Obiad - niegdyś jako obrzęd, skupiający całą rodzinę przy jednym stole, pozwalający na najważniejsze rozmowy. Dziś jedzony byle szybko - byle jak. Jak u Ciebie jada się obiad? Czemu ten piękny zwyczaj zanikł w domach, a jest jedynie celebrowany na uroczystościach typu wesela, chrzciny? Smacznego!
Jem obiad przy lekcjach. Wracam ze szkoły i od razu do jedzenia, bo zwykle jestem wygłodzona i zmęczona. Ani babcia, ani mama ze mną nie jedzą. Pierwsza jedynie mi "towarzyszy", druga jest wtedy w pracy. Co innego w niedzielę, to chyba jedyny dzień, kiedy wszystkie razem siadamy do stołu. Jakoś nie poruszają mnie takie chwile, bo zazwyczaj w niedzielę na myśl o jutrzejszych lekcjach bierze mnie nerwica i nie mam ochoty do rozmów przy posiłku, bo raczej jestem zajęta jedzeniem. Dlaczego zanikł, dlaczego jest szybki, byle jaki? Bo nasze życie takie jest. Nie skupiamy się na tym co jemy, byle się napchać i funkcjonować dalej, bo przecież tyle pracy przed nami. Dla mnie to przykre, bo człowiek jest wtedy w stanie zjeść cokolwiek, nawet największy śmieć. Celebrowany na tego typu świętach jest z dosyć prostego moim zdaniem powodu. Wtedy dopiero ludzie mają okazję usiąść, porozmawiać z całą rodziną, pośmiać się, powspominać. Dobry zwyczaj polski z dawnych lat. Wódka, kiełbasa i chrzan. Taka polska mentalność, choć nie powiem - jeśli patrzeć na nasze nawyki z tej strony, to jest to coś miłego. No i... smacznego! :)
Lubię tunele, dużo dziurek w uchu. Myślę, że zacznę czynić jakieś kroki w tym kierunku. Może nawet przekłuję brew, bo to również dobre miejsce na piercing.
Uważasz religie(także systemy moralne) za coś, o czym należy dyskutować publicznie czy wiara to raczej prywatna sprawa każdego człowieka i nikt inny nie powinien mieć na nią wpływu?
Jeśli ma być to dyskusja z prawdziwymi argumentami, mądra i przede wszystkim kulturalna, to jestem na tak. Niestety, widzę nawet po twitterze, że od najmłodszego wpajana jest walka o to, aby wbić komuś swoje racje do głowy, choćby te dotyczące idoli. Nie, nie ma rozmowy, gdzie dwa stanowiska spokojnie wymieniają się swoimi zdaniami. Jest jedynie chamstwo, ironia i sarkazm. Pytam się więc - jak ktoś, kto mając 15 lat ma rozmawiać w życiu dorosłym na temat swoich zasad moralnych, gdy jego argument ogranicza się do tego "Jesteś zawistną idiotką, która zazdrości im/jej/jemu sławy". Oczywiście, w pewnym sensie jest to prywatna sprawa, dlatego jedyne co można zrobić, to dyskutować. Nic poza tym. Namawianie kogoś ciągle i bez przerwy jest sporą, sporą przesadą.
Co myślisz o makijażu?
Jeśli jest jedynie podkreśleniem np. ładnych oczu lub ust albo zlikwidowaniem pewnych niedoskonałości, to jestem na tak. Jeżeli jednak jest to dosłownie gładzią szpachlową... Coś jest jednak nie tak w takim razie.
Bycie modnym zazwyczaj ma poprawiać poczucie własnej wartości oraz przyciągać płeć przeciwną. Ale czyż nie jest w prawdzie tak, iż kobiety stroją się dla kobiet, by te inne zerkały z zazdrością, a faceci przechwalają się swymi gadżetami przed kumplami? Gonisz za modą?
Jest też tak, że zazdrość pewnych osób wzbudza w nas większe poczucie wartości, prawda? Takie małe robienie komuś, hm, na złość? Bo ja mam Air Max / torbę z Pumy / Zniszcz Ten Dziennik / cokolwiek co jest teraz modne, a ona nie? Pewnie tak, dlatego dużo dziewczyn, szczególnie w gimnazjum, ściga za nowinkami i kupuje coraz to nowe gadżety, towary, ciuchy, byle być jedną z tych fajniejszych. To trochę przykre, że trzeba jakiejś rzeczy materialnej, żeby "być fajnym". Obserwuję modę i czasami, jeśli coś przypadnie mi do gustu, to sobie kupię. Nie kieruję się jedynie mainstreamem, często szukam czegoś innego. Czasem buszuję w Second Handach i znajduję rzeczy, które pewnie są zupełnie nie w modzie i wszelkie dziewczynki, które lepiej wiedzą co się dzieje "na salonach" dziwnie na mnie patrzą, a jednak lubię je nosić. Raz usłyszałam, że próbuję być hipsterem, bo nie słucham tego, co leci na esce. Wybaczcie, ja po prostu nie lubię sportowych butów, nie lubię Rihanny, a mój "dziennik" siedzi w szufladzie i nic z nim nie robię.
