie.
Bo mi wszedł pod nogi. Ja sobie idę, aż tu nagle rozpędzony ślimak we mnie wpada. Ze względu, że jestem wytrzymalszy od ślimaka to niestety albo zginął albo dostał uszczerbku na zdrowiu lub w najlepszym wypadku ma pękniety domek.