Kolejna część? Mogę czytać twojego aska bez końca <33333

:*
Część 51.
* * *
-Siedziałam z Mike'm na szpitalnym korytarzu już z dobrą godzinę. Ja w przeciwieństwie do Mike'go nie potrafiłam usiedzieć. Chodziłam nerwowo w tę i z powrotem i obgryzałam to paznokcie, to skubałam swoje włosy. Nie potrafiłam się uspokoić, cholernie bałam się o Maksa.
Mia, powinnaś odpocząć. Może odwiozę Cię do domu, co? - Zapytał Mike patrząc na mnie zatroskany.
Nie, nie mogę go zostawić. - Odparłam siadając na ławce. Podparłam łokcie na kolanach i spojrzałam na Mike'go, który spoglądał na mnie smutno.
Jak chcesz. - Odparł zmęczony siadając przy mnie.
- Na korytarzu nie było nikogo, prócz nas. Z sali do której został zabrany Maks nie wyszedł żaden lekarz w ciągu tych godzin. Coraz bardziej zaczynałam się martwić tym. W końcu ktoś musi wyjść i cokolwiek nam powiedzieć. - Mówiłam zdenerwowana w duchu. Co jakiś czas patrzyłam na Mike'go. On także wyglądał na zmęczonego. Miał popuchnięte oczy i co chwilę ziewał. Widziałam, że próbował to zmęczenie ukryć przede mną, ale niestety nie dało się.
- Spędziliśmy na szpitalnym korytarzu jeszcze 2 godziny, aż w końcu jeden z lekarzy wyszedł z sali. Pośpiesznie podeszłam razem z Mike'm do niego. Chciałam coś powiedzieć, lecz Mike mnie wyprzedził.
Doktorze, co z naszym przyjacielem? - Odparł Mike wpatrując się w doktora jak w obrazek.
Przepraszam, ale informacje mogę przekazywać tylko rodzinie. - Odparł i ruszył w kierunku gabinetu, lecz w ostatniej chwili chwyciłam go za nadgarstek. Doktor spojrzał na mnie zdziwiony próbując uwolnić rękę, ale zaprzestał słysząc moje słowa.
Proszę, jesteśmy dla niego jedyną rodziną. Jego rodzice nie żyją, zostaliśmy mu tylko my. - Odparłam ze spuszczoną głową uwalniając jego rękę.
Ach, no dobrze, chodźcie. - Odparł wchodząc do swojego gabinetu, weszliśmy oboje i zasiedliśmy na krzesłach znajdujących się przy biurku. Doktor jeszcze zajrzał w jakieś dokumenty po czym odparł.
Wasz przyjaciel jest na prawdę w kiepskim stanie. Kula trafiła w płuco.
Jednak na skutek otwarcia klatki piersiowej doszło do rozwoju odmy i zapadnięcia płuc. - Lekarz westchnął i oparł się o oparcie fotela dokańczając.
Jednak udało nam się zamknąć rany szczelnym opatrunkiem, aby uniemożliwić ruch powietrza przez nie.
- Odparł i podwinął swoje rękawy.
A gdzie on teraz jest? - Zapytałam z troską bawiąc się nerwowo palcami.
W tej chwili wasz przyjaciel przewożony jest na salę pooperacyjną, ale jeśli chcecie go odwiedzić to niestety, ale jest to niemożliwe. - Odparł doktor z przykrą miną.
A kiedy będziemy mogli do niego zajrzeć? - Zapytał Mike wstając z krzesła i opierając się o mnie.
Nie później niż około 12. - Odparł po czym podziękowaliśmy i wyszliśmy z gabinetu .
Spojrzałam na Mike'go, on na mnie i wyszliśmy przed szpital.
- Mike wyjął z kieszeni paczkę papierosów i odpalił jednego. Ja na ogół nie paliłam, ale w tej chwili miałam ochotę.
- Wzięłam od Mike'go papierosa, którego mi odpalił i zaciągnęłam się.
* * *

The answer hasn’t got any rewards yet.