Ask @yakeishinjitsu:

Sierpień - jakie skojarzenia dla Ciebie niesie ze sobą sierpniowy miesiąc?

Mahiya
Sierpień jest dla mnie trudnym i bliżej nieokreślonym miesiącem. Jest ostatnim miesiącem wakacji, co mnie równocześnie cieszy i dołuje. Często od nadmiaru wolnego czasu mam doła, czas zaczyna pędzić, a dni przelatują przez palce. Aż w końcu przychodzi wrzesień, a za nim jesień. Nie martwi mnie powrót do nauki, martwią mnie pory roku. Jesień i zimę znoszę bardzo źle. Jestem niskociśnieniowcem, więc w tym okresie praktycznie przez cały czas cierpię na nieznośne bóle głowy, jestem zmęczona, nie mogę się skupić i nie chce mi się żyć. Ubolewam, że akurat w Polsce pogoda nie pozwala mi normalnie funkcjonować.
W lipcu czujesz wakacje, a w sierpniu zbliżający się wrzesień. Poza tym moje letnie miesiące nie wyglądają zbyt ambitnie, zawsze mam wrażenie, że je zmarnowałam. I właśnie w drugim miesiącu jest to najbardziej odczuwalne. Aczkolwiek nie będę aż tak pesymistyczna, jako że wierzcie lub nie - jestem optymistką.
Sierpień 2016 jest dla mnie bardzo istotny. Właśnie wtedy bliżej przyjrzałam się postaci Krzysztofa Gonciarza, który stał się moją wielką inspiracją i motywacją. Właśnie w tamtym miesiącu nadrobiłam całą jego twórczość - zarówno intelektualną, jak i komediową. Dzięki niemu we wrześniu zaczęłam robić codzienne 10 kilometrowe wycieczki na rolkach, gdzie towarzyszyła mi muzyka z vlogów. Miesiąc później spotkałam go osobiście w Teatrze 6. piętro w Warszawie. Powiem szczerze, że nie pamiętam, w jakich innych okolicznościach byłam tak szczęśliwa jak wtedy. Trzy dni później spotkałam go ponownie w Poznaniu. Były to dla mnie strasznie szczęśliwe dni. Samo staranie się o wejściówki, stres z tym związany, świętowanie z przyjaciółką, że nam się udało, przygody związane z tymi wyjazdami (oj, a bez tego się nie obyło) i ostatecznie same spotkania. Spotkałam go również po raz trzeci w kwietniu - znów w Poznaniu. Nie przeżyłabym tego wszystkiego, gdyby nie tamten sierpień. Może to i błahe dla większości, ale dla mnie bardzo ważne.
Wniosek jest jeden - nic nie jest tylko złe, ani tylko dobre.
Tymczasem cieszmy się z ostatnich dni sierpnia.

View more

Cytat?

Mahiya
"Almost. It’s a big word for me. I feel it everywhere. Almost home. Almost happy. Almost changed. Almost, but not quite. Not yet. Soon, maybe." ~ Joan Bauer
Nie jestem fanką pseudo-psychologicznych cytatów. Ten doskonale obrazuje co siedzi w mojej głowie... i życiu. Nic nie jest całkowite, nic nie jest na tyle dobre, abym mogła powiedzieć, że mam szczęście, że jestem szczęśliwą osobą. Ciągle na coś czekam, czekam na zmiany, czekam aż będzie lepiej. I będzie. Wkrótce, może.

View more

Yakei, masz jakiś tatuaż lub chcesz mieć w przyszłości? Podzielisz się zdjęciem?

