Ask @thesweetestprincess:

Jaki jest najlepszy sposób na zachowanie wspomnień?

¥ ぬInfinity ∞.
Mówię do Ciebie tak cicho jakbym świecił
I kwitną gwiazdy na łące mojej krwi
Stoi mi w oczach gwiazda Twojej krwi
Mówię tak cicho aż mój cień jest biały
Jestem chłodną wyspą dla Twojego ciała
które upada w noc gorącą kroplą
Mówię do Ciebie tak cicho jak przez sen
płonie Twój pot na mojej skórze
Mówię do Ciebie tak cicho jak ptak
o świcie słońce upuszcza w Twoje oczy
Mówię do Ciebie tak cicho
jak łza rzeźbi zmarszczkę
Mówię do Ciebie tak cicho
jak Ty do mnie
Rafał Wojaczek

View more

Jaki jest najlepszy sposób na zachowanie wspomnień

Do jakiego wspomnienia powracasz najchętniej?

Menni
Jestem słoneczną dziewczyną, która biegnie po ciepłym piasku Palombaggii. Jestem wiatrem, który łopoce żaglem wypływającej w rejs łodzi. Jestem nieskończonym morzem chmur, które powoduje zawrót głowy, gdy widzi się je przez iluminator.
Jestem ogniskiem rozpalonym w noc świętojańską. Jestem kamyczkiem, który toczy się po plaży w Etretat. Jestem nigdy niegasnącym płomieniem latarni, opierającej się wiatrom.
Jestem kometą rozświetlającą nieboskłon. Jestem złotym liściem unoszonym podmuchem wiatru. Jestem wpadającym w ucho refrenem, który wszyscy nucą.
Jestem pasatem pieszczącym taflę wody. Jestem ciepłym wiatrem głaszczącym wydmy. Butelką zagubioną w Atlantyku.
Jestem waniliowym zapachem nadmorskich wakacji, jestem odurzającą wonią mokrej ziemi.
Jestem uderzeniem skrzydeł błękitnego motyla w Hiszpanii.
Jestem błędnym ognikiem skaczącym nad moczarami.
Jestem pyłem białej gwiazdy, która spadła zbyt wcześnie.

View more

Do jakiego wspomnienia powracasz najchętniej

Podobno nic na tym świecie nie dzieje się bez przyczyny, więc powinniśmy być wdzięczni za każdy moment w naszym życiu. Często jednak żałujmy tych mniejszych i większych rzeczy. Jest coś, czego w tym momencie żalujesz najbardziej?

Niejednokrotnie łapałam się na tym, że nieumyślnie stawiając w swoich wypowiedziach nieprzemyślane słowa sprawiałam tym komuś przykrość, a przez to czułam się okropnie i zaraz pragnęłam cofnąć wskazówki zegara. Nie potrafiłam znieść rozczarowania na twarzy drugiej osoby, która miałam wrażenie, ale spodziewała się po mnie czegoś więcej, czegoś lepszego.
Trafia we mnie to boleśnie, gdy taką osobą okaże się mój kochany, wtedy żałuję wszystkiego w swojej głowie i zaczynam tworzyć nowy scenariusz naszej rozmowy, tak aby każda strona była zadowolona, ale w rzeczywistości trudno zrobić krok w tył ze swoimi słowami i raz jeszcze spróbować swoich sił, które mogą się okazać w drugim podejściu znacznie łagodniejsze.
Biorąc pod uwagę mój ogólny zarys sytuacji, przyznam, że ilekroć nie udawało mi się spędzać z moją rodziną czasu na tyle aby poczuć się wypełniona ich rozmowami, śmiechem i czułością, jaką zawsze w tych emocjach moja mama jest główną bohaterką, czułam się przygnębiona i było mi z tym ciężko. Nie raz mój ukochany musiał mnie pocieszać, bo nagle leżąc w łóżku wieczorem przychodziło za dużo do moich myśli, które szpileczkami wbijało mi poczucie winy, wszczepiało wyrzuty sumienia i w końcu nie wytrzymując musiałam płakać. Oczywiście płacz mi w tym nie pomagał, tylko mnie pogrążał ale musiałam płakać, by wypłakać cały ten wstręt do siebie.
Wiecznie nie mogę być zadowolona ze swoich działań, bo trudno codziennie być perfekcjonistką, ale chcę się starać i wierzę, że przy kolejnych zapatrywaniach uda mi się utworzyć coś z czego będę w zupełności dumna. W końcu największa radość pojawia się wtedy, gdy pracując nad samym sobą, idziemy w jak najlepszym kierunku a przy tym nie tracimy zapełnionych worków z zapałem.

View more

Podobno nic na tym świecie nie dzieje się bez przyczyny więc powinniśmy być

Czego najbardziej obawiasz się w życiu?

•Paѕтel_boʎ•
Mogłabym powiedzieć z przejęciem w głosie, że byłoby to stracenie dachu nad głową, brakujące fundusze, a co za tym idzie, również brak jedzenia, aczkolwiek nie mogłoby to być w stu procentach prawdą. Obejmowałoby to tylko pięćdziesiąt procent. W takim razie co z resztą?
Reszta to byłaby choroba, która koniec końców dopadnie każdego z nas. Obejmie nas łagodnością, tak że ledwo co poczujemy jej dotyk, bądź obejmie nas za mocno, i nie najlepiej się to dla nas skończy. W każdej historii powinna znaleźć się radosna puenta, zakończenie czymś pozytywnym. Nie zawsze się to sprawdza i częściowo musimy się zmagać w swoim życiu z negatywnymi działaniami.
Dokładnie dwa dni temu dowiedziałam się od mojego chłopaka, że siostra jego kolegi z jego miejscowości poważnie zachorowała. Było to dla rodziny dużym szokiem, choćby dlatego, że dziewczyna się leczyła, robiła podstawowe badania, liczyła się ze swoim zdrowiem i dbała o nie jak najlepiej, niestety choroba przyszła nawet do niej, niespodziewanie, zaskakująco zapukała do drzwi i nieproszona weszła do środka. Nie jestem w stanie pojąć ich cierpienia, ich nie zrozumienia całej tej sytuacji, bicia się słownie w myślach i ciągłego pytania dlaczego, dlaczego ona, dlaczego moja siostra, dlaczego moja córka, dlaczego moja żona. Ta dziewczyna ma trójkę synów, i jest bardzo dzielną kobietą. Nie poddaję się tak łatwo, bo jak widzicie, ma dla kogo walczyć całą sobą. Choć pierwsze skutki raka odczuła bardzo dotkliwie poprzez usunięcie włosów, brwi to uśmiecha się do życia, które dało jej takie wyzwanie. Walczy, chcę podjąć się trudu odzyskania wolności, jaką jest cieszenie się radością swojej rodziny bez dodatkowego martwienia się, co może się wydarzyć za tydzień a co ją czeka za miesiąc.
Trochę podziałaliśmy z chłopakiem, aby udostępnić informację do jej zbiórki, chcieliśmy mieć wkład w pomoc, która dla niej teraz jest priorytetem. Na dzień dzisiejszy połowa kwoty jest już za tą kobietą, przez dwa dni udało się zyskać 40 tysięcy, a że zostało jeszcze kilka dni pozwoliłam sobie dziś powiedzieć do mojej miłości, że jej się uda. Uda jej się przetrwać ten koszmar i wrócić do swojej sielanki. Trzymam za nią kciuki z całego serca i wierzę, że nad nią świeci jak najjaśniejsze słońce. Nigdy nie chciałabym aby mnie czy moich najbliższych spotkała podobna droga, ani kogokolwiek mi znanego bądź obcego, jednakże gdybym musiała, chciałabym być tak silna jak właśnie ta kobieta, która jest inspiracją, aby w swoich przekonaniach wytrwać do końca.

