Ask @niewinnerogi:

Flauto, czy możesz napisać coś o hipoterapii w rehabilitacji dzieci niepełnosprawnych? Jak myślisz, jakie ma ona znaczenie?

Varloff
Zapewne zwróciłeś się do odpowiedniej osoby, bo sama jestem takim dzieckiem, a raczej byłam, bo teraz nie praktykuję już tej formy rehabilitacji.
Z pewnością ma naprawdę wielkie znaczenie dla samopoczucia dziecka, zmęczonego okropnym wyginaniem kończyn i ciała, co zazwyczaj jest niestety nieuniknione. Hipoterapia może mu pomóc w odzyskaniu sprawności/wyćwiczeniu sprawności i jednocześnie nie nadszarpnie nerwów a będzie zapewne miłym urozmaiceniem, o ile pacjent nie ma lęku przed rumakami.
Nie jestem fizjoterapeutą, nie mam fachowej wiedzy, ale o ile problemem który trzeba wyeliminować nie są pięty skierowane ku górze, hipoterapia jest czymś naprawdę pożądanym. Mam z niej bardzo dobre wspomnienia, czego nie mogę powiedzieć o koszmarach które czasami mąciły mój dziecięcy spokój po bolesnych ćwiczeniach z rehabilitantami.

View more

orki... orki z majorki... orki z Poznania... i ze Stalowej Wooooliii~~ Uśmiechnij się, Flauto. Dobrej nocy.

Pan Bóg...Stworzył walenie...I bawi się z nimi...Kiedy się goli~
Mogę spróbować. Wizja mojej twarzy zaczerwienionej od dźwigania monstrualnych gabarytów negatywnych emocji w grymasie brwi zmarszczonych impulsami gniewu to z pewnością nie jest dobry akompaniament dla wykrzywiania ust w pozytywnych wyrazach. Badania mówią, iż nawet gorzki fałsz emocji osładza niepokorne smutki.
Jestem zdruzgotana, marionetkę mojego słabego ciała przejęły palce niedowierzania i chęci zemsty, instynkty ucieczki. Ale się postaram.
Dzisiaj się dowiedziałam, iż według ojca zostałam zmarnowana. Ech. Wataha westchnień wyje smutkiem z moich ust. On mnie nigdy nie chwalił. Nie doceniał tego, co robię i co umiem. Doceniał sport i przebywanie poza domem. Już kilka razy jadowite strzały słów rodzaju "Będąc z twoją patologiczną matką nic nie osiągniesz i spadniesz na dno." Nie ruszały mnie te puste jak słomki ostrzeżenia, wiedziałam, że nie mają żadnego poparcia w rzeczywistości i znikają rzucone w pustą przestrzeń. Teraz jednak zostałam ugodzona. Jak musi myśleć o mnie ojciec, skoro zostałam zmarnowana? Jak zła muszę być? Naprawdę nie wiem co myśleć, chciałabym pomocy.
Koniec komunikatu.

View more

Miłego dnia droga Flauto

Vanessa
Cześć Vanesso! Mam nadzieję, że pozwolisz, że wykorzystam Twoje pozdrowienie do własnych, niecnych celów!
Wojna wygrana. Na horyzoncie malowały się obrazy ciężkiego oręża, terror i propaganda dyszały w karki trzęsących się z roztrwożenia obywateli. Kaskada ponurych żołnierzy ciągnęła się ogonem nieszczęścia, zwiastując rychłe zakończenie spokojnych czasów. Nagle, z rogu wyłania się dyplomata. Rozjem podpisany.
Mój ojciec spasował. Nie mogę w to uwierzyć. Nareszcie, narcystyczny paw złożył ogon. Widziałam po jego napuchniętej twarzy, że czuje się upokorzony, że zdaje mu się, jak bardzo mylnie, że jest ofiarą na celowniku kłusownika. Czuł, że to on był ciskany nienawistnymi głazami. Skrzywione spojrzenie, nieodpowiednia interpretacja.
Nie mogę na niego patrzeć. Na maksymalnie nierealny obraz świata i przeświadczenie, że to nie on rzucił rękawice. Na tą odciętą od świata przykrość z powodu wywrotki. Na poczucie o chorobie psychicznej mojej matki, urojonej. Na mamienie umysłów naiwnych ludzi wyśmienitym pierwszym wrażeniem człowieka skromnego i elokwentnego.
A wiecie, z czego najbardziej się śmieję? Z oświadczenia. Kazał mi podpisać oświadczenie, jako dowód przystania na warunki jego "umowy" Przytoczę te najbardziej absurdalne:
1.Będę ćwiczyć z Panem Markiem, rehabilitantem.
2.Jeżeli nie będę się widywać z tatą, oznacza to, że nie mogę od niego oczekiwać ubrań, pieniędzy itd.
3.Będę widywać się z tatą co drugi weekend.
4.Spotkania z tatą służą wspólnemu spędzaniu czasu, nie wartościom materialnym.
5.Z chodzenia do szkoły będzie mnie zwalniać jedynie ciężka choroba i zwolnienie lekarskie.
6.NIE BĘDĘ MÓWIĆ ŹLE TACIE.
Niby chełpię się wiktorią, ale w głębi siebie czuję się upokorzona. Bo przegrałam z Anką. Bo Anka mieszka w Gdyni. Bo ojciec już nie walczy. Bo nas porzucił. Bo jego nowa kobieta jest wyżej od dzieci. Bo musiałam się zgodzić się na warunki, których nie będę w stanie utrzymać.
Idę chlipać w koncie. Heh.

View more

Flauto , jeśli mogę spytać , dlaczego ciągle zadajesz mi pytania ? Miewam wrażenie , iż pomimo tego samego wieku , intelektem różnimy się w znacznym stopniu. Mogłabym powiedzieć , że jestem niby małe nasionko , które dopiero co zostało zakopane w ziemi , a ty niby wielkie drzewo , które już od wiekó

Skąd to wiesz? Skąd wiesz, że aż tak różnimy się intelektem? Wy nic nie wiecie, a wystawiacie mi opinie na podstawie kilku zaledwie stron tekstu mojego autorstwa. Poza tym, nie są to intelektualne rozprawy, a nijaka pisanina tworzona w askowym oknie odpowiedzi, dzieło nudy i niczego więcej.
Widzicie, znamię wieku znowu rośnie i daje sygnały ostrzegawcze. Zdaję sobie sprawę, że kalejdoskop przeżytych lat zawsze będzie zniekształcał obraz tworząc coś nader wydumanego. Nigdy nie oczyszczę widoku, będę zawsze sumiennie przesuwała koraliki aby mimo wszystko znaleźć skrawek o czystym formacie.
Wiecie co? Dlatego, iż każde dziecko które tu trafiło siedzi na innej planecie dorastania, nie można go mierzyć jedną miarą. Ciągła rywalizacja i wyniszczająca zazdrość z pewnością nie są dobrymi motywami do trwania coraz lepiej. Powinniście brnąć w bagno umiejętności nie przez kogoś, ale dla siebie. A może Ty nie dostałaś Swojego slotu wylosowanych i wstrząśniętych przez genetyczną ruletkę umiejętności w kategorii literackiej? Być może świat odkryje genialną fizyczkę, albo dostojnego dżokeja ujarzmiającego niesfornych pupili?
Mam jeszcze jedną broń której nie mają wszyscy z Was. Pewność siebie. Nie do końca racjonalna, trochę nazbyt wyidealizowana, ale to nadal świetne paliwo dla mojego nieskończonego baku. Może część z was jest niedowartościowana, możecie naprawdę oniemiewać, potrzebujecie tylko trochę doświadczenia i ćwiczeń.
https://www.youtube.com/watch?v=M8f9sMxzdFM

View more

Chciałabym jedynie powiedzieć, że podziwiam twoje wypowiedzi, jak najbardziej mogę. Chciałabym się również dowiedzieć jakie książki czytasz?

