Ask @sociopathsymptoms:

brak pytania — wypisz tutaj swoje myśli.

Nigdy nic nie jest wystarczająco dobre, jeśli pochodzi to od Ciebie. Nie krępuj się, możesz mi wypłakać nawet i rzekę. Zadaj cios w przeszywającej Cię histerii. Poddaj się i patrz, jak rodzi się z niej agresja, zanika logika, zacierają się resztki uczuć, które mogłyby świadczyć o tym, że jeszcze jesteś człowiekiem. Poczuj to. Ciśnienie skacze, serce bije, ciało drży. Twoje prywatne trzęsienie ziemi, na własne życzenie. Nie wiesz jak być lepszym, więc swoje cierpienia będziesz musiał znosić sam. Jeśli w porę nie rozkminisz, jak być lepszym, to będziesz musiał stać się gorszy. A ja jestem najgorszy.

View more

Czujesz rozczarowanie?

✴ Mały tuptuś ✴
Próbowałem to zrozumieć, a zanim pojąłem, że na niektóre pytania po prostu nie ma odpowiedzi, straciłem dobre pół życia. Wszystko w plecy. Nie zmarnuję więcej czasu na coś, co de facto, nigdy nie było warte przyjęcia żadnych z najcięższych ciosów, których skutki są w dalszym ciągu bardzo dobrze odczuwalne, więc pogódź się ze świadomością, że nie zapomnę Ci tego, choćby grób stał, ale też już nie przyjdziesz mi na myśl. Już nie w ten sam sposób. W tył zwrot i naprzód, za siebie nie zerkaj, bo spalę ten most, razem z Tobą na nim. Krzyżyk stawiam przy opcji "spierdalaj". Rachunki mają do siebie to, że muszą być wyrównane, a Ty zalegasz ze spłatą i dzisiaj zapłacisz srogo. Nadeszła pora się rozliczyć. Wiedz, że to przychodzi do mnie zbyt zwyczajnie, już mi tchu nie odbiera, a każdy Twój jeden krok, to moje, kurwa, dziesięć, więc oczy dookoła głowy i kontroluj swoje ruchy. Znam każdy jeden z nich na pamięć. Jedynie Twoich słów nie jestem w stanie przewidzieć, bo pierdolisz szybciej, niż myślisz, a potem dławisz się tym ścierwem, które nazywasz swoją prawdą. To była ta różnica między nami. Coś co podzieliło nas na amen. Ja potrafiłem swoje słowa przeistoczyć w czyny, a Ty swoje kłamstwa w jeden wielki syf w którym musiał tonąć każdy, kto tylko znajdował się w Twoim zasięgu. Jak mogłeś wtedy spokojnie spać, zdrajco? Więcej nie pozwolę i nie będę patrzeć na krwawiące z żalu serca, za lojalność, której nie potrafiłeś docenić. Za sobą miałeś wielu braci, gotowych zgładzić z zimną krwią w żyłach, by bronić Twojego imienia — dzisiaj na polu bitwy stoisz sam jak palec, bez honoru i zasad, skazany na upadek. Kiedy to my zbieraliśmy Ciebie z bruku, wiedziałeś komu mówić "bracie", teraz prawda w oczy kole. Podpisano: najlepszy przyjaciel.

View more

Jest coś, czym chcesz się dziś podzielić?

Limite la force.
Prawdziwy lider nie kreuje ciągnącej się za dupą bandy ślepo wierzących zwolenników.
Prawdziwy lider kreuje będących za pan brat, podążających ramię w ramię, plujących krwią przez zęby liderów.
Co nas nie zabije, to dla własnego dobra, niech już zaczyna przebierać nogami, bo jesteśmy projektem, który spierdolił spod kontroli.
To nie groźba, przysięgam. To ostrzeżenie. Nie z dobrego serca, bo od dawna w jego miejsce mam dziurę. To z litości, bo jest to ostrzeżenie pierwsze i ostatnie — jedyne jakie otrzymasz, więc życzę pomyślności.
Byliśmy narodzeni, by przegrać.
Jesteśmy żyjący, by wygrać.

View more

Kamil, ile końców świata już przeżyłeś?

