Witaj. Opowiedz mi proszę, o swojej pierwszej, prawdziwej miłości.

arioch.
Pierwsza wielka miłość zwykle kojarzy się z czymś o czym nie da się zapomnieć. Pamięta się uczucia, miejsca, pamięta się piosenki, zapachy, zwykle nic nieznaczące drobnostki. Jak przy każdym większym uczuciu, czy to smutku czy radości, są wspomnienia, które wracają w najmniej odpowiem momencie, zaburzając całkowicie rytm dnia, stan psychiki i to uczucie, które można nazwać tęsknotą za czymś co wydawało się wtedy piękne.
Moja pierwsza wielka miłość, na początku dodawała mi skrzydeł, jej siła chroniła od złego samopoczucia, jej moc sprawiała, że najczarniejszy dzień stawał się kolorowy a problemy znikały gdy tylko była przy mnie. Jednak jest pewne ale. Gdy coś sprawia, że wszystko jest piękne, gdy uczucie jest tak silne, że nic innego się nie liczy byleby tylko być z nią, gdy dla niej zrobi się wszystko to... jest problem. Bo ona chce więcej i więcej i więcej, coraz mniej dając z siebie. Tak było i ze mną. Myśl o mojej pierwszej, wielkiej miłości jest ze mną do dziś, bo jej toksyczny wpływ i obraz jakim mnie mamiła gdy byłem z nią wsiąknął we mnie tak głęboko, że nie potrafię o niej zapomnieć. Rozłąka jednak wiele mnie nauczyła. Przede wszystkim tego, że ona nie była jedyna. Kochać można zdrowiej, kochać można z wzajemnością i kochać można bez krzywdy dla obojga. Droga, jaką przeszedłem po rozstaniu była wyboista ale prawdziwa. Może i bez złudnego poczucia bezpieczeństwa, może często bez kolorów, często szara, kamienista, kręta ale prawdziwa. Dzięki tej drodze nauczyłem się co w życiu jest ważne. Nauczyłem się kochać ludzi, miejsca dla mnie odpowiednie. Czasem gdy jest zbyt pięknie boję się, że ona wróci, dlatego sam sobie podkładam kłody pod nogi by poczuć niepewność, wtedy wiem, że mogę coś zmienić i nie potrzebuję jej by prowadziła mnie za rękę. Bo niepewność to mobilizacja, to poczucie, że się żyje i ma się wybór. I chyba lubię tą niepewność jaką niesie przyszłość.
https://youtu.be/fyz-bOqmwIo