@Imprecate

Pieprzony Krytyk

Ask @Imprecate

Sort by:

LatestTop

Niezapisana kartka.

Zamieszkałem w opuszczonym, nawiedzanym domu, gdzie wiatr śpiewa żałobne pieśni o lepszych czasach między deskami. Gdzie kurz na podłodze pamięta lekkie kroki poprzednich lokatorów, a brud na oknach układa się w ich roześmiane twarze. Gdzie chłód pustki mrozi krew w żyłach, a skostniałe palce nie są w stanie utrzymać drżącego długopisu. Gdzie pożółkłe ze starości księgi zawierajace artystyczne zapisy, zamieniają się w pył przy najdelikatniejszym dotyku. Gdzie cisza dudni w uszach, swoim żałobnym ciężarem tłamsząc kiełkujące słowa, a jednym towarzyszem jest mój milczący cień.
W mroźne, wietrzne noce, gdy okiennice uderzające o ściany wybijają rytm serca, czasami dostrzegam czarną sylwetkę, zlewającą się z cieniami. Stuka kopytami o skrzypiące deski, snując się niczym zjawa po pustych pomieszczeniach, które kiedyś tętniły życiem. Muska opuszkami palców kurz zaległy na przedmiotach, wdychając resztki twórczości osiadłe w kątach. Wbija cząsteczki w martwe powietrze, tkając nimi marzenia senne pod moimi zamkniętymi powiekami. Siada wygodnie na łożku, niczym zmartwiona matka, obserwując reakcje ciała na wytwory umysłu. Próbuje dostrzec mignięcia emocji na skamieniałej masce, coraz śmielej wyciągając włochatą dłoń w stronę lodowego serca.
Przypomina o czasach, gdy wiosenne elfy szczęścia harcowały przy ognisku w rytmie ludowych tańców. Gdy muzyka ich bijących serc rozgrzewała ciało od środka, a spod ich stóp rozkwitały kwiaty pomysłów, wypełniając głowę natchnieniem. Prowadzi do spokojnego letniego jeziora zamieszkałego przez nimfy smutku, oddając w ich komfortowe objęcia. Szum słonych fal staje się akompaniamentem do powolnych towarzyskich kroków na wodzie, a spadające krople słów wchłaniają się w żyzną glebę zdań. Wpycha na nowo do jesiennego salonu, zatłoczonego demonami złości, chaotycznie ruszającymi ciałami do dudniących z głośników wewnętrznych krzyków. Ogień w kominku wypala wszelkie stylistyczne błędy, zostawiając tylko bezbłędny żar tekstu.
Zalewa mnie scenami z poprzedniego życia, sadystycznie pozwalając mi w nich utonąć. Na kilka chwil na nowo czuję intensywność wypełniających serce emocji, dostrzegam kątem oka wirujące wokół mnie myśli emocji, gdy ciało dostosowuje się do rytmu nut historii.
Aż nagle dotyka czule bladego policzka, sprowadzając do pustej zimy teraźniejszości. Jego czerwone oczy świecą w mroku, gdy lekko kiwa głową na pożegnanie, trzymając w zakrwawionych dłoniach resztki pisemnego serca. Powoli wstaje, niczym starzec, odwracając rogatą głowę na odchodnym, a stukot jego kopyt odlicza ostatnie sekundy egzystencji. Pozostawia tylko huk zamkniętych drzwi, uderzających świadomością w blasku księżyca gotowego słuchać nowych opowieści.
Stałem się cmentarzem kreatywności, czasami nawiedzanym przez duchy nigdy nie napisanych powieści.
~ I think I'll get accustomed to the silent. Don't try looking for me, I'm getting lost in, what was lost in silence.

View more

Niezapisana kartka

I sold my soul to my disguise. I hid myself to stay alive.

edgyheart’s Profile PhotoCardan
Staję przed lustrem i ubieram maskę, sprawdzając, czy szczelnie zakrywa prawdziwą twarz. Pustkę w szarych oczach zastąpiły iskierki radości, ostatnio tak rzadko przeze mnie dostrzegane. Sine wory, kontrastujące z białą, niemalże przezroczystą skórą, zniknęły jak za dotknięciem magicznej różdżki, nadającej policzkom odrobiny młodzieńczego różu. Zastygłe w jednej pozycji mięśnie ust zapaliły się małymi płomykami bólu, przyzywając uśmiech na moje wiecznie poważne oblicze.
Ostatni badawczy wzrok analizujący czy wyglądam jak każdy inny i otwierają się drzwi do świata nieznanego, wymagającego stałej czujności na każdym kroku.
Jasne, rażące promyki szczęśliwego słońca wydobywają moją sylwetkę, zabierając możliwość skrycia się wśród bezpiecznych cieni. Niebo wydaje się wręcz białe, pozbawione jakichkolwiek chmur zmartwień, a uszy zalewa kakofonia dźwięków w obcym języku. Zaciskam szczęki ignorując wewnętrzny alarm bijący na czerwono, grający melodię o absurdzie tej próby dostosowania się. Wewnętrzny zegar odlicza do powrotu do domu, manifestujący się w przyspieszonym biciu serca i lekko drżących dłoniach.
Mijam rozświetlone sylwetki, emanujące aurą pewności siebie i przynależności do wszechświata, gdzie słońce nigdy nie zachodzi, dobroć można znaleźć na każdym kroku, a jedyną rządzącą zasadą jest bycie fair. Bacznie przyglądam się swobodnym ruchom, próbując je naśladować, by jak najlepiej zlać się z otoczeniem. Czujnie nadsłuchuję niezrozumiałych słów, starając się wychwycić ich znaczenie, nie chcąc dać po sobie poznać, że język tych istot jest mi kompletnie obcy, dawno wyparty z pamięci na rzeczy mowy, do której nie chcę się przyznawać.
Godziny mijają w napięciu, przebiegając według przerobionego na pamięć schematu. Wesoły ton głosu, uśmiech, serdeczny śmiech, ostrożność w dobieraniu słów z jednoczesną swobodą wypowiedzi. "Nie zdradź po sobie niczego" - powtarzane niczym mantra, mająca mnie ocalić przed błędami.
Dzień zbliża się ku końcowi, a ja z ulgą opieram plecy o zamknięte drzwi do swojego mieszkania. Maska z cichym stukiem upada na kafelki, gdy powoli osuwam się na podłogę. Zwijam się w kłębek, dociskając policzek do zimnej powierzchni, rozczapierzone palce wbijając w miękką skórę ramion i kurczowo zamykając oczy, czekając na codzienne przedstawienie powrotu do swojej brudnej rzeczywistości. Macki ciemności wydobywają się z moich porów, ust, oczu, niczym trucizna wyparowująca z ciała, pochłaniająca resztki światła wydobywające się z pomiędzy zasłoniętych zasłon. Gardło zaciska się pod wpływem żelaznego uścisku, zdolne wydawać z siebie tylko ledwo słyszalne szepty w języku budzącym koszmary ukryte w cieniach. Szyderczy uśmiech wykrzywia twarz, gdy w głowie pojawia się myśl "witaj w domu".
~ So leave the light on, I'm coming home. It's getting darker but I'll carry on. The sun don't shine but it never did, and when it rains, it fucking pours, but I think I like it. And you know that I'm in love with the mess, I think I like it.

