Ask @Imprecate:

Listopadowa udręka.

jedenasciesekund’s Profile PhotoIvar Weying
To wszystko było do przewidzenia. Spodziewałem się takiego zakończenia, jednak miałem nadzieję, że to będzie tylko draśnięcie, a nie kolejny nóż wbijany w miękką tkankę.
Przecież znałem ten schemat. To tylko kolejne rana, kolejna plama krwi na białym dywanie życia, kolejna ćmiąca po latach blizna, kolejna długa rozmowa z alter ego. Po tych wszystkich latach nie powinno to na mnie robić żadnego wrażenia, dlaczego więc nie byłem na to gotowy? Dlaczego zabolało jak za pierwszym razem?
Z krwawiącym uśmiechem przekręciłem nóż, by zacząć na nowo opadać w nicość. Pozwoliłem, by znajome cienie muskały lekkie ciało, kołysząc je do snu, gdy czekałem na tą jedną sylwetkę.
Jednak tym razem coś było inaczej. Nie krążył wokół mnie jak hiena, wyśmiewając kolejny nóż i głupie nadzieje dobrego serca. Zamiast tego dumnie stawiał kroki, łasząc się niczym stęskniony kot. Zadowolony uśmiech nie schodził z jego twarzy, gdy chłodnymi palcami uniósł moją twarz, zmuszając do spojrzenia w puste oczy. Nie było złośliwych szeptów przepełnionych jadem, wyzwisk i wykrzykiwania, że powinienem się w końcu nauczyć, bo zawsze kończę tak samo. Spijałem słowa o ochronie, o bólu do którego się nie przyznam, o kolejnych próbach zbierania się i przyczynie jego powstania. A ja z każdym jego słowem byłem tylko coraz bardziej zmęczony. Nim, całą sytuacją, rozdzierającym bólem który nie pozwala oddychać, ludźmi, zataczającą się historią, życiem, istnieniem.
Przymknąłem oczy, chcąc tylko na chwile odpocząć, zapomnieć, wylizać rany, a cichy brzdęk spadającej obrączki odbijał się echem w mojej głowie, wraz z jego triumfalnym śmiechem. Niech się dzieje.
~ I didn’t dodge all your bullets I just denied that they hit me. So when my body is bleeding I won’t admit that this hurts because admitting isn’t fixing, so then what is it worth?

View more

Listopadowa udręka

Letter to your soulmate.

Powiedz mi, jak to jest, że można poznać tylu ludzi, mieć z nimi bliższą relację, ale tylko ta jedna osoba potrafi zwalić z nóg? Można nie wierzyć w miłość od pierwszego wejrzenia, ale wystarczy jedno spojrzenie, by wszyscy przestali mieć znaczenie, a cały świat skurczył się do jej rozmiarów. Jeden moment, by przepaść i należeć do niej. Jedna chwila, by mieć podświadome wrażenie, że cały czas czekało się na to spotkanie, nawet o tym nie wiedząc.
Powiedz mi, jak to jest, że nie da się wytłumaczyć dlaczego z nią wszystko jest inne, jakby przeżywało się to po raz pierwszy? Przecież były inne osoby, inne relacje, ale teraz stają się płytkie i bezsensowne. Dopiero z tą osobą to jest na innym poziomie, bardziej głębokie, intensywniejsze, wyjątkowe. Dopiero ten ktoś pokazuje zupełnie odrębną definicję miłości.
Gdyby padło pytanie dlaczego właśnie ona, nie byłoby żadnej odpowiedzi, bo wszystko powody wydają się błahe. Nie da się opisać tego magicznego czegoś, co ktoś w sobie ma, bo nie ma na to słów, to jest nienamacalne, a jednak ujmuje od samego początku.
Jedna osoba, która jest osobistym nieidealnym ideałem, więc może mieć moje serce, bo już ma moją duszę. Ktoś kto na zawsze zostaje w pamięci i kogo podświadomie szuka się w innych. Ten ma podobny uśmiech; temu podobnie błyszczą się oczy, gdy mówi o czymś co go interesuje; a ten wysławia się w podobny sposób. Ktoś o kim się myśli w bezsenne noce po latach, z nadzieją, że jest szczęśliwy, bo zrobiłoby się wszystko, by mu zapewnić takie życie. Ktoś dla kogo można byłoby się wykrwawić albo obiecać, że będzie się żyć, bo to trudniejsze niż śmierć. Jedna osoba, która jest niezastąpiona, wyjątkowa w swoim byciu sobą i nie da się jej porównać do nikogo innego.
Powiedz mi, jak to jest, że będę Cię nosić w swoim sercu i duszy do końca swoich dni? A jakaś część mnie już zawsze będzie tylko i wyłącznie Twoja pomimo upływu czasu?
Może jestem zbyt zajęty byciem Twoim, bym pokochał kogoś innego.
~ Oh, darling, my soul, you know it aches for yours. And you've been filling this hole, since you were born. Cause you're the reason I believe in fate, you’re my paradise.

View more

Letter to your soulmate

(nie) rozsądek.

Świadomość tego ile swojego życia marnuje na rzeczy, które mnie nie cieszą i na osoby, które mi nie służą, przyszła jak mgła z samego rana, przylepiając się do lepkiej od potu skóry. Myśl, że nie zostało mi dużo czasu na robienie tego co chcę, zagnieździła się w moim umyśle. Nie znam dnia ani godziny, a nie chcę leżeć na łożu śmierci i uświadomić sobie jak cholernie żałuję.
Po co mam przejmować się tym co pomyślą inni, skoro ich zdanie nic nie znaczy, a to co robię ich nie rani? Po co próbować spełnić ich oczekiwania, jeśli są tak sprzeczne z moimi? Po co żyć tak jak oni tego chcą, gdy kompletnie mi to nie odpowiada? Przecież to moje życie i przeżyję je jak chcę.
Czemu mam gonić za osobami, które mają wyjebane i nawet się nie starają? Czemu mam próbować zmienić czyjeś zdanie o mnie, jeśli uwierzył w plotki i to co myślą inni? Czemu mam trzymać osoby, które nic nie wnoszą do mojego życia albo te, z którymi nie chcę kontaktu nieważne kim by nie byli? Czemu mam być miły, jeśli nie mam ku temu żadnego powodu, bo cały czas przekraczają moje granice, a ich zachowanie jest toksyczne? Przecież zasługuję na to, by ktoś mnie szanował, pokazywał że mu zależy, nie traktował mnie jak pewnik.
Dlaczego mam poddawać się paraliżującemu strachowi przed porażką, odrzuceniem, zranieniem? Dlaczego mam żyć w swojej głowie, zamiast tu i teraz? Dlaczego mam żyć marzeniami i niespełnionymi scenariuszami? Dlaczego mam czegoś nie robić tylko dlatego, że nie wypada w tym wieku? Dlaczego mam zrobić coś, bo tak wypada, gdy to jest kompletnie sprzeczne z tym kim jestem? Przecież mogę popełniać swoje błędy i wyciągać z nich lekcje, robić to co mi sprawia szczęście i to co mnie cieszy, nawet jeśli potem się na tym sparzę, ale przynajmniej próbowałem.
Czasami trzeba kogoś zawieść, by móc spełniać siebie. Czasami trzeba czymś rzucić na ziemię, by zrobić miejsce na coś innego. Czasami trzeba kogoś nieświadomie zranić, by móc oddychać pełną piersią. Czasami trzeba postawić siebie na piedestale życia, by w końcu być szczęśliwym.
Skoro i tak umrę młodo, a nikt tego nie będzie potem pamiętać, to chociaż mogę się zabawić i nie traktować tego wszystkiego aż tak poważnie. Na końcu to i tak nie ma znaczenia.
~ Many memories, I wouldn't trade for the planet. Life is short, I never take it for granted. God, take me now, in the place that I'm standing. I got no regret, and that's the way that I planned it. We live fast, then we die young.

