Tak. Clash of Kings. Uwielbiam j膮, chocia偶 czasami nie mam si艂y tam przebywa膰. Jestem od niej uzale偶niona. I od os贸b, kt贸re mi tam towarzysz膮. Od mojego Przyjaciela.
Dzi艣 ruszam w drog臋 na drugi koniec Polski, by pozna膰 osobi艣cie 2 osoby z tej gry. Dos艂ownie wysiedzie膰 nie mog臋! Ruszam za przygod膮, gnana ciekawo艣ci膮.
Dzi臋ki tej grze mog艂am zapomnie膰 na pewien czas o tym co mnie boli, o smutkach. To m贸j azyl, moje ko艂o ratunkowe.
Nienawi艣膰 mo偶e wszystko inne przes艂oni膰. My艣lisz tylko o tym, jak bardzo nienawidzisz...
Ogarnia Ci臋 coraz wi臋ksza w艣ciek艂o艣膰, chcesz krzycze膰, ale nic nie mo偶esz zrobi膰... Po raz kolejny skrywasz sw膮 nienawi艣膰 w sercu i czekasz na okazj臋, by zniszczy膰 to co nienawidzisz
My艣l臋 o Nim i wspominam to co by艂o, a co nie wr贸ci... I p艂acz臋... Bo boli...
Na wiadomo艣膰, telefon... Cokolwiek... Na kolejn膮 zapa艂k臋, kt贸ra pomo偶e mi roznieci膰 ogie艅 na 艣wiecy.
Na powr贸t.
Na Jego powr贸t. Z ka偶dym dniem mi ci臋偶ej. T臋skni臋.
Na przyjazny g艂os.
Na powr贸t tych wszystkich e-maili...
Czekam na mojego Wodza...
Przywi膮zanie do drugiej osoby, przyja藕艅 mimo wszystko.
Wiesz? Ja chyba w ko艅cu znalaz艂am takiego Przyjaciela. Nie zostawi艂 mnie chocia偶 zdarzy艂o mi si臋 powiedzie膰 kilka s艂贸w za du偶o. Mo偶na powiedzie膰, 偶e uratowa艂 mi 偶ycie, podni贸s艂 z kolan, gdy nie mia艂am si艂y wsta膰. Wys艂ucha艂. Zrozumia艂. Przytuli艂. Zosta艂.
Ju偶 wiem czym jest przywi膮zanie.
Jest czym艣 co ceni臋 najbardziej.
Nasze wybory.
To w jaki spos贸b post臋pujemy.
艢rodowisko, w kt贸rym 偶yjemy.
Czytanie ksi膮偶ek.
Bliscy nam ludzie.
Uczucia.
By nie podj膮膰 ryzyka, albo pr贸bujesz 偶y膰 mimo wszystko, albo odchodzisz.
Wybierasz 偶ycie? Z ranami? Chcesz 偶y膰 nawet je艣li boli? To 偶yj i walcz.
Odchodzisz? To zr贸b to tak, by nikt za Tob膮 nie p艂aka艂. Spal wszystkie mosty.
Wiesz jak to jest kocha膰, nawet je艣li wiesz, 偶e to nie ma szansy na odwzajemnienie?
Wiesz jak to jest wci膮偶 czeka膰 z nadziej膮, 偶e mo偶e jednak to si臋 zmieni?
Wiesz, jak to jest trwa膰 przy kim艣, cho膰 ta osoba Ci臋 rani, nawet nie艣wiadomie?
W tym momencie, jestem najs艂abszym ogniwem... Nie walcz臋... Le偶臋 zrezygnowana czekaj膮c na ci膮g dalszy.
Rzadko bywam najsilniejsza. Wi膮偶e si臋 to z odpowiedzialno艣ci膮 za tych s艂abych, a ja nikomu nie potrafi臋 pom贸c, nawet sobie...
Kolejny raz cholernie zosta艂am zraniona... A i tak nie potrafi臋 odej艣膰... Nie rozumiem tego.
P艂acz臋, ale trwam przy Nim, w nadzieji, 偶e wr贸ci to co by艂o, Jestem coraz s艂absza... Coraz cz臋艣ciej si臋 za艂amuj臋...
Gdyby mnie teraz zobaczy艂, przytuli艂 by bardzo mocno i wyszepta艂 co艣 mi艂ego do ucha, a potem pozwoli艂 p艂aka膰. Nie pu艣ci艂, by mnie nawet na chwil臋... Ale Jego tu nie ma... Nie ma mojego Wodza. Nie ma nikogo...