@Imprecate

Pieprzony Krytyk

Ask @Imprecate

Sort by:

LatestTop

The voices in my head keep telling me I'm not okay.

emanare’s Profile Photosfavillare
Każde potknięcie o korzeń zwany błędem posyła mnie do dziury bez dna, jakbym wiecznie stał na osuwającym się gruncie nad przepaścią, zbyt zahipnotyzowany wpatrywaniem się w to co znajduje się na dole, by zauważyć, kiedy zaczynam spadać. Za bardzo skupiony na wietrze we włosach, żeby dostrzec moment, gdy zamienia się w burzę targającą moim ciałem. Zbyt pochłonięty lekkimi myślami w głowie, aby spostrzec, jak słońce zostaje przesłonięte czarnymi, deszczowymi chmurami, zabierając planecie całe światło oraz ciepło, zastępując je przerażającą ciemnością i chłodem, który mrozi krew w żyłach. Zbyt wsłuchujący się w ciszę panującą dookoła, ażeby usłyszeć świst powietrza wydostającego się z płuc, spowodowany nagłym uczuciem nieważkości, które wraz z biciem serca zamieniło się w ciężkie przyciąganie grawitacji.
Ciało stało się elastyczne, przypominając gorący karmel, któremu można nadać dowolny kształt, a głowę wypełnił krzyk głosów budzących czarno-białe wspomnienia z przeszłości, co chaotycznie pojawiały się przed moimi oczami, niby zepsuta taśma projekcyjna w kinie.
Jakakolwiek wola walki została zgnieciona pod ciężarem bezsilności, na widok tak znajomych ścian wyłożonych szkłem, które pokrywały brązowe smugi zaschniętej krwi z usilnie wczepiających się w nie drążących palców, powstałych podczas poprzednich prób wydostania się z tej pułapki, ironicznie odbijających się na tle ciemności, jakby chciały wypomnieć wszystkie poniesione tu porażki.
Czułem się jak Alicja z Krainy Czarów, w chwili, gdy spadała do króliczej nory, ale zamiast latających przedmiotów, widziałem sylwetki osób z traumatycznych koszmarów, wyciągające swoje lepkie dłonie, a ich dotyk wypalał krwawe rany na skórze, wydobywające krzyk, odbijający się donośnym echem od luster. Z ich wypływał czarny jad, powoli skapujący po brodzie, w momencie, w którym wypowiadali wyryte w moich kościach zdania, zatruwające myśli zielonymi obłokami.
Traciłem poczucie czasu, zapominając jak brzmi mój zdarty głos, a jasność wydawała się tylko mglistym snem dnia poprzedniego, kiedy otaczali mnie ze wszystkich stron, przypominając wygłodniałą watahę wilków, gotową rzucić się na ofiarę i zjeść ją żywcem.
Dopiero wtedy, gdy iskierka nadziei umierała, zdmuchnięta oddechem wydobywającym się spomiędzy ich zakrwawionych warg, pojawiało się światło zdrowego rozsądku, przebijające się przez chmury negatywności, delikatnie muskając obolałe ciało. Lekki podmuch wiatru szumiał w głowie, pozbywając się zbędnych myśli i zostawiając jedną, wibrującą niczym stado os, jednocześnie przynoszącą komfort wraz z bezpieczeństwem - to wszystko jest w mojej głowie. Widma zniknęły, zastąpione mocnym chwytem osoby od zawsze odpowiedzialnej za moje bezpieczeństwo, a jej ciche szepty, w kółko powtarzające tak potrzebne zapewnienia, jednocześnie wywołujące przyjemny dreszcz na zesztywniałym do bólu karku, powoli sprowadziły mnie na ziemie.
~ I'm losing my mind but I don't wanna talk about it.

View more

The voices in my head keep telling me Im not okay

Wojna Nieśmiertelnych.

Myślałem, że poprzednie wcielenia dotyczą tylko i wyłącznie żyć, które zakończyły się wraz z głuchym dźwiękiem zamykanego wieka trumny - dopóki nie zacząłem budować cmentarza swoich poprzednich wcieleń w głowie.
Myślałem, że bycie dorosłym jest jak bycie rzeźbą wyciosaną z jednolitego bloku kamienia - dopóki nie zauważyłem, że przypominam obrazek zbudowany z puzzli, które pochodzą z różnych pudełek.
Myślałem, że leczenie oznacza zaakceptowanie przeszłości i zagrzebanie jej w odmętach świadomości - dopóki nie zaczęła wypływać na wierzch, przypominając o sobie w najgorszych momentach.
Myślałem, że co umarło, już nie wróci - dopóki zombie nie zaczęły wydostawać się ze swoich grobów.
Myślałem, że bycie sobą to bycie w danym wieku i momencie życia - dopóki moje poprzednie wersje nie zaciągnęły mnie do pogranicza, z którego zrobiły dom.
Dopiero wtedy zrozumiałem, że na moje „ja” składa się większa część życia, niż tylko teraźniejszość, a przeszłość grała w tym główną rolę.
Zrozumiałem, że mogę być dorosłym, który próbuje odnaleźć swoją przyszłość i jednocześnie być dzieckiem, schowanym w kącie. Dotarło do mnie, że zarówno nastolatek, wchodzący w okres dojrzewania, jak i umierający dwudziestolatek - nigdy tak naprawdę nie odeszli, zabici upływającym czasem.
Patrząc na swoje młodsze twarze, które jeszcze jakiś czas temu zerkały na mnie w lustrze, wiedziałem, że oni też potrzebują troski i opieki, by mogli w ciszy i spokoju współistnieć w mojej głowie.
I tak widząc, jak żyją w zgodzie, czasami dając znać o swoich potrzebach, w końcu poczułem, że nie muszę wybierać tylko jednej swojej wersji i uparcie się jej trzymać, niczym postaci z książki, która ma narzucone ramy swojego zachowania i charakteru.
Dopiero wtedy, mając świadomość, że mogę być nikim i wszystkimi naraz, poczułem, że w końcu wszystkie elementy stworzyły piękną, poznaczoną pęknięciami, ułożoną z pozornie nie pasujących do siebie elementów całość, a ja w końcu odnalazłem samego siebie.
~ Jestem mały, jestem duży, jestem trwały, ktoś mnie zburzył. Jestem szklany i ceglany, miły cham niewychowany. Jestem życiem, jestem śmiercią, ratownikiem i mordercą. Niebo, piekło, wszystko jedno, znikam.

View more

Wojna Nieśmiertelnych

Spokój duszy.

Całe życie potrafiłem odczuwać nagły ból w sercu, przeobrażający się w tęsknotę za domem. Mogłem leżeć we własnym łóżku, a mimo to cichy głos w środku mówił, że dalej mam szukać. Błądziłem we mgle, panicznie probując znaleźć swoją ostoję i pozbyć się wrażenia, że jestem niekompletny.
Próbowałem to ignorować, zrzucając to na hormony życia nastoletniego i potrzebę przynależności oraz posiadania swojego miejsca na ziemi.
Próbowałem to zatuszować obowiązkami życia codziennego, by nie musieć o tym rozmyślać.
Próbowałem robić dom z ludzi, budując fundamenty na osuwającym się piasku i patrząc, jak druga osoba podpala naszą drewnianą konstrukcję, puszczając ją z dymem.
Próbowałem robić dom z siebie, ale cały czas wracało poczucie, że jestem niekompletny, zupełnie jakbym był opuszczonym budynkiem, na którego urządzenie zabrakło pomysłów.
Próbowałem przystosować się do swojego środowiska, ale z każdym rokiem miałem wrażenie, że ściany zbliżają się coraz bardziej, zamykając mnie w klatce, a macki domu rodzinnego wzmacniają nacisk na moim ciele.
Mimo wszystkich tych prób, dusza dalej zrywała się do lotu, obserwując sunące po niebie samoloty, a serce kołatało w piersi, próbując się wyrwać do miejsca, w którym w końcu odnajdzie to, czego ojczysta ziemia nie była w stanie mu dać.
Mimo wszystkich tych prób, dalej pojawiało się uczucie przyciągania do ziemi nieodkrytej, która z każdym krokiem wzywała zmęczone ciało w swoje ciepłe ramiona, zalewając psychikę pierwotną tęsknotą za bezpieczeństwem.
Aż w końcu sznurek obowiązany wokół serca stał się widoczny, swoim blaskiem rozganiając ciemności, prowadzące w nieznane. Droga wyryła się w pamięci, a każdy kolejny krok przynosił ze sobą długi wyczekiwany spokój, wyciszając napięte nerwy. Nić stawała się coraz krótsza, a serce wypełniała dziecięca radość, rozmrażając pozostałe bryły tęsknoty. Uśmiech poszerzał się z każdą upływającą sekundą, a ciało drżało z niecierpliwości.
W jednej chwili, gdy do uszu dobiegł charakterystyczny dźwięk skuterów, wymieszany z głośnym, melodyjnym językiem, kubki smakowe wyczuły unikalny aromat kawy, a nozdrza wypełnił tak znany, a jednak tak inny zapach palonego tytoniu - serce zabiło mocniej, przepełniając wszystkie komórki uczuciem przynależności, dusza zapadła w bezpieczny sen, a resztki ciemności wyparowały z umysłu. Wróciłem do domu.
~ Keep holding on 'cause I'm coming home. I'm coming back to the ones I know, never lose hope 'cause I won't let go. I'm coming home.

