Opowiesz coś o swojej mamie?

Nie myślę o niej dobrze. Nie jestem też zdania, że jest najgorszą mamą na świecie. Nadal nie umiem ocenić jej osoby obiektywnie. Po prostu doświadczyłam z jej strony wiele przykrości, bezpodstawnej krytyki. Za czasów dzieciństwa postawiłam sobie za cel "Nie być w choć małym stopniu taka jak ona". To chyba o czymś świadczy, prawda?
Zaszczepiła we mnie kompleksy, nieświadomie zadając mi wiele bólu. Bałam się wracać do domu z jej powodu, bałam się jej do tego stopnia, że ucieszyłam się na wieść, że zostaję umieszczona w szpitalu. Nie sądzicie, że to przykre? Szpital uważałam za lepsze miejsce niż mój własny dom.
Ta kobieta nigdy nie życzyła mi źle, wiem o tym dobrze. Nie jest wcielonym demonem, który pastwi się nade mną całe moje życie. Nie mam do niej szacunku, to wszystko. Wiecie, że za miesiąc urodzi się moja siostrzyczka? Z jednej strony cieszę się przeogromnie, z drugiej - ogarnia mnie strach. Pragnę oszczędzić jej tego czego doświadczyłam w tym domu. Chcę, aby wiedziała już od najmłodszych lat, że poznawanie siebie, swojego ciała jest czymś normalnym, że ludzie są różni, wierzą w przeróżne rzeczy, że nie we wszystkim musimy mieć poparcie otoczenia, że nawet jeśli chcemy zrobić coś na co inni nie patrzą przychylnym wzrokiem to nie jest to nic złego, no i wreszcie, że posiadanie własnego zdania jest czymś ważnym, absolutnie niezakazanym!

Tak, to przykre. Cholernie. Mam nadzieję, że teraz już dasz radę wyzwolić się od całego narzuconego przez nią bagażu emocjonalnego...

Staram się, czasem jest trudno, brakuje mi takiego zdrowego wzorca matki, rozmawiałam z nią o tym wiele razy, ale jak grochem o ścianę a kiedy idę o czułość do taty czy wsparcie, mówi że nim manipuluję i zaczyna stawiać go w sytuacji gdzie ma wybierać między nią a mną. Ciągle kłócą się i słyszę o rozwodzie oraz tym, że mogę zapomnieć że opłaci mi studia, że pójdę do zawodówki tyrać bo na nią nikt nie łożył. Ciągle podkłada mi kłody pod nogi.