Ask @shota475xx:

Dostać pytanie od osoby, która zniknęła wieki temu - najlepsze uczucie na świcie.

Kurumi
Wykorzystam to pytanie jako mój nowy początek.
Nie mam dobrej wymówki czemu mnie nie było i myśląc nad tym dłużej - nie chcę jej mieć. Nie było mnie, bo dopadła mnie nuda i brak chęci na odwiedzanie tego miejsca. Szybko się nudzę zabawkami, ale równie szybko sobie o nich przypominam. I zabawa trwa dalej. Niemniej jednak, stęskniłem się. Za ludźmi, za odpowiadaniem, za wieczornymi rozmowami o bajkach i naklejkach. Jestem dorosły, ale chyba tylko fizycznie.
Dopadł mnie marazm, a więc wróciłem z podkulonym ogonem, jak ten ostatni pies. Co prawda - powroty nie są łatwe, a ja nawet nie umiem skleić porządnie zdania, a i nawet moja lekkość pióra odeszła gdzieś w zapomnienie, ale wszystko jest do naprawienia i odbudowy.
Więc czas zacząć wszystko od nowa~

View more

Hej Shota, a mi cos bys opowiedzial?

Ostatnio dosyć często wracam myślami do dzieciństwa. Do chwil, gdy największym problemem był fakt, że kupując big milka, nie wygrałem drugiego. Przywoływanie wspomnień jest naprawdę dobre - można wszystko od nowa przeanalizować, ewentualnie załamując ręce nad swoim zachowaniem albo kręcąc krnąbrnie głową na dziecięce wybryki, które teraz wydają nam się zupełnie głupie.
Bycie dorosłym musi być naprawdę meczące - ciągła potrzeba kalkulowania wszystkiego, chęć być kimś wielkim, a przy tym zupełne odrzucając to, że nie wszystko opiera się na działaniach i liczbach, że nie wszystko można kupić i nie zawsze można być "kimś wielkim".
Każdy był kiedyś dzieckiem. Tylko dlaczego bycie dzieckiem może trwać jedynie do pewnego wieku? Tak jakby to była jakaś zasada, którą trzeba ściśle przestrzegać, bo inaczej kolega postawiony nad tobą przyjdzie i przyszyje ci krawat zszywkami do obrotowego krzesła. Przecież nikt taki się nie pojawi, a bycie dzieckiem nie musi kończyć się wtedy, gdy przestaje być to "przyzwoite". Gdyby to zależało wyłącznie ode mnie - byłbym wiecznym dzieckiem, jedynie dorzucając niektóre aspekty dorosłego życia. Połączyłbym to, a nie odrzucił jedno, żeby móc zasmakować drugiego. Dorośli bez dziecięcego zachowania to jedynie sztywne kłody, które mają z góry całe życie zaplanowane, a potem jeszcze milion innych scenariuszy, jakby coś poszło jednak nie tak. To jak maszyna, które wie, kiedy jest obiad, kiedy kolacja, a jak przyjdzie co do czego, odpowiada "tak", "nie" i "dziękuję". Dorosłym brakuje tego, czego dzieci mają za dużo; chaosu, roześmianej buzi, podartych i ubłoconych ubrań, a co najważniejsze - dobrych wspomnień, do których potem można znowu wrócić, jednocześnie usuwając grymas z twarzy i zastępując go szerokim uśmiechem.
I jak tak teraz o tym myślę, to naprawdę nie wydaję się być trudne. Wystarczy się po prostu zatrzymać, nie gnać tak do przodu, nie patrzeć na to, co ludzie powiedzą, co będzie potem, a po prostu cieszyć się tym, co może się wydarzyć.
Mam nadzieję, że będę dobrym dorosłym.

View more

Sho!! Nie było Cię przez jakiś czas... można wiedzieć czemu? :c

Gdy byłem małym chłopcem szczególną miłością darzyłem łóżko, a raczej to, co znajdowało się pod nim - stare zabawki, brudne koszulki i wolną przestrzeń, do której nikt nie mógł się dostać - przynajmniej w moim mniemaniu. Zawsze wierzyłem, że pod łóżkiem nikt mnie nie znajdzie, dlatego też to była moja stała kryjówka. Z jednej strony chciałem, żeby było mnie wszędzie pełno, a zaś z drugiej - miało mnie nie być nigdzie.
I choć nie jestem małym chłopcem, pewne nawyki się już nie zmieniają.
Lubię być w centrum uwagi, cholera jasna, jak diabli, ale pomimo tego o wiele bardziej cenię chwilę, gdy nie ma mnie nigdzie i nikt nie wie, co u mnie. Chować pod łóżko się już nie mogę, a więc zastępuje do tak błahymi sprawami jak znikanie z jakiegoś portalu raz na jakiś czas.
To dosłownie tak, jak w dzieciństwie - gdy zaczyna mi się nudzić, wracam i znowu zaczyna mnie być wszędzie pełno, aż w końcu z powrotem chowam się pod łóżko, żeby odetchnąć.

