Ask @igzino:

Jakie jest Twoje drugie imię?

Nie mam drugiego imienia.
Mogę jedynie podać jego imię.
Och czekaj, jest w opisie.
Incognito, w skrócie Inco.
Spoko koleś, w 99% przypadków tylko dla mnie.
W końcu pewnie gdyby nie on to już dawno by mnie nie było.
Ale nie radzę próbować się z nim zaprzyjaźniać.
Jeszcze znowu się na kogoś rzuci z nożem.
Potrafi mu odbić.
Łatwo go sprowokować ale równie łatwo uspokoić.
Choć nie sądzę, by ktokolwiek zdawał sobie z tego sprawę.
Zdaje się, że poza mną lubił tylko jedną osobę.
Lubił ją również krzywdzić, taki już jest.
Ale nie zrobił jej nic póki nie powiedziała "nienawidzę Cię".
To brzmiało jak "skazuję się na koszmar".
Ciężko było nie dać mu wolności do czynienia czego chce.
Ale przyznam, że często wygrywał.
On jest po prostu wrażliwy.
Zaufał jej i został zdradzony.
Przeżył to gorzej niż ja.
Dopiero od kilku miesięcy jest spokojny.
Dopiero po odcięciu się od niej.
Była jak alergia, ilekroć w pobliżu tak drażniła.
Całkiem ciekawie jest mieć własnego cerbera.
Nikogo nie wykorzystuję w życiu jak jego.
Chyba jest masochistą.
Albo po prostu się o mnie troszczy.
No ale historia o tym jak z wrogów staliśmy się najlepszymi kumplami jest zbyt długa na jedną odpowiedź.
Sądzę, że nigdy cała się tu nie ukaże.
Nawet nie wiem czy ktokolwiek w rzeczywistości ją jeszcze usłyszy.
Nie łatwo jest go zrozumieć, ja sam mam niemal zawsze z tym problem.
Możesz próbować mu zaufać ale jeśli źle go potraktujesz będzie gotów zniszczyć Ci życie.
Nie mogę go przecież wiecznie trzymać na smyczy.
Znam go na tyle by wiedzieć kogo jest gotów zabić.
Niektórzy może też wiedzą, bo się z tym nie kryję.
Może ja się zmieniam ale on zawsze był, jest i będzie tym złym w tej historii.
A może jest po prostu samotny i też chciałby trochę szczęścia w życiu?
Nawet ja tego nie wiem.
Boję się jednak, że chce i mnie zostawić.
Coraz rzadziej się odzywa.
Może widzi, że zmieniam się na lepsze i czuje się niepotrzebny.
Tylko czy gdy coś się stanie to dam sobie radę bez niego.
Jest moją tarczą której nie da się zastąpić.
Wierzę, że byłby gotów wrócić w potrzebie.
Posiadanie jego zaufania jest dobrą rzeczą.
Nie lubi być nazywany "Inco", bo twierdzi, że to brzmi zbyt uroczy gdy on stara się być groźny.
Jednak nie robi o to wielkiego problemu, wie, że pełne jego imię brzmi "zbyt długo" aby ciągle go używać.
W tej kwestii jesteśmy podobni, lubimy gdy mówi się do nas pełnym imieniem, bo czujemy się wtedy poważnie traktowani ale nie mamy nic przeciw skrótom.
To by było na tyle dziś.
Moje odpowiedzi stają się coraz krótsze.
Może umieram.

View more

jakiej wersji photoshopa używasz?

Adobe Photoshop CC.
I raczej używałem, bo było to jednorazowe gdy miałem fazę na zrobienie takiego wow profilu na Twitchu, oczywiście swojego.
Swojego logo nawet użyłem na karcie płatniczej.
No i jestem zadowolony.
Tak, kolejny raz wybrałem jakieś proste pytania abym teraz mógł coś powiedzieć o sobie.
Nawet nie zauważyłem, że już ponad 2 tygodnie minęły od ostatniej odpowiedzi.
Zajęty trochę byłem.
Pracą.
W Maku.
Na wakacje.
Wow.
Jest ciężej niż się spodziewałem ale daję radę siedząc na kuchni po 8-10 godzin.
Poza tym jednego obserwatora brakuje do 500.
Choć jakoś mnie to nie jara jak sądzę, że powinno.
Co tam jeszcze?
Ah, tak.
Czasami dostaję pytania czy można do mnie pisać na FB.
Jakby nie można było to bym tego w opisie nie dawał.
Można pisać ale do znajomych nie przyjmuje, przynajmniej nie tak na wejściu.
Powoli mi się wszystko układa, nawet wyszedłem ostatnio dwukrotnie z domu nie licząc drogi do/z pracy.
Stary ziomek wrócił, jak ktoś tu dłużej siedzi to pewnie kojarzy Lewego który wyjechał na czeską granicę i miałem mu to cholernie za złe.
No...to wrócił choć nie wiem na ile, miał wyjechać wczoraj ale udało mi się go przekonać, że jak mój starszy się wyprowadzi to prawdopodobnie znajdę dla niego miejsce.
A jak już o starszym mowa.
Ostatnio znowu jakiś plotek się nasłuchał i o 3 w nocy pijany się czepiał nadal twierdząc, że jestem gejem co miałoby nie pozwolić mi mieć współlokatora płci męskiej gdyż potwierdziłoby to jego przypuszczenia.
Taa, niektórym ludziom ciężko przemówić do rozumu.
Nie wiem czy tylko ja tak mam czy to normalne u każdego, że jak się z kimś "kręci bajerę" to nagle się ludzie z przeszłości odzywają, w sensie ex kogoś z dwóch osób które starają się coś ułożyć.
Tak, po trzech tygodniach oficjalnie się przyznaję, że popadłem w zauroczenie ale na tym skończę.
Ale wracając do kilku linijek wyżej.
Nagle jak już zacząłem z kimś coś tworzyć zjawiają się laski z którymi mnie coś łączyło, zaczynając od dziewczyny która chciała mnie kiedyś kupić a teraz zdaje się, że próbuje mnie stalkować i chyba nie opowiadałem o niej nigdy w tym miejscu, mniejsza.
Następnie zjawia się moja ex której byłem pierwszym chłopakiem ale nigdy jej nie kochałem choć liczyłem, że tak będzie i pozbędę się miłości do kogoś innego, no debil po prostu.
A na największej miłości mojego życia kończąc, znowu Ci co trochę tu są zapewne kojarzą Rin.
Chyba mogę pominąć fakt, że niedawno jeszcze mi się śniła Ola która weszła do mojego pokoju jak płakałem w kącie.
Tak czy siak jestem z siebie dumny, bo niemal dosłownie zignorowałem te wszystkie osoby.
Jakoś to leci, myślę, że w tym roku zdąży się jeszcze wiele ważnych rzeczy wydarzyć ale nie obiecuję, że będę codziennie tu pisać.
Często nie mam czasu albo zwyczajnie chęci kiedy wiem, że nie bardzo mam coś do powiedzenia.
Wyjątkowo nawet nie wykorzystam każdego danego mi znaku.
Także do następnego.

View more

dlaczego w każdej swojej odpowiedzi narzekasz na wszystko? może zacznij doceniać innych ludzi i to co robią. Obserwuję cię od kilku dobrych lat i jedyne co można dostać na tym profilu to depresji. Nigdy nie mówisz o rodzinie ani o osobach dla których jesteś ważny tylko ciągle mówisz o osobach które

...nie powinny cię obchodzić tak samo twoje codziennie odczucia i emocje to bezsensu.
.
No cóż, narzekam jak każdy człowiek tylko, że ja to robię tu a inni..gdzieś indziej jak sądzę.
Chodzi o to, że sprawia mi przyjemność gdy tu piszę o każdej sytuacji jaka mnie spotyka, spisuję tu wszelkie myśli jak w pamiętniku choć tak tego miejsca nie nazywam.
Zdecydowanie łatwiej mnie poznać czytając tu wszystko o tym jak się u mnie zmieniało przez lata, w bezpośrednich rozmowach nie jestem najlepszy i chętnie kłamię gdyż jest to dla mnie łatwą drogą do wykreowania zupełnie innej osoby w czyiś oczach, no ale to mało ważne.
Na przykład przewijasz na sam dół mojego aska, włączasz opcję wyszukiwania, wpisujesz "Karol" i już masz pokazane wszystkie teksty o osobie której najbardziej na tym świecie nienawidzę choć nie próbuję mu zniszczyć w żaden sposób życia.
Ja chcę zwyczajnie pisać o wszystkim, lubię to.
Nie doceniam ludzi ponieważ zwyczajnie nie odczuwam jakieś potrzeby do tego, nie mam w zwyczaju mówić do innych po imieniu, chwalić za to, że zrobili coś dobrego dla innych, witania się i żegnania, nie działam w sposób taki jak działa zwykły człowiek, obchodzi mnie zdecydowanie mniej rzeczy.
Skoro siedzisz tu kilka lat to nie mam pojęcia jak możesz ze mną wytrzymywać, zdaje się, że jak coś się tobie nie podoba to możesz zwyczajnie to zignorować/zmienić.
Nie staram się być poważny jak kiedyś czy coś.
Mam myśl wieczorową porą i zaczynam pisać o niej a później o czymś innym z poprzednich dni, po prostu.
Jak widać nie staram się tu przedstawiać jakiś prawd życiowych czy filozofować nad wszystkim.
O rodzinie nie mówię, bo ani nikt nie pyta ani nie jest to coś ciekawego, nikt się u nas do siebie nie odzywa póki nic nie chce a ja nie odczuwam potrzeby ciągłego kontaktu z kimkolwiek i mam wrażenie, że wiele osób tego nie rozumie, pewnie tylko dlatego, że sami takiego toku myślenia nie posiadają.
Nie wiem kim miałyby być te "osoby ważne" tak szczerze mówiąc, zerwałem wszelkie znajomości zwyczajnie ignorując odwiedziny, wiadomości i telefony, całkiem mi to wyszło i teraz jest mi z tym lepiej, bo były to tylko źródła wielu problemów.
Małej garstce osób daję znać co się u mnie dzieje tak na wszelki wypadek i gdyby potrzebowali jakieś pomocy to mogę spróbować coś zaradzić ale nie chcę mieć kontaktu typu codzienne pisanie na fejsie, wspólne wychodzenie itd.
Dobrzy znajomi mi się nie trafili, byli zbyt normalni może, zbyt ograniczenie, posłuszni wobec rodziców itd.
Po 18 latach nikt nie jest gotów wyjść o 2 w nocy z domu i wrócić o 10 rano, nikt nie jest na tyle szalony, by wpaść bez zapowiedzi lub mi na to pozwolić.
Takie tam pierdoły ale według mnie straciłem za dużo czasu na wierzenie w miłość czy prawdziwą przyjaźń gdy tylko coś mi się stanie.
Jestem coraz szczęśliwszy z tym jak jest, ostatnio tak dobrze się czułem chyba biegając z kijami po ulicy mając 6 lat.
Widocznie dla Ciebie jestem zbyt apatyczny i tego nie pojmujesz nie będąc w tej sytuacji. :)

View more

Co pijesz najczęściej?