View more

nie rozsądek

Related users

Chwila słabości.

Powstałem z chłodnych popiołów niczym feniks, który podczas spalania siebie, parzy również innych. Jednak w przeciwieństwie do niego, mogę tylko tęsknie wspominać swoje chłodne wnętrze i stalowe spojrzenie.
Doskonale pamiętam proces przemiany będący ochroną przed najbliższymi ludźmi oraz słowa, które rozbijały skute lodem serce. Pamietam, gdy pierwsze języki ognia zaczęły pełzać po moim ciele, niczym węże w moim krwiobiegu, dzielnie pnąc się do klatki piersiowej, w której urządziły gniazdo. Pamiętam uciekający chłód, nie do zbicia gorączkę i łzy będące resztkami mojego poprzedniego życia. Pamiętam pierwszy widok swojej tak znajomej, a jednak innej, twarzy i wesołe ogniki tańczące w źrenicach.
To zabawne, że ludzie od dziecka oczekują ognia, topiąc lód swoim ciepłem, by później bać się dorosłego będącego pożarem, bo jednak chłód staje się bardziej pożądany.
Im dłużej próbuję, tym więcej zniszczeń tworzy mój ogień. Jestem zmęczony wzniecaniem pożaru, by utrzymać czyjeś ciepło. Mam dość słów przerażenia i pustych obietnic. Zagłuszam litościwe zapewnienia, coraz bardziej zagłębiając się w pustkę, wybudowaną na wspomnieniach.
Powoli się wypalam, próbując zapełnić czymś ćmiącą tępym bólem dziurę. Dym drapie gardło, wypełniając płuca przy każdym oddechu. Oparzenia na ciele zostawiają blizny, które nie chcą się goić. Ogniki coraz bardziej gasną w podrażnionych oczach. Uczucia, jak sępy, karmią się sercem, wyrywając coraz większe jego fragmenty. A ja umieram, niezdolny się odrodzić. Staję się pustym próchnem, krzyczącym w głuchej samotności, błagania o powiew miłości.
Jak zabawne, że ludzie, którzy mnie zabili, nawet nie dali mi powodu, bym cieszył się przemianą. Inni mówią, że jeśli sam nie wypełnię wyrwy, nie zrobi tego nikt - ale jak mam coś odbudować, skoro nawet nie wiem jak wyglądało przed zburzeniem?
Jeśli proces leczenia polega na przeciwieństwie tego co Cię zraniło, to potrzebuję miłości, na którą nie będę musiał wiecznie zasługiwać.
~ I hate that somehow this is all my fault. I hate that I'm wide awake watching the door. I hate these long showers sitting on the floor. I hate in the end it was me who was wrong.

View more

Chwila słabości

Z serca wyrwane.

Mogłem otaczać się milionem ludzi, a samotność dalej przenikała mnie do szpiku kości. Mogłem się rozpadać i składać na nowo, uzależniony od bezpiecznego mroku. Mogłem funkcjonować na wiecznym trybie przetrwania, godząc się z przyszłością. Mogłem ukryć się za murami obronnymi jednocześnie wykreślając słowo szczęście ze swojego słownika. Do czasu, aż nie poznałem Ciebie.
Nie byłem na Ciebie gotowy, jak na cokolwiek dobrego w życiu. Musiałem na nowo przywyknąć do słońca, wychodząc ze swojej niezdrowej strefy komfortu i przyzwyczajeń. Musiałem zburzyć swoje mury i pozwolić Ci wejść do środka, przez co samotność stała się mglistym wspomnieniem. Musiałem Cię trzymać za rękę, gdy chciałem się wycofać, nie ufając swojej lepszej wersji, która formowała się w Twoim towarzystwie. Musiałem ulec emocjom, które powróciły i pozwolić sobie czuć.
Poszedłem za Tobą. Znalazłem siły, by nad sobą pracować, bo z Tobą to było łatwiejsze. Zrzuciłem klapki z oczu, pozbywając się toksyn ze swojego ciała. Stopniowo kroczyłem coraz pewniej, nie przejmując się potknięciami. Zmieniałem się na lepsze, nie dla Ciebie, ale dzięki Tobie. W końcu pozwoliłem sobie na szczęście i w momencie, gdy zacząłem uwielbiać Twoje słońce, zakryłem je chmurami swojego sabotażu.
Gdy na nowo znalazłem się w ciemnościach, a Twoja dłoń zniknęła wraz z Twoją obecnością, rzeczywistość dała mi w twarz poczuciem winy. Dopiero wtedy umysł się rozjaśnił, a ja wyłapałem żmije, które pochowały się w ciemnych kątach. Zrozumiałem o kilka słów za późno, że jesteś najlepszą lekcją od życia, której nie chciałem, ale bardzo potrzebowałem, z nadzieją, że to tylko oblany test, a nie zaprzepaszczona szansa.
I tak mi czas mija, jedna, druga, trzecia godzina. A ja siedzę i czekam, choć nie wiem do końca na co. Chyba na cud w postaci Ciebie, bo dopiero w Twoich oczach widziałem nadzieję dla siebie.
~ Please understand that I'm trying my hardest. My head's a mess but I'm trying regardless.

View more

Z serca wyrwane

13 października 2021.

krzykaniolow’s Profile PhotoLeila Wood
Jesienne wieczory budzą do życia zmarłe wspomnienia. Chłodny wiatr otwiera drzwi do dawno zamkniętej przeszłości, pozwalając im wyjść ze swojego grobu. Pozwalam by migały mi przed oczami, wyraziste dokładnie tak samo jak te z wczoraj. Nienawiść do samego siebie drapie mnie w gardle, a ślina zamienia się w żrącą toksynę.Głos w głowie ciągle powtarza „czemu taki jesteś?”, gdy coraz bardziej pozwalam sobie w tym utonąć.
Każde wydarzenie migocze, każde słowo jest powtarzane w zwolnionym tempie. Wątki zaczynają się łączyć, jeden, drugi, trzeci. Jedno wspomnienie prowadzi do drugiego, trzeciego, a przyczyny są liną, która prowadzi mnie coraz głębiej i dalej. Wszystko zaczyna nabierać sensu, każde zachowanie zaczyna mieć swój powód.
Plecy uderzają o dno, z ust wydobywają się bąbelki powietrza, a oczy otwierają się szerzej, bo w końcu przyszło zrozumienie niczym długo wyczekiwane promienie słońca i nadziei. W oddali migocze niewyraźna wersja mnie z tamtego okresu, cicho szepcząc „to nie Twoja wina”.
Wyłaniam się z własnego mroku, zamykam szczelnie drzwi, gdy w głowie tysiąc myśli przewija się w rytmie przyśpieszonego bicia serca.
Niektórych rzeczy nie da się już pozbyć, bo za bardzo stały się moim obronnym cieniem, który pora z siebie zrzucić i pozwolić mu kroczyć obok.
~ It's no big surprise you turned out this way, when they close their eyes and prayed you would change.