View more

Shota, co dziś ciekawego robiłeś?

Pingwin
Mam ferie.
Co powinienem robić:
wychodzić do ludzi i marnować czas w jakiś produktywny sposób
Co robię:
tracę życie na oglądanie i spanie, a jeśli ktoś próbuje mnie wyciągnąć z domu, posługuję się wymówką "mama mi nie pozwoliła"
Zadziwiający jest fakt, że nawet jeśli próbuję coś zrobić, to zaraz z tego rezygnuję, bo najzwyczajniej w świecie zaczyna mnie to nudzić albo męczyć. Od przeszło tygodnia planowałem odpowiedzieć na chociaż ćwiartkę zaległych pytań, a skończyło się na tym, że leżę i jem, bo nie umiem dobrać słów w porządny sposób i wszystko mi się miesza, tworząc jedynie niespójną i chaotyczną całość, a mnie cholera bierze.
Chciałbym porozmawiać na błahe tematy, przy których nie będę musiał składać myśli w całość, a jedynie w coś, co będzie tylko na raz - nieprzemyślane i głupie.
To chyba kryzys wieku średniego, a jeśli tak - zabierzcie to ode mnie.
Albo sprzedajcie mi mentalnego kopniaka.

View more

Witaj, Shota! Przybywam dziś z pytankiem: co chciałbyś w życiu osiągnąć? Jaki cel wypełnić? A może nie masz nic konkretnego? Pozdrawiam! x3

Shōri-san
Od zawsze byłem nietęgi w planowaniu, bo prędzej czy później moje cele spalały na panewce, a ja zostawałem po środku niczego, przypominając sobie, że moje bzdurne zamierzenia mnie tu doprowadziły.
Ale, jakkolwiek tego od siebie nie odepchnę, mam już osiemnaście lat i to dobry czas, żeby zacząć coś robić, a nawet uciekać się do planów.
Tyle że ja nie wiem, co chciałbym robić ani nawet do czego dążę.
Nie widzę siebie za biurkiem z nienagannie ułożoną fryzurą i schludnie dobranym krawatem, w ręku dzierżąc papiery, które w przeciągu trzydziestu minut będą miały znaleźć się na biurku mojego szefa. Nie chcę być w jednym miejscu, nie chcę siedzieć za biurkiem, nie chcę dostarczać kawy ani nosić miłych dla korporacyjnego oka krawatów, a chcę, żeby było mnie wszędzie pełno. Chcę się przemieszczać z jednego miejsca do drugiego, poznawać i zdobywać, doświadczać czegoś, jednocześnie będąc tym samym facetem, którym byłem od początku.
Potrzebuję niestabilności, tak myślę.
Chciałbym się wyganiać, pozdzierać sobie kostki w bójkach, jeść odgrzewane jedzenie i pić najzwyklejszą wodę, bo jestem skąpcem i szkoda mi pieniędzy na piwo, a kiedy będzie mnie za pełno w jednym miejscu - uciec do drugiego i zacząć wszystko od nowa. Nie potrzebuję obok siebie osoby ani stabilnych uczuć, nie chcę się zobowiązywać, a strącić miłość na dalszy plan i kiedy będzie mi potrzebna, znowu po nią sięgnąć, wtedy dopiero zaczynając myśleć racjonalnie i przyszłościowo.
Wyznaczanie sobie celów jest nudne i dobre dla dorosłych, a ja dalej umysłowo mam dwanaście lat i przyklejam gumę pod spód krzesła.

View more

Dobrze, Shota. W poprzedniej wypowiedzi zahaczyles o piramide wartosci i, o ile dobrze rozumiem, milosc jest na "—entym" miejscu. W takim wypadku jakie rzeczy sa dla Ciebie najwazniejsze? Jestes w stanie je jakos ustawic w kolejnosci?

Nazwa
Przed ułamkiem sekundy byłem wręcz pewny odpowiedzi, mogąc nawet się pożreć za nią, ale teraz spowija mnie jedynie niewiedza; cała pewność siebie wyparowała, zostawiając mnie obezwładnionego na lodzie, a po mojej głowie krąży tylko jedno pytanie - co jest dla mnie najważniejsze? Jeśli nie miłość, nie pieniądze, to co?
To zabawne, jak szybko w człowieka może wlać się niepewność, jeśli poświęci chwilę nad zastanowieniem się, czy to naprawdę jest to, czego pragnie i o co chodziło od samego początku.
Wydaję mi się, że nie ma takiej rzeczy, który byłaby dla mnie najważniejsza i ponad innymi. Cenie sobie spokój i prywatność, ale to nie jest najistotniejsze i nie jest czymś, dla czego mógłbym stracić głowę. Uwzględniam także szczęście, ale nie te, które szczególnie wiążę się z innymi, a raczej zwykłe, banalne, które tylko ja jestem w stanie określić, bo jest moje i ja wyznaczam gdzie i kiedy się zaczyna oraz kończy.
Szczerze powiedziawszy, wszystko jest dla mnie ważne, ale nie na tyle, żeby wbić się do czołówki. Wszystko i nic zarazem.
Myślę, że na dzień dzisiejszy nie umiem się określić, a wręcz truchleję na są myśl, co egoistycznego i samolubnego mógłbym wymyślić tym razem. Ale chyba na tym to polega; egoizm jest wręcz wskazany. W końcu mam znaleźć coś, co jest ważne dla mnie i tylko dla mnie, nie dla kogoś innego.
Zaczynałem z wielką pewnością siebie, a skończyłem na odbijaniu się od kąta do kąta, pochłonięty własną niewiedzą.
Może nie powinno, ale to zabawne.