Ha, dziękuję! Bardzo mi przykro, jak ktoś tak mnie zachwala. Tylko dlatego, że niektóre komplementy to perełki, a ja, w moim podziękowaniu mogę dać jedynie pustą, stęchłą i bijącą odorem śniętej ryby małże.
Układam drogi mi naszyjnik z tych morskich ładunków pozytywu. Okalam się nim, podbudowując samoocenę.
I chciałabym przeprosić. Niech od dziś moje pokraczne odpowiedzi na Wasze pytania będą podziękowaniem. Będziecie zadowoleni, a ja nie będę czuła się ani zawstydzona, ani zmieszana. Miłe kompromisy.
~~~~~~
Ugh, czuję się niekomfortowo. Znowu kopnięto mnie w piętę Achillesa. Bo nie jestem w stanie sprecyzować, kołuję po gatunkowych chmurach, wycinając nieregularne szlaki literackiego doświadczenia. Raz przeczytam metafizyczny podręcznik o fachowym języku, potem książkę o chłopcu wożącym koty po norweskim miasteczku, później sięgnę po "Krzyżaków" po raz trzeci. Z pewnością czytam mało. Śledzenie murów literowych prędko mnie nuży i powoduje, iż każda inna czynność zdaje się być ekscytującą atrakcją.
To nie tak, że nie lubię czytać i rzuciłabym książki w kąt na rzecz wyczesywania gnid wiedzy z czupryny internetu, jednak przymus spędzenia sporej ilości czasu na jednej, ściśle sprecyzowanej czynności wydaje się nieatrakcyjny. To jak wtedy...Gdy pożera was swąd, ale obgryzacie paznokcie i macie zajęte ręce. Ciężko utrzymać mikser, telefon i książkę, jednocześnie drapiąc się po głowie. Ale potrzeba nagli.

View more

O, mieszkasz w Gdyni? *5*

hello, meve
Nie i nigdy nie chciałabym mieszkać. Po zaistniałej sytuacji, mogę jedynie odwiedzić upiorną mogiłę mojego zaciekawienia Gdynią, położyć nadwiędły goździk na nierównej, granitowej posadzce. Zniknął wizerunek świeżego, intrygującego odbicia Gdańska. Alter ego połączone nicią, nowoczesność i zapach egzotycznych potraw i wiekowa mieścina, pełna gwaru turystów, ale też usypianych kołyską fal Motławy łodzi.
Sopot, jako ledwie most pomiędzy wyspami zawsze budził skojarzenia z pubami i pistacjowymi lodami na Monciaku.
Mieszkam w Gdańsku. Podoba mi się, że mieszkam w tym mieście, w tej dzielnicy i w tym domu, w którym mieszkam. To moja odwieczna ostoja i przystań, latarnia z okiem na świat, ale kto powiedział, że często muszę z niej wychodzić i narażać się na dźgające sztormy. Tutaj jest całe moje życie. To oś bycia mną, bez niej wypadnę z orbity i prędzej czy później zderzę się z innym ciałem astralnym w końcu mojego życia.
Teraz, rozkładające się ciało nowej części która czyni trójmiasto jest omamem jedynie negatywów. Halucynacje rozbawione na pejzażu skaczą i hasają w rytm bicia mojego kołatającego serca. Wśród cieni demonów jeden niegodziwiec, poważna facjata i ciężkie spojrzenie, wcześniej kochany tatuś i ulubiony rozmówca, on go zjadł pod wpływem nieznanych mi czynników.
Nie wiem dlaczego, ale poczułam się urażona z powodu tego pytania. Nie utożsamiajcie mnie z Gdynią, nigdy.

View more

Leno ile potrzeba tobie aby być szczęśliwą?

Medicine
Kilka dni temu zdałam sobie sprawę jak niewiele, ale w tej chwili tak wiele, jak nie miałam przez całe życie potrzebuję aby być szczęśliwą. Pewnie większość z Was słyszała, iż waga i ważność sprawy ściągają czapkę niewidkę dopiero wtedy, gdy naprawdę znikną nam z oczu. Widziałam moją pewność uciekającą i moje spastyczne nogi które nijak jej nie dogonią. Obserwuje ją, przeciągając moment zniknięcia z horyzontu, z mentalną siłą niemal czarnej dziury, wielka jest w tej chwili siła mojej motywacji. Naprawdę zakrzywiłabym przestrzeń gdybym mogła, aby tylko mieć ją na oku.
Chcę być w moim domu, nie chcę być w Gdyni. To jest najważniejsze. Zawsze byłam domatorem, mogłabym nie wychodzić z domu, gdybym tylko miała taką możliwość. Tutaj mam moje zabawki w podwórkowym domku. Mam też okienko na świat, łącze internetowe, które byłoby jedną (i chyba niestety jest w tej chwili) z moich elementarnych potrzeb. Nie ważne czy ekstrawertyk, czy introwertyk, chcę czasem podarować komuś prezent złożony z moich przemyśleń. Nie wyobrażam sobie przeprowadzki. Zawsze jak słyszę o emigracji z uwitego przed laty gniazdka, blednę. To jedna z najważniejszych spraw w moim życiu, stałość otaczających mnie przedmiotów jak wianek adoracji, zawsze tak samo zdobiący nieprzyzwyczajoną do zmian głowę.
Oaza spokoju, medytująca postać została brutalnie szarpnięta przez krzywdzącą rzeczywistość. Zawsze podkładała mi kłody pod nogi. Ogołocone z kory i mchów, truchła drzewnych statui. Rzucona przez rodzica, rozpętała perpetuum mobile. Unikałam pędzących przeszkód jak ognia, żyjąc w chwili teraźniejszej i nie spoglądając na wzgórze przyszłości, które oznaczało jedynie utrapienia, a to boli. Boli niemożność zaplanowania. Chcę skontrolować i być pewna. Przez większość życia chodzę zaniepokojona. Jednak teraz, po tornadzie rozpętanym przez ojca zamiast równo toczących się walców, widzę kaskadę, wodospad drzewców.
Mam nadzieję, że będę mogła żyć tu, gdzie żyję. Bez gorszych anomalii niż teraźniejsze.

View more

ściskam mocno, i jebać twojego ojca

Uciekałam od niecenzuralnych wyrażeń, słyszałam ich pociski, świsty chęci w moim umyśle trafiły ofiarę, borsuka ładnego wysławiania się.
Nie chciałam wysyłać bluźnierstw w jego stronę również dlatego, iż widmo jego opiekuńczej postaci nadal było cieniem tyrana. Chciałam wtopić się w próg przed jego ogrodem i utulić wspomnienie z dawniej znaną mi czułością. Nadal tęskniłam, jeszcze przez jeden tydzień. Brakowało mi rozmów o nowinkach w muzyce celtyckiej, odczuwałam braki emocji podczas oglądania Volvo Ocean Race i kolejnego, ryczącego meczy Boston Celtics. Nigdy już nie doznam wspólnych drżeń podczas oglądania "dokumentu" o spotkaniach trzeciego stopnia... Wiem, że nie powinnam ciągle zaglądać do przewertowanych rozdziałów które już nie powrócą. Nie chcę zamykać tomu pozytywów, ale otwieranie słoików i pożeranie kolejno coraz odleglejszych wspomnień powoduje problemy żołądkowe. Słońce świeci coraz silniej, cienista postać ugina się pod jego siłą.
Jebać mojego ojca. Pierwsza faza smutków minęła, księżyc wzrasta do gniewu i zawiści. Rażący poblask negatywów to idealne tło dla przymierającego, postrzelonego zwierza.