Wodę, od 3 lat.
Butelka czy kran to bez znaczenia.
Nie pijam gazu, pluję na to a już zwłaszcza na energetyki.
Nie pijam też kawy, bo źle działa na mój żołądek.
Nigdy nie odmawiam herbaty ani soków (poza jabłkowym, bo już mi się przepił(?)).
Krótka odpowiedź na łatwe pytanie abym mógł powiedzieć o ostatnich dniach, myślach, pierdołach jak zwykle.
Z godzinę temu wróciłem ze stolicy, znowu na badaniach do pracy byłem, do Maka idę na 3 miesiące.
Zawsze chciałem zobaczyć jak tam jest, po tym czasie będę szukał czegoś bliżej albo w Wawie, zobaczę.
Tak czy siak, mało jadłem i mimo, że pozwoliłem sobie na trochę czekolady oraz napojów słodkich (tak bardzo mi z tą świadomością źle) udało mi się stracić jakoś kilogram z poprzedniego weekendu.
Siostra (rodzona) odkryła ten profil ale się na szczęście nie wtrąca w moje sprawy, ciekawe czy to przeczyta.
Było strasznie gorąco, wróciłem do domu i w pokoju mam jak zawsze gorąco, strasznie słabe położenie, słońce jest widoczne przez okno cały dzień a te jest nieszczelne i ciepło wlatuje mimowolnie.
Mam dziś dziwne chęci zagadania do losowych ludzi, nawet "rozmawiam" z tymi z którymi rozmawiać nie chcę na co dzień.
Mam ochotę gdzieś wyjść, niezależnie od godziny.
Wróciłem, posłuchałem głośno muzyki, poćwiczyłem o dziwo mimo, że tego nienawidzę, pośpiewałem, napisałem na ścianie parę niemiłych słów, poszarpałem się pod prysznicem.
Mam ogólnie naprawdę niezły humor i pozytywne nastawienie do rzeczy.
Jestem cholera jasna innym człowiekiem niż na początku roku, wtedy czułem się jak kompletne zero a dziś lecę powoli do przodu z uśmiechem na twarzy gdzie każdego dnia coraz bardziej w siebie wierzę, jestem w stanie się przy kimś zatrzymać, zamieszkać, mieć kota itd.
Zostawienie wszystkich osób które były dla mnie kłodami rzucanymi pod nogi pozwoliło mi być szczęśliwym, jestem sam choć nie czuję się samotny, ludzie tak bardzo podczas rozmów chcą o tym rozmawiać, że często czuję się jakby chcieli mi wmówić samotność, może sami mają z tym problem?
To mówcie a nie mi chcecie znowu wbić to do głowy, ja się mam dobrze, brakuje mi niewiele do pełnej satysfakcji, patrzę pozytywnie na przyszłość w tym roku.
Nie spałem trochę długo i mam niezłe wory pod oczami ale nigdy mnie one nie obchodziły, ja nie pluję na ludzi za to, że śpią 2 godziny na tydzień, czuję się dobrze sam ze sobą mimo, że mam wady w swoim wyglądzie.
Nigdy nie miałem kompleksów przez to, jestem niedożywionym dorosłym który nigdy być nim nie chciał bojąc się radzenia ze wszystkim.
Nie czytam co piszę teraz, zwyczajnie chciałem coś napisać, bo dawno tego nie robiłem, to są losowe myśli i pewnie nie w tej kolejności którą bym chciał.
Mnie to zadowala, nikt nie przerwie mi w połowie zdania i nie wywrze presji która zniechęci mnie do szczerości.
Chcę gdzieś wyjść ale nie mam znajomych a chodzenie samemu po mieście nigdy mnie nie satysfakcjonowało.
I tak mam wrażenie, że długo się zeszło z pisaniem tego.
To ten, do następnego. :)

View more

Czy jest coś co chcesz w sobie zmienić?

Nemo
Chcę krzyczeć.
Chcę płakać choć sobie nie pozwalam.
Coraz częściej mam ochotę.
Dziś ze szczęścia i samotności jednocześnie.
Lubię samotność ale jak każdemu czasem ona zawadza.
Mam ochotę mieć kogoś blisko choć nie potrzebuję tego tak bardzo jak może się wydawać.
To skomplikowane i mimo, że jestem jedyną osobą rozumiejącą swój tok myślenia to nie potrafię tego krótko opisać a co dopiero zrozumiale.
Ostatnio miewam momenty smutku, głównym powodem są niewykorzystane pożegnania.
Jakże mi źle gdy muszę o tym pisać, ledwo zacząłem a łzy są gotowe spłynąć.
Dużo myślę o dniu kiedy ostatni raz widziałem swojego psa, to był mój ostatni zwierzak i był ze mną 9 lat.
To było tydzień po tym jak wrócił z Mazur.
Nigdy nie był trzymany na podwórku i pewnie wszystkie psy w mieście mu tego zazdrościły, już drugiego dnia wrócił pogryziony ale to była norma, był mały ale w środku żył wojownik więc nigdy się o niego nie bałem.
Mówiono, że jest nieśmiertelny, został kilkukrotnie potrącony przez rowery, skutery i samochody.
Tamtego dnia, tydzień po jego powrocie akurat byłem blisko domu wracając ze szkoły.
Był pogryziony, krew była już zaschnięta, wyglądało to poważniej niż zwykle.
Ten tydzień był dla niego ciężki, zbyt długo był poza miastem więc nie miał jak pokazać, że tu rządzi.
Miałem przeczucie, że ostatni raz go widzę ale ufałem mu, że wróci.
Nigdy nie zawodził.
Nawet go nie pogłaskałem ostatni raz, on sam się też na mnie nie rzucił, był zbyt słaby tamtego dnia.
Myślę, że wiedział co się dzieje.
Mogłem mu zamknąć wtedy furtkę.
Wolałbym rano wyjść z domu i zobaczyć, że zdechł od ran, z wycieńczenia, cokolwiek zamiast zastanawiać się, gdzie i w jaki sposób odszedł.
Może nie spędzałem z nim dużo czasu jak już trochę podrosłem, nie mógł nigdy być w domu, widocznie mój ojciec nie lubi zwierząt.
Zawsze jak gdzieś szedłem to był ze mną, ognisko czy droga do szkoły, on był zawsze i wiedział kiedy może wracać do domu, miasto znał pewnie lepiej niż ja.
Wszyscy go lubili, może był stary ale miał zawsze mnóstwo energii do zabawy, nie bał się nikogo, ani psa, ani człowieka.
Ten jeden pies był lepszy niż większość ludzi jakich poznałem.
Może nawet był lepszy od dosłownie każdego.
Był wolny i na pewno robił w życiu to czego chciał, w tym wiele się nie różniliśmy.
Przez cały czas aż do ostatnich kilku miesięcy starałem się o tym nie myśleć ale nie można w sobie dusić wiecznie wszystkiego.
Dziś jest dzień w którym pękłem na myśl o tym, że już nie wrócił.
Pewnie wyglądam teraz żałośnie, tak samo się czuję pozwalając sobie na odczuwanie emocji oraz płacz.
Nawet jeśli widziałem się z nim tylko 20 minut dziennie to był dla mnie wsparciem, gdyby żył do dziś to przez myśl nie przeszłoby mi, że być może jestem samotny i kogoś mi trzeba.
Sądzę, że również ja byłem dla niego ważny, bardziej niż inni.
Dobrze jest wreszcie o tym powiedzieć, na pewno pozwoli mi się to pogodzić z rzeczywistością.
Dobranoc.

View more

Jaka była by Twoja reakcja gdybyś spotkał/spotkała kogoś sławnego na ulicy/w sklepie/kinie itp.?

Acidophile
Em...tak właściwie nie zrobiłoby to na mnie wrażenia.
Przecież to tylko człowiek którego widziałem kilka razy w telewizji, słyszałem jego piosenki czy widziałem obrazy.
Nie sądzę, że ktoś popularny miałby powód, by zwrócić na mnie uwagę skoro już nigdy mnie nie spotka.
Także, dlaczego ja miałbym cokolwiek zrobić w tej sytuacji?
Jakoś mi nie spieszno po autograf wart stówkę czy dwie.
Sądzę, że zupełnie bym tego kogoś zignorował, bo wątpię aby zgodził się spędzić ze mną dzień rozmawiając o życiu.
Zupełnie nie rozumiem tego podniecenia jakie ludzie okazują gdy zobaczą kogoś mającego więcej kasy i zapału do ćwiczenia talentów niż oni sami.
Odłóż telefon, znajdź sobie zajęcie które cię kręci, olej znajomych dla tego celu i za 10 lat to na ciebie będą krzyczeć, że jesteś cudowną osobą i czy im się podpiszesz na cyckach.
Chyba, że w naszym kraju tak nie wypada i faktycznie ktoś się tym przejmuje.
Gdybym ja był sławny to jednocześnie tak samo znienawidzony za swoje podejście do wielu rzeczy.
To widać, że wiele rzeczy naszym rodakom nie odpowiada i jeśli są inne niż to co znają automatycznie załącza im się tryb szkalowania i pogardy do zauważonych działań.
Owszem, są wyjątki jak ja, chętnie bym przyjął wszelkie zagraniczne nawyki lub nawet zastąpił nimi nasze, bo cholernie nie podoba mi się w tym kraju.
Sporo jest tu osób ukazujących patologiczne zachowania i skłonności do używek w młodym wieku, ludzie nie potrafią nauczyć się odmawiania.
Może myślą, że jak odmówią dania dupy swojemu pierwszemu chłopakowi to się rozstaną...zrobi to tak czy inaczej.
Albo kumpel namawia drugiego aby raz sobie spróbowali o 4:20 na trochę "dorosłego życia" słuchając muzyki o tym jak losowy typ codziennie "pierdoli inną szesnastkę".
No przecież nie odmówi swojemu, prawda?
Pluję na to co się dzieje w głowach ludzi w tym kraju.
Myślę, że cofamy się w rozwoju umysłowym i nie miałbym nic przeciwko rozstrzeliwaniu za głupotę.
Mam wrażenie, że do czasu aż utrzymywałem stały kontakt ze "znajomymi" tak byli bezpieczni od poniżania się w ten sposób ale dziś coraz bardziej z pogardą patrzę jak te same osoby pozostawione bez mojej opieki się poniżają.
Może dałoby się ich jeszcze uratować ale ani nie zamierzam cofnąć mojego postanowienia o odsunięciu się od tych ludzi ani też nie będę ich niańczyć, niektórzy są dorośli a dalej nie wyhodowali własnego mózgu i dają sobą władać pod wpływem ludzi ich otaczających.
Otwórzcie wszyscy kurwa oczy, bo sam nie mogę na was patrzeć.
Jeśli ktoś po przeczytaniu tego ma do mnie negatywne nastawienie jest to jak najbardziej zrozumiałe ale pomyślcie ile osób ma odwagę, by szczerze przyznać się do swoich myśli.
Owszem, uważam, że większości brakuje do tego jaj a dodatkowo wszyscy komplikują wszelkie sytuacje na każdy możliwy sposób.
No, trochę bardzo zeszło to z tematu pytania ale na jego temat nie miałem jak rozpisać się co do ostatniej litery.
Dobrze jest wyrzucić z siebie te myśli.
:)
https://youtube.com/watch?v=e8X3ACToii0

View more

co dzisiaj robisz?

