Wiele mówiono/mówi się o tym, że honorowa walka daje chwałę. Według Ciebie to prawda? Czy kiedyś podczas bitwy ktoś myślał, czy zabija honorowo czy nie? Czy teraz tak się dzieje? Czy w ogóle zabijanie może dawać chwałę? A może to tylko mit wymyślany, by ludzie szli ginąć za cudze ideologie?
Zabijanie w chwale miało miejsce za czasów rycerzy, którzy mieli swój kodeks, trzymali się go za wszelką cenę, przysięgali na Boga służyć ojczyźnie. Oczywiście, nie wszyscy byli honorowi, w naturze człowieka leżała od zawsze dwulicowość, przysięganie i robienie czegoś wprost odwrotnego. Tak, myślano o honorze, wzywano do tego, aby np. nie zabijać człowieka odwróconego do nas plecami, dać mu możliwość obronienia się. Dawało chwałę i to wielką. Polacy nie raz i nie dwa opiewani byli, gdy wygrywali z Zakonem Krzyżackim, Turkami. Kto strącił głowę wroga niejednokrotnie był wspominany w pieśniach.
W tych czasach nie ma czegoś takiego jak honorowa walka, honorowa bitwa. Mało ludzi w ogóle ma pojęcie o tym, co tak naprawdę nazywa się "honorem", "chwałą". A przecież te "przykuce" spod sklepu wyznają wielką, mosiężną zasadę "BÓG, HONOR, OJCZYZNA". Co o tym wszystkim wiedzą? Tyle co nic.
"honor [łac. < gr.], cześć, godność osobista, zaszczyt, szacunek, dobra sława, którą cieszy się jednostka w społeczeństwie."
Tak powiada Encyklopedia PWN. A co taki "przykuc" zrobi? "Dobra, chłopaki. Za rogiem mieszka taki pedał/dziwka/menel, zlejemy go i będzie fajnie" (wersja mocno ocenzurowana, jak każdy wie). To jest ten honor? Pobiją osobę pewnie słabszą i za to dostaną "szacuneczek na osiedlu"? Co z tego, że inne "przykuce" będą ich szanować, skoro dla reszty społeczeństwa będą zwykłymi wyrzutkami.
Inne przykłady? Szkoda wymieniać, skoro często taka rywalizacja nie jest uczciwa. Jakieś intrygi, byle tylko wygrać. O chłopaka/dziewczynę, o przewodnictwo, bycie liderem, o ważne stanowiska... Tak bardzo zafiksowaliśmy się na punkcie bycia najlepszym, że nie przyjmujemy do świadomości innego wyjścia.
Nie, walka honorowa to nie mit. To coś, co z biegiem czasu zaniknęło i nie wiadomo czy powróci.
W tych czasach nie ma czegoś takiego jak honorowa walka, honorowa bitwa. Mało ludzi w ogóle ma pojęcie o tym, co tak naprawdę nazywa się "honorem", "chwałą". A przecież te "przykuce" spod sklepu wyznają wielką, mosiężną zasadę "BÓG, HONOR, OJCZYZNA". Co o tym wszystkim wiedzą? Tyle co nic.
"honor [łac. < gr.], cześć, godność osobista, zaszczyt, szacunek, dobra sława, którą cieszy się jednostka w społeczeństwie."
Tak powiada Encyklopedia PWN. A co taki "przykuc" zrobi? "Dobra, chłopaki. Za rogiem mieszka taki pedał/dziwka/menel, zlejemy go i będzie fajnie" (wersja mocno ocenzurowana, jak każdy wie). To jest ten honor? Pobiją osobę pewnie słabszą i za to dostaną "szacuneczek na osiedlu"? Co z tego, że inne "przykuce" będą ich szanować, skoro dla reszty społeczeństwa będą zwykłymi wyrzutkami.
Inne przykłady? Szkoda wymieniać, skoro często taka rywalizacja nie jest uczciwa. Jakieś intrygi, byle tylko wygrać. O chłopaka/dziewczynę, o przewodnictwo, bycie liderem, o ważne stanowiska... Tak bardzo zafiksowaliśmy się na punkcie bycia najlepszym, że nie przyjmujemy do świadomości innego wyjścia.
Nie, walka honorowa to nie mit. To coś, co z biegiem czasu zaniknęło i nie wiadomo czy powróci.