Myślę, że ona ma zaburzenia psychiczne. To poważne oświadczenie, ale on naprawdę się zmienił, jest nie do poznania z tatą, którego znałam i kochałam całym sercem. Dawniej było mu bliżej do zamkniętego w sobie, niepewnego, skłonnego do depresji pana, który chyłkiem wyjeżdża do lasu w chwilach załamania. Pamiętam, jak tak było. Jak uciekał do towarzystwa drzewnych przyjaciół i ich spokojnych ramion. Jak nie mógł się pozbierać po zwolnieniu i tylko starania całej rodziny postawiły go na nogi.
Kiedyś nie był zadufanym we własnym obliczu arcyłotrem, nie widzącym innych stron świata niż własne. Już nie tęsknię.

View more

co oznacza twój pseudonim- Flauta?

Antoine》》》baroque*violin
Odkopuję pytanie sprzed równo dwóch tygodni. Uważam jednak, że jest bardzo istotne, bo bardzo lubię moją nazwę. Chociaż na początku ołtarzyk tego pomysłu otaczałam najbardziej opiekuńczym wspomnieniem i wychwalałam bezsilne bożki wyznawane przeze mnie. Bo flauta jest bardzo żeglarska, flauta pasuje do tego profilu.
Cicha tafla wody, lustrzane odbicie pozbawione skaz i zmarszczek, dyrektor zapowiadający przedstawienie wiatrów, to właśnie flauta. Chwila zastygnięcia, przerwa w pracy wiatru, sprawdzian dla załogi, albo dla wytrzymałości silnika.
Chciałabym móc powiedzieć, że ja jestem implodującym dywanem bez zagięć wody, ale częściowo byłoby to dorabianie ideologii tam, gdzie jej nie ma. Jak przyprawianie potraw glutaminianem monosodowym, sztucznie dosmaczanie nie mające nic wspólnego ze sztuką kulinarną. To pochłaniają spragnione zmysłowych wrażeń masy, nie mając na uwadze realności dzieła.
Nie jest to tak przypadkowy pseudonim jak mogłoby się wydawać, ruletka dźwięcznych słów i prostych sylab. Czasami czuję w sobie brak wiatru. Czuję mordercze zmagania i elastyczność załogi z utęsknieniem wyczekującej ciemnych pasów wody, zapowiedzi nadchodzącego występu mas powietrza. Czuję, jak ludzie gimnastykują się aby zmusić poprzecierane liny do naprężenia jeszcze mocniej, czuję kontrasty siły.

View more

Opis charakteru Twojego ojca pasuje mi do mojego "teścia". Tylko, że w przeciwieństwie do Twojego, on lubuje się w tatuażach. Powiedz mi proszę, poznałaś Jego znajomych? W jakim świecie się obraca? Jak mniemam nie mieszkacie razem. Jeśli pytanie narusza zbyt mocno Twą prywatność, nie odpowiadaj.

Nie, już od ponad jednego roku nie mieszkamy razem. Teraz sobie tego nie wyobrażam. Z resztą, niegdyś też myślałam o tym w kategorii przyszłości tak dalekiej, zamglonej i przysłoniętej ścianą drgającego, gorącego powietrza, iż było to niesamowicie dalekie od rzeczywistości. Jak legendy o nadchodzącym końcu świata, wszyscy drwili, nie dowierzali, gdy przyszedł dzień "osądu" sceptycy często nie mogli uspokoić sumienia.
Poznałam. Poznałam też jego nową kobietę. Gdy myślę o niej, mam ochotę stworzyć koktajl łez i drwiących uśmiechów, sztucznie słodki, z naddatkiem aspartamu. Ona, Ania, nie Anna, bo nie chcę plamić eleganckiego, dostojnego imienia postacią ograniczonej wiejskiej dziewki (nie uwłaczając wiejskim dziewczynom, zrozumcie jednak stereotyp który reprezentuje) dla której ołtarzykiem jest bycie dobrą żoną dla swojego och, niesamowicie spracowanego męża. To jeden z tych absurdów, o którym mogłabym rozwodzić się godzinami, rozdrabniając gładki sernik zawiści w poszukiwaniu niedoskonałych grudek. Ma dwóch synów. Będą cudownymi mężami. Z każdym przygotowanym przez mamusię posiłkiem wchłaniają witaminy ról płciowych. Bo darem kobiety jest rodzenie dzieci, powinno być ich niemało! Niemal dostaję torsji i drgawek gdy to piszę. Jestem naprawdę przeciwna idei kontynuowania dzielenia płci i uczenia zachowań, które przystoi, a które nie przystoi młodym pannom. Bo z tym problem jest największy. I mój ojciec, ktoś podobno dojrzały i doświadczony, z wyrobionymi poglądami złapał bakcyla. Z wojskowym rygorem zaczął ode mnie wymagać pucowania kingstona na błysk i ścielenia wszystkich koj, ponieważ obowiązki dotyczą każdego, a powinnam jaśnieć radością z powodu moich lekkich prac, spójrz, synalek Ani ciężko dogląda tańczących icek i podbiera linki z kabestanu!
Nowe bożyszcze, Igor! Jego ciężkie, nużące prace które są moim niemal małym żaglowym marzeniem on wykonuje z grymasem niechęci na zapatrzonej w sobie bez powodów twarzy. Przecież tak się męczy, pokazuje, jak sumiennie będzie wykonywał męskie powinności w przyszłości!
Wokół takich ludzi się obraca. Orbitują wokół słońca tradycyjnych rodzin, bolesnej zwykłości i chełpienia się materializmem. Nie lubiłam nigdy mojego ojca. Jego odżywki nie zostały wchłonione przez korzenie mojego życia. Zwrócę mój kwiatostan cienką łodyżką do słońca o własnych siłach, śmiejąc się mu w twarz.

View more

Dostałam anonimowe pytanie odsyłające mnie do twojej odpowiedzi o porwaniu z dopiskiem 'dlaczego ty nie opowiadasz takich ciekawych rzeczy?'. Szczerze, to mnie zatkało i nie wiem, jak mam na to zareagować.

Środa
Kiedyś rozmawiałam z moim rehabilitantem na temat telewizji. On sam zrezygnował z epileptycznego narzędzia pożerającego czas na rzecz panoramicznego obrazu i gazet z szarej, cuchnącej makulatury. Zachwalał pożegnanie hipnotyzującego, podpierając się większą ilością czasu spożytkowanego na coś nieco bardziej użytecznego, lub chociaż mniej otępiającego.
Zwróciłam uwagę na to, co dzieje się na co dzień w telewizji, jaką ciemną jamą świata są wiadomości szczując ludzi jak myszy, wychudłe, chcące tłuszczów, spoglądające mętnie na kawałek sfermentowanego mleka w srebrzących się dłoniach śmierci. Telewizja pokazuje tragedie, telewizja pokazuje ser. Jaskrawo pomarańczowy, z wieloma dziurami i bogatym aromatem, nie stwardniałą skórką i sprężystym środkiem.
Dlaczego w telewizji, zamiast pokazać przykład uratowanego kundla pokazuje się skatowanego czworonożnego, zakopanego żywcem? Czemu opowiada się o najmniejszym noworodku, którego niedorozwinięte serduszko przestało bić? Po co nam, ludziom ze środkowej europy niepokojące informacje o ataku ze stanów zjednoczonych, chociaż w tej chwili znaczy dla naszej rzeczywistości tyle, co kolejny dramatyczny utwór literacki? Po co pokazywać pułapkę? Gdy i tak nikt nie ma do niej dostępu?