Tak losowo zacząłem się zastanawiać czy jestem w stanie się jeszcze w kimś zakochać. Czy nie jestem może za bardzo bezuczuciowy? A może zostawiłem moje uczucia przy kimś. Nie czuję potrzeby mieć kogoś i rozmawiając z jakąkolwiek laską zazwyczaj ją spławiam w kilka zdań, może po prostu jestem zniechęcony patrząc na to jacy ludzie się stali, bardzo nie podoba mi się to pokolenie, chyba zwyczajnie potrzebowałbym kogoś dojrzalszego z podobnymi poglądami. Jedyne czego jestem pewien
w tej sprawie to, że próbowałbym zbudować coś na poważnie, jak to się mówi "na zawsze", właściwie to może za każdym razem próbowałem ale trafiałem na złe partie. Ciężko jest sobie kogoś znaleźć kiedy jest się młodym i każdemu w głowie zabawa a mi jest ona zbędna, nie jestem przecież złym człowiekiem mimo, że nikt w to nie chce wierzyć. Pewnie dlatego, że nawet nie próbują myśleć o tym dogłębnie, o moich możliwościach wybaczania, sposobie myślenia, o tym co mnie spotkało, że myślę tak a nie inaczej. Najczęściej nie robię krzywdy innym intencjonalnie, niektórzy po prostu nie potrafią spojrzeć na sprawy tak jak ja, pokazać mi zrozumienia i wmawiają sobie bezsensowne rzeczy, sami sobie szkodzą jakby nie mieli czasu usiąść i pomyśleć o sytuacji.
Myślałem wiele razy, że spotkałem kogoś takiego jak ja ale zawsze się myliłem, to tylko dobre pierwsze wrażenie, choć niektóre rzeczy potrafią się okazać po wielu miesiącach czy latach. Mimo to cieszę się z poznania niektórych tych osób.
Nawet bym powiedział, że szkoda tych znajomości, już nie mówię o tym, że potrzebowałbym ich w swoim życiu ale sam mógłbym się przydać, źle się z pewnymi osobami dzieje i pewnie gdyby kontakt się utrzymywał to miałbym jakiś wpływ na to jacy się stali.
Być może, że byłem im bardziej potrzebny niż myślałem ale ja rozumiem rzeczy w inny sposób, teraz patrzę jak niegdyś najbliższe osoby z którymi od dawna miałem plany na przyszłość wykazują patologiczne zachowania, zachowują się jak gimbusy z tatuażem na czole "raz się żyje".
Nie mam już nikogo blisko, osób z którymi rozmawiam codziennie ale nie czuję się samotny, jedynie sam, jest różnica.
Byłoby zwyczajnie dobrze jakby dwa razy na miesiąc mnie ktoś odwiedził, żebym miał przynajmniej do kogo mordę otworzyć ale nie potrzebuję kogoś kto będzie blisko i zawsze pomoże gdybym tego oczekiwał, polegam tylko i wyłącznie na sobie.
W tym roku wiele się u mnie zmieniło, czuję się zupełnie innym człowiekiem, lepszym w niemal każdym aspekcie.
Nie staram się nikomu nic udowodnić, staram się teraz jedynie zamknąć ostatnie sprawy jakie są problemem na mojej drodze do spokojnego życia i jestem pewien, że sobie z tym poradzę mimo małego stresu co kilka dni.
Jednak się nie załamuję, z każdym rozwiązanym samodzielnie problemem wpływam na swoją wiarę w siebie i moje możliwości jako samowystarczalnej jednostki, jestem blisko, by mieć wszystko czego chciałem choć koszt był ogromny, przynajmniej dla tych których poświęciłem po drodze.
Dobrze znów się móc rozpisać.

View more

Pytanie dla osób lubiących RPG/MMO RPG. Rozwijając postać bardziej idziesz w siłę, czy inteligencję?

Acidophile
"Ladies and gentlemen
Your hero has returned again
Everything is going to be okay-ay-ay-ay
Ladies and gentlemen
Your shepherd and your very best friend
Bow your head
The man is here to stay-ay-ay-ay".
Nie umiem zrobić takiego "BOOM!" na powrót.
W sensie coś jak: "haha powróciłem kurwy oto wasz pan i władca, jebany Domiś i lecę was powiesić".
Chciałem wrócić w stylu ale to do mnie nie pasuje.
Więc po prostu żyję, jeśli kogoś to interesuje.
Wracając do twojego pytania Pawle z Warszawy.
Zapomniałeś o zręczności, trzecia i moja ulubiona ścieżka rozwoju.
Siła i tankowanie mobków jest dla mnie nudna.
Od 6 roku życia mam obsesję na punkcie łuczników którzy zawsze mają ścieżkę zręczności.
Zaczęło się od Legolasa strzelającego idealnie w orków i miałem zawsze takie sajdhasjfsnjf też tak chcę, elfy rządzą itd.
Łotrzykiem też nie pogardzę, skradanie się, sztylety, szybkie zabójstwa i łatwa ucieczka, to moja druga ulubiona klasa a tak się składa, że też polega na zręczności.
Co do postaci inteligentnych, magów, druidów itd. nie jestem aż tak zniechęcony jak do postaci walczących wręcz aczkolwiek rzadko jestem zmuszony zostawać uczniem Gandalfa, jedynie w Black Desert Online zagrałem czarką zrobioną na wygląd Jinx.
Ta odpowiedź jest taka chaotyczna.
Po prostu dawno tu nie byłem i zazwyczaj staram się udawać powagę.
Zwyczajnie rzadko mam okazję mówić o grach więc trochę z ekscytacją piszę a to u mnie równa się z pośpiechem.
To jest mój najbardziej słaby powrót na ten cmentarz.
Tak poza tym to serio kupiłbyś "laptopa gamingowego"?
No, bo wiesz...to laptop.
Solidny piec jest o wiele lepszy, nie robi tylu problemów, łatwo o niego zadbać i go ulepszyć.
A tak to masz gorące płaskie pudełko które po dwóch latach wymieniasz, bo to przecież laptop.
Po prostu ten rodzaj sprzętu jest według mnie gównem, nadaje się jedynie do pokazania na crash testach YouTube'owych.
Na twoim miejscu zbierałbym kasę do 2021 roku gdy zjawi się kolejna generacja sprzętu, Cyberpunk najprawdopodobniej wyznaczy ścieżkę i jego minimalne wymagania zostaną jednocześnie uznawane za normę przez przynajmniej rok a kupując to co co będzie miał w zalecanych zdecydowanie powinno starczyć na przynajmniej 2 do 3 lat.
Staram się Ciebie uratować w razie gdybyś miał kasę na laptopa, zazwyczaj nie jestem taki miły więc to doceń.
Mówię Ci to jako wyższy o 10cm gracz. #PCMR
Chyba powiedziałem wszystko, nawet się cieszę, że tu wróciłem, może to nie będzie moja jedyna odpowiedź na kolejne miesiące.
Pora zmienić po latach awatar i może opis.
Mam jeszcze sporo "obrazków" do wykorzystania ale dobrze mi się słucha dziś muzyki więc tak dla odmiany coś wrzucę.
(MIAŁEM Z TYM WIĘKSZY PROBLEM NIŻ MYŚLAŁEM, OK?)
(Chciałem wrzucić Skillet, Disturbed czy Shinedown ale stwierdziłem, że zaryzykuję z czymś czego rzadko słucham.)
https://www.youtube.com/watch?v=NxviGrBMKKY

View more

Jak tam , co tam ??

Chciałbym opowiedzieć o swoim śnie, myślę, że długo się nie zejdzie jako, że wiele rzeczy już zapomniałem.
Widziałem już ten świat dawno temu.
Kilka lat temu miałem sen z tego "uniwersum".
Wszystko zaczęło się od przyniesienia do mojego domu kostki przez kumpla.
W wielkim skrócie nie wiedzieliśmy o co z nią chodzi i kiedy on wyszedł z pokoju to próbowałem sam coś kombinować.
Skończyłem w niej uwięziony.
Zwyczajnie mnie wchłonęła, pojawiłem się na jakimś fotelu w okręgu i nie wiedziałem co robić.
W moim śnie sprzed lat nie ruszyłem się z fotela próbując zrozumieć co się stało.
Natomiast w tym mogłem mówić na zewnątrz kostki, to znaczy, że jak mówiłem coś to każdy na zewnątrz to słyszał.
Mój ziomeczek panikował bardziej niż ja nie rozumiejąc sytuacji.
Tym razem wstałem z fotela i zacząłem się rozglądać po tamtym miejscu, niewielka..platforma, było tam jasno, głównie białe kolory, podłoga, fotel, i wszystko poza platformą, to była kostka więc nie było miejsca na niebo czy drzewa, zwyczajnie wszystko zbudowane z mniejszych kości białego koloru.
Byłem tam uwięziony choć nie panikowałem próbując uciec, coś mi mówiło aby wejść na podest po kilku schodkach w górę.
Stamtąd okazało się, że wokół fotela znajdującego się po środku jest mapa, nie wiedziałem o co chodzi.
Nie było wysoko więc z tego podestu zeskoczyłem, pojawił się pode mną żółty portal i zwyczajnie stamtąd wyszedłem.
Jakiś czas później znalazły mnie dwie istoty, powiedziały, że muszę z nimi iść to mi wszystko wyjaśnią.
To wszystko to jakieś Sci-Fi.
Jak się okazało kostka służyła do podróży między światami, nauczyli mnie jak używać kostki aby mnie sama nie wchłaniała oraz przedstawili trzy rasy z tego świata.
Byli oczywiście ludzie których była zdecydowanie większa ilość niż innych.
Do tego coś w połączeniu człowieka i..może szczura, nie pamiętam nazwy ale to był człowiek tylko, że niższy, ponoć najwyżej mogli mieć półtorej metra, ich twarze były zupełnie ludzkie ale mieli wielkie uszy, większe niż elfy, coś jak duże zwierzęce i dlatego porównałem to do szczura a żeby jeszcze było tego mało to były neonowe razem z włosami.
Mam na myśli, że świeciły, jak diody, przyznam, że mi się podobało a co dziwne oni się tacy rodzili, tak z diodami w uszach i włosach, tylko tak to nazywam.
Była jeszcze trzecia rasa której jeszcze nie spotkałem ale widziałem jednego z nich na zdjęciu, zwyczajnie nazywani demonami i tak też wyglądali.
Jednak w tym śnie również się zakochałem.
Została znaleziona ledwo żywa w zniszczonej wiosce odległego świata.
Opiekowałem się nią.
Następnego dnia miała znaleźć nowy dom i zapomnieć o dotychczasowym życiu, odchodząc od jej namiotu upadłem na ziemię i zacząłem głośno płakać, widziała to ona jak i osoba która ją znalazła.
Po tym się obudziłem, nie pamiętam nawet imienia ani twarzy choć niemal czuję pożegnalny dotyk jej dłoni.
Nie miałem komu o tym napisać.
Przed chwilą wstałem z łzami w oczach.
To był ciekawy świat i przyjemny sen.

View more

Przywiązujesz wagę do tekstów piosenek? Który najbardziej lubisz?

⭐chudzina⭐
Jeśli chodzi o pierwszą część pytania - tak.
Zaś co do drugiej - nie wybiorę żadnego tekstu, za dużo tego.
I tak, żyję mimo, że dawno się nie odzywałem.
Wybiło mi 400 obserwujących gdzie i tak poza garstką nikt tu nie bywa ale to zawsze miło zobaczyć kolejną setkę.
Były te całe ferie więc 17 dni nie wyszedłem nawet z domu i nie miewałem gości.
Może bym powiedział coś więcej, jak to ja ale zwyczajnie mi się nie chce i też nie wiem kiedy znowu się odezwę.
Nawet poza tym, że się nie rozpiszę to wyjątkowo wstawię piosenkę zamiast obrazka a tych wciąż mam sporo do wykorzystania.
https://www.youtube.com/watch?v=P5QbkjnCvl4

View more

Myślisz o kimś na poważnie?

