Dlaczego chciałabyś wejść na granicę wiecznego śniegu?

Bo to wydaje się być niezwykle silne a im bardziej siły brakuje, tym usilniej do niej dążę.
Granica wiecznego śniegu brzmi przepięknie! Kiedy przesiadywałam w zakurzonej bibliotece pachnącej gnijącymi książkami z niby wiecznym wyrazem znudzenia na twarzy nowinki wykopane z rud podręczników dla gimnazjum były naprawdę ekscytujące i odświeżające myślenie, a na dania z mieszanek pozornie niepowiązanych wyrazów w naprawdę potężny sposób zawsze powoduje, że jak już wymawia się związek, to pierś sama rwie się do przodu.
Tym bardziej wydaje się to mistycznie, iż coś co przemijało i wracało może znaleźć gdziekolwiek taką stabilizację, że jego rządy zdają się być nieskończone. Stoję u podnóża górskiego monumentu, trel ptasich dzieci, bryza gładząca włos i słońce grające ballady na małej źrenicy. Przyjaźnie, bezpiecznie.
Chciałabym zaaklimatyzować się pośród ujemnej temperatury, ostatnio zbyt się rozgrzałam i wydaje mi się, że odległości pomiędzy jądrami atomów są jeszcze większe niż zazwyczaj, a to ogrom miejsca z zastygłym czasem, nie chcę braku czasu. Jestem nieprzyjemnie giętka i nie mogę utrzymać samej siebie w stałym kształcie, skaczę, chociaż zawsze skakałam i nie byłam stała, to teraz drżę i wibruję. Granica wiecznego śniegu brzmi jak ustatkowanie.
Nie chodzi tylko o samo trwanie z wichrami i zziębnięciem, ale o samodzielne dotarcie do tego punktu i obserwowanie zmian, jak zmienne pory ustępują uściskowi. Teraz czuję się na tyle słaba i otępiała, że szczyt jest jeszcze odleglejszy. Ja chciałabym tylko pewności, że kiedyś dam radę przezwyciężyć warunki i być na "ty" z zimnem, aby się mniej emocjonować.

The answer hasn’t got any rewards yet.