Bo ludzie tego chcą. W czasie, gdy inne zwierzęta starają się przeżyć kolejne podrygi śmierci pod ich grzbietami, ludzie spojrzą znużonym wzrokiem w okno, wiedząc, iż pukanie ciemnej damy to tylko rytm piosenki życia, nie dyrygent. Gdzie on jest? Zginął w człowieczej naturze, trzeba go stworzyć. Tutaj z pomocą przychodzą członkowie orkiestry terroru. Tupią i uderzają, niszczą smyczki i przebijają błony bębnów. Naturalna wola przetrwania budzi się ze snu i śpiewa błagalne pieśni, dając nam chęć do życia i działania.
Serdecznie proszę osobę która szepnęła to na uszko Sobocie o zwrócenie się do mnie. Naprawdę. Proszę.

View more

Rany... Jedyne ciepłe słowa, które Ci napisze (choć pewnie i tak nic nieznaczące) to cholernie Ci współczuję. Przeczytałam Twoją ostatnia odpowiedź ze 3 razy i nadal nie wierze, w to, co widzę. Brzmi to okrutnie. Jakbyś naprawdę została porwana i wywieziona gdzieś za granicę. Nie obraź się, ale (1)

Niestety nie zatrzymałam drugiej części komunikatu, jednak przyrównałaś go tam do barbarzyńcy. Może i coś w tym jest.
Mój ojciec jest genialnym wabikiem na ludzi. Wonna rosiczka krzyczy i apeluje, zachęca jaskrawym ubarwieniem i przyciąga hipnotyzującym zapachem, tylko musza nóżka dotknie poniekąd ostrzegawczo czerwonego języka kleszczy... Częściowo ten opis mógłby dotyczyć mojego ojca. Światełko w ciemnej toni, muszę je połknąć! Tak miła mi, luba ostoja jaśniejąca nadzieją. Złudną, bo za migotliwą zasłoną kryją się wielkie zębiska i wygłodniała paszcza.
Mój tata sprawia baardzo pozytywne wrażenie. Wygadany, z poczuciem humoru i inteligencją, niemałą pewnością siebie i ręką zawsze broniącą swoich pobratymców. Wierny przyjaciel i ciekawy rozmówca. Nawet moja nauczycielka od niemieckiego uznała, że jest przystojny i jakby nie był moim ojcem chciałaby go bliżej poznać. O ile wtedy owa sytuacja wywoływała we mnie pełzający po plecach wstręt i jej oślizgłą partnerkę, obrzydzenie, teraz powoli nadchodzą drżące, zimne dłonie przestrachu. Powoli okalają skamieniałe ciało zaciskając długie, połamane, brudne paznokcie na bladej, pryszczatej skórze. Nie znam innej reakcji. Mój tata to świetny człowiek, na scenie. Naprawdę imponujące zdolności aktorskie, patrząc, jak przeobraża się jego zachowanie, jak z podestu mówcy zejdzie. Jaka zawiść i zło pojawiają się w jego oczach i głos nieznoszący sprzeciwu. Mój ojciec nie przyjmuje żadnych sprzeciwów. Jedyną słuszną wizją świata jest jego wizja, zamknięte okna egoizmu i samozachwytu sprawiają, że w pomieszczeniu jego indywidualizmu panuje niesamowity zaduch.
Mój ojciec jest homofobem, nie toleruje osób w tatuażach, najwyższą wartością jest sport, moje statyczne zainteresowania które przecież prowadzą do aktywnego doskonalenia się nie mają znaczenia, bo nie mam sportowych osiągnięć. Co z tego, że nie mogę mieć. Mój ojciec jest ukrytym rasistą, uważa czarnych ludzi za zbereźników i osoby migające się od pracy, nie przyznając się do tego. Mój ojciec nie przyjmuje porażek. Jeszcze nigdy nie zaliczył wywrotki, zawsze chronił się winą innej osoby, najczęściej fikcyjnej.
Mój ojciec to fałszywy drań. A kiedyś przecież taki nie był...

View more

Leno, opiszesz mi serce swojego domu?

Mea Culpa
Moje serce dotyczące właśnie domu ostatnio pękło. Przeżyłam niemal filmowy koszmar. Nie wiem, jakim cudem to piszę, palce drgają tańcząc w szale, czuję świat jakby mgłę. Na razie jestem w domu, na razie moja frustracja ucieka przez zapracowane pory skóry do otoczenia, zagęszczając atmosferę.
Wczoraj był najgorszy i najlepszy dzień całego mojego rozdygotanego dziecięcego życia. Nie potrafię tego wyśrodkować i powiedzieć "był okropny", bo dwie części zostały przecięte ogrodzeniem, rozbawiony odwiedzający uśmiecha się do łkającej lwiej kreatury.
Wstałam żwawo o siódmej godzinie dnia szykując się na wyczekiwaną wycieczkę do wodnego parku, pełnego kolorowych wodnych języków - cudownych zjeżdżalni i silnych natrysków. Spędziłam niesamowite pięć godzin z pożądanymi osobami, w zabawnym akompaniamencie atrakcji błękitu. Wisienką na torcie miało być spotkanie z tatą, po prostu, bez zmuszania, w przyjaznych, ciepłych okolicznościach. Dzień idealny. Niestety, to wszystko runęło wraz z wyrwaniem kręgosłupa rodziny i przeobrażenia ofiary w bezwładną galaretę paniki i nieszczęścia. Nagły monsun wywrócił figurę z równoważni.
Mój ojciec mnie porwał. Brzmi to surrealistycznie i nad wyrost, jednak nie potrafię tego nazwać inaczej. Radośnie wyskoczyłam z mieszkania koleżanki wchodząc do czarnego auta, zawsze pachnącego papierosami malboro i świeżą perfumą mojego rodziciela. Przywodziło to głównie miłe skojarzenia wspólnych chwil, pomimo kilku odchyłów. Zatrzymaliśmy się przy naszej ulubionej pizzerii, miejscu pozytywów, ale też pijackich imprez, której rybny wystrój i wszechobecne akwaria zawsze wprawiały mnie w rumiany zachwyt. Przez jedną godzinę było absolutnie normalnie, tak jak powinno i było od zarania moich dziejów. Kiedy mieliśmy wracać, zapaliła się we mnie cuchnąca siarką zapałka niepokoju. Jedziemy nie w tą stronę. Gdy z ust taty wypłynęły słowa o przeprowadzce do Gdyni, zerwania kontaktów z matką i nowej, nieznanej szkole, zamarłam. Stałam się grafitowym monumentem, który wypuścił przed jedną chwilą ostatni chłodny oddech życia. Nie potrafiłam tego pojąć. Jak problematyczny glitch w grze, mój umysł pracował na najwyższych obrotach aby objąć dłońmi zrozumienia nielogiczną sytuację nie do końca możliwą do pojęcia.
Później nie pamiętam zbyt wiele. Zamazana szamotanina, mokra, czerwona twarz, nieudolnie telefony do mamy i zamknięte drzwi samochodu. Jak mrówcza twierdza zdeptana, poczułam się oszukana. Ostatni węgielek mojej miłości względem ojca przestał się świecić. Pulsujący pomarańcz nieciepłego żywota wygasł. Pojawił się oprawca.
Spędziłam tam jedną noc, najgorszą w moim życiu, błagania, groźby i przenikające niegdyś płacze odbijały się rykoszetem jak przerażający bumerang.
Ale jestem już w domu, na razie. Już zawsze będę tęsknić za ojcowskim uściskiem, który mnie nie spotka...
~~~~~~~~~~~~~
Dla większości z was zaczął się rok szkolny. Nic w tym przyjemnego i na pewno nie kwapicie się do powrotu do pracy. Jednak owocnego roku!

