Ask @niewinnerogi:

Lubię Cię Flauto.

Ahoj! Stoję na pokładzie i ledwo mogę się utrzymać. Nieopanowane tłumy mojej załogi wywróciłyby mnie, gdyby nie to, że zawsze mam oparcie w kolejnej kropli oszalałego morza. Jest wasz tak wiele, nawałnica zębów ze szkorbutem. Chciałabym nowych twarzy i świeższych pomysłów na efektywniejsze ściegi do cerowania żagli. Mam na tyle mało miejsca, iż zdaje się to niemożliwe.
OGŁASZAM NABÓR. Typowe liczenie obserwujących, nowe pokolenie pytanych. Nowy początek również i dla mnie, ponieważ w ostatnich dniach zaniedbywałam obserwujących, w mojej rygorystycznej dość skali.
Slup Leny opustoszał i czeka na nowych morskich wilków.
JEŚLI CHCESZ ABYM CIĘ OBSERWOWAŁA I WYSYŁAŁA PYTANA, KLIKNIJ ❤

View more

Ahoj!

Flauta
Kiedyś uważałam, że lepiej rozpoczynać bez ceremonialnych powitań. Teraz sądzę, że start bez choćby nikłego dygnięcia czy ukłonu jest niczym rysunek bez szkicu. Niepełen i niepewien, wypełniony skazami, niemożliwymi do usunięcia. Więc: Ahoj. Ahoj żeglarzom internetu, natrafiającym na przystań dziewczynki z owłosionymi nogami. Prawdziwej miłośniczki grotów, foków, sterburt, koi i kej. Prawdziwego morskiego wilka, który mieszkał w prawdziwym kubryku zaledwie kilka dni. Prawdziwego leśnego skrzata, wygłodniale poszukującego ukojenia i ciszy w pachnących, pełnych życia borach. Panienki, którą cieszą włosy na ciele, krzaczaste brwi oraz garbate nosy.
Mam na imię Lena i lubię moje ostatnio coraz częściej słyszane imię tak bardzo, jak lubię komputer, lalki i filozofię. Bardzo. Jestem agnostyczką. Wrze we mnie, gdy uświadamiam sobie, że ów termin jest utożsamiany jedynie z pozycją względem Boga i religii. Ja jestem agnostyczką dla świata. Świata, który jest najlepszą możliwością.

View more

Leno, gdybyś posiadała umiejętność zmiany przyszłości bądź przeszłości, ale byłoby to możliwe tylko raz i stało się nieodwracalne, zdecydowałabyś się na ten czyn? Dlaczego?

Wyrostek robaczkowy
Mój narcyzm znów zapukał w okienko umysłu i szepnął mi na uszko "oczywiście to dotyczy tylko ciebie, ty jesteś czarną dziurą w centrum galaktyki która pochłonie wszystko, dzięki której ta hipotetyczna biała dziura może istnieć." Taa. Ale jeżeli zmniejszyć galaktykę do rozmiarów jednego ładunku myśli, jądrem, punktem ciężkości i największym ciałem niebieskim nadal będę ja. Ja jestem ważna dla siebie i czasem nie rozumiem, jaki inni mogliby...Być nieważni i nie doceniać siebie.
Znowu się odezwało, zeszłam z tematu pytania, jak to zazwyczaj u mnie jest.
Mam ochotę dać ponieść się tej myśli, wiatry sprzyjają. Balast na prawą burtę, mamy nowy kurs!
"Jak mam usunąć konto z Facebook'a, bo z biegiem czasu żałuje niektórych postów jakie się tam znalazły" Nie rozumiem tego. Bo ja jednak akceptuje przeszłe wersje siebie. Mogę spojrzeć na nie nieco pobłażliwie i uśmiechnąć się pod nosem spoglądając na moje wcześniejsze wybryki, ale świadomość moich błędów chroni mnie tarczą i taktyką przed popełnieniem ich ponownie. Zawsze starałam się postępować w taki sposób, aby moje poczynania nigdy nie doprowadziły mnie do torsji.
Chciałabym tylko aby...No, rodzice byli razem.

View more

Witajcie!

Flauta
Chciałam jedynie powiedzieć, że moje samopoczucie coraz mocniej drga i faluje, co znaczy, iż znikam.
Flautę zastępują porywiste fale. Ale wróci, kilka dni i znów będziecie kląć na brak siły dla żagli. Szczerze mówiąc sama nie wiem co się dzieje, prognozy zapowiadały, ciepłe, bezwietrzne noce i podobne, rażąco nasłonecznione poranki. Chmury nadeszły i siłą gromiącą nerwy wypchnęły śpiące krople na wierzch, w przerażającej choreografii.
Osobliwe, niepokojące, czułam się lepiej, aż nagle coś znów zepchnęło mnie na dół. Rzecz jasna, różnica pomiędzy dnem ciemnego padołu a miejscem w którym byłam to jedynie kilka wysokich skoków, jednak nawet drobina światła i ciepła więcej, dodają siły, otuchy i nadziei.
Dojdę do siebie, ciemne marszczenia w toni znikną ustępując scenę płaskiemu poczuciu Flauty.
Do napisania!

View more

Leno, co robisz, gdy nie wiesz, co robić?