View more

Czego najbardziej obawiasz się w życiu

Co najbardziej przeszkadza Ci w ludziach?

Filip D.
Jest wiele rzeczy, które mi przeszkadzają, które sprawiają, że mam ochotę wrzeszczeć albo uciec jak najdalej. W dzisiejszym świecie zwykła życzliwość i uprzejmość to zachowania jakie rzadko można ujrzeć w miejscu publicznym, w komunikacji miejskiej. Począwszy od młodzieży a kończąc na osobach starszych.
Jako że moje miejsce pracy słynie z kontaktu z klientem i codziennie się z nim zmagam, widziałam prawie wszystko. Niejednokrotnie kończąc swoją zmianę i witając się ze znajomymi z pracy, mówiłam w żartach i pół serio jak bardzo nienawidzę ludzi. Mogłabym skandować jak to ludzie bywają zawistni, chamscy i fałszywi, bo dotknęło mnie to nie raz, i pewnie nie ostatni, lecz najbardziej brakuję mi szczerego uśmiechu i wzajemnego poszanowania w drugim człowieku.
Niby to nic, zwykła gościnność i wykazanie się kulturą, niby nic nie kosztuję a jest to dla niektórych takie uciążliwe i trudne do zrobienia. Mam wrażenie, że na nich takie pozytywne zachowania ciążą a nie radują, jakby nosili wielki kamień na plecach i każde „dzień dobry” czy „dziękuję” dokłada im kolejnych trudności. Tęsknię za byciem dzieciakiem, bo wtedy nie dostrzegałam tak dużo jak dostrzegam teraz, nie miałam takiego zaciekawienia w sobie i było mi obojętne co dzieję się wokół mnie, nie chciałam węszyć i poznawać, bo prościej się żyło nie mając o niczym pojęcia.
Najtrudniejszym zadaniem jakie muszę wykonywać każdego dnia to zwykła akceptacja. Nie zmienię ludzkich upodobań, wbitych złych nawyków, mogę jedynie chcieć aby takie osoby znajdowały się jak najdalej ode mnie a kontakt z nimi był sekundową chwilą, która w mgnieniu oka rozprószy się i nie zostanie zachowana w pamięci. Jak dobrze móc chociaż wyobrażać sobie słońce, które swoimi promieniami uśmiecha się za resztę ludzi.

View more

Co najbardziej przeszkadza Ci w ludziach

Jaką zasadą kierujesz się w życiu?

Filip D.
Staram się być dobrym człowiekiem, nieść pociechę drugiemu człowiekowi i kiedy tego potrzebuję, być dla niego wsparciem. Staram się uśmiechać, gdy jest to konieczne w chwilach, kiedy inni nie są w stanie tego zrobić. Czuję, że ten uśmiech może wiele zdziałać i stworzyć z tego pozytywny skutek.
Staram się słuchać, gdy inni wylewają z siebie potok zdań, potok bólu i smutku, jaki w nich tkwi, a wtedy chcę być dla nich pocieszającym ramieniem, w który mogą się wypłakać, bądź ciepłym ciałem, do którego bez wahania się wtulą, pragnę też słuchać w momentach szczęścia, i cieszyć się dobrymi nowinami, uzyskanymi planami i spełnionymi marzeniami.
Staram się być, po prostu, tak zwyczajnie i normalnie być dla tych, którzy chcą mojej obecności. Staram się dawać z siebie przyjaźń dla moich prawdziwych i szczerych relacji, staram się być dobrą siostrą i dobrą córką. Staram się najbardziej, ze wszystkich sił, całą sobą dawać miłość, którą kocham w sobie mieć, kocham ją ofiarowywać i kocham ją otrzymywać.
Kieruję moim życiem tak aby jak najmniej otrzymywać ciosów, jak najmniej się poddawać i jak najmniej popełniać błędów. Często jest to niemożliwe, często może się to wydarzyć i przyjść niespodziewanie niż kiedykolwiek bym chciała, ale dążę do perfekcji w swoim życiu, nawet gdybym miała miliony porzuconych drzew na swojej drodze. Przeskoczę je, nawet jeśli wyszłoby to w moim przypadku bardzo niezdarnie, bo sport nie jest mi najbliższym przyjacielem.
Kieruję siebie i swoich bliskich na takie tory, gdzie najmniej otrzymamy przykrości, potrzebuję ich mieć na długość swoich rąk, aby w razie nagłej potrzeby szybko ich złapać i schować w swoich ramionach. Kieruję swoją anielską aureolą tak, aby żaden z moich bliskich nie ucierpiał na mojej warcie.
Kieruję się zasadami jakie wpoili we mnie rodzice. Nie otrzymałam od nich mnóstwa pieniędzy, za które mogłabym mieć dom, żyć bez pracy do końca życia i cieszyć luksusem. Dostałam od nich o wiele więcej za co zawsze i niejednokrotnie będę im wdzięczna. Dali mi to co w tym świecie jest wskazane, a mianowicie siłę, dobroć, miłość, pomoc i myślenie nie tylko o sobie, a także o innych. To w tym świecie musi istnieć, bezwzględnie jest to konieczne.

View more

Jaką zasadą kierujesz się w życiu

Kto mieszka na czwartym piętrze? Jeśli w rzeczywistości nikt, pomiń lub użyj fantazji.