View more

Ahoj Flauto, ahoj! Proszę powiedz mi, co takiego stało się w lesie?

۝ Rosmerta
Ahoj Rosmerto!
Ależ bardzo wiele zdarzyło się w lesie! Grzybie rodziny opłakiwały okrutnie zamordowanych bliskich, podobno zrobił to srebrny upiór o ciętym jęzorze. Ich dzieci, zarodniki, skorzystają niegdyś z nieświadomie pozostawionej spuścizny, która pomoże im we wzrastaniu.
Wiekowe królestwa niemal identycznych panien mrówek rosły w siłę, aż negatywny omen wielkości zamku nie spowodował globalnej w ichniej skali katastrofy.
Doświadczone drzewce zaczęły świecić. Migotały godzinami, przenosząc skrzącą nowinę na sąsiadów, plotki się rozpleniły. Podobno roztaczanie pikantnych, gorących rozmówek zaczęło niepozorne, przestarzałe, uschłe źdźbło oczekujące jakiegokolwiek towarzystwa, jak to niemłode panie mają w zwyczaju i jakiś cudzoziemiec, który aż żarzył się od natłoku ekscytujących wieści.
Masowe ścinanie głów zdrewniałych tłumów od zawsze zwiastuje warczenie następnego metalicznego jegomościa, dzierżonego przez monstrum z jaskrawym nakryciem łba. Potem słychać jedynie krótki, agonalny krzyk stracanego i bezwładne opadanie ciała z łoskotem. Przymusowi świadkowie starają się uciszać szmer szlochu licząc, iż niosące śmierć kły nie dosięgną ich szyj.
W leśnej gęstwinie zachodzi wymiana, w zamkniętym obiegu. Korzystając z innych miej świadomość, że inni będą w przyszłości korzystali z Ciebie. Niezależnie czy zajmujesz się ubojem innych, czy kradzieżą jedynie fragmentów innych organizmów, czy pobierasz energię ze szczątek, kiedyś przeobrazisz się w podmokłą ściółkę i będziesz ogniwem utrzymującym przy życiu innych.

View more

Zaczynaja mi sie robic rozstepy na brzuchu, co robić?

Kłaniam się nisko.
Z radością wystukałam na klawiaturze słowo "ask" aby zastanowić się, co przykuło moją uwagę na tyle, abym zaczęła kontemplować wstążkę bukietem słów i określników, zdobiąc ją jak najmocniej przyciągającą wonią.
Wnet pośród wiązanki inspiracji znajduję kwiatostan co najmniej nieurodziwy, napiętnowany zwyrodnieniem w postaci uporczywych pasożytów.
Mam do was niezwykle ważny apel i komunikat. Przykro mi to pisać wiedząc, że mój klarowny i czytelny opis nie przyniósł praktycznie żadnych pożądanych rezultatów. NIE JESTEM PRO ANA, NIE JESTEM MOTYLKIEM, NIE JESTEM PRO MIA. Nie targają mną jakiekolwiek zaburzenia odżywiania, jestem w pełni zdrową, nieco wysportowaną czternastolatką z umiłowaniem do słodyczy i niezdrowych pokarmów.
Pochłaniam naprawdę niemałe ilości jedzenia i czerpię z tego sporą radość. Ćwiczę trzy razy w tygodniu po jedną godzinę. W tej chwili pogryzam rozpływający się batonik z karmelem w środku.
Nigdy nie będę miała takich możliwości fizycznych, jakie mają moi rówieśnicy, bo moja niecierpliwość w życiu płodowym doprowadziła do przedwczesnego porodu, niedotlenienia mózgu i spastyczności łydek.
Dostaję komentarze chwalące moją inteligencje i wnikliwość. Ani nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam, ale mam pewne zasadnicze pytanie. Czy inteligenta osoba, za jaką jestem odbierana, wplątałaby się w ciasne sieci destrukcyjnych zaburzeń odżywiania, dla wyglądania "dobrze"? No właśnie.
Wiem że to, co teraz tu napiszę może być irracjonalną prośbą, ale bardzo bym prosiła, aby ta odpowiedź znalazła się w top najbardziej lubianych. Chciałabym, aby jak najwięcej ludzi dowiedziało się, szczególnie Ci, którzy zadają mi pytania o głodówki i bilanse odchudzania, dowiedzieli się, jaka jest prawda.

View more

O czym pisałabyś książki z Maksymilianem, Leno?

Myślę, że to w dużej mierze zależałoby od niego. Przeczuwam, że zajmowałby się tworzeniem szkieletu fabuły i warstwy historycznej, a ja zajęłabym się przeobrażaniem pomysłów w słowa. Jego styl literacki jest maksymalnie rozdygotany, nielogiczny, rozchwiany, a zdania ciągną się nieskończonymi potokami gubiąc po drodze wszelki sens i składnie. Przy tym jego zapiski obfitują w archaizmy, jakby czas się dla nich zatrzymał. Kompletnie zapomina o współczesnej mowie i o czytelniku, który chciałby cokolwiek zrozumieć.
Myślę, że byłaby to fikcja historyczna. Kiedyś już o tym rozmawialiśmy, ale gęsta, duszna atmosfera która panowała w moim domu niczego nie ułatwiała, zawsze tworzyła mury i dzieliła przyjaciół. Wiem, że Maksymilian radowałby się na wieść o rozpoczęciu prac nad książką dotyczącą plądrowań wszystkich lądów przez potężnych Hunów, ja zaś, wolałabym historię zwyczajnego, tureckiego rodu i negocjacji nad przyszłością kobiet, z dużą dozą ciekawostek o uroczych czasami obyczajach tamtejszego ludu.
Mówiłam już, że w tej chwili Maksymilian jest dla mnie zamkniętą księgą. Może nie jestem dobra w otwieraniu skórzanych pasów z mosiężnymi klamrami, jednak żeliwny zamek oddalenia skutecznie chroni mnie przed jej odkryciem. Szkoda, księgarnia otoczenia nie oferuje wielu emocjonujących lektur, a przestudiowane wiele razy dzieła mogą po pewnym czasie nudzić.