Takie sytuacje nigdy się nie zdarzają. Naprawdę. Pomysły pączkują i namnażają się w mojej głowie z sekundy na sekundę piętrząc listę rzeczy "do zrobienia". Każde światełko nowej idei zasługuje na uwagę. Nie jestem pustym naczyniem które czeka na zawartość, a kociołkiem z okazjonalnie przeciążonym meniskiem wypukłym. Ale ja się nie oszukuję i wiem, iż wiele więcej niż wierzchnia warstwa płynu spisana jest na wieczne potępienie gdzieś w głębszych warstwach popisujących się świetlików. Zaraz pojawi się jaśniejszy, jeszcze chwila a nie będziesz miał na co czekać.
Niektórzy, szczególnie kilka dzieweczek na lekcji nie może się nadziwić i zazdrości (!) mi tego, z jaką łatwością wyłapuję z czary umysłu odpowiednią skierkę i oddaje do podziwu ogółowi. To zapewne tylko dlatego, że mam ich trochę więcej, spędzam czas na kontemplacji ich oraz moje umiejętności posługiwania się siatką na owady są na wysokim poziomie i wyćwiczone oko umie szybko dostrzec poszukiwanego delikwenta.
Nadal wiem o czym mówisz i chyba umiem się odnieść. Czasem chmara szeleszczących świetlików przyprawia o bolesny oczopląs i muszę odetchnąć. Co robię w takim niewygodnym momencie? Znajduję mętną i wyblakłą ideę, która była bliska zaniku. Kiedy coś nie jest jasne, kiedy nie jest bliskie, czuję się niezobowiązująco i nie skupiam się na poczuciu obowiązku i perfekcjonizmie.
Co jest na tyle łatwe? Skierki dopiero co narodzone, niezależne i nie powiązane z innymi. Ta ekstremalnie trudna może być łudząco podobna do najprostszego zadania. Nie ma jeszcze wielkiego znaczenia i nie peszy mnie uszczknięcie czegoś, z czym nie łącze zbytnio tkania tkaniny siebie.
Nie ma określonych czynności, są tylko ważności.

View more

Droga Leno, większość ludzi mówi że kocha sercem - ale rozum mówi co innego, a gdyby tak kochał rozum, a serce się sprzeciwiło? Co sądzisz o czymś takim, jest to w ogóle możliwe, a może spotkalas się z takim przypadkiem?

xlinguax
Nie rozumiem i nigdy nie rozumiałam podziału na rozum i serce. Znam założenia i jestem w stanie pojąć po co. Aby rozdzielić sferę emocjonalną i poznawczą. Nie potrafię jednak odnaleźć drażniącej mnie w tym igły, bo chociaż zazwyczaj jestem na "tak" z symboliką, tu jestem silnie zirytowana.
Serce to jedynie pompa. Naprawdę cudowna i w większości przypadków niezawodna, ale nic więcej. Naprawdę doceniam serca - jako narządy przepompowujące krew. To ewolucyjny geniusz, diabelnie wysoki stopień techniki. Idealnie spełnia swoje zadanie i ciągle pracuje na najwyższych obrotach, chwała mu za to. Tylko to samo serce nie doradzi Ci w Twoich uczuciowych rozterkach. Nie każe Ci wyrazić większe zainteresowanie panienką X, podczas gdy dzieweczce Y powinnaś pozwolić iść własną drogą, bo ta znajomość miałaby negatywne konsekwencje. To, co powiem może wydawać się niejasne, ale jest takie i dla mnie samej. Nie mam wiedzy, którą mogłabym podeprzeć moje przypuszczenia, więc to tylko monolog bez podstaw.
Mózg. Muszę to powiedzieć. Stawiam wysoki, wyraźny mur między umysłem, a mózgiem. Tak, ten drugi to prawdziwy majstersztyk! Najlepiej zgrany zespół superkomputerów, najbardziej zaawansowana technologicznie machina, z jaką przyszło nam się zetknąć! Steruje całym organizmem incognito, bez naszej wiedzy, zostawiając swoje zwoje za nami.Dba o dobro skrzętnie uwitej pajęczyny umysłu, wyłapując patologiczne stany i pozbywając się ich, nie dając nam do nich dostępu. Umysł, uważam za coś jeszcze innego. Jego obraz jest zamglony, nie potrafię go dokładnie zdefiniować. To on powoduje, że myślimy i jesteśmy indywidualnym bytem ze świadomością, jest czymś spoza, nie umiałabym go przypasować do fizycznego ciała. No tak, coś podobnego do opisanej w pytaniu sytuacji mogłoby się stać. Jednak zanim dowiedziałabyś się o swoim sercowym problemie, z punktu widzenia umysłu byłoby po wszystkim. To ława przysięgłych. Dwie strony zaciekle dyskutują i wymieniają zdania. Głosują za rozwiązaniem problemu. Każda chce jak najlepiej organizmu, chcą rozwiązać kłopot innymi metodami, to czyni konflikt. Debatują, aż dojdą do ugody. Niezależnie od tego, jak nie możliwa do rozwikłania wydaje się sytuacja. Zanim trafiła do Ciebie, zostało przygotowane rozwiązanie, o którym się przekonasz. Twoja niepewność to tylko nikłe, błahe problemy świadomości, która nie ma nic do powiedzenia.
Przez tydzień zapewne się nie odezwę. Łódź woła.

View more

Witaj Flauta. Czy zjawiska meteorologiczne (deszcz, śnieg, słońce, mgła...) mają jakiś wpływ na Twój nastrój ? A może pogoda w jakikolwiek sposób na Ciebie nie działa ?