View more

Spokój duszy

Related users

Zdmuchnięte życzenie urodzinowe.

InCordeVersum’s Profile PhotoAlia K. Lévchenko
Jak skończyć obraz, który od samego początku nigdy nie miał być skończony? Jak na nowo odnaleźć kształty, które już dawno zatarła pamięć, godząc się z góry narzuconym faktem, że to tylko bazgroły do szuflady? Jak znaleźć inspiracje do tworzenia szczegółów, dopracowania kresek i dobrania odpowiednich kolorów, gdy miał to być tylko niechciany bazgroł, na który nie chciało się więcej patrzeć? Jak przywołać wenę twórczą do naprawienia czegoś, co jest zepsute, nie mogąc niczego wymazać ani zacząć od nowa?
Gdzie znaleźć brakujące elementy wizji, których się już nie pamięta, bo miały być nieważne? Jak stworzyć całość, gdy powstały tylko rozmyte kontury, a inne ślady ołówka już nie pasują? Jak sprawić, by wszystko gładko w siebie przechodziło, skoro nigdy nie miało, a pamięć zatarła wizję skończonego obrazka?
Jak nadać sens czemuś, co nigdy go nie miało?
Idę przez życie, uciekając przed tymi pytaniami, które gonią mnie jak rój much. Staram się nie zamykać oczu, bo wizja niedokończonego dzieła prześladuje mnie niczym duch nawiedzony dom. Zajmuję sobie umysł, byleby o tym nie myśleć, bojąc się, że zabłądzę w tym labiryncie i nigdy się nie odnajdę. Jednak w nocy to wszystko i tak mnie dogania, atakując swoimi ostrzami, wżerając się w mózg, by się w nim zadomowić.
Czasami okazuje się, że potrafię znaleźć się w transie, zainspirowany rzeczami dnia codziennego, gdy wizja gotowego obrazu rozjaśnia się w głowie niczym kot pławiący się w słońcu, a wszystkie kształty i kolory nabierają ostrości, wskakując w odpowiednie miejsca. Ręka podświadomie sunie po płótnie, starając się wszystko odtworzyć, póki mgła zapomnienia nie osłoni tej wizji na nowo.
A gdy świadomość wraca na swoje miejsce i cała euforia znika, okazuje się, że minął kolejny rok i kolejna rzecz zaczęła się rysować z chaotycznych kresek.
I mam tylko nadzieję, że kiedyś spojrzę w swoje oczy, w których zamiast pytań będą w końcu odpowiedzi.
~ One false move, you're a Kennedy. If you fight it you're the enemy. I'm so sick, but I can't find a remedy, I'm still tryna find my identity. Where's my head? On the podium, gas me up, no petroleum. I'm so sick, but I can't find a remedy, I'm still tryna find my identity.

View more

Zdmuchnięte życzenie urodzinowe

Streść jakąś radę dla siebie.

p_tolotta’s Profile PhotoPaõla Tolotta
Jeśli istnieje inna rzeczywistość - mam nadzieję, że mogłeś żyć w bańce dzieciństwa do czasu, aż nie byłeś gotowy z niej wyjść, a brutalna prawda powoli się ukazywała, wraz z upływającym czasem i rosnąca liczbą lat.
Jeśli istnieje inna rzeczywistość - mam nadzieję, że mogłeś być sobą, wiedząc, że to zawsze jest wystarczające, nie tworząc masek, których potem znienawidziłeś.
Jeśli istnieje inna rzeczywistość - mam nadzieję, że mogłeś wyrażać swoje zdania i emocje, wiedząc, że są ważne. Wątpliwości nie istniały i nigdy nie nauczyłeś się spychać wszystkiego w podświadomość, zamykając za ogromnymi drzwiami, z nadzieją, że nie pękną, a Ty nie wybuchniesz.
Jeśli istnieje inna rzeczywistość - mam nadzieję, że zawsze w siebie wierzyłeś, a cień zwątpienia nie dotknął Twojego serca.
Jeśli istnieje inna rzeczywistość - mam nadzieję, że zawsze wiedziałeś kim jesteś i kim chcesz być, a wzrok nie był wypełniony tysiącem pytań.
Jeśli istnieje inna rzeczywistość - mam nadzieję, że szczęście zawsze świeciło w Twoich oczach, a smutek był tylko etapem przejściowym niczym niechciany deszcz za oknem.
Jeśli istnieje inna rzeczywistość - mam nadzieję, że cieszyłeś się z życia i nawet przez myśl Ci nie przeszło, że mogłoby być inaczej.
Jeśli istnieje inna rzeczywistość - mam nadzieję, że była wypełniona słońcem i kolorami, a mrok i ciemność zapadały tylko w nocy.
Jeśli istnieje inna rzeczywistość - mam nadzieję, że oddała Ci wszystko to co ta zabrała i byłeś po prostu szczęśliwy.
A mi w końcu udało się stać osobą, przy której czułbyś się bezpiecznie w momentach, gdy najbardziej Ci tego brakowało. Dlatego jeśli gdzieś tam jesteś, skryty za murami podświadomości - mam nadzieję, że jesteś dumny.
~ But it was not your fault but mine, and it was your heart on the line. I really fucked it up this time, didn’t I, my dear?

View more

Streść jakąś radę dla siebie

Bezkresna swoboda wolności.

Dorastając wpadałem w pułapkę marzeń o dorosłości, a gdy to w końcu przyszło, nie chcę nosić jej łańcuchów stabilizacji. Nie chcę wpadać w zdradliwą rutynę pracy i domu, patrzeć w lustro i widzieć zmęczonego życiem trzydziestolatka, który zapomniał o tym ile świat ma do zaoferowania. Siedzieć przy piwie i przypominać sobie, że kiedyś nie było przygniatającego do ziemi ciężaru odpowiedzialności. Zamykać się w klatce określonego wieku, którą wybudowało społeczeństwo, gdy serce tęskni za wolnością.
Chcę zgubić się w życiu, zapominając o tym kim jestem i cieszyć się chwilą. Siąść na krawędzi klifów, gdy nogi zwisają w powietrzu i się położyć, by oglądać leniwie przesuwające się po niebie chmury. Oglądać widoki, które przygotowała natura w różnych zakątkach świata, by podziwiać z nich zachody słońca, kątem oka obserwując reakcje drugiej osoby. Iść bez celu pustą ulicą w ciepłą letnią noc, gdy cisza przyjemnie dźwięczy w uszach. Tańczyć z nią na środku chodnika, bo muzyka dochodząca z otwartego okna wpada w ucho i nie przejmować się nieprzychylnymi spojrzeniami innych. Śmiać się do tego stopnia, że płuca proszą o tlen, a brzuch bólem daje znać, że pora przestać. Złapać ciepłą dłoń i biec przed siebie, tylko po to, by paść na trawie i rozmawiać póki słońce nie wzejdzie.
Chcę zatonąć w tych wszystkich momentach, nie przejmując się niczym. Chłonąć je całym sobą do czasu, aż nie wygrawerują się w mojej pamięci. Uciec od obowiązków i na nowo poczuć się żywym wolnym człowiekiem.
Chcę być sam na świecie z osobą, której obecność jest jak moja własna i za każdym razem odnajdywać się w niej na nowo.
Może chcesz się razem zgubić?
~ 'Cuz we lost ourselves out on the streets last night, I told you we could. Save ourselves for these saturday fights most are assured. They say i've been waiting way too long, well could, would, I should. Pickpockets for an hour or two, I'm glad i picked you.