View more

Jak wygląda Pani O., czy mogłabyś opowiedzieć mi o niej nieco więcej?

Nvety
Obraz Pani O. to sprzeczność. Lazurowe morze ogarnięte brudem.
Pierwsze co rzuca się w oczy to pełnia ciemnych, zimnych barw, brąz bliski czarnoziemowi, krucza czerń, poprzeplatane białymi elementami. Zwiewne i delikatne, kobiece i eleganckie ubrania, jedwabne chusty narzucone na ramiona, długie, koronkowe spódnice i czarne, staroświeckie parasolki. W ciepłe dni ciemne okulary. Zawsze tak samo czerwone zadbane paznokcie i wysoki kok z również czarnych włosów, ewentualnie kosmyki opadające na pewną ciemno-białą kreację.
Z pewnością nie jasna, ziemista cera, nie do końca szczupła sylwetka i dumna, wyprostowana postawa. Wory pod oczami wyrosłe nieprzespanymi nocami spędzonymi na sprawdzaniu prac kilkudziesięciu uczniów. Zmarszczki, tylko te od szczerych uśmiechów. Ogon papierosowego fetoru adoruje aromat perfum tak ciężkich i ciemnych, jak cały ubiór polonistki.
Oczy? Błyszczące, roześmiane i...Jakże inaczej, brązowe.
Dziarski krok i delikatne dygnięcia zazwyczaj łagodny, ale miękki głos, podekscytowany trafnymi uwagami podopiecznych. Momentami nawet krzyk, jednak nie przerażający, a budzący szacunek. Ha, zazwyczaj nie był kierowany w moją stronę, a do niesfornych urwipołciów.
Pani O. była całkowicie pochłonięta życiem szkoły. Prowadziła apele, jednoczyła uczniów, organizowała festyny i przedstawienia, zakończenia szkoły szóstoklasistów. Chwilami jednak przykro robiło mi się na myśl, że jej córka rzadko widuje swoją mamę.
Nawoływała, czasami wręcz żałośnie, do ciekawości otaczającego świata. Co kilka tygodni, a szczególnie po dłuższych przerwach spędzaliśmy jedną lekcję pt. "Co wydarzyło się na świecie w przeciągu x" Chciała, czasami niestety nieudolnie pokazać, jak wiele można zobaczyć przyglądając się jedynie chwile.
Myślę, że częściowo dzięki niej jestem tu i to piszę a nie gram w gry i nie mam żadnych umiejętności,

View more

Flauto, jesteś dzieckiem Platona? Uwielbiam twoje pytania i szanuję twe zdjęcie. Opowiedz mi coś.

Nieznajomy Wędrowiec
Nie mam pojęcia, czy jestem dzieckiem Platona. Mam obiekcje na temat tego, czy w ogóle chce nim być. Nie chcę powielać czegoś, co zostało już zrodzone, nie chcę odtwarzać przepisów, preferuję tworzenie własnych kompozycji ze znanych już składników.
Gwiazda wakacji zachodzi, zaraz zjawi się chłodny księżyc pracy i obowiązków. W mojej głowie kłębią się myśli, niecierpliwią się w oczekiwaniu na badania, medycyna mojego lenistwa nie jest wydajna i ostatnio kręcę się w pełni obaw.
Dopadła mnie nostalgia, skrupulatnie uciekałam, miesiącami, szukając zaczepki w czymkolwiek, co mogłoby zająć pracowników wspomnień. Wpadłam w jej sidła i prędko się nie uwolnię. Naprawdę brakuje mi Pani O., jej zaangażowania i oddania pracy nauczyciela, polotu który uskrzydlał i dawał wiarę w tworzenie we własny, indywidualny sposób. Za czarną damą, ubraną czasami wręcz żałobnie, ale nadal gustownie i ciepłym uśmiechem podczas burzliwych dyskusji kółeczka adoracji na przerwach.
Tęsknię jeszcze za czymś, śmieję się sama do siebie na myśl o moim obruszaniu się i na dźwięk świńskiego chichotu koleżanek. Tęsknię za swataniem mnie z Maksymilianem, ech. To brzmi dziwacznie, ale z tego przymusowego łączenia powstawały najbardziej płodne rozmowy z ulubionymi ludźmi ze szkoły. Czułam scalenie i integrację, chyba najmocniejszą w całym moim życiu.
Lubiłam dumać nad tym, że jak moje życie rozsypie się jak sól po nieszczęśliwym upadku, zamieszkałabym z Maksymilianem w jego przepełnionej książkami i ogólnym harmidrem kawalerce i tak jak rozprawiała moja była polonistka, pisalibyśmy razem książki. To płonne marzenie dogasa, tracąc potrzebną do istnienia dziecięcą radość. Boję się.

View more

Leno, opowiesz mi coś o Maksie? Jego osoba zainteresowała mnie, mimo iż widziałam o nim zaledwie wzmiankę.

Środa
Masz rację, Maks jest interesujący. Jak rozgrzewająco, usłyszeć, zobaczyć, że ktoś dostrzega małe niuanse i komunikaty, które z nadzieją na odzew wysłałam.
Nie wiem, czy znam Maksa, a właściwie Maksymiliana, bo przywykł do dumnego, pełnego wydania swojego imienia. Z jednej strony, od wielu rozdziałów litery formują te same pieśni, od niechcenia znane na pamięć. Z drugiej, opasłe, zakurzone tomiszcze kryje w sobie jeszcze wiele nieskalanych odkryciem strof.
Zapewne nie zwróciłabym na niego większej uwagi niż omyłkowe "cześć" rzucone klasowemu ogółowi, gdyby nie pani O. Pani O. nas swatała. Chciała połączyć dziewczynkę widzącą świat spode łba i chłopca z nieobecnym spojrzeniem i czupryną godną Beethovena. Dwie niezależne wyobraźnie łączyły się w jej myślach w wibrujący twórczy materiał. "Będziecie razem pisać książki, bo ładnie się dopełnianie." Prychałam na to i nadal prycham.
Maksymilian to szaleniec. Jak sam siebie określił, będzie opętanym historykiem bez szansy na bycie trzeźwym, mającym bazę w jakiejś zapomnianej bibliotece na przedmieściach. Maksymilian to humanista. Humanista definicyjny, humanista do granic możliwości. Nie dla niego biologia i cokolwiek, co wykracza za kółeczko literatura-historia. To mnie przygnębia ostatnio. Spadło jak ciężki głaz na słabe barki, postaram się unieść. Zamknął drzwi możliwości i zagłębił się w znanym. Nie wykracza poza te dziedziny, eksploatuje kawałek świata, zapominając o przyciągającej reszcie. Ja, mimo polonistycznych pobudek łapię się nowości z każdej strony. Moje zainteresowania nie są jeszcze ukierunkowane, wskaźnik kompasu wiruje. Mam nadzieję, że będzie niezdecydowany jak najdłużej.
Będę z nim chodzić do szkoły, odświeżę wizerunek. Trzymajcie za mnie kciuki, bo aby dostać się jego klasy muszę zdać egzamin z angielskiego.