View more

Sho.. Nienawidzę swoich uszu. Odstają. Ludzie na pewno je wyśmieją.. Co robić..? Czy one są tak śmieszne?

W dzisiejszych czasach kompleksy są powszechniejsze niż grypa, to zabawne.
Odkąd pamiętam bawiło mnie narzekanie na swoje niedoskonałości. Gdzie bym się nie rozejrzał, zawsze było tak samo; mam za wąskie usta, nie są pełne, moje włosy są matowe, chociaż się staram, żeby takie nie były, mam pulchne dłonie, a przecież jestem szczupła, to niesprawiedliwe. I to nie jest złe, narzekanie na swoje wady to dobry krok, ale grunt to wiedzieć, gdzie jest granica i kiedy należy przestać, żeby się nie dobić.
Twoje uszy odstają? Moje natomiast są szpiczaste - szczerze powiedziawszy, przypominam elfa. Dawno, dawno temu cholernie mnie to wpieniało, wyprowadzając z równowagi. Teraz jest mi to obojętne - traktuję to jak coś innego, co posiadam tylko ja, co czyni mnie innym, chociaż wcale tak nie jest. Moje szpiczaste uszy nie są wyjątkowe, przecież posiada je masa osób, ale co z tego? Póki ja je traktuję jak coś mojego, będą one wyjątkowe.
Do czego zmierzam?
To Twoje uszy; nie możesz ich obciąć, nie możesz ich usunąć, nie możesz się ich pozbyć - operacje plastyczne to szczyt głupoty, a więc tego nawet nie biorę pod uwagę - a więc po co marnować nerwy na coś tak błahego? Po co się ich wstydzić? Nieważne, ile razy nad nimi zapłaczesz, naplujesz sobie w brodę, a nawet zmizerniejesz, one dalej będą. Chodzi mi o to, że nie znikną tylko dlatego, że Ci się nie podobają. Grunt to je zaakceptować i przestać w końcu myśleć "co ludzie powiedzą", bo szybciej Cię to zgubi, niż możesz sobie wyobrazić.

View more

To puste pytanie, Sho, zrób z nim cokolwiek tylko chcesz.

Lubię, gdy mam wolne pole manewru i mogę się rozpisać, a jednocześnie gubię się, nie wiedząc co mógłbym, a raczej co chciałbym zamieścić. Jest tyle rzeczy, które w ostatnim czasie zaprzątają moją głowę, a takie niepozornie puste pytanie, wywołuje u mnie spazmy czegoś dziwnego.
Jakby czegoś na wznak lęku, że nie ujmę tego w odpowiedni sposób albo coś spartolę, starając się przedobrzyć.
Niemniej jednak wydaję mi się, że moje myśli krążą ostatnimi czasy namiętnie wokół jednego temu. Zastanawiam się, dlaczego ludzie tak żarliwie potrzebują miłości. Nie uważam, żeby było to wielce złe, jednak zniesmacza mnie. Ostatnio goniąc za ową myślą, zdecydowałem się postąpić krok dalej i wypytać ludzi, z którymi utrzymuję jakiekolwiek stosunki, do czego dążą, czego potrzebują i bez z czego nie wyobrażają sobie życia. I chociaż spodziewałem się odpowiedzi, zbiła mnie ona z pantałyku, przyprawiając o jeszcze większe zniesmaczenie, a nawet gniew.
Wszyscy, jak jeden mąż, odpowiedzi, że miłość to jest, czego potrzebują, bez czego nie wyobrażają sobie życia, bo jeśli nie miłość, to co niby? W późniejszych etapach odpowiedzi miłość przeplatała się z pieniędzmi, co mnie szczególnie wyprowadziło z równowagi, ale szczególnie w głowie utkwiła mi jedna odpowiedź, natomiast:
"Po co w ogóle pytasz, Dominik? Przecież wiesz, że oprócz dóbr materialnych i miłości nic dla ludzi się nie liczy. Jeśli masz pieniądze, jesteś kimś, a jeśli jeszcze posiadasz obok siebie osobę, która kochasz, jesteś kimś podwójnie".
To teraz ta wypowiedź jest dla mnie bezsensowna i ociekające ludzką głupotą, ale mimo to nie umiem jej wyrzucić z pamięci i przeplata się wraz z innymi, jednak na tyle nikłymi, że nie wywołują u mnie takiego zamętu jak to, co podałem powyżej. Chciałem ją w jakiś sposób zrozumieć, przełożyć na swój własny sposób, ale ilekroć nad tym się pochylę, poświecę temu czas, wywołuje to u mnie istne oburzenie.
Miłość jest ważna, temu nie zaprzeczę, ale chyba nie na tyle, żeby zrzucać wszystko na inny tor, kiedy ona łaskawie do nas zawita. Ludzie łapią się niej jak oparzeni, jakby nigdy więcej miała się nie nadarzyć, jakby miała zniknąć i nie wrócić. A ona przecież wróci. Zawsze wraca. Jak nie teraz, to jutro, a jak nie jutro, to za tydzień. I tak w kółko.
Tak samo jest z pieniędzmi - są ważne, cholera jasna, nawet bardzo, ale nie na tyle, żeby tracić dla nich głowę. Brniemy coraz wyżej, zatracamy się w tym bez pamięci, bo w końcu dorobiliśmy się tego, do czego dążyliśmy. I to jest fajne, nie ukrywam, ale czy naprawdę po drodze musimy zrobić tyle rzeczy wbrew sobie?
A może to wcale nie jest złe; może to moje myślenie jest ograniczone i pozbawione żaru, który spowija osoby biegnące za miłością i pieniędzmi.