Tulpa
Na czwartym piętrze od połowy grudnia zamieszkała dziewczyna ze swoją miłością. Od dłuższego czasu marzyli o własnym kącie, w którym tylko oni będą mogli być szczęśliwi. Planowali, kombinowali, a myślom i pomysłom nie było końca, trochę się bali, że sobie nie poradzą, ale każde z nich się wzajemnie wspierało i przekonywało, że to dobry i przede wszystkim odpowiedni krok w ich życiu.
Nie dzielili swoich żyć, uważali, że żyją razem i mieli zasadę, którą kierowali się w codziennościach, a mianowicie to co moje należało do niej, zaś to co było jej należało do niego. Nie mogło być inaczej w obliczu ich uczucia, jakie związało ich na stałe.
Ich miłość jest widoczna nie tylko pomiędzy nimi, widzą ją osoby trzecie, które zapewniają, jakby jeszcze było to potrzebne, i głośno apelują, że będzie ślub, że będą dzieci i jak to w bajkach najczęściej bywa - będą żyli długo i szczęśliwie.
Nie przeszkadza im nawet sąsiad z góry, który w ostatnich dniach głośno krzyczy, ani ich pies, który nie mając pojęcia o tym, że własnymi kroczkami przechadzającymi się z pokoju do pokoju daję o sobie znać.
Żadna też zgorzkniała staruszka, która by mieszkała za ścianą nie dałaby zniszczyć ich wspólnego muru, doprowadziłaby ich tylko do walki o własne szczęście i o własną chatkę, którą pokochali od momentu przekroczenia progu.
Choć ciepłe gniazdko nie jest ogromnym apartamentem, to wśród tego znajdzie się taki rarytas jakim jest balkon. Nieśmiało na niego wchodzi dziewczyna kiedy tylko się obudzi, a w tym pomaga jej słońce zachęcające i przytulające czule swoimi promieniami. Jeden wdech, kolejne zaczerpnięcie świeżego powietrza, i dla takich chwil oni pragną żyć.

View more

Kto mieszka na czwartym piętrze Jeśli w rzeczywistości nikt pomiń lub użyj

Jak wygląda Twoja lista „rzeczy do zrobienia przed śmiercią”?

•Paѕтel_boʎ•
Nigdy takiej listy nie posiadałam i posiadać nie będę. Uważam, że moje życie powinno składać się z chwil jakich nie planuję, a jakie pojawiają się same. Trudno żyć ze świadomością, iż mamy coś zaplanowanego na przyszłość, a w żadnym wypadku nie posuwamy się do przodu, aby chociaż jedno z takiej posiadanej listy usunąć i zająć się kolejną pozycją. Taki dodatkowy stres nie jest mi potrzebny, a wiadomo, że będzie z tym związany. Oczywiście mam marzenia zapisane w sercu, mam wiele planów w głowie na siebie, które chciałabym zrealizować ale nie są one popychane jako takie, których muszę się wyzbyć, muszę je wykonać, bo inaczej rozpadnę się na milion kawałków i moje życie okaże się być katastrofą. Nie.
Marzenia cechują się tym, że są realne do szybkiego zrealizowania albo zrealizowania je w późniejszym czasie, albo są marzenia trudne, które być może nigdy nie spełnimy w swoim życiu, ale sprawiają nam szczęście, i poczucie tego, że nie jesteśmy osamotnieni. Możemy kierować się różnymi głosami w swoim życiu, możemy słuchać ciągle rodziców i tego jaki oni mają dla nas plan na życie, możemy również słuchać swojego towarzystwa, które uważa, że takie postępowanie, które oni dla nas wybrali będzie o wiele lepsze, możemy też kierować się wspomnianą listą z rzeczami, które musimy zrobić przed śmiercią, albo możemy tylko i wyłącznie słuchać głosu swojego serca, i łapać to co przynosi nam los i spotykamy na swojej drodze. Nie potępiam, ani nie napastuję tych innych, którzy takie zestawienie posiadają i kierują się zadaniami jakie wybrali sobie do wykonania, oby było to pod kierownictwem spokoju i wybaczenia, jeśli nie uda się wszystkiego skreślić i uznać za zrobione.

View more

Jak wygląda Twoja lista rzeczy do zrobienia przed śmiercią

Czy jakieś zdarzenie z Twojego życia w pewien sposob uksztaltowało to, jakim jesteś człowiekiem?

Eskapizm
Myślę, że każde zdarzenie z naszego życia wiąże coś, co w przyszłości będzie miało miejsce. Od jednej podjętej decyzji ciągniemy za sobą sznur innych, które wyblakły, lecz nie na tyle aby o sobie zapomnieć, a i przed sobą możemy mieć linę, którą raz za razem będziemy do siebie przyciągać, jednocześnie podejmować dalsze postanowienia. Codziennie zarzucamy na siebie odpowiedzialność za swoje dni, co w nich zrobimy i jaki to będzie miało skutek. Jesteśmy tego prawie świadomi, bo muszą następować u nas kroki, których podejmowaliśmy się bezmyślnie, bez żadnego zastanowienia. Nie raz popełniłam taki błąd, którego w późniejszym okresie mocno żałowałam, gdy widziałam jakie tym odniosłam straty. Były jeszcze większe nim to co wcześniej uznawałam za swoją porażkę i usiłowałam to naprawić jeszcze większą porażką. Nawiązuję tym do jednego, największego zdarzenia, które trwało u mnie nieprzerwanie przez okrągłe trzy lata. To co wydarzyło się wtedy miało na mnie okropny skutek, ale to co wydarzyło się po tym miało o wiele lepszą regenerację. Teraz jestem dumną z siebie kobietą, która cieszy się, że przetrwała to co wydawało jej się najgorsze. Nie było to aż takie złe jak wtedy sobie wyolbrzymiałam w głowie, efektem tego było tylko i wyłącznie brak pozytywnych odniesień, których mogłabym się złapać. Żałuję z tamtego periodu wiele, bo jestem świadoma teraz jak mogło moje życie być lepsze, ale nie żałuję na tyle, aby wypowiedzieć życzenie i cofnąć wskazówek zegara. Gdybym to zrobiła, nie poznałabym na tamten moment najcudowniejszego mężczyzny na świecie, nie zakochałabym się do szaleństwa i nie poczułabym jego miłości, której doświadczam już od roku. To największe szczęście, którego nie zbudowałam na tych porażkach, to szczęście, gdy wyeliminowałam ostatecznie zło z otoczenia.

View more

Czy jakieś zdarzenie z Twojego życia w pewien sposob uksztaltowało to jakim

Jesienne wieczory to idealny moment na rozmyślania o wszystkim. A ty, o czym myślisz?