Amore ぬ✯る இ
Oczywistym jest, iż pogoda przepływa przeze mnie jako stróżka nicości nie czyniąc szkody i nie formując terenu, ha! Tak, jestem niewzruszoną skałą której nawet lód pęczniejący w szczelinach niestraszny.
Tak naprawdę myślę, że ma całkiem spory wpływ! Zauważyłam, że fale mojego nastroju mają inną długość w zależności od warunków atmosferycznych, nawet jeżeli gnębi mnie ta sama drobnostka, co dwie pory roku temu. Uczucia i przemyślenia mają inną barwę i charakter, ale uważam, że to zwyczajne.
~~~~~~~~
Ale dziś chcę powiedzieć, że pośrednio zapraszam chętnych na mój profil na Facebook'u! Za pośrednictwem @polszaleniec i nie tylko, już kilka osób znalazło mnie na tym portalu, a porozumiewanie się rozmownie jest milsze, niż listami internetowymi!
Nie chcąc jednak sprowadzać na moje prywatne wody całkiem przypadkowych przypadków, proszę o zapisanie się bosmanacie zanim zaczniecie cumować swoją jednostkę w mojej marinie!
Czyli proszę o zgłoszenie się do mnie tutaj, na gg, na mailu, gdziekolwiek, abym tylko wiedziała, że nie jesteście anonimowi!

View more

Czemu postanowiłaś założyć aska? Co cię tu sprowadziło? O czym chciałabyś tutaj pisać?

Mam już jeden profil na tym portalu. @LotkaPsotka Niestety, tam dostały się złośliwe chochliki - nieodpowiednie osoby, które zdają się całą swoją cenną uwagę skupiać na tym, aby jakikolwiek błąd, maleńki, nieznaczny mankament ujrzał światło dzienne i kuł mnie w dumę oraz godność. Tam muszę ściągać wodze i napinać zmęczone łydki, aby rumak chłodniejszych myśli nie ujrzał światła dziennego. Zacwałuje dziarsko i bez opamiętania, wywróci i stratuje bardzo wiele osób, które na to nie zasługują.
W samym zarodku, do aska doprowadziła mnie żarliwa chęć kontaktu z ludźmi tego samego środowiska, posiadaczami lalek. W tamtym czasie nie było lepszej opcji na kontakt, niżeli umeblowanie ciasnej kawalerki dla dyskusji w olbrzymim blokowisku profili. W takim celu znalazłam się na tym portalu. Z zatrważająco prędkim biegiem czasu tematy do rozmowy z innymi dziewczynkami, które lubią plastykowe podobizny ludzi wyczerpały się, jakby zbyt eksploatowana studnia. Nie miałam jednak zamiaru wyprowadzać się z mojego domowego zacisza, wolałam zostać. Zaczęłam pisać. O tym, co nawinęło mi się na gorący od ruchu język i o tym, co dostałam od losowych wędrowców.
W tej chwili, na co wypadnie. Raz, dwa, trzy, szukasz Ty! Mam nadzieję, iż będę miała przyjemność opisać moje otoczenie i uporządkować rozjuszone myśli.
Pamiętajcie, drobna karczma na prawo! Jest nieco brudno, jednak jeżeli przypłyniesz galeonem, dostajesz napitek gratis!

View more

Lena, wolałabyś żeglować na sobie, Flaucie, czy na silnych falach?

Właściwie, to nie wiem, czy czuję się lepiej, chyba nie. Możliwe, że wodne baty wezbrały jeszcze mocniej, ale wystawianie się na ich uderzenia w bezczynności, czekając na koniec nie ma wiele sensu, kiedy ten zdaje się odwlekać w czasie, zaginać czasoprzestrzeń. Postaram się już być, może nie jest lepiej, ale znam już mechanizmy zachowania oprawców i nie jestem tak niespokojna, jak byłam wcześniej.
I chciałabym wypluć trochę więcej śliny, bo ostatnio pewna myśl zmusiła mnie do cynicznego uśmieszku, nieco pejoratywnie.
Jak na mojego niemożliwie i nierealnie zadufanego ojca przystało, jego ego zgniotło moją ważność w jego oczach. Uznał, że nie będzie się odzywał, dopóty, dopóki ja sama tego nie zrobię. Czuję starcie napuszonych postaci, wielkich postaci. Pewnych siebie i gruntu na którym stoją, wysyłają nienawistne żądze spojrzeniami, przegra ten, kto mrugnie! Czuję się jak uczestnik "bitwy mrugań". Nie będzie trwała wiecznie i krótki impuls przerwie nić tworzącą tkaninę jej istnienia. Osobiście czuję się czasami, jakby moja historia była szyta bynajmniej nie włóczką, a drutem kolczastym.
Martwię się, bo jestem w gorszym położeniu. Promienie słońca wciekają do głębi źrenic wysuszając je od środka. Zapchane przez kamienie kanaliki łzowe nie nawilżą oczu. Żal po utracie dawnego porządku i narastająca wraz z dłuższym trwaniem nieładu panika. On ma swoją nową rodzinę i ich wielkie wsparcie, rękę sądu po jego stronie.
Ja nie mam drogich mi lalek.
Uch, właśnie zdałam sobie sprawę, że całkiem zignorowałam pytanie. Przepraszam. Chciałabym na nie odpowiedzieć. Odpowiem, bo mam inne podobne w skrzynce.
Dzień dobry, już jestem.

View more

Bardzo lubię twoje odpowiedzi i pytania, które nam zadajesz, ale ostatnimi czasy nie mam weny i czasu żeby na nie odpowiadać :/ Nie miej jednak chciałabym dostawać nowe. A poza tym... Lubisz morze etc. wiążesz z nim jakąś przyszłość?

Natsuri - Młoda Zielarka
Ojej. Ojej! Pytanie to teraz brzmi miękko i uroczo, kocyk z puchu kurcząt którym chciałabym się teraz mocno i ściśle okryć.
Szczerze mówiąc, nigdy nie obmyślałam mojej przyszłości, bardzo nie lubiłam gdybać i obmyślać TAK teoretycznie i niepewnie, że mgła możliwych obrazów zlewa się w kolorową paletę możliwości. Ten profil wyławia chyba jedynie robaczywe ryby, prawie każde pytanie jest subiektywnie niewygodne i doprowadza mnie do przykrego wzdychania. Ech. Nikogo za to nie winię, cóż zrobić. Rozłogi rzeki płynącej ku śmierci malują się w w cienkie stróżki hipotetycznych zdarzeń. Uważam, iż to wina tylko i wyłącznie rozwodu rodziców. Byłam piłką przerzucaną pomiędzy dłonie matki i ojca, nowy chwyt to nowy horyzont i całkiem inne spojrzenie na przyszłe czasy.
Morze to "nie moja liga" nie tylko z powodu mirażu przyszłości, ale również z powodu braku predyspozycji do jakichkolwiek fizycznych aktywności. Już o tym wspominałam. Chociaż praca morskiego biologa badającego fitoplankton brzmi bardzo dobrze, już widzę burzę rozpętującą się w rodzinie mojego ojca. Echh.

View more

Proszę opowiedz mi o czymś

Chciałabym opowiedzieć o czymś, co jeszcze bardziej zaburza moją równowagę i pewność o istnieniu świata.
Istnieje choroba nazywana Zespołem Antona. Diagnozuje się ją u ludzi, którzy, straciwszy wzrok, utrzymują, iż nadal widzą. Grupa ludzi może kłębić się nad łóżkiem pacjentki i pytać: "Pani Galbraithowi, ile osób znajduje się w sali?", ona bez cienia zawahania odpowie, że cztery, chociaż w istocie może być ich siedem. Gdy jeden z lekarzy zapyta: "Pani Braithwaite, a ile palców pokazuję?" chora może z pewnością równą temu, że 2+2+4 odpowie: "Trzy", podczas gdy doktor nawet nie uniósł ręki. Kiedy ktoś poprosi o podanie koloru jego koszuli, pacjentka stwierdzi, że jest biała, chociaż on nawet nie nosi koszuli, a T-shirt. Ludzie z zespołem Antona nie udają, że nie są ślepi, lecz naprawdę w to wierzą, naprawdę doświadczają wrażeń wzrokowych. Ich stwierdzenia, choć nieprawdziwe, nie są kłamstwem. Doznają czegoś, co uznają za widzenie, a w rzeczywistości jest obrazem generowanym w ciemnej puszcze mózgowia. Często pacjent cierpiący na owe zaburzenie przez pewien czas nie ma pojęcia o wylewie i nie próbuje szukać pomocy medycznej, ponieważ nie ma żadnego pojęcia o stracie swojego wzroku. Dopiero gdy dobitną ilość razy obije się o ścianę czy meble, zaczyna podejrzewać, iż coś może być nie tak.
Chociaż przytoczone wyżej odpowiedzi pacjentki mogą wydawać się osobliwe, można je rozumieć jako jej wewnętrzny model: z powodu wylewu informacje z zewnątrz nie docierają do właściwych obszarów mózgu, więc obraz jest generowany bez kontaktu z fizyczną rzeczywistością. To, czego doświadcza, nie różni się zbytnio od snu, wizji narkotycznej, czy halucynacji.

View more

Mówisz, że masz syntenezję. Możesz opisać w jaki sposób odczuwasz muzykę, imiona, cyfry itd. i podać kilka przykładów?🎶

SYNESTEZJA SYNESTEZJA SYNESTEZJA. Nauczę się, obiecuję. Proszę, potraktujcie to jako jednorazowy występek.