Nabranie swego rodzaju pewności siebie, postawienie się tu i teraz, bez zbędnej mobilizacji. Nawet jak wiem, że ktoś tuż za moimi plecami mówi coś o mnie, jedyne co umiem zrobić, to odwrócić się i popatrzeć na niego z nienawiścią. To już i tak jest jakiś progres, bo pamiętam jak bałam się zrobić chociażby to. Mimo to chcę tej siły, żeby coś odpowiedzieć. Warknąć jakieś "nie jestem głucha", cokolwiek, czego teraz nie umiem z siebie wydusić.
Nie rozumiem "bólów dupy" do nich, naprawdę. Uważam, że to osobista sprawa człowieka czym się żywi. To tak jakbym ja robiła wyrzuty komuś, bo je warzywa, a ja za nimi nie przepadam. Trochę chore, prawda? Odczuwam do nich też swego rodzaju respekt, ja nie potrafiłabym zrezygnować z jedzenia mięsa. Lubię drób, mięso indycze... Nie umiałabym z tego zrezygnować, choć nie wykluczam, że gdy skończę 21 lat i przestanę się rozwijać, to spróbuję obyć się bez niego.
W dzieciństwie miałam kontakt z niepełnosprawną dziewczyną, która była siostrą mojej przyjaciółki. Jako małe dziecko ciężko było mi znieść jej wybuchy agresji, ciągnięcie za włosy, duszenie. Do tej pory ostrożnie omijam niepełnosprawnych. A Ty - jakie masz podejście do obcowania z nimi?
Widzisz, droga Tulpo, ja chodziłam do szkoły integracyjnej. Dla niewtajemniczonych - jest to rodzaj szkoły specjalnej, gdzie dzieci "zdrowe", "pełnosprawne" uczą się, żyją i wyuczają swego rodzaju tolerancji dla dzieci "niepełnosprawnych". Miało to przede wszystkim na celu pokazanie, że obcowanie z dziećmi chorymi nie jest niczym strasznym. Rozumiem, że dla Ciebie doświadczenia z siostrą przyjaciółki były bardzo nieprzyjemne i chowasz urazę. Ja mam różne. I te dobre, i te złe. Do dobrych należą kontakty z dziewczyną o imieniu Agnieszka. Agnieszka miała zanik mięśni, jeździła na wózku i cały czas leżała pochylona do przodu. Była niesamowicie mądrą i uczuciową osobą. Pięknie rysowała i umiała pisać wiersze. Gdy chodziłam do świetlicy szkolnej czasami z nią rozmawiałam, miałam 8 lat i prawdę mówiąc - gówniane pojęcie o życiu, a ona - całkiem spore, chociaż była niewiele starsza. Lubiłam świętej pamięci Agnieszkę. Bo umarła. Była pewna mała dziewczynka, Małgosia. Lekkie upośledzenie, nic wielkiego. Mimo to często, gdy czegoś chciała, a ktoś jej na to nie pozwalał, po prostu stawała na środku korytarza, brała wielki wdech i zaczynała piszczeć. Stąd pewnie wzięła się jej ksywka - Piszczała. Był też chłopak, również z lekkim upośledzeniem, któremu chłopaki pokazywali porno i przez to biegał za dziewczynami i wszystkie od niego uciekały. Jakie jest moje podejście? Zwykli ludzie z defektami. Nie odczuwam jakiejś różnicy. Oczywiście, dopóki obcowanie z nimi nie opiera się na tym, o czym mówiłaś - ciągnięcia za włosy czy wybuchy agresji.
Wiele mówiono/mówi się o tym, że honorowa walka daje chwałę. Według Ciebie to prawda? Czy kiedyś podczas bitwy ktoś myślał, czy zabija honorowo czy nie? Czy teraz tak się dzieje? Czy w ogóle zabijanie może dawać chwałę? A może to tylko mit wymyślany, by ludzie szli ginąć za cudze ideologie?