Panienka Olii
To pytanie nie zostanie wieczorną odpowiedzią, proszę mi wybaczyć, ale przykuło mnie swoją prostotą.
Na ogół myślę o bardzo wielu rzeczach, które mają związek bezpośrednio ze mną bądź z moimi bliskimi. Często słyszę, że za dużo się martwię, że powinnam zaprzestać, ale trudno zatrzymać przemyślenia, a w tym interpretację i analizy. Przyznaję przed samą sobą, że w niektórych momentach naprawdę powinnam przystopować i cieszyć się chwilą. Łapać szczęście i pozwolić aby czas rozleniwiony parł do przodu. Jest to postawienie mnie przed największą trudnością, bo moje zamartwianie się, jest martwieniem się za kilka osób. Staram się to mimo wszystko w sobie zmniejszyć, bo mój ukochany już tylko cierpliwie znosi moje niepotrzebne problemy, które wyłaniam na światło dzienne. Unikam, (trochę) unikam wpadających w moją głowę potworków, które chcą mi skutecznie popsuć dzień ukazywaniem zdarzeń z przyszłości, które mogą mieć katastrofalne skutki.
Myślę, bo myślenie we mnie płynie. Pozwala mi więcej czuć, więcej doświadczać, więcej pragnąć. Może i niejednokrotnie pokazało mi czarne czeluście jakiego powinnam już teraz się obawiać, mimo że w rzeczywistości połowa z tego nigdy się nie wydarzy, to jednak są i dobre rezultaty mojego dumania.
Myślę o wszystkim na raz tak, że czasem brak oddechu przy jednym czy drugim rozmyślaniu. Ale dziś, dziś wyjątkowo jestem udobruchana spokojem i nie mogę się doczekać tych jak najbardziej pozytywnych, szczęśliwych bonusów.
A kolejny bonus sobie sprawię ja, przygotowując najukochańszy przeze mnie napój-kawę.

View more

Jesienne wieczory to idealny moment na rozmyślania o wszystkim 
A ty o czym

Kupujesz w lumpeksach? Brzydzisz się ubrań z takich miejsc?

Velesturia இ
W czasach przedszkolnych często chodziłam w ubraniach, które moja mama zakupywała w takich właśnie sklepach, bądź nosiłam rzeczy po starszym rodzeństwie. Nie wyglądały one na niechlujne, zawsze były czyste i wydawałoby się, że nigdy nie były one noszone. Ale dzieci, z którymi byłam w grupie a później w klasie podstawowej naśmiewały się z moich strojów, w których przychodziłam na lekcję. Szczególnie pamiętam największe szyderstwa skierowane we mnie, kiedy przychodziłam w koszulcę z długim rękawem, koszulka ta miała jasne odcienie i była z takiego materiału jaki dziś możemy zauważyć na piżamach w sezonie zimowym. Ważne, aby były ciepłe i abyśmy nie marzli po nocach. Taką to koszulkę nosiłam, była jedną z moich ulubionych i czasami w niej spałam. Nie wstydziłam się jej, ważne że mi się podobała i czułam się w niej znakomicie. Ale jak to w klasach bywa, zawsze jest ten słynny podział dzieciaków. Jedni to Ci, którzy posiadają wszystko i się tym chwalą, inni to ciche istotki, które są uważane za "biedniejszych", bo jedzą kanapkę z domu a nie kupują w szkolnym sklepiku. Naśmiewania ze mnie nie było końca i chwilami, gdzie trudno było mi to znieść żaliłam się swojej mamie. Ona nigdy nie widziała problemu w tym co nosiłam,akceptowała moje fanaberie i wielokrotnie mi powtarzała, że mam się nie przejmować tymi, którzy choć dużo posiadają to ich serce jest zimne i skamieniałe. Brałam to pod uwagę ilekroć czułam, że zaraz ktoś wytknie mnie palcem i wybuchnie śmiechem. Dzięki zapewnieniom mamy o swojej wartości ja przeżyłam te czasy, i wyszłam z nich bardziej zwycięsko od całej reszty. Nawet dziś mając skromne fundusze, mogłabym z podniesioną głową wejść do takiego sklepu i kupić kilka rzeczy, które później pojawiłyby się na moim ciele. Ubiór to ubiór, wolę pogłębiać swoje wnętrze aniżeli dopasowywać się do reszty.

View more

Kupujesz w lumpeksach Brzydzisz się ubrań z takich miejsc

Boisz się zmian?

Menni
Drzemie we mnie taki człowiek, który przyzwyczaja się do swojej codzienności i rzadko kiedy pozwala na jakiekolwiek zmiany. W moim życiu zawsze wszystko było przygotowane, poukładane tak abym nie musiała się niepotrzebnie stresować. Nie należałam do tych ludzi, którzy biegają za wyzwaniami, wręcz przeciwnie, unikałam ich, bo zawsze były nieprzewidywalne, a to już było dalekie do mnie. Zmiana oznaczała coś nowego, coś czego jeszcze nie byłam świadkiem doświadczenia co powodowało, iż nigdy nie umiałam być stu procentowo przygotowana, a przecież moja egzystencja na to się właśnie składała. Zaczynając od tych mniejszych a kończąc na tych większych, strach był nieodłączną towarzyszką tej wędrówki. Bałam się za każdym razem, gdy musiałam wyjść ze swojej bezpiecznej kryjówki. To wszystko z pewnością wywołała moja nieśmiałość, która nie pozwalała na jakieś odważniejsze kroki. Ona stała w miejscu, a ja wraz z nią. Odpowiadało mi to, nawet gdy czułam w swoim otoczeniu samotność. Nie mogłam bardzo narzekać, bo to położenie było dla mnie wygodniejsze, niż mierzenie się z czymś innowacyjnym. Uczucie bezsilności na nadchodzące wydarzenia trwało przy mnie wiernie.
Pamiętam do dziś doskonale ten dzień, kiedy musiałam z podstawówki iść do nowej szkoły, jaką była gimnazjum, i musiałam iść bez przyjaciół, którzy byli przy mnie przez sześć lat. To było przerażające i gdyby nie kuzynka wraz z jej koleżanką nie pokazały mi planu dla wszystkich uczniów, gdzie mają odpowiednio podążyć do swoich klas, ja na pewno siedziałabym w szatni, bądź w toalecie do dzwonka, który ogłaszałby przerwę. Myślę, że moje życie poszło w takim kierunku, w jakim idzie życie ludzi, którzy przechodzą na emeryturę. Większość z nich nie oczekuję od dnia czegoś ekstremalnego, wolą ciszę, spokój, odpoczynek jaki zapewni im wygodny fotel, oraz czas na przeczytanie ulubionej książki. Jak na mój bardzo młody wiek musiałam chcieć wcześniejszej „emerytury”.
Oczywiście nie jestem już dzieckiem z podstawówki, które bało się bardzo gimnazjum, wejścia w nieznane, ale wciąż obawiam się tych reform, które nakłada mi mój byt. Chyba jedyną formą pokonania tego, byłoby narzucenie mojemu ukochanemu tych wszystkich rzeczy, na które ja nie jestem jeszcze gotowa do zrobienia za mnie. Myślicie, że jest w stanie zrobić to w imię naszej miłości? Miłego dnia Wam wszystkim!