Bardzo się sromam. Nigdy nie sądziłam, że jestem nieomylna. Błędy są jednak czymś, co staram się wypielić z mojego myślowego ogródka. Wrócą, to pewny bumerang. Nigdy nie jest jednak miło, gdy takowy pogruchota Ci dotkliwie kruche żebra. Moim uchybieniem było podanie nieprawdziwej informacji sporej grupie ludzi. SYNSTEZJA. Mila i kilka innych osób mają absolutną rację. Tylko głupcy nie przyznają się do przewinień, ja nie zamierzam nim być.
To niełatwe zadanie. Rzuciłaś na głęboką wodę dziecko lękające się morskiej toni, cóż ono zrobi? Tak, jak opisanie sposobu widzenia kolorów czy odczuwania zapachów może być potencjalnie trudną do obejścia przeszkodą, tak ja będę mieć poważny problem z opisaniem mojej nietypowej cechy. To naturalne i instynktowne. Zakopane w tak głębokich, niedostępnych warstwach mózgu, że przypomina wykopanie podświadomości z nieznanego padołu i zamienienie go miejscami z tym, co świadome i oczywiste.
Moja synestezja nie jest tak rozbudowana, jak chciałabym aby była. Chciałabym. Ktoś z odpowiadających wspomniał, iż jest to "najbardziej pożądana choroba świata". Zamieniłabym "choroba", na "patologiczna cecha". Wydaje mi się, że miał rację. To w pewien sposób poszerza okna na świat. Dążę do jego absolutnego zrozumienia i chociaż prymitywne aparaty zmysłowe mi to ograniczają, mogę zbełtać je jak jajka na omlet i widzieć i znać więcej i bardziej, niż inni.
Liczby mają kolory. A same barwy mają przypisane do nich zarodkowe osobowości i różnią się od siebie. Mogłabym z każdej wytworzyć oddzielną postać, gdybym je nieco zmodyfikowała i rozciągnęła, jak obraz w fotoshopie. Czwórka jest zielona i związana z F i łagodnością, sześć jest oranżowe jak landrynki i bardzo śnięte, łącze je z B. Dziewiątka to niespełniony romantyk, statyczny buntownik o ubarwieniu czerwonego wina. Zero jest czarne i rozważne, podatne na wpływy. Przyjmuje aparycję i atrybuty cyfr, obok których stoi. Utożsamia się ze stałym jak dąb Z. Jeszcze jedno: Najprawdopodobniej żaden synestezyk nie powie wam, że ta muzyka sprawia, że jawi mu się wazon pełen zwiędłych lilaków. Wszystko obraca się wokół prostszych i bardziej podstawowych doznań.

View more

Masz 14 lat?! Ja też mam 14. Dałabym Ci 16 po Twoich odpowiedziach jak nie więcej.

Pfff. Bardzo nie lubię rozmawiać o wieku. Nawet nie mówię o tym, że stało się to drażliwym tematem, dygocącą nicią czyhającego na bezgrzeszne ofiary jego sadyzmu. Prawie zawsze dochodzi do nieadekwatnie intensywnych reakcji. "?!" Zawsze się tak działo. Haczyło i przeciągało i pozytywnie, i całkowicie negatywnie.
Wiek jest dla mnie bardzo niewygodny. Nie potrafię się przypasować i umiejscowić w jakimś wieku, bez wewnętrznych sprzeczek. Może powinnam zmienić kategorię, nie lokować się w sztywnych ramach i nie wkładać w szufladki, ale ja żarliwie chcę się w tym kategoryzować. Nie wiem skąd wylęgła się taka potrzeba, ale chcę z dumnie wypiętą piersią powiedzieć "Mam x lat!"
Mam czternaście, jednak nie identyfikuję się z moim czternaście. To przeurocza liczba i uwielbiam ją samą w sobie, ale nie w mojej cesze. Gdybym już miała pójść na co najmniej niewygodny kompromis powiedziałabym, że mam dwanaście lat. Wtedy byłam już nawet ukształtowana, a jednocześnie nie byłam na siłę wpychana w okropny, cuchnący wór nastolatek. Dwanaście jest wygodne, dwanaście jest moje.

View more

Jeju lena ja cie chyba podziwiam :(

Bardzo dobrze, że podziwiasz z kwaśną miną, łączmy się w tych absurdalnych katuszach, w które powinniśmy popaść.
Jest mi niekomfortowo i niepokojąco. W najbardziej pejoratywnym z możliwych sensów. Mam w swojej skrzynce kilka takich wiadomości i im więcej takich słów sypie mi się na głowę, jak uciążliwy łupież, tym mocniej dotyka mnie problem świądu. Naprawdę nie chciałabym być podziwiana w takim stadium w jakim obecnie się znajduje, jeszcze długa i kręta droga przede mną aż stanę się osobą godną podziwu.
Nie szukam fanów ani wyznawców, nie szukam ludzi którzy plasują się poniżej mnie, często celowo w dół kołując. Szukam rozmówców i kolegów, ludzi którzy podejdą do mnie z czymś czym się interesują i z błyskiem w oku zaczną ze mną o tym rozprawiać. Nie chce modłów o mojej wspaniałości której przecież nawet nie ma.
Bo nie jestem materiałem na bóstwo. Bóstwo jest stabilne, silne i powyżej wyznawców, a ja ostatnio gwałtownie przekoziołkowałam w dół. Czołgam się i kręcę, próbuję wstać. Przy tym czuję się co najmniej nie miło a ciężar małych ludzi którzy uważają mnie za jakiś autorytet nie dodaje mi skrzydeł. Bo jeżeli uważacie mnie za kogoś podziwianego i do grona "fanów" należycie, to naprawdę mali z Was ludzie. W moich oczach możecie jednak gwałtownie urosnąć, kiedy odbierzecie mi należny tytuł, odezwiecie się jak równy do równego i wyzbędziecie się niezrozumiałych dla mnie uprzedzeń, zobaczycie, że nie gryzę i chętnie się odezwę.

View more

Droga Leno, jak się dzisiaj czujesz?

۝ Rosmerta
Czuję się wytrącona z równowagi. Od kilu dni zewsząd napływają do mnie komunikaty o nadchodzącym schyłku dziecięcych dni. Ciepła gwiazda maleńkości zostanie zastąpiona błękitnym nadolbrzymem. Przesiadując na karłowatej planecie naprawdę blisko ulatniającej się powierzchni, mogę czekać na zmierzch łagodnych czasów. Zostanę pożarta przez rozżarzonego giganta, razem z moim szybko wirującym domostwem. Od złączenia skalnych brył w planetoidy, planetoid w księżyce, a księżyców w planety, niedorośli rzucali się w toń rozrzedzonego kosmicznego gazu, bliskiego przyjaciela próżni, aby znaleźć nowy azyl z dala od śmiercionośnego jądra tryskającego plazmą i promieniowaniem. To naturalny krok w stronę śmierci. Jestem ponaglana i popychana, do anormalnego dla mnie stanu, przedwcześnie.
Czuję potrzebę czucia grzejących gazów matczynej gwiazdy, nie dla mnie wiatry zimna ostatnich orbit z dala od sedna. Nie dla mnie poważne stroje i flegmatyczna powaga. Nie dla mnie poważne rozrywki wysokiej kultury. Nie dla mnie statyczne rozrywki wysokiego stanu.
Chcę grać w kolorowe gry i nosić błyszczące, kiczowate makijaże. Kontemplować urocze mangowe dziewczynki i podkreślać wartość różowego, brokatowego cienkopisu w pomalowanym w kwiatki piórniku.

View more

Chciałabym jedynie powiedzieć, że podziwiam twoje wypowiedzi, jak najbardziej mogę. Chciałabym się również dowiedzieć jakie książki czytasz?

Ha, dziękuję! Bardzo mi przykro, jak ktoś tak mnie zachwala. Tylko dlatego, że niektóre komplementy to perełki, a ja, w moim podziękowaniu mogę dać jedynie pustą, stęchłą i bijącą odorem śniętej ryby małże.
Układam drogi mi naszyjnik z tych morskich ładunków pozytywu. Okalam się nim, podbudowując samoocenę.
I chciałabym przeprosić. Niech od dziś moje pokraczne odpowiedzi na Wasze pytania będą podziękowaniem. Będziecie zadowoleni, a ja nie będę czuła się ani zawstydzona, ani zmieszana. Miłe kompromisy.
~~~~~~
Ugh, czuję się niekomfortowo. Znowu kopnięto mnie w piętę Achillesa. Bo nie jestem w stanie sprecyzować, kołuję po gatunkowych chmurach, wycinając nieregularne szlaki literackiego doświadczenia. Raz przeczytam metafizyczny podręcznik o fachowym języku, potem książkę o chłopcu wożącym koty po norweskim miasteczku, później sięgnę po "Krzyżaków" po raz trzeci. Z pewnością czytam mało. Śledzenie murów literowych prędko mnie nuży i powoduje, iż każda inna czynność zdaje się być ekscytującą atrakcją.
To nie tak, że nie lubię czytać i rzuciłabym książki w kąt na rzecz wyczesywania gnid wiedzy z czupryny internetu, jednak przymus spędzenia sporej ilości czasu na jednej, ściśle sprecyzowanej czynności wydaje się nieatrakcyjny. To jak wtedy...Gdy pożera was swąd, ale obgryzacie paznokcie i macie zajęte ręce. Ciężko utrzymać mikser, telefon i książkę, jednocześnie drapiąc się po głowie. Ale potrzeba nagli.