Nie wiem co dla ciebie znaczy "myśleć o kimś na poważnie".
Może trochę rozjaśnij sytuację to kiedyś odpowiem.
Około 3 godziny czytałem swój profil od samego początku.
Nie wydaję się takim złym człowiekiem gdy o sobie czytam a poza internetem mam się za niezłego skurczybyka.
Dawno nie czytałem całego profilu.
To było dość przyjemne, wróciłem na chwilę do przeszłości aby przypomnieć sobie parę rzeczy, obeszło się bez płaczu.
Może dlatego, że rano było go wystarczająco ale nie chcę o tym mówić, to była dziwna sytuacja, szkoda tylko, że nikt poza moją siostrą cioteczną się nie zainteresował, widać jak bardzo mogę liczyć na pomoc osób "wtajemniczonych".
Przez wydarzenia z rana cały dzień czuję się dziwnie.
Zero emocji, pokerowa twarz, może po prostu nie spałem za dobrze, obudziłem się o 15, to było z 6 godzin snu.
Zaprawdę dużo się u mnie nie zmieniło od kiedy jestem na asku, w koło powtarzają się te same historie a często też związane z tymi samymi osobami.
Znalazłem kilka osób które kiedyś tu stale bywały, napisałem do nich za to parę słów i zaraz wracałem do dalszego czytania.
Zdałem sobie sprawę, że kiedyś byłem dobrym człowiekiem.
Mam pecha do kobiet i kiepsko wybieram przyjaciół.
Zdradzająca dziewczyna, fałszywy przyjaciel, zmarnowany czas dla niewłaściwych osób, wszędzie zazdrość, manipulacja, zniszczone życie niewinnej dziewczyny i nieodwzajemnione uczucie od drugiej.
Wolałbym nie wracać do tych ludzi ale wiem, że będę musiał wyjaśnić jeszcze parę spraw.
Przeklinam dzień w którym ponownie wprowadziłem się do tego miasta oraz każdy w którym się nie wycofałem gdy mogłem, ze złego nie musiało być gorzej a jednak zaryzykowałem.
Może mówię zagadkami, może robię to tylko aby osoby o których mówię potrafiły zrozumieć.
Wiem, że część tu bywa.
Możliwe, że nawet większa.
Źle wyszło, czytając swoje odpowiedzi zrozumiałem kilka rzeczy i wiem co powinienem zrobić.
Wiem też, że uczynię inaczej, zamiast działać i pozbyć się ich z życia poczekam na rozwój wydarzeń, zobaczę co się stanie.
Teraz jedynie chcę zacząć panować nad emocjami.
Muszę przestać mówić za dużo, nie chcę też płakać każdego dnia, czuję się przez to słaby i nienawidzę się za to, że sobie pozwalam na to.
Ostatnio bywałem zły, agresywny, miałem ochotę wyżyć się w jakikolwiek sposób, chciałem niszczyć rzeczy, może nawet ludzi ale dziś spojrzałem na siebie w lustrze i dziwnie wyglądam z nożem w ręce, może dlatego, że wtedy się jeszcze trzęsłem, nie stałem tam długo, bo te miejsce mnie w jakiś sposób przerażało.
Wiem dlaczego tak się ze mną dzieje ale nie wiem jak sobie z tym radzić, czuję, że się to powoli uspokaja a ja godzę się z tym jak potoczyły się sprawy lecz czasami mam chwile słabości.
To wszystko kwestia czasu aż się ogarnę, sądzę, że będzie dobrze, przynajmniej ze mną.
Naprawdę ciekawie się czytało o wydarzeniach z poprzednich lat i patrzyło na to jak się zmieniam.
Szkoda, że na gorsze.
Kto zaprzeczy?
Dobranoc.

View more

Kiedy ostatni raz byliście w kinie? Co to był za film? ??

Chciej zapomnieć o dziewczynie - ktoś ci przypomina, że to z nią ostatnio byłeś w kinie.
Dzięki.
Em..to było dawno, chyba jeszcze poprzedniej zimy.
Byłem z Olą na jakimś horrorze, właściwie było z nami sporo osób.
Ona się bała, ja się śmiałem.
Szczerze to był bardzo nudny i krótki film jak dla mnie a zakończenie cholernie mnie rozczarowało, prawie tak jak ludzie którymi się otaczam, no oni pewnie myślą o mnie to samo.
Rzadko bywam w kinie, tak szczerze to nigdy sam.
Jakoś raz na rok mam okazję wyjść do takiego miejsca.
Prędzej czy później te dobre filmy nadrobię w necie, bywa i tak, że dzień czy dwa po premierze są filmy w 1080p choć w mniej niż 24h usuwane więc jak się ktoś pospieszy to obejrzy.
Ostatnio nadrabiałem filmy.
Od 2015 roku aż do tych sprzed ostatnich miesięcy.
Teraz jest sporo nowości które chętnie bym też zobaczył.
Ba, na Bohemian Rhapsody z ogromną przyjemnością bym się wybrał do kina, ktoś chętny?
Nie?
Ok...
Aktualnie jestem pół przytomny, całą noc siedziałem oglądając serial.
Peaky Blinders.
Obejrzałem pierwszy sezon i mi się podobało.
Ludzie często mówią, że gdy jestem śpiący to zachowuję się i gadam jak pijany, dobrze, że nie ma kto ze mnie czego wyciągać.
Nie oglądam często seriali, mogę nawet powiedzieć, że jak to robię to tylko za czyją namową.
Całkiem to przyjemne, ciekawi mnie to całe "13 powodów" czy jak to tam było, nie tak dawno temu miałem to obejrzeć ale coś nie pykło, teraz po tym jak przyjemnie ogląda mi się serial przy którym zarwałem noc to trzy linijki wyżej wspomniany może być następnym.
Mogę nawet powiedzieć, że czuję się szczęśliwy oglądając to.
Lepsze to niż wyobrażanie sobie jak każdy dookoła się teraz mizia a ja siedzę w swoim azylu samotnie.
No ale hej, jeśli przetrwam i dalej będę samotny to stanę się silniejszy na swój sposób tak?
Spać mi się chce cholernie ale znając mnie będę chciał wytrzymać jak najdłużej i przez to pewnie zacznę na nowo chodzić spać w południe.
Strasznie chce mi się teraz gadać ale nie mam z kim.
Za 5 minut koniec ciszy nocnej więc ustawię muzykę z 30% na 100% głośności a później będę narzekać na ból uszu.
Poza tym zacząłem się głodzić.
To wyszło tak nagle, raz po prostu nie zjadłem przez 3 dni bo ciągle chodziłem na krótkie drzemki po których nie czułem głodu i czas szybko minął.
Następnie były 4 dni a teraz to już chyba kolejne 5.
Myślę, że zacząłem się przyzwyczajać i ależ ja się z tym dobrze czuję.
Z 64kg znowu waga spadła mi do poniżej 60kg.
Sam z siebie potrafię się uśmiechać.
Jedynie nie rozumiem dlaczego sprzątanie nie sprawia mi frajdy.
Nie sprzątałem dwa miesiące około a zawsze to lubiłem, wczoraj próbowałem, wyniosłem 3 butelki i się skończyło.
Mimo muzyki ani nie śpiewałem ani nie tańczyłem, zupełnie nic.
Zwyczajnie lubię sprzątać.
Mając 7 lat chodziłem do kumpla sprzątać mu w pokoju, bo zawsze miał bałagan a ja się dobrze przy tym bawiłem.
Dziwny ja.
Idę robić herbatę, może się ogolę i takie tam.
Wyjątkowo życzę miłego dnia. O.o

View more

Kim byłaby osoba, którą chętnie ujrzałbyś u progu Twoich drzwi stojącą bez zapowiedzi?

Nee-chan ~♡~
Nie wiem czy jest taka osoba.
Mam dość mały wybór tak szczerze.
Lewy i Miki zawsze są mile widziani.
Takie dwa ziomki ze starej ekipy.
Jedne z niewielu osób którym mógłbym kompletnie zaufać.
Lewy już tu nie mieszka więc zawsze się jaram jak przychodzi.
A to w jego stylu, że przyjeżdża do miasta i przychodzi nikogo nie informując o swojej obecności.
Z Mikim rozmawiam prawie codziennie, albo raczej piszę.
Czasem wychodzimy na tak zwaną "colę" co zazwyczaj kończy się paczką chipsów i energetykiem czy innym tymbarkiem.
Zawsze jest o czym rozmawiać, albo też obgadywać i tak, często jest to Karol.
Lewy oraz Rin jako jedynie znają kompletną historię o Karolu, niewiele mniej wie jeszcze moja siostra cioteczna.
W sumie Rin też byłaby mile widziana, prawie trzy lata znajmości a dalej się nie widzieliśmy, szybko zleciało.
Mam wrażenie, że z wiekiem krąg moich znajomości się zawęża.
Tak szczerze nie lubię niespodziewanych gości ale w większości przypadków im otwieram.
Na przykład przychodzi Karol to udaję, że mnie nie ma aż sobie pójdzie, to samo bym zrobił w przypadku kilku innych osób.
Właściwie chciałbym aby odwiedziło mnie parę osób z przeszłości, tak tylko żeby pogadać i znowu się nie odzywać parę lat ale marne na to szanse.
Nie warto się o nich rozpisywać, to jakieś nic nie znaczące historie.
Tak podsumowując - nie ma jakieś konkretnej, wyjątkowej osoby którą bym chciał zobaczyć po otwarciu drzwi, jest mała grupka osób po których odwiedziny byłyby zwyczajnie miłe.
A teraz tak dla zmiany tematu.
Jak jeszcze kiedyś tańczyłem to miałem dziewczynę o imieniu Oliwia.
Chyba nigdy jej nie kochałem i ona raczej mnie też.
Byłem głupi chcąc być szczerym gdy opowiadałem jej swoją historię.
Odpadła na samym początku gdy jej powiedziałem, że w wieku 5 lat lat robiłem zboczone rzeczy z sąsiadką, to trwało z 3 lata aż się wyprowadziłem.
Oliwia zamiast choćby kiwnąć głową to uznała mnie za pedofila, widocznie była idiotką.
Mimo wszystko była pierwszą dziewczyną którą przytuliłem, nawet pamiętam dokładne miejsce, ba nawet zapisałem tam datę i godzinę, chyba oglądałem wtedy za dużo filmów.
Nawet nie było mi szkoda rozstania, ona sobie ryczała nie wiadomo po co a ja dalej tańczyłem i wspinałem się na dach naprzeciw jej domu, nie dlatego, że ona tam była tylko to było moje miejsce od jakiegoś roku, zazwyczaj jak wychodziłem z domu to właśnie tam siedziałem słuchając muzyki oraz popijając tymbarki.
Taka tam mała historyjka z mojego życia.
Choć mogę jeszcze coś o niej powiedzieć, w sensie o Oliwii.
Od tamtego czasu odezwała się kilka razy, już po mojej przeprowadzce, takie tam, że chciałaby spróbować jeszcze raz i inne takie.
Rozmawiając z nią czułem, że zupełnie mnie nie rozumie więc chciałem jak najszybciej kończyć wszystkie rozmowy.
Chętnie bym odwiedził kiedyś tamto miasto oraz osoby które tam znałem a jeszcze chętniej bym wszystkich tam zabił ale mniejsza o to.
To by było chyba na tyle.
Askowe ograniczenia.
Do następnego.