Mahiya
Jeszcze nie. Od kiedy tylko pamiętam, chciałam mieć tatuaż i z pewnością coś zawita na mojej skórze. Ba, z pewnością nie jedno "coś". Jednak pomysły na konkretne tatuaże zrodziły mi się stosunkowo niedawno. Zawsze uważałam, że tatuaż musi mieć znaczenie i być istotny dla właściciela. Nie potępiam tatuowania dla samego efektu wizualne, bowiem nawet moja mama tak robi, ale sama nie potrafiłabym czegoś takiego praktykować. Rzeczy, które nam się podobają, czy to zdjęcia, ubrania, czy cokolwiek innego prędzej czy później się znudzą. Gusta się zmieniają, a dziary zostają na całe życie. Natomiast jeśli włożymy w tatuaż nakład emocjonalny, jakieś wspomnienie, będziemy z niego zawsze dumni. Mimo, że wizualnie może się już nie podobać, to sentymentalnie będziemy przywiązani. Podziwiam ludzi, którzy mają na ciele całe swoje życie - często nie należące do najradośniejszych.
Jakiś czas temu rozmawiałam z moją ciocią o piercingu i tatuażach. Jest osobą, która najbardziej ze wszystkich potępia moje kolczyki w twarzy. Toteż o dziarach nie ma najlepszego zdania. Uważam ją za inteligentną osobę, ale niestety nie w tej kwestii. Uparcie twierdziła, że mam nie robić sobie tatuaży, tym bardziej mocno widocznych. W jej mniemaniu osoby z tatuażami są gorsze, tracą w jej oczach, a tym bardziej jeśli starają się o jakąś ważniejszą posadę. Moje argumenty o zwiększającej się tolerancji wśród społeczeństwa do niej nie trafiły, a szkoda. Ponadto posłużyła się przykładem swojego teścia, który zrobił sobie tatuaż w młodym wieku i teraz tego żałuje. Uważa, że każdy prędzej czy później będzie tego żałować. Co jest moim zdaniem największym absurdem, bo wiadomo, że każdy człowiek jest inny. Wytoczyła też argument o brzydkim wyglądzie dziar, gdy skóra się zestarzeje. Opinie na ten temat są różne, ale ja osobiście uważam, że nie jest to brzydki widok. Wręcz przeciwnie. Może akurat ten starszy człowiek miał życie pełne przygód, które przelał na ciało. Być może był chuliganem z osiedla, może motocyklistą. Możliwości jest wiele i jest to ciekawe. O wiele ciekawsze niż nieskalane niczym ciało.
Sama jeszcze nie dojrzałam na tyle, aby mieć dużo tatuaży. Nie ten czas, nie te doświadczenia. Na dzień dzisiejszy wiem, że chciałabym tatuaż związany z podróżami. Najbardziej myślę nad wytatuowaniem kontynentów, bądź kuli ziemskiej. Może nawet wplotłabym w to motyw samolotu, kto wie. Oprócz tego chciałabym również coś związanego z fotografią. Poniższy tatuaż bardzo mi się podoba - zawiera podróże i fotografię w jednym.

View more

Jakie było Twoje największe poświęcenie w życiu? Opowiedz mi o tym.

Mahiya
Miałam kiedyś pasję, która zajmowała mi praktycznie całe dnie. Całe tygodnie, łącznie z weekendami spędzałam poza domem. Miałam zajęcie, przyjaciół, poznałam wielu interesujących i fascynujących ludzi, różne miasta, okoliczności. Byłam muzykiem, coraz to lepszym. Nawet dostałam szansę na grę solo utworu "Z tobą chcę oglądać świat" Zbigniewa Wodeckiego. Dobrze to wspominam, choć nogi miałam w tamtych momentach z waty. Były też liczne wyjazdy, jeden kilkudniowy wyjątkowo pechowy dla mnie pod względem zdrowotnym, ale pomimo to bardzo dobrze wszystko wspominam.
Po trzech latach doszłam do etapu, w którym dostałam nowe książeczki z nutami. Książeczki, w których utwory miały głos wiodący, z najwyższymi dźwiękami i najbardziej angażującą linią melodyjną. Było to coś na co się czekało, pewnego rodzaju wyróżnienie, utwierdzenie w przekonaniu, że wkraczasz już na profesjonalny poziom. Wyprzedziłam osoby, które grały dłużej ode mnie. Jakiś czas później wymusiłam kłótnię, zdałam instrument, oddałam nuty, stroje i kluczyk do mojej szafki. Odeszłam.
Głupio to wszystko brzmi. Poświęciłam wszystko, lata pracy, świetnych ludzi, możliwości.... przez jedną osobę, z mianem "przyjaciela". Musiałam uwolnić się z toksycznej relacji, w której zawsze ja byłam osobą poszkodowaną. Od zawsze mam pecha w dobieraniu przyjaciół. Dwukrotnie trafiłam na bardzo podobny typ. Niestety, zrezygnowanie ze wszystkiego było jedynym racjonalnym rozwiązaniem. Zaczęłam nienawidzić tego miejsca, za każdym odniesionym sukcesem szła fala pogardy i upokorzenia, ze strony wyżej wymienionej osoby - tylko dlatego, że ją wyprzedziłam. Jak mogłam w takiej sytuacji cieszyć się, że jestem coraz lepsza w tym co robię. Byłam człowiekiem bardzo słabym psychicznie i nie potrafiłam sobie radzić z czymś takim. Jednak najsmutniejszy w tym wszystkim jest fakt, że ta osoba odeszła krótki czas po mnie. Ale już było wszystko stracone. Nie miałam ochoty wrócić, bo zbyt wiele mnie to wcześniej kosztowało.
Z biegiem lat, bowiem wydarzenia o których wspominam miały miejsce, jakieś trzy lata temu, uważam to wszystko za świetne doświadczenie i tym samym żałuję, że nie miałam okazji tego kontynuować. Zostały tylko wspomnienia.
Był jeszcze drugi powód mojego odejścia, który jednak trochę ginie na tle chęci uwolnienia z toksycznej relacji. Mianowicie ta pasja, uniemożliwiała mi realizacje innej, która towarzyszyła mi od zawsze. Oczywiście była to kwestia braku wystarczającej ilości czasu. Takim sposobem poświęciłam jedną pasję, aby móc wrócić do poprzedniej.
Mam nadzieję, że ktoś dotrwał do końca tej historii. Nie uważam, abym miała w życiu wiele poświęceń, ale właśnie to przyszło mi na myśl po przeczytaniu tego pytania. Na zawsze pozostanie mi odrobina żalu, że stało się właśnie tak.