View more

,,wróciłam już na wody ask.fm". No chyba nie.

No wiecie, jak to jest z rolnikami którzy są pojętni, co sezon trzeba dać skrawkowi pola chwile oddechu, aby po ponownym obsianiu plony były bardziej obfite. Obawiałam się wyjałowienia cennej dla mnie gleby. Nawet żyzny czarnoziem może uschnąć, a na moim terenie znajdę tego typu podłoża znikomą ilość.
Schorzenie dopadło i rozległe pnącza, które istniały w dobrym zdrowiu od momentu przebrnięcia przez warstwy ździebko nieurodzajnej gleby i kiełki nowych pomysłów, które uprawiane w dogodnych warunkach, mogłyby napełniać dumą, gdyby tylko mogły się rozwinąć.
Nie będę dbać o rośliny które czasy najwyższej płodności mają za sobą. Zużyje na to zbyt wiele drogich nawozów i cennego czasu. Nie lubię udzielać się, gdy wiem, że mój stan nie pozwoli na stworzenie czegoś, co będzie mnie satysfakcjonowało. Dopadł mnie kryzys zdrowotny, ale zawirowania otoczenia też przyczyniły się do kulenia się w kocu i przeczekiwaniu pocisków które tną nie tylko powietrze ale mnie też, bo jestem słaba. Nie dobrze być słabą i starałam się regenerować w kocu. Widzę pole. Mam zatrzęsienie pracy i zaległości w modernizacji budynków. Na szczęście jestem w lepszej formie niż wtedy, kiedy narzucałam na siebie nierealne cele. Może już jestem.

