Chwila przed zaśnięciem to idealny czas na huragan myśli.
To o czym myślę zależy od zdarzeń danego dnia. Najczęściej tematem moich myśli są wspomnienia.
Płaczę za kimś kti ułożył sobie życie, odsuwając mnie w niepamięć.
Równie często zajmuję się tzw 'gdybaniem'.
Krąże myślami po tym co fantastyczne.
Tworzę niestworzone, straszne i niekiedy chore historie które następnie przelewam na papier.
Poświęcam także małą chwilę na tęsknotę za żyletką, wspominam noce gdzie zmieszane łzy i krew spływały po moich nadgastkach. Obwiniałam się za całe zło świata, kresląc kolejne rany..
Teraz myślę co by było gdybym wróciła do tego..?
Nie masz za co dziękować :)
Twoje odpowiedzi są warte miliona serc.
Szczęście nie istnieje.
To jest tylko ulotna chwila..
To coś co pryśnie, jak czar.
To coś czego nie ma w moim życiu.
Moja recepta jest prosta.
Wystarczy użyć żyletkę, za tysiącami łez i cichym krzykiem rozpaczy można dostrzec kapkę szczęścia..
Dziękuję :)
Wzajemnie.
Oczywiście się odwdzięcze.
Przy okazji dziękuję każdemu kto przeczytał moje nic niewarte słowa.
Zawsze tak było. Obojętnie co bym zaplanowała, nadzieje na spełnienie tego była chwilowa. Po czasie znikała. Teraz też tak jest. Nie wierze że jestem zdolna do czegokolwiek dlatego wątpię w powodzenie w przyszłości. Zwalę to na niska samoocenę i powiem ze jestem beznadziejna i nic niewarta ;)
Ja pod słodkim uśmiechem ukrywam to że chcę kogoś zajebać.
Moje lęki zaczęły mnie w ostatnim czasie przerastać. Mnożą się, nie dają mi spokoju, co chwila o sobie przypominają, dają upust mojej złości. Przykro mi, im częściej o tym mowię bądź pisze jest coraz gorzej. Przepraszam strach mnie niszczy.
Pomijając potrzebę cogodzinnego palenia, uciekania w alkohol i wulgarnego słownictwa moim największym nawykiem jest kreska. Jedna, druga, dwudziesta, trochę krwi i życie stało się lepsze. Właściwie stawało się lepsze. Sprzecznie z założeniem w Twoim pytaniu jest to nawyk który udało mi się wstrzymać na jakiś czas. Wymienione wyżej niezbędniki mojej codziennej egzystencji, określone jako nawyki są jedynymi których nie mogę síę pozbyć, a dzieję się tak z prostej przyczyny- nie chcę tego.
Ja? Ja się nie czuję. Umarłam psychicznie. Nie wiem w jaki sposób opisać emocje towarzyszące mi dzisiejszego dnia. To było coś w rodzaju poczucia monotonii.
Nie umiem funkcjonować bez bólu, czuję ciągłe podenerwowanie. Mam świadomość że nic mnie nie odstresuje, tak samo jak żyletka. Myślicie sobie co chcecie, ale to naprawdę nie jest łatwe.
Dobranoc.
Potrzebuję siły.
Potrzebuję chęci.
Potrzebuję jego.
Potrzebuję snu.
Potrzebuję szczęścia a zarazem trochę bólu.
Uważasz że dziewczyna którą na okrągło robią w chuja potrafi kogoś obdarzyć zaufaniem?