View more

Czy jesteś zakochany(a)?

Nie, na szczęście.
Ostatnio byłem silnie zauroczony.
Zabawne, że już po pierwszym spotkaniu z uśmiechem sobie mówiłem "nie, nie, nie rób tego znowu".
No i co?
Zrobiłem, zamiast wtedy siedzieć spokojnie to namawiałem na kolejne spotkanie i dalej karuzela się rozpędzała.
Zdecydowanie lepiej wyszłoby dla naszej dwójki gdybym wtedy odpuścił zamiast po jakimś czasie.
Był moment kiedy chciałem wyznać uczucia które były fałszywe, spotykaliśmy się chwilę a ja byłem gotów rzucać słowa na wiatr.
Cieszę się, że tego nie zrobiłem.
To było zauroczenie, prawdopodobnie tylko ja cokolwiek czułem.
Nie mogę być pewien, ona nigdy nie mówiła nic w tej sprawie.
Nie tak dawno chciałem odbyć rozmowę, ostatnią podczas której by się wszystko wyjaśniło ale teraz tego nie chcę.
Chyba lepiej mi będzie nie wiedząc czy ona coś czuła i czy wierzyła w to tak samo jak ja.
Co prawda wciąż się interesuję tym co się u niej dzieje ale coraz mniej mnie to obchodzi.
2 tygodnie temu potrafiłbym się jeszcze przejąć każdą krzywdą jaka ją spotkała a dziś raczej bym to zignorował.
Zresztą ma teraz kogoś od tych spraw który się zjawi na pstryknięcie palcem.
Miewałem z tego powodu chwile zazdrości mimo, że to było już po całej historii z nami.
Aktualnie całkiem dobrze idzie mi radzenie sobie z tym i w szybkim tempie się od tego odcinam.
Dziś mi się śniła.
Szedłem mostem na drugą stronę aby później zejść na plażę pod nim.
Było ciemno, zero świateł, samochodów, ludzi a jednak wszystko było widać.
Podszedłem, usiadłem trzymając kolana rękoma.
Ona stała cały czas i to była rozmowa inna niż jakakolwiek mi się z nią zdarzyła.
Dlaczego? Tym razem to ona mówiła a ja siedziałem cicho.
To nigdy nie było u nas normą.
Mówiła, że rozumie co chciałem osiągnąć oraz to, że chciałem dać więcej niż miałem.
Również było o tym, że mógłbym zmienić pewne rzeczy szczegółowo opisując jak to zrobić.
A ja mimo, że to był sen czułem w niej wroga przez to, że chce zmienić moje nastawienie, szkoda, że w rzeczywistości tego nie robiła jak miała okazję.
Przez cały czas nic nie mówiłem.
A ona? Nie potrafiła przestać.
Nie mówię, że nie miała racji w niektórych sprawach ale wciąż musiałbym przyznać, że źle robiłem oraz uwierzyć, że nie jest za późno a tego nie chcę.
Czułem jak gniew narasta ale nie do końca to rozumiem, gdyby to nie był sen nie czułbym go jak sądzę.
W pewnym momencie wstałem i odszedłem, nie spojrzałem jej w oczy ani razu, nie powiedziałem nic, nawet na pożegnanie.
Mam jednak wrażenie, że powiedziała co chciała nawet jeśli nie dałem jej dokończyć.
Nie zmieni ten sen ani trochę tego jak na nią patrzę.
Wolałbym aby nie próbowała nawiązać kontaktu.
Właściwie wątpię, że by chciała lub chociaż była do tego zdolna.
Mówiła, że nie potrafi się trzymać więzi więc raczej jej nie obchodziłem.
Jest mi to na rękę.
Nie chciałem poświęcać całej odpowiedzi na nią, wyjątkowo też piszę z rana aby nie zapomnieć snu więc może jeszcze się dziś odezwę.

View more

👻👻👻

Karol wczoraj mi przedstawił sposób "jak sprawić aby dziewczyna była najszczęśliwsza na świecie" i szło to jakoś tak:
- Kup jej misia tak dużego jak ona za 130zł na allegro.
Cóż to samo zrobił z Pauliną, swoją pierwszą dziewczyną ale widocznie dziewczyny to lubią.
- Kup róże na promocji, "podstawowo" czerwone i niebieskie.
No to mnie zdziwiło, bo pierwsze słyszę aby kupowało się zawsze czerwone i niebieskie róże dla kobiet ale co ja tam wiem?
- Weź ze sobą wino które wcześniej kupiłeś od wujka za dychę a ona powie, że to jedno z lepszych.
I potem coś było o tym, że ona jara się, bo zrobił wszystko jak w filmie i takie tam.
Jeśli dla kobiet trzeba się tak starać to ja serio zostanę gejem, to już się wydaje łatwiejsze XD.
Zobaczymy tylko jak długo będzie się zachowywać normalnie, bo do dziewczyny na której mi zależało nie miał problemu pisać czy fajnie się ją rozbiera a do mojej siostry o swoim kutasie i że wali sobie do aktorek podobnych do dziewczyn które mu się podobają.
Nie no spoko, każdy jest inny tak? XD
On od zawsze starał się być idealny i mu to wychodzi zazwyczaj.
Ano jeszcze ma obsesję na punkcie neko więc dam sobie rękę uciąć, że prędzej czy później kupi tej swojej kocie uszka i będzie się nią strasznie jarał a jeszcze później dorzuci doczepiany ogon oraz każe jej robić "nya".
Ja się serio boję o tą dziewczynę ale nie zamierzam jej od niego uwalniać, nie będę jak Karol co się wtrącał w moje relacje.
Zawsze był dupkiem mimo, że taki się nie wydaje.
Stwarza pozory normalnego typka któremu można zaufać i o wszystkim pogadać ale pozory mylą.
Tak czy siak mam wywalone, nie zamierzam niszczyć mu życia a pewnie mógłbym.
Nawet mam jeden ciekawy tekst którego miałem użyć jakby się z kimś spotykał, tak jako ostrzeżenie ale nie, mi i tak nikt nie wierzy więc lepiej aby się na własnej skórze przekonali.
Na pewno będzie lepszym partnerem niż przyjacielem jeśli zachowa sekrety dla siebie i dalej będzie zachowywać się tak idealnie jak teraz.
Zabawne jest też to, że chodzi na siłownię a nie ma masy aby ją przerabiać na mięśnie i często się z innymi śmiejemy z tego, że marnuje czas.
Ja miałem znowu chodzić na siłkę od wakacji ale myśl, że on będzie wszystko napieprzał jak dziki, ciągle się gapił i pouczał mnie zniechęciła.
Patrząc jak łatwo mu wszystko wychodzi zwyczajnie by mi się odechciało, tak samo było z rysowaniem, był za dobry więc stwierdziłem, że jestem gównem i odpuściłem.
Dobra, bo w ogóle nie miałem zamiaru dużo o nim mówić a wyszło jak zwykle.
Chciałem rzucić szkołę więc i praktyk muszę się pozbyć a pracodawca do mnie, że jestem pojebany (no wow) i że po 2 i pół roku jak wyjdę bez papierka to będę musiał mu zapłacić czy coś.
Mógłby powiedzieć "dawaj 5 koła i sobie idź" a nie się pierdzieli z tym.
Poza tym płaci nam tyle co nic abyśmy robili wszystko za niego, nauczyłem się tam sprzątać a nie zawodu na jaki poszedłem.
Wczoraj też odebrałem dowód osobisty który nadal nie jest mi do niczego potrzebny.
To tyle, cześć.

View more

Polecisz jakieś filmy?