View more

Boisz się zmian

Łatwo przychodzi Ci znalezienie swoich pozytywnych cech? Czy masz z tym problem?

Menni
Moja nieśmiałość, o której tu często wspominałam w swoich poprzednich odpowiedziach wiążę ze sobą niską samoocenę. Jeszcze będąc dzieckiem uważałam się za gorszą, bo nie zawsze miałam pieniądze od rodziców na zabawki, które posiadali moi rówieśnicy. A czasy mojego przedszkola bądź podstawówki nie były kolorowymi czasami. Pomyślicie sobie, że wartość nie powinna wiązać się z tym jak drogimi rzeczami się bawisz, w jakich sklepach się ubierasz. Teraz podzielam to zdanie, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam. A będąc takim szkrabem, które dopiero zaczynało życie, nie wiele więcej wiedziałam jak to, że słodycze, na które miałam ochotę mają swoją cenę. I od tych najmłodszych lat zaczęła się moja zawiła droga, w której nie przekonywałam samą siebie jakim dobrym i wspaniałym jestem człowiekiem, a powtarzałam sobie, że jestem inna, na pewno gorsza. Z latami, które upływały z mojego życia i dodawały mi dorosłości wcale nie oznaczało, że mój tok myślenia na temat siebie diametralnie się zmieni i będzie czymś pozytywnym. Wręcz przeciwnie. Nadal karmiłam swoją samokrytykę zdarzeniami, w których jak zwykle nie okazałam się zbyt dla siebie idealna. Tylko w obecności znajomych, przyjaciół, przy których potrafiłam być sobą moje samopoczucie wzrastało a ja wracałam do domu uskrzydlona i szczęśliwa jak nigdy dotąd. W otoczeniu najbliższych, gdzie nie miałam przyzwolenia na negatywne myślenie o sobie wszystko układało się znakomicie. Zmieniało się to z chwilą, gdy sama ze sobą przebywałam i nie miałam kogoś, kto mną potrząśnie i każe mi przestać użalać się nad czymś czego po prostu nie ma, co sobie ubzdurałam i wprowadziłam w swój świat.
Wszystko się zatrzymało, kiedy poznałam swojego chłopaka, który sprawił, że moja pewność siebie podniosła się o kilka szczebli w górę, moja nieśmiałość chowa się za moimi plecami a moje usta są gotowe do mówienia o sobie w samych perfekcyjnych detalach. Problem zawsze będzie we mnie aby powiedzieć o sobie coś rewelacyjnego drugiemu człowiekowi. Najistotniejsze według mnie to pokonać ten problem z kimś i iść przez życie wiedząc kim jesteśmy i mieć odwagę to wyznawać.

View more

Łatwo przychodzi Ci znalezienie swoich pozytywnych cech Czy masz z tym problem

Jak mijają Ci pierwsze wrześniowe dni?

Vanessa
Odnoszę wrażenie, że każdy z moich dni jest taki sam, nie przynosi ze sobą niczego nowego, nie wyróżnia się niczym szczególnym i też niczym mnie nie zaskakuję, lecz jest to bardzo mylne, i na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że człowiek, który ma za dużo wolnego czasu poświęca go na myśleniu o bzdurnych rzeczach. Tak też jest i teraz w moim przypadku, gdy mam możliwość wylegiwania się w łóżku i nie patrzenia na godzinę, czy to w telefonie czy w zegarku na mojej lewej dłoni, bo nie mam żadnych podstaw do zdążenia gdziekolwiek na czas. Tak więc moje dni, gdy jednak muszę wstawać codziennie rano do pracy to dni, gdzie każdy jeden jest inny. Jak nie praca przysłania pół mojego dnia, tak odpoczywanie z ukochanym stawia kropkę na końcu i mówi dobranoc.
Nigdy nie mam tej pewności co do zdarzeń jakie mogą wyniknąć w poniedziałek, jakie wynikną we wtorek i jaki będzie miał to wpływ na środę. Żaden z moich dni nie jest przewidywalnym, to wielka niewiadoma, na którą czeka się jak tylko otworzę oczy. Nie zdarzają się żadne wypadki, nie wybuchają żadne bomby, ale drobną przyjemnością jest robienie wspólnie z K obiadu, a to dopiero jest granat. Każdy z tych upływających dni to moja rzeczywistość, którą od dawna akceptuję, bo jest przeze mnie w pełni przeczytana, zrozumiana i podpisana cyrografem. Zgadzam się na wszystko co przynosi mi życie, wiele z tego mogę odmienić, i zmienić kierunek, który będzie mi jak najbardziej odpowiadać. Kocham tą moją egzystencję, w której nie działam sama, bo z wieloma ważnymi dla mnie osobami, i z tą jedną najważniejszą. To takie moje prywatne lato, mimo że za oknami przychodzi do nas coraz to zimniejsza jesień, lato w sercu, lato na zewnątrz, gdzie w przytulnym kącie mogę pić herbatę z miłością, oglądać seriale, cieszyć się tym bogactwem, na jakie miałam odwagę i motywację.
Już się nie boję. Nie boję żadnego z tych dni, nie wstaję z łóżka z ociąganiem, nie witam się z negatywnymi chwilami, to było lecz przeminęło na zawsze, zastępuję to najprawdziwsza radość, jakiej spodziewałam się z chwilą, gdy gotowa byłam wyznać mu moje uczucia. To już nieważne, że trzeba pracować, cel takiej pracy jest o wiele lepszy, jeśli ma się kierunek, do którego bardzo chcę się dążyć.
Moje dni to dni pełne obowiązków, wysiłku, uśmiechu, ciepła, czułości, miłości, przyjaźni.
Dni, które kocham z osobna i za które jestem ogromnie wdzięczna.

