Leno, co robisz, gdy nie wiesz, co robić?

Takie sytuacje nigdy się nie zdarzają. Naprawdę. Pomysły pączkują i namnażają się w mojej głowie z sekundy na sekundę piętrząc listę rzeczy "do zrobienia". Każde światełko nowej idei zasługuje na uwagę. Nie jestem pustym naczyniem które czeka na zawartość, a kociołkiem z okazjonalnie przeciążonym meniskiem wypukłym. Ale ja się nie oszukuję i wiem, iż wiele więcej niż wierzchnia warstwa płynu spisana jest na wieczne potępienie gdzieś w głębszych warstwach popisujących się świetlików. Zaraz pojawi się jaśniejszy, jeszcze chwila a nie będziesz miał na co czekać.
Niektórzy, szczególnie kilka dzieweczek na lekcji nie może się nadziwić i zazdrości (!) mi tego, z jaką łatwością wyłapuję z czary umysłu odpowiednią skierkę i oddaje do podziwu ogółowi. To zapewne tylko dlatego, że mam ich trochę więcej, spędzam czas na kontemplacji ich oraz moje umiejętności posługiwania się siatką na owady są na wysokim poziomie i wyćwiczone oko umie szybko dostrzec poszukiwanego delikwenta.
Nadal wiem o czym mówisz i chyba umiem się odnieść. Czasem chmara szeleszczących świetlików przyprawia o bolesny oczopląs i muszę odetchnąć. Co robię w takim niewygodnym momencie? Znajduję mętną i wyblakłą ideę, która była bliska zaniku. Kiedy coś nie jest jasne, kiedy nie jest bliskie, czuję się niezobowiązująco i nie skupiam się na poczuciu obowiązku i perfekcjonizmie.
Co jest na tyle łatwe? Skierki dopiero co narodzone, niezależne i nie powiązane z innymi. Ta ekstremalnie trudna może być łudząco podobna do najprostszego zadania. Nie ma jeszcze wielkiego znaczenia i nie peszy mnie uszczknięcie czegoś, z czym nie łącze zbytnio tkania tkaniny siebie.
Nie ma określonych czynności, są tylko ważności.