View more

13 października 2021

Złudzenie.

krzykaniolow’s Profile PhotoLeila Wood
Czasami w mojej głowie biją się dwie osoby, walcząc o kontrolę. Odbicie w lustrze przestaje przedstawiać moją twarz, a staje się refleksją tego drugiego. Ocenia mnie swoim chłodnym spojrzeniem, a wredny uśmieszek nie schodzi z jego ust.
Kusi swoim głosem pozbawionym emocji, snując przede mną wizje o tym, jak mogłoby być pięknie, gdybym tylko oddał mu władzę. Wspomina moje słowa rzucone przez zaciśnięte z bólu zęby o tym, kim chciałbym być, a on już jest. Wypomina każdy moment, który zabolał, przekręca każdy wbity nóż w plecy, gdy chciałem dobrze, a kończyłem z niczym. Pokazuje twarze osób, dla których byłem zbyt dobry, a które postanowiły to wykorzystać, bym potem samemu lizał swoje rany. Kpi z myśli, że cały ten cykl w końcu się skończy.
Przecież wystarczyłoby wyłączyć emocje, by to wszystko zniknęło. Cały ból, który jeszcze mnie czeka; cały strach, który paraliżuje ciało. Nie kończyłbym w tym samym ciemnym miejscu; nie dawałbym się wykorzystywać, bo każdy dostawałby to, co sam dawał i na co zasłużył; zniknąłby cały stres, bo wszystko byłoby mi bezdusznie obojętne. Serce zostałoby zastąpione chroniącą je pustką.
Śmieje się prosto w twarz na słowa, że to byłoby zbyt proste, zbyt nudne, zbyt puste. Szepcze o wszystkich słabościach, o każdym składaniu się na nowo, o każdym momencie gdy chciałem się poddać.
I tylko momentami, gdy w lustrze znowu widzę puste spojrzenie, boję się, że mu ulegnę.
- Ha, barely two words in and you already look like you want me dead. You’re getting all worked up over nothing. You changed, you’re getting weak.
~ You're in danger, if the person in the mirrorisastranger. I know you'reholding onto allthat anger. Is it the reflection of a savior?

View more

Złudzenie

About Love.

cichykrzykbezradnosci’s Profile PhotoCichykrzykbezradności
Od dziecka wpajano nam, że prawdziwa miłość wygląda jak ta z bajek. Potem gdy podrośliśmy, zaczęliśmy szukać miłości wyciągniętej z książek, seriali czy filmów. Jakby na miłość był tylko jeden przepis, a każdy inny był tym złym.
Miłość to nie muszą być same słodkie słówka, to może być prowadzenie ze sobą rozmów tak, że inni się zastanawiają czy to filtr, czy próbujecie się zabić.
To nie muszą być miłe rozmowy, to może być wyzywanie siebie z cieniem uśmiechu na twarzy i nutką rozbawiania w głosie.
To nie muszą być rozmowy przez cały czas, od dnia do nocy, to może być opowiadanie całego dnia wieczorem.
To nie musi być spędzanie całego czasu razem, to może być siedzenie w swojej przestrzeni obok siebie.
To nie musi być okazywanie publicznie, że jest się razem, to mogą być wymieniane uśmiechy i przelotne spojrzenia.
To nie musi być trzymanie się za ręce czy siadanie sobie na kolanach, to może być stanie koło siebie i przelotne muśnięcia opuszkami palców.
To nie muszą być drogie randki, to może być siedzenie na kanapie i zajadanie się najtańszymi mrożonkami.
To nie musi być ktoś podobny, to może być zupełne przeciwieństwo.
To nie musi być pokazywanie wszystkim, czemu jest się razem, to może być zastanawianie się jakim cudem wy jesteście ze sobą.
Dopóki można być sobą, czuje się bezpiecznie i wie się, że druga osoba nas kocha - to tyle wystarczy.
To, że czyjaś miłość wygląda inaczej, nie oznacza, że jej tam nie ma.
~ I burned the world for you and I. If I could do it again would it be alright? Or am I living a sin just being by your side?

View more

About Love

Zostaw tu wiadomość dla kogoś.

Nigdy bym nie pomyślał, że wrzucenie gg z nudy na aska zmieni moje życie. Chyba powinienem podziękować jednej osobie, która potem wszystko próbowała nam zniszczyć, że dzięki niej postanowiłaś do mnie napisać.
Kto by pomyślał, że jeden grudniowy wieczór wypełniony narzekaniem na życie, przerodzi się w coś takiego?
Byłaś pierwszą osobą, z którą zacząłem tyle pisać. Codziennie, cały czas trzeba było Ci odpisać, a jak zapomniałem, to sama się upominałaś.
Byłaś pierwszą osobą, z którą zacząłem rozmawiać realnie, a moje pierwsze wrażenie i cudowny tekst, który usłyszałaś dalej bawi. Ma się ten urok osobisty, co?
Byłaś pierwszą osobą, która w bezsenną noc usłyszała całą historię mojego życia, choć nie było czym się chwalić. Zrzuciłem przed Tobą wszystkie maski, pokazałem wszystkie blizny, opisując ich historie. Wytknąłem każde miejsce, które boli, każdy czuły punkt, w który jak uderzysz, to się rozpadnę. Wpuściłem Cię do serca i do swojej głowy.
Zaczynaliśmy jako zniszczone nastolatki, którym się nudziło. A teraz jesteśmy dwójką zagubionych dorosłych, którzy próbują odnaleźć swoje miejsce w tym świecie.
Kiedyś tworzyliśmy teorie spiskowe, teraz mamy swoje ploteczki, które całe szczęście są prywatne.
Kiedyś bawiliśmy się w „co by było gdyby” teraz pada „nie uwierzysz co się stało”.
Kiedyś oglądaliśmy razem śmieszne kotki, teraz mamy swoje własne, z których można się śmiać.
Kiedyś snuliśmy marzenia, a teraz staramy się to spełnić.
Dziękuję za każdy rok z Tobą, za to, że wywarłaś tak ogromny wpływ na to, jaki jestem dzisiaj. Dziękuję za to, że czuję się przy Tobie komfortowo i mogę być sobą, okazać wszystkie emocje, a Ty zrozumiesz. Dziękuję za to, że mimo tylu prób zerwania naszej więzi, nie potrafimy już na długo bez siebie funkcjonować.
Nie jesteś moją przyjaciółką, jesteś kimś znacznie więcej. Jesteś moją siostrą z innej matki i ulubionym kobiecym wyjątkiem.
„Każdego dnia, dziękuję Bogu za to, że Cię mam”. Kiedyś w końcu wyszeptam Ci to do ucha, pijąc z z Tobą wino, Niunia.
~ So you can drag me through hell, if it meant I could hold your hand. I will follow you.

View more

Zostaw tu wiadomość dla kogoś

Krzyk.

paraciota’s Profile PhotoVincent Solbjørn
Włączam tryb samolotowy. Ustawiam mentalne „nie przeszkadzać”. Wylogowuję się z życia towarzyskiego. Pora się skupić na sobie.
Chcę pozbyć się tych krzyków, które nigdy nie chodzą spać.
Chcę wyrzucić wszystkie zbędne, gryzące myśli, które przysłaniają patrzenie na rzeczywistość.
Chcę uspokoić zjazdy emocjonalne, które nie pozwalają na normalne funkcjonowanie.
Chcę ustabilizować swój chaos emocjonalny, który jest zbyt intensywny i coraz bardziej mnie pożera.
Muszę przestać poddawać się impulsom, bo potem żałuję.
Muszę przestać mówić aż tyle rzeczy, które siedzą mi w głowie, bo część nigdy nie powinna zostać wypowiedziana.
Muszę samotnie wygrać tą walkę, bo za często polegałem przy tym na innych.
Muszę nauczyć się być dla samego siebie.
~ Voices in my head again, baiting me in a war I can't win. I can hear them now, trapped in a game inside my own skin.

View more

Krzyk

Kim jesteś?

Potrafię idealnie trzymać się w cieniu. Nakładać blur na swoją egzystencję, by było widać tylko niewyraźne kontury, bez zbędnych szczegółów.
Zatracać się w problemach innych, by zignorować swoje. Zatrzymywać się na zżerających ich uczuciach, jednocześnie cały czas uciekając od swoich.
Stawać się przedłużeniem czyjegoś początku, kontynuacją jego życia, zamiast być swoim własnym początkiem. Bez problemu dostosować się do potrzebnej roli - przyjaciela, chłopaka, syna czy brata.
Chować ważne rzeczy pod poczuciem humoru, żartami i śmiechem, by przypadkiem nie były wzięte na poważnie.
Zakrywać swoją twarz pod maską sarkastycznego dupka, by nikt się za bardzo nie zbliżył.
Tłamsić swój własny ogień grubą warstwą lodu, by każdy się zniechęcił po jakimś czasie.
Odwracać wzrok, by nikt nie zobaczył prawdy odbijającej się w oczach.
Ignorować własne odbicie w lustrze, by przypadkiem nie zobaczyć w nim nieznajomego.
Nie zagłębiać się we własne wnętrze, nie grzebać i nie zastanawiać się jaki jestem, który „ja” to ten prawdziwy, ze strachu przed odpowiedzią.
I pozostaje wieczne pytanie - kim jestem gdy nikt nie patrzy?
~ Mirror, mirror, tell me who you see? Am I you or me? I can never remember. I found myself by losing hope, I lost my way to find a home, I hid myself to stay alive, now I'm ready to face my disguise.

