Lena, wolałabyś żeglować na sobie, Flaucie, czy na silnych falach?

Właściwie, to nie wiem, czy czuję się lepiej, chyba nie. Możliwe, że wodne baty wezbrały jeszcze mocniej, ale wystawianie się na ich uderzenia w bezczynności, czekając na koniec nie ma wiele sensu, kiedy ten zdaje się odwlekać w czasie, zaginać czasoprzestrzeń. Postaram się już być, może nie jest lepiej, ale znam już mechanizmy zachowania oprawców i nie jestem tak niespokojna, jak byłam wcześniej.
I chciałabym wypluć trochę więcej śliny, bo ostatnio pewna myśl zmusiła mnie do cynicznego uśmieszku, nieco pejoratywnie.
Jak na mojego niemożliwie i nierealnie zadufanego ojca przystało, jego ego zgniotło moją ważność w jego oczach. Uznał, że nie będzie się odzywał, dopóty, dopóki ja sama tego nie zrobię. Czuję starcie napuszonych postaci, wielkich postaci. Pewnych siebie i gruntu na którym stoją, wysyłają nienawistne żądze spojrzeniami, przegra ten, kto mrugnie! Czuję się jak uczestnik "bitwy mrugań". Nie będzie trwała wiecznie i krótki impuls przerwie nić tworzącą tkaninę jej istnienia. Osobiście czuję się czasami, jakby moja historia była szyta bynajmniej nie włóczką, a drutem kolczastym.
Martwię się, bo jestem w gorszym położeniu. Promienie słońca wciekają do głębi źrenic wysuszając je od środka. Zapchane przez kamienie kanaliki łzowe nie nawilżą oczu. Żal po utracie dawnego porządku i narastająca wraz z dłuższym trwaniem nieładu panika. On ma swoją nową rodzinę i ich wielkie wsparcie, rękę sądu po jego stronie.
Ja nie mam drogich mi lalek.
Uch, właśnie zdałam sobie sprawę, że całkiem zignorowałam pytanie. Przepraszam. Chciałabym na nie odpowiedzieć. Odpowiem, bo mam inne podobne w skrzynce.
Dzień dobry, już jestem.