46? prosze ! :*

Pieńkowska.toja
Część 46.
* * *
-Gdy wyszedł z mieszkania, usiadłam głęboko w fotelu próbując uspokoić nerwy. Byłam pewna jak to może się skończyć, ale próbowałam myśleć inaczej, w końcu to jest Maks. - Mówiłam w myślach. Przykryłam się kocem próbując jakoś zasnąć. W końcu miał wrócić, zanim wstanę, więc zobaczymy. - Westchnęłam ciężko otulając się ciepło kocem.
* * *
Oczami Maksa.
- Dojechałem na miejsce w pół godziny. Na wjeździe stało już dwóch mężczyzn, pewnie mają mnie zaprowadzić do niego.-Pomyślałem zgaszając silnik. Wysiadłem z samochodu, gdzie od razu poczułem silne dłonie na swoim ramieniu.
Proszę z nami. - Odparł mężczyzna w czarnym płaszczu, z włosami uczesanymi na bok. Przytaknąłem tylko i udałem się za mężczyzną, drugi zaś szedł tuż za mną. Szedł tak blisko, że w pewnym momencie czułem jego oddech na swoim karku.
Maks, Maks, Maks. Miło widzieć kogoś z rodziny Bruksa.- Usłyszałem głos mężczyzny, lecz nie widziałem go nigdzie.
Pokaż się. - Odparłem lekko nerwowym głosem.
Oto jestem. - Odparł wyłaniając się z ciemności.
Gdzie Mike? Masz mnie, więc uwolnij go.
- Odparłem chcąc podejść do niego bliżej, lecz dwoje ochroniarzy zagrodziło mi drogę.
Jesteś tak samo głupi, jak Twoi martwi rodzice.
- Odparł po czym zacząć śmiać się pod nosem. W tym momencie nie wytrzymałem, chciałem się do niego zbliżyć, lecz jeden z ochroniarzy uderzył mnie prosto w klatkę piersiową. Syknąłem z bólu masując miejsce uderzenia.
Uspokój się, bo chyba nie chcesz, aby moi chłopcy się Tobą zajęli?
- Zapytał wskazując na mężczyzn.
Dobra, czego chcesz?
- Odparłem patrząc na niego uważnie. Przez chwilę nic nie odpowiadał, zasiadł tylko w fotelu wyciągając nogi na biurku i odpalił cygaro.
Wiesz co? masz bardzo ładną dziewczynę.
- Odparł nagle wypuszczając dym.
Nie waż się jej tknąć! - Wykrzyczałem te słowa denerwując się jeszcze bardziej. Chwilę później ponownie poczułem silne uderzenie w klatkę piersiową, lecz tym razem upadłem na podłogę kuląc się z bólu.
Maks, Maks. Spokojnie, nie musisz się tak denerwować, nie mam zamiaru jej nic robić. - Odparł i od razu mi ulżyło. Wstałem z podłogi trzymając rękę na klatce piersiowej, co jakiś czas masując bolące miejsce.
W takim razie mów czego chcesz.
- Odparłem nerwowo patrząc mu wrogo w oczy.
Chcę tylko jednej rzeczy.
- Przerwał i ponownie wypuścił dym z cygara lejąc sobie whisky. Po chwili spojrzał na mnie i odparł.
Twojej śmierci, Maks. Przyrzekłem sobie, że pozbędę się waszej rodziny, więc muszę dotrzymać tego słowa.
- Odparł z uśmiechem popijając zawartość szklanki.
- Nie wytrzymywałem tego jego uśmiechu, musiałem uciec. Nagle poczułem silne uderzenie w głowę i upadłem na podłogę.
* * *
46 prosze