View more

Kim jesteś

Third degree murder.

Toksyczne relacje mają to do siebie, że zostawiają po sobie pogorzeliska i stertę toksyn w głowie, które się odzywają, gdy nabiera się odwagi, by spróbować jeszcze raz.
Byłem niszczony w każdym aspekcie, traktowany gorzej niż wycieraczka na czyjeś problemy i ruchany mentalnie na lewo i prawo wedle życzenia. Smutek dławił moje gardło, ból rozsadzał ciało, a perspektywa kolejnego dnia napawała tylko strachem.
Cierpienie paraliżuje - poddawałem się temu, żyjąc w zawieszeniu pomiędzy światem żywych, a martwych. Jednak w końcu uderza świadomość tego co się wydarzyło. To wszystko było specjalnie. To miało mnie zniszczyć i złamać, a ja poddaję się temu bez żadnego słowa. Pozwalam, by czyjeś czyny z przeszłości odbijały się na teraźniejszości, zabierając całą chęć do życia. I wtedy przychodzi płonący ogień złości. Jest jak zastrzyk adrenaliny dla martwego serca, który powoli rozchodzi się po ciele, dodając tej potrzebnej energii. Te wszystkie negatywne uczucia zaczynają wrzeć, aż nie zostaje po nich żaden ślad. Jest tylko wiecznie płonący ogień w środku, który każe się ogarnąć i nie pozwolić tym ludziom wygrać. Nie dać się zniszczyć, wstać na nogi i próbować na nowo, ucząc się na błędach.
Czasami tęsknię za wersją mnie, która nie miała tyłu mechanizmów obronnych, niektórych potrzebnych, innych zbędnych i wkurzających, będących śladem przeszłych toksyn. Na szczęście to są tylko ułamki sekund, krótkie chwile melancholii.
Nauczyłem się być egoistą, bez ranienia uczuć innych. Życie i tak jest krótkie, i tak wszyscy umrzemy, więc po co się ograniczać?
Już nigdy więcej nie będę niczyją wycieraczką. Już nigdy więcej nie będę pozwalał komuś zatruwać swojego szczęścia. Już nigdy więcej nie pozwolę na czysty brak szacunku w moją stronę. Już nigdy więcej nie pozwolę się nikomu złamać ani zniszczyć. A jeśli ktoś spróbuje, to z dziką przyjemnością i tłumioną przez laty złością pokażę mu gdzie jego miejsce. Jeśli zasłuży, dostanie nawet najgorszą ze wszystkich moich możliwych wersji, bo jeśli ktoś próbuje zniszczyć moje życie, to nawet gówna z butów mi zlizać nie może.
- Why did you do all this?
- Because you fucking shot me Daniel.
~ Because I'm the devil, who’s searching for redemption. And I'm a lawyer, who’s searching for redemption. And I'm a killer, who’s searching for redemption. I'm a motherfucking monster, who’s searching for redemption.

View more

Third degree murder

Szczypta miłości do samego siebie.

Mam chorą tendencję do leczenia ludzi. Nie naprawiania ich, bo nie jestem żadnym Bobem Budowniczym, tylko stopniowego leczenia ich przez całą relację, niczym darmowy terapeuta.
Poruszam wrażliwe, bolące tematy. Pokazuję czego unikać, czego się trzymać, bo ma to pozytywne skutki. Nakreślam czerwone flagi, mówię o toksycznych zachowaniach i nieświadomych manipulacjach, stopniowo je usuwając. Uczę podstawowych zasad komunikacji, wzajemnego zrozumienia i przede wszystkim zaufania, bo bez tego nie da się zbudować żadnej zdrowej relacji. Na nowo sprawiam, że rozmowy o problemach i uczuciach stają się bezpieczne, a błędy z przeszłości przestają definiować teraźniejszość.
Wyciągam najlepszą wersję drugiej osoby, która została ukryta na skutek mechanizmu obronnego, swoimi własnymi uczuciami, czasem, energią, nieraz własnym jebanym zdrowiem psychicznym. Rozwalam człowieka na czynniki pierwsze, sklejając go uczuciami, by za pomocą zrozumienia zbudować go na lepszą wersję siebie.
Nie chodzi o to, że każdy potem zostanie, bo ja też zasługuję na tą wersję człowieka. Niejeden i tak stwierdzi, że odwaliłem swoją robotę i pójdzie do kogoś innego, kto wchodzi na „gotowe”. Nie chcę, by ktoś przyszedł do mojego życia i zaczął mnie leczyć, bo nie szukam nowego terapeuty. Oczekuję durnego „dziękuję” i ludzkiego szacunku, zamiast wiecznie dostawać po twarzy, by koniec końców zostać namalowanym jako ten najgorszy, a w lustrze widzieć tylko najgorszą wersję siebie.
Mam dość ludzi, którzy za cenę swojego „wyleczenia”, biorą rozwalenie mnie, bo nie mam siły wiecznie składać się na nowo. Mam dość bycia czyimś mostem od punktu A do punktu B, by na samym końcu zostać spalonym. Mam dość tych, co wiecznie biorą, nie dając nic w zamian, bo tak naprawdę mają wyjebane. Mam dość mydlenia oczu pięknymi wymówkami, rzucania jakiś ochłapów niczym dla psa, bym się cieszył i dał im spokój. Mam dość tego, że jeśli ten jeden cholerny raz się postawię i zawalczę o siebie, to skończę jako ten najbardziej toksyczny. Mam dość wpuszczania ludzi na chwile do swojego życia, otwierania się przed nimi, pokazywania najsłabszych miejsc, by później to wszystko obróciło się przeciwko mnie. Mam dość słuchania dobrego serca, by zrozumieć, że lepiej go jednak nie mieć.
Chciałbym by ten jeden raz ktoś przyszedł, stał się najlepszą wersją siebie i już został. By ten jeden raz ktoś się postarał, zamiast wiecznie gonić za łatwizną. Marzenia ściętej głowy.
Nauczyłem się w końcu jednego: spodziewaj się wszystkiego, oczekuj niczego, przynajmniej pod koniec dnia nie będziesz zraniony.
~ If you're in hell, I'll find you. Cause I'll go down behind you. If I kill us both, I know I'll meet you there. Cause we both love to lie and pretend that's fair. I tried to tell the truth, but the words aren't there, so I just close my eyes and pretend to care.

View more

Szczypta miłości do samego siebie

Posiadasz wyznanie (miłości, nienawiści, złości czy jakiekolwiek inne), które tłumisz w sobie?