Nauczyłem się. Części mnie są tak często rozrywane, że jedyne które jeszcze ze mnie zostały, to właśnie te najsilniejsze. Nie da się cofnąć wystrzelonych kul, ale już i tak nauczyłem się jak ich unikać.
Zawsze jest powód dla którego powinienem trzymać głowę wysoko: nerwy jak z betonu, przyjmowanie każdego ciosu bez drgnięcia, nieugięta postawa i zaciśnięte pięści, kiedy nadchodzi pora, by walczyć. Ale ile razy trzeba było się wyślizgnąć z pętli? Ile razy sprowokowany szczerzyłem swoje kły, by zaraz je schować i zachować swoją wolność? Wolę swobodnie ruszać rękoma i móc się bronić, kiedy wyczuję przy sobie wrogość oczu, niż mieć je skute i pozwolić na to, by odebrano mi coś co kocham nad życie. Wolę nocami tracić sen, niż na sekundę stracić z oczu to, czego nikomu bez walki nie oddam.
Zawsze jest powód dla którego powinienem trzymać głowę wysoko: to żyje głęboko we mnie, wije się jak wąż i wrasta się we mnie do szpiku kości.
Nauczyłem się. Wygodnie mi w tym życiu i tak łatwo się nie dam okraść. Podnoszę się, strzepuję zaległy kurz z ramion i przydeptuję te ruiny, kreując nową drogę na przód.
"Synu, kiedyś zrozumiesz dlaczego zrobiłem tak, a nie inaczej. Póki co, patrzę na Ciebie i widzę młodego, rozgniewanego, przeszytego na wskroś awersją chłopaka. To Cię napędza. Wiem, bo byłem kiedyś taki sam. Mnie napędza Wasze szczęście i uśmiech na twarzach. Kiedyś dojdziesz do momentu, w którym gniew przeistoczy się w strach, który będzie popychał Cię do niewyobrażalnych czynów—wtedy zrozumiesz i już nie będziesz miał mi za złe, bo Ty wtedy też sam zrobisz wszystko, by chronić to, co kochasz."
Nauczyłem się, bo nie potrafiłbym w przeciwnym razie żyć ze świadomością, że Cię zawiodłem.

View more

Wrzuć tutaj swoją złość.

Myślałaś, że już się nie podniosę? Nie ma takiego końca świata, którego bym nie przeżył. Nie wprowadzaj siebie w błąd, tu mam dla Ciebie dobrą radę.
Lepiej zacznij się rozglądać. Coś na Ciebie czycha w tych ciemnościach i wiem, że to czujesz. Ta gęsia skórka—to wcale nie z zimna.
Przeciągnęłaś mnie po bagnie, wbiłaś mi swoje szpony w serce i kurwa, co?
Jeśli myślałaś że wyjdziesz z tego bez szwanku, to nigdy w życiu nie mogłaś się bardziej mylić.
Dam Ci to, na co zasłużyłaś, a Ty będziesz żałować tego, na co ja nie zasłużyłem.
Będziesz żałować, że zostawiłaś mnie w tych ciemnościach. Na Twoje nieszczęście—jeszcze oddychającego.
Obiecuję Ci to.

View more

Szczodry!