View more

Jak mijają Ci pierwsze wrześniowe dni

W Ciebie też wrzesień tchnął taką melancholię jak we mnie?

upadły wiatr
Ten miesiąc zawsze był jednym z moich ulubionych. Miała na to wpływ jedna osoba, która w późniejszym czasie wywołała we mnie momenty destrukcyjne, i po tym niechęć do tego łyska wrastała, aż poprawiła to druga osoba i od roku ten miech jest na liście uwielbianych ponownie przeze mnie. Nie dość, że wywołuje we mnie to pokłady radości, to bliżej nam do jesieni niż dalej. Kocham lato, lubię jak jest gorąco, ale najbardziej kocham jesień. Chwile, w których mogę opatulona w gruby sweter usiąść, nogi przykryć kocem, stopy owinąć w grube skarpety, które w prezencie dostałam od mamy mojego ukochanego, i z kubkiem gorącej herbaty bądź kawy oraz, bo tego nie może tu zabraknąć-z książką wejść w swój świat. Tego nie mogę się najbardziej doczekać, nie biorę pod uwagi tego, że będzie znowu zimno i będzie przenikać do mnie nawet, gdy na siebie włożę zbroję w postaci kurtki. To nic, warto czekać choćby na takie małe przyjemności.
A tak a propos, gdy byłam dzieckiem, które chodziło do podstawówki, które chodziło do gimnazjum melancholię kładła na mnie szkoła, która niestety, ale przywłaszczyła sobie coś tak kochanego przeze mnie i za swój początek wybrała wrzesień. Dziś nie przypadkowo piszę odpowiedź, bo łączę się w małym bólu ze swoim młodszym rodzeństwem, które teraz ku mojej uciesze (nie mówcie im tego) będzie wstawać o szóstej rano i po tych jakże cudownych godzinach w szkole, wracała i się uczyła. Koleżanka z pracy powiedziała mi, że troszeczkę od nich będę mogła odpocząć, ale niestety, z chwilą gdy to wypowiedziała obie od razu zrozumiałyśmy, że połowę tego niesamowitego spokoju będzie i tak mącić mój czas poświęcony obowiązkom.

View more

W Ciebie też wrzesień tchnął taką melancholię jak we mnie

A ty? Kiedy wiesz, że to naprawdę miłość, że kochasz?

Vanessa
A Ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
Ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.
Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.

View more

A ty
Kiedy wiesz że to naprawdę miłość że kochasz

Przypomnij sobie teraz coś co Cię kiedyś wzruszyło/zasmuciło. Napiszesz o tym, co przyszło Ci właśnie na myśl?

Chloé
To było kilka dni temu. Leżeliśmy z chłopakiem u niego w mieszkaniu i oglądaliśmy film. Teraz nie podam wam jego tytułu, być może była to komedia, która jeszcze nie tak dawno miała swoje miejsce w kinie, bądź kolejny odcinek naszego ulubionego serialu, Dr. House. Cokolwiek by to nie było, odpoczywaliśmy w swoim towarzystwie. Z tego błogiego transu wyrwał nas dźwięk nadchodzącego połączenia. Drgnęłam przez jedną sekundę, a już w drugiej powróciłam do seansu. Wiedziałam, że to nie ja byłam rozchwytywana a mój ukochany musiał podjąć trud, aby podnieść się, co więcej odnaleźć komórkę i odebrać. Zrobił to, ale nie za pierwszym sygnałem, nie za drugim a nawet nie za trzecim. Rozmowa nie trwała długo, po jej zakończeniu dowiedziałam się, że zaprosili go na rozmowę rekrutacyjną w sprawie jednego stanowiska, o jakie się ubiegał. Ucieszyłam się, bo to był dobry news tamtego dnia, lecz wspólna radość z tej chwili nie trwała długo, gdyż nadeszło kolejne połączenie. Tym razem rozmowa trwała dłużej niż poprzednia, co sprawiło, że musiałam usiąść i z oczekiwaniem na zakończenie śledziłam wzrokiem K jak chodził od jednej strony pokoju do drugiej.
Zastanawiacie się zapewne od kogo był ów telefon, o czym była rozmowa i czy nie wydarzyło się nic strasznego. Jeśli mieliście taką myśl i milion innych, to żadne z tych negatywnych domysłów się nie sprawdziło. Telefon z ogromną wiadomością był z kliniki dawców szpiku. Moja miłość jest tam zarejestrowana, ma swoją kartę i okazało się, że na świecie jest jedna potrzebująca osoba, którą on może uratować. Z początku byłam przerażona, bo nie wiedziałam na czym ten zabieg polega, czy nie jest to niebezpieczne i pamiętam do dziś, że miałam łzy w oczach. Zaraz po tym wstrząsie byłam zachwycona i pełna pozytywnego nastawienia do tej sytuacji. W końcu to piękna inicjatywa, możliwość podarowania komuś takiego cudu jakim jest dalsze życie.
Dziś nastał ten dzień, kiedy przed najważniejszym i ostatnim zadaniem czekała go jeszcze mała przystań, na której musiał oddać krew, aby upewnić się na sto procent, że wszystko jest zgodne, że wszystko idzie tak jak iść powinno. Pomijając fakt, który aż krzyczy, gdyż jedynym problemem było to, iż trudno było wkuć się igłą w mojego najdroższego. Do tego zadania zostały przydzielone aż dwie panie i po pół godzinie nareszcie mogliśmy triumfować, bo w końcu się udało. Teraz tylko czekać na wyniki i jeśli będzie dalej ta droga szła tak prosto jak do tej pory, to udzielimy ostatecznie tej wielkiej pomocy.
W tej historii chciałam nawiązać do „zyskania i straty”, gdzie jedno i drugie miało miejsce w życiu K. Nie wierzę w czysty przypadek, w zbieg okoliczności, wierzę w Boską interwencję. Można byłoby to rozłożyć na bardzo wiele czynników, ale ja mam swój jeden sprawdzony, a mianowicie wiarę w to, że czuwa nad nami wielkoduszny Pan. I jestem szczęśliwa, że możemy uczestniczyć w tym zadaniu jakie nam przydzielił, a bardziej w to, że przydzielił je nam, ufając że podołamy.

View more

Przypomnij sobie teraz coś co Cię kiedyś wzruszyłozasmuciło
Napiszesz o tym co

Czy dobre wspomnienia mogą boleć?

Menni
Każde wspomnienie jest jednym z tych, które trwało i przeminęło. Odczuwamy ulgę, gdy złe chwile się zacierają i nie towarzyszą nam przy każdym kroku, z wielką radością przypominamy sobie te sytuację, w których najszczerzej się uśmiechaliśmy, a w chwilach samotności bardzo często przywołujemy retrospekcję dobrych dni. Nawiązanie do takich dni nie musi oznaczać tylko radości, prawie zawsze może wiązać się z tym ból, ponieważ tego codziennie nie doświadczamy a nie jeden by tego pragnął.
Na własnym przykładzie mogę pochwalić się swoimi refleksjami, które mają odniesienie do mojej szczęśliwości.
W rozmowach z chłopakiem czy to z rodziną zdarza mi się wtrącić komentarz o tym jak to cudownie bawiliśmy się miesiąc temu na weselu mojego starszego brata, jak cała rodzina mogła być wtedy w komplecie i wspólnie się bawić, jak szkoda, że to nie może trwać wiecznie i nie możemy tego magicznego dnia przeżywać jeszcze raz, i jeszcze raz.
Napomknienie o weselu to nie wszystko, bywają różne sytuację, które sprawiają mi zachwyt, taki entuzjazm jakiego nie posiadam po każdym przebudzeniu. Wystarczy mi zwykłe wolne od pracy i spędzenie tego czasu z ukochanym a już jest to dla mnie pomyślnością, rozpromieniam się na tą przychylność i zaraz na drugi dzień dopada mnie mały smutek, który dobitnie przypomina, że koniec z tymi idealnymi okolicznościami, pora wracać do rzeczywistości. Mieliście podobnie prawda?
Takie wspomnienia to istna kopalnia złota. Dobrze jest móc je posiadać i gromadzić, upychać do worka. Mimo, że nie często przywołanie takich dobrodziejstw jest uciechą, to warto je zaprosić do serca. Mieliśmy pomyślny bieg rzeczy, mogliśmy czerpać radość życia, pogoda ducha nas nie opuszczała, za rękę trzymała nas wiara w lepsze jutro, biło od nas radosne usposobienie a dobry koniec nas przytulał. Trzeba teraz znaleźć więcej miejsca na kolejne niespodziewane powodzenia a reszta będzie niczym w porównaniu z takimi falami.