W głowie przeprowadziłem z Tobą setki rozmów, a kolejne tysiąc zrobię to dzisiejszej nocy. Każda na inny, ważny temat, który chciałbym z różnych powodów poruszyć. Podczas każdej z nich wysłane tyle długich wiadomości, wypełnionych uczuciami, wspomnieniami, prośbami, tłumaczeniami, bólem i krwią. Wszystkie gotowe od „a” do „z” do wysłania, a jednak jakoś nigdy niedostarczone do odbiorcy.
Wszystkie opatrzone długą odpowiedzią, wypełnioną zrozumieniem i oblane ciepłem uczuć.
W tych rozmowach nie muszę się kontrolować, gryźć w język, bo niczym Cię nie odepchnę. Nie muszę wszystkiego analizować, zastanawiać się nad każdym słowem ani nad tym jak możesz to odebrać. Nie muszę zmagać się z tysiącem pytań czy warto o tym mówić, które każdego dnia zjadają mnie na jawie. Nie muszę się obawiać tego, co sobie o mnie pomyślisz, nie muszę o nic prosić, bo dostaję to wszystko automatycznie, jakbyś podskórnie wiedział czego mi aktualnie potrzeba.
Wiesz co powiedzieć, jak skomentować, a kiedy po prostu zaoferować swoją obecność i bliskość. Wiesz kiedy schować mnie w swoich bezpiecznych ramionach, głaszcząc mnie po plecach niczym dziecko, a kiedy patrzeć z daleka jak płonę ogniem własnych przeżyć. Wiesz kiedy mnie przetrzymywać, gdy próbuję się wyrywać i wbijam Ci paznokcie w skórę, a kiedy zalać mnie ciepłem własnych uczuć, by rozgrzać skostniałe wnętrze. A przede wszystkim cały czas patrzysz na mnie tą pewnością, odbijającą się w Twoich oczach, że nigdy nie pozwolisz mi odejść.
W mojej głowie wiesz o mnie wszystko. Znasz każdą myśl, która pojawiła się tam przypadkiem albo gryzła mnie od dłuższego czasu. Wiesz o najbardziej skrywanych pragnieniach, o rzeczach, o których wolałbym zapomnieć i o takich, które wywołują radosny błysk w oku. Na pamięć znasz każde obolałe miejsce, masz mapę wszystkich blizn, tych widocznych jak i tych, których nie widać. Wiesz czym smakują moje najgorsze lęki i jak ogromny jest pożar mojej wewnętrznej złości. Masz klucz do wszystkich zamkniętych wspomnień, które należy omijać szerokim łukiem, ze szczegółową notatką o każdym z nich. Widzisz mnie bez żadnej maski, żadnego przebrania, ubranego tylko w nagą wersję prawdziwego siebie.
Jestem tam szczery do bólu i pewny wszystkiego, bez żadnego wahania, a Ty jesteś moim domem i bezpiecznym miejscem, które potrafi wyciszyć pożar każdego złego dnia.
W mojej głowie ściągam knebel overthinkingu i martwe serce przed Tobą otwieram.
Szkoda tylko, że nigdy się o tym nie dowiesz.
~ Kapie deszcz na mnie, smakiem przypomina płacz. Pusty dźwięk odbija się od pustych ścian, ślepy błądzę uliczkami, nawet w pięknych snach. To chyba ciężki czas, może zostanę sam.

View more

Posiadasz wyznanie miłości nienawiści złości czy jakiekolwiek inne które tłumisz

Przebudzenie.

absofvckinlutely’s Profile PhotoArten Vacío
Idąc przez życie, zawsze trafi się osoba, w której historii będzie tym złym. Tym, którego będzie się opisywać tak, że jest najgorszym człowiekiem na świecie i wszystko co złe to on.
Czasami aż kusi, by zareagować, zacząć się bronić, czy przedstawić swoją wersję tej samej historii. Ale po co? Po co karmić czyjeś ego? Po co dawać reakcje, której ta osoba ewidentnie oczekuje? Po co tracić siły na bezsensowne wymiany zdań, które niczego nie zmienią, bo historia została już zakończona?
Nie da się przypasować każdemu, chyba, że całą swoją osobowość by się dopasowywało do każdej napotkanej osoby.
I nieważne, czy będzie to historia osoby, w której życiu było się chwile, czy osoby, po której nigdy by się tego nie spodziewało. Ale przecież to ci najbliżsi są tymi, na których się najbardziej człowiek przejdzie. I jeśli chcą się tak bawić - niech się bawią. Jeśli ktoś po usłyszeniu ich historii im uwierzy - niech wierzy. Szkoda tracić na to sił.
Wolę rozsiąść się wygodnie, na tronie zbudowanym przez te wszystkie słowa, z drinkiem w dłoni. Wolę wysłuchać tych wszystkich niestworzonych historii, błędów i potknięć rozciągniętych do rozmiarów nie akceptowalnych, z uśmiechem na twarzy.
Mogę być najgorszym co Cię w życiu spotkało, mogę być wrodzonym diabłem, a nawet więcej. Z przyjemnością odegram tą bierną rolę w Twoim osobistym teatrzyku i nawet nie będę jej zaprzeczać.
Bo na koniec dnia, kładąc się do łóżka, doskonale wiem kim jestem. W lustrze widzę wszystkie swoje wady i błędy, które kiedykolwiek popełniłem. Ale nawet jeśli byłbym chodzącym aniołem czystszym od Jezusa, i tak ktoś zrobiłby ze mnie króla piekieł.
A przecież to właśnie ci źli mają najciekawszą historie i to oni zostali najbardziej zranieni przez życie.
~ If I could take all this pain away, use the rage of our youth today. Whose to say that it's you to blame? It's the people above you, the ones who say that they love you. Look what the world has come to, so now it's time to say 'Fuck you'. If you care then they drug you and no one's there when they numb you, fill you with terror and crush you, pretened they care as they shove you. So you look to me to find the truth and what I say is what you do, but everyone you look up to is really as fucked-up as you. Time is getting shorter with these enforced disorders and we get blamed and pushed around. So who's the fucking villain now?

View more

Przebudzenie

"Jesteś moim niespełnionym marzeniem..."

maczii99’s Profile PhotoModemosille.
Są różne rzeczy, które potrafią człowieka złamać, bo każdy ma indywidualną siłę na przetrwanie tego, co dzieje się w życiu. A jeśli te siły znikają, budzisz się w najciemniejszym miejscu, jakie dane Ci było zobaczyć.
Niby świat idzie dalej swoim tempem, niby wszystko jest dokładnie takie samo jak było dzień wcześniej, a jednak jest zupełnie inne. Twój osobisty świat, to jak go postrzegałeś, to czym się cieszyłeś - to wszystko runęło. Stoisz pośród dymiących popiołów i nie masz nawet pojęcia jak zacząć to zbierać. Kładziesz się w miejscu, które jeszcze nie tak dawno było Twoje, a teraz jest obce, i nie masz siły wstać.
Niby dalej jesteś tą samą osobą, co kilka godzin temu, ale czujesz jak wewnętrznie umierasz. Umiera Twoja wersja z przyszłości, umiera Twoja wersja, którą byłeś jeszcze wczoraj, którą mogłeś być jutro, a jedyne co czujesz, to smród gnijącego ciała. Rozpadasz się na kawałki z każdą kolejną minutą, która trwa wieczność. Patrzysz w lustro i nie poznajesz osoby, która widzisz. Teoretycznie wygląda jak Ty, ale sam już przecież nie wiesz kim jesteś, skoro stałeś się tylko pustym, gnijącym wrakiem przeszłości.
Jedyne co czujesz, to niewyobrażalny ból, na który nie pomaga nic. Nawet przez moment nie jest lepiej, więc po prostu się poddajesz, mając nadzieję, że z czasem będzie lepiej.
Z każdym biciem serca czujesz tylko kolejną falę bólu, a każdy oddech pali Twoje płuca. Próbujesz się znieczulić na różne sposoby, a fakt, czy będzie Ci dane zobaczyć kolejny wschód słońca staje się nieistotny.
Noce są Twoimi najgorszymi wrogami, gdy wszystko uderza dwa razy mocniej, choć myślałeś, że to już niemożliwe. Wszystkie myśli, wspomnienia, są jak noże wbijane w to uparcie bijące serce, jednocześnie nie dając Ci spać. Sny zresztą wcale nie są wybawieniem, są kolejną fazą koszmaru, w którym jesteś zmuszony egzystować.
W pewnym momencie patrzysz w niebo upstrzone gwiazdami, w jasny kształt księżyca i z całej siły woli prosisz, by to się już skończyło. Nie dajesz rady. Nie masz siły. Wszystko co czujesz Cię przytłacza, jest tylko kolejnymi łańcuchami, które na Ciebie narzucono. Błagasz o to, by pozwolono Ci odejść, bo Twoje własne emocje i myśli doprowadzają Cię do obłędu.
Aż w końcu nadchodzi czas, gdy jakoś stajesz na nogach i ruszasz dalej. Próbujesz odbudować wszystko to, co zniknęło. Jesteś kimś zupełnie nowym, sam siebie jeszcze nie znasz, świat, który widzisz, już nigdy nie będzie taki sam. Ale jednak dalej walczysz, choć sił już brak. Jedyne co zostaje pamiątką po przeszłości jest rana, która z czasem się zabliźni, ale zawsze będzie Ci o sobie przypominać. O wszystkim co musiałeś znieść, o wszystkim co utraciłeś, o osobie, którą mógłbyś być. I podświadomie doskonale wiesz, że drugi raz nie przeżyjesz tego samego, bo ledwo przeżyłeś pierwszy.
Dlatego w pewnym momencie świadomie wybierasz samotność, by nigdy więcej nie narażać się na coś, co Cię już raz zabiło.
~ And now you know, now you know. True friends stab you in the front.