View more

Hm... Od czego by tu zacząć-myślę, tak wiem w moim przypadku to chwilę potrwa.A więc Shota fajne masz odpowiedzi takie"Na paniczyka" xD ale ciekawi mnie strasznie czy w rzeczywistości też odpowiadasz w takim stylu.-Lu

Jakkolwiek nie podejdę do tego pytania, za każdym razem uraża mnie określenie "na paniczyka". Z tego co wiem, słowo "paniczyk" jest określane negatywnym mianem, a samo zachowanie owego chłopca określa się jako krnąbrne i ponad innymi, jednocześnie będące nadzwyczaj żałosnym. Moje odpowiedzi naprawdę trafiają w próżne tudzież zarozumiałe standardy?
To fajne.
Mój język na co dzień niewiele się różni od tego, którym dysponuję tutaj. Prościej ujmując - po prostu dostosowuję się do rozmówcy. Jeśli ktoś posługuje się prostym językiem, robię to samo, jeśli ktoś utrzymuje wysoki poziom, robię to samo.
Ponadto język urozmaica się po to, aby nim dysponować, używać go w codziennym życiu, jak i nie, a nie tylko po to, żeby był, bez większego zaangażowania.
To tak, jakbyś chciała się wziąć za pisanie książki – najpierw musisz nauczyć się podstawowych zasadach, a potem, kawałek po kawałku, nabywać nowy zasób wyrazów. Zyskujesz je nie dla własnego widzimisię, ale po to, żeby móc nim dysponować, uatrakcyjniać wypowiedzi, a także unikać powtórzeń, które tak często wszystkich prześladują.
Bogaty zasób słownictwa jest w porządku, a co więcej – obecnie jest pożądany przez wiele osób.

View more

Shota mam pytanie apropo bajek Disneya. Bardziej lubujesz się w starszych czh nowszych produkcjach wymienionego studia? Ah. Chciałam podziękować. Czytanie twojego aska pomaga mi wygrzebać się z mało przyjemnej sytuacji. Co do porównania do postaci... Dziękuję, Flynn.

Wiedźmin na pół etatu
Ilekroć przypomnę sobie o tym pytaniu, zaraz wylatuje mi z głowy, ażeby ponownie dać o sobie przypomnieć w innym, dosyć odległym terminie.
Stosunkowo niedawno wspomniałem o tym, że o wiele bardziej starsze bajki Disney'a trafiają w mój gust, aniżeli te, które wychodzą aktualnie. Szczerze powiedziawszy, od zawsze byłem zwolennikiem starszych rzeczy. Zaczynając od bajek, a kończąc nawet i na zabawkach.
To chyba nawyk, tak myślę.
W istocie żadna bajka, która szczyci się mianem "nowej", nie spodobała mi się na tyle, aby wyryć swoją obecność w mojej pamięci. Oglądam je, bo oglądam, bez większego zainteresowania ani przywiązania. Zwykły film, który traci swoją wartość wraz z końcem oglądania.
A odnosząc się do ostatnich zdań - mam nadzieję, że owa sytuacja się już skończyła, a jeśli nie, to trzymaj się. Wygrzebiesz się z tego, cokolwiek to jest, a potem będzie już tylko lepiej. A przynajmniej mam taką nadzieję.
Powodzenia, tak na zaś.

View more

Kurdełe spędzać wieczory, czytując twego aska- nie ma nic lepszego. Czy masz aski które chętnoe czytujesz? Za co je cenisz?