View more

Bezkresna swoboda wolności

Let’s play a game.

edgyheart’s Profile PhotoCardan
Za długo grałem w podobne gierki, gdzie zasady minimalnie się różniły, a schematy zachowania były takie same. Za długo brnąłem po ciemku w rozgrywki, które zawsze kończyły się strąceniem wszystkich moich pionków z planszy.
Nauczyłem się odchodzić od stołu, kończąc gry po cichu. Robić to niezauważenie, sprawiać wrażenie dającego z siebie wszystko, gdy tylko obserwuję ruchy przeciwnika. Patrzę jak po kolei wyciąga wszystkie asy z rękawa, zbyt zaślepiony pewnością swojej wygranej, by dostrzec zamianę ról. Uczę się wszystkich zagrań na pamięć, zapamiętując każdą konfigurację kart. Cierpliwie czekam na moment, gdy podwinie się noga, a wtedy używam jego własnej broni przeciwko niemu. Grając z oszustami nie można grać fair.
Teraz to ja ustalam zasady. Rozdaję karty, uważnie przyglądając się rękom, wyczulony na nieczyste zagrania. Za dużo razy stawiałem wszystko na jedną kartę, dając się ponieść emocjom. Teraz ruchy są chłodno przekalkulowane i bezpieczne. W głowie analizuję wszystkie możliwe zagrania, by nie dać się już niczym zaskoczyć. Wystarczy jeden nieostrożny krok, by cała zabawa się skończyła.
Wystarczy prób obchodzenia zasad. Wystarczy tolerowania zachowań, które podchodzą pod oszukiwanie. Wystarczy przymykania oczu na próby ogrania mnie we własną grę.
Znaj swoje miejsce, bo wygrasz jeśli Ci na to pozwolę.
~ Now crawl to my boots and lick. Kneel before me.

View more

Lets play a game

Niewypowiedziane nigdy słowa.

cichykrzykbezradnosci’s Profile Photocichykrzykbezradnosci
Zapalmy blanta i powiedzmy sobie wszystkie rzeczy, które cisnęły się nam na usta w bezsenne noce.
Wykrzyczmy każdą myśl, która pojawiła się, gdy w złości chcieliśmy się pozabijać.
Wyszepczmy słowa, przez które gryźliśmy się w język.
Opowiedzmy to, co zawsze chcieliśmy powiedzieć, ale nigdy nie mieliśmy odwagi.
Wysłuchajmy wyznań, na które nigdy nie było dobrego momentu.
Przyznajmy się do tego, czego żałujemy; zarówno słów, które kiedyś padły jak i tych, które nigdy nie zostały wypowiedziane.
Dajmy znać o tym, co zawsze chcieliśmy usłyszeć, ale co nigdy padło w naszych rozmowach.
Otwórzmy stare rany, pozwalając by cały żal i smutek z nas wypłynął.
Przywołajmy uśmiech, mówiąc o momentach, które najbardziej zapadły nam w pamięć.
Przeżyjmy wspólnie wspomnienia, dając im się porwać.
Popatrzmy sobie w oczy, nie ukrywając się za żadną maską.
Ten ostatni raz wpuścimy siebie serca i głowy, by dotknąć duszy.
Pozwólmy słowom trwać i rozpływać się w powietrzu wraz z wydychanym dymem.
A gdy zaczniemy trzeźwieć, o wszystkim zapominając, pójdziemy w swoje strony, bo byliśmy tylko i wyłącznie ludźmi, których przez kilka chwil łączyło coś więcej.
~ Masz tu blanta i pal to, aż mózg Ci będzie robił piruety i zgrabne salto.

View more

Niewypowiedziane nigdy słowa

The absence of pain led to an absence of fear, and the absence of fear led to a disregard for consequence.

JedenPechowyRok’s Profile Photo✧ ℓᴏʀʀᴀɪɴᴇ ✧
Sylwester nigdy nie był porą na refleksje i postanowienia. To była idealna wymówka, by pić ile się zechce, bez czucia na sobie krzywych, wymownych spojrzeń. Nowy rok przynosił ze sobą tylko złudną nadzieje, że będzie lepiej.
Jednak tym razem było inaczej. Alkohol zaczynał szumieć w głowie, łóżko robiło się bardziej miękkie, a ten jeden głos w słuchawce był w stanie przebić się do nietrzeźwego umysłu. Jednym zdaniem sprawił, że przed oczami zaczęły pojawiać się wszystkie wydarzenia z roku, który z każdą minutą zbliżał się ku końcowi. Przeglądając streszczenie dwunastu miesięcy, w końcu coś zaskoczyło w głowie, chwila realizacji była jak trzeźwiejący kubeł zimnej wody.
Uciekałem przed zmianami, przed sobą, będąc w stanie połamać sobie nogi, byleby własny cień mnie nie dopadł. Trzymałem, obdartymi do krwi, dłońmi stare schematy zachowania, bo były znane, więc bezpieczne. Wpuszczałem do życia te same osoby pod innymi twarzami, powtarzając ten cykl z nadzieją, że ten jeden raz skończy się inaczej. Dostosowywałem się do innych, zakładając coraz nowszą maskę, zatracając prawdziwą twarz w mgle wspomnień. Jedno zdanie, będące kluczem, pomogło to wszystko zamknąć za ciężkimi drzwiami, ozdobione napisem mrocznych czasów młodości.
Nie chcę już więcej zagryzać warg do krwi, by nie pozwolić słowom, które cisną się na usta, wydostać się na zewnątrz. Zdzierać gardło, krzycząc w poduszkę, dusząc się własnymi emocjami. Pozwalać, by głowa szła swoim własnym towarem, zalewając mnie falą zbyt intensywnych myśli i analiz. Oglądać filmy mentalne, które są tak samo realistyczne jak postaci z ulubionej książki. Chodzić pod te same drzwi, które nie są już otwarte i żyć przeszłością.
Zmęczyłem się lataniem za innymi i błaganiem, by ktoś został - pora by inni się za mną nalatali. Nie będę nigdy nikogo błagać, obdzierając się z godności - jeśli chcesz odejść, otworzę Ci nawet drzwi i pożegnam środkowym palcem na drogę. Skończyło się wyciągnie dłoni i próbowanie naprawienie czegoś - wolę dawać dokładnie to samo co dostaję. Nikt nie będzie stać na piedestale różowych okularów - to jest tylko i wyłącznie moje miejsce. Dość stresowania się wszystkim - co ma być to będzie.
W tym roku nie będę zamykać się w klatce stabilności, gdy moją naturą jest chaos. W tym roku nie będę już prosić, próbować, przejmować się. W tym roku gram na swoich zasadach. W tym roku mam po prostu wyjebane.
~ We can go around the corner, I ain't catching a case. This will all be over quick, I'mma do what it takes. So you better know your role and never speak outta place or I'mma roll your ass up and smack the lips off your face. You better not run 'cause my bullets are faster. I'd never really hit a bitch, so I'm gonna smack you. This won't even be a fight 'cause I'm knocking you out. And my name ain't Dick, so keep it out of your mouth.