View more

Jesteś moim niespełnionym marzeniem

Pocałunek śmierci.

„It's the one fight in our lives that we have to win. No choice but to win, to believe that we can win.”
Wiem, że jest Ci ciężko. Wiem, że zamykasz oczy z nadzieją, że więcej ich nie otworzysz. Wiem, że kładziesz się w łóżku, z tymi wszystkimi myślami w głowie i błagasz siłę wyższą, byś mógł się już poddać, bo nie masz siły dalej walczyć. Wiem, że wszystko jest dla Ciebie pozbawione sensu, a cały świat wydaje się być czymś zbyt trudnym do utrzymania. Wiem, że czujesz się w tym wszystkim sam i patrzysz w przepaść, chcąc zrobić ten jeden, upragniony krok do przodu, by to się już skończyło.
Jednak popatrz na to z drugiej strony. Tyle razy stałeś nad tą znajomą przepaścią, tańcząc na krawędzi i wpatrując się w tą upragnioną ciemność. Tyle razy już mogłeś się poddać, a tego nie zrobiłeś. Może nawet z samych sobie nieznanych powodów dawałeś światu jeszcze jedną szansę, próbowałeś ostatni raz. Chciałeś mieć pewność, że zrobiłeś wszystko co mogłeś, nim zrobiłeś ostateczny krok, którego już nie dasz rady cofnąć.
A teraz zamknij oczy i przypomnij sobie wszystkie ważne dla Ciebie osoby. Zobacz pod powiekami ich twarze. To są ludzie, którzy Cię potrzebują. To są ludzie, którzy cieszą się, że każdego dnia jesteś częścią ich rzeczywistości. To są ludzie, którzy rozsypali by się na tysiące kawałków, gdybyś to zrobił i nigdy nie byliby tacy sami. To są ludzie, którzy zawsze będą próbowali Ci pomóc i zawsze będą dawać Ci powody, by Cię zatrzymać. To są osoby, którym jesteś potrzebny, by oni mogli cieszyć się z życia. To są osoby, które Cię kochają. Nigdy nie jesteś sam.
Przeżyłeś w swoim życiu wiele gówna, ale się nie poddałeś, choć było ciężko. Wychodziłeś z tego coraz silniejszy, nawet jeśli coraz bardziej poobijany w środku. I obaj wiemy, że życie nie zawsze jest łatwe, że jeszcze nieraz da nam kopa w dupę, ale dla tych dobrych momentów, dla tych szczęśliwych wspomnień - warto się go trzymać. Jesteś silny, wychodzisz na prostą, bo po każdej burzy wychodzi słońce i w Twoim wypadku też tak będzie. Nie poddawaj się teraz, nie zostawiaj ludzi, którzy Cię potrzebują, nie skreślaj siebie samego. Życie potrafi być piękne. Życie potrafi być dobre i wspaniałe. Daj mu jeszcze jedną szansę, bo naprawdę, w końcu będzie dobrze. Kolekcjonuj wszystkie wspomnienia, spełniaj swoje cele i marzeni, realizuj swoje plany. Znajduj nowe powody, by walczyć dalej. Powody, przez które jeszcze nie możesz się poddać, póki tego nie osiągniesz. I kiedyś spojrzysz wstecz na to wszystko i zrozumiesz, że warto było próbować dalej, by dotrzeć do miejsca w którym jesteś teraz, nawet jeśli nie było to łatwe.
Szczęście tkwi w szczegółach. A Ty możesz być czyimś najważniejszym szczegółem.
~ Give me something to believe in. Do you suffer just the same? Just give me something to believe in, as the world walks away. Is it too much to take? Is there too much to say? So as long as I am breathing, I need something to believe in.

View more

Pocałunek śmierci

Czy Ty tęsknisz?

Ponoć do przeszłości nie powinno się wracać. Trzeba iść do przodu, wyciągać wnioski i nie odwracać się za siebie. Nie przeglądać tego co było, nie czytać starych pamiętników, żyć tu i teraz. Nie pozwolić przyszłości wpływać na naszą teraźniejszość. Walczyć z tymi demonami i zamknąć je w klatce, by więcej nie wychodziły. Spalić wszystkie mosty i nawet nie patrzeć jak płoną. Pozwolić odejść tym, którzy chcą i nie zastanawiać się co będzie dalej. Skupić się na sobie.
Ale co jeśli spalony most, nie jest do końca spalony, jeśli widzę te kilka desek, które zostały? Co jeśli odwrócę się i popatrzę na to co było? Ogarnę wzrokiem wszystkie te szczątki, które powinny być od dawna martwe, a mimo to mam wrażenie, że dalej tli się w nich życie?
Co jeśli czasami przeszłość uderzy? Jeśli pogrążę się w myślach o tym co było? Jeśli pozwolę tym mackom się wciągnąć coraz głębiej i głębiej, na samo dno? Jeśli będę chciał sprawdzić co dzieje się u kogoś, kto zostawił wspólnie pisany rozdział, każąc mi pisać zakończenie samemu? Co jeśli potrzebuję gdzieś wytłumaczenia dlaczego? Dlaczego obiecywał różne rzeczy, dlaczego naprawiał, by zostawić mnie w gorszym stanie niż mnie poznał? Po co? Po co było to wszystko? Po co te obietnice, które nigdy nic nie znaczyły?
Ponoć wszystko dzieje się z jakiejś przyczyny. Ponoć każdy, kto przychodzi do naszego życia, ma jakiś cel. Udało mi się naprawić Ciebie, byś Ty rozwalił mnie na trzy cholerne miesiące. Ale wybaczam. Nauczyłem się, by nie ufać tak ludziom, by na nich nie polegać, nie brać rzeczy za pewnik, jeśli czyny tego nie potwierdzają. Nauczyłem się patrzeć na przyszłość tylko na chwilę, by przypomnieć sobie wszystkie błędy, cały ból, to co się działo, by nigdy więcej nie popełnić tego samego błędu. Ale gdzieś uwiera to jedno pytanie - „dlaczego?”, na które raczej nigdy nie dostanę odpowiedzi.
Po prostu, nie obiecuj nikomu, kto jest zniszczony przez życie, że pomożesz, zostaniesz, nie będziesz taki jak inny, zaczniesz naprawiać, by na mrugnięcie oka zniszczyć to wszystko. Być kimś, kto rozwali i zrani najbardziej. Po kim nie zostanie nic, tylko milion kawałków do zbierania na nowo. Nie oswajaj kogoś, by potem zostawić go samego. Weź odpowiedzialność za to co zrobiłeś, za to co zacząłeś i dokończ to jak człowiek. Nie staraj się być najlepszym człowiekiem, by potem stać się tym najgorszym.
~ Hope you have a wonderful day. I tried to save myself from you. I can’t trust you, (Falling away) you can’t trust me. (Running away) I’m done wasting myself on you.