Taa..może.
Zacznijmy od całej serii Tolkiena, Władca Pierścieni oraz Hobbit.
Uwielbiam to uniwersum, dzięki Legolasowi w każdej grze, filmie czy innym...czymś stoję za elfami oraz uwielbiam łuki.
Aktualnie najbardziej mi się spieszy obejrzeć Bohemian Rhapsody.
Także zamierzam przewałkować filmy o Hannibalu, widziałem bodajże trzy ale dawno a były dobre.
Harry Potter jest spoko ale już tym rzygam.
Luna best girl, prove me wrong <3.
Jakieś klasyki jak Pulp Fiction, Zielona Mila, Skazani na Shawshank.
Filmy Marvela są świetne również.
Jestem też ciekaw, jak to było..."Zabójcze Maszyny".
Po polsku brzmi jak jakiś kicz o robotach typu Terminator 2.0.
Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, też było fajne a coś słyszałem o drugiej części.
Ano jeszcze dirty dancing które miałem jakiś czas temu obejrzeć, bo nic z tego prawie nie pamiętam.
Propo tańca była jeszcze jedna seria, zaraz znajdę.
Step Up!
Jak ja mogłem zapomnieć tej nazwy, przez te filmy sam kiedyś tańczyłem ale byłem prawdopodobnie gównem.
Jeszcze wszystkie filmy z Rockym Balboą w tym także nie tak stare "Creed: Narodziny Legendy" a też coś było o drugiej części.
Ciekawi mnie również "Assassination Nation".
Piraci z Karaibów, chętnie bym się wybrał na jakiś maraton z tego, uwielbiam klimaty pirackie zaraz po światach fantasy.
Kiedyś to były dobre komedie a nie to co teraz a Jim Carrey był ich królem i nikt nie udowodni, że się mylę.
Kończą mi się pomysły ale nie chce mi się zaglądać w przeszłość do googla.
Życie Pi też było moim zdaniem dobrym widowiskiem.
Ano jeszcze trzeba dodać serie Underworld oraz Blade, mam do nich mały sentyment choć nie uważam aby były chociaż blisko bycia najlepszymi filmami jakie widziałem.
Hellboy też spoko.
Chętnie bym obejrzał ponownie "Gwiazd naszych wina" oraz "Papierowe miasta".
Nie przychodzi mi póki co nic więcej do głowy a pewnie jest tam trochę tego.
Na przykład "Player One".
Tak czy siak raczej coś dla siebie znajdziesz, oby.
Chyba, że jesteś jednym z tych ludzi co oglądają wszystko na bieżąco i pytają o filmy sprzed kilku dni które jakimś cudem ominęli.
Chciałbym mieć z kim oglądać filmy.
~~~~~~
Pewnie zostało mi z 800 znaków więc powiem co tam u mnie jak zwykle.
Nie jadłem 76-78 godzin aż do wczoraj, zjadłem tylko dlatego, że tęskniłem za smakiem ketchupu który jest najcudowniejszą rzeczą na świecie.
Było spoko, bo nie miałem żadnych dolegliwości i nie wiem jak straciłem 3kg przez co czułem się bosko.
A teraz nie jem 20 godzin i już mnie boli brzuch, logika.
Tak poza tym to od rana streamowałem przez jakieś 5 godzin.
Było spoko, nawet najlepszy z moich streamów mogę powiedzieć.
Przyszło wiele znajomych twarzy których się nie spodziewałem.
Trochę się podjarałem ale raczej nie będę się tym profesjonalnie zajmował.
Nie mam do tego głosu i przydałoby się zainwestować w lepszy sprzęt.
Może za parę lat.
Poza tym znowu nie jestem pewien jakiej muzyki chcę słuchać, szukam nowych gatunków.
To tyle.
Do następnego.

View more

Otwiera się drzwi komuś bardzo zmarzniętemu ok?

Próbujesz wywołać u mnie wyrzuty sumienia?
Jeśli tak to ci się udało.
Pewnie gdybym nie był zajęty to bym leciał sprawdzić kto to aż by się za mną kurzyło.
Teraz jak się domyślam kto tam czekał to chyba dobrze, że nie miałem czasu.
Sam nie wiem, może lepiej dla mnie abym nie otwierał drzwi ludziom którzy mogą zmienić moje życie na pstryknięcie palcami.
To nie było zbyt mądre wychodzić z domu w taką pogodę o takiej porze i jeszcze liczyć na schronienie u mnie.
Cóż, nie jestem taki zły, bo przynajmniej chciałem otworzyć.
Z doświadczenia wiem, że nikt inny by tak nie zrobił.
Ile to razy marzłem czekając pod czyimś domem aż mi otworzy drzwi a ci z uśmiechem patrzyli na mnie przez okno.
Nie mam im za złe, że chcieli abym tam zdechnął na mrozie.
A może to tylko ja jestem tak straszny, że boją się mnie do domu wpuszczać?
Przecież nie noszę już przy sobie noża i nie mówię prosto w oczy życzeń śmierci a plotki o tym, że jestem satanistą dawno ucichły.
No i też nie stalkuję już dziewczyn które mi się podobają.
To było dawno i tylko raz.
Na imię miała Oliwia i była strasznie ładna, może za wysoko mierzyłem.
Może to zrządzenie losu, że nie miałem jak ci otworzyć.
Los dał ci szansę na zmianę decyzji czy coś.
Widocznie znał mnie na tyle żeby wiedzieć, że zawsze każdemu otwieram i stwierdził "o nie, muszę go czymś zająć".
Doceń jego starania, może to nie moje życie by uległo zmianie a twoje, chyba nie chcesz aby ktoś na nie wpływał?
Tylko ja jestem na tyle głupi, że każdemu na powitaniu się oddaję i daję robić ze sobą co chcą, szkoda tylko, że zawsze się bawią chwilę aby potem iść w swoją stronę.
Co ja bym dał za drugą taką osobę jak ja.
Cóż, pewnie dwie dychy, bo sam ciągle mówię, że się za tyle sprzedam.
Nie wiem co jest nie tak z ludźmi, bo nawet za darmo brać nie chcą.
Taka zabawka, dość duża i trochę cięższa niż pluszak ale nie trzeba karmić, można kopać jak zrobi coś zakazanego, nazywać dziwką zamiast imienia, kazać opowiadać sobie historie czy wysyłać po żarcie.
A poza tym to nie jadłem od 49 godzin i nawet nie czuję się głodny, świetne uczucie.
Całkiem proste, czujesz głód wieczorem to idziesz spać, czujesz głód w dzień to grasz aby nie mieć czasu na jedzenie.
Może później coś zjem, tak troszkę tęsknię za smakiem ketchupu, uwielbiam go bardziej niż siebie, może nie dziś.
Ileś tam godzin temu dostałem fazę i strasznie się sobie podobam.
Na tyle, że zacząłem spamić na snapie i oczywiście jak zwykle nikt nie powiedział, że chce mnie w łóżku czy coś.
Jedynie siostra skomentowała, że wreszcie się ubrałem.
Tylko bez głupich urojeń.
No i jeszcze Izabelka (nie lubi gdy tak mówię) powiedziała, że chce mnie ugryźć w obojczyk.
Tylko, że ma laskę i mieszka na którymś końcu polski więc może sobie pomarzyć, sory bejbe.
Zabawne, że cały dzień słucham głośno muzyki a stary nawet nie pomyśli żeby sprawdzić czy żyję.
Skoro przed "że" stawia się przecinek to przed "żeby" też?
Pewnie i tak tego nie sprawdzę.
Miło było pogadać. ^^

View more

🌫️

nah
Mówiłem już jak bardzo nienawidzę pisania odpowiedzi na telefonie?
Byłem dziś w pracy i chciałem coś napisać.
Miałem o czym.
Było ciekawie.
Poważnie.
I długo, jak zwykle.
Zablokowałem telefon na chwilę, bo Karol ciągle coś chciał.
A gdy odblokowałem apka się "odświeżyła" a odpowiedź przepadła.
Nie potrafię teraz opisać tego co tam było.
Miałem rano taką sytuację.
Wyszedłem z domu.
7:49.
Wcale nie specjalnie żeby ją spotkać.
Wiedziałem, że jak wyjdę po 7:50 to się nie stanie.
Nie wiem, po prostu dawno jej nie widziałem.
7:51, jestem w miejscu gdzie zawsze ją widywałem.
Może była szybsza.
Idę dalej, włączam piosenkę o nienawiści.
Głośność na full.
Ciary na ciele.
Uśmiech na ustach.
A oto i ona.
7:53.
Spóźniona.
Patrzę na nią.
Ona unika wzroku.
Staram się zachować kamienną twarz.
Mijam się z nią.
I ależ to było przyjemne z tą muzyką.
Cały ja:
> Kraszuj kogoś.
> Wmawiaj sobie nienawiść.
> Stwórz sobie iluzję ulgi.
Działa zawsze.
Do czasu aż ten ktoś znowu nie zjawia się w twoim życiu.
Ależ ja bym chciał serio ją znienawidzić.
Nie jest zła, po prostu nie jest dla mnie a jakaś część mnie nie potrafi się z tym pogodzić.
Więc przedstawiając sobie jej najgorszy obraz zniechęcę tą stronę.
Za cholerę nie rozumiem czemu zawsze się dla niej otwieram w 100%.
Z jakiegoś powodu mam wrażenie, że mogę jej zaufać i pokazuję jej prawdę o sobie.
Pozwalam jej ze mnie czytać jak z otwartej książki która wyjaśnia rzeczy których nie rozumie.
Tylko nigdy mi się to nie opłaciło.
Zupełnie nic na tym nie zyskałem.
I nie, nie żałuję ostatniego razu gdy postawiłem wszystko na nią.
Tak, dzięki niej zacząłem czuć rzeczy.
Chciałem być szczery i dobrze mi szło.
Starałem się nawet być milszy dla innych.
Owszem, stałem się cholernym optymistą jeśli chodzi o "nas".
Mimo to czułem się w tym sam.
Zacząłem sobie robić krzywdę.
Wjechałem sam na siebie wypominając sobie każdej nocy co ze mną jest nie tak.
Tak, każdego dnia coraz bardziej chciałem się zabić.
Dobra, przyznaję się.
Sylwester.
Mówiłem, że będę sam.
To było pewne na 100% ale zjawił się cholerny Rutek.
Byłem na skraju wytrzymałości, miałem tego dnia pisać na asku co mam do powiedzenia i walnąć jakiś list pożegnalny.
No, chciałem się zajebać.
Pierwszy raz gdzieś od gimnazjum myślałem o tym na poważnie.
Miałem siłę to zrobić, byłem tak bardzo pewny, że się uda.
Ehh, najpierw wprosił się Rutek a później jeszcze skończyłem rozmawiając nad ranem z nią przez telefon pokazując jak bardzo jest ze mną źle.
Tego żałuję, nie powinna wiedzieć.
Szczerze, nigdy nie byłem w tak złym stanie jak tamtej nocy.
Powinienem się wtedy rozłączyć i rozjebać sobie łeb o schody.
Jak ja nienawidzę, że ludzie ciągle się wtrącają.
Mniejsza już o to.
Jakąś godzinę temu ktoś zadzwonił domu.
Starszy zapukał do drzwi mówiąc, że ktoś przyszedł.
Ja tylko je zamknąłem aby wrócić do tego co robiłem.
Podejrzewam, że to był Karol.
Nikt inny nie przychodzi do mnie bez zapowiedzi.
A może jednak...?

View more

Jak poradzić sobie z utratą najważniejszej dla nas osoby?

Zastąpić ją.
Prędzej czy później znajdzie się ktoś na to miejsce.
Cóż, w aktualnej sytuacji jest nas dwoje.
Choć ja nawet nie szukam, to przyjdzie samo.
Dwa lata w tą czy drugą stronę to psia różnica.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że nie ma co szukać na siłę.
Sam nie wiem dlaczego ale łatwo mi przyszło trzymanie się tego.
Teraz po prostu czekam wiele miesięcy aż się zjawi jakaś osoba i dzieje się co ma się dziać.
Najgorsze są początki, wiem po sobie.
Ja po kilku tygodniach już prawie się nie przejmuję.
A przynajmniej dobrze idzie mi udawanie.
Tyle dobrego, że jeśli będę dostatecznie długo udawać to stanie się to dla mnie rzeczywistością.
Może tylko ja tak mam.
Pewnie jest ze mną coś nie tak.
Zwyczajnie nie ma co się starać na siłę.
Trzeba pogodzić się z utratą i iść dalej.
Na świecie jest przecież 7 i pół miliarda ludzi.
No na przykład ja w tej dziurze pewnie nikogo sobie nie znajdę.