Czasami naprawdę mi się wydaję, że niektórzy wiedzą, jak mnie podejść. Jeszcze nie wiem, czy to dobrze, czy jednak wręcz przeciwnie, a więc zostawię to bez większej analizy.
Pomimo tego, jeśli udostępniłbym tutaj aski, które mam przyjemność czytać, poczułbym się wręcz obnażony. Cała tajemnica zostałaby wykluczona i odrzucona, a ja czułbym się źle, bez większego zaplecza, którym mógłbym w przyszłości dysponować.
Tajemnice są w porządku. A zwłaszcza takie, które nie ukrywają czegoś przede mną, a jedynie przed innymi na rzecz mnie i mojego bezpieczeństwa oraz samopoczucia.
Jak to się mawia - to będzie słodki sekret, nah.

View more

Hej, Dominik, jakie porównanie do postaci z bajki Ci się najbardziej podobało??? /wcale nie dlatego pytam, że porównywałam Cię do postaci, a nic nie odpowiedziałeś i nie wiem czy Ci się podoba : (/Można dalej Cię porównywać?

Mam wrażenie, że jakkolwiek nie zacznę i tak wyjdę na powierzchownego narcyza, więc dobieranie pasujących słów byłoby żmudne i zbyt pracochłonne, a więc daruję sobie te ładne i maniakalne układanie zdań.
O ile pamięć mnie nie myli, ktoś ostatnio porównał mnie do Rumcajsa. Dalsza część brzmiała mniej więcej tak: " Jesteś taki uroczy, a zarazem uważam, że zawsze sobie ze wszystkim poradzisz."
Owe porównanie jak najbardziej trafiło w mój gust, a co więcej - jest moim ulubionym na dziś dzień.
Ktoś inny jeszcze porównał mnie do Flynna i chociaż nie za bardzo podchodzi mi ta postać, to jak najbardziej jest to w porządku. Inne nawiązania zaś uciekają się to książąt z przeróżnych bajek, zaczynając od księcia Eryka, a kończąc na księciu Filipie ze "Śpiącej Królewny".
Z biegiem czasu dostrzegam też, że takie odwołania są jak najbardziej odpowiednie dla mnie i cieszą moje oczy, a więc zrozumiałe jest, że można robić to dalej.
Jednak nikogo nie zmuszam ani nie popycham w tę stronę.

View more

Mam rozstępy i wstydzę się założyć strój kąpielowy. Mam po kilka kresek na udach i pośladkach. Boje się, że ludzie zaczną mnie oceniać i wytykać palcami. Zazdroszczę tym, którzy się ich nie wstydzą.

Czuję się teraz jak światowej klasy psycholog.
Najprawdopodobniej mój umysł jest zbyt ciasny i ograniczony, bo do tej pory nie pojąłem fenomenu chorobliwej niechęci co do rozstępów. Jak żyje spotkałem się już z różnicowanym zachowaniem, ale największą sławą cieszy się duszyczkowe "chlastanie" sobie łap. Do tej pory zadziwia mnie to, że niektórzy wstydzą się owych rozstępów, a bliznami na nadgarstkach, przedramieniu czy też nogach sczyszczą się, jakby mieli za to co najwyżej dostać Nobla.
Ostatnio nawet miałem do czynienia z typowym, internetowym emosem, którego życie pokarało, bo starzy nie chcieli dać piątaka na jedzenie do szkoły. Był roztrzęsiony, a w oczach jarzył mu się istny bunt. I to nie jest jeszcze najgorsze, ale kiedy ludzie przestali przejmować się jego zachowaniem, podwinął sweter i zaczął maniakalnie wymachiwać ledwo naruszonym nadgarstkiem, mówiąc poruszonym do granic możliwości głosem: "Widzisz, co musiałem przez nich zrobić? Ale ich to w ogóle nie interesuje. Oni w ogóle się tym nie przejmują, kiedy ja mam próby samobójcze!" Ostatnie zdanie wręcz wykrzyczał, opryskując śliną wszystko wokoło.
Do czego pije?
Jeśli ludzie nie wstydzą się blizn po "cięciu" się, a wręcz się nimi obnoszą, gdzie dla mnie to byłby prawdziwy szkopuł, to dlaczego Ty masz się wstydzić rozstępów, które nie powstały przez Twoje widzimisię?
Jak jesteś Ty, tak i one są - na tych samych zasadach. Nie znikną, nie wyblakną, nie przestaną istnieć, a każda usilna próba ukrycia ich skończy się niemiłą porażką.
Polecam je zaakceptować, a wtedy przestaną mieć jakąkolwiek rację bytu.

View more

Shoo... dlaczego cały czas cię nie ma? Wszystko w porządku?