View more

I sold my soul to my disguise I hid myself to stay alive

I gotta say, missing you comes in waves. And tonight I'm drowning.

tearfulmoon’s Profile Photo⋮ d a r k l i n g ⋮
I nagle, cały świat zamilkł, jakbym wpadł do głębokiej wody, zostawiając piszczącą ciszę w uszach. Ciemność przykryła rozszerzone źrenice, gdy tańczące światło nadziei nie było wstanie się przebić przez kolejne warstwy cieczy. Ostatnie bąbelki powietrza wydostały się z pokrwawionych warg, gdy mokre ubranie, niczym ciążąca świadomość, powoli ciągnęło mnie na dno. Przyśpieszone serce obijało się o nieruchome żebra, przy akompaniamencie rozpędzonych myśli, krzyczących słowa wyryte w bladej skórze moją własną ręką. Lodowate fale niedowierzania paraliżowały wychłodzone ciało, spowalniając życiowe funkcje w ostatnich spazmach emocji, zabijając resztki uczuciowości, które mi zostały. Płuca paliły chwilowym pożarem bólu, wyrywającym ze ściśniętego gardła niemy szloch pogodzenia się z losem.
I nagle świat rozbrzmiał kakofonią dźwięków, jakbym ustawił telefon na maksymalną głośność, jednym, nieostrożnym ruchem palca. Oczy zaatakował blask białych jarzeniówek rzeczywistości, wydobywając znane wnętrze mojej łazienki. Mokre usta zapomniały o uśmiechu, układając się w cienką linię, sprawiając, że własne odbicie w lustrze przybrało maskę powagi. Krzyki i myśli zniknęły, gdy tylko głowa przebiła się na powierzchnię, jakby woda je wchłonęła, zostawiając ciszę i spokój w moim umyśle. Fale wypłukały resztki serca, robiąc ze mnie pustą skorupę, pozbawioną wnętrza. Z gardła wydobył się przytłumiony śmiech, odbijający się echem zawodu i brakiem zaskoczenia od ścian, będący ostatnim spazmem rezygnacji.
I dopiero gdy kątem oka dostrzegłem w szkle swoje blade zwłoki, pływające w wannie, która stała się moją trumną — zrozumiałem, że zostałem już stracony dla świata.
~ Baby, I’m a code mistake, I was never meant to be.

View more

I gotta say missing you comes in waves And tonight Im drowning

Related users

Ostatnia świeczka.

ochisia’s Profile PhotoKínía.
Szkło z czwartym dniem czerwca, rozprysło się, z trzaskiem budzącym uśpione szepty, na miliony czerwonych niczym krew odłamków, pod ciężkim butem nienawiści. Popękane kawałki były lustrem, zaglądającym do królestwa mego wnętrza, ukazując coroczną walkę między skrajnościami.
Jałowa ziemi chęci, będąca granica między żarem emocji i chłodem obojętności, tonęła pod wodami spokoju, parującymi przez ogień złości. Niebo błyskało promieniami nadziei, ginącymi w destrukcyjnej ciemności.
Biały, szklany król serca, pokryty pęknięciami martwych relacji, z brakującymi odłamkami źle ulokowanych uczuć, został zepchnięty do defensywy, desperacko próbując chronić przerażone dziecko.
Czarny, kamienny władca rozumu, dumnie noszący kilka uszczerbków nie trzymania się ustalonych zasad, atakował coraz śmielej, dopingowany krzykami przepełnionego nienawiścią nastolatka.
A na samym środku ona, przyglądająca się z bezpiecznej odległości, śmierć we własnej osobie. Zakryta ciemnym płaszczem, chowając kościstą twarz w cieniu kaptura, martwymi oczami śledziła każdy precyzyjnie wymierzony atak, sinymi wargami posyłając kruki myśli samobójczych.
Światło łączące się z ciemnością. Woda tańcząca z ogniem. Strach podsycany nienawiścią. Ciche szepty o nadziei i pozostaniu dobrym, zagłuszane krzykami o zemście i staniu się czarnym charakterem. Szklane odłamki, tworzące bolesne mozaiki z kamiennymi uszczerbkami. Rozrastające się kałuże niebieskiej krwi, splamione tą burgundową, tworzące lustra kompromisu. Kruki niesione wiatrem, zatruwające powoli poddające się umysły. Coroczny taniec bolesnego życia z komfortową śmiercią, zranionego serca z obojętnym rozumiem, wystawiany dla najwierniejszej widowni.
Kulminacyjny akt wśród kałuż wypełnionych popiołem niesionych wiatrem. Marmurowy nagrobek bez wyrytej daty śmierci z nożem zamiast zniczy. Krwawe uściśnięcie dłoni jako roczny pakt współpracy, podpisany kroplami zostawiającymi smugi na szarym kamieniu. Błysk bezpieczeńtwa w oczach przy chwytaniu nadgarstka dziecka i szyderczy uśmieszek przy chowaniu klucza do klatki zniszczenia.
Zmartwychwstanie szarego człowieka, zostawiające na grobie świstek z pytaniem, kto wygra następnym razem?
~ This the eulogy, for you and me. Might be my only opportunity. If you wake up and I'm gone, I just hope you sing along, to the eulogy.