View more

Jak chciałabyś wyglądać? (figura, wzrost, włosy, oczy, karnacja itp.) Dążysz jakoś do osiągnięcia tego wyglądu? Jest on dla Ciebie super ważny?

Eve
Nie rozumiem, dlaczego ludzie uznają zadowolenie ze swojej ogólnej, albo szczególnej aparycji za przejaw narcyzmu. Coś niedopuszczalnego, okropny, zadufany w sobie egoista! Zakopać w ogródku obok gnijących trucheł martwych zwierząt. Czemu? Nie powinno być odbierane to jako coś pozytywnego? Zmniejszy się populacja smutnych dziewczynek zbierających żniwo polubień na glebie niedowartościowania. Zboże wzrastająca na pewnej siebie glebie to lepszej jakości mąka.
Jestem zadowolona ze swojego wyglądu. Słoneczne blond włosy sięgające za łopatki, ładne, chociaż płowe i łamliwe. Porozdwajane. Luba, że porozdwajane. Bardziej moje i milsze. Z resztą, tak jak całe moje kruche ciało. Zostałam obdarzona zielono-niebieskimi oczami, okraszonymi ciemnym cierniem brązu na otoczce tęczówek. Kogel-mogel genetyki rodziców stworzył jednak jedną cechę wyglądu, która wybitnie nie przypada mi do gustu. Odcień skóry. Ciepła, brzoskwiniowa, łatwo wyłapująca promienie słoneczne w komórkowe pułapki. W żaden sposób nie chłodna i nie porcelanowa.
Lubię snuć marzenia dotyczące wizualnej specyfiki. Nie uważam jej za nic ważnego. To naczynie do wypełnienia napojem. Może być wzorzyste i cieszące oko, ale owe cechy tracą swoją wartość w świetle odpychającej zawartości. Ostatnio nie zwracam choćby najmniejszej uwagi na porysowany, poodpryskiwany, zielony kubek wyglądu. Staram się go napełnić słodkim syropem, albo ewentualnie aromatyczną herbatą.
Gdybym mogła otworzyć konsolę cech z suwakami zmieniającymi je, nie ukrywam, nie wahałabym się nieco przerobić moje oblicze. W pierwszej kolejności zapragnęłabym bladej, jak najjaśniejszej skóry. Wymagałaby ona nieco czasu aby utrzymać taki stan, ale myślę, że byłoby warto. Jak na ironię, wtedy bym się starała. Jeszcze podobne włosy. Platynowe, długie i jak najmocniej matowe. Jest kilka bardziej kontrowersyjnych cech których pożądam. Baardzo grube brwi. Wspominałam o tym na drugim profilu. Są cudowne. Może nie pasowałyby do włosów według niektórych, dla mnie to ideał. I bokobrody. Płaskie i przylizane, ciągnące się do gładkiej, zadbanej brody zaplecionej w warkocz.
Chciałabym też mieć inny wzrost. Bardziej charakterystyczny. Wyższa, niższa, byle nie tak zwyczajna. 163 centymetry mojej słabej sadzonki mnie nie satysfakcjonuje.
Rozwijam się w innym kierunku, wygląd gdzieś zanika.

View more

Ahoj dziewczynko z owłosionymi nogami! Czy ukołyszesz mnie do snu, niczym ośmiometrowe fale, jakąś morską opowieścią?

chaos
Oczywiście, jak sobie życzysz. Zapamiętaj! Ośmiometrowe fale przyniosą Ci jedynie utrapienie, jeżeli banda zgranych oficerów nie będzie odpowiednio napinać foka. Suto naoliwiony kabestan to podstawa, inaczej nie będzie się obracał, a grot zatańczy radośnie w ostatnim geście, zanim zdążycie wybrać linę. Icki muszą wskazywać ten sam punkt, inaczej utonęliście. Aha. Forsztag powinien być silny i bawełniany. Jeżeli zależy Wam na profesjonalnym wrażeniu, układajcie cumę w słoneczko. To mały niuans, właściwie nieistotny, ale umila spoglądanie na potwora tnącego języki wody w stanie spoczynku.
Tyle jest przypowieści o wielkich łotrach i imponujących abordażach, że można stworzyć leksykon poprawiających morale kompanów opowiastek o wielkich, morskich czynach.
Żył kiedyś pewien łotr chełpiący się niespożytym bogactwem. Jego nieskończona flota gromiła niemal każdy Brytyjski statek, który napotkała. Bodzili spokój i mordowali damy. Dziesiątki, a może nawet setki ludzi poniosło śmierć w walecznej obronie swoich dobytków przed chciwym wrogiem. Jednak większość uczestników walki z pokojowymi jednostkami, nie była zaciekła, zła, czy przebiegła. Byli pionkami. Bojowali dla tchórza. Przerażonego urwipołcia, który za pośrednictwem ogarniętych gorączką złota panów zbierał laury i tonął w ogólnej bojaźni całego basenu oceanu Atlantyckiego. . Zaszywał się w Aaku szczebiocąc zębami tak, jak bezbronni kupcy w obawie przed jego kompanami. Odebrał fortunę, posiadał fortunę. Nie było w tym jego ręki.
Podobno został zmuszony do przyjęcia pewnej umowy. Jakiś krewki albinos z ciętym jęzorem "dostał" sporą część jego dóbr. Ogołocony Latynos nie miał innego wyjścia. Musiał aktywnie włączyć się w rozrost pływającego po wzburzonych taflach mienia. Opuścił jednostkę z pojedynczym żaglem i wstąpił w szeregi. Niby swoich, jednak nigdy nie poznanych, całkowicie obcych. Wykorzystali jasne, słabe punkty i uderzyli w jego bezsilność. Mimo to, nadal utrzymał się na władczej pozycji. Z nadszarpaną chlubą, jak u gnijącego wraka, ale jednak. Przez naprawdę długi czas migał się od rabunków i abordaży. Był ciskany strachem. Załoga była ogarnięta żądzą bogactwa. Zazwyczaj potulni i wierni, zlekceważyli rozkaz kapitana i z oczywistą satysfakcją napadli na Slupa wysp brytyjskich. To było pewne zwycięstwo. Mizerny statek nie miał szans z mosntrum, druzgocącym galeonem. Łapserdak nie przyzwyczajony do widoku śmierci, tym bardziej nie lawinowej, usunął się z pola bitwy najprędzej, jak potrafił. Nie umknęło to uwadze przetrwałym uczestnikom handlowego rejsu, którzy pognali za nim, chcąc zemsty. Maskował się i taił zaledwie kilka dni. Potem go dopadli, jak wygłodniałe piranie. Został zabity nie dlatego, że tak wiele żyć, a dlatego, że krążące legendy były ułudą.