View more

Czy Ty tęsknisz

Sztuka przetrwania.

Jestem w wiecznej walce z samym sobą. Z tym co było, a tym co jest.
Przeszłość lubi przychodzić w najmniej odpowiednim momencie. Przekrwione, puste oczy witają mnie każdego dnia w lustrze. Nie mam siły walczyć z tymi myślami. To co powinno dawno zgnić, obudziło się ponownie do życia. Jak długo można kłamać sobie w twarz?
Ruszam do przodu, by potknąć się na tym samym kamieniu błędu i leżeć w tych piekących wyrzutach sumienia. Wdycham własną truciznę, pozwalając jej powoli zabierać siły na istnienie. Brak chęci wstawania i podążania dalej do swoich idealnych, niespełniających się marzeń i celów. Jak długo można się oszukiwać?
Ciężkie do przełknięcia pigułki. Chodzę po własnym śmiercionośnym kole, patrząc jak wszystko się powtarza, zmieniając tylko formę. Funkcjonuję na nienawiści do samego siebie. Nie oczekuj zrozumienia, bo nic już we mnie nie ma. Jestem kalejdoskopem chaosu, pogrążonym we własnej samotności. Ile zostało do końca?
Nie pozostało już nic. Pozwól pogrążyć mi się w tej nicości. Nie zbliżaj się, bo i Ciebie pochłonie. Daj mi żyć z moją ciemnością. W końcu, jak długo można walczyć z samym sobą, nie obserwując żadnych zmian na lepsze?
~ Watch me as I burn. I'll turn to ash and fade away.

View more

Sztuka przetrwania

Bezpieczne miejsce.

Od dziecka staram się uczyć na błędach. Gryzę się w język, by przypadkiem nie powiedzieć za dużo. Tłumię w sobie emocje, by powoli wyżerały tylko mnie, nie wzniecając pożaru u każdego dookoła. Narzucam sobie bariery i granic, by móc funkcjonować w relacjach. Pozwalam, by złość zatruwała tylko mnie, bo wiem co wypada, a czego nie. Chronię się autokrytycyzmem, bo łatwiej przejść do porządku dziennego z tym, że samemu się zjebało, niż z faktem, że druga osoba nas zraniła, tym samym wywołując złość. Staję się swoim najgorszym wrogiem, odchodzę od zmysłów i pozwalam szaleństwu przejąć władzę. Byleby zranić tylko siebie, nikogo więcej.
Jednak jak każdy potrzebuję miejsca, gdzie mogę się wyżyć. Wyrzucić z siebie wszystko, co kąsa od środka, co płonie, co zatruwa umysł. Bez mechanizmu obronnego, bez zbędnego oceniania czy zwracania uwagi na konsekwencje swoich słów. Nie trzeba gryźć się w język do krwi, wewnętrznie krzycząc - można krzyczeć tak, że wszyscy słyszą. Można patrzeć jak wszystko płonie ze świadomością, że obok stoi osoba, której pożar nie wchłonie. Stoi obok, patrząc na tańczące płomienie, trzymając kubeł pełny zimnej wody. Osoba, która tylko słucha, widząc, jak męczysz się z tym wszystkim. Pozwala, by wszystko uleciało, przy której można być najgorszym chujem, a ona tylko czeka, aż poczujesz się lepiej, wiedząc, jak cholernie tego potrzebowałeś. Osoba, której nie da się zranić tym wszystkim, bo cała agresja nie jest wywołana jej zachowaniem. Ona jest tylko bezpiecznym miejscem i ostoją, gdzie można być najgorszą wersją samego siebie, nie tracąc w jej oczach. Strażnik granicy między zdrowiem a szaleństwem.
~ One day you will understand why I pushed you away as I ran.
Trust, I’m doing you a favor.

View more

Bezpieczne miejsce

ani słowa...

Czasami zbyt długo trzymamy się osób i relacji, które już dawno powinniśmy puścić. Zbieramy w dłonie wszystkie kawałki, pozwalając by wbijały się w skórę, w imię swojej złudnej nadziei. Ratujemy coś, co dawno umarło, nie przyjmując do siebie wiadomości, że to już nic nie da. Nie chcemy dumnie unieść głowy, odejść z jakąkolwiek godnością. Zamiast tego siedzimy na kolanach, zbierając resztki wytworu naszej wyobraźni, która nie pozwala ruszyć dalej.
Przywiązujemy się do wspomnień, ślepo do nich wszystkiego wracając, każdego dnia na nowo. Oślepnięci złudzeniami, ignorujemy każdą czerwoną flagę, którą tylko się pojawi. Przyjmujemy do siebie tylko te fakty, które są dla nas wygodne, nie zaburzają naszego światopoglądu, nie niszczą wszystkiego na kawałki. Wolimy trwać w fikcji, okłamując samych siebie.
„Przecież się zmieni.” „To ostatni raz.” „Obiecał.”
Trudno uwierzyć w to, że ktoś, kto był kiedyś tak bliski, stał się tak daleki, że nic już nas z nim nie łączy, poza zwykłym przywiązaniem. Nie wszystko w życiu trwa wiecznie, nie wszystkie relacje przetrwają próbę czasu. Czasami ktoś się zmieni, przestanie nam odpowiadać, może nawet się zepsuje. Ale takie jest życie, ludzie się zmieniają, nasze gusta się zmieniają i środowisko, w którym przebywamy.
Nie warto trzymać ostrych kawałków szkła w dłoni, z nadzieją, że na nowo zrobimy z tego butelkę.
Nie warto być przy kimś, przez samo przyzwyczajenie, gdy wszystko inne już dawno przestało istnieć, a wiatr rozwiał tego popioły.
Nie warto być przy kimś, kto przestał być przy Tobie.
Naucz się odchodzić i nie obdzierać się ze swojej godności.
~ I don't care enough to miss you, after all the shit we've been through, my heart's comatose.

View more

ani słowa

Czy da się zapomnieć o drugiej osobie?

Pewnego dnia otworzyłem oczy i zrozumiałem, że ten zastój trwał za długo. Za długo byłem w zawieszeniu, czekając jak wierny kundel na właściciela. Za długo szukałem jakichkolwiek sygnałów obecności, które nigdy nie były skierowane w moją stronę. Za długo żyłem nadzieją, że pewnego dnia się obudzę z tego, co było rzeczywistością, z którą nie chciałem się pogodzić. Za długo pozwalałem się rozwalać.
Są rzeczy, które zabolą bardziej niż powinny. Są słowa, które nigdy nie powinny być wypowiedziane i czyny, których żałuje się do końca swoich dni. Trzeba się otrzepać i iść dalej. Nie wszystko będzie trwać „na zawsze”. Nie każdy zostanie do końca moich dni, nieważne jak bardzo by tego nie obiecywał.
„Nie oczekuj niczego od ludzi.” - w końcu się tego nauczyłem. Możesz być dumny, bo sam byłeś moim nauczycielem. Może dotarło to do mnie w niezbyt przyjemny sposób, może długo mi zajęło zrozumienie tego wszystkiego, ale to nie ma już znaczenia.
Ktoś mi powiedział, że jeśli ktoś zniknie raz, będzie znikał już zawsze. Pojawiał się i zostawiał za sobą jeszcze większy bałagan niż poprzednio.
Po tych wszystkich miesiąc, pod wpływem jakiegoś impulsu, moje myśli gonią do Ciebie. Czasami leżę w łóżku i zastanawiam się, czy wszystko u Ciebie w porządku i czy jesteś szczęśliwy. Przecież tylko o to mi chodziło. Bywa, że uśmiechnę się przez wspomnienie, bądź lekko zaboli, gdy coś kojarzy mi się z Tobą. Czasami zatęsknię, bądź będę chciał Ci coś powiedzieć, choć tego nie zrobię. Jednak to już ulotne chwile, niczym cała Twoja osoba. Zrobiłem wszystko byś nie trafił do przeszłości, ale to odrzuciłeś. Musiałem sam zamknąć rozdział, który zaczęliśmy pisać razem i zdecydowanie za długo mi to zajęło. Zbyt dużo bólu, zbyt dużo nadziei, zbyt dużo paranoicznych myśli i nocy wypełnionych bezsennością. Koniec końców - udało się.
Jesteś miłym wspomnieniem, ale niczym więcej. Zawsze będę życzył Ci dobrze, bo taki już jesteś. Mimo wszystko - przeszłość powinna zostać przeszłością i nie mieszać się w moją teraźniejszość.
Oficjalnie mogę stwierdzić, że ruszyłem dalej i nie oglądam się już za siebie. Przecież tego w końcu chciałeś, prawda? I po wielu próbach, udało mi się.
~ But look at this damage you did to me. I still want nothin' to do between you and me. Please, don't say nothing at all, sounds so true to me. We don't have nothing to say, hey.