View more

Droga Leno, jak się dzisiaj czujesz?

۝ Rosmerta
Czuję się wytrącona z równowagi. Od kilu dni zewsząd napływają do mnie komunikaty o nadchodzącym schyłku dziecięcych dni. Ciepła gwiazda maleńkości zostanie zastąpiona błękitnym nadolbrzymem. Przesiadując na karłowatej planecie naprawdę blisko ulatniającej się powierzchni, mogę czekać na zmierzch łagodnych czasów. Zostanę pożarta przez rozżarzonego giganta, razem z moim szybko wirującym domostwem. Od złączenia skalnych brył w planetoidy, planetoid w księżyce, a księżyców w planety, niedorośli rzucali się w toń rozrzedzonego kosmicznego gazu, bliskiego przyjaciela próżni, aby znaleźć nowy azyl z dala od śmiercionośnego jądra tryskającego plazmą i promieniowaniem. To naturalny krok w stronę śmierci. Jestem ponaglana i popychana, do anormalnego dla mnie stanu, przedwcześnie.
Czuję potrzebę czucia grzejących gazów matczynej gwiazdy, nie dla mnie wiatry zimna ostatnich orbit z dala od sedna. Nie dla mnie poważne stroje i flegmatyczna powaga. Nie dla mnie poważne rozrywki wysokiej kultury. Nie dla mnie statyczne rozrywki wysokiego stanu.
Chcę grać w kolorowe gry i nosić błyszczące, kiczowate makijaże. Kontemplować urocze mangowe dziewczynki i podkreślać wartość różowego, brokatowego cienkopisu w pomalowanym w kwiatki piórniku.

View more

Leno, co widzisz jako pierwsze, kiedy przymkniesz powieki?

Środa
Wygłodniałe sępy zataczają kręgi końca coraz to ściślej, rzucając się znienacka na dogorywające zwłoki zmysłu wzroku. Otoczenie przeobraża się w pstrokatą plamę drżących owali. Wyszarpywane cząstki nieświeżego nieboszczyka rozmywają obraz znacznie, kończąc przemijanie.
Oglądając bez spoglądania zdaję się na częściowo zawodną imaginację umysłu, uciekając od lepkich dłoni chciwego szaleńca, tworzy nową rzeczywistość, tylko niby prawdziwą, jakby stojąca kałuża tracąca kształty w chwili roztrwożenia. Rozbiegane pomocnice wyobraźni kleją z pourywanych wycinków pamięci obraz. Niedokończony ze szparami dla wycieków niepewności, wypychających na zewnątrz. Ratuj widzenie, sępy mają jedzenie!
Widzę komputer. Otwartą stronę w wordzie, niezapełnioną możliwość, próg domu z tworzoną ciągle nie-rzeczywistością. Dymiący, trzepoczący rozpalonymi, parującymi skrzydłami kawowy ulepek, bliższy rozlewanej do delikatnych chińskich filiżanek rozcieńczanej esencji, niżeli gotowemu napojowi dyszącemu w rozgrzanym granatowym kubku. Ciężkie wory pod zmatowiałymi, zmęczonymi, przytępionymi przedawkowaniem hydroksyzyny oczami odbarwiają się na chłodny szarawy fiolet. Ponad nimi pocieranie skostniałym palcem wysusza narzędzia widzenia, nie zawsze patrzenia, bardziej, niż świecąca tafla wchłaniającego powoli całą duszę ekranu. Szeregi indywidualnie bezznaczeniowych liter tworzą kaskady ruchliwych opowieści o poczciwym pszczelarzu z Tortugi. Spowolniony umysł powoli tworzy szkielet kolejnej pirackiej baśni.

View more

Owiń swoje kości, najczulej; wydobądź głos zawieszony niepewnie. Dokąd odchodzisz, Leno?

G.
Hej! Zanim zacznę odpowiadać na to dość nieoczywiste pytanie, zwrócę się do was z pewną prośbą! Byłoby bardzo miło, gdybym dostawała bardziej rzeczowe pytania! Oczywiście, lubię też takie, ale świadomość, że szerokie pole do interpretacji może spowodować, iż odpowiedź będzie niepewna i chwiejna, bliska upadku. Jak wiem na czym stoję, mogę zacząć pewnie biec, zamiast jedynie miękko stąpać!
~~~~
Obawiam się, że już odeszłam i zabarykadowałam wyjście obawami i tylko samą możliwością zawodu. Zamknęłam się w pokoju, wystraszony osesek wypatrujący szponiastych, sowich łowców pod tylko pozornie bezpieczną pokrywą metrowej warstwy skrząco białego śnieżnego puchu. Czasem niespokojny krok dotrze do ucha drapieżcy i zakończy gwałtownie ciche zimowanie.
Ich jest za dużo. Niezawodny słuch, dzioby silniejsze od szczęk policyjnych psów i wszystkowidzące oczy jak spodki. Muszę się ewakuować. Czmycham z niknącą skierką nadziei która mnie prowadzi, szybko, już dogasa! Nowy bór, nowe środowisko, nowe stado, nowi naturalni wrogowie. Przewrotna szansa, niepewna wieża z papierowych klocków. Chyba słabnę, już zostało zapieczętowane. Doświadczone samice najpierw szmerały wibrysami sceptycznie, przyjęły mnie jednak do swojej przytulnej nory. Śnieg jakby cieplejszy, jadło jakby świeższe. Drapieżniki jakby nieco mniej złaknione. A jeżeli to jedynie pozory i pożrą mnie gdy będę bujać w objęciach Morfeusza?
Życzcie mi szczęścia w nowej szkole.
~~~~
Jeszcze jedno! Mam e-mail! Czekam z utęsknieniem na wiadomości, jestem ciekawa ludzi! Nie liczę na odzew, ale skierka żarzy się i drży, może ktoś napisze?
niewinnerogi@gmail.com
https://www.youtube.com/watch?v=9EN9MIa3Kyc

View more

Jak chciałabyś wyglądać? (figura, wzrost, włosy, oczy, karnacja itp.) Dążysz jakoś do osiągnięcia tego wyglądu? Jest on dla Ciebie super ważny?