Byłem zły na Ciebie. Miałem Ci za złe, bo ten rozlew krwi na mojej skórze, to była Twoja sprawka. A to mało powiedziane—byłem wręcz wściekły, za to że wbiłaś mi nóż w klatkę i miałaś jeszcze czelność go przekręcić, patrząc mi prosto w oczy. Gorzej—byłem wkurwiony, za to że wzięłaś wszystkie części mnie które dałem Ci w dobrej wierze i rozjebałaś je na pieprzone fragmenty, jak gwiazdy na niebie, tylko że widok o wiele mniej ciekawszy.
Przeprosiłaś, a ja nigdy nie zaprzeczyłem. Nie raz i nie dwa razy—ale za każdym pieprzonym razem wysysałaś ze mnie krew. Nie raz i nie dwa razy—ale za każdym pieprzonym razem czołgałem się z powrotem do Ciebie, wykaszlując Twoje imię z krwią.
Jak miałem Ci powiedzieć, że Twoje przeprosiny nie były wystarczające?
Ta złość się na mnie odbiła. Mocno. Jak miecz obosieczny; karałem siebie za to, że dla Ciebie byłem w stanie rozpieprzyć wszystkie te kłódki, nawet mimo posiadania tej świadomości, że za tymi drzwiami nie znajdowało się już nic dobrego. Krwawiłem sobie bez większych obaw, ale bandaże były już owinięte, kiedy wracałaś do domu. Może i lepiej, że byłaś zbyt ślepa, by zauważyć ślady: krew na dywanie, kłębek bólu zwinięty w mojej klatce, sposób w jaki nie potrafiłem szczerze patrzeć w Twoje oczy.
Kiedy się dotykaliśmy, to był lód, nie iskry, a Ty przecież nigdy nie lubiłaś zimna—wszystko co z Tobą było związane, od miłości, przez ból, do pustki, było cholernie palące. Wiedziałem, że prędzej czy później rozniecisz ogień, a ja nie będę w stanie nic zrobić, tylko czekać na inferno.
Powiedz mi, ulżyło Ci już, kochanie?

View more

Jest ktoś, kto Ci się podoba?

Ostrzegam Cię: trzymam życie w swoich zaciśniętych pięściach, bo nie lubię abstynencji. Chcesz czegoś, to chodź i weź to.
Tak, przyjmuję ciosy. Cały pieprzony czas. Leci mi krew z nosa i łamią mi się zęby, ale nie mogę nic poradzić i walczę dalej. Kłaść się do trumny? To nie mój styl.
Pochłonę to miasto, jak las w ogniu. Zrób coś dla siebie i lepiej uważaj, bo jestem, kurwa, zły.
Zejdź mi z drogi.

View more

Nie wiem czy to już pisałam, może tak, może nie, ale najwyżej się powtórzę. Cudownie tutaj. Tak inaczej, tak ładne, estetycznie i (przede wszystkim) prawdziwie. Pozdrawiam, buzi.

Kręcę się całą noc samochodem po tych brudnych ulicach, przemierzając enty raz tą samą trasę. Reflektory przecinają ciemność z łatwością krawędzi noża. To nie strach przed tym, co mógłbym zobaczyć pomiędzy drzewami, ale strach przed tym, co mógłbym zobaczyć w lustrze: dzikie oczy, białe kostki, krew, która nie jest nawet moja. To za duży ciężar, bym nosił go na barkach, więc nie noszę—zamiast tego przebija się przez mój kręgosłup i znajduje sobie we mnie bardziej wygodne miejsce.
Kręcę się całą noc samochodem po tych brudnych ulicach, przemierzając enty raz tą samą trasę, bo boję się zatrzymać. Taka symfonia dysonansu. Wszystkie złamane palce i zakrwawione zęby ukształtowane w najprostszy gest na świecie—uśmiech. To mija tak szybko, kochanie. Jeszcze nie zdążysz zerknąć, a tego już nie ma i te wszystkie rzeczy, które widzisz gdzieś kątem oka, nie są już tym, czym myślisz. Nie oceniaj, dopóki się dobrze nie przyjrzysz.
Kręcę się całą noc samochodem po tych brudnych ulicach, przemierzając enty raz tą samą trasę, bo boję się umrzeć, a umieram.

View more

Dlaczego jesteś taki smutny?

Słyszałem, że istnieją piękne tragedie, więc pozwól mi Ciebie napisać.
Pozwól mi rozlać atrament na Twoje zimne dłonie i wstrzyknąć Ci go w żyłę, by mógł przez krwiobieg dotrzeć do Twojego serca.
Pozwól mi ubrać Twoją skórę w słowa, byś mogła na pamiątkę je czytać, kiedy już odejdę.
Pozwól mi napełnić Twoje płuca słowami podczas pocałunku, czyniąc z Ciebie prozę, tak byś była jeszcze piękniejszym bałaganem, kiedy odejdę, niż byłaś na początku.
Pozwól mi Cię kochać i odejść, byś mogła być poezją, kiedy już Cię zostawię, bo kiedy pęknie Ci serce przeze mnie—staniesz się tragedią.
Słyszałem, że istnieją piękne tragedie, więc pozwól mi Ciebie napisać.

View more

Next