Ask @sociopathsymptoms:

YOU DON'T FUCK WITH GOD.
Szkoda, że Cię tu nie ma. Zamieszkałem w punkcie, z którego mam za darmo rozległe widoki: gdziekolwiek stanąć na wystygłym gruncie tej przypłaszczonej kropki, zawsze ponad głową ta sama mroźna próżnia milczy swą nałogową odpowiedź. Klimat znośny, chociaż bywa różnie. Powietrze lepsze pewnie niż gdzie indziej. Są urozmaicenia: klucz żurawi, cienie palm i wieżowców, grzmot, bufiasty obłok. Ale dosyć już o mnie. Powiedz, co u Ciebie słychać, co można widzieć, gdy się jest Tobą.
Szkoda, że Cię tu nie ma. Zawarłem się w chwili dumnej, że się rozrasta w nowotwór epoki; choć jak ją nazwą, co będą mówili o niej ci, co przewyższą nas o grubą warstwę geologiczną, stojąc na naszym próchnie, łgarstwie, niezniszczalnym plastiku, doskonaląc swoją własną mieszankę śmiecia i rozpaczy - nie wiem. Jak zgniatacz złomu, sekunda ubija kolejny stopień, rosnący pod stopą. Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Tobie mija czas - i czy czas coś znaczy, gdy się jest Tobą.
Szkoda, że Cię tu nie ma. Zagłębiam się w ciele, w którym zaszyfrowane są tajne wyroki śmierci lub dożywocia - co niewiele różni się jedno z drugim w grząskim gruncie rzeczy, a jednak ta lektura wciąga mnie, niedorzeczny kryminał krwi i grozy, powieść - rzeka, która swój mętny finał poznać mi pozwoli dopiero, gdy i tak nie będę w stanie unieść zamkniętych ciepłą dłonią zimnych powiek. Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Ty się czujesz z moim bólem - jak boli Ciebie Twój człowiek.

View more

Zmieniłeś się? Jeśli tak, to w jaki sposób i jak bardzo? //Uwielbiam tu do Ciebie wracać. Świetnie piszesz.

Katerina Petrova.
Mocno ściskasz nóż w dłoni. Powiedz mi, bratku, kogo tym razem obwinisz za swoją słabość, z własnej winy, za przestępstwa popełnione w ślepej wściekłości? Łagodny człowiek, czy nie, ten słaby punkt jest Twoim własnym, a ten nóż w dłoni udowadnia Twoją winę. Powiedz mi, który grzech bardziej Cię kusił: chciwość czy pożądanie? Którą konsekwencją miałeś nadzieję ukarać się w pierwszym miejscu: trucizną czy chorobą? Który diabeł Ci szeptał przez ramię i jaki złożyłeś z nim pakt? Co dostaniesz w zamian i jaka jest tego cena? On nie przyjmuje banalnych ofert, zapłacisz łzami.
Pokolenia minęły, a Ty jesteś sednem, produktem stu lat życia w konfliktach. Ludobójstwo na kluczowych gatunkach. Spójrz w jego oczy, gdy będziesz zakopywać nóż. Komu wtedy powiesz: przepraszam? Oby nie było dla Ciebie za późno.
Jesteś trochę jak ja, kilka lat wstecz. Maszyna napędzana gniewem. Szczeniak, który szczeka trochę za głośno jak na swoją rasę. Mnie też niejeden diabeł ciągnął za rękę, jakbym nie chciał iść dobrowolnie. I być może część mnie nie chciała, znając prawdziwą głębokość tych wód, odpychających się od brzegu do środka ich szczęk. Nie pozwoliłem połknąć się w całości, ale za to każdy nakarmił się kawałkami mnie. Najpierw moją ręką - moją ciekawością. Potem moim ramieniem - moją siłą. Moimi stopami - moją perspektywą. Moimi nogami - moją pewnością siebie. Dałem się zwabić, połknąłem przynętę nieraz, a każda z konsekwencji doprowadziła do tego, że stałem się toksyczny dla wszystkiego czego dotykam, lecz to, co jest stracone, może również być odrodzone. Wygrałem i czekam na kolejną dłoń wyciągniętą w moją stronę, która będzie chciała zwabić mnie fałszywymi obietnicami, a w zamian znajdzie fałszywe bezpieczeństwo.