View more

Czy dobre wspomnienia mogą boleć

"Uśmiech jest jak słońce, które spędza chłód z ludzkiej twarzy". Uśmiechasz się do nieznajomych? Dlaczego tak lub dlaczego nie? Czy uśmiech nieznajomego jest uśmiechem wariata? Dlaczego u ludzi jest tak mało uśmiechu?

nieznany damian
Uśmiech to najpiękniejszy dar jaki możemy oddać drugiemu człowiekowi. Już do niego należy zamartwianie się, kiedy następnym razem ukażemy na swojej twarzy radość. W naszej społeczności człowiek uśmiechający się do nieznajomego zostałby okrzyknięty kimś w rodzaju osoby nienormalnej. Brakuję nam tu Balijczyków, którzy charakteryzują się radosnym sposobem bycia. Dla nich uniesienie ręki w geście pozdrowienia nietutejszego to codzienność. Życzliwość, krótka pogawędka, zainteresowanie dokąd podążasz i kiedy wrócisz jest najważniejszym punktem, gdyż lubią mieć pewność, że wiesz do kogo przynależysz, że posiadasz cel, który realizujesz, że znajdujesz dla siebie równowagę, że sama jesteś równowagą dla swojego życia.
Od siebie chętnie uśmiecham się na widok zwierząt, małych dzieciaczków, ludzi którzy prosząc mnie o pomoc tym samym mi się odwdzięczają, albo dla tych, którzy w jakimś poruszeniu ważnym dla siebie tak samo wolnie wydobywają z siebie ten akt, ale rzadko kiedy robię ten pierwszy krok. Myślę, że hamuje mnie moja nieśmiałość, która nie wydobywa ze mnie takiego szaleńca jakiego mogłabym w sobie zaakceptować. A może to strach przed tym co mogą pomyśleć ludzie? Słysząc słowo „wariat” zaraz wyobrażamy sobie coś negatywnego nie domyślając się ani trochę, że może być to dobre. Nikt nie chciałby być uważany za wariata, a taki pozytywny wariat by niczemu nie zaszkodził, wiele by nie zepsuł a sprowadziłby do naszego kraju coś pięknego. Tacy jesteśmy. Nie mamy zaufania do obcych ludzi wiedząc co dzieję się na świecie, brakuje nam zapewnienia, że nie chowają żadnego sztyletu za plecami i nie mają wobec nas złych zamiarów. Można nam to wybaczyć, w końcu media napędzają nas tym lękiem i zachowaniem ostrożności.
Gdybyśmy pozbyli się tej niszczycielskiej obawy, że coś może nam się stać gdy przysłowiowo weźmiemy cukierka od nieznajomego to wtedy bez trudu osiągnęlibyśmy taką zdolność jaką ma kultura Indonezji, a mianowicie aurę serdeczności, którą tulilibyśmy każdego. Daleko nam do zdobycia takiego szczytu, ale kto wie.. Może wygramy ten uśmiech i będziemy częstować każdego, kto nam się nawinie taką nagrodą.

View more

Uśmiech jest jak słońce które spędza chłód z ludzkiej twarzy Uśmiechasz się do

Jak często się upijasz? O czym wtedy myślisz?

Tulpa
W moim całym dwudziestoletnim życiu zdarzył się jeden moment, któremu mogłabym nadać tytuł „upiłam się” i przypisać do niego lekkomyślne zachowanie jakiego po tej sytuacji musiałam się wstydzić. Myślałam czy aby nie opowiedzieć wam tej historii, ale pomimo kilku lat, które upłynęły od tego zdarzenia nade mną wciąż ciąży zażenowanie i możliwość przekazania wam tego jest nie do przełknięcia. Ale za to mogę was udobruchać opowieścią, której czas jest niedaleki, bo wydarzenie to ma miejsce w czerwcu tego roku i, które sprawia, że jestem dumna z samej siebie a jednocześnie mam dla siebie mały podziw.
Otóż siedemnastego czerwca mój najstarszy brat wziął ślub. Po prawie dziesięciu latach związku ze swoją gimnazjalną wielką miłością zdecydował się na małżeństwo, na wspólne życie do końca swych dni, na związanie się tak naprawdę na dobre i na złe. Jego decyzja jak i zaręczyny miały miejsce prawie dwa lata temu, wtedy jeszcze śmialiśmy się wszyscy, że do ślubu tak daleko, ale kiedy przyszedł już ten moment, nadchodziły te dwa najważniejsze dni dla niego czy to dla mnie i mojej rodziny, byliśmy przerażeni. Jak wiecie, takie wydarzenie wiąże ze sobą duży stres, masę przygotowań, ogromne zamieszanie i utrwalanie sobie w głowie, że musi być perfekcyjnie, nie możemy niczego zepsuć, ma być bajkowo. Jako, że byłam świadkiem zaczęłam to przeżywać najdotkliwiej, bo mój brat powtarzał mi wielokrotnie, że będę musiała z nim pić a także z jego kolegami, którzy uwaga, są żołnierzami. A że należę do osób, które praktycznie nie piją, nie tykają żadnego alkoholu począwszy od piwa i kończąc na wódce, ze strachu miałam problemy z żołądkiem. Nie tylko dla pary młodej ten epizod musiał być perfekcyjny, ja sama uważałam, że inaczej niż perfekcyjnie nie mogę wypaść. Do etapu usadowienia się przy stole na wyznaczonym miejscu cała w środku drżałam. Z tego wszystkiego zjadłam dwa dania bez użycia noża(nie lubię jeść używając noży), zgadzałam się na każde polewanie mi wódki do kieliszka i trzymałam się nieźle. Mało tego, przetańczyłam na parkiecie prawie wszystkie piosenki, wzięłam udział w dwóch zabawach bądź trzech i trzymałam dobrze fason. Razem z moim ukochanym daliśmy radę, a jesteśmy słabi i w piciu(może on troszeczkę nie) i w tańcu. Ale to była cudowna zabawa i żałuję, że się skończyła. Musieliśmy po wszystkim wrócić do normalnej codzienności a żadnemu z nas się to nie uśmiechało. Po wrzuceniu pamiątkowego zdjęcia na Facebook dostałam pytania kiedy będzie mój ślub, obawiam się, że wtedy będę miała o czym myśleć.