View more

Leno, co widzisz jako pierwsze, kiedy przymkniesz powieki?

Środa
Wygłodniałe sępy zataczają kręgi końca coraz to ściślej, rzucając się znienacka na dogorywające zwłoki zmysłu wzroku. Otoczenie przeobraża się w pstrokatą plamę drżących owali. Wyszarpywane cząstki nieświeżego nieboszczyka rozmywają obraz znacznie, kończąc przemijanie.
Oglądając bez spoglądania zdaję się na częściowo zawodną imaginację umysłu, uciekając od lepkich dłoni chciwego szaleńca, tworzy nową rzeczywistość, tylko niby prawdziwą, jakby stojąca kałuża tracąca kształty w chwili roztrwożenia. Rozbiegane pomocnice wyobraźni kleją z pourywanych wycinków pamięci obraz. Niedokończony ze szparami dla wycieków niepewności, wypychających na zewnątrz. Ratuj widzenie, sępy mają jedzenie!
Widzę komputer. Otwartą stronę w wordzie, niezapełnioną możliwość, próg domu z tworzoną ciągle nie-rzeczywistością. Dymiący, trzepoczący rozpalonymi, parującymi skrzydłami kawowy ulepek, bliższy rozlewanej do delikatnych chińskich filiżanek rozcieńczanej esencji, niżeli gotowemu napojowi dyszącemu w rozgrzanym granatowym kubku. Ciężkie wory pod zmatowiałymi, zmęczonymi, przytępionymi przedawkowaniem hydroksyzyny oczami odbarwiają się na chłodny szarawy fiolet. Ponad nimi pocieranie skostniałym palcem wysusza narzędzia widzenia, nie zawsze patrzenia, bardziej, niż świecąca tafla wchłaniającego powoli całą duszę ekranu. Szeregi indywidualnie bezznaczeniowych liter tworzą kaskady ruchliwych opowieści o poczciwym pszczelarzu z Tortugi. Spowolniony umysł powoli tworzy szkielet kolejnej pirackiej baśni.

View more

Dlaczego chciałabyś wejść na granicę wiecznego śniegu?

Bo to wydaje się być niezwykle silne a im bardziej siły brakuje, tym usilniej do niej dążę.
Granica wiecznego śniegu brzmi przepięknie! Kiedy przesiadywałam w zakurzonej bibliotece pachnącej gnijącymi książkami z niby wiecznym wyrazem znudzenia na twarzy nowinki wykopane z rud podręczników dla gimnazjum były naprawdę ekscytujące i odświeżające myślenie, a na dania z mieszanek pozornie niepowiązanych wyrazów w naprawdę potężny sposób zawsze powoduje, że jak już wymawia się związek, to pierś sama rwie się do przodu.
Tym bardziej wydaje się to mistycznie, iż coś co przemijało i wracało może znaleźć gdziekolwiek taką stabilizację, że jego rządy zdają się być nieskończone. Stoję u podnóża górskiego monumentu, trel ptasich dzieci, bryza gładząca włos i słońce grające ballady na małej źrenicy. Przyjaźnie, bezpiecznie.
Chciałabym zaaklimatyzować się pośród ujemnej temperatury, ostatnio zbyt się rozgrzałam i wydaje mi się, że odległości pomiędzy jądrami atomów są jeszcze większe niż zazwyczaj, a to ogrom miejsca z zastygłym czasem, nie chcę braku czasu. Jestem nieprzyjemnie giętka i nie mogę utrzymać samej siebie w stałym kształcie, skaczę, chociaż zawsze skakałam i nie byłam stała, to teraz drżę i wibruję. Granica wiecznego śniegu brzmi jak ustatkowanie.
Nie chodzi tylko o samo trwanie z wichrami i zziębnięciem, ale o samodzielne dotarcie do tego punktu i obserwowanie zmian, jak zmienne pory ustępują uściskowi. Teraz czuję się na tyle słaba i otępiała, że szczyt jest jeszcze odleglejszy. Ja chciałabym tylko pewności, że kiedyś dam radę przezwyciężyć warunki i być na "ty" z zimnem, aby się mniej emocjonować.

View more

Leno, opowiesz mi coś o Maksie? Jego osoba zainteresowała mnie, mimo iż widziałam o nim zaledwie wzmiankę.