View more

Ostatnia świeczka

Nigdy więcej.

InCordeVersum’s Profile PhotoAlia K. Lévchenko
Kolejne uczucia tonęły w gorzkim drinku zapomnienia, wydając z siebie ostatnie tchnienie w postaci bąbelków, zaburzających lustrzane odbicie zranionych oczu. Niechciane wspomnienia ginęły w szarym dymie, wypuszczanym spomiędzy pogryzionych warg, noszących na sobie ślady zaschniętej krwi. Przyjemne ciepło rozlewało się po ciele, oczyszczając głowę z niepotrzebnych myśli. Leczyło kolejne rany zbyt dobrego serca, tamując krwawienie nadziei na lepsze jutro, zabliźniając ślady miłości.
Na granicy widzenia tańczyły ciemne ogniki rozdzierającego bólu, z których zaczęła wyłaniać się znajoma sylwetka. Mroźny wiatr obojętności zgasił wszelkie płomienie, wchłaniając je w czarne, przypominające bezgwiezdną noc, tęczówki.
Zerwany łańcuch stawiania granicy uderzył z ciężkim hukiem o stół, rozbijając szklankę na tysiące małych odłamków, układających się w krajobraz zniszczenia,
szyderczo lśniąc komunikatem o utraceniu kontroli. Postrzępiona obroża wytrąciła kojącą truciznę z drżących palców, przypominając o procesie zacierania się cienkiej linii lustrzanego odbicia, która nas rozdzielała.
Na lekko rozchylonych wargach poczułem oddech, przypominający śnieg spadający na płonące drzewa, studzący rozpędzony umysł. Szeptał wprost w moje usta cierpkie słowa prawdy, mocnym chwytem nie pozwalając się odsunąć. Kuszącym głosem opowiadał o przyszłości, faktami o zaakceptowaniu przeszłości wybudzając ukryte w zakurzonych kątach umysłu istoty, a lekką chrypką bycia jednością, zmuszał do posłuszeństwa.
Dopiero mając go tak blisko, byłem w stanie dostrzec prawdziwe oblicze, schowane za maską mechanizmu obronnego.
Ogniki ledwo trzymanego w ryzach wkurwienia, w pozbawionych nadziei oczach. Odcinające się worki przemęczenia od przezroczystej skóry. Pogryzione do krwi bólu wargi, nie pamiętające już innego ułożenia niż ochronnej obojętności. Lodowate niczym u trupa dłonie, pokryte licznymi bliznami walki z przeszłością. Brak serca, po zbyt wielu latach znoszenia cierpienia.
Bez słowa podał podartą książkę nieprzeżytych emocji, wraz z zapalniczką w kształcie klucza do klatki grzecznego chłopca, lekko kiwając głową na znak, że już czas zasmakować brutalnej wolności.
I gdy tylko uwalniający ogień musnął papier, z jego cienia zaczęły wychodzić wszystkie martwe wcielania, oblepiając mnie swoimi mglistymi dłońmi, wypełniając głowę tysiącem zakurzonych obrazów, rozrywając uszy krzykiem o pamięci. Każda przelana łza, każdy nóż wbity w serce, każde toksyczne słowo, każda igiełka bólu na nowo grawerowała się w świadomości, by zostały tylko rozwiane popioły przeszłości i ostatni szept o obecności.
~ Feels like we had matching wounds but mine's still black and bruised and yours is perfectly fine. Feels like we buried alive something that never died.

View more

Nigdy więcej

Wiosenny trening.

Chłodny, marcowy wiatr rozwiał dni, przypominające kartki, wypełnione chaotycznym pismem, by o niczym nie zapomnieć. Rzeczy do zrobienia drwiąco patrzą z kolorowego papieru, swoim ledwo słyszalnym śmiechem przypominając, że życie goni jak cwałujący koń do przodu, a czas wymyka się spomiędzy bladych, drżących palców, nieuchwytny i niedostępny niczym dym z kolejnego zapalonego papierosa. Pudełka obowiązków piętrzą się w góry, zapełniając każdą przestrzeń wolnego czasu, krzycząc w głowie zapalonymi na czerwono neonami zbliżających się terminów.
Przekrwione spojrzenie, podkreślone sinymi workami przemęczenia, przenosi się na biurko codzienności, pokryte rzeczami nowej rzeczywistości.
Kubek z zimną kawą motywacji walczy o miejsce z przepełnioną popielniczką bezużytecznych myśli. Tablet mruga rozmazanymi literami załamania nerwowego, tańczącymi na białym papierze poniżej, skalanego krwistymi kleksami atramentu, w desperackiej próbie wyleczenia otwartych ran samotności. Czarny ekran telefonu podświetla się powiadomieniem wypełnionym czyjąś nagłą potrzebą, jednocześnie próbując zwrócić uwagę na liczbę nieprzeczytanych rozmów bez polotu. Z słuchawek sączy się kojący głos, śpiewający w nieznanym języku o dumie, którą już dawno utraciłem między trzema włączonymi urządzeniami, a osłabione ciało tęskni za komfortem łóżka odpoczynku. Żółte strony wypełnione słowami, zbitymi w domowe książki nucą uwodzącym głosem, próbując przekonać uparty umysł, by na nowo je otworzył, uciekając od myśli w głąb dobrze znanych światów, postaci przypominających przyjaciół oraz zdań nauczonych na pamięć.
Nieśmiałe promyki marcowego słońca skurczyły życie do ciemnego tunelu pustki w miejscu serca, w którym pędzę na złamanie karku, zasilany buzującym w żyłach pracoholizmem, gnany przez ukryte w mroku kruki uśpionych emocji, gotowych rozszarpać zwłoki w każdej chwili. A w oddali majaczy lipcowe światło, będące cienką linką trzymającą perfekcjonistyczną psychikę przed utonięciem w nieprzejrzystych wodach szaleństwa.
~ I'm a lion tamer of indecent behavior, making love with danger, it’s not gonna heal me but at least I like it. And I don't wanna change it. I know it's bad, don't get me wrong. When I close my eyes I get too lonely, don’t want a sleep at all.