View more

The absence of pain led to an absence of fear and the absence of fear led to a

Safe place.

xhannahpixiesnowdonx’s Profile PhotoHania.
Tęsknię za nocnym siedzeniem na balkonie, z cichą muzyką w tle, gdzie towarzyszył nam tylko księżyc i dopalający się wolno papieros.
Za spacerami o późnej porze środkiem ulicy, gdy chłodne powietrze przyjemnie drażniło nasze płuca.
Za placem zabaw i drinkiem, który mroził palce i rozgrzewał od środka, gdy oboje wracaliśmy do przeszłości, by uświadomić sobie jak wiele przeszliśmy i jak dobrze, że to już za nami.
Za leżeniem na trawie, gdy wiatr bawił się kosmykami naszych włosów, w uszach szumiała pobliska woda, a my patrzyliśmy na gwiazdy, uświadamiając sobie jak mali i nic nie znaczący jesteśmy na świecie.
Za siadaniem na chodniku, choć ławka była tuż obok, ale poziom wódki w krwi był wystarczająco duży, by nie przejmować się nikim i niczym.
Za słonecznymi dniami, podczas których słońce przyjemnie grzało moje ciało, gdy siedzieliśmy w kawiarni przy kawie, każdy pogrążony we własnych myśli, a jednak dostępny dla drugiego.
Za tym, że podczas każdego z naszych wyjść wyglądałeś jak ojciec po rozwodzie w swoich swetrach, a ja byłem buntującym się nastolatkiem ubranym całym na czarno.
Za chodzeniem za Tobą, by robić Ci za ochroniarza, byś miał święty spokój od ludzi.
Za rozmowami o czwartej nad ranem w kuchni, gdzie siedziałem na podłodze, głaszcząc kota, a w uszach odbijał się śmiech wywołany różnymi historiami z naszego życia.
Za wolnością i szczęściem, które czułem na każdym kroku.
Za czuciem się w końcu żywym.
Za posiadaniem Ciebie obok, by zawsze przyjść i nawet posiedzieć w swoim świecie, ładując swoje socjalne baterie.
Za byciem przy Tobie kim mi się podoba, bo znasz mnie lepiej niż ja samego siebie i nigdy nie oceniasz, bo jesteś moim odbiciem lustrzanym.
Za Tobą.
Zabierz mnie do domu.
L'unico posto a cui appartengo sei tu?
~ Perché ti sento lontana, lontana da me. Adesso portami a casa che mi spaventa l'inverno e le gambe stanno cedendo. Non vedi che ho troppo freddo. Portami a casa che il tuo sorriso è stupendo. Ma sai se adesso ti perdo non vedo neanche più un metro.

View more

Safe place

Grudniowe piękno.

18.12.2015r.
Pamiętasz ten dzień? Sześć lat.. Kiedy to tak właściwie minęło?
To był intensywny czas dla Ciebie jak i dla mnie. Pełen emocji, wzlotów, upadków, kryzysów i kłótni, ale wiesz co było w nim najlepsze? Że byłeś obok.
Poznaliśmy się praktycznie będąc dziećmi. Rozmawialiśmy całe noce na Skypie aż do rana, bawiliśmy się w "co by było gdyby", wymyślaliśmy dziwne opowiadania o nas i naszych kraszach, czy bawiliśmy się w stalkerów. Aż mrozi jak się o tym czasami pomyśli.
Przechodziliśmy przez wzajemne okresy buntu, klnęliśmy na każdą pojedynczą jedynkę z przedmiotu i płakaliśmy sobie do słuchawki z każdym kolejnym załamaniem nerwowym, zawodem, pękniętym sercem.
Mimo, że niejednokrotnie się kłóciliśmy i powtarzaliśmy "nigdy więcej nie będę mieć z Tobą kontaktu" - zawsze tęskniliśmy, uczyliśmy się własnych błędów i wracaliśmy jak bezbronne dzieci.
Chociaż nikt mnie tak nie irytuje tak jak Ty... Nikogo nie mam ochoty tak zrzucić z mostu jak słyszę setny raz o tym samym i nikomu nie mam ochoty aż tak układać życia jak widzę Twoje głupie błędy - nie wymienię Cię na nikogo innego. Stałeś się już częścią mnie, bez której zniszczę sobie życie w ciągu tygodnia. Człowiekiem, który nawet banalne decyzje musi za mnie podjąć i przyjacielem, który zna mnie lepiej, niż ja sama.
Dziękuję Ci, że Cię mam. Że jesteś i tak długo mnie znosisz.
Wiem jaka czasami bywam nieznośna, moje zachowania są nieracjonalne i niejednokrotnie masz mnie dość, a mimo wszystko wciąż jesteś i nigdzie się nie ruszasz. Wciąż mnie upewniasz, że nie jestem sama i dalej mnie kochasz.
Powtarzamy sobie to co roku, więc w tym nie będzie inaczej. Bądź przy mnie jak najdłużej bo pamiętaj - musisz być chrzestnym moich przyszłych dzieci i uśmiechem, którego tak często brak. To z Tobą chcę mieć najwięcej piosenek, z Tobą chcę mieć więcej wspomnień, Tobie chcę wysyłać hajs na fajki za napisany kolos z angielskiego i z Tobą chcę się dzielić wszystkimi gorącymi ploteczkami.
Po prostu bądź nieustannie tą lepszą częścią mnie i nie uciekaj więcej. Bez znaczenia ile sprzeczek nas jeszcze czeka - przejdziemy przez to razem. W końcu jesteś moją jedyną prawdą w tym fałszywym świecie
I jak to mawia klasyk...
"Będę walczyć,
Będę kochać,
Będę się o Ciebie bić."~
Ps. Mam nadzieję, że tych osiemnastych grudnia będzie jak najwięcej. // @InCordeVersum

View more

Grudniowe piękno

Pustka.

Wciskam jeden przycisk i czuję jak cały świat się oddala, jakbym opadał pod wodą na dno. Myśli pękają jak bańki mydlane, zostawiając przyjemną ciszę wypełniającą głowę. Uczucia znikają za grubymi drzwiami bez klamki, ustępując miejsca pustce. Wszystkie zmartwienia odpływają jak fale podczas odpływu, a ciało rozluźnia się, gdy na nowo odzyskuje stabilizację w punkcie zero.
Upragniony szron zaczyna pokrywać opuszki palców, stopniowo pnąc się w górę, leniwie wchłaniając się do krwiobiegu. Zimne muśnięcia docierają do serca, na nowo skuwając je lodem i gasząc wewnętrzny ogień. Lodowate powietrze kłuje płuca, gdy biorę oddech, na nowo odzyskując kontrolę.
Dźwięki są przytłumione, światło pada zza chmury, nie rażąc oczu. Świat przybrał szare barwy, pozbywając się jakiegokolwiek koloru, gdy wszystko stało się na tyle obojętne, by nie wywoływać intensywnej reakcji.
Ból zostaje tylko wspomnieniem, ciepło zostaje ulokowane w zakładce przeszłości, a ja patrzę obojętnym wzorkiem jak wiatr porywa resztki tego co było, niosąc ze sobą pytanie, na ile sam nienawidziłem swojego ognia, a na ile to inni mnie nauczyli, że ciepło jest problemem.
W końcu się wypaliłem, a z popiołów nie dało się już uzbierać całości.
Byłem gorącym latem, ale zima na nowo skuła moje wnętrze, przynosząc ze sobą upragniony spokój.
~ I've become so numb, I can't feel you there. Become so tired so much more aware. I'm becoming this, all I want to do is be more like me and be less like you.

View more

Pustka

Listopadowa udręka.