Czy ja wiem.
Od przeszło tygodnia nęka mnie tak okropna rutyna, że zaczęło się aż to robić denne i żmudne. Każdy mój dzień zaczyna się nauką i się nią kończy - w porywach wariacji czasami coś zdążę zjeść albo - myślałby kto - przespać się. W mojej głowie przewracają się bezużyteczne informacje i liczby, które są potrzebne na raz, tylko na teraz, a potem nie będą miały większej racji bytu i niechybnie wylecą mi z pamięci.
Gdy przychodzi taki okres, że jedyne, co robisz, to uczysz się, to wyjście na zewnątrz w celu wyrzucenia śmieci zaczyna robić się ciekawe.
Od zawsze uważałem, że rutyna nie jest zła, jest czymś na kształt określonego celu, do którego się dąży, żeby zostać kimś, coś osiągnąć, ale teraz chciałbym po prostu zerwać ten cel i zrobić coś, co pozwoli przerwać mi ten żmudny cykl i pooddychać świeżym powietrzem.
Bycie "kimś" nie zawsze jest dobre. To jest tylko na chwile. Wzbijamy się wyżej, żeby poczuć się lepiej, ale wprawdzie wystarczy jedna chwila nieuwagi, aby zlecieć z tej góry i zrujnować wszystko, do czego przez ten czas dążyliśmy.
I ja chyba nie chcę być kimś - chcę być po prostu sobą, bez żadnego wzbijania się na wyższe szczeble własnych ograniczeń. Nie chcę też przełamywać żadnych barier.
Bycie sobą jest w porządku.

View more

Shota, nie będę mówił, że jesteś ósmym cudem świata i po przeczytaniu Twoich odpowiedzi od razu Cię polubiłem. Po prostu stwierdzę, że jesteś bardzo interesującym człowiekiem. Powiesz mi coś o sobie, czego jeszcze nie było w odpowiedziach?

L lub Ryuzaki
Od wiek wieków jest mi źle, jeśli w dany dzień nie zrobię tego, co mam zrobić. Nie chodzi tutaj jednak o obowiązkowi domowe, a o samą naukę. Muszę usiąść i się nauczyć czegoś, nieważne, co to będzie - po prostu, chcąc nie chcąc, muszę poświęcić na naukę choć minimum czasu, bo inaczej nie daje mi to spokoju i spędza sen z powiek - w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Wczoraj po szkole byłem padnięty jak nigdy, bo dzień wcześniej uczyłem się przez całą noc, a potem w szkole byłem już o 7 rano. Wróciłem do domu wymordowany, ale z myślą, że jak przyjdę, to się położę. Jednak nic z tego. Poćwiczyłem, zrobiłem obiad, posprzątałem mieszkanie - wszystko, byleby się nie uczyć. Zrobiwszy owe rzeczy w końcu się położyłem, ale jedynie mogłem się przewracać z boku na bok, klnąc na siebie samego w duchu. Wiedząc, że to nie wypali, parę minut przed północą wstałem i do drugiej rano się uczyłem, a potem - wielce łaskawie - w końcu mogłem usnąć.
To już są chyba przejawy czystego masochizmu.

View more

Witaj Shota, nie powiem masz ciekawe odpowiedzi. Oczywiście obserwuję za ciekawy styl. W związku z tym pytanie musi zostać zadane. ~Co cię odpycha u innych osób, jakie zachowania i jakie cechy sprawiają że osoba ma u Ciebie minusy?~

Kolega Stawonóg
Jest naprawdę wiele zachowań, które odpychają mnie u poszczególnych jednostek, jednakże gdybym miał wybrać te najbardziej podburzające, to - zapewne - byłoby to coś takiego, jak wciskanie na siłę swoich racji, które nijak nikogo nie interesują i są jedynie zlepkiem czystego wścibstwa i zarozumialstwa. Drugim takim zachowaniem jest używanie wulgaryzmów co drugie słowo, żeby potwierdzić to, jakim się jest buntownikiem i typowym Sebkiem z dzielni, a brzmi to jedynie tak, jakby dana osoba była ograniczona umysłowo i nie mogła skleić normalnego zdania, które by jej nie przegrzało mózgu i nie wywołało palpitacji serca.
Gdyby się lepiej zastanowić, to jeszcze nienaturalnie bardzo drażni mnie to, jak ktoś żuje gumę. Może nie tyle co żuje, a w jaki sposób to robi. Rozumiem, jak ktoś ją ma, bo ma, po prostu trzyma w ustach i żuje, a nie po to, żeby wywijać językiem na wszystkie strony i strzelać balonami na cały regulator, do tego uśmiechając się perfidnie pod nosem.
Gdybym tylko mógł, wyrwałbym takim osobom język i przybił gwoździem do płotu.

View more

Teraz jest tak mało fajnych chłopaków ( czytaj: takich jak ty) i my dziewczyny musimy sobie radzić bez ciebie, niefajnie.