Ale powiedziałem jeszcze w 2018, że jak do 2020 tak będzie to zostaję gejem.
Szkoda tylko, że będę tak samo samotny, bo nie słyszałem abyśmy tu jakiś mieli.
Cóż, dziwne, że w 2018 nie zostałem, bo byłem pewien, że jak jakiegoś spotkam to mogę z nim być.
Teraz trochę mi dziwnie jak o tym myślę ale taka jest prawda, spotkałbym w 2018 geja to sam bym nim zapewne był.
Dziś mi się trochę nastawienie zmieniło a takie myśli są o wiele rzadsze.
Choć zdecydowanie wolałbym być bi.
Koniec końców jestem hetero więc nie życzę sobie aby jakiś Maciek lat 20 pisał mi na GG, że chętnie by mnie przeleciał.
Wracając do tematu "najważniejszej osoby".
Mi by się przydało te zastępstwo tu i teraz zanim zacznę robić cokolwiek w aktualnej sytuacji.
W sensie:
Jestem sobie ja siedzący spokojnie w domu, nie zwracam w ogóle uwagi na to co się dzieje z "nią".
Mija tydzień i dowiaduję się pewnych rzeczy, cały weekend chodzę na wkurwie a zaraz to mi chyba odbije.
Tak, zdecydowanie mi kogoś potrzeba.
Szkoda tylko, że wszystkie osoby "w moim typie" jakie poznałem mieszkają za górami i za lasami po zupełnie innej stronie kraju.
Znając siebie jutro mi przejdzie do rana a do domu wrócę znowu nabuzowany.
Nigdy nie byłem agresywny ale ostatnio mam coraz bardziej ochotę się na kimś wyżyć.
Próbowałem nawet wczoraj rysować.
Każdego to uspokaja, sam kiedyś nawet to lubiłem.
No ale oczywiście Karol się każdemu chwalił swoimi świetnymi i robionymi w krótkim czasie rysunkami, że patrzący na to ja zwątpił, że kiedykolwiek mu dorówna i przestał rysować.
Aż do dziś.
Nic z tego nie wyszło, zmarnowałem tylko kartki, wkurzyłem się jeszcze bardziej, prawie się nawet popłakałem nad tym jak beznadziejny w tym jestem.
Cały ja.
Jeszcze do tego wszystkiego skończył mi się cukier w domu więc nie mam jak pić herbaty.
Jest po prostu świetnie.
Chyba nie mam nic więcej do powiedzenia.
Znowu nie wiem o której poszedłem spać.
Jest 7 rano.
Wypada życzyć miłego dnia.
Każdy by to zrobił.
Więc ten...
Mam nadzieję, że dziś wreszcie uda wam się zabić. ^^
Chyba nie tak to miałem zrobić...

View more

Jak robisz snapa to zazwyczaj wysyłasz go jednej osobie czy kilku?

To bywa naprawdę różnie.
Jeśli są to mało ważne rzeczy, kupiłem sobie coś za prawie tysiąc złotych czy poszedłem na 10 minut do pracy i mam wolne to takie rzeczy wysyłam do wielu osób a to też rzadko.
Ogólnie ograniczam się do 5 osób którym często spamię o tym co się u mnie dzieje więc tym samym są pierwszymi osobami które wiedzą czy ryczę, czy gdzieś wyszedłem itd.
Mam dylemat od kogo zacząć.
Niech będzie siostra cioteczna, Agata.
Mógłbym jej powiedzieć o czymkolwiek i zachowałaby to dla siebie lecz i tak tego nie robię.
Mało rozmawiamy ogólnie a zazwyczaj jeśli już to o mnie lub Karolu, no może szczególnie o nim.
Pewnie jest to jedyna osoba która by mnie nie zostawiła gdybym tego potrzebował.
Dalej jest Rin, nie powinienem z nią utrzymywać kontaktu ale to po prostu sentyment.
Cóż, wciąż bardziej przejmuje się mną niż ja sam.
Grozi od zawsze, że przyjedzie i przemówi mi do rozsądku ale nigdy tego nie zrobi.
Strasznie się z nią rozmawia.
I wcale nie mówię tego tylko dlatego aby ukryć, że nie jest mi wrogiem.
Ona po prostu może wiedzieć co u mnie słychać i dlatego dostaje...właściwie więcej snapów od innych.
Nie lubię tylko gdy się wtrąca, momentami jest bardziej uparta niż ja co jest niemal niemożliwe.
Jest jeszcze Dudzia, nie ma tu co dużo mówić.
Tak jakby pracujemy razem od paru już lat.
Mieszka gdzieś w Poznaniu czy coś.
Ona przynajmniej ma życie, ciągle gdzieś podróżuje.
Ale nasza znajomość ogranicza się do snapów o tym jak mi źle oraz krótkich rozmów o "pracy".
Głównie gadamy o serialach czy innych pierdołach.
Nie jest to nikt kto się może wtrącić jakkolwiek w moje życie i tyle.
Jeszcze jest Izabela.
Znamy się z 3 lata bodajże.
Ostatnio sam jej przypominałem a sam już nie wiem.
Askowa znajomość, jedyna jaka mi została.
Jeśli chodzi o tą znajomość to wygląda tak, że co jakiś czas jej spamię na profilu.
Raz przez tydzień bez przerwy, innym razem jest to jedno pytanie na 2 miesiące.
Kiedyś gadaliśmy przez telefon, pisaliśmy na gg i inne takie.
Można z nią gadać o wszystkim i nie boi się nazwać mnie publicznie dziwką więc to na tyle luźna relacja, że mogę być sobą rozmawiając z nią.
Nawet nie pamiętam gdzie mieszka a mówiła mi pewnie z dziesięć czy pięćset razy.
Cóż, jej akurat nie omijają te najgłupsze snapy.
Jest jeszcze Ola.
Wysyłam jej niemal wszystko poza moimi wygłupami aby się nie upokarzać.
Chyba robię to dlatego, że mieszka blisko i liczę, że w razie co mogłaby się zjawić i mi pomóc.
Choć jak to czytam to nie chce mi się w to wierzyć.
Najchętniej bym się od niej odizolował ale nie potrafię przestać się interesować tym co u niej słychać.
Nawet nie rozmawiamy na co dzień, mieliśmy w tym tygodniu pogadać poważnie ale widocznie była zajęta.
Byłoby dobrze znaleźć kogoś równie blisko z kim będę mógł pogadać ale w tej dziurze ludzie za mną nie przepadają.
Będę się czuł źle kończąc serial bez niej ale nie mam wyjścia a nie chcę go porzucać.
Pewnie kwestia paru tygodni aż mi przejdzie.
Dobranoc.

View more

Jak często używasz niecenzuralnych słów?

Jedni powiedzą, że non stop.
Wcale tak nie jest.
Używam tak rzadko jak potrafię.
Często robię to w żartach, bo pasuje do rymu.
Czy coś.
Też zależy od towarzystwa.
Jeśli są to same typki to każdy sypie tym jak popadnie.
A za każdy wulgaryzm w towarzystwie kobiet powinienem sobie wbijać nóż w ciało.
Za każdym razem się czuję źle gdy w towarzystwie jakieś dziewuszki rzucę kurwą.
Stare przyzwyczajenie, że nie wypada.
Ale również jeśli jest to ktoś z kim znam się od dawna i sama się nie ogranicza to ja czuję, że mogę się wyluzować i mówić co tylko chcę.
Kiedyś nie przeklinałem wcale.
Nie to, że jak miałem 5 lat czy coś.
Gdzieś w latach 13-15.
Może 14-15, bo w 13 wydaje mi się, że akurat dużo przeklinałem i chciałem się tego oduczyć.
To nie było ani trochę trudne ale dziś się zazwyczaj nie ograniczam.
Tak jakby.
Wśród obcych osób czułbym się źle używając wulgaryzmów.
Przy starej ekipie pewnie każdy by ich ciągle używał.
Przy dziewczynie z którą się spotykam starałbym się ani razu nie przekląć.
Na przykład rozmawiając z Rutkiem ciągle go wyzywam od szmat i pedałów, bo to normalne u "ziomeczków".
On sobie też wcale nie oszczędza.
Pisząc też jest to mniej bolesne w sumienie niż gdy się mówi.
I z taką Rin mogę sobie kląć co drugie słowo układając rymowankę o kotach (nie pytajcie, błagam).
W końcu nie znamy się od dziś.
Podczas grania mi się też zdarza.
Czy to na swojego duo czy na to co robią losowi ludzie, norma.
No grasz sobie ze swoim Sebą, ten nabiera zbytniej pewności siebie to już odruchowo krzyczysz "no kurwo gdzie poszłaś z tego mida" a ten odpowiada "sklej pizdę wiem co robię".
Gracze są toksyczni i nie można temu zaprzeczyć w żaden sposób.
Jakoś to podsumowując.
Raczej nie rzucam kurwami na lewo i prawo, przynajmniej się staram.
Mógłbym przestać przeklinać bez problemu, bo bez tego można żyć choć moje żarty które nikogo nie śmieszą poza ludźmi tak samo powalonymi jak ja straciłyby trochę "tego".
Najczęściej zdarza mi się w pracy czy grając a poza tym to tylko sporadycznie.
Koniec tematu.
Za 20 minut muszę być już poza domem więc pierwszy raz od dawna nie zabraknie mi znaków w odpowiedzi, bo nie zamierzam jakoś bardzo przedłużać.
Rzucam szkołę.
Mówię poważnie, zrobię to jeszcze w tym miesiącu.
Mam nieklasyfikowanie z każdego przedmiotu, byłem chyba 6 dni w półroczu.
Nie chce mi się tego naprawiać, bo pewnie musiałbym każdego następnego dnia się stawić.
Więc rzucam ten syf, szukam pracy a niedługo zrobię coś zaocznie, jeszcze nie wiem czy sam czy jednak ktoś z osób które znam też idzie.
A ogólnie jest u mnie chyba coraz lepiej.
Albo wam to wmawiam XD.
Ostatnio też powoli wracam do słuchania muzyki rockowej, miałem ostatnio fazę na electro swing oraz k-pop (tak, ja i k-pop którego ostatnio mówiłem, że nie trawię).
Mówiłem, że nie wykorzystam wszystkich znaków a zostało mi już tylko 120.
Cały ja.
Nie mam już chyba nic do powiedzenia więc...do następnego, jak zwykle, idę się zbierać do pracy.

View more

Miłego poniedziałku :*

Niki Narcyz Nikt
Rano naszła mnie dziwna ochota spotkania się z "nią".
Nie wiem po co oraz czy powinienem.
Prawie się zniechęciłem słuchając o niej od Karola.
Mogłaby to być okazja na wyjaśnienie spraw lecz nie czuję bym akurat to chciał robić.
Wolałbym zwykłą rozmowę.
Wiem, że do spotkania nie dojdzie.
Albo ona odmówi albo ja padnę ze zmęczenia.
Udało mi się znowu przestawić na popołudniowy sen co tym bardziej uniemożliwia mi spotkania.
Nie chcę ryzykować, że mi się odwidzi moje podejście.
Ale jednocześnie potrzebuję porozmawiać o pewnych sprawach.
Przychodzą mi w tej chwili do głowy same złe myśli.
Czuję też rzeczy których nie powinienem ponieważ te przybliżają mnie do wyznania prawdy na co nie czuję się gotów.
Nie powiem o co dokładnie chodzi ale pojawił się u mnie ostatnio mały gniew a każdego dnia narasta.
Muszę z nim żyć i na pewno nie mogę wyjaśnić jego źródła osobom wokół.
Jeszcze nie.
To by mogło zmienić zbyt wiele rzeczy gdybym się przyznał.
Jeśli dobrze pójdzie to pozbędę się tego i nie będę musiał o tym z nikim rozmawiać mimo tak wielkich chęci.
Aktualnie najważniejsze do przemyślenia jest to czy powinienem dziś spytać o spotkanie.
Chciałbym zaryzykować choć ta druga część mnie próbuje ten pomysł zakopać.
I pewnie tak by było słusznie.
Rzadko boję się ryzykować jak teraz.
Zazwyczaj nie myślę o skutkach ale teraz...
Teraz musiałbym nad sobą zapanować i nie powiedzieć za dużo.
Moim życiem rządzi teraz w większości strach który staram się zgasić a razem z nim pozbyć rzeczy które mnie przerażają.
Może przesadzam albo tylko ja widzę rzeczy w tak dziwny sposób.
Ostatnio zwyczajnie mam myśli aby wycofać się ze wszystkiego ale nie sądzę aby ktokolwiek to docenił więc będę w tym tkwić.
To tyle zagadek (chyba).
