To się chyba nazywa 'życie'.
Nie wiem, ale jakbym dostała pytanie o ulubione słodycze, to wymieniłabym miętową czekoladę, gorzką czekoladę, marcepan albo te śmieszne czekoladki z wiśniowym likierem w środku. Zwłaszcza te ostatnie są cholernie moim zdaniem niedoceniane.
Posprzątaj kurwa tę kuchnię.
Jestem wege, zaczęłam jakiś czas temu odrzucać powoli produkty odzwierzęce, a zatem można by stwierdzić, że i owszem. Problem leży tutaj, że jem bardzo nieregularnie i ogólnie odstępy pomiędzy posiłkami czy też ich ilość są w opłakanym stanie.
Bo to taki syndrom cherry bomb i cool kids of death, ale to był zamach kontrolowany, są równe i urodziwe!
Dziękuję ślicznie. Sięgają teraz lekko za obojczyk. To śmieszne, dosłownie rok temu, tego samego miesiąca i mniej więcej tego samego dnia ścięłam je z podobnej długości aż do szyi. Po owym czynie obiecałam sobie zostać rasowym kucem i już nigdy ich nie ścinać. Dzisiaj, rok starsza, zadaję sobie pytanie: ALE PO CO. Nie zastanawiajcie się zbyt długo, ścinajcie włosy. Bo na końcu to i tak tylko włosy. A czynność sama w sobie jest bardzo oczyszczająca.
Defenestracja pierwszej dziesiątki będzie ok?
Droga mleczna? Tybet? Spokój święty?
Żartowałam z tym uśmiechniem pyszczków, od dzisiaj istnieje tylko uśmiech sardoniczny.
Sarną leśną, bo innych nie ma.
W tym miesiącu jestem w większości zakochaną panną kwietną, więc dobro. Uśmiechnijcie pyszczki, już niedługo przyjdzie maj.
Lody amaretto to istne panaceum. Jak Wam kiedyś umrze kot albo moralność, polecam.
Przed wyprowadzką z kraju mogę śmiało stwierdzić, że wszystko było moją zasługą. Po wyprowadzce to ja serio nie mam pojęcia jakim cudem jeszcze zipię, kiedy wszyscy dookoła zdychają.
Lubię ludzi z pasją, typowych śmieszków też, bo śmiać się definitywnie trzeba. Ludzi "wszech" i oczytanych. Świadomych, ale nieprzesadnie świadomych. Marzycieli też.
Jak każda kobita.
W tę podróż wzięłam Bukowskiego i Sapka, ale ostatecznie na miejscu dostałam "Sklepy Cynamonowe" i jestem bardzo zakochana.
Reykjavik I kakao z rumem.
Bo sobie pozwalacie.
*punch*
Lubię za resztki człowieczeństwa. Nienawidzę natomiast głównie za ślepe wyznawanie kultu produktu, chujową reprezentację całkiem spoko gatunku, powszechną jednakowość, powtarzalność, nadmierną głupotę i wiele innych trudnych słów i wyszukanych epitetów. (tak, mam świadomość, że nie jestem żadnym wyjątkowym płatkiem śniegu, również zasilam machinę.)
Zależy gdzie jedziesz na ten czarny sabat.
Ajroni w maju i czarny sabat w czerwcu. How cool is that.
A tak naprawdę, to jestem całkiem miła i uprzejma. Po prostu te bezkształtne ameby zmuszają mnie do tych brzydkich słów i jadu, wybaczcie mi, inne, mądre i miłe człowieczki 👦
Nie, ale wsadzę Ci pogrzebacz do gardła jak ładnie poprosisz.
Weź, bo Ci zrobię jeb z glana.
Tak się właśnie kończy moi kochani każde chmielowe posiedzenie.