Co rani Cię bardziej, słowa czy czyny?
Miałam styczność ze słowami jak i czynami które naprawdę pozostawiły po sobie dużo złego, nawet do tej pory. Z małym szczgółem, na czyny musiałam patrzeć. Matka tylko raz mnie spoliczkowała, za co przepraszała przez najbliższe kilka dni. Niespecjalnie mnie to skrzywdziło. Czasami siedzę z papierosem. Wypalając jeden za drugim, zastanawiam się czy moja psychika funkcjonowałaby lepiej gdyby "ten frajer", -którego nie potrafię nazwać ojcem, nigdy nie podniósł ręki na moją matkę. I też jak moje życie wyglądałoby teraz gdybym nie była wyśmiewana. Czy bym schudła? Czy dalej bym była nieśmiałą, cichą myszką? Czy poznałabym tych wspaniałych ludzi którzy mi pomogli, niestety nie zostali na długo. Czy dalej kierowałabym się ufnością? Oba te rodzaje raniących mnie spraw zabierają za sobą wszystko co dobre. Ranią mnie tak samo. Jest też ich pozytywna strona, mianowicie kształtują mnie. Zmieniają i przygotowują na gorsze aspekty dalszego życia.