To wszystko było do przewidzenia. Spodziewałem się takiego zakończenia, jednak miałem nadzieję, że to będzie tylko draśnięcie, a nie kolejny nóż wbijany w miękką tkankę.
Przecież znałem ten schemat. To tylko kolejne rana, kolejna plama krwi na białym dywanie życia, kolejna ćmiąca po latach blizna, kolejna długa rozmowa z alter ego. Po tych wszystkich latach nie powinno to na mnie robić żadnego wrażenia, dlaczego więc nie byłem na to gotowy? Dlaczego zabolało jak za pierwszym razem?
Z krwawiącym uśmiechem przekręciłem nóż, by zacząć na nowo opadać w nicość. Pozwoliłem, by znajome cienie muskały lekkie ciało, kołysząc je do snu, gdy czekałem na tą jedną sylwetkę.
Jednak tym razem coś było inaczej. Nie krążył wokół mnie jak hiena, wyśmiewając kolejny nóż i głupie nadzieje dobrego serca. Zamiast tego dumnie stawiał kroki, łasząc się niczym stęskniony kot. Zadowolony uśmiech nie schodził z jego twarzy, gdy chłodnymi palcami uniósł moją twarz, zmuszając do spojrzenia w puste oczy. Nie było złośliwych szeptów przepełnionych jadem, wyzwisk i wykrzykiwania, że powinienem się w końcu nauczyć, bo zawsze kończę tak samo. Spijałem słowa o ochronie, o bólu do którego się nie przyznam, o kolejnych próbach zbierania się i przyczynie jego powstania. A ja z każdym jego słowem byłem tylko coraz bardziej zmęczony. Nim, całą sytuacją, rozdzierającym bólem który nie pozwala oddychać, ludźmi, zataczającą się historią, życiem, istnieniem.
Przymknąłem oczy, chcąc tylko na chwile odpocząć, zapomnieć, wylizać rany, a cichy brzdęk spadającej obrączki odbijał się echem w mojej głowie, wraz z jego triumfalnym śmiechem. Niech się dzieje.
~ I didn’t dodge all your bullets I just denied that they hit me. So when my body is bleeding I won’t admit that this hurts because admitting isn’t fixing, so then what is it worth?

View more

Listopadowa udręka

Letter to your soulmate.

Powiedz mi, jak to jest, że można poznać tylu ludzi, mieć z nimi bliższą relację, ale tylko ta jedna osoba potrafi zwalić z nóg? Można nie wierzyć w miłość od pierwszego wejrzenia, ale wystarczy jedno spojrzenie, by wszyscy przestali mieć znaczenie, a cały świat skurczył się do jej rozmiarów. Jeden moment, by przepaść i należeć do niej. Jedna chwila, by mieć podświadome wrażenie, że cały czas czekało się na to spotkanie, nawet o tym nie wiedząc.
Powiedz mi, jak to jest, że nie da się wytłumaczyć dlaczego z nią wszystko jest inne, jakby przeżywało się to po raz pierwszy? Przecież były inne osoby, inne relacje, ale teraz stają się płytkie i bezsensowne. Dopiero z tą osobą to jest na innym poziomie, bardziej głębokie, intensywniejsze, wyjątkowe. Dopiero ten ktoś pokazuje zupełnie odrębną definicję miłości.
Gdyby padło pytanie dlaczego właśnie ona, nie byłoby żadnej odpowiedzi, bo wszystko powody wydają się błahe. Nie da się opisać tego magicznego czegoś, co ktoś w sobie ma, bo nie ma na to słów, to jest nienamacalne, a jednak ujmuje od samego początku.
Jedna osoba, która jest osobistym nieidealnym ideałem, więc może mieć moje serce, bo już ma moją duszę. Ktoś kto na zawsze zostaje w pamięci i kogo podświadomie szuka się w innych. Ten ma podobny uśmiech; temu podobnie błyszczą się oczy, gdy mówi o czymś co go interesuje; a ten wysławia się w podobny sposób. Ktoś o kim się myśli w bezsenne noce po latach, z nadzieją, że jest szczęśliwy, bo zrobiłoby się wszystko, by mu zapewnić takie życie. Ktoś dla kogo można byłoby się wykrwawić albo obiecać, że będzie się żyć, bo to trudniejsze niż śmierć. Jedna osoba, która jest niezastąpiona, wyjątkowa w swoim byciu sobą i nie da się jej porównać do nikogo innego.
Powiedz mi, jak to jest, że będę Cię nosić w swoim sercu i duszy do końca swoich dni? A jakaś część mnie już zawsze będzie tylko i wyłącznie Twoja pomimo upływu czasu?
Może jestem zbyt zajęty byciem Twoim, bym pokochał kogoś innego.
~ Oh, darling, my soul, you know it aches for yours. And you've been filling this hole, since you were born. Cause you're the reason I believe in fate, you’re my paradise.

View more

Letter to your soulmate

(nie) rozsądek.

Świadomość tego ile swojego życia marnuje na rzeczy, które mnie nie cieszą i na osoby, które mi nie służą, przyszła jak mgła z samego rana, przylepiając się do lepkiej od potu skóry. Myśl, że nie zostało mi dużo czasu na robienie tego co chcę, zagnieździła się w moim umyśle. Nie znam dnia ani godziny, a nie chcę leżeć na łożu śmierci i uświadomić sobie jak cholernie żałuję.
Po co mam przejmować się tym co pomyślą inni, skoro ich zdanie nic nie znaczy, a to co robię ich nie rani? Po co próbować spełnić ich oczekiwania, jeśli są tak sprzeczne z moimi? Po co żyć tak jak oni tego chcą, gdy kompletnie mi to nie odpowiada? Przecież to moje życie i przeżyję je jak chcę.
Czemu mam gonić za osobami, które mają wyjebane i nawet się nie starają? Czemu mam próbować zmienić czyjeś zdanie o mnie, jeśli uwierzył w plotki i to co myślą inni? Czemu mam trzymać osoby, które nic nie wnoszą do mojego życia albo te, z którymi nie chcę kontaktu nieważne kim by nie byli? Czemu mam być miły, jeśli nie mam ku temu żadnego powodu, bo cały czas przekraczają moje granice, a ich zachowanie jest toksyczne? Przecież zasługuję na to, by ktoś mnie szanował, pokazywał że mu zależy, nie traktował mnie jak pewnik.
Dlaczego mam poddawać się paraliżującemu strachowi przed porażką, odrzuceniem, zranieniem? Dlaczego mam żyć w swojej głowie, zamiast tu i teraz? Dlaczego mam żyć marzeniami i niespełnionymi scenariuszami? Dlaczego mam czegoś nie robić tylko dlatego, że nie wypada w tym wieku? Dlaczego mam zrobić coś, bo tak wypada, gdy to jest kompletnie sprzeczne z tym kim jestem? Przecież mogę popełniać swoje błędy i wyciągać z nich lekcje, robić to co mi sprawia szczęście i to co mnie cieszy, nawet jeśli potem się na tym sparzę, ale przynajmniej próbowałem.
Czasami trzeba kogoś zawieść, by móc spełniać siebie. Czasami trzeba czymś rzucić na ziemię, by zrobić miejsce na coś innego. Czasami trzeba kogoś nieświadomie zranić, by móc oddychać pełną piersią. Czasami trzeba postawić siebie na piedestale życia, by w końcu być szczęśliwym.
Skoro i tak umrę młodo, a nikt tego nie będzie potem pamiętać, to chociaż mogę się zabawić i nie traktować tego wszystkiego aż tak poważnie. Na końcu to i tak nie ma znaczenia.
~ Many memories, I wouldn't trade for the planet. Life is short, I never take it for granted. God, take me now, in the place that I'm standing. I got no regret, and that's the way that I planned it. We live fast, then we die young.

View more

nie rozsądek

Chwila słabości.