View more

Wiosenny trening

Zrodzeni w mroku.

martweemocje’s Profile PhotoMatthías Rhydêr
Miecz z ciężkim hukiem wysunął się z drążącej dłoni, tym samym oznaczając koniec kolejnej walki, niczym kropka kończąca ostatnie zdanie w rozdziale książki, do którego się nigdy więcej nie wróci. Kałuża krwi szyderczo ukazywała odbicie twarzy, którego nie byłem w stanie już poznać, zupełnie jakbym patrzył na nieznajomego, przypadkowo mijanego na ulicy. Świeżo powstałe rany powoli wypluwały czerwoną posokę, a ich skrzepy tworzyły wzory podobne do tatuaży zrobionych przez szaleńca, w przypływie nagłej weny twórczej. Puste oczy patrzyły obojętnie na obraz nędzy i rozpaczy, nie wyrażając niczego poza drobnymi iskierkami znudzenia wymieszanego ze zmęczeniem, które doprowadzało mięśnie do drżenia.
Krajobraz przeszłości wpasowywał się idealnie do nihilistycznego nastroju, jakby specjalnie powstał po to, by płonąć ogniem zbyt długo trzymanej złości oraz rozpadać się w gorzki popiół wyrzutów sumienia. Przyszłość malowała się szarością niepewności, zamazaną przez mgłę lęku, kusząc podupadłym zamkiem, stworzonym z kamieni osobistych granic i wewnętrznych murów. Wiatr szeptał o spokoju głosem zranionego dziecka, prowadząc za rękę wymyślonym dotykiem poddanego dorosłego wprost do otwartych drzwi teraźniejszych marzeń. Tron zbudowany z kości przeszłych relacji, sklejony krwią martwych emocji obiecuje schronienie. Korona utkana z drutu najskrytszych pragnień, zapewnia ściągnięcie ciężaru odpowiedzialności. Ochłapy serca zapieczętowane łańcuchem nadziei, przyrzekają ochronę tych resztek, które można jeszcze komuś oddać.
Wystarczyło usiąść, by spokój objął poobijane ciało, a cisza wybiła resztki myśli z głowy. Wystarczyło usiąść, by odpocząć, zostając królem krainy autodestrukcji, będącej domem dla demonów grzechów, oczekujących na spłacenie.
~ Nobody really cared, so it never really mattered, it never really mattered, so it never really happened. What's the point in fighting for a happy ever after? The past keeps haunting the future, I imagine. All I ever wanted was a little peace and quiet.

View more

Zrodzeni w mroku

The voices in my head keep telling me I'm not okay.

Każde potknięcie o korzeń zwany błędem posyła mnie do dziury bez dna, jakbym wiecznie stał na osuwającym się gruncie nad przepaścią, zbyt zahipnotyzowany wpatrywaniem się w to co znajduje się na dole, by zauważyć, kiedy zaczynam spadać. Za bardzo skupiony na wietrze we włosach, żeby dostrzec moment, gdy zamienia się w burzę targającą moim ciałem. Zbyt pochłonięty lekkimi myślami w głowie, aby spostrzec, jak słońce zostaje przesłonięte czarnymi, deszczowymi chmurami, zabierając planecie całe światło oraz ciepło, zastępując je przerażającą ciemnością i chłodem, który mrozi krew w żyłach. Zbyt wsłuchujący się w ciszę panującą dookoła, ażeby usłyszeć świst powietrza wydostającego się z płuc, spowodowany nagłym uczuciem nieważkości, które wraz z biciem serca zamieniło się w ciężkie przyciąganie grawitacji.
Ciało stało się elastyczne, przypominając gorący karmel, któremu można nadać dowolny kształt, a głowę wypełnił krzyk głosów budzących czarno-białe wspomnienia z przeszłości, co chaotycznie pojawiały się przed moimi oczami, niby zepsuta taśma projekcyjna w kinie.
Jakakolwiek wola walki została zgnieciona pod ciężarem bezsilności, na widok tak znajomych ścian wyłożonych szkłem, które pokrywały brązowe smugi zaschniętej krwi z usilnie wczepiających się w nie drążących palców, powstałych podczas poprzednich prób wydostania się z tej pułapki, ironicznie odbijających się na tle ciemności, jakby chciały wypomnieć wszystkie poniesione tu porażki.
Czułem się jak Alicja z Krainy Czarów, w chwili, gdy spadała do króliczej nory, ale zamiast latających przedmiotów, widziałem sylwetki osób z traumatycznych koszmarów, wyciągające swoje lepkie dłonie, a ich dotyk wypalał krwawe rany na skórze, wydobywające krzyk, odbijający się donośnym echem od luster. Z ich wypływał czarny jad, powoli skapujący po brodzie, w momencie, w którym wypowiadali wyryte w moich kościach zdania, zatruwające myśli zielonymi obłokami.
Traciłem poczucie czasu, zapominając jak brzmi mój zdarty głos, a jasność wydawała się tylko mglistym snem dnia poprzedniego, kiedy otaczali mnie ze wszystkich stron, przypominając wygłodniałą watahę wilków, gotową rzucić się na ofiarę i zjeść ją żywcem.
Dopiero wtedy, gdy iskierka nadziei umierała, zdmuchnięta oddechem wydobywającym się spomiędzy ich zakrwawionych warg, pojawiało się światło zdrowego rozsądku, przebijające się przez chmury negatywności, delikatnie muskając obolałe ciało. Lekki podmuch wiatru szumiał w głowie, pozbywając się zbędnych myśli i zostawiając jedną, wibrującą niczym stado os, jednocześnie przynoszącą komfort wraz z bezpieczeństwem - to wszystko jest w mojej głowie. Widma zniknęły, zastąpione mocnym chwytem osoby od zawsze odpowiedzialnej za moje bezpieczeństwo, a jej ciche szepty, w kółko powtarzające tak potrzebne zapewnienia, jednocześnie wywołujące przyjemny dreszcz na zesztywniałym do bólu karku, powoli sprowadziły mnie na ziemie.
~ I'm losing my mind but I don't wanna talk about it.

View more

The voices in my head keep telling me Im not okay

Spokój duszy.