View more

Jak torujesz sobie drogę do sukcesu? A może jest to Twoją tajemnicą?

Chciałabym znaleźć swój własny przepis na sukces. Naprawdę bym chciała. Aktualnie myślę, że widzę wszystko przez mgłę. Wydaje mi się, że nie do końca wiem czego chcę - a może ta chęć jest po prostu zbyt mała. Nie można ukryć, że jestem dość leniwym człowiekiem. Dobrze wiem, że za bardzo ogłupiam się wszelkimi social mediami i poświęcam na nie zbyt wiele cennego czasu. Internet jest super, ale potrafi naprawdę uprzykrzyć życie. Mnie wprowadza w stan zmieszania i nie pozwala się skupić, w ostateczności powodując taki mętlik myśli, że sama nie wiem co ze sobą zrobić i zapominam o swoich planach.
Pierwszą rzeczą, która toruję drogę do sukcesu jest mądre korzystanie z internetu, wprowadzając pewne ograniczenia. Jak wspomniałam, mi to średnio wychodzi, ale staram się. Kolejną ważną rzeczą jest dyscyplina - bez niej ani rusz. Naprawdę, niech nikt nie myśli, że tak zwani "ludzie sukcesu" osiągnęli wiele, robiąc swoje tylko wtedy, gdy im się chciało. Osiągnięcie czegokolwiek wymaga wyjścia ze swojej strefy komfortu, aby stanąć obok i powiedzieć samemu sobie, że to zrobisz. Są to żelazne podstawy. Pewien mądry człowiek kiedyś powiedział: "Nie osiągniesz w życiu zbyt dużo, jeśli będziesz pracować tylko w te dni, kiedy czujesz się dobrze". Proste, a zarazem tak trudne w realizacji. Są to dwie uniwersalne zasady, które stanowią podstawę ludzkiego sukcesu. Jednak każdy musi w tym wszystkim znaleźć swoją drogę, swój sposób i po prostu działać.
Istotne jest także pytanie, które powinno znajdować się na samym początku mojej wypowiedzi. Czym w zasadzie jest sukces? Dla mnie jest to coś wielkiego, coś na co pracuje się latami i nie jest to chwilowy stan. Tyle, że istnieją również tzw. "małe sukcesiki", o których ja szczerze mówiąc często zapominam lub je całkowicie bagatelizuje. Wydaje mi się to takie... polskie. Nie wiem, ale Polacy mają na ogół jakiś problem z odczuwaniem szczęścia. Ja posiadam wiele ograniczeń wynikających przede wszystkim z miejsca zamieszkania, braku finansów czy nawet wieku. Jednak od dawna powtarzam, że "chcieć to móc". Tylko właśnie... CHCIEĆ.

View more