Środa
Masz rację, Maks jest interesujący. Jak rozgrzewająco, usłyszeć, zobaczyć, że ktoś dostrzega małe niuanse i komunikaty, które z nadzieją na odzew wysłałam.
Nie wiem, czy znam Maksa, a właściwie Maksymiliana, bo przywykł do dumnego, pełnego wydania swojego imienia. Z jednej strony, od wielu rozdziałów litery formują te same pieśni, od niechcenia znane na pamięć. Z drugiej, opasłe, zakurzone tomiszcze kryje w sobie jeszcze wiele nieskalanych odkryciem strof.
Zapewne nie zwróciłabym na niego większej uwagi niż omyłkowe "cześć" rzucone klasowemu ogółowi, gdyby nie pani O. Pani O. nas swatała. Chciała połączyć dziewczynkę widzącą świat spode łba i chłopca z nieobecnym spojrzeniem i czupryną godną Beethovena. Dwie niezależne wyobraźnie łączyły się w jej myślach w wibrujący twórczy materiał. "Będziecie razem pisać książki, bo ładnie się dopełnianie." Prychałam na to i nadal prycham.
Maksymilian to szaleniec. Jak sam siebie określił, będzie opętanym historykiem bez szansy na bycie trzeźwym, mającym bazę w jakiejś zapomnianej bibliotece na przedmieściach. Maksymilian to humanista. Humanista definicyjny, humanista do granic możliwości. Nie dla niego biologia i cokolwiek, co wykracza za kółeczko literatura-historia. To mnie przygnębia ostatnio. Spadło jak ciężki głaz na słabe barki, postaram się unieść. Zamknął drzwi możliwości i zagłębił się w znanym. Nie wykracza poza te dziedziny, eksploatuje kawałek świata, zapominając o przyciągającej reszcie. Ja, mimo polonistycznych pobudek łapię się nowości z każdej strony. Moje zainteresowania nie są jeszcze ukierunkowane, wskaźnik kompasu wiruje. Mam nadzieję, że będzie niezdecydowany jak najdłużej.
Będę z nim chodzić do szkoły, odświeżę wizerunek. Trzymajcie za mnie kciuki, bo aby dostać się jego klasy muszę zdać egzamin z angielskiego.

View more

Zaczynaja mi sie robic rozstepy na brzuchu, co robić?

Kłaniam się nisko.
Z radością wystukałam na klawiaturze słowo "ask" aby zastanowić się, co przykuło moją uwagę na tyle, abym zaczęła kontemplować wstążkę bukietem słów i określników, zdobiąc ją jak najmocniej przyciągającą wonią.
Wnet pośród wiązanki inspiracji znajduję kwiatostan co najmniej nieurodziwy, napiętnowany zwyrodnieniem w postaci uporczywych pasożytów.
Mam do was niezwykle ważny apel i komunikat. Przykro mi to pisać wiedząc, że mój klarowny i czytelny opis nie przyniósł praktycznie żadnych pożądanych rezultatów. NIE JESTEM PRO ANA, NIE JESTEM MOTYLKIEM, NIE JESTEM PRO MIA. Nie targają mną jakiekolwiek zaburzenia odżywiania, jestem w pełni zdrową, nieco wysportowaną czternastolatką z umiłowaniem do słodyczy i niezdrowych pokarmów.
Pochłaniam naprawdę niemałe ilości jedzenia i czerpię z tego sporą radość. Ćwiczę trzy razy w tygodniu po jedną godzinę. W tej chwili pogryzam rozpływający się batonik z karmelem w środku.
Nigdy nie będę miała takich możliwości fizycznych, jakie mają moi rówieśnicy, bo moja niecierpliwość w życiu płodowym doprowadziła do przedwczesnego porodu, niedotlenienia mózgu i spastyczności łydek.
Dostaję komentarze chwalące moją inteligencje i wnikliwość. Ani nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam, ale mam pewne zasadnicze pytanie. Czy inteligenta osoba, za jaką jestem odbierana, wplątałaby się w ciasne sieci destrukcyjnych zaburzeń odżywiania, dla wyglądania "dobrze"? No właśnie.
Wiem że to, co teraz tu napiszę może być irracjonalną prośbą, ale bardzo bym prosiła, aby ta odpowiedź znalazła się w top najbardziej lubianych. Chciałabym, aby jak najwięcej ludzi dowiedziało się, szczególnie Ci, którzy zadają mi pytania o głodówki i bilanse odchudzania, dowiedzieli się, jaka jest prawda.

View more

Czemu zawsze dzisiejsze pokolenie jest zepsute?

Pająki, węże, wysokość, szkielety, małe pomieszczenia, broń atomowa, psychopatyczni mordercy, katastrofy geologiczne. To wszystko przyprawia o palpitacje serca, ale wiecie co jeszcze? Nastolatkowie. Nastolatkowie są przerażający, nazbyt ekspresyjni, lekkoduszni, bardzo sztubaccy. Ta prymitywna muzyka, wulgarny sposób wysławiania się i często sugestywne stroje...Zdecydowanie, dzisiejsze wzrastające pokolenie jest zepsute.
Co w ogóle możemy nazwać "dzisiejszym pokoleniem", albo dzisiejszymi dzieciakami? Dlaczego jedynie ONI są tak odpychający, dlaczego jakość treści uwielbianych przez teraźniejszych nastolatków tak drastycznie spadła względem tego, czego słuchali nasi bliższy i dalszy przodkowie? (nie mówiąc o tym, iż dawne było naprawdę świetne. Nie to co bezznaczeniowe, prostackie śmieci adorowane przez...coraz mniej pojętnych i zainteresowanych światem DZISIEJSZYCH nastolatków)
Przecież wystarczy jedynie spojrzeć. Jakże ambitne teksty tych wygasających już przy narodzeniu gwiazdek, opowiadają o pełnym tyle koleżanek... Rozbudowane fabularnie czytadła pokazujące pielęgnowanie romantycznej relacji z najładniejszym chłopcem ze szkoły za najwyższą wartość... Zdecydowanie, to kreatywne i inteligentne zeszłe pokolenie nie było takie jak dzisiejsze. Butwiejące, pożerane przez szkodniki głupoty i komercyjnej zabawy dla wolno myślących pomyleńców drzewo. Ah, jakże witalne było nasze, wzrosłe ku sklepieniu niebios, oświecone i przenikliwe, co za szkoda, że spuścizny nie odziedziczyły nasze marne plony.
Tak, nastolatkowie są odpychający, impulsywni, nie myślący - w większości, albo chociaż w niektórych momentach. Każdy taki był, niezależnie w jakim czasie się urodził. Te lata są przeznaczane na przetasowanie kart, na pozytywną desocjalizajcę, aby przez resztę życia móc uniknąć rażących błędów i spojrzeć doświadczonym okiem na czołgające się oseski, ogarnięte bolesnymi zmianami hormonalnymi, definiującymi większość nieznośnych zachowań.
Pamiętajcie, przyszli wirtuozowie którzy zasiądą na jednym miejscu z Vivaldim, Beethovenem oraz całą resztą kreatywnej śmietanki, tworzą się właśnie teraz.

View more

Next