Całe życie potrafiłem odczuwać nagły ból w sercu, przeobrażający się w tęsknotę za domem. Mogłem leżeć we własnym łóżku, a mimo to cichy głos w środku mówił, że dalej mam szukać. Błądziłem we mgle, panicznie probując znaleźć swoją ostoję i pozbyć się wrażenia, że jestem niekompletny.
Próbowałem to ignorować, zrzucając to na hormony życia nastoletniego i potrzebę przynależności oraz posiadania swojego miejsca na ziemi.
Próbowałem to zatuszować obowiązkami życia codziennego, by nie musieć o tym rozmyślać.
Próbowałem robić dom z ludzi, budując fundamenty na osuwającym się piasku i patrząc, jak druga osoba podpala naszą drewnianą konstrukcję, puszczając ją z dymem.
Próbowałem robić dom z siebie, ale cały czas wracało poczucie, że jestem niekompletny, zupełnie jakbym był opuszczonym budynkiem, na którego urządzenie zabrakło pomysłów.
Próbowałem przystosować się do swojego środowiska, ale z każdym rokiem miałem wrażenie, że ściany zbliżają się coraz bardziej, zamykając mnie w klatce, a macki domu rodzinnego wzmacniają nacisk na moim ciele.
Mimo wszystkich tych prób, dusza dalej zrywała się do lotu, obserwując sunące po niebie samoloty, a serce kołatało w piersi, próbując się wyrwać do miejsca, w którym w końcu odnajdzie to, czego ojczysta ziemia nie była w stanie mu dać.
Mimo wszystkich tych prób, dalej pojawiało się uczucie przyciągania do ziemi nieodkrytej, która z każdym krokiem wzywała zmęczone ciało w swoje ciepłe ramiona, zalewając psychikę pierwotną tęsknotą za bezpieczeństwem.
Aż w końcu sznurek obowiązany wokół serca stał się widoczny, swoim blaskiem rozganiając ciemności, prowadzące w nieznane. Droga wyryła się w pamięci, a każdy kolejny krok przynosił ze sobą długi wyczekiwany spokój, wyciszając napięte nerwy. Nić stawała się coraz krótsza, a serce wypełniała dziecięca radość, rozmrażając pozostałe bryły tęsknoty. Uśmiech poszerzał się z każdą upływającą sekundą, a ciało drżało z niecierpliwości.
W jednej chwili, gdy do uszu dobiegł charakterystyczny dźwięk skuterów, wymieszany z głośnym, melodyjnym językiem, kubki smakowe wyczuły unikalny aromat kawy, a nozdrza wypełnił tak znany, a jednak tak inny zapach palonego tytoniu - serce zabiło mocniej, przepełniając wszystkie komórki uczuciem przynależności, dusza zapadła w bezpieczny sen, a resztki ciemności wyparowały z umysłu. Wróciłem do domu.
~ Keep holding on 'cause I'm coming home. I'm coming back to the ones I know, never lose hope 'cause I won't let go. I'm coming home.

View more

Spokój duszy

Zdmuchnięte życzenie urodzinowe.

InCordeVersum’s Profile PhotoAlia K. Lévchenko
Jak skończyć obraz, który od samego początku nigdy nie miał być skończony? Jak na nowo odnaleźć kształty, które już dawno zatarła pamięć, godząc się z góry narzuconym faktem, że to tylko bazgroły do szuflady? Jak znaleźć inspiracje do tworzenia szczegółów, dopracowania kresek i dobrania odpowiednich kolorów, gdy miał to być tylko niechciany bazgroł, na który nie chciało się więcej patrzeć? Jak przywołać wenę twórczą do naprawienia czegoś, co jest zepsute, nie mogąc niczego wymazać ani zacząć od nowa?
Gdzie znaleźć brakujące elementy wizji, których się już nie pamięta, bo miały być nieważne? Jak stworzyć całość, gdy powstały tylko rozmyte kontury, a inne ślady ołówka już nie pasują? Jak sprawić, by wszystko gładko w siebie przechodziło, skoro nigdy nie miało, a pamięć zatarła wizję skończonego obrazka?
Jak nadać sens czemuś, co nigdy go nie miało?
Idę przez życie, uciekając przed tymi pytaniami, które gonią mnie jak rój much. Staram się nie zamykać oczu, bo wizja niedokończonego dzieła prześladuje mnie niczym duch nawiedzony dom. Zajmuję sobie umysł, byleby o tym nie myśleć, bojąc się, że zabłądzę w tym labiryncie i nigdy się nie odnajdę. Jednak w nocy to wszystko i tak mnie dogania, atakując swoimi ostrzami, wżerając się w mózg, by się w nim zadomowić.
Czasami okazuje się, że potrafię znaleźć się w transie, zainspirowany rzeczami dnia codziennego, gdy wizja gotowego obrazu rozjaśnia się w głowie niczym kot pławiący się w słońcu, a wszystkie kształty i kolory nabierają ostrości, wskakując w odpowiednie miejsca. Ręka podświadomie sunie po płótnie, starając się wszystko odtworzyć, póki mgła zapomnienia nie osłoni tej wizji na nowo.
A gdy świadomość wraca na swoje miejsce i cała euforia znika, okazuje się, że minął kolejny rok i kolejna rzecz zaczęła się rysować z chaotycznych kresek.
I mam tylko nadzieję, że kiedyś spojrzę w swoje oczy, w których zamiast pytań będą w końcu odpowiedzi.
~ One false move, you're a Kennedy. If you fight it you're the enemy. I'm so sick, but I can't find a remedy, I'm still tryna find my identity. Where's my head? On the podium, gas me up, no petroleum. I'm so sick, but I can't find a remedy, I'm still tryna find my identity.