Miałam styczność ze słowami jak i czynami które naprawdę pozostawiły po sobie dużo złego, nawet do tej pory. Z małym szczgółem, na czyny musiałam patrzeć. Matka tylko raz mnie spoliczkowała, za co przepraszała przez najbliższe kilka dni. Niespecjalnie mnie to skrzywdziło. Czasami siedzę z papierosem. Wypalając jeden za drugim, zastanawiam się czy moja psychika funkcjonowałaby lepiej gdyby "ten frajer", -którego nie potrafię nazwać ojcem, nigdy nie podniósł ręki na moją matkę. I też jak moje życie wyglądałoby teraz gdybym nie była wyśmiewana. Czy bym schudła? Czy dalej bym była nieśmiałą, cichą myszką? Czy poznałabym tych wspaniałych ludzi którzy mi pomogli, niestety nie zostali na długo. Czy dalej kierowałabym się ufnością? Oba te rodzaje raniących mnie spraw zabierają za sobą wszystko co dobre. Ranią mnie tak samo. Jest też ich pozytywna strona, mianowicie kształtują mnie. Zmieniają i przygotowują na gorsze aspekty dalszego życia.
View more
W teorii strach jest mi obcy, niestety w praktyce jestem pełna lęku i obaw.
Boję się samotności. (chociaż czuję że nie mam nikogo, wśród tylu osób).
Boję się straty przyjaciółki. ( I tak jestem w sprawach utraty weteranką).
Boję się przytyć ( to by mnie wprowadziło w jeszcze głębszą depresję).
Boję síę ciemności ( widzę w niej wszystko co zaliczą się do moich koszmarów, z nią wiąże się cisza a tego nie cierpię).
Boję síę odkrycia prawdy.
Boję síę przyszłości i dalszej egzystencji.
Boję się nieznanego.
Boję síę bezsilności.
Boję síę kolejnego rozczarowania.
Boję síę codzienności.
Boję się wszystkiego co spotykam codzienne.
Najchętniej zamknęłabym się w pokoju z wódką i papierosami.
Kto powiedział że lubię.
To jest po prostu moja odskocznia.
Tu można się o mnie dużo dowiedzieć.
Nie muszę udawać jakie to moje życie jest cudowne. Nie rzygam tu na innych szczęściem tylko depresją. Nie muszę tam robić z siebie publicznie melancholijnej psycholki. Tu robię to anonimowo :)
Usłane różami? Sformułowanie nie do tej osoby. Moje życie to jeden wielki tor przeszkód. Wiesz, fajnie by było gdybyśmy żyli jak w raju. Niestety, moim zdaniem marzenia síę nie spełniają. Są jak bańka mydlana, leci do nas, jesteśmy pewni że będziemy ją mieli. Czekamy wytrwale, gdy już widzimy ją na horyzoncie ona pęka wraz z naszymi pragnieniami. Wracając, mój żywot nie jest idealny lecz ideałów nie ma, a stan który go przypomina nas nudzi. Bez problemów życie byłoby monotonne. Jest jakie jest i niech tak zostanie. Nie mam zamiaru nic zmieniać, ze względu na miłość do cierpienia. Pewnie istnieją sposoby dzięki którym złagodzimy tą bezradność wobec przeciwności. Dla każdego jest to inna rzecz, alkohol, papierosy, narkotyki, autoagresja, taniec, śpiew, muzyka, cisza. To co najabardziej lubimy nam pomaga zagłuszyć problem, lecz niestety go nie likwiduje.
View more
Niestety poszłam w inny kierunek artystyczny, mianowicie taniec. Do malowania i podobnych do tego rzeczy w najmniejszym stopniu się nie nadaję. Jeśli już miałabym cokolwiek namalować, farbą kredką bądź mazakiem wybór byłby oczywisty, kolor czarny zawsze będzie przeze mnie wybierany, lub też czerwony.
Czarny ze względu na jego piękno. Utożsamia się on ze smutkiem i pustką.( a tylko to gości w moim życiu codziennym). Czarny to ciemność- co bardzo lubię. Czerwony przypomina mi krew więc coś bym nim maznęła na moim niby "rysunku".
Może gg? Bo na maila rzadko wchodzę. Napisz mi tu swoje gg lub e-maila, nie udostępnię.
Z tego można stąd wyczytać, to Ja cech pozytywnych nie mam.
Dałeś mi bardzo trudne dla mojej osoby pytanie. Sadzę że niczym się nie wyróżniam i nie świecę doskonałością.