View more

Jak często się upijasz O czym wtedy myślisz

Czy udawanie kogoś innego może się udać?

Menni
Zabierając z Twojego pytania „Czy” oraz znak zapytania większość ludzi mogłoby tak odpowiedzieć.
Udawanie kogoś innego może się udać-to mogliby powiedzieć. Ale nie pomogłoby to w żaden sposób, a mianowicie dlatego, że posiadają własną duszę, która nie da o sobie zapomnieć, kiedy zostanie zastąpiona innym wnętrzem. Jako dzieci marzymy o tym aby być kimś innym, piękną księżniczką a może wróżką o cudownych zdolnościach, jakimś niezwykłym męskim bohaterem, który będzie ratował świat od wszelkiego zła, a gdy nadejdzie już ta dorosłość brakuje nam tych zapaleńców jakimi byliśmy za młodu, którzy z łatwością wyobrażali sobie życie bez żadnej skazy.
W dzisiejszych czasach nienawiść szerzy się w każdym kącie, rozwija swoje macki aby na dobre owinąć nimi człowieka i nie pozwolić mu na wiarę w swoje przekonania. To brak wiary rodzi w nas pomysł na to aby być kimś innym, a co więcej, dążymy do tego nie zważając na to, że warto byłoby postarać się doszkolić samego siebie, samego prawdziwego „Ja”. Jeśli ludziom brakuje wiary, mają więcej łatwiejszych możliwości na życie. Chcąc nadać sobie kolorowej barwy przylepiają do siebie plakietkę innego imienia, innej osobowości i chcą ją dumnie prezentować przed innymi. Zaczynają ufać swojemu drugiemu „Ja”, dzięki któremu mają przyjaciół, doznają komplementów i życie w zabiegającym tempie i w jak prostym zaczyna się układać. Ale i tak po powrocie z ciężkiego dnia, gdzie się udawało obcych, ściągamy w nocy tą maskę i tęsknimy za tym, aby ludzie pokochali nas takimi jakimi nas stworzono od narodzin. Zaczyna w głowach rodzić nam się pomysł aby go ziścić, nareszcie postanawiamy sobie, że koniec ze zmyślaniem, czas pokazać siebie. Ale gdy budzi się słońce do życia, nasze ręce wolą sięgnąć po łatwiejszą maskę, i grać niż bardziej się postarać o samych siebie.
Wykonanie zadania jakie mamy każdego dnia jest bardzo trudne. W różnych sytuacjach sama pod wpasowuje się do innych niż robię tak jak podpowiada mi serce. Sama walczę z pokusą bycia kimś innym, choć częściej kocham samą siebie. To kochanie sprowadza mnie na ziemię. Ale nie w każdym przypadku to się spełnia. Na świecie jest mnóstwo ludzi, którzy nadal sobie z tym nie radzą. Zamiast ich oceniać surowym wzrokiem, możemy im pomóc po prostu uśmiechając się do nich i dając im tym znak, że przez nas są aprobowani mimo, iż będą to obcy ludzie. To tak niewiele prawda?

View more

Czy udawanie kogoś innego może się udać

"Dobra rada to coś, co człowiek daje, gdy jest już za stary, by dawać zły przykład". Dlaczego niektórzy ludzie, tak ochoczo słuchają rad starszych ludzi? Jaka była najgorsza rada, jakiej zdarzyło Ci się posłuchać? A jaka najlepsza?

nieznany damian
Pamiętam, że jak kończyłam podstawówkę i zaczynałam swoją przygodę w gimnazjum często gęsto nie słuchałam rodziców, bo sądziłam, że sama wiem najlepiej. W wielu kwestiach się z nimi nie zgadzałam, uważałam bowiem, że sama potrafię tak nakierować swoim życiem, aby nie mieć pod górkę a mieć dobrze. Raz moje myślenie przynosiło mi pozytywne skutki, zaś drugi raz było odwrotnie, bo popełniałam błędy. Dopiero w późniejszym okresie zaczęłam lepiej słuchać tego co do mnie mówią, częściej analizowałam niż mówiłam stanowcze „nie” na każde ich słowo. Jest to wynikiem tylko i aż zdobytej dorosłości.
Teraz w większych bądź nawet w mniejszych sprawach przychodzę do rodziców aby się ich doradzić, bo mam tą pewność, że dobrze mi powiedzą i nie będą chcieli żadnej z moich krzywd. Jak to mówią nam najczęściej-Ty przed sobą masz jeszcze całe życie, a ja połowę ze swojego już przeszłam i potrafię odróżnić dobro od zła, czego Ty jeszcze możesz nie dostrzegać, bo dla Ciebie świat może być nadal piękny z zewnątrz, a jego wnętrze dopiero poznasz, gdy zaczniesz żyć na swoim i będziesz się z tym codziennie zmagać. I to cała odpowiedź na to dlaczego tak chętnie słuchamy starszych. Dobrze czuć tą opiekę od nich, kiedy oni na swoich błędach pokażą nam taki kierunek, z którego będziemy zadowoleni.
Nie przypominam sobie najgorszej rady, jaką mogłam usłyszeć, a jedynie pocieszenie, że będzie dobrze od mojej kuzynki, która chciała jak najszybciej zakończyć mój temat a najdłużej rozpowiadać o swoich „śmiesznych problemach”, kiedy przechodziłam kryzys w związku, wiadomo, że boli i przeżywamy to ciężej, ale to jest tak, że najlepszą pomoc otrzymamy od kogoś kto wczuwa się w nasze emocje i naprawdę chcę nam nieść szczere wsparcie.
A jaką otrzymałam najlepszą radę? Zostaw tego kretyna..
I dodam na koniec, że już wiem jak moi rodzice musieli się czuć, kiedy ich nie słuchałam, bo teraz sama wchodzę w rolę dorosłego człowieka, który coś już wie i tą wiedzę chcę przekazywać swoim młodszym braciom, a oni jak na złość muszą brać przykład ze mnie i tak jak ja nie słuchałam, tak oni nie słuchają mnie teraz.
No i życzę wam ciepłych dni, mnóstwa uśmiechu, bo w końcu czujemy te wakacje i dobrze zaplanowanych wczasów, które przyniosą wam same przyjemności i kolekcję nowych wspomnień!

View more

Dobra rada to coś co człowiek daje gdy jest już za stary by dawać zły przykład
Next