View more

Zdmuchnięte życzenie urodzinowe

Safe place.

xhannahpixiesnowdonx’s Profile PhotoHania.
Tęsknię za nocnym siedzeniem na balkonie, z cichą muzyką w tle, gdzie towarzyszył nam tylko księżyc i dopalający się wolno papieros.
Za spacerami o późnej porze środkiem ulicy, gdy chłodne powietrze przyjemnie drażniło nasze płuca.
Za placem zabaw i drinkiem, który mroził palce i rozgrzewał od środka, gdy oboje wracaliśmy do przeszłości, by uświadomić sobie jak wiele przeszliśmy i jak dobrze, że to już za nami.
Za leżeniem na trawie, gdy wiatr bawił się kosmykami naszych włosów, w uszach szumiała pobliska woda, a my patrzyliśmy na gwiazdy, uświadamiając sobie jak mali i nic nie znaczący jesteśmy na świecie.
Za siadaniem na chodniku, choć ławka była tuż obok, ale poziom wódki w krwi był wystarczająco duży, by nie przejmować się nikim i niczym.
Za słonecznymi dniami, podczas których słońce przyjemnie grzało moje ciało, gdy siedzieliśmy w kawiarni przy kawie, każdy pogrążony we własnych myśli, a jednak dostępny dla drugiego.
Za tym, że podczas każdego z naszych wyjść wyglądałeś jak ojciec po rozwodzie w swoich swetrach, a ja byłem buntującym się nastolatkiem ubranym całym na czarno.
Za chodzeniem za Tobą, by robić Ci za ochroniarza, byś miał święty spokój od ludzi.
Za rozmowami o czwartej nad ranem w kuchni, gdzie siedziałem na podłodze, głaszcząc kota, a w uszach odbijał się śmiech wywołany różnymi historiami z naszego życia.
Za wolnością i szczęściem, które czułem na każdym kroku.
Za czuciem się w końcu żywym.
Za posiadaniem Ciebie obok, by zawsze przyjść i nawet posiedzieć w swoim świecie, ładując swoje socjalne baterie.
Za byciem przy Tobie kim mi się podoba, bo znasz mnie lepiej niż ja samego siebie i nigdy nie oceniasz, bo jesteś moim odbiciem lustrzanym.
Za Tobą.
Zabierz mnie do domu.
L'unico posto a cui appartengo sei tu?
~ Perché ti sento lontana, lontana da me. Adesso portami a casa che mi spaventa l'inverno e le gambe stanno cedendo. Non vedi che ho troppo freddo. Portami a casa che il tuo sorriso è stupendo. Ma sai se adesso ti perdo non vedo neanche più un metro.

View more

Safe place

Grudniowe piękno.

18.12.2015r.
Pamiętasz ten dzień? Sześć lat.. Kiedy to tak właściwie minęło?
To był intensywny czas dla Ciebie jak i dla mnie. Pełen emocji, wzlotów, upadków, kryzysów i kłótni, ale wiesz co było w nim najlepsze? Że byłeś obok.
Poznaliśmy się praktycznie będąc dziećmi. Rozmawialiśmy całe noce na Skypie aż do rana, bawiliśmy się w "co by było gdyby", wymyślaliśmy dziwne opowiadania o nas i naszych kraszach, czy bawiliśmy się w stalkerów. Aż mrozi jak się o tym czasami pomyśli.
Przechodziliśmy przez wzajemne okresy buntu, klnęliśmy na każdą pojedynczą jedynkę z przedmiotu i płakaliśmy sobie do słuchawki z każdym kolejnym załamaniem nerwowym, zawodem, pękniętym sercem.
Mimo, że niejednokrotnie się kłóciliśmy i powtarzaliśmy "nigdy więcej nie będę mieć z Tobą kontaktu" - zawsze tęskniliśmy, uczyliśmy się własnych błędów i wracaliśmy jak bezbronne dzieci.
Chociaż nikt mnie tak nie irytuje tak jak Ty... Nikogo nie mam ochoty tak zrzucić z mostu jak słyszę setny raz o tym samym i nikomu nie mam ochoty aż tak układać życia jak widzę Twoje głupie błędy - nie wymienię Cię na nikogo innego. Stałeś się już częścią mnie, bez której zniszczę sobie życie w ciągu tygodnia. Człowiekiem, który nawet banalne decyzje musi za mnie podjąć i przyjacielem, który zna mnie lepiej, niż ja sama.
Dziękuję Ci, że Cię mam. Że jesteś i tak długo mnie znosisz.
Wiem jaka czasami bywam nieznośna, moje zachowania są nieracjonalne i niejednokrotnie masz mnie dość, a mimo wszystko wciąż jesteś i nigdzie się nie ruszasz. Wciąż mnie upewniasz, że nie jestem sama i dalej mnie kochasz.
Powtarzamy sobie to co roku, więc w tym nie będzie inaczej. Bądź przy mnie jak najdłużej bo pamiętaj - musisz być chrzestnym moich przyszłych dzieci i uśmiechem, którego tak często brak. To z Tobą chcę mieć najwięcej piosenek, z Tobą chcę mieć więcej wspomnień, Tobie chcę wysyłać hajs na fajki za napisany kolos z angielskiego i z Tobą chcę się dzielić wszystkimi gorącymi ploteczkami.
Po prostu bądź nieustannie tą lepszą częścią mnie i nie uciekaj więcej. Bez znaczenia ile sprzeczek nas jeszcze czeka - przejdziemy przez to razem. W końcu jesteś moją jedyną prawdą w tym fałszywym świecie
I jak to mawia klasyk...
"Będę walczyć,
Będę kochać,
Będę się o Ciebie bić."~
Ps. Mam nadzieję, że tych osiemnastych grudnia będzie jak najwięcej. // @InCordeVersum

View more

Grudniowe piękno

Pustka.

Wciskam jeden przycisk i czuję jak cały świat się oddala, jakbym opadał pod wodą na dno. Myśli pękają jak bańki mydlane, zostawiając przyjemną ciszę wypełniającą głowę. Uczucia znikają za grubymi drzwiami bez klamki, ustępując miejsca pustce. Wszystkie zmartwienia odpływają jak fale podczas odpływu, a ciało rozluźnia się, gdy na nowo odzyskuje stabilizację w punkcie zero.
Upragniony szron zaczyna pokrywać opuszki palców, stopniowo pnąc się w górę, leniwie wchłaniając się do krwiobiegu. Zimne muśnięcia docierają do serca, na nowo skuwając je lodem i gasząc wewnętrzny ogień. Lodowate powietrze kłuje płuca, gdy biorę oddech, na nowo odzyskując kontrolę.
Dźwięki są przytłumione, światło pada zza chmury, nie rażąc oczu. Świat przybrał szare barwy, pozbywając się jakiegokolwiek koloru, gdy wszystko stało się na tyle obojętne, by nie wywoływać intensywnej reakcji.
Ból zostaje tylko wspomnieniem, ciepło zostaje ulokowane w zakładce przeszłości, a ja patrzę obojętnym wzorkiem jak wiatr porywa resztki tego co było, niosąc ze sobą pytanie, na ile sam nienawidziłem swojego ognia, a na ile to inni mnie nauczyli, że ciepło jest problemem.
W końcu się wypaliłem, a z popiołów nie dało się już uzbierać całości.
Byłem gorącym latem, ale zima na nowo skuła moje wnętrze, przynosząc ze sobą upragniony spokój.
~ I've become so numb, I can't feel you there. Become so tired so much more aware. I'm becoming this, all I want to do is be more like me and be less like you.