View more

Czy da się zapomnieć o drugiej osobie

Słowo otuchy dla duszy.

malapodskoczy’s Profile Photosophie
Cześć Maluchu.
Siądź na chwilę i porządnie to przeczytaj, biorąc moje słowa do serca, bo wiem, że ich teraz potrzebujesz.
Życie nie zawsze jest fair i nie zawsze jest cudowne, o czym z pewnością już się przekonałeś. Ale nie o tym chciałem Ci powiedzieć.
Na swojej drodze spotkasz wielu ludzi. Niektórzy rozsypią Cię na kawałki, ale wstaniesz silniejszy, zapamiętując swoje błędy. Niektórzy będą cudowni i będą iść przez życie razem z Tobą, pomagając Cię zbierać, gdy zajdzie taka potrzeba.
Będziesz tęsknił za niektórymi osobami, które były w Twoim życiu, ale z różnych powodów ich już nie ma. Będziesz żałował jednego kontaktu, bo wpłynął na Ciebie zbyt mocno, a jego skutki przed dłuższy czas będą się odbijać czkawką. Jednak pamiętaj, że każda znajomość Cię czegoś nauczy.
Nauczysz się mniej ufać ludziom i nie oddawać im dobrego serca na tacy, bo będą osoby, które będą chciały to wykorzystać. Nauczysz się tego, że jak ktoś będzie chciał, to z Tobą zostanie. Zatrzymywanie osób, które usilnie chcą odejść, nie ma sensu, nieważne jak bardzo to będzie boleć.
Nauczysz się żyć z samym sobą, będziesz lubił spędzać czas samemu, czytając albo coś oglądając. Wiem, że pewnie teraz myślisz „Co Ty pieprzysz?”, ale taka jest prawda.
Zaczniesz mieć w końcu dobre podejście do miłości. I nie przewracaj oczami, bo na pewno to robisz. Znam Cię lepiej niż własną kieszeń. Zrozumiesz, że będąc samemu też możesz być szczęśliwy, a druga osoba nie jest Ci potrzebna. Ale pamiętaj - jak się pojawi, to też będzie dobrze.
Dalej będziesz dziecinny i za wszelką cenę nie zabijaj tej cechy w sobie. Nie zmieniaj się dla innych, zmieniaj się dla siebie.
Zacznij zauważać czerwone flagi, a nie ignorować, bo to dość poważny problem, a uchroni Cię przed wieloma łzami i krwawiącym sercem.
A przede wszystkim, nie daj innym sobie wmówić, że coś z Tobą jest nie tak. Jesteś cudowny taki, jaki jesteś. Nie jesteś zepsuty, nie trzeba Cię naprawiać. Wszystkie problemy nie leżą w Tobie. I jeszcze jedno - zawsze będziesz wystarczający dla odpowiednich osób.
Jesteś silniejszy niż myślisz, Młody. W końcu gdybyś nie był, nie mógłbym tego wszystkiego napisać.
~ Cause I hate that it seemed you were never enough. You were broken and bleeding in the name of love. And I hope that we meet in another life.

View more

Słowo otuchy dla duszy

Sztuka kochania.

Wieczna pogoń za miłością. Wieczny strach przed samotnością.
Prawdziwe uczucia i fałszywe obietnice. Sztuczne uśmiechy i dźwięki łamanych serc.
Związki dla samego statusu bycia w związku i fałszywe miłostki, by cały świat zazdrościł. Ogromny strach przed samotnością i szukanie kogokolwiek, byleby nie zostać samemu.
Egoistyczne zachcianki, łamiące serca prawdziwych ludzi, którzy jeszcze potrafią kochać szczerze.
Prawdziwe uczucia, które z dnia na dzień umierają pod stosem tego fałszu. Zamykające się serca na prawdziwe uczucia, bo zbyt często były złamane.
Z miłości zrobiliśmy kolejny powód do uroczych fotek i pięknych wpisów, ale ile w tym szczerości? Ile prawdziwych uczuć? A ile strachu, egoizmu i fałszu? Ile chęci wzbudzenia zazdrości u innych?
Możemy pięknie mówić o tym uczuciu, ale czy naprawdę to czujemy, czy tylko nam się wydaje?
Zamiast pchać się w fałszywe relacje, sprawiające, że fałszywe serca biją szybciej, a fałszywy uśmiech pojawia się na twarzy - lepiej nauczyć się żyć w zgodzie z samym sobą.
Kochać mocno całym sercem, szczerze i bez tchu, wiedząc, że to właśnie miłość, a nie chwilowa fascynacja, która skończy się tak szybko, jak się pojawiła. Otworzyć serce na prawdziwe uczucia, nie chwaląc się wszystkim na lewo i prawo. Bo prawdziwą miłością nie ma co się non stop chwalić, lepiej pielęgnować ją w prywatności.
Kochasz mnie za to jakim jestem, czy dlatego, że ładnie wyglądam przy Twoim boku?
~ You don’t need a boyfriend, you just need a therapist.

View more

Sztuka kochania

Uwolnij słowa.

kolczastydrut’s Profile Photo黑手党
Nie umiem już układać zdań, by ich wydźwięk mi pasował.
Nie umiem już przelewać swoich uczuć i myśli w zdania, do których będę mógł wrócić.
Nie umiem już znaleźć odpowiednich słów, bo one zniknęły. I choć szukam ich wszędzie, nigdzie ich nie ma.
Uciekam od realnej rzeczywistości, a słowa uciekają ode mnie.
Pojawiają się tylko na ulotną chwilę, a gdy myślę, że udało mi się je złapać, rozpływają się w powietrzu, pozostawiając po sobie jedynie niesmak.
Bez słów jestem nikim, pustym pojemnikiem, który nic nie chroni. Słowa sprawiały, że żyłem. Uciekałem w nie, gdy było źle i używałem ich, gdy było dobrze. Były podstawą mojej egzystencji, a teraz pozostała tylko pustka i cisza w głowie.
Dlatego leżę w łóżku, patrząc na gwiazdy na ścianie i łudzę się, że zaraz do mnie przyjdą. Wrócą, niczym kochanka po zażartej kłótni.
Zostawiłem drzwi otwarte, ale nie słyszę upragnionych kroków ani zgrzytania klucza w zamku.
Jestem sam ze sobą, słuchając pomruków kota, a cisza dudni mi w głowie.
I choć powinienem czuć się dobrze, to jednocześnie mam wrażenie, że mnie już tu nie ma.
~ Well, I know I should be moving on, but I feel like I'm already gone.

View more

Uwolnij słowa

Next