Eve
Nie rozumiem, dlaczego ludzie uznają zadowolenie ze swojej ogólnej, albo szczególnej aparycji za przejaw narcyzmu. Coś niedopuszczalnego, okropny, zadufany w sobie egoista! Zakopać w ogródku obok gnijących trucheł martwych zwierząt. Czemu? Nie powinno być odbierane to jako coś pozytywnego? Zmniejszy się populacja smutnych dziewczynek zbierających żniwo polubień na glebie niedowartościowania. Zboże wzrastająca na pewnej siebie glebie to lepszej jakości mąka.
Jestem zadowolona ze swojego wyglądu. Słoneczne blond włosy sięgające za łopatki, ładne, chociaż płowe i łamliwe. Porozdwajane. Luba, że porozdwajane. Bardziej moje i milsze. Z resztą, tak jak całe moje kruche ciało. Zostałam obdarzona zielono-niebieskimi oczami, okraszonymi ciemnym cierniem brązu na otoczce tęczówek. Kogel-mogel genetyki rodziców stworzył jednak jedną cechę wyglądu, która wybitnie nie przypada mi do gustu. Odcień skóry. Ciepła, brzoskwiniowa, łatwo wyłapująca promienie słoneczne w komórkowe pułapki. W żaden sposób nie chłodna i nie porcelanowa.
Lubię snuć marzenia dotyczące wizualnej specyfiki. Nie uważam jej za nic ważnego. To naczynie do wypełnienia napojem. Może być wzorzyste i cieszące oko, ale owe cechy tracą swoją wartość w świetle odpychającej zawartości. Ostatnio nie zwracam choćby najmniejszej uwagi na porysowany, poodpryskiwany, zielony kubek wyglądu. Staram się go napełnić słodkim syropem, albo ewentualnie aromatyczną herbatą.
Gdybym mogła otworzyć konsolę cech z suwakami zmieniającymi je, nie ukrywam, nie wahałabym się nieco przerobić moje oblicze. W pierwszej kolejności zapragnęłabym bladej, jak najjaśniejszej skóry. Wymagałaby ona nieco czasu aby utrzymać taki stan, ale myślę, że byłoby warto. Jak na ironię, wtedy bym się starała. Jeszcze podobne włosy. Platynowe, długie i jak najmocniej matowe. Jest kilka bardziej kontrowersyjnych cech których pożądam. Baardzo grube brwi. Wspominałam o tym na drugim profilu. Są cudowne. Może nie pasowałyby do włosów według niektórych, dla mnie to ideał. I bokobrody. Płaskie i przylizane, ciągnące się do gładkiej, zadbanej brody zaplecionej w warkocz.
Chciałabym też mieć inny wzrost. Bardziej charakterystyczny. Wyższa, niższa, byle nie tak zwyczajna. 163 centymetry mojej słabej sadzonki mnie nie satysfakcjonuje.
Rozwijam się w innym kierunku, wygląd gdzieś zanika.

View more

Droga Leno, jak wyglądasz za zamkniętymi drzwiami?

Rusałka
Były sobie takie drzwi, nie zaprzeczam. Bogato zdobione, z fikuśnymi ornamentami na brzegach, kusiły okładką zniszczonej powieści. Zawsze silnie ściskałam prostu, ołowiany klucz - zupełną odwrotność luksusowych wrót. Kłykcie bielały mi na samą myśl o otwarciu i przekroczeniu granicy, którą wolałabym zostawić nietkniętą, jak pisklę, które po kontakcie z obcym zwierzęciem zostaje instynktownie odrzucane przez niegdyś wręcz nadopiekuńczą matkę.
Pogodziłam się z moją naturą i mogę już bez cienia dźgającej krępacji stwierdzić: jestem duszyczką. Ha, przecież to nieodłączna część mojej eterycznej dziecięcości i dziwnego pociągu do wszystkiego, co jak najmocniej wzniosłe. Jeżeli mnie nie satysfakcjonuje, uniosę sama na chwiejnych barkach i sprawię, iż takie się stanie. Odpierałam ten element mnie odpowiedzialny za zachwyt poezją śpiewaną, łagodnymi balladami, zwiewnymi, romantycznymi ubraniami i wszystkim co melancholijnie dziewczęce. Miałam wtedy odmienną definicję tego wyrażenia, różniącą się głównie doprawieniem owego dania cierpką przyprawą cierpienia i dodaniem dorodnego owocu niepogodzenia się z marnym żywotem.
Ja nie cierpię, ja nie płaczę, nie kulę się w katuszach skrzywdzonej duszy tak innej od reszty, że niemal nie ma praw do istnienia. Cieszę się i doceniam, kiedy tylko mogę. Jest dobrze.
Wiecie co teraz dzieje się w moim pokoju? Z komputera wycieka gitarowe brzmienie i łamiący się falset folkowego śpiewaka, a obok tli się herbaciane kadzidełko - symbol końca złudzeń, cienka stróżka tancerki dymu ma radosną nowinę! Koniec z oszukiwaniem się! Jestem duszyczkowa szpiku kości, próchnica romantycznych dziewcząt skutecznie wyniszcza mi zęby.
Nie ograniczam się i nigdy nie będę ograniczać się do ściśle romantycznej części mojej osobowości. Bo nie jestem tylko nią. To mały fragment eksploatowany aktywnie na potrzeby tego profilu i moich organiczno-leśnych zapędów. Nie rozumiem ludzi, którzy zamykają się i zapadają w padole sztucznego smutku, aż popadną pod własnym ciężarem i wybuchną jako jaśniejąca supernowa, jednak nie zawsze. Oprócz wypłowiałych pasteli i urokliwych brzdąkań lubię ostrą elektronikę, kolorowe pluszaki i neonowe kolorki. Śmieję się i z cynicznym uśmieszkiem dumam nad wszystkim, nie zostawiając miejsca na depresyjne historie. Pamiętajcie, nadal mam ten ciasny Slup do gromienia bestialsko wrogich jednostek morskich.

View more

Opowiedz coś o @Polszaleniec

To "pytanie" leży i śpi smacznie w mojej skrzynce od ponad trzech tygodni. Przez pewien czas chodziłam jak na szpilkach, bo nawet właśnie sama Anna namawiała mnie do odpowiedzi, a ja nie czułam, chyba nadal nie czuję się gotowa, więc nie wiem, czy podołam, możliwe, że upadnę, złamię moje łamliwe kości, bo przechadzam się po tragicznie nierównym gruncie. Poza tym, czuję naglącą powinność, wspominanie kilkakrotnie o mnie na jej profilach zdaje się do czegoś zobowiązywać.
Niezbyt znam półszaloną panią. Nie znajdziecie tu jakiejś głębokiej jak ocean, wielkiej relacji dwóch podróżników moralności, och! Temu "służy" kto inny, każdy ma swoje miejsce w grupie, jeżeli je akceptuje nie ma potrzeby na siłę go zmieniać, nie lubię niczego burzyć i przemieszczać.
Kilka miesięcy temu, bodajże w Maju napisałam Ani "Zdajesz się być do mnie podobna!" Zdziebko obawiałam się jej reakcji, bo zdawało mi się, że nie jest typem osoby która z otwartymi ramionami powitałaby o wiele młodszą dziewczynkę w gronie internetowych kolegów, zapewne samej śmietance nastoletniego istnienia. Odniosłam mylne wrażenie jej niedostępności i automatycznego odrzucenia. Jakże miłe było moje zaskoczenie, gdy napisała mi, że uroczo byłoby mieć młodszą znajomą jak ja, naprawdę jaśniałam radością, serio. Po raz pierwszy ktoś, kto nie sprawiał wrażenia absolutnie otwartego takim się okazał. Po raz pierwszy po zdjęciu kurtyny moje obawy zostały obrócone w coś pozytywnego.

Okazałyśmy się bardziej inne, niż mi się wydawało. Mam małe doświadczenie w jakichkolwiek relacjach z kimkolwiek kto urodził się wcześniej i spogląda na świat z większym doświadczeniem. Pomimo tego, jak wiele nas różni i dzieli, Anna słucha mnie z iskierką ciekawości w oku. Głównie słucha. Bardzo się w tym dopełniamy, bo ona cieszy się z słuchania mnie, a ja mogę ukoić moje narcystyczne pobudki i bajać bez końca o sobie. I o niezadowoleniu. Chociaż to ją irytuje. Ale jednak.

View more

Next