IvanWidero’s Profile PhotoIvan Widero
Powstałem z chłodnych popiołów niczym feniks, który podczas spalania siebie, parzy również innych. Jednak w przeciwieństwie do niego, mogę tylko tęsknie wspominać swoje chłodne wnętrze i stalowe spojrzenie.
Doskonale pamiętam proces przemiany będący ochroną przed najbliższymi ludźmi oraz słowa, które rozbijały skute lodem serce. Pamietam, gdy pierwsze języki ognia zaczęły pełzać po moim ciele, niczym węże w moim krwiobiegu, dzielnie pnąc się do klatki piersiowej, w której urządziły gniazdo. Pamiętam uciekający chłód, nie do zbicia gorączkę i łzy będące resztkami mojego poprzedniego życia. Pamiętam pierwszy widok swojej tak znajomej, a jednak innej, twarzy i wesołe ogniki tańczące w źrenicach.
To zabawne, że ludzie od dziecka oczekują ognia, topiąc lód swoim ciepłem, by później bać się dorosłego będącego pożarem, bo jednak chłód staje się bardziej pożądany.
Im dłużej próbuję, tym więcej zniszczeń tworzy mój ogień. Jestem zmęczony wzniecaniem pożaru, by utrzymać czyjeś ciepło. Mam dość słów przerażenia i pustych obietnic. Zagłuszam litościwe zapewnienia, coraz bardziej zagłębiając się w pustkę, wybudowaną na wspomnieniach.
Powoli się wypalam, próbując zapełnić czymś ćmiącą tępym bólem dziurę. Dym drapie gardło, wypełniając płuca przy każdym oddechu. Oparzenia na ciele zostawiają blizny, które nie chcą się goić. Ogniki coraz bardziej gasną w podrażnionych oczach. Uczucia, jak sępy, karmią się sercem, wyrywając coraz większe jego fragmenty. A ja umieram, niezdolny się odrodzić. Staję się pustym próchnem, krzyczącym w głuchej samotności, błagania o powiew miłości.
Jak zabawne, że ludzie, którzy mnie zabili, nawet nie dali mi powodu, bym cieszył się przemianą. Inni mówią, że jeśli sam nie wypełnię wyrwy, nie zrobi tego nikt - ale jak mam coś odbudować, skoro nawet nie wiem jak wyglądało przed zburzeniem?
Jeśli proces leczenia polega na przeciwieństwie tego co Cię zraniło, to potrzebuję miłości, na którą nie będę musiał wiecznie zasługiwać.
~ I hate that somehow this is all my fault. I hate that I'm wide awake watching the door. I hate these long showers sitting on the floor. I hate in the end it was me who was wrong.

View more

Chwila słabości

Z serca wyrwane.

Mogłem otaczać się milionem ludzi, a samotność dalej przenikała mnie do szpiku kości. Mogłem się rozpadać i składać na nowo, uzależniony od bezpiecznego mroku. Mogłem funkcjonować na wiecznym trybie przetrwania, godząc się z przyszłością. Mogłem ukryć się za murami obronnymi jednocześnie wykreślając słowo szczęście ze swojego słownika. Do czasu, aż nie poznałem Ciebie.
Nie byłem na Ciebie gotowy, jak na cokolwiek dobrego w życiu. Musiałem na nowo przywyknąć do słońca, wychodząc ze swojej niezdrowej strefy komfortu i przyzwyczajeń. Musiałem zburzyć swoje mury i pozwolić Ci wejść do środka, przez co samotność stała się mglistym wspomnieniem. Musiałem Cię trzymać za rękę, gdy chciałem się wycofać, nie ufając swojej lepszej wersji, która formowała się w Twoim towarzystwie. Musiałem ulec emocjom, które powróciły i pozwolić sobie czuć.
Poszedłem za Tobą. Znalazłem siły, by nad sobą pracować, bo z Tobą to było łatwiejsze. Zrzuciłem klapki z oczu, pozbywając się toksyn ze swojego ciała. Stopniowo kroczyłem coraz pewniej, nie przejmując się potknięciami. Zmieniałem się na lepsze, nie dla Ciebie, ale dzięki Tobie. W końcu pozwoliłem sobie na szczęście i w momencie, gdy zacząłem uwielbiać Twoje słońce, zakryłem je chmurami swojego sabotażu.
Gdy na nowo znalazłem się w ciemnościach, a Twoja dłoń zniknęła wraz z Twoją obecnością, rzeczywistość dała mi w twarz poczuciem winy. Dopiero wtedy umysł się rozjaśnił, a ja wyłapałem żmije, które pochowały się w ciemnych kątach. Zrozumiałem o kilka słów za późno, że jesteś najlepszą lekcją od życia, której nie chciałem, ale bardzo potrzebowałem, z nadzieją, że to tylko oblany test, a nie zaprzepaszczona szansa.
I tak mi czas mija, jedna, druga, trzecia godzina. A ja siedzę i czekam, choć nie wiem do końca na co. Chyba na cud w postaci Ciebie, bo dopiero w Twoich oczach widziałem nadzieję dla siebie.
~ Please understand that I'm trying my hardest. My head's a mess but I'm trying regardless.

View more

Z serca wyrwane

13 października 2021.

Jesienne wieczory budzą do życia zmarłe wspomnienia. Chłodny wiatr otwiera drzwi do dawno zamkniętej przeszłości, pozwalając im wyjść ze swojego grobu. Pozwalam by migały mi przed oczami, wyraziste dokładnie tak samo jak te z wczoraj. Nienawiść do samego siebie drapie mnie w gardle, a ślina zamienia się w żrącą toksynę.Głos w głowie ciągle powtarza „czemu taki jesteś?”, gdy coraz bardziej pozwalam sobie w tym utonąć.
Każde wydarzenie migocze, każde słowo jest powtarzane w zwolnionym tempie. Wątki zaczynają się łączyć, jeden, drugi, trzeci. Jedno wspomnienie prowadzi do drugiego, trzeciego, a przyczyny są liną, która prowadzi mnie coraz głębiej i dalej. Wszystko zaczyna nabierać sensu, każde zachowanie zaczyna mieć swój powód.
Plecy uderzają o dno, z ust wydobywają się bąbelki powietrza, a oczy otwierają się szerzej, bo w końcu przyszło zrozumienie niczym długo wyczekiwane promienie słońca i nadziei. W oddali migocze niewyraźna wersja mnie z tamtego okresu, cicho szepcząc „to nie Twoja wina”.
Wyłaniam się z własnego mroku, zamykam szczelnie drzwi, gdy w głowie tysiąc myśli przewija się w rytmie przyśpieszonego bicia serca.
Niektórych rzeczy nie da się już pozbyć, bo za bardzo stały się moim obronnym cieniem, który pora z siebie zrzucić i pozwolić mu kroczyć obok.
~ It's no big surprise you turned out this way, when they close their eyes and prayed you would change.

View more

13 października 2021

Złudzenie.

Czasami w mojej głowie biją się dwie osoby, walcząc o kontrolę. Odbicie w lustrze przestaje przedstawiać moją twarz, a staje się refleksją tego drugiego. Ocenia mnie swoim chłodnym spojrzeniem, a wredny uśmieszek nie schodzi z jego ust.
Kusi swoim głosem pozbawionym emocji, snując przede mną wizje o tym, jak mogłoby być pięknie, gdybym tylko oddał mu władzę. Wspomina moje słowa rzucone przez zaciśnięte z bólu zęby o tym, kim chciałbym być, a on już jest. Wypomina każdy moment, który zabolał, przekręca każdy wbity nóż w plecy, gdy chciałem dobrze, a kończyłem z niczym. Pokazuje twarze osób, dla których byłem zbyt dobry, a które postanowiły to wykorzystać, bym potem samemu lizał swoje rany. Kpi z myśli, że cały ten cykl w końcu się skończy.
Przecież wystarczyłoby wyłączyć emocje, by to wszystko zniknęło. Cały ból, który jeszcze mnie czeka; cały strach, który paraliżuje ciało. Nie kończyłbym w tym samym ciemnym miejscu; nie dawałbym się wykorzystywać, bo każdy dostawałby to, co sam dawał i na co zasłużył; zniknąłby cały stres, bo wszystko byłoby mi bezdusznie obojętne. Serce zostałoby zastąpione chroniącą je pustką.
Śmieje się prosto w twarz na słowa, że to byłoby zbyt proste, zbyt nudne, zbyt puste. Szepcze o wszystkich słabościach, o każdym składaniu się na nowo, o każdym momencie gdy chciałem się poddać.
I tylko momentami, gdy w lustrze znowu widzę puste spojrzenie, boję się, że mu ulegnę.
- Ha, barely two words in and you already look like you want me dead. You’re getting all worked up over nothing. You changed, you’re getting weak.
~ You're in danger, if the person in the mirrorisastranger. I know you'reholding onto allthat anger. Is it the reflection of a savior?