Sama od siebie niewiele mogę o sobie napisać. Z opinii innych wynika ze potrafię słuchać i pomagać.
Ból.
Jego zadawanie sobie.
Jego smak.
Jego uczucie.
To jedyne co mam i co daje mi odrobinę uśmiechu.
Tęsknie za żyletką, ale obiecałam komuś że przestanę.
Ludzie mi to powtarzali, powtarzają i zapewne powtarzać będą na każdym kroku.
to co Ci jest wmawiane z czasem uznajesz za prawdę. Przyzwyczaiłam się.
Zmieniłam się specjalnie żeby odetchnąć od wszystkich wytyków, niestety ludzie znajdą zawsze coś nowego :)
Nie wiem jak będzie z tym e-mailem, bo mam chyba z dziesięć i do żadnego nie pamiętam hasła. Spróbuję chociaż do jednego znaleźć. Jak się nie uda to założę nowe :)
Uwielbiam ludzi podobnych do mnie, tylko tacy wiedzą jak wielkie znaczenie odgrywa dla mnie samotność, nie wiem jak u Ciebie jest z bólem fizycznym ale mnie on uspokaja. W związku z tym szacunkiem, to nie bardzo jestem pewna czy i mnie się on należy. Za co? Nie jestem warta czegokolwiek. Jestem nikim. Jestem pustką. To nie ma sensu, jestem bezsilna wobec otaczającego mnie świata.
Szkoda że piszesz tu anonimowo, bo chciałabym poznać kogoś kto w pewnym sensie mnie zrozumie.
To na co musiałam patrzeć w dzieciństwie?
Czy może to że matka jest cały czas w pracy?
Przykro mi, nie umiem.
Siebie. Wręcz nienawidzę. Pytanie tylko za co? Za wszystko.
Za wygląd, figurę, cerę, wzrost.
Za to że:
jem,
Nie potrafię pokochać czy zaufać.
Kłamię,
Popełniam błędy,
Nie umiem sobie radzić z przeciwnościami,
Nie daję rady,
Mam depresję,
Nie schudłam więcej,
Nie lubię o sobie gadać, bo wszystkim dookoła wychodzi to wręcz idealnie.
Jestem wredna, arogancka.
Nienawiść do siebie zawdzięczam ludziom, dlatego sądzę ich taką samą nienawiścią co do swojej osoby. To síę nigdy nie zmieni, że względu na to że kocham ból. Zadaję go sobie w postaci słów ale i też ostrych narzędzi.
Wiecie jak bardzo síę cieszę że jestem tu anonimowo? Nikt, KURWA nikt nie wie że mam to konto. Nawet osoby z bliższego otoczenia. Nie muszę kłamać, jestem sobą. Albo psychiczne chorą wersją siebie. Jestem kimś kogo w rzeczywistości síę boję. Tu się otwieram. Witajcie w moim małym chorym świecie, pełnym bólu i krwi. Tu jestem indywidualistką. Nie proszę nikogo o pomoc ani jen nie daję. Wreszcie mogę być egoistką.
View more
Kiedyś byłam przeciwna.
Teraz?
Zaćpałabym się!
Tak!
To jest pomysł..
Siebie?
Nie wiem kim jestem.
Swoje zainteresowania i ubodobania widzę w twórczości Słonia. On ma chorą i pełną kreatywności banię. Nie śmiem się do niego porównywać ale myślenie mamy podobne.
Marzę o tym żeby go poznać, porozmawiać, wymienić myślami lub po prostu síę najebać.
" Wytnę Ci na twarzy uśmiech, a to pewnie w chuj boli.."
W sens swoich wypocin szczerze wątpię.
Smutek który z nich zauważyłaś wylewam tu specjalnie, przecież chyba po to jest pisanie.
Daje upływ emocjom, niestety we mnie gości jedne smutek i pogłębia on wszystko co najgorsze.
Dziękuję za serduszka i Twoja opinię ;)