View more

Pustka

Listopadowa udręka.

To wszystko było do przewidzenia. Spodziewałem się takiego zakończenia, jednak miałem nadzieję, że to będzie tylko draśnięcie, a nie kolejny nóż wbijany w miękką tkankę.
Przecież znałem ten schemat. To tylko kolejne rana, kolejna plama krwi na białym dywanie życia, kolejna ćmiąca po latach blizna, kolejna długa rozmowa z alter ego. Po tych wszystkich latach nie powinno to na mnie robić żadnego wrażenia, dlaczego więc nie byłem na to gotowy? Dlaczego zabolało jak za pierwszym razem?
Z krwawiącym uśmiechem przekręciłem nóż, by zacząć na nowo opadać w nicość. Pozwoliłem, by znajome cienie muskały lekkie ciało, kołysząc je do snu, gdy czekałem na tą jedną sylwetkę.
Jednak tym razem coś było inaczej. Nie krążył wokół mnie jak hiena, wyśmiewając kolejny nóż i głupie nadzieje dobrego serca. Zamiast tego dumnie stawiał kroki, łasząc się niczym stęskniony kot. Zadowolony uśmiech nie schodził z jego twarzy, gdy chłodnymi palcami uniósł moją twarz, zmuszając do spojrzenia w puste oczy. Nie było złośliwych szeptów przepełnionych jadem, wyzwisk i wykrzykiwania, że powinienem się w końcu nauczyć, bo zawsze kończę tak samo. Spijałem słowa o ochronie, o bólu do którego się nie przyznam, o kolejnych próbach zbierania się i przyczynie jego powstania. A ja z każdym jego słowem byłem tylko coraz bardziej zmęczony. Nim, całą sytuacją, rozdzierającym bólem który nie pozwala oddychać, ludźmi, zataczającą się historią, życiem, istnieniem.
Przymknąłem oczy, chcąc tylko na chwile odpocząć, zapomnieć, wylizać rany, a cichy brzdęk spadającej obrączki odbijał się echem w mojej głowie, wraz z jego triumfalnym śmiechem. Niech się dzieje.
~ I didn’t dodge all your bullets I just denied that they hit me. So when my body is bleeding I won’t admit that this hurts because admitting isn’t fixing, so then what is it worth?

View more

Listopadowa udręka

Chwila słabości.

IvanWidero’s Profile PhotoIvan Widero
Powstałem z chłodnych popiołów niczym feniks, który podczas spalania siebie, parzy również innych. Jednak w przeciwieństwie do niego, mogę tylko tęsknie wspominać swoje chłodne wnętrze i stalowe spojrzenie.
Doskonale pamiętam proces przemiany będący ochroną przed najbliższymi ludźmi oraz słowa, które rozbijały skute lodem serce. Pamietam, gdy pierwsze języki ognia zaczęły pełzać po moim ciele, niczym węże w moim krwiobiegu, dzielnie pnąc się do klatki piersiowej, w której urządziły gniazdo. Pamiętam uciekający chłód, nie do zbicia gorączkę i łzy będące resztkami mojego poprzedniego życia. Pamiętam pierwszy widok swojej tak znajomej, a jednak innej, twarzy i wesołe ogniki tańczące w źrenicach.
To zabawne, że ludzie od dziecka oczekują ognia, topiąc lód swoim ciepłem, by później bać się dorosłego będącego pożarem, bo jednak chłód staje się bardziej pożądany.
Im dłużej próbuję, tym więcej zniszczeń tworzy mój ogień. Jestem zmęczony wzniecaniem pożaru, by utrzymać czyjeś ciepło. Mam dość słów przerażenia i pustych obietnic. Zagłuszam litościwe zapewnienia, coraz bardziej zagłębiając się w pustkę, wybudowaną na wspomnieniach.
Powoli się wypalam, próbując zapełnić czymś ćmiącą tępym bólem dziurę. Dym drapie gardło, wypełniając płuca przy każdym oddechu. Oparzenia na ciele zostawiają blizny, które nie chcą się goić. Ogniki coraz bardziej gasną w podrażnionych oczach. Uczucia, jak sępy, karmią się sercem, wyrywając coraz większe jego fragmenty. A ja umieram, niezdolny się odrodzić. Staję się pustym próchnem, krzyczącym w głuchej samotności, błagania o powiew miłości.
Jak zabawne, że ludzie, którzy mnie zabili, nawet nie dali mi powodu, bym cieszył się przemianą. Inni mówią, że jeśli sam nie wypełnię wyrwy, nie zrobi tego nikt - ale jak mam coś odbudować, skoro nawet nie wiem jak wyglądało przed zburzeniem?
Jeśli proces leczenia polega na przeciwieństwie tego co Cię zraniło, to potrzebuję miłości, na którą nie będę musiał wiecznie zasługiwać.
~ I hate that somehow this is all my fault. I hate that I'm wide awake watching the door. I hate these long showers sitting on the floor. I hate in the end it was me who was wrong.

View more

Chwila słabości

13 października 2021.