View more

YOU DON'T FUCK WITH GOD.
Jestem w punkcie, w którym wiem, że wpisywanie przeprosin w cyfrowe bańki jest tak samo pomocne jak wyobrażona rozmowa, ale słyszałem, że w nocy, kiedy nie odpowiadasz, zawsze wydajesz się być zbyt pijana. Wypij po kieliszku za każdy nasz błąd i wypij po piwie za każdy raz kiedy obiecaliśmy sobie spróbować ponownie, a obiecuje Ci, nie będziesz już mogła ustać na nogach.
I chociaż zamieniłaś moje uczucia w drobny pył, zostawiłaś moje zaufanie do Ciebie w kawałkach na balkonie, a odległość jest najprawdopodobniej najdroższym darem, jaki mogłaś mi ofiarować, to wciąż życzę Ci szczęścia. Mam nadzieję, że Twoje ręce już nie będą drzeć, kiedy przejdziesz koło mojego domu, a wspomnienia nie spowodują trzęsienia ziemi i nie zrzucą na Ciebie lawiny bólu. Mam nadzieję, że nie wstrzymasz oddechu, kiedy ktoś z Twoich znajomych wspomni moje imię, za to wydychaj pył, który jest naszą historią, a wdychaj obietnicę Twojej przyszłości. Mam nadzieję, że nie rzucisz palenia z papierosem między zębami, a moje inicjały nadal znajdują się w smole w Twoich płucach. Mam nadzieję, że wkrótce nauczysz się nabrać smaku do słowa "miłość" na swoim języku i że nie pozwolisz nikomu z trucizną na ustach go zniszczyć. Mam nadzieję, że ogień, który masz w sobie, nigdy nie będzie podsycany nienawiścią lub wstydem z powodu rzeczy, na które nie miałaś wpływu i destrukcją, która nie była Twoją winą, to co Ci się przytrafiło nie było Twoją winą, to co czujesz nie jest Twoją winą, to czego nie czujesz nie jest Twoją winą, ja nie jestem Twoją winą, Ty nie jesteś swoją winą. Mam nadzieję, że ten ogień będzie podsycany tylko i wyłącznie determinacją, by stać się tym kimś, kim zawsze wiedziałem, że możesz być.
Żegnałem się z Tobą już tyle razy, kochanie, że te słowo straciło swój smak, ale jeszcze nie znalazłem słowa bardziej trwałego, niż to. Mam nadzieję, że tyle wystarczy.

View more

YOU DON'T FUCK WITH GOD.
Zbyt łatwo było uwierzyć kłamstwu, kiedy kłamstwo miało swój urok. Fasada tak perfekcyjna, zamaskowana tak dobrze, przez odurzający umysł, prowizoryczne naprawy, sześć warstw makijażu, biustonosze push-up, porcelanowe licówki, fotoszop, szybkie poprawki, nieudane próby usunięcia wad, mocny ucisk dłoni na miotle, swobodnie zamiatając wszystko pod dywan, rezygnując z bycia świadkiem syfu, który osiadł z czasem wszędzie. Sześć warstw makijażu, biustonosze push-up, porcelanowe licówki.
Zbyt łatwo było wciąż wierzyć kłamstwu, kiedy kłamstwo zaczęło gubić przebrania, naiwnie wypowiadając życzenia do spadających gwiazd, przebłysków nadziei, obietnic nowego jutra, kiedy serpentyny wisiały na uroczystościach, wiadomości mogły rozpalać serca, nieskończenie potężne, pochłaniające wszystko w piękny płomień, nerwowa doskonałość, usta zamknięte z nieodłączną atrakcją, nieszkodliwe obsesje, błyszczące brylanty, dwadzieścia dwa, wciąż wymykając się potajemnie z domu, letnie noce, znów czując się jak osiemnaście, jak żywot, jak wolność, o wiele więcej niż przygoda na jedną noc, poduszka z klatki piersiowej, kojące dźwięki ciężkiego oddechu, przechodzące w echo przez czysty umysł, nielegalne transakcje w środku nocy, niekończące się pytania, trafione na zbyt otwarte uszy, delikatne dotknięcia, trafione na zbyt serdeczne dłonie, długie podróże, stabilne milczenie, głośne bicie serca, nieustraszona wiara w wieczność, zachody słońca tylko dla dwóch, roześmiane uśmiechy, podekscytowane oczy, niemożliwe do ukrycia, gdy dwa głosy opracowują plany na wymarzoną przyszłość, upływ czasu, niewytłumaczalne zmiany w uderzeniach serca i połączonych dłoniach.
Nazwij to piękną katastrofą, która zniszczyła nas oboje tak delikatnie, w najbardziej oszałamiający sposób, jaki mogę sobie wyobrazić. Najpiękniejsze kłamstwo, jakie kiedykolwiek słyszałem. Puściłem je w niepamięć, kiedy na jaw wyszło, że od początku krył się za nim mały, przerażony oszust.

View more

brak pytania — wypisz tutaj swoje myśli.