Nie rozumiem, po co od razu wszystko sprowadzać do miłości. Czy ona naprawdę jest tak ważna, a nawet pożądana? Przyjaźń jest okej, w moim przypadku sprawdza się nawet lepiej niż bycie w związku.
Aż mi się coś przypomniało. Ostatnio moja przyjaciółka przyszła do mnie do domu i wręczyła mi książkę, którą od dawna chciałem mieć. Ja dla niej nic nie miałem, bo nie mieliśmy sobie robić żadnych prezentów ani nic, a więc jedynie jej podziękowałem, a ona chciała już wyjść, bo się spieszyła. Gdy już się obróciła i złapała za klamkę, pociągnąłem ja do siebie za nadgarstek i pocałowałem w czoło.
Czy to już największy lvl romantyzmu? ??

View more

Hej, Sho, zrobisz teraz czas szczerości? Chodzi mi o to, że będziemy Ci zadawać pytania, a Ty na nie odpowiesz, bo Ty na wiele pytań nie odpowiadasz, prawda. A wiec to będzie taki czas, kiedy możemy zapytać cię o wszystko [w granicach]. Ps. tak, nękam Cię XDD

Varasimis
Ty naprawdę często tu bywasz, nie?
Ale, chcąc nie chcąc, muszę przyznać, że to prawda - na wiele pytań nie odpowiadam, bo nie mam ani czasu, ani czasami nawet ochoty, żeby wysilić mózg i utworzyć coś, co będzie spójną i zrozumiałą całością, a więc te pytania leżą i czekają.
I jeśli coś takiego komuś odpowiada, chodzi o ten czas "szczerości", to może śmiało pytać, zadawać takie pytania, które dręczą go od dłuższej chwili i wymagają niezwłocznej odpowiedzi.

View more

Shota, co byś zrobił gdyby ktoś kogo praktycznie nie znasz wyznał Ci tzw. "miłość"?

Od zarania dziejów nie byłem skory do przyjmowania uczuć od osób, które całe rozpromienione, czasami zakłopotane mi je wyznawały, licząc zapewne, że je z ochotą przyjmę i razem stworzymy coś bliżej nieokreślonego, jakiś dobrobyt, a moje egoistyczne "ja sam" zamieni się na "my razem". Jednak nic takiego nie miało miejsca.
Odrzucenie czyjejś miłości nie stanowi dla mnie żadnego problemu, a zwłaszcza od osoby, której właściwie nie znam. To nie ma podłoża, by mogło się dalej rozwijać, bo żeby z kimś się związać, coś stworzyć, należy poznać drugą osobę, a przynajmniej chcieć ją poznać. Tak przynajmniej ja sobie to tłumaczę.
Jednak idąc takim tokiem myślenia, to jeśli ja tej osoby praktycznie nie znam, to i ona mnie nie zna. Czy nie byłaby to miłość godna potępiania? Przecież to nie jest prawdziwe uczucie - ten ktoś zna mnie na tyle, na ile pozwolę się poznać lub, żeby było lepiej, może pociągać go mój sam wygląd, a mój charakter nie ma tutaj większej racji bytu. Czy nie tak?
Wobec tego, co ująłem powyżej, nie trudno byłoby mi odrzucić ową osobę wraz z jej uczuciami. Nie gubiłbym się we własnych słowach, nie dobierał ich w maniakalny sposób, byleby wyszło ładnie i przejrzyście.
Po prostu bym odmówił, bez większego zainteresowania i wysiłku.
Czy to już czyni mnie bezdusznym ignorantem?

View more

Hej, Shotuś, z tego co wyczytałam to pokłóciłeś się ze swoim chłopakiem/a raczej się rozstaliście/ i nigdzie nie idziesz na sylwestra. Nie jest Ci przykro z tego powodu? Może urządzisz tutaj coś fajnego dla osób, które też zostały w domu? Trzymaj się!

Varasimis
Nie czuję się w jakikolwiek sposób źle ani nie jest mi przykro.
Jestem w domu sam, fakt, ale z własnego wyboru. Nie chciałem nigdzie wychodzić, nie chciałem się upijać, jak to robi teraz większość osób tudzież moich znajomych, nie chciałem też imprezować do bladego świtu, ażeby nad ranem zataczać się na wpół przytomny do domu.
I nie rozumiem, dlaczego osoby, które zostały same, są niezadowolone. Nie lepiej to potraktować jako czas dla siebie? Jako ostatnie chwile, kiedy można pobyć sam na sam ze sobą, z własnym myślami, a nie tłumem pijanych w trupa ludzi?
Ja to właśnie tak traktuję - jako ostatnią chwilę, w której mogę być ze starym sobą. Jakkolwiek dziwacznie to brzmi.
Powiem nawet więcej; leżę aktualnie w łóżku, z ciastkami koło głowy, żelkami porozrzucanymi na klatce piersiowej, butelką pepsi w nogach i książką w ręce, i nie czuję się z tym źle, a co więcej - jest mi naprawdę dobrze i jestem rad, iż nigdzie nie wyszedłem.
A nawiązując do tego ostatniego - jasne, jeśli ktoś chce, niech pisze. To będzie w porządku, tak myślę.
I nie ważcie się dąsać, to dobry czas.