Jesienne wieczory budzą do życia zmarłe wspomnienia. Chłodny wiatr otwiera drzwi do dawno zamkniętej przeszłości, pozwalając im wyjść ze swojego grobu. Pozwalam by migały mi przed oczami, wyraziste dokładnie tak samo jak te z wczoraj. Nienawiść do samego siebie drapie mnie w gardle, a ślina zamienia się w żrącą toksynę.Głos w głowie ciągle powtarza „czemu taki jesteś?”, gdy coraz bardziej pozwalam sobie w tym utonąć.
Każde wydarzenie migocze, każde słowo jest powtarzane w zwolnionym tempie. Wątki zaczynają się łączyć, jeden, drugi, trzeci. Jedno wspomnienie prowadzi do drugiego, trzeciego, a przyczyny są liną, która prowadzi mnie coraz głębiej i dalej. Wszystko zaczyna nabierać sensu, każde zachowanie zaczyna mieć swój powód.
Plecy uderzają o dno, z ust wydobywają się bąbelki powietrza, a oczy otwierają się szerzej, bo w końcu przyszło zrozumienie niczym długo wyczekiwane promienie słońca i nadziei. W oddali migocze niewyraźna wersja mnie z tamtego okresu, cicho szepcząc „to nie Twoja wina”.
Wyłaniam się z własnego mroku, zamykam szczelnie drzwi, gdy w głowie tysiąc myśli przewija się w rytmie przyśpieszonego bicia serca.
Niektórych rzeczy nie da się już pozbyć, bo za bardzo stały się moim obronnym cieniem, który pora z siebie zrzucić i pozwolić mu kroczyć obok.
~ It's no big surprise you turned out this way, when they close their eyes and prayed you would change.

View more

13 października 2021

Złudzenie.

Czasami w mojej głowie biją się dwie osoby, walcząc o kontrolę. Odbicie w lustrze przestaje przedstawiać moją twarz, a staje się refleksją tego drugiego. Ocenia mnie swoim chłodnym spojrzeniem, a wredny uśmieszek nie schodzi z jego ust.
Kusi swoim głosem pozbawionym emocji, snując przede mną wizje o tym, jak mogłoby być pięknie, gdybym tylko oddał mu władzę. Wspomina moje słowa rzucone przez zaciśnięte z bólu zęby o tym, kim chciałbym być, a on już jest. Wypomina każdy moment, który zabolał, przekręca każdy wbity nóż w plecy, gdy chciałem dobrze, a kończyłem z niczym. Pokazuje twarze osób, dla których byłem zbyt dobry, a które postanowiły to wykorzystać, bym potem samemu lizał swoje rany. Kpi z myśli, że cały ten cykl w końcu się skończy.
Przecież wystarczyłoby wyłączyć emocje, by to wszystko zniknęło. Cały ból, który jeszcze mnie czeka; cały strach, który paraliżuje ciało. Nie kończyłbym w tym samym ciemnym miejscu; nie dawałbym się wykorzystywać, bo każdy dostawałby to, co sam dawał i na co zasłużył; zniknąłby cały stres, bo wszystko byłoby mi bezdusznie obojętne. Serce zostałoby zastąpione chroniącą je pustką.
Śmieje się prosto w twarz na słowa, że to byłoby zbyt proste, zbyt nudne, zbyt puste. Szepcze o wszystkich słabościach, o każdym składaniu się na nowo, o każdym momencie gdy chciałem się poddać.
I tylko momentami, gdy w lustrze znowu widzę puste spojrzenie, boję się, że mu ulegnę.
- Ha, barely two words in and you already look like you want me dead. You’re getting all worked up over nothing. You changed, you’re getting weak.
~ You're in danger, if the person in the mirrorisastranger. I know you'reholding onto allthat anger. Is it the reflection of a savior?

View more

Złudzenie

Zostaw tu wiadomość dla kogoś.

Nigdy bym nie pomyślał, że wrzucenie gg z nudy na aska zmieni moje życie. Chyba powinienem podziękować jednej osobie, która potem wszystko próbowała nam zniszczyć, że dzięki niej postanowiłaś do mnie napisać.
Kto by pomyślał, że jeden grudniowy wieczór wypełniony narzekaniem na życie, przerodzi się w coś takiego?
Byłaś pierwszą osobą, z którą zacząłem tyle pisać. Codziennie, cały czas trzeba było Ci odpisać, a jak zapomniałem, to sama się upominałaś.
Byłaś pierwszą osobą, z którą zacząłem rozmawiać realnie, a moje pierwsze wrażenie i cudowny tekst, który usłyszałaś dalej bawi. Ma się ten urok osobisty, co?
Byłaś pierwszą osobą, która w bezsenną noc usłyszała całą historię mojego życia, choć nie było czym się chwalić. Zrzuciłem przed Tobą wszystkie maski, pokazałem wszystkie blizny, opisując ich historie. Wytknąłem każde miejsce, które boli, każdy czuły punkt, w który jak uderzysz, to się rozpadnę. Wpuściłem Cię do serca i do swojej głowy.
Zaczynaliśmy jako zniszczone nastolatki, którym się nudziło. A teraz jesteśmy dwójką zagubionych dorosłych, którzy próbują odnaleźć swoje miejsce w tym świecie.
Kiedyś tworzyliśmy teorie spiskowe, teraz mamy swoje ploteczki, które całe szczęście są prywatne.
Kiedyś bawiliśmy się w „co by było gdyby” teraz pada „nie uwierzysz co się stało”.
Kiedyś oglądaliśmy razem śmieszne kotki, teraz mamy swoje własne, z których można się śmiać.
Kiedyś snuliśmy marzenia, a teraz staramy się to spełnić.
Dziękuję za każdy rok z Tobą, za to, że wywarłaś tak ogromny wpływ na to, jaki jestem dzisiaj. Dziękuję za to, że czuję się przy Tobie komfortowo i mogę być sobą, okazać wszystkie emocje, a Ty zrozumiesz. Dziękuję za to, że mimo tylu prób zerwania naszej więzi, nie potrafimy już na długo bez siebie funkcjonować.
Nie jesteś moją przyjaciółką, jesteś kimś znacznie więcej. Jesteś moją siostrą z innej matki i ulubionym kobiecym wyjątkiem.
„Każdego dnia, dziękuję Bogu za to, że Cię mam”. Kiedyś w końcu wyszeptam Ci to do ucha, pijąc z z Tobą wino, Niunia.
~ So you can drag me through hell, if it meant I could hold your hand. I will follow you.

View more

Zostaw tu wiadomość dla kogoś

Language: English