Nigdy nic nie jest wystarczająco dobre, jeśli pochodzi to od Ciebie. Nie krępuj się, możesz mi wypłakać nawet i rzekę. Zadaj cios w przeszywającej Cię histerii. Poddaj się i patrz, jak rodzi się z niej agresja, zanika logika, zacierają się resztki uczuć, które mogłyby świadczyć o tym, że jeszcze jesteś człowiekiem. Poczuj to. Ciśnienie skacze, serce bije, ciało drży. Twoje prywatne trzęsienie ziemi, na własne życzenie. Nie wiesz jak być lepszym, więc swoje cierpienia będziesz musiał znosić sam. Jeśli w porę nie rozkminisz, jak być lepszym, to będziesz musiał stać się gorszy. A ja jestem najgorszy.

View more

Czujesz rozczarowanie?

✴ Mały tuptuś ✴
Próbowałem to zrozumieć, a zanim pojąłem, że na niektóre pytania po prostu nie ma odpowiedzi, straciłem dobre pół życia. Wszystko w plecy. Nie zmarnuję więcej czasu na coś, co de facto, nigdy nie było warte przyjęcia żadnych z najcięższych ciosów, których skutki są w dalszym ciągu bardzo dobrze odczuwalne, więc pogódź się ze świadomością, że nie zapomnę Ci tego, choćby grób stał, ale też już nie przyjdziesz mi na myśl. Już nie w ten sam sposób. W tył zwrot i naprzód, za siebie nie zerkaj, bo spalę ten most, razem z Tobą na nim. Krzyżyk stawiam przy opcji "spierdalaj". Rachunki mają do siebie to, że muszą być wyrównane, a Ty zalegasz ze spłatą i dzisiaj zapłacisz srogo. Nadeszła pora się rozliczyć. Wiedz, że to przychodzi do mnie zbyt zwyczajnie, już mi tchu nie odbiera, a każdy Twój jeden krok, to moje, kurwa, dziesięć, więc oczy dookoła głowy i kontroluj swoje ruchy. Znam każdy jeden z nich na pamięć. Jedynie Twoich słów nie jestem w stanie przewidzieć, bo pierdolisz szybciej, niż myślisz, a potem dławisz się tym ścierwem, które nazywasz swoją prawdą. To była ta różnica między nami. Coś co podzieliło nas na amen. Ja potrafiłem swoje słowa przeistoczyć w czyny, a Ty swoje kłamstwa w jeden wielki syf w którym musiał tonąć każdy, kto tylko znajdował się w Twoim zasięgu. Jak mogłeś wtedy spokojnie spać, zdrajco? Więcej nie pozwolę i nie będę patrzeć na krwawiące z żalu serca, za lojalność, której nie potrafiłeś docenić. Za sobą miałeś wielu braci, gotowych zgładzić z zimną krwią w żyłach, by bronić Twojego imienia — dzisiaj na polu bitwy stoisz sam jak palec, bez honoru i zasad, skazany na upadek. Kiedy to my zbieraliśmy Ciebie z bruku, wiedziałeś komu mówić "bracie", teraz prawda w oczy kole. Podpisano: najlepszy przyjaciel.

View more

Jest coś, czym chcesz się dziś podzielić?

Prawdziwy lider nie kreuje ciągnącej się za dupą bandy ślepo wierzących zwolenników.
Prawdziwy lider kreuje będących za pan brat, podążających ramię w ramię, plujących krwią przez zęby liderów.
Co nas nie zabije, to dla własnego dobra, niech już zaczyna przebierać nogami, bo jesteśmy projektem, który spierdolił spod kontroli.
To nie groźba, przysięgam. To ostrzeżenie. Nie z dobrego serca, bo od dawna w jego miejsce mam dziurę. To z litości, bo jest to ostrzeżenie pierwsze i ostatnie — jedyne jakie otrzymasz, więc życzę pomyślności.
Byliśmy narodzeni, by przegrać.
Jesteśmy żyjący, by wygrać.

View more

Kamil, ile końców świata już przeżyłeś?