Zabijanie w chwale miało miejsce za czasów rycerzy, którzy mieli swój kodeks, trzymali się go za wszelką cenę, przysięgali na Boga służyć ojczyźnie. Oczywiście, nie wszyscy byli honorowi, w naturze człowieka leżała od zawsze dwulicowość, przysięganie i robienie czegoś wprost odwrotnego. Tak, myślano o honorze, wzywano do tego, aby np. nie zabijać człowieka odwróconego do nas plecami, dać mu możliwość obronienia się. Dawało chwałę i to wielką. Polacy nie raz i nie dwa opiewani byli, gdy wygrywali z Zakonem Krzyżackim, Turkami. Kto strącił głowę wroga niejednokrotnie był wspominany w pieśniach. W tych czasach nie ma czegoś takiego jak honorowa walka, honorowa bitwa. Mało ludzi w ogóle ma pojęcie o tym, co tak naprawdę nazywa się "honorem", "chwałą". A przecież te "przykuce" spod sklepu wyznają wielką, mosiężną zasadę "BÓG, HONOR, OJCZYZNA". Co o tym wszystkim wiedzą? Tyle co nic."honor [łac. < gr.], cześć, godność osobista, zaszczyt, szacunek, dobra sława, którą cieszy się jednostka w społeczeństwie."Tak powiada Encyklopedia PWN. A co taki "przykuc" zrobi? "Dobra, chłopaki. Za rogiem mieszka taki pedał/dziwka/menel, zlejemy go i będzie fajnie" (wersja mocno ocenzurowana, jak każdy wie). To jest ten honor? Pobiją osobę pewnie słabszą i za to dostaną "szacuneczek na osiedlu"? Co z tego, że inne "przykuce" będą ich szanować, skoro dla reszty społeczeństwa będą zwykłymi wyrzutkami. Inne przykłady? Szkoda wymieniać, skoro często taka rywalizacja nie jest uczciwa. Jakieś intrygi, byle tylko wygrać. O chłopaka/dziewczynę, o przewodnictwo, bycie liderem, o ważne stanowiska... Tak bardzo zafiksowaliśmy się na punkcie bycia najlepszym, że nie przyjmujemy do świadomości innego wyjścia. Nie, walka honorowa to nie mit. To coś, co z biegiem czasu zaniknęło i nie wiadomo czy powróci.
Życie jest najważniejszym darem. Przecież gdybyśmy nie istnieli, nie otrzymalibyśmy nic. Poprzez właśnie bycie, istnienie dostajemy następne, które sprawiają, że nasza egzystencja będzie piękna. Odwzajemniona miłość, poznawanie ludzi, z którymi łączyć nas mogą cudowne chwile, sukcesy różnej maści. To te momenty w życiu, które właśnie po nim mogę uznać za dary od losu.
W jakich sytuacjach najczęściej czuć od Ciebie chłód?
Gdy kogoś nie znoszę. Nie silę się wtedy na uprzejmości, a ludzie czują moją niechęć i zimno bijące ode mnie. Dlatego dużo osób przestało się starać zabiegać o jakiekolwiek znajomości ze mną. A ja... cóż, zmuszać ich do powrotu i dalszego denerwowania mnie nie mam zamiaru. Gdy jestem smutna, zmęczona albo zła. Ponoć niektórzy odnoszą wtedy wrażenie, że jestem agresywna, ale skąd takie wnioski? Jedynie nie mam siły, żeby spokojnie odpowiadać, gdy po raz dziesiąty ktoś pyta mnie o to samo, bo coś jest dla niego niezrozumiałe.
Co wolisz: bogactwo i sławę czy biedę i szczęście?
Biedę i szczęście. Zerknęłam na strumień i aż mnie dreszcz przeszedł, gdy widziałam jak "gimbusy" wybierały to pierwsze. Celem wielu ludzi powinno być przede wszystkim właśnie szczęście. Pieniądze nie dają szczęścia, sława przydaje problemów, kłopotów. Ludzie patrzą na nas przez pryzmat tego, co mogą osiągnąć poprzez znajomość z nami. Nic dobrego. Zdecydowanie wolę ledwo wiązań koniec z końcem, ale mieć przy sobie ukochaną, prawdziwych przyjaciół niż zastanawiać się czy moja najlepsza przyjaciółka nie chce ciągnąć ode mnie pieniędzy.
Do każdej litery alfabetu dopisz, proszę, słowo zaczynające się na tę literę, oznaczające coś, co jest dla Ciebie fajne/ciekawe/miłe/przyjemne/warte uwagi/ładne.
Doszłam do wniosku, że to bardzo trudne zadanie... Ale chyba nie jest najgorzej.Architects, ambicja Bas Całusy Deszcz Estetyka Finlandia Góry Herbata Inteligencja Joanna Koty, kwiaty, kruki Literatura, las Miłość, muzyka, Marinka Natura, najbliżsi Odwaga Poezja Ravenclaw Skandynawia Tajemniczość Wilki Umysł, ufność Zima
Prawdopodobnie w najbliższym czasie udam się na sesję zdjęciową, mogę prosić Cię o inspirację? Brakuje mi pomysłu.
Jakaś księżniczka, wróżki, elfy, coś bajkowego.
Jeśli stałabym za Tobą i trzymała Ci nóż na gardle, to ile najwięcej (nie mówię tylko o pieniądzach i rzeczach) otrzymałabym od Ciebie za ocalenie życia? Czy jest coś, czego nie byłbyś w stanie oddać, nawet pod groźbą śmierci?
Nie wiele mam i nie wiele byłabym ci w stanie podarować. Nie byłabym w stanie zapłacić czymś życiem za swoje.
Nie mogę być liderem, bo jestem zbyt mało pewna siebie w wielu kręgach. Albo to dlatego, że zwykle jak próbuję, jestem natychmiast tłamszona. Nie jestem naśladowcą, pozostaję indywidualistą. Idę swoją drogą, nie baczę na innych.