View more

Shotuś, wypiszesz tutaj fakty o sobie? Obojętnie ile, jak ci jest wygodnie

Pamiętam, jak kiedyś stroniłem od takich rzeczy, nie mogąc znaleźć nic sensownego, co by się nadawało. I dalej nie mogę - teraz jedynie podchodzę do tego z większych dystansem, wyznając zasadę, iż co ma być, to będzie. Chociaż pomimo tego, nadal zachodzę w głowę, czy czasami nie przedobrzam albo - myślałby kto - piszę jakieś głupstwa.
Rad nierad, od czegoś trzeb zacząć:
• Gdy jest mi za gorąco podczas snu, zakładam słuchawki, po czym puszczam odgłosy deszczu wraz z burzą - dzięki temu robi mi się zimniej i zasypiam,
• Do niedawna stroniłem od gotowania oraz pieczenia, ale ktoś mi pokazał, że przygotowywanie jedzenia wcale nie musi być nudne i monotonne,
• Czasami potrafię się naprawdę nieźle wkurzyć o nic, a czasami jestem tak cholernie obojętny, że nic mnie nie rusza,
• Od małego powtarzano mi, że przejawiam zbytnią obojętność na wszystko, co mnie otacza, przez co trudno do mnie dotrzeć,
• Z natury jestem chamski, narcystyczny, wyniosły, ironiczny, zimny i wszystkie inne słówka, które mają miano negatywnych,
• Nie całuję się z nikim z rana, jeśli przedtem nie umyłem zębów. Co więcej, także nic nie mówię, bo sam nie lubię porannego oddechu, a więc nie będę nim karał innych,
• Gdy dopisuje mi humor umiem być naprawdę romantyczny i uroczy,
• Lubię zdobywać ludzi, ale jednocześnie szybko się nudzę, a więc dana osoba musi umieć mnie w jakiś sposób przy sobie zatrzymać,
• W drugą stronę - lubię być zdobywany,
• Nie jestem weganem z wyboru - jasne, szkoda mi zwierząt, ale mój organizm feralnie nie toleruje nabiału,
• Podoba mi się, gdy ktoś bierze/porównuje mnie za Romea, chociaż to kochliwy dupek,
• Jak na swoje 18 lat jestem bardzo dziecinny,
• Uwielbiam być komplementowany, co pewnie widać, a i większość już to wie,
• Nienawidzę, gdy ktoś zwraca się do mnie Domiś,
• Na moim profilu często toczą się konwersacje o bajkach i to jest jak najbardziej w porządku, a co więcej - wkupuje się w moje łaski,
• Gardzę ludźmi, którym całe życie jest źle i jedyne, co potrafią, to wyć w kącie i podcinać sobie [nieudolnie zresztą] żyły,
• Potrafię spędzić pod prysznicem większość dnia,
• Ostatnio, gdy brat mnie zdenerwował, naplułem mu na bokserki i dałem na pralkę, zabierając te, które leżały tam wcześniej, a on, wychodząc spod prysznica, niechybnie je założył.
I co, gdzie mój Nobel?

View more

Sho, co sądzisz o rozstępach? Obrzydzają cię?

Obracając się w towarzystwie dziewczyn zdążyłem już nabyć należytą wiedzę o rozstępach, a przynajmniej taką, iż nie są mi obce, a ich temat nie wzbudza we mnie niewiedzy ani żadnych, większych odczuć, a jedynie obojętność.
Nie obrzydzają mnie, nie przyprawiają o mdłości - jak wiele moich koleżanek -, nie wzbudzają przerażania ani nic takiego, co byłoby podobnym odczuciem. Poprzez nabytą wiedzę, mogę śmiało powiedzieć, że to nie zależy od Ciebie, czy one powstaną, czy może jednak nie. Dorastasz, skóra się rozciąga, nie nadąża nad zbyt szybkim przybraniem na wadze albo jej spadkiem, a wiec to normalne, że przy takich zmianach w końcu powstaną Ci owe pręgi.
I nie ma co jęczeć nad nimi - one będą, nie znikną, a żadne kremy Ci nie pomogą w ich ostatecznym zamaskowaniu, a jedynie przysłonią je, że tak się wyrażę.
I nie rozumiem, dlaczego tyle osób ubolewa nad ich powstaniem. To fajne pręgi, nie oszpecają aż tak bardzo - można je traktować jak blizny, które się nabyło poprzez coś. Jak doświadczenie. I uważam, że w żaden sposób nie są powodem do wstydu. Co więcej - sam mam kilka takich pasków w dole pleców przez to, iż za szybko urosłem, bo, rad nierad, do 6 klasy podstawówki byłem karłem.
Inaczej jednak patrzę na cellulit, który jest po prostu zaniedbaniem ciała i czystym lenistwem.

View more

Next