Nauczyłem się. Części mnie są tak często rozrywane, że jedyne które jeszcze ze mnie zostały, to właśnie te najsilniejsze. Nie da się cofnąć wystrzelonych kul, ale już i tak nauczyłem się jak ich unikać.
Zawsze jest powód dla którego powinienem trzymać głowę wysoko: nerwy jak z betonu, przyjmowanie każdego ciosu bez drgnięcia, nieugięta postawa i zaciśnięte pięści, kiedy nadchodzi pora, by walczyć. Ale ile razy trzeba było się wyślizgnąć z pętli? Ile razy sprowokowany szczerzyłem swoje kły, by zaraz je schować i zachować swoją wolność? Wolę swobodnie ruszać rękoma i móc się bronić, kiedy wyczuję przy sobie wrogość oczu, niż mieć je skute i pozwolić na to, by odebrano mi coś co kocham nad życie. Wolę nocami tracić sen, niż na sekundę stracić z oczu to, czego nikomu bez walki nie oddam.
Zawsze jest powód dla którego powinienem trzymać głowę wysoko: to żyje głęboko we mnie, wije się jak wąż i wrasta się we mnie do szpiku kości.
Nauczyłem się. Wygodnie mi w tym życiu i tak łatwo się nie dam okraść. Podnoszę się, strzepuję zaległy kurz z ramion i przydeptuję te ruiny, kreując nową drogę na przód.
"Synu, kiedyś zrozumiesz dlaczego zrobiłem tak, a nie inaczej. Póki co, patrzę na Ciebie i widzę młodego, rozgniewanego, przeszytego na wskroś awersją chłopaka. To Cię napędza. Wiem, bo byłem kiedyś taki sam. Mnie napędza Wasze szczęście i uśmiech na twarzach. Kiedyś dojdziesz do momentu, w którym gniew przeistoczy się w strach, który będzie popychał Cię do niewyobrażalnych czynów—wtedy zrozumiesz i już nie będziesz miał mi za złe, bo Ty wtedy też sam zrobisz wszystko, by chronić to, co kochasz."
Nauczyłem się, bo nie potrafiłbym w przeciwnym razie żyć ze świadomością, że Cię zawiodłem.

View more

Wrzuć tutaj swoją złość.

Myślałaś, że już się nie podniosę? Nie ma takiego końca świata, którego bym nie przeżył. Nie wprowadzaj siebie w błąd, tu mam dla Ciebie dobrą radę.
Lepiej zacznij się rozglądać. Coś na Ciebie czycha w tych ciemnościach i wiem, że to czujesz. Ta gęsia skórka—to wcale nie z zimna.
Przeciągnęłaś mnie po bagnie, wbiłaś mi swoje szpony w serce i kurwa, co?
Jeśli myślałaś że wyjdziesz z tego bez szwanku, to nigdy w życiu nie mogłaś się bardziej mylić.
Dam Ci to, na co zasłużyłaś, a Ty będziesz żałować tego, na co ja nie zasłużyłem.
Będziesz żałować, że zostawiłaś mnie w tych ciemnościach. Na Twoje nieszczęście—jeszcze oddychającego.
Obiecuję Ci to.

View more

Szczodry!

Byłem zły na Ciebie. Miałem Ci za złe, bo ten rozlew krwi na mojej skórze, to była Twoja sprawka. A to mało powiedziane—byłem wręcz wściekły, za to że wbiłaś mi nóż w klatkę i miałaś jeszcze czelność go przekręcić, patrząc mi prosto w oczy. Gorzej—byłem wkurwiony, za to że wzięłaś wszystkie części mnie które dałem Ci w dobrej wierze i rozjebałaś je na pieprzone fragmenty, jak gwiazdy na niebie, tylko że widok o wiele mniej ciekawszy.
Przeprosiłaś, a ja nigdy nie zaprzeczyłem. Nie raz i nie dwa razy—ale za każdym pieprzonym razem wysysałaś ze mnie krew. Nie raz i nie dwa razy—ale za każdym pieprzonym razem czołgałem się z powrotem do Ciebie, wykaszlując Twoje imię z krwią.
Jak miałem Ci powiedzieć, że Twoje przeprosiny nie były wystarczające?
Ta złość się na mnie odbiła. Mocno. Jak miecz obosieczny; karałem siebie za to, że dla Ciebie byłem w stanie rozpieprzyć wszystkie te kłódki, nawet mimo posiadania tej świadomości, że za tymi drzwiami nie znajdowało się już nic dobrego. Krwawiłem sobie bez większych obaw, ale bandaże były już owinięte, kiedy wracałaś do domu. Może i lepiej, że byłaś zbyt ślepa, by zauważyć ślady: krew na dywanie, kłębek bólu zwinięty w mojej klatce, sposób w jaki nie potrafiłem szczerze patrzeć w Twoje oczy.
Kiedy się dotykaliśmy, to był lód, nie iskry, a Ty przecież nigdy nie lubiłaś zimna—wszystko co z Tobą było związane, od miłości, przez ból, do pustki, było cholernie palące. Wiedziałem, że prędzej czy później rozniecisz ogień, a ja nie będę w stanie nic zrobić, tylko czekać na inferno.
Powiedz mi, ulżyło Ci już, kochanie?

View more

Next