Na zmianę tematu - Rutek.
Był w ten weekend.
I nie jestem z tego zadowolony, że pozwoliłem mu przyjść.
Odezwałem się do niego pierwszy raz od dwóch tygodni i było mi z tym dobrze.
Jego obecność zwyczajnie mi zaczęła przeszkadzać a teraz nawet nie odczuwam potrzeby przebywania z kimś i rozmawiania o błahostkach od czego był on.
Nawet mnie nie obchodzi jakaś tam Wiktoria której imienia używa jako hasła na swoich kontach.
A tak poza tym to dziś prawie przyznałem się do tego jak bardzo Karol jest mi przeszkodą w życiu.
Rozmowa zeszła na bardzo dziwny temat.
Zbyt szczery jak na naszą znajomość.
Myślę, że wypaliłem tylko dlatego, że nie mam z kim gadać czasami.
Tak czy siak padło coś na temat czy uważam, że dzień gdy się poznaliśmy był najgorszy w moim życiu.
Odparłem "jasne, że tak" i przez sekundę zapomniałem dodać uśmiech aby zabrzmiało to jak żart.
Mam nadzieję, że odebrał to w ten drugi sposób.
Muszę bardziej uważam na to co mówię, bo na szczerą rozmowę z nim nie będę nigdy gotowy i tak samo nawet nie chcę o tym rozmawiać.
Zresztą sama rozmowa z nim zawsze jest uciążliwa, zawsze się uprze swoich racji i spróbuje je wmówić innym.
Taki już jest.
Wciąż mam decyzję do podjęcia.
Odezwę się (może) po fakcie.

View more

Tęsknisz czasem za czymś?

Mr. Paperman
Za tak niedawnymi chwilami razem.
Nie radzę sobie z tym za dobrze ale się staram się pozbyć tego uczucia.
Myślałem, że szybko przestanę tęsknić i teraz nie rozumiem dlaczego wciąż to robię.
Czy było mi zbyt dobrze?
Czułem się bezpieczny wtedy?
Może znalazłem swoje miejsce a z niego zrezygnowałem?
Nie jestem pewien.
Wiem jedynie, że będę sobie wmawiać najgorsze rzeczy aby się tego pozbyć.
Będę udawać, że podają mi truciznę zamiast wina.
To tak bardzo w moim stylu - udawaj aż w to uwierzysz.
Nie zasługuję na szczęście i zamierzam się tego trzymać.
Aktualnie myślę czy nie wyjść z domu.
Jest po drugiej w nocy, telefon naładowany, głośnik też, powerbank w 24% a do tego pół butelki wódki której tak nienawidzę, może nie aż tak bardzo jak siebie przez ostatnie miesiące ale wciąż jest to straszny syf.
Mógłbym się dobrze bawić chodząc pół przytomny z muzyką na mrozie po ulicach pustego miasta.
Mam ochotę krzyczeć i płakać ale tego nie zrobię w tej chwili.
Potrzeba mi miejsca gdzie będę sam.
Jeśli wyjdę to chciałbym nie wrócić ale pewnie i tak zrobię wszystko aby żyć.
Boję się zabić jak jakaś pizda.
Przecież to nic trudnego włożyć sobie nóż w żebra czy w ostatniej chwili zrobić krok w stronę ulicy gdy jechać będzie ciężarówka.
A jednak ciągle się boję.
W tej chwili nawet nie zależy mi na wyjaśnieniu pozostałych spraw.
Jeśli wrócę to zmieni mi się myślenie.
Momentami czuję się jakby ktoś dla mnie ważny umarł a ja nie potrafię się z tym pogodzić.
A jeśli chodzi o mnie?
Z własnej woli robię z siebie największego skurwiela a jakaś mała część mnie się temu sprzeciwia przez co mam to dziwne uczucie.
Jakby się nie dało podpisać jakiegoś paktu by przestać czuć cokolwiek.
Boli mnie droga do tego celu ale na końcu nie będzie to już ważne, prawda?
Mam sobie za złe jakąkolwiek myśl o innych i chęci dowiedzenia się co u nich słychać.
Nie mogę sobie pozwalać na takie rzeczy, bo jeszcze mi się odwidzi i będę musiał z tym żyć.
Ciekawe czy mi łzy zamarzną jeśli wyjdę z domu.
Może nawet mógłbym uciec.
Kilka dni bym wytrzymał aż nie uderzyłby jakiś mocniejszy mróz z którym sobie nie dam rady.
Jestem tak bardzo złym człowiekiem, że powinienem już stąd zniknąć na dobre, z życia innych.
Ostatnio coraz więcej osób proponuje mi pomoc i mówią abym się udał do psychiatry ale ja nie skorzystam.
Może mi się pogorszy i znajdę odwagę aby się któregoś dnia wpakować pod koła, im szybciej tym lepiej dla innych.
Nie chcę ryzykować, że pewnego dnia mi się odwidzi, zechcę wszystko naprawić ale ludzie nie dadzą mi szansy i będę cierpiał z tego powodu jeszcze bardziej.
Po prostu nie każdy jest jak ja.
Zawsze daję innym szansę, staram się brzmieć jakby to była ostatnia ale u mnie limit się nie kończy.
Dzień za dniem coraz bardziej siebie nienawidzę ale jednocześnie coraz bliżej by pozbyć się z mojego życia ludzi.
Jeszcze chwila i nie będzie nikogo kto za mną zapłacze.
Ba, wiele osób pewnie nawet się nie dowie.
Cóż, wódka i mróz na zewnątrz czekają.

View more

Daj swoje selfie

A może nie? XD
Rzadko się komuś pokazuję i zazwyczaj jak to robię to pewnie jest jeden z tych dni gdy się sobie podobam lub zwyczajnie mam jakąś fazę.
I też robię to tylko na snapie, bo ktoś zobaczy i sobie tego nie zapisze tak?
W sumie to dalej mam z 30 zdjęć w telefonie, bo jeśli już sobie jakieś zapisuję to zazwyczaj ktoś je musi zobaczyć i usuwam.
Aktualnie nie mam od tego osoby więc powinienem usunąć.
Przez całe życie miałem w galerii najwyżej 20 zdjęć i były to jakieś tapety czy coś.
Sam sobie zdjęć nie robię normalnie, bo też po co.
Jeśli już to raczej dla kogoś jeśli dobrze akurat wyglądam.
Jakiś czas temu tak było a później długo włosy nie współpracowały i znowu zdarza mi się pomyśleć, że wyglądam dobrze.
Byłoby lepiej pozbyć się jednak włosów, cokolwiek z nimi zrobić, bo zaczynają być za długie moim zdaniem.
Nie powinienem się chyba tym przejmować, bo nie obchodzi mnie co myślą inni ale gdy sam sobie się podobam to czuję się z tym cholernie dobrze.
Mam wrażenie, że w kółko powtarzam to samo XD.
Tak z innej beczki to jest już zwiastun drugiego sezonu Kakegurui.
No jaram się, przyznaję.
I tak - to jest anime.
Mało jakie anime mi się podoba ale te było wręcz genialne ze względu na Yumeko i hazard.
Koniec sezonu, w sensie ostatnie 5 minut ostatniego odcinka to była porażka więc liczę, że nowy sezon będzie miał lepsze zakończenie.
Aż bym znowu zaczął grać w pokera, kiedyś dużo grałem ale nie byłem uzależniony i nigdy nie grałem o kasę, po prostu było to przyjemne a ludzie chętnie uczyli się ode mnie zasad.
Sam chyba kilku z nich zapomniałem.
A tak poza tym to ostatnio coraz bardziej sobie radzę
Ostatnio prawie nie płaczę, jednie gdy tu piszę o czymś co jest trochę dobijające.
Wciąż tęsknie za tym co było niedawno.
Ba, nawet mam myśli aby zmienić podejście ale szybko się ich pozbywam.
Cóż, nie ma co o tym mówić, zostawię to jak jest i tyle.
A wracając do kilku poprzednich odpowiedzi.
Jest jak zawsze.
Mówię coś i zapominam wspomnieć o innych rzeczach na temat osób.
Są to jakieś mniejsze rzeczy więc może losowo będę o nich wspominać zamiast poświęcać temu całe odpowiedzi.
Nie wiem.
W ogóle zabawne było o Rin.
Miałem zamiar napisać o głównie miłych chwilach a skończyłem na najgorszej części, brawo ja.
Dodam jeszcze, że od półtorej tygodnia nie gadałem z Rutkiem.
Ograniczanie znajomości wydaje się przychodzić łatwiej niż kiedykolwiek.
Chyba piszę tą odpowiedź na siłę, chcę coś powiedzieć ale nie mam nic konkretnego.
Ostatnio znowu zacząłem kłamać i jak zwykle mi to nie przeszkadza.
Może robię to nawet tutaj mówiąc, że jest lepiej niż w rzeczywistości.
Ale udawajmy, że tego nie powiedziałem.
Może już pójdę.
Dobranoc.

View more

💖

Szkoda, że nie urodziłem się laską.
Nie dość, że byłbym lesbijką to jeszcze na pewno zajmowałbym się cosplayem.
Jest tyle genialnych postaci z filmów, gier, anime, że miałbym co robić.
Co prawda jako facet też mógłbym to robić, jakiś Dante z DMC, Alucard z Hellsing'a czy choćby Varus. <3
Ostatnio mam straszną obsesję na punkcie Varusa i nie jest to pierwszy raz, teraz czuję się tylko w 90% hetero.
Dlaczego mi to nie przeszkadza...?
Ekhem..o czym to ja?
Ah! Cosplay.
No tak, to jest genialne ale jeśli chciałbym się tym bawić to dopiero gdybym znalazł jakąś pracę i zdobył kilka znajomości na konwentach czy coś a na te boję się strasznie jeździć, byłem raz na związanym z fantasy.
Czułem się tam tak zagubiony i nie wiedziałem co ze sobą robić, że wróciłem dzień wcześniej niż chciałem na początku.
W tym roku już miałem dwie propozycje, jedno chyba było na Comic Con a drugie ostatnio na...coś w Poznaniu.
Na ten pierwszy miałem jechać ale zaprosiła mnie laska która od początku znajomości chce mnie tylko do łóżka zaciągnąć a wczoraj zaproponowała mi to całe friends with benefits.
Nie mówię, że jest zła ale już chyba od roku rzucam jej friendzonem w twarz XD.
W sumie jest całkiem spoko, słuchamy tej samej muzyki, oglądamy te same seriale, albo bardziej oglądaliśmy, gramy w te same gry, tak samo większość życia jesteśmy sami.
Tyle, że ona ma psychologa.
Mi by się bardziej psychiatra przydał, ostatnio mi nawet to doradzono ale powiedziałem, że się boję do tego przyznać.
"Domiś bierz się za nią zanim ktoś inny sobie ją weźmie".
Nie.
Uzależniłbym się z nią od seksu, znam ją na tyle, by być tego pewnym choć zdecydowanie byśmy się dobrze bawili, bo w końcu wiele nas łączy.
Tak właściwie to gadam z nią raz na kilka miesięcy więc też za bardzo mnie nie obchodzi.
Ten no.
Cosplay.
Zmienię sobie kiedyś płeć i zostanę ero cosplayerką.
Takie muszą cholernie dużo zarabiać patrząc na to ile mają fanów na Patreonie.
Pewnie nigdy nie zrobię nawet kroku w stronę cosplayu.
Strasznie mi się podoba fotografowanie ludzi ale jednocześnie ani trochę mnie to nie interesuje.
W sensie, że to jest super i mógłbym w ten sposób pracować do końca życia ale nie znam się na fotografii ani trochę i tak samo z siebie zainteresowanie tym nie przyjdzie więc mogę o tym zapomnieć.
Mam dziś ochotę na gadanie bez sensu, to jest jedna z tych odpowiedzi po których dnia następnego będę żałować, że udostępniłem.
Zwyczajnie takie nie są ciekawe u mnie, to bardziej tematy na zwykłą rozmowę tylko gdy taka się już znajdzie to żaden z nich nie przychodzi do głowy.
Mówiłem już, że Varus jest świetny?
Do 2016 roku podawałem się za niego w sieci, jako awatar w wielu miejscach był on, czasem nawet gdzieś w nazwie, na tapetach i pewnie gdybym potrafił rysować to walnąłbym sobie jego portret na ścianę.
A poza tym mam ochotę znowu prowadzić jakąś stronkę na FB.
Ktoś szuka admina? XD
Jestem pod wrażeniem swojego pozytywnego nastawienia ostatnio.
Dobranoc.

View more

Next