View more

Złudzenie

Zostaw tu wiadomość dla kogoś.

Nigdy bym nie pomyślał, że wrzucenie gg z nudy na aska zmieni moje życie. Chyba powinienem podziękować jednej osobie, która potem wszystko próbowała nam zniszczyć, że dzięki niej postanowiłaś do mnie napisać.
Kto by pomyślał, że jeden grudniowy wieczór wypełniony narzekaniem na życie, przerodzi się w coś takiego?
Byłaś pierwszą osobą, z którą zacząłem tyle pisać. Codziennie, cały czas trzeba było Ci odpisać, a jak zapomniałem, to sama się upominałaś.
Byłaś pierwszą osobą, z którą zacząłem rozmawiać realnie, a moje pierwsze wrażenie i cudowny tekst, który usłyszałaś dalej bawi. Ma się ten urok osobisty, co?
Byłaś pierwszą osobą, która w bezsenną noc usłyszała całą historię mojego życia, choć nie było czym się chwalić. Zrzuciłem przed Tobą wszystkie maski, pokazałem wszystkie blizny, opisując ich historie. Wytknąłem każde miejsce, które boli, każdy czuły punkt, w który jak uderzysz, to się rozpadnę. Wpuściłem Cię do serca i do swojej głowy.
Zaczynaliśmy jako zniszczone nastolatki, którym się nudziło. A teraz jesteśmy dwójką zagubionych dorosłych, którzy próbują odnaleźć swoje miejsce w tym świecie.
Kiedyś tworzyliśmy teorie spiskowe, teraz mamy swoje ploteczki, które całe szczęście są prywatne.
Kiedyś bawiliśmy się w „co by było gdyby” teraz pada „nie uwierzysz co się stało”.
Kiedyś oglądaliśmy razem śmieszne kotki, teraz mamy swoje własne, z których można się śmiać.
Kiedyś snuliśmy marzenia, a teraz staramy się to spełnić.
Dziękuję za każdy rok z Tobą, za to, że wywarłaś tak ogromny wpływ na to, jaki jestem dzisiaj. Dziękuję za to, że czuję się przy Tobie komfortowo i mogę być sobą, okazać wszystkie emocje, a Ty zrozumiesz. Dziękuję za to, że mimo tylu prób zerwania naszej więzi, nie potrafimy już na długo bez siebie funkcjonować.
Nie jesteś moją przyjaciółką, jesteś kimś znacznie więcej. Jesteś moją siostrą z innej matki i ulubionym kobiecym wyjątkiem.
„Każdego dnia, dziękuję Bogu za to, że Cię mam”. Kiedyś w końcu wyszeptam Ci to do ucha, pijąc z z Tobą wino, Niunia.
~ So you can drag me through hell, if it meant I could hold your hand. I will follow you.

View more

Zostaw tu wiadomość dla kogoś

Krzyk.

paraciota’s Profile PhotoVincent Solbjørn
Włączam tryb samolotowy. Ustawiam mentalne „nie przeszkadzać”. Wylogowuję się z życia towarzyskiego. Pora się skupić na sobie.
Chcę pozbyć się tych krzyków, które nigdy nie chodzą spać.
Chcę wyrzucić wszystkie zbędne, gryzące myśli, które przysłaniają patrzenie na rzeczywistość.
Chcę uspokoić zjazdy emocjonalne, które nie pozwalają na normalne funkcjonowanie.
Chcę ustabilizować swój chaos emocjonalny, który jest zbyt intensywny i coraz bardziej mnie pożera.
Muszę przestać poddawać się impulsom, bo potem żałuję.
Muszę przestać mówić aż tyle rzeczy, które siedzą mi w głowie, bo część nigdy nie powinna zostać wypowiedziana.
Muszę samotnie wygrać tą walkę, bo za często polegałem przy tym na innych.
Muszę nauczyć się być dla samego siebie.
~ Voices in my head again, baiting me in a war I can't win. I can hear them now, trapped in a game inside my own skin.

View more

Krzyk

Kim jesteś?

Potrafię idealnie trzymać się w cieniu. Nakładać blur na swoją egzystencję, by było widać tylko niewyraźne kontury, bez zbędnych szczegółów.
Zatracać się w problemach innych, by zignorować swoje. Zatrzymywać się na zżerających ich uczuciach, jednocześnie cały czas uciekając od swoich.
Stawać się przedłużeniem czyjegoś początku, kontynuacją jego życia, zamiast być swoim własnym początkiem. Bez problemu dostosować się do potrzebnej roli - przyjaciela, chłopaka, syna czy brata.
Chować ważne rzeczy pod poczuciem humoru, żartami i śmiechem, by przypadkiem nie były wzięte na poważnie.
Zakrywać swoją twarz pod maską sarkastycznego dupka, by nikt się za bardzo nie zbliżył.
Tłamsić swój własny ogień grubą warstwą lodu, by każdy się zniechęcił po jakimś czasie.
Odwracać wzrok, by nikt nie zobaczył prawdy odbijającej się w oczach.
Ignorować własne odbicie w lustrze, by przypadkiem nie zobaczyć w nim nieznajomego.
Nie zagłębiać się we własne wnętrze, nie grzebać i nie zastanawiać się jaki jestem, który „ja” to ten prawdziwy, ze strachu przed odpowiedzią.
I pozostaje wieczne pytanie - kim jestem gdy nikt nie patrzy?
~ Mirror, mirror, tell me who you see? Am I you or me? I can never remember. I found myself by losing hope, I lost my way to find a home, I hid myself to stay alive, now I'm ready to face my disguise.

View more

Kim jesteś

Third degree murder.

Toksyczne relacje mają to do siebie, że zostawiają po sobie pogorzeliska i stertę toksyn w głowie, które się odzywają, gdy nabiera się odwagi, by spróbować jeszcze raz.
Byłem niszczony w każdym aspekcie, traktowany gorzej niż wycieraczka na czyjeś problemy i ruchany mentalnie na lewo i prawo wedle życzenia. Smutek dławił moje gardło, ból rozsadzał ciało, a perspektywa kolejnego dnia napawała tylko strachem.
Cierpienie paraliżuje - poddawałem się temu, żyjąc w zawieszeniu pomiędzy światem żywych, a martwych. Jednak w końcu uderza świadomość tego co się wydarzyło. To wszystko było specjalnie. To miało mnie zniszczyć i złamać, a ja poddaję się temu bez żadnego słowa. Pozwalam, by czyjeś czyny z przeszłości odbijały się na teraźniejszości, zabierając całą chęć do życia. I wtedy przychodzi płonący ogień złości. Jest jak zastrzyk adrenaliny dla martwego serca, który powoli rozchodzi się po ciele, dodając tej potrzebnej energii. Te wszystkie negatywne uczucia zaczynają wrzeć, aż nie zostaje po nich żaden ślad. Jest tylko wiecznie płonący ogień w środku, który każe się ogarnąć i nie pozwolić tym ludziom wygrać. Nie dać się zniszczyć, wstać na nogi i próbować na nowo, ucząc się na błędach.
Czasami tęsknię za wersją mnie, która nie miała tyłu mechanizmów obronnych, niektórych potrzebnych, innych zbędnych i wkurzających, będących śladem przeszłych toksyn. Na szczęście to są tylko ułamki sekund, krótkie chwile melancholii.
Nauczyłem się być egoistą, bez ranienia uczuć innych. Życie i tak jest krótkie, i tak wszyscy umrzemy, więc po co się ograniczać?
Już nigdy więcej nie będę niczyją wycieraczką. Już nigdy więcej nie będę pozwalał komuś zatruwać swojego szczęścia. Już nigdy więcej nie pozwolę na czysty brak szacunku w moją stronę. Już nigdy więcej nie pozwolę się nikomu złamać ani zniszczyć. A jeśli ktoś spróbuje, to z dziką przyjemnością i tłumioną przez laty złością pokażę mu gdzie jego miejsce. Jeśli zasłuży, dostanie nawet najgorszą ze wszystkich moich możliwych wersji, bo jeśli ktoś próbuje zniszczyć moje życie, to nawet gówna z butów mi zlizać nie może.
- Why did you do all this?
- Because you fucking shot me Daniel.
~ Because I'm the devil, who’s searching for redemption. And I'm a lawyer, who’s searching for redemption. And I'm a killer, who’s searching for redemption. I'm a motherfucking monster, who’s searching for redemption.

View more

Third degree murder

Szczypta miłości do samego siebie.

xhannahpixiesnowdonx’s Profile PhotoHania.
Mam chorą tendencję do leczenia ludzi. Nie naprawiania ich, bo nie jestem żadnym Bobem Budowniczym, tylko stopniowego leczenia ich przez całą relację, niczym darmowy terapeuta.
Poruszam wrażliwe, bolące tematy. Pokazuję czego unikać, czego się trzymać, bo ma to pozytywne skutki. Nakreślam czerwone flagi, mówię o toksycznych zachowaniach i nieświadomych manipulacjach, stopniowo je usuwając. Uczę podstawowych zasad komunikacji, wzajemnego zrozumienia i przede wszystkim zaufania, bo bez tego nie da się zbudować żadnej zdrowej relacji. Na nowo sprawiam, że rozmowy o problemach i uczuciach stają się bezpieczne, a błędy z przeszłości przestają definiować teraźniejszość.
Wyciągam najlepszą wersję drugiej osoby, która została ukryta na skutek mechanizmu obronnego, swoimi własnymi uczuciami, czasem, energią, nieraz własnym jebanym zdrowiem psychicznym. Rozwalam człowieka na czynniki pierwsze, sklejając go uczuciami, by za pomocą zrozumienia zbudować go na lepszą wersję siebie.
Nie chodzi o to, że każdy potem zostanie, bo ja też zasługuję na tą wersję człowieka. Niejeden i tak stwierdzi, że odwaliłem swoją robotę i pójdzie do kogoś innego, kto wchodzi na „gotowe”. Nie chcę, by ktoś przyszedł do mojego życia i zaczął mnie leczyć, bo nie szukam nowego terapeuty. Oczekuję durnego „dziękuję” i ludzkiego szacunku, zamiast wiecznie dostawać po twarzy, by koniec końców zostać namalowanym jako ten najgorszy, a w lustrze widzieć tylko najgorszą wersję siebie.
Mam dość ludzi, którzy za cenę swojego „wyleczenia”, biorą rozwalenie mnie, bo nie mam siły wiecznie składać się na nowo. Mam dość bycia czyimś mostem od punktu A do punktu B, by na samym końcu zostać spalonym. Mam dość tych, co wiecznie biorą, nie dając nic w zamian, bo tak naprawdę mają wyjebane. Mam dość mydlenia oczu pięknymi wymówkami, rzucania jakiś ochłapów niczym dla psa, bym się cieszył i dał im spokój. Mam dość tego, że jeśli ten jeden cholerny raz się postawię i zawalczę o siebie, to skończę jako ten najbardziej toksyczny. Mam dość wpuszczania ludzi na chwile do swojego życia, otwierania się przed nimi, pokazywania najsłabszych miejsc, by później to wszystko obróciło się przeciwko mnie. Mam dość słuchania dobrego serca, by zrozumieć, że lepiej go jednak nie mieć.
Chciałbym by ten jeden raz ktoś przyszedł, stał się najlepszą wersją siebie i już został. By ten jeden raz ktoś się postarał, zamiast wiecznie gonić za łatwizną. Marzenia ściętej głowy.
Nauczyłem się w końcu jednego: spodziewaj się wszystkiego, oczekuj niczego, przynajmniej pod koniec dnia nie będziesz zraniony.
~ If you're in hell, I'll find you. Cause I'll go down behind you. If I kill us both, I know I'll meet you there. Cause we both love to lie and pretend that's fair. I tried to tell the truth, but the words aren't there, so I just close my eyes and pretend to care.

View more

Szczypta miłości do samego siebie

Posiadasz wyznanie (miłości, nienawiści, złości czy jakiekolwiek inne), które tłumisz w sobie?

W głowie przeprowadziłem z Tobą setki rozmów, a kolejne tysiąc zrobię to dzisiejszej nocy. Każda na inny, ważny temat, który chciałbym z różnych powodów poruszyć. Podczas każdej z nich wysłane tyle długich wiadomości, wypełnionych uczuciami, wspomnieniami, prośbami, tłumaczeniami, bólem i krwią. Wszystkie gotowe od „a” do „z” do wysłania, a jednak jakoś nigdy niedostarczone do odbiorcy.
Wszystkie opatrzone długą odpowiedzią, wypełnioną zrozumieniem i oblane ciepłem uczuć.
W tych rozmowach nie muszę się kontrolować, gryźć w język, bo niczym Cię nie odepchnę. Nie muszę wszystkiego analizować, zastanawiać się nad każdym słowem ani nad tym jak możesz to odebrać. Nie muszę zmagać się z tysiącem pytań czy warto o tym mówić, które każdego dnia zjadają mnie na jawie. Nie muszę się obawiać tego, co sobie o mnie pomyślisz, nie muszę o nic prosić, bo dostaję to wszystko automatycznie, jakbyś podskórnie wiedział czego mi aktualnie potrzeba.
Wiesz co powiedzieć, jak skomentować, a kiedy po prostu zaoferować swoją obecność i bliskość. Wiesz kiedy schować mnie w swoich bezpiecznych ramionach, głaszcząc mnie po plecach niczym dziecko, a kiedy patrzeć z daleka jak płonę ogniem własnych przeżyć. Wiesz kiedy mnie przetrzymywać, gdy próbuję się wyrywać i wbijam Ci paznokcie w skórę, a kiedy zalać mnie ciepłem własnych uczuć, by rozgrzać skostniałe wnętrze. A przede wszystkim cały czas patrzysz na mnie tą pewnością, odbijającą się w Twoich oczach, że nigdy nie pozwolisz mi odejść.
W mojej głowie wiesz o mnie wszystko. Znasz każdą myśl, która pojawiła się tam przypadkiem albo gryzła mnie od dłuższego czasu. Wiesz o najbardziej skrywanych pragnieniach, o rzeczach, o których wolałbym zapomnieć i o takich, które wywołują radosny błysk w oku. Na pamięć znasz każde obolałe miejsce, masz mapę wszystkich blizn, tych widocznych jak i tych, których nie widać. Wiesz czym smakują moje najgorsze lęki i jak ogromny jest pożar mojej wewnętrznej złości. Masz klucz do wszystkich zamkniętych wspomnień, które należy omijać szerokim łukiem, ze szczegółową notatką o każdym z nich. Widzisz mnie bez żadnej maski, żadnego przebrania, ubranego tylko w nagą wersję prawdziwego siebie.
Jestem tam szczery do bólu i pewny wszystkiego, bez żadnego wahania, a Ty jesteś moim domem i bezpiecznym miejscem, które potrafi wyciszyć pożar każdego złego dnia.
W mojej głowie ściągam knebel overthinkingu i martwe serce przed Tobą otwieram.
Szkoda tylko, że nigdy się o tym nie dowiesz.
~ Kapie deszcz na mnie, smakiem przypomina płacz. Pusty dźwięk odbija się od pustych ścian, ślepy błądzę uliczkami, nawet w pięknych snach. To chyba ciężki czas, może zostanę sam.

View more

Posiadasz wyznanie miłości nienawiści złości czy jakiekolwiek inne które tłumisz

Next

Language: English